Szczęśliwa ziemia

Wydawnictwo: Sine Qua Non
6,63 (706 ocen i 120 opinii) Zobacz oceny
10
16
9
55
8
127
7
205
6
180
5
60
4
31
3
18
2
5
1
9
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379240869
liczba stron
384
słowa kluczowe
szczęście, ziemia, Orbitowski
język
polski

Spełnianie marzeń. Płatne przy odbiorze. Pragniesz bogactwa? Szukasz miłości? A może głosy w głowie nie dają ci żyć? Wypowiedz życzenie i patrz, co się stanie. Ostatni dzień lata. Szymon i jego przyjaciele postanawiają w niezwykły sposób pożegnać się z dzieciństwem. Wkrótce ich drogi się rozchodzą, a każdy z nich wkracza w dorosłość z brzemieniem wspólnej tajemnicy. W kopenhaskim wietrze...

Spełnianie marzeń. Płatne przy odbiorze.

Pragniesz bogactwa? Szukasz miłości? A może głosy w głowie nie dają ci żyć? Wypowiedz życzenie i patrz, co się stanie.

Ostatni dzień lata. Szymon i jego przyjaciele postanawiają w niezwykły sposób pożegnać się z dzieciństwem. Wkrótce ich drogi się rozchodzą, a każdy z nich wkracza w dorosłość z brzemieniem wspólnej tajemnicy.

W kopenhaskim wietrze i pośród zgiełku Warszawy, w krakowskich kawiarniach i na sennej dolnośląskiej prowincji – w różnych miejscach i różnymi metodami czterej młodzi mężczyźni uparcie szukają tego, co pozwoli im uwolnić się od przeszłości: prawdy lub zapomnienia.

 

źródło opisu: Wydawnictwo SQN

źródło okładki: www.wsqn.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 919

Nie przeszkadzaj mi, bo tańczę*

Marzenia to nasi najwięksi wrogowie. Choć mogłoby się wydawać inaczej, to właśnie one zmuszają nas do wielu rzeczy, których normalnie byśmy nie zrobili. Owszem, dążenie do nich wydobywa z nas często pokłady siły i woli, o jakich wcześniej nam się nie śniło, ale marzenia wydobywają z nas także paskudztwa, do których zdolny jest tylko człowiek okrutny albo taki, który pragnie przetrwać. A w obecnym świecie przetrwać nie jest, Moi Drodzy, łatwo, bo choć postęp techniczny wciąż wyposaża nas w nowe możliwości, to mentalnie i moralnie zdajemy się krok po kroku cofać do średniowiecza. Tam, gdzie obrzuca się kamieniami i tam, gdzie jakiekolwiek oddalenie od normy to poważny problem. Wróćmy jednak do marzeń. Ile Ty, byłbyś w stanie poświęcić, żeby zdobyć to, czego brak spędza Ci sen z powiek? Do jakiej epoki wysłałbyś swoją moralność i czym byś się potem usprawiedliwiał? Marzenia to potężna broń masowego rażenia, na którą nikt nie potrzebuje pozwolenia. Niektórzy potrafią się nią posługiwać, ale są także tacy, którzy na ślepo będą używać jej w każdej sytuacji. Marzenia to argument i wniosek, koniec wędrówki i sama wędrówka. Marzenia to wróg, przyjaciel i niekiedy marny doradca. Niewielka granica dzieli uparte dążenie do celu od szlaku wyściełanego przysłowiowymi trupami.

Rykusmyku to niewielkie miasteczko moszczące się gdzieś niedaleko Legnicy. O porządek dba tutaj nie pierwszej już młodości kochający kobiety Krończak, lokalnym pośmiewiskiem jest szalona Tekla, a na obiad...

Marzenia to nasi najwięksi wrogowie. Choć mogłoby się wydawać inaczej, to właśnie one zmuszają nas do wielu rzeczy, których normalnie byśmy nie zrobili. Owszem, dążenie do nich wydobywa z nas często pokłady siły i woli, o jakich wcześniej nam się nie śniło, ale marzenia wydobywają z nas także paskudztwa, do których zdolny jest tylko człowiek okrutny albo taki, który pragnie przetrwać. A w obecnym świecie przetrwać nie jest, Moi Drodzy, łatwo, bo choć postęp techniczny wciąż wyposaża nas w nowe możliwości, to mentalnie i moralnie zdajemy się krok po kroku cofać do średniowiecza. Tam, gdzie obrzuca się kamieniami i tam, gdzie jakiekolwiek oddalenie od normy to poważny problem. Wróćmy jednak do marzeń. Ile Ty, byłbyś w stanie poświęcić, żeby zdobyć to, czego brak spędza Ci sen z powiek? Do jakiej epoki wysłałbyś swoją moralność i czym byś się potem usprawiedliwiał? Marzenia to potężna broń masowego rażenia, na którą nikt nie potrzebuje pozwolenia. Niektórzy potrafią się nią posługiwać, ale są także tacy, którzy na ślepo będą używać jej w każdej sytuacji. Marzenia to argument i wniosek, koniec wędrówki i sama wędrówka. Marzenia to wróg, przyjaciel i niekiedy marny doradca. Niewielka granica dzieli uparte dążenie do celu od szlaku wyściełanego przysłowiowymi trupami.

Rykusmyku to niewielkie miasteczko moszczące się gdzieś niedaleko Legnicy. O porządek dba tutaj nie pierwszej już młodości kochający kobiety Krończak, lokalnym pośmiewiskiem jest szalona Tekla, a na obiad najlepiej iść do Ratuszowej. Jednym słowem, miasteczko jakich wiele. To tutaj dorasta grupka przyjaciół, o których traktuje powieść Orbitowskiego. Choć akcja przeniesie nas do Krakowa, Warszawy czy Kopenhagi to serce „Szczęśliwej ziemi” niezaprzeczalnie bije w Rykusmyku, miejscu, w którym trzeba uważać, o czym się marzy. A o czym może marzyć kilkoro chłopaków kończących właśnie liceum? O miłości, braku kłopotów, bogactwie... skąd my to znamy? Przyziemne, banalne, proste, ale czy także niebezpieczne?

Sikorka, DJ Krzywda, Trombek, Blekota i Sedes. Nasi młodzi bohaterowie. Zdolni, tryskający energią i pomysłami, niestety niepozbawieni trosk i zmartwień. Właśnie przez owe kłopoty, niedające zasnąć myśli i aby uczcić zakończenie swojej edukacji w Rykusmyku, przyjaciele postanawiają zejść do podziemi zamku. Wiedzą lub przeczuwają coś, czego istnienie być może będzie dla nich pomocne. Zbierają więc odwagę, po kawałku od każdego i ruszają w wędrówkę, z której nie wrócą już tacy sami. Na zawsze jednak łączyć ich będzie tajemnica, o której być może woleliby nie pamiętać. Tylko jeden z nich zostanie w Rykusmyku, bo taki jest układ. Reszta wyjedzie i już nigdy się nie spotkają. Tutaj nasuwa się lekkie, zarysowane tylko podobieństwo do „To” Stephena Kinga, w którym grupka przyjaciół schodząc do kanałów miasteczka Derry przeżyła coś, co na zawsze zmieniło ich życie, a kiedy przyszedł czas na dorosłość, wszyscy poza jednym wyjechali, aby nigdy nie wrócić.

Łukasz Orbitowski w rewelacyjny sposób po raz kolejny tworzy obraz brudnego, nudnego polskiego miasteczka. Nie wiem jak on to robi, ale podczas lektury widzisz, dotykasz i po prostu jesteś tam, gdzie toczy się akurat akcja powieści. Tak samo jak w „Tracę ciepło” szara rzeczywistość wylewa się wręcz z kolejnych stron prawdziwa i nie do podważenia. Paru kumpli, brudny blok, pijak w rogu byle jakiego baru, stary policjant krążący po ulicach i po jednym marzeniu od każdego, kto kiedykolwiek przeciął nam drogę w Rykusmyku. Niby nic, niby żaden pomysł na książkę, a jednak udało się i to w orbitowskim stylu. Na płaszczyźnie narracyjnej, w opisie tych ulic, ścian i zakamarków miasta dostrzegam podobieństwo do stylu Tryzny, zwłaszcza z „Idź, kochaj”, a akurat z moich ust (czy w tym przypadku myśli przetransportowanych na wyimaginowany arkusz papieru) jest to porównanie jak najbardziej na plus.

„Szczęśliwa ziemia” to powieść bez wątpienia wielowymiarowa, poruszająca problemy, które są, i które będą aktualne również za 10, 50 czy 100 lat. To czyni z niej powieść uniwersalną i ponadczasową, choć wydaje mi się, że trzeba znaleźć w sobie odrobinę dziecka i połączyć ją ze zdobytą już dojrzałością, aby w pełni cieszyć się nią i delektować. Dlaczego? Bo autor mrocznego „Świętego Wrocławia” odnosi się w swoim najnowszym dziele do podań i legend, w które w XXI wieku skłonne są już wierzyć jedynie dzieci. Trzeba pozwolić, aby porwał nas klimat tej powieści, dać się uwieść i podnieść do tańca, w tańcu wyrazić wszystko to, na co na co dzień brakuje nam słów - troski, nadzieje i pragnienia, wszelkie nienawiści i wszelkie miłości. Trzeba zamknąć oczy i wytańczyć to, o czym boimy się choćby zamarzyć.

Ale „Szczęśliwa ziemia” to także przypowieść o Dzisiaj, Polsce i Współczesnych nam Ludziach. To opowieść o nas i naszych znajomych. O miejscu w życiu, którego nie znajduje się ot tak, na pstryknięcie palcami. Orbitowski pokazuje ludzi jako obijające się o siebie cząstki, błądzące po planszy, z której nie ma wyjścia, choć prowadzi do niej każda droga, łączy ludzi młodszych i starszych w jedno pokolenie charakteryzujące się uczuciem pustki i nicości, poszukujące Czegoś Więcej, albo chociaż Czegoś, co wyrwie nas z marazmu, leniwej pogoni i całego morza oksymoronów i paradoksów nie pasujących ani do nas, ani do współczesnego świata.

Na marzenia trzeba uważać, na ich spełnienie tym bardziej. Życzenia wypowiadane na głos są podwójnie niebezpieczne z uwagi na to, że ktoś lub coś może je usłyszeć i potraktować poważnie. A jak się okazuje, marzenia niekoniecznie otrzymały od nas stempel z datą ważności, dlatego ich delikatne i wyważone obracanie w myślach jest szczególnie ważne. Dopiero poprzez wypowiadane przez nas życzenia wychodzi na jaw to, że ludzie potrafią być dużo bardziej przerażający niż wychodzące z morza stwory, klauny żyjące w podziemiach, szarżujące bestie czy monstrualnych rozmiarów zwierzęta. To my i łączące nas relacje są często najlepszą pożywką dla horroru, atmosfery grozy i strachu. U dzieci wszystko to przybiera postać wymyślnych monstrów z tej prostej przyczyny, że nie poznały one jeszcze od podszewki natury człowieka.

Powieść Łukasza Orbitowskiego na pewno wyróżnia się na tle literatury polskiej, nie pobiła co prawda w moich oczach genialnego „Tracę ciepło”, ale uplasowała się na pewno wyżej niż „Święty Wrocław”, w którym jednak czegoś mi zabrakło. „Szczęśliwa ziemia” pokazuje, że można nas jeszcze postraszyć bez wymyślnych morderstw, rozlewu krwi czy mrożącego krew w żyłach pościgu i choć owiana tajemnicą Kalbornia z „Tracę ciepło” faktycznie znajduje się na mapie Polski, a Rykusmyku to jedynie wytwór fantazji autora, to całe zło i mrok tej powieści są jak najbardziej prawdziwe. Orbitowski pokazuje, że można nas postraszyć nami samymi i tym, co mamy do zaoferowania światu. Nie ulega wątpliwości, że „Szczęśliwa ziemia” to powieść sine qua non i mam nadzieję, że dla wielu z Was tym właśnie będzie na regale z książkami. A kiedy już ją przeczytacie, założę się, że zupełnie inaczej wybrzmią dla Was słowa znanego, mającego już swoje lata utworu:

Tańcz głupia, tańcz,
swoim życiem się baw
Wprost na spotkanie ognia leć
Tańcz głupia, tańcz,
wielki bal sobie spraw
To wszystko, co dziś możesz mieć...**

*  tytuł zaczerpnięty z tytułu piosenki zespołu Muchy
** Lady Pank - „Tańcz, głupia tańcz”

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1826)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 2240
Wojciech Gołębiewski | 2015-03-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 marca 2015

Nie nadążam za wielością nowych autorów, i tak, z Orbitowskim spotkałem się dopiero niedawno, przy czytaniu "Ubika", do którego napisał wstęp, który bardzo mnie się nie podobał, bo odstręczał od Dicka - narkomana i wariata. Postanowiłem więc sprawdzić, co Orbitowski, obecny na naszym portalu wieloma książkami, potrafi napisać. Zdaje się, że z jednej strony dobrze, że trafiłem na omawianą książkę, jako, że jest "nowa" /wyd.2013/ i pozytywnie opiniowana /na okładce/ przez Twardocha, który ma u mnie "przody"; z drugiej zaś strony - poniekąd żle, bo nie jest typowa dla jego wcześniejszej twórczości. Wyczytałem, że włożył w nią dużo pracy i zmagał się z nią bohatersko. No to teraz, ja się pozmagam.

Zmagałem się nie tylko z książką, i wszystkimi jej recenzjami, lecz i ze swoim sceptycznym nastawieniem do autora. I to ostatnie udało mnie się pokonać ...

książek: 2234
Marta | 2013-12-01
Na półkach: Przeczytane, 2013
Przeczytana: 25 października 2013

O czym marzysz? Czego pragniesz najbardziej? Miłości? Bogactwa? Może życia bez problemów? Wszystko jest możliwe. Wystarczy tylko wypowiedzieć marzenie. Ale uważaj, marzenia się spełniają, a wszystko ma swoją cenę...

Akcja powieści rozpoczyna się jak typowy amerykański horror dla nastolatków. W małym miasteczku Rykusmyku życie płynie swoim specyficznym rytmem. Jest koniec wakacji. Sikorka, DJ Krzywda, Trombek, Blekota i Sedes stoją na progu dorosłości. Ostatniego dnia wakacji ślubują sobie wieczną przyjaźń, palą ognisko, trochę piją. Dzielą się marzeniami, problemami, wątpliwościami. Młodzieńca zabawa kieruje ich kroki w stronę zamku, który owiany złą sławą fascynuje i przeraża miejscowych. Od początku wiadomo, ze wydarzy się coś złego, coś co zmieni bohaterów na zawsze...

W kolejnych rozdziałach autor po kolei pokazuje nam późniejsze losy swoich bohaterów. Szymon, Bartek, Karol i Staszek są już dorośli, a dorośli mają imiona, nie ksywki. Kto jest kim z przeszłości? Gdzie rzucił...

książek: 369
Anna | 2018-02-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 lutego 2018

Pomimo, że "Szczęśliwa droga" przepełniona jest fatalizmem, mrokiem i ma depresyjny nastrój to jestem zadowolona z lektury, podziwiam autora za umiejętność konstrukcji i sprawnego przeplatania się dwóch światów realnego i fantastycznego do tego przewijająca się legenda... Książka trudna, czyta się wolno, bo jej mnogość zmusza do wytężonej uwagi.
Podsumowując jest to opowieść o doświadczaniu bólu istnienia i bólu rozczarowań życiem każdego z osobna, bez żadnej więzi, bez żadnego pokrewieństwa, bez najmniejszej nawet możliwości wsparcia w innym człowieku...

książek: 888
Krzysztof | 2014-07-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 lipca 2014

Sztuką jest pisać o życiu w taki sposób, by to co dobrze znane, nagle stawało się mroczne, tajemnicze i niezwykle fascynujące. Świat, w który wrzuca nas Łukasz Orbitowski w Szczęśliwej Ziemi to jakby znajomy nam obszar, który jednak został pochłonięty przez jakąś mroczną siłę, która wyssała z niego ‘światło’.

Wkraczamy do Rykusmyku, miasta, w którym wszystko się zaczyna i do którego wszystkie drogie prowadzą, bo jest ono jakby metaforą samego życia z jego wyborami i odpowiedzialnością, którą z sobą niosą. Jednym z taki wyborów dokonuje grupka chłopaków, którzy pewnego dnia gdy kończy się lato, a oni stają przed dorosłym życiem wyruszają do owianego tajemnicą zamku w Rykusmyku. Wiele razy próbowali dostać się do najdalszych korytarzy w podziemiach zamku, lecz zawsze ogarniał ich strach i uciekali. Tym razem doszli do najgłębszych czeluści zamku, a to co się tam wydarzyło zmieniło ich życie i powoli ścigało.

Po latach każdy z nich wiedzie swoje życie. Poznajemy je. Przeszłość...

książek: 755
Melocotón | 2013-10-27
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 października 2013

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Ufff, skończyłam.

Książka traktuje o grupie znajomych z małego miasteczka, którzy idą do zamku, tam przeżywają wątpilwie groźną przygodę, i podobno przez tę przygodę nie radzą sobie w dorosłym życiu. Postanawiają więc po raz kolejny tę przygodę przeżyć, żeby grozę (?) życia odwrócić.

Po raz kolejny dałam się nabrać znanym nazwiskom i po raz kolejny okładkowe blurby mnie wstrętnie okłamały. "Wielka, wspaniała powieść" (Twardoch), "Kawał znakomitej prozy obyczajowej" (Szostak), a najgorzej: "Orbitowski zaspokoi każde literackie pragnienie (...)" (Parowski). Pfffff, wolne żarty. Książka jest nudna jak flaki z olejem.

Bohaterowie są sympatyczni jak koledzy z podwórka (nie wiem, co przejmującego i groźnego jest w tym, że jednego leje ojciec, a drugiemu zmarła matka z przepicia, no życie). Główny "groźny" wątek mógłby być groźny i przerażający, gdyby został tak przedstawiony, a nie śmiesznie i absurdalnie (wielki byk w korytarzach zamkowych). Dalej jest już tylko gorzej, kompletnie...

książek: 290
corgi | 2016-09-27

Książka - obraz naszego pokolenia. Dzieciaków dorastających w małych miejscowościach uwiedzionych przez idylliczne obrazki wielkich miast, gdzie wszystko się udaje, sukces, miłość i pieniądze są na wyciągnięcie ręki. Zrobimy wszystko żeby się tam wyrwać, tam wszystko jest łatwiejsze. Spełnienie marzeń też ma swoją cenę. Po chwilowej euforii spowodowanej osiągnięciem celu, zadajemy sobie pytanie "Co dalej?" Okazuje się, że dalej jest tylko trudniej. I czasem wystarczy tylko chwila, jeden błąd by stracić to wszystko do czego z takim poświęceniem dążyliśmy.
Orbitowski stworzył historię ciężką, przytłaczającą, ale ważną. Potrzebną. By każdy z nas mógł się zastanowić przed jakim bykiem tańczy.

książek: 493
geena | 2014-07-02
Przeczytana: 30 czerwca 2014

Zanim jeszcze zdecydowałam się na ten tytuł, przeczytałam gdzieś w sieci, że Orbitowski w wywiadzie dla jednej ze stacji radiowych wyznał, iż "pisanie tej książki było dla niego męką porównywalną z porodem". Ponoć przepisywał ją na nowo cztery razy i za każdym wciąż coś mu nie pasowało, więc gdy wreszcie oddawał skrypt wydawcy, był pewien, iż recenzenci nie potraktują go zbyt łagodnie. A jak się stało? Książka w efekcie okazała się istnym objawieniem i wychwalona pod niebiosa piastowała czołowe miejsca na listach bestsellerów. Została nawet nominowana do nagrody Nike 2013 oraz Nagrody im. Janusza A. Zajdla również za rok 2013. O czym więc jest Szczęśliwa ziemia?

Szczęśliwa ziemia to powieść o dorastaniu i o budowaniu przyjaźni na tle małego miasteczka. To powieść o marzeniach, tych większych i tych całkiem małych, które jednak nigdy się nie spełnią. Jestem pełna podziwu dla autora i dla jego umiejętności tworzenia tak misternej konstrukcji spajającej w sobie dwa światy - ten...

książek: 0

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

"Było nas /pięciu/
W każdym z nas inna krew"

Kumple od piwa, rozmów nocą i planów na przyszłość, u progu dorosłości, niepokorni i zawzięci.

"Ale jeden przyświecał nam cel"

Wypowiedzieć życzenie. Wyrwać się stąd, uciec z tego miasta jak najdalej, tam gdzie wszystko jest lepsze i łatwiejsze, kasa szybka, miłość prawdziwa. Uciec od marazmu, beznadziei i osaczenia, od tajemnic szeptanych w zaułkach, strachu w gestach i oczach. Uciec od klątwy tego miasta, nienazwanego czającego się w podziemiach zamku. Od Skrzeku drążącego ścieżki strachu w umyśle.

"Za kilka lat
Mieć u stóp cały świat"*

Wracają, jak pokonani. Ciężko okupili swe pragnienia. Nie wiedzieli, że trzeba z nimi uważać, bo mogą się spełnić. Czy warto było?


Nasycona niepokojem, podszyta strachem i dziecięcymi koszmarami, mroczna powieść realistyczna spleciona z fantasmagorycznym wątkiem. Bez wielkich rozbudowanych akcji i emocji, bo wszystko to siedzi nam przecież w głowach. Doskonałe uzupełnienie po...

książek: 399
agatrzes | 2014-01-14
Na półkach: Przeczytane

Szczęśliwa ziemia” to lektura trudna i nie dla każdego. Do tej książki trzeba dorosnąć i mieć pewien bagaż doświadczeń, który pozwoli „wycisnąć” z tej powieści jak najwięcej. I choć momentami czytelnik poczuje słodko-gorzki smak i kubeł zimnej wody wylany na głowę, to jest to warte „oświecenia”, jakiego dozna po zamknięciu książki.

książek: 1361
Anna | 2017-01-07
Przeczytana: 06 stycznia 2017

Po przeczytaniu „Innej duszy” Łukasza Orbitowskiego uznałam go za wybitnego pisarza. Sięgając po „Szczęśliwą ziemię” jego autorstwa nie spodziewałam się rozczarowania. Krótka, ale intrygująca notatka o fabule zamieszczona na okładce książki dawała mi niemal pewność,
że i tym razem Łukasz Orbitowski mnie zaskoczy i urzeknie. Zaskoczył, ale nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Z książką zmagałam się niemiłosiernie. Chwilami miałam dość tej całej zagmatwanej i nierealistycznej fabuły. Trzeba było dać sobie spokój i po prostu ją odłożyć. Mimo wszystko” mordowałam” dalej wciąż licząc, że a nuż może chociaż koniec zwieńczy dzieło. Niestety, jak dla mnie to zmarnowany czas. Okazało się, że „Szczęśliwa ziemia” Łukasza Orbitowskiego nie dla wszystkich. Z pewnością nie dla mnie. Czy dla kogoś?
Potencjalny czytelnik musi przekonać się sam po warunkiem, że zacznie czytać na własną odpowiedzialność.

zobacz kolejne z 1816 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Zanim zostałem pisarzem cz. 2

W czwartek prezentowaliśmy Wam wspomnienia Katarzyny Puzyńskiej, Pawła Majki i Vincenta V. Severskiego. Dzisiaj do tego grona dołączą, Łukasz Orbitowski, Remigiusz Mróz i Michał Cetnarowski - sprawdźcie, kto malował kubki, kto mył szyby w samochodach, a kto handlował na placu.


więcej
Kańtoch i Piskorski laureatami tegorocznej Nagrody im. Zajdla

W sobotę 6 września podczs gali wieńczącej tegoroczny Polcon ogłoszono laureatów Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. W tym roku otrzymali ją Anna Kańtoch za opowiadanie i Krzysztof Piskorski za powieść.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd