Dreszcz 2. Facet w czerni

Cykl: Dreszcz (tom 2)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,97 (530 ocen i 69 opinii) Zobacz oceny
10
25
9
31
8
122
7
165
6
121
5
49
4
12
3
4
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375749946
liczba stron
280
słowa kluczowe
Dreszcz, Superbohater, Antybohater
język
polski
dodał
aspolski

Kontynuacja głośnego przeboju. Dreszcz potrzebuje muzyki, by ogarnąć wszystko, co dzieje się wokół niego. Potrzebuje naprawdę ostrego grania. Oprócz codziennej walki z kacem i urwanym filmem musi ścierać się z najbardziej przerażającymi tworami śląskiego półświatka: węglowymi zombie, mikołowską mafią, a nawet… z rzeźnikiem z Sosnowca. W niebanalnym zadaniu pomagają mu: kumpel emeryt,...

Kontynuacja głośnego przeboju.

Dreszcz potrzebuje muzyki, by ogarnąć wszystko, co dzieje się wokół niego. Potrzebuje naprawdę ostrego grania. Oprócz codziennej walki z kacem i urwanym filmem musi ścierać się z najbardziej przerażającymi tworami śląskiego półświatka: węglowymi zombie, mikołowską mafią, a nawet… z rzeźnikiem z Sosnowca. W niebanalnym zadaniu pomagają mu: kumpel emeryt, młodociany kamerdyner i paru herosów. W tym… super-żule z katowickiego dworca i jedyny prawdziwy Polak. W dodatku czarny. Są pieniądze, są kebaby i jest nowa kapela – żyć nie umierać. Przewrotny (prawie) komiks Ćwieka o superbohaterach w trudnych czasach fejsa, słitfoci i Łan Dajrekszon.

 

źródło opisu: Fabryka Słów, 2014

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 469
Hersus | 2015-04-30
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: styczeń 2015

Wiecie, co ostatnio odkryłem? Mam pewnego rodzaju skłonności masochistyczne. Zastanawiacie się pewnie, czym to się objawia. Spokojnie, młotkiem się nie bije. Chodzi o literacki masochizm. Nieczęsto czytam książkę, która mi się niepodobna. Po przeczytaniu pięćdziesięciu, góra stu stron historii, która nie wywoła u mnie szybszego bicia serca po prostu ją odkładam. Nie widzę sensu dalej się męczyć. Jest jednak pewien wyjątek. Wszystko za sprawą dość znanego polskiego pisarza, jakim jest Jakub Ćwiek. To on jest ojcem „Kłamcy” oraz opiekunem „Chłopców”. To on, a dokładniej jedno z jego dzieł wywołuje u mnie dość dziwne emocje. Mowa tu oczywiście o przedostatniej pozycji z jego repertuaru, czyli o książce „Dreszcz 2: Facet w czerni”.

Dla tych, którzy nie pamiętają opowiem, kim jest tytułowy Dreszcz. Prawidłowo to nazywa się on Rysiek Zwierzchowski, który lata młodości ma już dawno za sobą. Nie przeszkadza mu to jednak w graniu ostrego rocka, uganianiu się za panienkami i piciu bez umiaru. Pewnego dnia zostaje trafiony piorunem, dzięki czemu otrzymuje supermoce. Co dziwniejsze trafia do niego dziany chłopak, wielbiciel komiksów, którego największym marzeniem jest zostać lokajem herosa. Od teraz Rysiek POWINIEN dorosnąć (emocjonalnie) i stanąć na wysokości zadania by ochronić kraj przed złoczyńcami. Ok. Tak właśnie wygląda zarys historii, którą poznaliśmy w poprzedniej części. Ten tom nie prezentuje się lepiej czy to pod znakiem opowieści czy też bohaterów. Dreszcz za przeciwników będzie miał między innymi węgiel czy też boga Internetu. Będzie próbował założyć własną Ligę Sprawiedliwych, ale jak to się mówi, jaki kraj tacy herosi. Lepiej jednak będzie jak sami przekonacie się, co spotka Ryśka tym razem. Bo to, co wymieniłem to dopiero początek. Jak zawsze za towarzyszy będzie miał czarniejszego od oryginału Zawiszę Czarnego oraz świętą układankę Ekumena.

Czas trochę ponarzekać. Mam nadzieje, że nikt nie będzie miał mi za złe tego, co zaraz napiszę, ale chce tylko wyrazić swoje zdanie o tej pozycji. Pierwsze, co najbardziej rzuca się w oczy i jest ciężkie do strawienia przez mój literacki żołądek to język. Całość została napisana przeplatanką języka polskiego, gwary śląskiej oraz fragmentów piosenek. Jeżeli co do pierwszego nie mam, co się przyczepić, to kolejne dwa elementy solidnie dały mi w kość. Próba zrozumienia Alojzego często kończyła się na dobrych chęciach. Nie wiem czy to ja mam takie kłopoty z językami, ale czułem się jakbym rozszyfrowywał enigmę. Teksty piosenek podobnie. Napisane po angielsku rozumiałem mniej więcej, ale też nie chciało mi się z nimi męczyć. Przyznam się bez bicia, orłem lingwistą nie jestem, zwłaszcza, że nie wiedziałem, kto to śpiewa, bo to trochę nie moje klimaty.

Opisy były chyba jeszcze gorsze. Gdzieś na początku dostałem obuchem w głowę. Czułem się trochę jakbym był na wycieczce, a oprowadzał mnie GPS. Skręć w prawo, taki a taki budynek, skręć w lewo, taki a taki budynek. Miałem ochotę się rozpłakać, ale byłem silny i ciągnąłem dalej. Potem spotkałem żarty o podtekście erotycznym, rasistowskim oraz seksistowskim w ilościach hurtowych. Sam Rysiek to najlepszy przykład faceta z kryzysem wieku średniego skrzyżowanym ze zbuntowanym nastolatkiem. Nie wiedziałem jak go odbierać. Gdzieś w książce było wspomniane, że wyglądał jakby ukradł ciuchy swojemu wnuczkowi. Też tak sadzę. Jeżeli chodzi mi o niego oraz resztę „superbohaterów” to nie przemawiają do mnie. Żule spod marketu w obcisłych wdziankach? Nigdy w życiu. To parodia tego, co naoglądałem się w dzieciństwie. Supermana, Batmana oraz wielu innych. Pewnie to wszystko było zamierzone przez autora, ale ja podziękuje.

Ogólnie zapomniałem wspomnieć, że jest to zbiór opowiadań, które są dość luźno ze sobą powiązane. Najbardziej wyróżniającą się osobą w całości jest Ekumen, który spokojnie mógłby stać się kolejną gwiazdą literatury fantasy. Uzbrojony w najróżniejsze umiejętności, otrzymane wraz z kawałkami świętych oraz nagłymi zmianami osobowości wyróżniałby się na tle innych bohaterów. Oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie to, co Rysiek.

Trzeba przyznać autor ma łeb nie od parady, a w nim masę wspaniałych pomysłów. Udowodnił to wielokrotnie i może właśnie to skłoniło mnie do sięgnięcia po tę dość specyficzną lekturę. Wiem, że czytając tę recenzje wielu z Was będzie mnie wyklinało, na czym ten świat stoi za moje słowa. Przyjmuje je na klatę. Piszę, co myślę. Nie będę oszukiwał, że coś mi się podoba jak tak nie jest. „Dreszcz 2: Facet w czerni” jest książką tego rodzaju, przez którą trzeba przebrnąć, żeby ją tak naprawdę ocenić. Jest dość specyficzna, oryginalna, ale dla mnie zbyt ekscentryczna.

Więcej recenzji na blogu: www.comysleo.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Na psa urok

Nie wiem jakim cudem ta pozycja umykała mi przez osiem lat! Tom pierwszy cyklu "Kroniki Żelaznego Druida" liczy sobie blisko 300 stron, i a...

zgłoś błąd zgłoś błąd