Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Rekin z parku Yoyogi

Seria: Terra incognita
Wydawnictwo: W.A.B.
6,19 (577 ocen i 87 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
18
8
64
7
176
6
164
5
79
4
30
3
26
2
8
1
5
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788377479759
liczba stron
240
słowa kluczowe
Japonia
język
polski
dodała
AMisz

Joanna Bator wraca w swoim pisarstwie do Japonii, której poświęciła swój debiutancki zbiór esejów "Japoński wachlarz". Choć jest teraz znacznie bogatsza w doświadczenia i wiedzę o kraju oraz jego mieszkańcach, nie utraciła wrażliwości na głęboką odmienność kulturową.

 

źródło opisu: Wydawnictwo W.A.B.

źródło okładki: http://www.gwfoksal.pl

Brak materiałów.
książek: 164
Gracjan Triglav | 2014-12-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 grudnia 2014

Zbiór felietonów o współczesnej Japonii, z których część* publikowana była w pierwotnej wersji na łamach „Gazety Wyborczej” i w „Bluszczu”. Kilka tekstów bardzo luźno nawiązuje do głównego tematu, skupiając się na refleksjach autorki odnośnie istotnych dla niej zagadnień obyczajowych i egzystencjalnych. Teksty zostały zredagowane w taki sposób by tworzyły jednolitą całość, pierwotnie jednak stanowiły całkowicie niezależne krótkie artykuły (co da się odczuć po dublowaniu się informacji i braku ogólnej koncepcji – taki literacki recykling).

Duża cześć point i porównań jest nieco nietrafiona, i wypada zwyczajnie słabo, brak im mocnej wymowy, a niektóre fantazję wydają się wręcz głupkowate. Czytelnik znajdzie niemało zdań które wymagają ingerencji redaktorskiej, bo najzwyczajniej w świecie są toporne. Natknąłem się na kilka łopatologicznych sformułowań w ramach dopełnienia poprzedniej myśli... można byłoby je bez żalu zaznaczyć w edytorze tekstu i wcisnąć Delete. Wydaje mi się, że autorka zmuszona do zamieszczenia w gazecie tekstu o określonej długości, sama musiała nakładać na siebie ograniczenia, a gdyby pisała swobodnie, tworząc kolejną książkę o swojej styczności z Japonią i Japończykami, wypadłoby to lepiej. Opublikowane felietony zdeterminowały formę reszty tekstów, i co za tym idzie całej książki. Ciągłe powtórzenie, sygnalizowanie czytelnikowi wprost że o czymś już była mowa – potwornie męczą, i burzą harmonię całości.
Jeśli ktoś czytał „Japoński wachlarz”, to może nie być pozycja dla niego, stwierdzi że jest tu zbyt dużo informacji które już zna, podanych za pomocą podobnych sformułowań.

Japonia i Joanna Bator zdają się być ex aequo bohaterami tej książki. I nie jest to żadna wada czy powód by na głowę autorki sypały się gromy, jest to w zasadzie typowe i na swój sposób ciekawe... pytanie tylko czy kilka z tych felietoników nie za bardzo zdryfowało ze szlaku.

Z tyłu książki stoi jak wół iż książka zawiera eseje, tymczasem długość i dająca się odczuć w lekturze pośpieszność ich powstawania, ewidentnie przemawiają za tym aby to gazetowe pisanie nazywać po imieniu: to felietony. Eseje zawierała poprzednia publikacja – „Japoński wachlarz”. Tu kilka tekstów może ubiegać się o to miano, ale tylko kilka. Niewykluczone że autorka po latach zebrała materiał na kolejną, równie dobrą książkę, ale zamiast ją napisać, zajęła się czymś innym, zapewne bardziej dla niej priorytetowym, a niejako przy okazji powstały te tekściki; dostało się nam od niej coś co pierwotnie wcale nie miało znaleźć się pomiędzy okładkami i dostawać numeru ISBN.

W książce znalazły się zalążki ciekawych tekstów... ale chyba prościej napisać całość od nowa niż przerabiać to co jest. Autorka jest bardzo sympatyczna, ma głowę na karku, a poprzednia pozycja japonistyczna bardzo mi się podobała, dlatego źle się czują pisząc tak negatywną opinię... na pewno jej sposób percepcji rzeczywistości jest właściwy, to baczna obserwatorka i wnikliwy analityk, obiektywny, o szerokiej wiedzy, z pozytywnym nastawieniem do ludzi... gdybym teksty czytał w odcinkach, w gazecie – miałbym tylko niewielkie uwagi wobec urody tekstu. Przyjemnie jest powoli opróżniać pudełko z różnymi czekoladkami, ale wysypać całość, podgrzewać na palniku i robić z tego torcik, a potem konsumować na kolację? Tak odbieram te książkę – jako nieudaną i niepotrzebną syntezę. Problem Hikikomori, Las Samobójców, przemilczany dramat zwierząt pozostawionych samym sobie na terenach skażonych po awarii elektrowni Fukushima, mentalność społeczeństwa, zagadnienia socjologiczne, przemiany społeczne, świat maniaków mangi, kuchnia... zakres tematów na pewno interesujący, nie mam wątpliwości że autorce nie brak wiedzy ani talentu by napisać równie dobrą książkę co „Japoński wachlarz”, ale w końcu nie pisała jej, pisała felietony... jeśli to wydawcy zależało na tej publikacji, i to on wyszedł z koncepcją takiej kompilacji – on winien uderzyć się w pierś.

Uwagi mniej istotne: Miasteczko Wilanów trzeba by zapisać z dużej litery, bo to jednak nazwa konkretnego kompleksu osiedlowego... poza tym błędów ortograficznych brak, jedna literówka... jeśli było więcej – umknęły mi.

Kompletnie nie przemawia do mnie stwierdzenie ze wstępu, że w Tokio ulice rzadko kiedy biegną równolegle i przecinają się prostopadle... kiedy odczytałem to zdanie (właściwe zrobiłem to kilkakrotnie), będąc niemile skonfundowany włączyłem Google Maps by sprawdzić czy nie zwariowałem. Nie wiem czemu padają tu słowa będące oczywistą nieprawdą... może należy to odbierać jako pewną przenośnię? Jeśli tak, to kiepską. Jest wiele muzułmańskich miast których ulice przypominają rozpłaszczoną kulkę makaronu, ale w przypadku Tokio mamy rozplanowanie rodem z Nowego Świata, prawie jak kartka z zeszytu w kratkę... Nie zgadzam się również z tym że ryby nie spadają z nieba... proponuje poczytać choćby Charlesa Forta... co prawda ciężko wierzyć w jego bajdurzenie o morzu super-sargasowym, ale trąby powietrzne się tu i tam się zdarzają, i takie „deszcze” nie są wcale aż tak rzadkie. Różne rzeczy spadają z nieba... aczkolwiek przy tej uwadze przesadzam z kolei ja.

*Jaka cześć, które konkretnie – tego wydawca nie zaznaczył.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Moja Lady Jane

Moja lady Jane to niesamowita mieszanka gatunkowa, w której fakty przeplatają się z wielką fikcją, a fantastyka i ogromna dawka dobrego humoru zdaje s...

zgłoś błąd zgłoś błąd