Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu

Okładka książki Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu
Liao Yiwu Wydawnictwo: Czarne Seria: Poza serią reportaż
480 str. 8 godz. 0 min.
Kategoria:
reportaż
Seria:
Poza serią
Tytuł oryginału:
For a Song and a Hundred Songs: A Poet's Journey Through a Chinese Prison
Wydawnictwo:
Czarne
Data wydania:
2017-01-11
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-11
Liczba stron:
480
Czas czytania
8 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380493520
Tłumacz:
Tomasz Bieroń, Agnieszka Pokojska
Tagi:
Agnieszka Pokojska Tomasz Bieroń Chiny literatura chińska literatura faktu reportaż więzienie
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Poezja zapełnia więzienia



1923 14 299

Oceny

Średnia ocen
7,5 / 10
78 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
215
147

Na półkach: ,

Ta książka wstrząsa człowiekiem dogłębnie. Liao Yiwu opisuje cztery lata horroru w Chińskim Więzieniu, za wiersz Masakra, który został poświęcony pamięci wydarzeń na placu Tian’anmen - Placu Niebiańskiego Spokoju (chiń. upr. 天安门广场; chiń. trad. 天安門廣場; pinyin Tiān’ānmén Guǎngchǎng)

Ta książka wstrząsa człowiekiem dogłębnie. Liao Yiwu opisuje cztery lata horroru w Chińskim Więzieniu, za wiersz Masakra, który został poświęcony pamięci wydarzeń na placu Tian’anmen - Placu Niebiańskiego Spokoju (chiń. upr. 天安门广场; chiń. trad. 天安門廣場; pinyin Tiān’ānmén Guǎngchǎng)

Pokaż mimo to

avatar
817
442

Na półkach: , ,

Po naprawdę świetnym reportażu "Prowadzący umarłych" miałam bardzo wysokie oczekiwania w stosunku do kolejnej książki Liao Yiwu. Co mi się podobało wcześniej to barwny język, świetny dobór bohaterów i ich historii, ukazanie Chin z tej strony, o której dotąd nie miałam okazji usłyszeć. "Za jeden wiersz" również przedstawiany jest jako "reportaż" czy "literatura faktu", ale tutaj już muszę się nie zgodzić z taką klasyfikacją. To zbiór wspomnień autora z jego pobytu w aresztach i więzieniach, do tego spisywanych jakiś czas po wyjściu na wolność, więc wiadomo, że chociażby dialogi były przytaczane mniej więcej w ich brzmieniu - w końcu ktoś z nas byłby w stanie odtworzyć dokładnie nawet niezwykle istotną rozmowę, ale sprzed pięciu lat?
Książka w innych tłumaczeniach funkcjonuje pod tytułem "Za jedną pieśń i sto pieśni", co też bardziej oddaje jej sens - Yiwu nie trafił do więzienia za pojedynczy utwór, choć faktycznie ten jeden o masakrze w Pekinie sprawił, że przylgnęła do niego łatka "kontrrewolucjonisty", ale generalnie za swoją twórczość i działania. Najpierw przetrzymywano go w areszcie dłużej, niż pozwala na to prawo, potem przenoszono do różnych cel w różnych zakładach karnych. Myślę, że wszyscy sobie zdają sprawę, że w chińskich więzieniach o prawach człowieka nikomu się nie śniło i dzieją się tam okropne rzeczy - autor opowiada o niektórych, jakich sam doświadczył albo usłyszał od współwięźniów. Czytając, odnosiłam wrażenie, że Yiwu starał się przedstawić samego siebie jako tego silnego, który potrafi wiele wytrzymać, wspiera innych, stawia się, walczy o godność. Czy tak było w rzeczywistości? Nikt nie odgadnie, ale czasem aż trudno sobie wyobrazić, że artysta, który kompletnie nie potrafił się odnaleźć w więzieniu, nagle ma tyle odwagi, by się stawiać prawdziwym zbrodniarzom - wiedząc, co za to grozi. No ale we własnych wspomnieniach można przedstawić wszystko, jednak takie fragmenty sprawiały, że trochę sceptycznie podchodziłam do lektury.
Choć w "Za jeden wiersz" też były historie innych ludzi (współwięźniów), to jednak nie wciągały one tak jak w "Prowadzącym umarłych". Tutaj te historie szybko zaczęły się robić powtarzalne - albo ktoś siedział za faktyczne zbrodnie (ukradł, zabił) albo za polityczną działalność (mówił więcej niż można albo pomógł/nie pomógł niewłaściwym osobom). Poza tym więzienna codzienność - zmiana cel, bójki między więźniami, znęcanie się strażników, praca, marne jedzenie. Niby wszystko wciąż opisane plastycznym językiem, wciąż nieznane i ciekawe, ale jakoś... Nie porywa tak jak poprzednia książka. Czasem zaczyna męczyć, nudzić i przytłaczać. Do tego autor opisuje też trochę swojego życia i okazuje się przez to człowiekiem, którego ciężko polubić - zostaje jedynie współczuć jego bliskim. Wciąż, nie jest to zła książka, ale jednak stanowczo poniżej oczekiwań.

Po naprawdę świetnym reportażu "Prowadzący umarłych" miałam bardzo wysokie oczekiwania w stosunku do kolejnej książki Liao Yiwu. Co mi się podobało wcześniej to barwny język, świetny dobór bohaterów i ich historii, ukazanie Chin z tej strony, o której dotąd nie miałam okazji usłyszeć. "Za jeden wiersz" również przedstawiany jest jako "reportaż" czy "literatura faktu",...

więcej Pokaż mimo to

avatar
84
54

Na półkach:

Jedna z ważniejszych pozycji na moich półkach. Autor opisuje nie tylko pobyt w chińskim więzieniu, ale łamanie sumień, rozpacz, niemoc, gorycz i przerażenie. Udaje mu się także, bez żadnego zażenowania, rzucić słabe światło na sytuację w Chinach, na to jak traktuje się kobiety, jak działają władze, kogo nazywa się tam wywrotowcem. Przejmująca lektura na długo zapadająca w pamięć.

Jedna z ważniejszych pozycji na moich półkach. Autor opisuje nie tylko pobyt w chińskim więzieniu, ale łamanie sumień, rozpacz, niemoc, gorycz i przerażenie. Udaje mu się także, bez żadnego zażenowania, rzucić słabe światło na sytuację w Chinach, na to jak traktuje się kobiety, jak działają władze, kogo nazywa się tam wywrotowcem. Przejmująca lektura na długo zapadająca w...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
72
15

Na półkach:

Ogólnie dość ciekawa. Jednak to co mnie raziło w tej książce to wrażenie, że czasami zdawało mi się, że autor słabo przedstawił okrucieństwachińskiego więżienia.

Ogólnie dość ciekawa. Jednak to co mnie raziło w tej książce to wrażenie, że czasami zdawało mi się, że autor słabo przedstawił okrucieństwachińskiego więżienia.

Pokaż mimo to

avatar
325
324

Na półkach:

Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu (2011)

„Pisałem tę książkę trzy razy ze względu na przeszkody piętrzone nieustająco przez chińską służbę bezpieczeństwa. [...] w latach 1990-1994 odbywałem czteroletni wyrok za to, że napisałem i kolportowałem wiersz, w którym potępiłem niesławne krwawe stłumienie przez władze państwowe prodemokratycznego zrywu studentów na placu Tian’anmen [Placu Niebiańskiego Spokoju] w 1989 roku” (str. 19). „Przekazanie tego dało mi poczucie godności” (str. 464).

Książką wciąga. Polskie tłumaczenie*, dokonane z wersji angielskiej (którą wobec zaawansowanych zmian redaktorskich można śmiało uznać za bazową) – czyta się dobrze. Narracja, mimo niekiedy słabych, i jakby na siłę wplatanych w tekst metafor mocno przykuwa uwagę. Brzmi szczerze. Autor nie przedstawia nam ugładzonego, wyidealizowanego obrazu swojej osoby – otwarcie pisze o szarym życiu w Syczuanie, swoich wadach i potknięciach, relacjach z żoną i bliskimi. Jego opowieść, często brutalna, niekiedy tragikomiczna, zdecydowanie nie pozostawia czytelnika obojętnym. Uczciwie opisane warunki bytowe osadzonych, ujęte w formie relacji z pierwszej ręki, które nie przemilczają kwestii trudnych, kompromitujących czy wstydliwych, mają zawsze szczególną wartość – tak jest i w tym przypadku.

Książka to także ciekawe świadectwo z czasów reform Deng Xiaopinga, który stwierdził że nie jest „ważne czy kot jest biały czy czarny – ważne by łowił myszy” i widząc jak dobrze radzi sobie kapitalistyczny Hongkong, Singapur czy Makao, postanowił pchnąć kraj w tym kierunku, przechodząc de facto na system wolnorynkowy... co teoretycznie mogłoby być idealną hybrydą gospodarki odgórnie planowanej z kapitalizmem, jest jednak czymś dużo bardziej odległym od ideału – obrazuje to znakomicie wykorzystywanie chińskich więźniów jako darmowej siły roboczej, opisane na łamach książki, czy dokumenty o warunkach pracy z tamtejszych fabryk. Owszem, ChRL ruszyła dzięki temu z kopyta ale zamiast starych bolączek niedostatku, zastoju, pojawiły się inne, między innymi hiper-wyzysk, a cenzura i totalitaryzm – jak były, tak są. Czy człowiek jest szczęśliwszy w nowych nike’ach, z butelką coli i smartfonem, ale bez realnego wpływu na prawo czy gospodarkę – to pytanie równie dobrze możemy postawić sobie.

Doświadczenia zza krat to potworne obciążenie psychiczne, trauma która zostaje z człowiekiem na całe życie, zwłaszcza jeśli odbiera się wolność obywatelowi który sobie na to nie zasłużył, a kraj który jest za to odpowiedzialny nie należy do czołówki tych które mają w poszanowaniu prawa człowieka. Upokorzenie, poczucie niemocy i zuchwałej niesprawiedliwości, wzmocnione brakiem zrozumienia i empatii, także ze strony najbliższych, potrafi sprawić że człowiek traci poczucie sensu i powoli gaśnie. Nie dziwi więc potrzeba podzielenia się smutnymi przeżyciami z szerszym gronem, opinią publiczną, i tym samym kontynuowania walki o zadeklarowane ideały. Miło jest myśleć że takie jednostki to pędzące kamienie, za którymi runie lawina... ale nim góra ulegnie erozji mogą minąć wieki. Polityczna bierność większości Chińczyków, którzy wolą się nie wychylać i za dużo nie myśleć – nie dziwi. (Zwłaszcza teraz, kiedy Państwo Środka z lokalnego gracza przeistacza się w światową potęgę).

Polscy czytelnicy, pamiętający czasy Solidarności, Okrągły Stół i dzikie lata 90-te powinni wyjątkowo dobrze rozumieć pisarza.

.

Angielski tytuł perypetii Liao jest bardzo poetycki – polski nie. („For a Song and a Hundred Songs: A Poet’s Journey Through a Chinese Prison”). Jest to też tytuł jednego z rozdziałów. O ile część druga w tłumaczeniu dosłownym brzmi fatalnie, to pierwszej zmieniać się nie powinno. Jest też nieco mylący, bo książka właściwie tyczy się realiów aresztu, a więc miejsca rządzącego się nieco innymi prawami niż więzienie.

Okres odsiadki Liao Yiwu to łącznie około czterech lat. 4/5 książki dotyczą pobytu w areszcie, gdzie odbył połowę wyroku jaki ostatecznie mu zasądzono. Pobyt w zakładach karnych, mimo że równie długi – został potraktowany bardzo skrótowo. Tę nieproporcjonalność tłumaczą refleksje autora i fakty które przedstawia, a w świetle których więzienie jawi się jako miejsce spokojniejsze i dające znacznie większą swobodę. Poza tym pierwsze doświadczenia zawsze są najsilniejsze.

W więziennych wspomnieniach skrobanych przez poetę można by spodziewać się wielu opisów płaszczyzn i sprzętów, drobiazgowych analiz, dopatrywania się kształtów w zaciekach i pęknięciach (jak w teście Rorschacha), a tu właściwie tego nie ma. Nie wiemy nawet jaki kolor miały ściany cel w których przebywał. O ile teatr wyobraźni to coś co mogłoby niepotrzebnie obciążać tekst, to szczegóły techniczne są ważne. Będąc w areszcie autor robi współosadzonemu herbatę, zalewa ją gorącą wodą – nie mówi jednak skąd ją bierze... z kranu, z czajnika... używa grzałki czy też przyniesiono ją wraz z obiadem? Warto by to poprawić.


* Z przekładu Wenguang Huanga na język angielski przełożyli: Agnieszka Pokojska i Tomasz Bieroń.

Uwagi odnośnie polskiej wersji i oryginału:
str. 17 – fatalna literówka w 11 linijce, zamiast „laureata” jest LAUREAT (tym samym zdanie to przypisuje pokojowego Nobla Liao Yiwu, nie Liu Xiaobo); str. 95 – klękli (klęli); str. 108 – „ludzie wylali się na krajobraz jak rzygowiny z ust pijaka” – natknąłem się na podobną metaforę w „Gommorze” Roberto Saviano, gdzie porównywał neapolski port do odbytu w trakcie przypisanych tej części ciała działalności; i tam i tu brzmi to podobnie: słabo, trochę grafomańsko (jedno z miast nad Jangcy Yiwu także przyrównuje do dupska).

W tekście jest sporo porównań – albo ich piękno i finezja giną najwyraźniej w tłumaczeniu, albo były i są słabe. Jest ich za dużo i przypominają stare teksty polskich hiphopowców („jesteś mokra jak Bonaqua, słodka jak vegeta, seksu głodna jak Carmen Electra” – itp.). Rzecz jasna nie wszystkie.

Str. 118 – szklana misa (szklana kula); str. 151 – „podjąć go pod nogi|” – ?!; str. 185 – „Północną Shibango” (Północna Shibango?); str. 230 – drzemkę poobiednią (poobiednią drzemkę); str. 313 – Jaki duży (jak duży, ewentualnie można dostawić przecinek po JAKI, co zmienia jednak nieco sens pytania); str. 322 – w trzeciej linijce jest SIĘ do skasowania; str. 433 – wcześniej (temu); żargonowe określenie „rudzi” konsekwentnie pisane jest z dużej litery – !?

Brakuje dwóch informacji od tłumaczy, mianowicie że tak jak w Japonii czy Korei, pierwsze jest nazwisko, potem imię, oraz że chiński X czytamy jak S.

PS „Prowadząc umarłych” jest świetnym dopełnieniem tej książki. Warto też sięgnąć po reportaże Hesslera.

Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu (2011)

„Pisałem tę książkę trzy razy ze względu na przeszkody piętrzone nieustająco przez chińską służbę bezpieczeństwa. [...] w latach 1990-1994 odbywałem czteroletni wyrok za to, że napisałem i kolportowałem wiersz, w którym potępiłem niesławne krwawe stłumienie przez władze państwowe prodemokratycznego zrywu studentów na...

więcej Pokaż mimo to

avatar
14394
1942

Na półkach: ,

Liao Yiwu poznaałąm dzięki fantastycznemu reportażowi "Prowadzący umarłych". W lipcu 1989 r doszłó do krwawo stłumionych przez wojsko i policję pokojowych demonstracji na placu Tianamen. Niedługo wcześniej ukochania siostar pisarza Fei Fei zginęłą w wypadku samochodowym. żałoba po jej stracie, odruch buntowniczości i protest przeciwko reżimowi znalazły ujście w poemacie "Masakra". Rezultatem było żmudne śledztwo, tymazasowe zaaresztowania Yiwu i końcopwy stosunkowo łagodny (!) wyrok 4 lat więzienia. Był wtedy młodym trzydziestoletnim człowiekiem, a żona spodziewała się ich pierwszego dziecka, córeczki.
Spotkanie Michaela Daya, Kanadyjczyka kochającego Chiny też mogło być katalizatorem. W czerwcu na Pekin najechały czołgi. A Xia oddalałą sie od męża psychicznie, bo obawiałą się jego bezkompromisowej natury, oskarżął ją szresztą o romans z kolegą z pracy. A potem nakręcił jeszcz film wspólnie z Chenem Dongem, gdzie wybrzmiał ten wiersz.
Aresztowany od razu zostałł odarty z intymności, upokorzony badaniem odbytu i ogoleniem głowy. Poznał kilkanaście pozycji w "menu", czyli typowych tortur stosowanych podczas przesłuchań. A to delikwentowi zanurzano głowę w wiadrze z nieczystościami, a to akłądano wiadro na głowę nieszczęśnika i tłuczono w nie jak w dzwon,a to walono w podgardle, lub kazano na czworaka zjadać ziarnka ryżu lub zanurzać pośladki we wrzątku. całe okrucieństwo, nieludzki aparat przesłuchań i bezwzględność władzy jest tu dobiazgowo opisana, czyniąc ten materiał lekturą dla ludzi o mocnych nerwach.
Pobyt w więzieniu rozpada się na dwie fazy: pobyt w ośrodku zatrzymań w laatch 1990-1992 i 2 zakłady karne. W ośrodku zatrzymań wszyscy marzą o ucieczce. Chwytem, by utrzymać osadzonych w ryzach była kampania " przyznaj się i donoś na innych". Z racji tego, że protest był znany poza granicami kraju, "reakcyjni" nauczycielie i studenci nie mogli tak po prostu zniknąć. Więzienni kaci zostali skuci i paradowali przed więźniami, by skłonić ich do samosądów. Autor wspomina niektóych współwięźniów, otoczonych czcią lub uznaniem, np Mu Minga co organizował teatrzyk cieni i występował przed aresztowanymi, nowego starszego celi czyli Hazardzistę Zhanga.
Najmocniej utkwił mi w pamięci j=go pobyt w jednej celi z dwoma " żyjącymi martymi",czyli skazanymi na śmierć. Niepewni swojego losu czasem kilkukrotnie wychodzili ze strażnikami na zewnątrz, by dokonano egzekucji, ale raz wykryto jakąś pomyłkę sądową i niedoszły denat wrócił do towarzyszy. Yiwu umiejętnie przedstawia koszmar egzystencji w więzieniu, klaustrofobiczne cele, brak intymności, hierarchię więzienną, historie swoich kompanów. Przejmująco pisze o tęsknocie za żoną i nie widzianą córką, podejrzewa jednak, że nie będzie miał powrotu do rodziny. Najgorzej, że można przywyknąć do bezkarności i brutalności strażników, elektrycznych pałek, ale frustracja poety doprowadziła go nawet do próby saombójczej. Martwy Lan, martwy Liu- wstrząsające portrety ludzkich wraków toczonych przez chorobę, pogardzanych przez otoczenie. Czy w tym piekle da się zachować uczucia wyższe i człowieczeństwo? jak przystosować się do świata zewnętrznego, jak pogodzić z wszczęciem przez żonę postępowania rozwodowego?

Liao Yiwu poznaałąm dzięki fantastycznemu reportażowi "Prowadzący umarłych". W lipcu 1989 r doszłó do krwawo stłumionych przez wojsko i policję pokojowych demonstracji na placu Tianamen. Niedługo wcześniej ukochania siostar pisarza Fei Fei zginęłą w wypadku samochodowym. żałoba po jej stracie, odruch buntowniczości i protest przeciwko reżimowi znalazły ujście w poemacie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
162
161

Na półkach:

Liao Yiwu przetrwał tragiczny okres w osobistej historii i przekuł go w swoją siłę – brutalnie szczerą prozę. Zachęcam do niej szczególnie tych, którzy znają tylko jedną stronę Chin, czyli gigantyczny boom gospodarczy i wszechobecne wyroby „made in China”. Powinniśmy uświadomić sobie, jaki jest rewers tego medalu. „Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu” polecam też oczywiście każdemu, kto kiedyś zetknął się z innymi dziełami Liao, oraz w ogóle fanom prozy dokumentalnej i reportażu. Nawet jeśli w miarę czytania coraz bardziej będą Was odpychać drastyczne opisy więziennych prześladowań, przeżyjcie je wspólnie z autorem od początku do końca w imię jego katharsis. To tylko kilka godzin zaciskania zębów, a świadomość zostanie w Was przez całe życie.

Całość do przeczytania na: http://zcyklu.pl/na-czasie/573/Katharsis-pisarza.-Historia-Liao-Yiwu.

Liao Yiwu przetrwał tragiczny okres w osobistej historii i przekuł go w swoją siłę – brutalnie szczerą prozę. Zachęcam do niej szczególnie tych, którzy znają tylko jedną stronę Chin, czyli gigantyczny boom gospodarczy i wszechobecne wyroby „made in China”. Powinniśmy uświadomić sobie, jaki jest rewers tego medalu. „Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu” polecam...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1067
806

Na półkach:

Czy jeden wiersz może zmienić czyjeś życie? Oczywiście. Życie Liao przekreślił na zawsze. Mężczyzna spędził 4 lata w chińskim więzieniu, a kiedy już udało mu się wydostać, nic nie było takie samo. Pobyt w więzieniu okazał się dopiero początkiem niekończącego się koszmaru.

„Nigdy nie miałem zamiaru być bohaterem, ale w kraju, w którym rządził obłęd, musiałem zająć jednoznaczne stanowisko. Masakra była moim utworem, a mój utwór- moim protestem”.

Chiny to jedno z tych miejsc, w których lepiej się nie wychylać. Nie wyrażać głośno swoich poglądów, nie krytykować systemu i nie próbować w jakikolwiek sposób z nim walczyć. Yiwu przekonał się o tym na własnej skórze. Jako jeden z niewielu skrytykował czerwcowe wydarzenia na placu Tiananmen, nie potrafił pozostać obojętnym na śmierć tylu młodych i niewinnych osób. Trochę żalu i emocji przelanych na papier sprawiły, że zasłużył na przydomek kontrrewolucjonisty i trafił na czarną listę władz.

„Państwo zarządzające na wzór Gułagu swoimi więzieniami i obozami nie jest nowoczesnym państwem, lecz maoistycznym reliktem w przebraniu cudu gospodarczego. Ceną jest ubezwłasnowolnienie i represje spotykające Chińczyków”.

Na początku Yiwu opisuje pokrótce swoje dzieciństwo i małżeństwo. Informacji tych wystarczy na dosyć intrygujący wstęp, nie przytłaczają one i nie zniechęcają do oczekiwania na to, co interesuje czytelnika najbardziej- pobyt w więzieniu. A kiedy już do niego docieramy otrzymujemy relację barwną, obrazową i bardzo soczystą. Autor nie opowiada nieśmiało, nie kryje się za tabu. Wręcz przeciwnie. Stawia kawę na ławę. Chętnie wspomina o tym, co przeżył. Wspomina wydarzenia i ludzi. Z jego opisów wyłania się miejsce koszmarne, w którym poradzą sobie tylko najsilniejsi. Dla kolejnych pozostanie to, o czym wszyscy myśli, ale boimy się powiedzieć głośno- przemoc, gwałty, poddańczość.

Spotkałam się z opinią, że relacja Yiwu była przesadzona, że za dużo w niej było o molestowaniu więźniów czy masturbacji. Ale absolutnie się z tym nie zgadzam. I nie chodzi bynajmniej o gustowanie w takich opisach, czy smakowanie się w takich szczegółach. Autor opisał czytelnikom wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce. Czy powinien część z nich pominąć, przemilczeć, ułagodzić? Bez sensu. Cieszę się, że pisze szczerze, a ta przykra prawda pozwala nam lepiej poznać te okoliczności i bardziej zapada w pamięć.

Ta relacja zrobiła na mnie duże wrażenie. To opis 4 lat walki, przede wszystkim o samego siebie, ale także o ludzi, którzy z czasem stali się bliscy, zastąpili rodzinę i przyjaciół. Szalenie smutno jest mierzyć się z tym samemu i to czuć w kolejnych rozdziałach. Ciężko czytało mi się o więźniach skazanych na karę śmierci, czasem za błahe wykroczenia. Nie rozumiem, jak można normalnie funkcjonować w takim państwie. Ale z drugiej strony, jaki wybór pozostaje tym ludziom?

„W Chinach prawdopodobnie wykonuje się więcej wyroków śmierci niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie”.

Yiwu pokazał nam świat, w którym nic nie jest czarne albo białe, a ludzi nie sposób jednoznacznie podzielić na dobrych i złych. Bo źli się nie tylko strażnicy czy funkcjonariusze, zły jest nie tylko system. Mrok ukazuje się także w osadzonych- więziennych przywódcach, kapusiach, tych, którym wszystko już jedno. Dużo w tej książce smutku, przemocy, melancholii. I nie zostają one tak naprawdę niczym przełamane czy złagodzone. Ale to takie miejsce. Nic tego nie zmieni.

Czas spędzony przy tej powieści nie był w żadnym razie stracony. Warto się nad nią pochylić, dowiedzieć się więcej, spróbować zrozumieć. Treść nie należy do lekkich i przyjemnych, ale czyta się dobrze. I na pewno z lektury tej sporo wyniesiemy, co nieco zostanie nam w głowie, skłoni do refleksji.

Czy jeden wiersz może zmienić czyjeś życie? Oczywiście. Życie Liao przekreślił na zawsze. Mężczyzna spędził 4 lata w chińskim więzieniu, a kiedy już udało mu się wydostać, nic nie było takie samo. Pobyt w więzieniu okazał się dopiero początkiem niekończącego się koszmaru.

„Nigdy nie miałem zamiaru być bohaterem, ale w kraju, w którym rządził obłęd, musiałem zająć...

więcej Pokaż mimo to

avatar
116
40

Na półkach:

To książka wstrząsająca, prawdziwa. O zniewoleniu, o próbach podeptania godności człowieka i jego prawa do wypowiadania własnych myśli, o korupcji systemu sprawiedliwości, ale też o nadziei mimo zagrożenia życia. O tym, że tego, co jest w środku człowieka, nie da mu się nigdy odebrać. To dla mnie wiarygodne świadectwo przetrwania i umiejętności dostosowania do środowiska, które jest naprawdę nie do zniesienia. „Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu" to portret jednego człowieka, ale na świecie wielu takich ludzi... To też portret świata jaki nas otacza.

To książka wstrząsająca, prawdziwa. O zniewoleniu, o próbach podeptania godności człowieka i jego prawa do wypowiadania własnych myśli, o korupcji systemu sprawiedliwości, ale też o nadziei mimo zagrożenia życia. O tym, że tego, co jest w środku człowieka, nie da mu się nigdy odebrać. To dla mnie wiarygodne świadectwo przetrwania i umiejętności dostosowania do środowiska,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1998
184

Na półkach: , , ,

Wstrząsające wspomnienia z chińskiego aresztu i więzienia.

Wstrząsające wspomnienia z chińskiego aresztu i więzienia.

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Liao Yiwu Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu Zobacz więcej
Liao Yiwu Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd