1635: Front wschodni Eric Flint 8,0

Mimo że poprzedni tom cyklu Ring of Fire momentami testował moją cierpliwość nadmiarem politycznych pląsów i rozrastających się wątków, ciekawość znów wygrała. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po 1635: Front wschodni, bo ta osobliwa mieszanka historii alternatywnej, fantastyki i siedemnastowiecznej zawieruchy nadal ma w sobie coś, co skutecznie przyciąga. A skoro rzecz w tym odcinku ma dziać się również na granicy Polski, to jestem bardzo ciekawa, co się z tego „urodzi”.
Komitet Korespondencyjny.
Stany Zjednoczone Europy, w skład których chodzą niektóre księstwa niemieckie, nareszcie mogą skierować uwagę na zbuntowane prowincje oraz realizować marzenie o podboju Polski
Wojna trzydziestoletnia wciąż pustoszy Europę. Stanami Zjednoczonymi Europy kieruje Gustaw Adolf, król Szwecji. Współpracuje z Amerykanami, którzy trafili do XVII wieku wskutek tajemniczego kosmicznego zjawiska. Mike Stearns, były przywódca „rozbitków w czasie”, przegrał co prawda wybory i nie jest już premierem SZE, lecz Gustaw Adolf mianował go generałem. Nim jeszcze dobrze wysechł atrament na jego nominacji, Stearns staje się jednym z kluczowych dowódców prowadzących działania wojenne w Brandenburgii i Saksonii…
A TYMCZASEM w Europie Toczą się także inne konflikty…
Ekspansywne plany Gustawa Adolfa na wschodzie mogą wciągnąć do konfliktu Polskę i Austrię. Europa przypomina ogromny skład materiałów wybuchowych i nikt nie wie, ile lontów już się żarzy. Czy Mike Stearns zdoła powstrzymać narastającą pożogę A jeżeli mu się to uda – czy sam przy tym nie spłonie?
Rzeczpospolita.
Nie będę ukrywać, że byłam cholernie zaciekawiona tym, jak autor „wprowadzi” XVII-wieczną Polskę do fabuły. Myślałam, że potraktuje ją mocno po macoszemu, a jankesi rozjadą naszych siedemnastowiecznych krajanów niczym walec drogowy świeży asfalt.
Ale wszystkie moje dywagacje okazały się wyjątkowo mało trafione.
Bo Polska nie została tu potraktowana jak historyczny mebel stojący w tle, tylko weszła do gry bardzo konkretnie – z charakterem, uporem i bez najmniejszego zamiaru oddawania czegokolwiek za darmo.
Szwedzi również nie zostali potraktowani po macoszemu. Oczywiście od początku widać, że mają swoje ambicje, a Gustaw Adolf patrzy na wschód z typowym dla siebie rozmachem, ale kiedy tylko sprawa zaczyna dotyczyć Rzeczypospolitej, napięcie natychmiast wskakuje poziom wyżej. Bo wiadomo – pojawiają się osobiste emocje, polityczna nerwówka, nadmiar kalkulacji i momentami całkiem solidny chaos.
Jeżeli chodzi o samą fabułę, to nadal jest tu sporo polityki, która momentami lekko obniża dynamikę i napięcie, ale jednocześnie właśnie w tym tomie chyba najbardziej spodobało mi się to, że bohaterowie XVII wieku coraz śmielej wychodzą na pierwszy plan i przestają być tylko tłem dla tych „z przyszłości”. Coraz wyraźniej widać, że to już nie tylko historia o zderzeniu epok, ale też o tym, kto szybciej nauczy się odnajdywać w nowym układzie sił.
Zdradzać więcej nie będę. Napiszę tylko tyle, że robi się naprawdę grubo, a to, co zaczyna się tutaj dziać na planszy, spokojnie przeszło moje wcześniejsze oczekiwania.
Reasumując. 1635: Front wschodni to świetna kontynuacja serii Ring of Fire, która w moim odczuciu bardzo naturalnie łączy historię z fantastyką. Front oczywiście ma znaczenie, bitwy są dobrze rozpisane, ale mnie najbardziej wciągało to, co dzieje się obok – układy, ambicje, zmieniające się sojusze i ludzie przekonani, że wciąż da się jeszcze coś ugrać.
Jeżeli więc macie ochotę na ciekawą powieść, w której historia miesza się z fantastyką, a obok techniki, taktyki i walki równie ważni są ludzie, to zdecydowanie polecam.
https://unserious.pl/2026/03/1635-front-wschodni/