Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Hersus 
comysleo.pl
Mól książkowy zaczytany w fantastyce :)
30 lat, mężczyzna, Wyszków, status: Czytelnik, dodał: 3 książki i 1 cytat, ostatnio widziany 5 godzin temu
Teraz czytam
  • Czarny Horyzont
    Czarny Horyzont
    Autorzy:
    Książka nominowana do Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego 2011 Szukaliśmy życia w Kosmosie. Zagłada przyszła z innego wymiaru Czas Gehenny. Europa jest trupem. Świat dogorywa. Jegrów nie wo...
    czytelników: 445 | opinie: 27 | ocena: 6,61 (247 głosów)
  • Kasacja
    Kasacja
    Autor:
    Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller. Manipulacje, intrygi i bezwzględny, ale też fascynujący prawniczy świat… Syn biznesmena zost...
    czytelników: 16233 | opinie: 1392 | ocena: 7,58 (9263 głosy) | inne wydania: 1
  • Powstanie
    Powstanie
    Autor:
    Idą mechaniczni! Powtarzam! METAL NA MURZE! Odrodzony w ogniach zniszczonej Wielkiej Kuźni Jax rozpoczyna życie jako wolny klakier. Z wyzwoleniem wiąże się jednak ogromne brzemię. Jax pragnie wolnoś...
    czytelników: 392 | opinie: 45 | ocena: 7,48 (110 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-14 01:01:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Rok szczura (tom 3)

Wielokrotnie sięgałem po kolejne dzieła tego samego pisarza z nadzieją oraz lękiem. Nigdy przecież nie wiemy czy to będzie hit czy gniot pisany w celu zapełnienia portfela. Dlatego też za serię Olgi Gromyko zatytułowaną „Rok szczura” brałem się bardzo ostrożnie. Muszę jednak przyznać, że pierwsze dwa tomy czytało mi się z przyjemnością, mimo, że sporo czasu mi to zajęło. I nie jest to wina... Wielokrotnie sięgałem po kolejne dzieła tego samego pisarza z nadzieją oraz lękiem. Nigdy przecież nie wiemy czy to będzie hit czy gniot pisany w celu zapełnienia portfela. Dlatego też za serię Olgi Gromyko zatytułowaną „Rok szczura” brałem się bardzo ostrożnie. Muszę jednak przyznać, że pierwsze dwa tomy czytało mi się z przyjemnością, mimo, że sporo czasu mi to zajęło. I nie jest to wina autorki, lecz moja. Dlatego będę starał się teraz nieco zrehabilitować opowiadając o trzecim i ostatnim tomie, czyli o „Świecy”.

Ryska, Alk i Żar nie mają, co liczyć na spokój. Gdziekolwiek się nie pojawią przyciągają kłopoty bardziej niż magnez żelazne opiłki. Dlatego gdy tylko w ich ręce trafiła tajemnicza wiadomość było pewne, że los nie będzie dla nich łaskawy. Oni jednak wierząc w starą maksymę, że w grupie siła postanawiają przeciwstawić się wszystkiemu. Wyruszają w niebezpieczną misję, której zadaniem jest zawiezienie listu jego pierwotnemu odbiorcy. Nawet nie wiedzą jak ważne zdanie ich czeka oraz że w ich rękach leży przyszłość dwóch królestw. To jednak nie koniec problemów. Dybie na nich również ktoś, o kim już dawno zapomnieli. Przeszłość zawsze każdego doścignie nawet, gdy zna on swoją przyszłość.

Ostatnie zdanie jest nieco chaotyczne, ale bardzo pasuje do tej opowieści. Mamy tutaj, bowiem znakomity przykład tego, że sami tworzymy swoją historię. Niezależnie, co zostało zapisane w gwiazdach, to my wybieramy naszą drogę. I właśnie to mi się tutaj podoba. Sposób, w jaki prowadzona jest cała fabuła. Nigdy nie możemy być pewni tego, co nadejdzie. Na każdym kroku jesteśmy zaskakiwani.

I to jest wada recenzowania serii albo chociażby trylogii. O kolejnych tomach rzadko można powiedzieć coś nowego. Te same dobre postacie, wyjaśnienie kilku wątków i czasami nieco więcej akcji. Tak jest tutaj. Naszej trójki bohaterów nie sposób nie lubić są ciekawi, zabawni i jak najbardziej oryginalni. Jest jednak różnica między tą historią, a innymi spod pióra Olgi Gromyko. Zazwyczaj to kobieta gra pierwsze skrzypce, nie daje sobie w kasze dmuchać pokazując jednocześnie facetom gdzie ich miejsce. Tutaj Ryska ma charakter dość slaby. To zwykłą wiejska dziewczyna z dość uległym nastawieniem i ogromna naiwnością. Nie ma, co się dziwić wychowana z dala od świata żyje w sferze wyobraźni. Niestety jak sama się przekonuje rzeczywistość jest o wiele bardziej przerażająca. Dlatego potrzebny tu ktoś twardy. I w ten sposób pojawia się Alk. To zarozumiały i pewny siebie młodzieniec, który pod gruboskórnością skrywa swoje prawdziwe uczucia. Na końcu najlepszy z nich wszystkie prostolinijny i przezabawny Żar. Jego nastawienie jest obłędne. Wszędzie da sobie rade i nie przejmuje się drobnostkami póki te go nie przerosną. To właśnie on dopełnia całości w tym niezwykłym trio. Jak sami widzicie każde z nich to inny typ człowieka. Spokojnie znajdziecie kogoś, z kim sami możecie się utożsamić.

Nie mamy, co jednak liczyć na nudę. Autora ze strony na stronę rozkręcą swoją literacką lokomotywę by nagle zapewnić nam przejażdżkę Pendolino. Z gigantyczną prędkością zostajemy wrzuceni w intrygę, od której bardzo wiele zależy. Wszystko to doprawione oczywiście masą humoru i wzruszeń. Nie sposób przejść obojętnie, gdy któremuś z naszych książkowych przyjaciół dzieje się coś złego.

Wiem, że to nie jest moja najlepsza recenzja i nie chce żebyście pomyśleli, że piszę ją na odwal, bo to nie prawda. Staram się tutaj wylać wszystkie moje myśli związane z tą pozycją jednakże jest ich zbyt wiele. Nie mam pojęcia jak ubrać to wszystko w słowa żeby przekonać Was, że to znakomita opowieść inna od tego, co zazwyczaj trafia w moje ręce. Niby fantastyka, ale nie do końca. Magia tutaj nie jest materialna, nie będzie rzucania czarów oraz potężnych artefaktów. Cała magia ukryta tu jest w słowach, w sposobie prowadzenia opowieści oraz w delikatnym i zarazem niepewnym aspekcie zaglądania w przyszłość. Wspaniale, że w końcu ktoś postanowił osłodzić nieco wizerunek szczurów, ukazując ich nie tylko, jako roznosicieli zarazy, ale również niezwykle cennych sprzymierzeńców. W końcu w grupie siła.

„Rok Szczura: Świeca” to finisz bez linii mety. Możemy nadal biec próbując dogonić uciekające nam postacie. Autorka nie postawiła tam jeszcze kropki. Ten rodzaj zakończenia nadaje nadzieje na ciąg dalszy. Może nie bezpośredni, ale równie interesujący. Sami zobaczcie na ile tomów rozciągnęły się „Kroniki Belorskie”. Kto by się tego spodziewał. Przecież jeszcze tyle przed nimi. Czy zaznają szczęścia, czy czeka ich masa kolejnych przygód oraz niespodziewanych zwrotów akcji? Pewnie nie jeden czytelnik układał sobie w głowie ciąg dalszy tej opowieści. Co jednak z tego wyjdzie? Nikt nie wie. Pewnie żałujecie, że nie jesteście Widzącymi, ale cóż, czasami miło jest zostać zaskoczonym.

Więcej recenzji na blogu: www.comysleo.pl

pokaż więcej

 
2018-04-05 22:22:57
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Joanna Chyłka (tom 1)
 
2018-04-05 22:22:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Wojny alchemiczne (tom 1) | Seria: Imaginatio [SQN]

Motyw sztucznej inteligencji jest dość często używany przez wszelakiego rodzaju twórców. Najlepiej to jednak widać na podstawie filmów. Ileż to produkcji wałkowało ten dobrze znany temat i musicie przyznać, że zazwyczaj to ludzkość wychodziła na tym najgorzej. Może nie we wszystkich filmach, ale na pewno w większości. Chciałbym jednak dzisiaj zwrócić uwagę na literaturę. Nigdy nie byłem... Motyw sztucznej inteligencji jest dość często używany przez wszelakiego rodzaju twórców. Najlepiej to jednak widać na podstawie filmów. Ileż to produkcji wałkowało ten dobrze znany temat i musicie przyznać, że zazwyczaj to ludzkość wychodziła na tym najgorzej. Może nie we wszystkich filmach, ale na pewno w większości. Chciałbym jednak dzisiaj zwrócić uwagę na literaturę. Nigdy nie byłem wielbicielem pisanego science fiction. Nie lada zaskoczeniem było więc dla mnie, gdy natrafiłem na niejakiego „Mechanicznego”, którego autorem jest Ian Tregillis. Nie jest to jednak do końca czystą fantastyką naukową, a bardziej steampunkiem, ale wszystko po kolei.

Po tym jak Christiaan Huygens, znakomity zegarmistrz i naukowiec tworzy pierwszego Klakiera władze Holandii przy pomocy mechanicznej armii podbijają Europę kawałek po kawałku. Jednakże po latach jeden z mosiężnych niewolników postanawia wyciągnąć dłoń po wolność. Imię jego Jax. Nie jest on pierwszym buntownikiem, ale wszyscy, którzy próbowali udowodnić, że są czymś więcej niż tylko bezrozumnymi maszynami zginęli. Czy jednak jemu się uda? O tym musicie przekonać się sami.

Pewnie po przeczytaniu takiego dość krótkiego opisu wydaje Wam się, że fabuła jest dość monotonna i oklepana. Przedstawiłem w końcu tylko jeden wątek, ale jest on tylko rzeką o bardzo wielu dopływach. W książce tej, bowiem spotkamy wielu nad wyraz interesujących bohaterów, którzy na początku wydawali mi się tylko epizodycznymi postaciami, a okazywali się naprawdę trudnymi orzechami do zgryzienia. Głównie dlatego, że zostali wykreowani rewelacyjnie i nie tylko ze względu na swoje charaktery ale również funkcje jakie tutaj pełnią. Sami stali się zębatkami jednego, wielkiego zegara. Dopełniając się wzajemnie.

Ian Tregillis jest kolejnym władcą pióra, na którego warto zwrócić uwagę. Pisze w sposób lekki i mimo wielu dość denerwujących przypisów potrafił mnie przyciągnąć. Głównie za sprawą wspaniale dawkowanej akcji oraz oszałamiających opisów. Nigdy nie lubiłem jak pisarz zbyt wiele dawał na tacy, ale to, co on robi tak pobudzało moją wyobraźnię, że prawie słyszałem skrzypienie maszyn.

Wielki szacuj również za sam pomysł. I nie chodzi mi tutaj o motyw sztucznej inteligencji, ale o całe przedstawienie świata. Autor nie potraktował tematu po łebkach. Zagłębiając się coraz dalej w opowieść okrywamy masę niuansów budujących całą historię. Okazują się one często związkami przyczynowo-skutkowymi. Mówiąc najprościej nie zostawił nic przypadkowi, wszystko ma tu ręce i nogi. Nie tylko sami Klakierzy (ta nazwa mnie zachwyca).

Wiem, że zaczynam się plątać w mojej recenzji, ale może to, dlatego iż nadal jestem na literackich haju. Chciałbym jednak poruszyć jeszcze jeden temat, a dokładniej to, iż tę książkę można rozumieć na wiele sposobów. Czytać ją, jako dobrą przygotówkę albo zagłębiać się w każde napisane słowo i szukać klucza. Oki, nie znajdziecie tutaj przepisu na kamień filozoficzny, ale zaczniecie inaczej patrzeć na wiele rzeczy. Ian Tregillis porusza tu, bowiem dwa bardzo ważne, a zarazem kontrowersyjne tematy. Niewolnictwo oraz człowieczeństwo. Pierwsze ukryte jest w pozbawionych woli maszynach, którzy muszą wykonywać rozkazy swoich panów natomiast drugie w ich naturze i sposobie zachowywania. Sami przekonacie się, że nie są one bezrozumnymi maszynami, ale istotami odczuwającymi to samo, co każdy człowiek. Co jednak pozwala nam się stawiać ponad nimi? Dusza? Może one również ją posiadają. Taką niewielką, mechaniczną. Jednakże za bardzo zaczynam filozofować, a przyznacie, że to ani czas ani miejsce. Zauważcie jednak sami, że za pomocą zwykłej książki możecie zgłębiać tak rozbudowane zagadnienia.

Magia jest ukryta tutaj również w minimalizmie. Samo imię Jax będące tak naprawdę tylko skrótem idealnie nadaje się dla buntownika. Wyobraźcie sobie tysiące Klakierów krzyczących jego imię. To naprawdę ma moc. Tak samo hasło wiele razy padające w tej książce, czyli „Zegarmistrzowie kłamią”. Za każdym razem jak tylko przeczytałem te słowa miałem ochotę dołączyć do rebelii.

„Mechaniczny” to naprawdę rozbudowana i niezwykle interesująca opowieść skrywająca w sobie mnóstwo sekretów. Pachnąca smarem oraz błyszcząca wypolerowaną miedzią przygoda, do której wszystkich z przyjemnością zachęcam. Jest to jednak dopiero pierwsza część trylogii zwanej „Wojnami Alchemicznymi”, po które jeszcze na pewno sięgnę. I to już niedługo.

Więcej recenzji na blogu: www.comyślęo.pl

pokaż więcej

 
2018-04-05 22:18:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zawsze zastanawiało mnie jak można z kimś napisać książkę. I nie chodzi mi tu o wszelakiego rodzaju antologię, ale o jedną opowieść tworzoną na dwa głosy. Wydawało mi się to kompletnie niemożliwe. Głownie dlatego, że przecież praca twórcza to coś intymnego. Wylewa się nasze emocje na papier, a nawet bohaterowie dostają część naszej osobowości. I z kimś mamy się tym dzielić? Zwłaszcza dość... Zawsze zastanawiało mnie jak można z kimś napisać książkę. I nie chodzi mi tu o wszelakiego rodzaju antologię, ale o jedną opowieść tworzoną na dwa głosy. Wydawało mi się to kompletnie niemożliwe. Głownie dlatego, że przecież praca twórcza to coś intymnego. Wylewa się nasze emocje na papier, a nawet bohaterowie dostają część naszej osobowości. I z kimś mamy się tym dzielić? Zwłaszcza dość obcym. Przyznam że ciekawiła mnie forma takiej współpracy. Pisze się po rozdziale? Jedna osoba wymyśla druga pisze? Prawdopodobnie rozwiązań jest wiele, ale książka, o której dzisiaj opowiem wyróżnia się na tle wszystkiego, co do tej pory czytałem. Jej twórcami jest Olga Gromyko i Andriej Ułanow. Jeżeli jej nie trzeba nikomu przedstawiać to on można powiedzieć dopiero raczkuje na naszym rynku wydawniczym.

Elena Wiktorowna na pierwszy rzut oka wydaje się zwykłą urzędniczką ze zwykłymi problemami. Niestety pewnego dnia pod swoje skrzydła dostaje dość dziwnego osobnika płci męskiej, którego imię brzmi Sasza. Jest to człowiek po przejściach, który wszystkie sprawy najchętniej załatwiałby za pomocą „cytrynki”. Jednakże dopiero w jej towarzystwie naprawdę przejrzy na oczy i zobaczy rzeczy, które do tej pory wydawały mu się mitem.

Pierwsze, na co warto zwrócić uwagę to forma całej opowieści. Narrator jest pierwszoosobowy, ale w dwóch osobach. Wiem, że to brzmi dość dziwnie, ale tak jest. Ponieważ o wszystkim opowiada nasza dwójka bohaterów i to naprzemiennie, dzięki czemu na tę samą sprawę możemy spojrzeć z dwóch różnych perspektyw. To naprawdę przyjemne, bo przypomina mi to nieco „Draculę” Brama Stockera. Chociaż tam wszystko było w postaci listów i fragmentów pamiętników.

Sam pomysł na departament, w którym pracowała Elena bardzo mi się spodobał, ponieważ nie był on w żaden sposób przesadzony. Nie są to faceci w czerni uzbrojeni po zęby tylko urzędnicy, którzy wierzą w siłę swojej legitymacji. No chyba, że się pojawi ktoś taki jak Sasza.

I z nim mam największy problem. Jeżeli Elena to typ kobiety, do której się przyzwyczaiłem w twórczości Gromyko, czyli kobieta dość twardo stąpająca po ziemi nierozczulająca się nad facetami to Sasza jest dla mnie obcy. Początkowe jego teksty, ciągłe wspominki wojny oraz nad wyraz obszerne opisy militariów były dla mnie nużące i nieciekawe, a on sam odpychający. Na szczęście z czasem się wyrobił. Jego język stałby się bardziej powściągliwy. Był nawet taki moment, kiedy zacząłem mu kibicować.

Najlepszą jednak postacią jest Fiodor. Oj nie zdradzę, kim on jest, bo na razie udało mi się zachować małą tajemnicę, co do fabuły, ale uwierzcie mi kogoś takiego chcielibyście mieć w domu. Swoją osobowością naprawdę osłodził całą książkę. Pamiętajcie jednak, że to jest fantastyka. Dlatego nie macie szansy go zdobyć.

Całość prezentuje się naprawdę dobrze. Czytało mi się tę książkę przyjemnie i dość szybko jak na moje standardy w ostatnim czasie. Trochę mnie muliło przy militarnych opisach, ale szybko je przełknąłem i ruszyłem dalej. Dzieje się tu naprawdę dużo, chociaż męska część załogi bardziej skupiła się na stworzeniu książki nadającej się na scenariusz filmu akcji. No wiecie helikoptery, wyścigi, strzelaniny, chociaż wielbiciele wybuchów też nie będą mieli, na co marudzić.

Na szczęście Gromyko stanęła na wysokości zadania wprowadzając tutaj masę humoru tak dobrze znanego z jej książek. Całość to naprawdę dobry kawałek literatury. Wydaje mi się, że mógłby on być początkiem naprawdę ciekawej serii. Do naszej parki można się z czasem przyzwyczaić. W końcu to wojna płci.

Sporym atutem jest tu również Posłowie, z którego dowiadujemy się jak wyglądała ich współpraca. Przyznam, że ubawiłem się przy tej części tak samo o ile nie bardziej niż przy samej opowieści. Rozbieżność charakterów między nimi oraz różny sposób postrzegania tych samych rzeczy po prostu mnie rozbroił. Wielki szacunek za trud, jaki wnieśli w stworzenie tej książki, bo jak sami się przekonacie mieli oni niemałe problemy.

Więcej recenzji na blogu: www.comysleo.pl

pokaż więcej

 
2018-03-27 21:59:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Mroczna Wieża (tom 1)

Od wielu lat chodzi za mną twórczość Stephena Kinga. Chodzi, chodzi i coś dogonić mnie nie może. Przyznam się szczerze odpychało mnie w niej to, że głównie horrorami się zajmuje, a ten gatunek jakoś nigdy do mnie nie przemawiał. Dlatego też, gdy tylko zobaczyłem, że do kin trafia kolejna ekranizacja jego dzieła widziałem, że tym razem muszę się przełamać. Mówię tu o „Rolandzie” pierwszej... Od wielu lat chodzi za mną twórczość Stephena Kinga. Chodzi, chodzi i coś dogonić mnie nie może. Przyznam się szczerze odpychało mnie w niej to, że głównie horrorami się zajmuje, a ten gatunek jakoś nigdy do mnie nie przemawiał. Dlatego też, gdy tylko zobaczyłem, że do kin trafia kolejna ekranizacja jego dzieła widziałem, że tym razem muszę się przełamać. Mówię tu o „Rolandzie” pierwszej części „Mrocznej wieży”. Wiem, że od premiery minęło sporo czasu, ale miałem, co czytać.

Chciałbym napisać, że jest ponuro, deszcz pada ogólnie nadać taki mroczny klimat, ale nie tak zaczyna się ta powieść. Mamy tutaj coś całkowicie odwrotnego. Środek pustyni, prażące słońce oraz rewolwerowca szukającego celu. Jednakże jego wyprawa nie jest bezmyślna, ponieważ podąża on za tajemniczym Człowiekiem w Czerni. Czeka go masa niebezpieczeństw, ponieważ na tym świecie nie braknie mutantów, szaleńców oraz potworów najróżniejszej maści. Czasem nawet bardziej ludzkich niż może to się wydawać.

Muszę przyznać, że czegoś takiego się nie spodziewałem. Nie żebym był nią zachwycony, ale ma ona w sobie coś intrygującego. Sposób, w jaki autor opowiada historię jest naprawdę niezwykły. Nie jest to prosta opowieść, ponieważ wielokrotnie przeplatana jest różnego rodzaju wspomnieniami z młodości Rolanda (imię rewolwerowca). Nawet ludzie, których spotyka na swojej drodze wiele wnoszą do całej historii ukazując, że jest on nadal człowiekiem. Czasami mogłoby się wydawać, że swoją determinacją oraz upartością zatracił wszystko, co ludzkie, ale to błąd.

Świat wykreowany przez autora bardzo mi się podoba. Jest taki westernowy, a zarazem niezwykły i przerażający. Nikt nie chciałby w niż żyć, a Ci ludzie jednak muszą. Patrzyłem na wszystko spokojnymi oczami obserwatora, a jednak czasem im współczułem takiej egzystencji. Nie chce za bardzo spolerować, ale sam nie wiem jak to opisać, co tutaj zobaczyłem.

Nie jest to, bowiem prosta historia. Ukryta jest w niej masa przekazów oraz niedomówień. Sam podróż dała mi konkretnie do myślenia. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że chciałem ją czytać. Mimo naprawdę skomplikowanej opowieści przyciągała mnie jak magnes. Przegnałem kolejnej i kolejnej strony. Chciałem dowiedzieć się, co spotka jeszcze Rolanda i z czym będzie musiał się zmierzyć. Zaintrygowała mnie ta seria głównie, dlatego że w sposób bardzo udany autor bawi się gatunkami, wątkami ogólnie tylko podsycał moją ciekawość. Dlatego też pewnie wezmę się za pozostałe tomy.

Więcej recenzji na blogu: www.comysleo.pl

pokaż więcej

 
2018-03-15 23:46:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Komisarz Forst (tom 4)

Po tym jak przeczytałem „Trawers” Remigiusza Mroza doszedłem do wniosku, że to koniec katowania komisarza Forsta. Najwyższa pora dać mu odpocząć, a niech chłopaczyna odetchnie trochę, przecież tyle przeżył w tych trzech tomach. Dlatego też nie lada niespodzianką dla mnie było to, że seria ta posiada również tom czwarta. Dobrze, już od początku wiedziałem, że nie jest to trylogia, ale... Po tym jak przeczytałem „Trawers” Remigiusza Mroza doszedłem do wniosku, że to koniec katowania komisarza Forsta. Najwyższa pora dać mu odpocząć, a niech chłopaczyna odetchnie trochę, przecież tyle przeżył w tych trzech tomach. Dlatego też nie lada niespodzianką dla mnie było to, że seria ta posiada również tom czwarta. Dobrze, już od początku wiedziałem, że nie jest to trylogia, ale fabularnie opowieść się zakończyła, chociaż zostało parę pytań bez odpowiedzi. I właśnie odpowiedzi spodziewałem się po „Deniwilacji” niestety dostałem coś całkowicie innego.

Mogłoby się wydawać, że po tym jak udało się rozwiązać problem z Bestią z Giewontu turyści spokojnie mogą spacerować po szlakach nie obawiając się niczego. Niestety to tylko złudne nadzieje. Ponieważ po pierwszych roztopach oczom wszystkich ukazuje się coś przerażającego. Zostaje odnaleziona grupa kobiet, których śmierć jest dla policji nie lada zagadką. Zwłaszcza, że jedyne tropy prowadzą do komisarza Forsta, którego od dawna nikt nie widział. On jednak też nie próżnuje. Nie ma czasu na odpoczynek, mimo że wyrusza do słonecznej Hiszpanii. Tam czeka go jednak bardzo trudne zadanie. Czarne chmury przeszłości nadal nad nim krążą.

Przykro mi to powiedzieć, ale jest to chyba najgorsza książka z całej serii. Nie wystarczy, że to tak naprawdę jakiś poboczną wątek niewprowadzający nic do poprzedniej historii to dodatkowo napisany w dość chaotyczny sposób. Mamy tutaj, bowiem do czynienia z akcją prowadzoną w dwóch miejscach jednocześnie. Dowiadujemy się, co robi Forst w Hiszpanii jak i również, z czym muszą się zmierzyć dobrze nam znana pani prokurator Dominika Wadryś-Hansen oraz komendant Osica. Jednakże między tymi dwoma wątkami brakuje pewnego rodzaju zgrania. Czasem ciężko połapać się czy dzieją się one w tym samym momencie czy jednak dzieli je jakiś tam okres czasu.

Kolejny moim zdaniem problem to przemoc, której nie brakowało również w poprzednich częściach. Jeżeli w ich przypadku jakoś ona pasowała to tutaj została ona nie tyle wyolbrzymiona, co po prostu nawpychana na siłę. Były sceny, które można było przedstawić całkowicie inaczej bez takiej emanacji bólu i cierpienia, które nic nie wnosiły do ogólnej opowieści, a tylko tak naprawdę dodawały pewnej goryczy, z którą musiałem się zmierzyć.

Jedno muszę jednak Mrozowi przyznać jest cholernie dobry w tym, co robi. Mimo tych wad czytało mi się książkę naprawdę dobrze i dość szybko jak na moje standardy w ostatnim czasie. Umiejętnie przerywał akcję w takich momentach, że miałem ochotę przeskoczyć rozdział, w którym opisywał losy innych bohaterów i poznać ciąg dalszy poprzedniego wątku. Niestety brnąłem w tę opowieść dalej i dalej powtarzając sobie ciągle najstarsze kłamstwo każdego mola książkowego. Jeszcze tylko jeden rozdział.

Wszystko dzieje się tutaj naprawdę szybko. Nawet na chwilę nie zwalnia mimo kilku naprawdę krytycznych momentów. Jednakże dostrzegam tutaj pewne powielające się schematy oraz rozwiązania, które zamiast mnie zaskoczyć wprowadziły w stan konsternacji. Po przeczytaniu zastanawiałem się czy nie można byłoby tego napisać lepiej. Nie chce tutaj wychodzić na jakiegoś krytyka literackiego z wieloletnim doświadczeniem, ale zauważam tu pewne bolączki kolejnych tomów znakomitych serii. Serii, które już dawno powinny się zakończyć. Zostały one jednak przedłożone w celu zarobkowym tracąc jednocześnie na wartości fabularnej. Nie wiem jak było w tym przypadku, więc nie chce osądzać.

Pewnie to, co teraz napisałem dla wielu miłośników pisarza może wydawać się herezją i muszę się przygotować na konkretny hejt, ale pragnę być uczciwy. Nie tego się spodziewałem. Dostałem naprawdę znakomitą książkę, która byłaby lepsza gdyby jednak nie występował w niej Forst i gdyby nie była ona kontynuacją poprzednich tomów. Nie zniechęca mnie to jednak do twórczości Mroza i pragnę poznać inne jego dzieła zwłaszcza te z Chyłką, chociaż patrząc na moją listę książek do przeczytania będzie musiała ona poczekać. I to dość długo.

Więcej recenzji na blogu: www.comysleo.pl

pokaż więcej

 
2018-03-03 01:50:12
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Wojny alchemiczne (tom 3) | Seria: Imaginatio [SQN]
 
2018-03-03 01:50:03
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Wojny alchemiczne (tom 2) | Seria: Imaginatio [SQN]
 
2018-02-24 23:34:31
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Garstka z Ustki (tom 1)
 
2018-02-22 00:20:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mam do Was pytanie. Kiedy ostatnio byliście w lesie? Ale chodzi mi o taki prawdziwy, gęsty, mroczny, a nie kilka drzew posadzonych na krzyż. Przyznam, że jako stuprocentowy mieszczuch sam nie odwiedzałem go od lat. I bardzo tego żałuje zwłaszcza, że smog coraz bardziej daje nam się we znaki. Jednak nie chciałem mówić o zanieczyszczonym powietrzu, chociaż bohaterowie, których dobrze ostatnio... Mam do Was pytanie. Kiedy ostatnio byliście w lesie? Ale chodzi mi o taki prawdziwy, gęsty, mroczny, a nie kilka drzew posadzonych na krzyż. Przyznam, że jako stuprocentowy mieszczuch sam nie odwiedzałem go od lat. I bardzo tego żałuje zwłaszcza, że smog coraz bardziej daje nam się we znaki. Jednak nie chciałem mówić o zanieczyszczonym powietrzu, chociaż bohaterowie, których dobrze ostatnio poznałem mają z nim wiele wspólnego. Cisi, majestatyczni, długowieczni. I nie chodzi tutaj o wampiry z kolejnej powieści dla młodzieży, ale o drzewa. To właśnie o nich opowie nam Peter Wohlleben, niemiecki leśnik z ponad dwudziestoletnim stażem w swojej pierwszej książce zatytułowanej „Sekretne życie drzew”.

Warto zacząć od tego, że las to coś więcej niż gromada drzew, w której żyją zwierzęta. To bardzo rozbudowany ekosystem o głęboko zakorzenionym układzie społecznym. Brzmi to bardzo dziwacznie, ale tak właśnie uważa autor. I Wy po przeczytaniu jego książki też zaczniecie inaczej patrzeć na naszych zielonych braci. Wiecie, że potrafią się porozumiewać, wspierać w potrzebie, a nawet kochać? Oczywiście nie w taki sposób jak my, ale wiele ich zachowań można w pewnym stopniu przypisać do tego, co nam się przytrafia. I właśnie to jest najbardziej niezwykłe w tej książce. Daje ona nowe spojrzenie na las oraz to, że jest bardziej żywy niż nam się wydaje.

Jednakże Peter Wohlleben idzie o krok dalej i wyjaśnia nam nie tylko zależności między konkretnymi gatunkami oraz ich zachowania, ale również sposób funkcjonowania lasu i to jak działają drzewa. Może Was to zdziwi, ale to coś więcej niż korzenie, pień i liście. To naprawdę bardzo rozbudowany mechanizm oczyszczający nasze powietrze. Zostanie tutaj również wyjaśnione, czemu drzewa gubią liście, czemu ogólnie zapadają w sen zimowy, jak trudne życie mają te osobniki żyjące w miastach oraz dlaczego warto o nie dbać.

Jak sami widzicie zostaje tu poruszonych naprawdę wiele kwestii. Niektóre mogą Was zaskoczyć inne teorie wyśmiejecie, ale na pewno po przeczytaniu tej pozycji inaczej spojrzycie na florę, która Was otacza. Trzeba przyznać, że na stronach widać pasję autora, jego miłość do przyrody oraz gigantyczną wiedzę. Czasami jednak wydawało mi się, że pisze to fanatyk nie tyle próbujący wyjaśnić nam wiele rzeczy, co narzucić nam swoje zdanie na pewien temat. Szczerze rozumiem jego rozgoryczenie na temat lasów na świecie, których z roku na rok jest coraz mniej i mam szczerą nadzieję, że coś w tej kwestii się zmieni.

Ciężko mi porównać „Sekretne życie drzew” do czegokolwiek, co do tej pory przeczytałem, ponieważ prezentuje ona moim zdaniem coś całkowicie nowego. Wiem, że zbyt często nie wybiegam poza gatunki, w których czuje się naprawdę dobrze, ale wiem, że sięgnę również po inne książki tego autora. Z tego, co się orientuję są jeszcze dwie, ale jeżeli będzie mi się je czytało równie przyjemnie, co tą to wiem, że nie będę tego żałował. Dlatego oceniam ja na 4-/5.

pokaż więcej

 
2018-02-21 23:18:17
Ma nowego znajomego: Łędina
 
2018-02-21 23:18:07
Ma nowego znajomego: salander
 
2018-02-07 19:51:44
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Do kupienia
 
2018-02-07 19:50:20
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Do kupienia
 
2018-02-07 19:49:35
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać, Do kupienia
Autor:
 
Moja biblioteczka
459 194 1459
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (47)

Ulubieni autorzy (15)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (13)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd