Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Rafa Armagedonu

Tłumaczenie: Robert J. Szmidt
Cykl: Schronienie (tom 1)
Wydawnictwo: Rebis
7,4 (151 ocen i 19 opinii) Zobacz oceny
10
17
9
24
8
35
7
36
6
21
5
12
4
2
3
1
2
0
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Off Armageddon Reef
data wydania
ISBN
9788375100457
liczba stron
904
język
polski
dodała
Oceansoul

Flota Federacji Terrańskiej walczyła nieustępliwie, ale obca rasa bezwzględnie unicestwiała pozaziemskie kolonie ludzkości. Federacja podjęła ostatnią próbę ratunku - operację Arka. Zadanie kolonistów to zbudowanie na odległej planecie nowej cywilizacji i pozbawienie jej wszelkich zaawansowanych technologii, które mogłyby zdradzić wrogom jej lokalizację. Komandor porucznik Nimue Alban budzi...

Flota Federacji Terrańskiej walczyła nieustępliwie, ale obca rasa bezwzględnie unicestwiała pozaziemskie kolonie ludzkości. Federacja podjęła ostatnią próbę ratunku - operację Arka. Zadanie kolonistów to zbudowanie na odległej planecie nowej cywilizacji i pozbawienie jej wszelkich zaawansowanych technologii, które mogłyby zdradzić wrogom jej lokalizację.

Komandor porucznik Nimue Alban budzi się po ośmiuset latach na planecie zwanej Schronieniem. Została przywrócona do życia, by dać cywilizacji możliwość rozwoju technologicznego, wolności sumienia i myśli, niszczonych od stuleci przez represyjną religię stworzoną przez fanatycznego administratora Arki.

Nimue Alban odkrywa, że śmierć w obronie ludzkości była najłatwiejszą częścią jej zadania.

 

źródło opisu: http://www.rebis.com.pl

źródło okładki: http://www.rebis.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 8017
Beata | 2014-11-19
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Papierowe

Kosmiczna misja Merlina

Wydawałoby się, że o Merlinie, czarodzieju i doradcy króla Artura, napisano już wszystko, począwszy od obsadzenia go w roli zwornika klasycznego mitu, a skończywszy na mniej lub bardziej udanych parodiach. Właśnie, wydawałoby się, bo David Weber, autor „Rafy Armagedonu”, pierwszego tomu trylogii Schronienie, przekonuje, że coś jeszcze można próbować z tego mitu wycisnąć. Wprawdzie to już inny Merlin, inny Artur, i nawet inna planeta, ale skojarzenia pozostają (choć tylko dla czytelników, bo mieszkańcy Schronienia nie mają – na razie – świadomości swojego ziemskiego dziedzictwa). I nawet nie trzeba wykazywać się wiedzą ani szczególną domyślnością – autor podaje czytelnikowi wszystkie kawałki układanki jak na tacy.
Zaczyna się bardzo SF-owo: walka w kosmosie, ucieczka na inną planetę, cyfrowy transfer osobowości, przeformatowanie matryc psychologicznych kolonistów. Ale David Weber nie zagłębia się w szczegóły (a wręcz w niektórych przypadkach zasłania się odpowiednio „naukowo” brzmiącym sformułowaniem), przez co nie wyczerpuje potencjału kilku pomysłów. Jeśli ktoś liczył na wnikliwy opis terraformowania planety czy też pogłębiony socjologiczny portret społeczeństwa przestrzegającego zasad nowej, stworzonej ad hoc, religii, choćby w części podobny do zajdlowskiej wizji z „Całej prawdy o planecie Ksi”, srodze się zawiedzie. Owszem, można się pokusić o odnalezienie pewnych analogii, ale to raczej sztuka dla sztuki, bo autor „Rafy Armagedonu” zdecydowanie nie zamierza podążać w kierunku socjologicznej analizy społecznej, a osiągnięte w wyniku religijnego imprintu efekty pełnią jedynie funkcję warunków brzegowych opowieści o zdecydowanie przygodowym charakterze.
Trochę lepiej wygląda sprawa obrazu religii i Kościoła Boga Oczekującego, nakreślonego zdecydowanie bardziej wyrazistą kreską. Choć i tym razem David Weber prześlizguje się po powierzchni zjawiska i nie wdaje się w szczegóły teologiczne, to większa ilość detali pozwala na odtworzenie dogmatów religijnych Kościoła na Schronieniu. A są to zasady specyficzne, będące kompilacją reguł, zapożyczonych z najróżniejszych ziemskich religii i systemów teologicznych: nakaz przynajmniej jednokrotnej pielgrzymki do głównej świątyni Schronienia pochodzi z islamu, przepych ceremonii religijnych i wystrój kościelnych wnętrz jest iście bizantyjski... tropienie takich drobiazgów i ich korzeni może stanowić całkiem niezłą, choć poboczną, rozrywkę. Ale nie na rozważaniach teologicznych autorowi zależało najbardziej – religia jest w książce potraktowana jako swoisty zawór bezpieczeństwa, wykorzystany ze względu na wbudowaną w nią zachowawczość. Bowiem nadrzędnym zadaniem Kościoła Boga Oczekującego jest hamowanie postępu. I w tej roli Kościół na Schronieniu odnajduje się znakomicie – społeczeństwo zastygło na technicznym poziomie późnego średniowiecza i wprawdzie jest już gotowe na oświeceniowy przełom, ale wszelkie obiecujące próby rozwoju są utrącane przez bardzo sprawnie działającą Inkwizycję, która nie tylko kontroluje czy jakaś innowacja lub wynalazek nie łamie spisanych przed laty Zakazów, ale i nie waha się prowadzić politycznych rozgrywek na własną rękę.
W tym pogrążonym w stagnacji świecie rywalizujących ze sobą królestw z wieloletniego komputerowego snu budzi się cyfrowa osobowość Nimue Alban, pani komandor porucznik Floty Federacji Terrańskiej, jedynej, która pamięta Ziemię i powody kolonizacji Schronienia. Oraz pierwotny cel ekspedycji. Zdeterminowana by go zrealizować, przyjmuje na siebie brzemię Merlina, nauczyciela, królewskiego obrońcy i doradcy, który musi stawić czoła intrygom pozostałych władców i dogmatyzmowi Kościoła. Tutaj science fiction ustępuje miejsca nowej wersji mitu i „historycznej” opowieści przygodowo-szpiegowskiej. Dalej są już tylko obce wywiady, zamachy, zdrada, intrygi, dużo żeglarstwa, bitwy morskie i skokowy rozwój broni palnej. Oraz bardzo ostrożne wykorzystywanie dostępnych jedynie Merlinowi technologii, które – zgodnie z zasadą sformułowaną przez Arthura C. Clarke’a – uznawane są przez jego towarzyszy za moce nadnaturalne.
„Rafa Armagedonu” wbrew pozorom nie jest powieścią science fiction. Elementy SF służą jedynie do określenia punktu wyjściowego akcji, nakreślenia jej ram zewnętrznych. A wewnątrz tkwi typowy David Weber z charakterystyczną dla siebie militarną opowieścią, tym razem – w przeważającej części – o charakterze marynistycznym, osadzoną w późnośredniowiecznych realiach. Jak prezentuje się całość? Nienajgorzej, choć byłoby lepiej, gdyby utworowi zafundować ostre cięcie, bo książka jest przeładowana powtórzeniami. Zupełnie jakby autor nie wierzył, że czytelnik jest w stanie zapamiętać prostą informację i uznał za konieczne przywoływać ją kilkakrotnie. W efekcie otrzymujemy opasłe tomiszcze, z obszernymi przemyśleniami bohaterów i dialogami rozbudowanymi do rozmiarów wystąpień konferencyjnych. Trochę szkoda, bo w nawale słów rozpływa się nieco sama akcja. Ponadto (ta uwaga adresowana jest do wydania polskiego): opisy na załączonych mapach nie są tożsame z nazewnictwem używanym w tekście książki. Wprawdzie różnice nie są znaczne i nie uniemożliwiają całkowicie identyfikacji miejsca, do którego losy zagnały bohaterów (np. wyspa Szmaragd w książce, to Emerald na mapie; Zatoka Skalistej Mielizny jest na mapie nazwana Zatoką Skalistej Ławicy), ale irytują i zmuszają czytelnika do zupełnie niepotrzebnej dedukcji. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach trylogii nazewnictwo zostanie ujednolicone.
Mimo powyższych mankamentów, czasu poświęconego na lekturę „Rafy Armagedonu” nie uważam za stracony. Spodziewałam się jedynie powieści rozrywkowej, a – ku swemu zadowoleniu – otrzymałam dodatkowo kilka skłaniających do zastanowienia elementów, wprawdzie potraktowanych raczej pretekstowo, ale jednak zasygnalizowanych. Nie czuję się rozczarowana powierzchownością ujęcia niektórych kwestii, przeciwnie – ich instrumentalne wykorzystanie jest w pełni zgodne z funkcją, jaką autor im przeznaczył: określenia warunków brzegowych świata opowieści. Bardziej wnikliwe rozważania zmieniłyby zupełnie charakter utworu, a nie wydaje mi się, aby David Weber to planował. „Rafa Armagedonu” miała być przygodową, quasi historyczną opowieścią i taka właśnie jest.

Recenzja ukazała się 2010-09-14 na portalu katedra.nast.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pypcie na języku

No naprawdę już dawno się tak nie ubawiłam :) zbiór felietonów pouczających, błyskotliwych i z poczuciem humoru. Cieszę się, że mamy pypcie i pana Rus...

zgłoś błąd zgłoś błąd