Przedksiężycowi, tom 1

Cykl: Przedksiężycowi (tom 1)
Wydawnictwo: Powergraph
7,04 (503 ocen i 66 opinii) Zobacz oceny
10
22
9
54
8
110
7
163
6
93
5
38
4
9
3
6
2
4
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788361187745
liczba stron
432
język
polski
dodała
Oceansoul

Bądź wola Wasza, o Przedksiężycowi! Lunapolis. Miasto w szponach kultu sztuki. Tu nawet mordercy dążą do perfekcji. I są art-zbrodniarzami. Dzieci zamawia się u duszoinżynierów. W konkurencyjnych korporacjach. Dorosłe beztalencia kasowane są w okamgnieniu, by jako ludzkie odpady zgnić w cuchnących, rozkładających się światach przeszłości. Przebudzenia dostąpią tylko najdoskonalsi, albowiem...

Bądź wola Wasza, o Przedksiężycowi!
Lunapolis. Miasto w szponach kultu sztuki. Tu nawet mordercy dążą do perfekcji. I są art-zbrodniarzami.
Dzieci zamawia się u duszoinżynierów. W konkurencyjnych korporacjach. Dorosłe beztalencia kasowane są w okamgnieniu, by jako ludzkie odpady zgnić w cuchnących, rozkładających się światach przeszłości. Przebudzenia dostąpią tylko najdoskonalsi, albowiem tak chcą Przedksiężycowi.
– Niesprawiedliwe wredne sukinsyny! – bluźni początkujący artysta.
Jak się okazuje, ten młody malarz nie jest w swym buncie odosobniony…
W dodatku czas dobiega końca, a świat rozpada się i rdzewieje…

 

źródło opisu: http://powergraph.pl/

źródło okładki: http://powergraph.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Wiedźma książek: 1271

Miasto o tysiącu cieni

Lunapolis – miasto z sennego majaku szalonego artysty. Wielkie dzieło sztuki, zbudowane ze złota, srebra i miedzi, klejnotów i kolorowych płytek, rur splatających się w fantazyjne kształty i trybów napędzających przedziwne mechanizmy. Pełne wielokątnych, potężnych budowli, schodów i podniebnych traktów łączących najwyższe wieże – już samo patrzenie przyprawia o zawroty głowy. Miasto barwne i żywe, mimo trwania w wiecznym półmroku pod starym, czerwonym słońcem lub trzema różnobarwnymi księżycami. Jedno z tych, które nigdy nie zasypiają, którego trakty, place i schody zawsze pełne są ulicznych artystów i kramików z przysmakami, a kawiarnie – ludzi zaznających wszelkiego rodzaju przyjemności. Lecz cóż to są za ludzie! Nieprzeciętnie piękni lub zdeformowani, wszyscy bez wyjątku pod jakimś względem niezwykli, obdarzeni mnogością talentów lub jedną wiodącą, za to opanowaną do perfekcji umiejętnością. Artyści, mordercy, geniusze. Mieszkańcy świata, w którym dążenie do perfekcji jest wręcz przymusem, gdzie prawie nikt nie zdaje się na przypadek co do cech, którymi będzie obdarzone jego potomstwo. Nierzadko kończy się to oddaniem ostatnich oszczędności duszoinżynierom projektującym przyszłych mieszkańców Lunapolis w zamian za choć jedną szczególną zdolność.

To świat funkcjonujący na przedziwnych, obcych nam zasadach, nic tu jednak nie dzieje się bez przyczyny. Za wszystkim stoi wola i zamysł tytułowych Przedksiężycowych, a ludzkim działaniom przyświeca jeden cel – wpasować się...

Lunapolis – miasto z sennego majaku szalonego artysty. Wielkie dzieło sztuki, zbudowane ze złota, srebra i miedzi, klejnotów i kolorowych płytek, rur splatających się w fantazyjne kształty i trybów napędzających przedziwne mechanizmy. Pełne wielokątnych, potężnych budowli, schodów i podniebnych traktów łączących najwyższe wieże – już samo patrzenie przyprawia o zawroty głowy. Miasto barwne i żywe, mimo trwania w wiecznym półmroku pod starym, czerwonym słońcem lub trzema różnobarwnymi księżycami. Jedno z tych, które nigdy nie zasypiają, którego trakty, place i schody zawsze pełne są ulicznych artystów i kramików z przysmakami, a kawiarnie – ludzi zaznających wszelkiego rodzaju przyjemności. Lecz cóż to są za ludzie! Nieprzeciętnie piękni lub zdeformowani, wszyscy bez wyjątku pod jakimś względem niezwykli, obdarzeni mnogością talentów lub jedną wiodącą, za to opanowaną do perfekcji umiejętnością. Artyści, mordercy, geniusze. Mieszkańcy świata, w którym dążenie do perfekcji jest wręcz przymusem, gdzie prawie nikt nie zdaje się na przypadek co do cech, którymi będzie obdarzone jego potomstwo. Nierzadko kończy się to oddaniem ostatnich oszczędności duszoinżynierom projektującym przyszłych mieszkańców Lunapolis w zamian za choć jedną szczególną zdolność.

To świat funkcjonujący na przedziwnych, obcych nam zasadach, nic tu jednak nie dzieje się bez przyczyny. Za wszystkim stoi wola i zamysł tytułowych Przedksiężycowych, a ludzkim działaniom przyświeca jeden cel – wpasować się weń, by przetrwać wszystkie Skoki i doczekać Przebudzenia. Nikt właściwie nie wie, czym ono dokładnie jest, nikt też nigdy nie widział Przedksiężycowych, za to grozy Skoków każdy tutejszy mieszkaniec doświadcza na własnej skórze aż nazbyt często. I albo okazuje się godzien, by o kilka lat przybliżyć się do Przebudzenia, albo zostaje w tyle, w kopii rozwarstwiającego się Lunapolis – świecie pozostawionym w przeszłości i skazanym na rozkład – by tam stać się ofiarą zaburzonego rachunku prawdopodobieństwa.

Nic więc dziwnego, że tu dekadencja i rozpasanie zawsze podszyte są desperacją, że im bliżej kolejnego Skoku, tym wyraźniej spod fantazyjnych tatuaży i warstw pudru wyziera strach. Właśnie w chwili największego przerażenia, w momencie Skoku, Finnen spotyka Kairę. Oboje są młodzi, tym razem przetrwali i choć bardzo się od siebie różnią, los splata ich ścieżki. To nie miłość od pierwszego wejrzenia, początek płomiennego romansu – nic z tych rzeczy. Łączy ich dalece bardziej skomplikowana relacja i żadne właściwie nie wie, jak ją zdefiniować. Jednoczesna ufność i niechęć, instynktowna potrzeba trzymania się razem, niezrozumiała zależność od siebie nawzajem – nawet im trudno to zrozumieć. Nasuwa się jedno proste wyjaśnienie – oboje w jakiś sposób od początku przeczuwają, że razem staną się uczestnikami wielkich wydarzeń. Jakich? Tego na pewno nie dowiemy się w pierwszej części.

„Przedksiężycowi” Anny Kantoch to jedna powieść podzielona na trzy tomy. Nie jest więc niczym dziwnym, że pierwszy skupia się głównie na przybliżeniu czytelnikowi niesamowitego świata, w którym cała rzecz się dzieje, rządzących nim zasad i mechanizmów opartych na świeżych, innowacyjnych pomysłach, a wątki fabularne zostają jedynie wstępnie zawiązane. Pewien nacisk położono także na bohaterów, bo na Finnenie i Kairze się ich plejada bynajmniej nie kończy. Dużą rolę w całej historii odegra z pewnością Daniel Pantalekis, przybysz z Nowych Ziem, na razie nie do końca zdający sobie sprawę, że trafił na planetę skrajnie odmienną od tych, które dotąd skolonizowali Ziemianie. A także cała gama innych osobistości, które dołożą coś od siebie do wielowątkowego wzoru powoli wyłaniającego się spomiędzy kart pierwszej części. Co ważne, wszyscy oni posiadają unikatowe cechy, jakąś głębię, charaktery niedające się opisać za pomocą pojedynczych słów. W głównych rolach nie obsadzono nieskalanych występkiem obrońców dobra i prawości, a rzeczywistych ludzi – niejednoznacznych, posiadających wady, czasem wręcz antypatycznych.

To nie tak, że mamy tu do czynienia z rozciągniętym na prawie pięćset stron wstępem, w którym nic szczególnego się nie dzieje. Nie tylko poznajemy bohaterów, ale też, obserwując ich poczynania, zauważamy pierwsze, początkowo nieśmiałe zmiany ich charakterów, krystalizujące się cele i motywacje. A Lunapolis nie jest jedynie barwnym tłem, stanowi organiczny twór w pewnym sensie uczestniczący w wydarzeniach, kształtujący wybory i zachowania bohaterów.

Nie bez przyczyny próby pisania o tej książce wciąż i wciąż kończą się na omawianiu świata przedstawionego. Trochę w nim steampunkowej estetyki, niektóre elementy i ogólna atmosfera momentami kojarzą się z grami z serii „BioShock”, lecz tak naprawdę Lunapolis trudno do czegokolwiek porównać. Piękne i brudne, skomplikowane w swej budowie i działaniu niczym żywy organizm, balansujące na granicy absurdu, a jednak składające się na harmonijną całość. Sprawienie, by taka mieszanka nie rozłaziła się w szwach jest nie lada wyczynem i sprawdzianem pisarskich umiejętności, Anna Kańtoch zaliczyła go jednak bez pudła. Doprawdy długo można by o Lunapolis pisać, lepiej jednak po prostu je poznać, wybrać się w podróż śladami Finnena, Kairy, Daniela i innych bohaterów, nawet (a może szczególnie) tych przywoływanych jedynie na moment, w krótkich interludiach oderwanych od zasadniczej fabuły, mających za zadanie poszerzyć ten i tak już przebogaty i fascynujący świat.

O fabule trudno się wypowiadać w sposób konkretny i jednoznaczny, gdyż omawiana część oferuje jedynie jej wstępny (acz wcale nie ubogi) zarys, bardzo zresztą obiecujący. „Przedksiężycowi”, a przynajmniej początkowa jedna trzecia tej powieści, to przede wszystkim popis światotwórstwa na naprawdę wysokim poziomie, zdolny zachwycić nawet tych, którzy o polskiej fantastyce mają zdanie cokolwiek niepochlebne. A że gdzieś tam czai się zapowiedź opowieści o fundamentalnych przemianach, o rewolucji – cóż, tym lepiej i tym bardziej warto po tę książkę sięgnąć.

Agata Rugor  

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1344)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1361
Sylwka | 2018-11-07
Na półkach: Przeczytane, Czytnik
Przeczytana: 27 września 2018

Swoją przygodę z Anną Kańtoch, polską pisarką fantasy, która ukończyła orientalistykę, specjalność: arabistyka, na Uniwersytecie Jagiellońskim, rozpoczęłam „ze strachem” od Łaski. ;) Książka spodobała mi się na tyle, że dość szybko sięgnęłam po „świeżynkę” również w klimacie grozy, czyli Niepełnię. Czas w końcu sprawdzić jak autorka radzi sobie na „właściwym” fantastycznym poletku. ;) Przedksiężycowi I wkraczają więc do akcji.

Perfekcyjna miasto i „świat pozostający w tyle”.
Witajcie w Lunapolis! W mieście, w którym sztuka i artystyczna wyobraźnia stawiane są na piedestale, a wszelakiej maści artyści są istotą społeczeństwa. W mieście, w którym nie trzeba bać się starości i śmierci, gdyż mają one wymiar estetyczny. W mieście, w którym dzieci zamawia się u duszoinżynierów, a wszystkie beztalencia „zostawia” w przeszłości. I w końcu w mieście, w którym przebudzenia dostąpią tylko najzdolniejsi — gdyż tak orzekli Przedksiężycowi.

I właśnie w tu, w tej „kolebce sztuki” poznajemy...

książek: 848
cykuta | 2010-12-06
Przeczytana: 05 grudnia 2010

Wyobraźcie sobie świat doskonały. Rzeczywistość, w której nie ma miejsca na błędy, wypaczenia i odstępstwa od normy, a wszystko - nawet zbrodnia - urasta do rangi sztuki. A teraz otwórzcie "Przedksiężycowych" Anny Kańtoch i zajrzyjcie do Lunapolis.

Autorka w pierwszym tomie opowieści o tym stemapunkowym mieście snuje wizję tyleż ponurą, co przekonującą. Mieszkańcy Lunapolis żyją pod ciągłą presją samodoskonalenia; we wszystkim co robią muszą osiągać perfekcję. Odpowiednio dobrane przez specjalne korporacje proporcje genów niektórym [tym bardziej majętnym, których stać na opłacenie większej ilości talentów] ułatwiają udział w wyścigu. Stawka jest wysoka; jednostki uznane za tytułowe bóstwa za niewystarczająco doskonałe zostają przy najbliższej okazji eliminowane ze społeczeństwa tak, by nie hamowały rozwoju.

Takiej okazji dostarcza zazwyczaj Skok. Jest to rodzaj przejścia ludzkości na kolejny "szczebel" w drodze do ideału, zazwyczaj wywołany opatentowaniem jakiegoś szczególnie...

książek: 1697
Triss Velvel | 2013-05-31
Przeczytana: 30 maja 2013

Moje drugie zetknięcie z twórczością Anny Kańtoch mogę śmiało zaliczyć do udanych, ba! przeszło ono moje najśmielsze oczekiwania.
Lunapolis - świat, w którym główna zasada przetrwania brzmi: bądź jak najbardziej doskonały, albo zgiń. Czy raczej - daj się zostawić w tyle. Świat, który jak jaszczurka zrzuca swoją starą skórę, przeskakuje w przyszłość, pozostawiając starość, zgniliznę, brud, choroby i wszelkie niedoskonałości za sobą.
Autorka prowadzi czytelnika przez ukrytą pod płaszczykiem pozornego ideału mroczną i przerażającą rzeczywistość, przeplatając ze sobą losy dwojga mieszkańców Lunapolis oraz przeżycia jedynego ocalałego gwiezdnego rozbitka porzuconego w tym ponurym świecie.
Podczas lektury niemalże na własnej skórze odczuć można tę ciężką, lepką atmosferę kolejnych umierających wersji Lunapolis.
Dawno nie zdarzyło mi się czytać tak dobrej polskiej fantastyki. Po skończeniu książki jestem absolutnie oczarowana stworzonym przez Annę Kańtoch uniwersum i nie mogę doczekać...

książek: 921
micnowa | 2014-11-11
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 24 października 2014

Intrygujący tytuł i zapowiedź trzech tomów zachęciły mnie do sięgnięcia po tę książkę, ale jak przeczytałem "Oto Lunapolis" pomyślałem, no ładny banał. O dzięki wam Przedksiężycowi za to jak bardzo się myliłem. Zapowiada się bardzo interesująco i z pewnością niebanalnie, na razie jest nadspodziewanie dobrze.

Interesujące postacie, nieśpieszna akcja i ponury klimat wciągają jak bagno. I na początek wystarczy. Gorąco polecam.

książek: 113
NieTylkoGry | 2017-03-14
Na półkach: Przeczytane

Fakt, że natrafiłam kiedyś na książkę Anny Kańtoch był zbiegiem bardzo fortunnych okoliczności, na który złożyły się: spóźniony autobus, oberwanie chmury i ledwie kilka kroków, które musiałam zrobić do najbliższej księgarni. Gdyby nie ten splot kilku wypadków, pewnie nieprędko sięgnęłabym po charakterystyczną okładkę z robotem i nie zatopiła się w świecie przedstawionym w Przedksiężycowych. Były to jeszcze te czasy, kiedy w katowickiej filii pewnej sieciowej księgarni można było usiąść ze zdjętą z półki książką na kanapie i spokojnie przekartkować kilka rozdziałów. Te kilkadziesiąt minut szybko zaowocowało tym, że wychodząc na następny autobus dzierżyłam pod pachą pierwszy tom Przedksiężycowych – mój portfel był lżejszy, a humor lepszy i to pomimo niesprzyjającej pogody. Wszystkiemu winna zaś była okładka – udało jej się przykuć mój wzrok i zainteresować mnie na tyle, że sięgnięcie po powieść okazało się odruchem. Jednak to zawartość książki sprawiła, że decyzja o jej zakupie była...

książek: 2431
Oceansoul | 2013-05-03
Przeczytana: 25 kwietnia 2013

Opis pierwszego tomu „Przedksiężycowych”, który możemy znaleźć na tylnej stronie okładki, należy do tych enigmatycznych, acz intrygujących zarazem. Po lekturze mogę bez wahania potwierdzić — wydawnictwo podjęło w tej kwestii słuszną decyzję, najlepiej bowiem podejść do tej powieści z otwartym umysłem i dać się zaskoczyć wszystkim skrywanym przez nią tajemnicom.

Rytm życia mieszkańców Lunapolis wyznaczają kolejne Skoki; data przesuwana jest wówczas naprzód o kilka lat, a spory odsetek ludności pozostaje w tyle, skazany na przyspieszoną zagładę i rozkład na jednym z wielu szczebli umierającego świata. Nikt nie wie, co decyduje o tym, kto przetrwa Skok, a kto dostąpi ostatecznego Przebudzenia. Rodzice płacą olbrzymie kwoty korporacjom dobierającym geny ich potomstwa, ale ani ogromny talent w jednej dziedzinie, ani też wszechstronność nie są gwarantami szczęścia. Wszelkie odpowiedzi znane są jedynie Przedksiężycowym — a choć ludzie nigdy ich nie poznali ani nie spotkali, za cel...

książek: 8492
Beata | 2014-10-09
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Papierowe

Wyścig szczurów wśród celebrytów?

Czy możliwe jest zbudowanie społeczeństwa, składającego się wyłącznie z jednostek doskonałych, wybitnych, perfekcjonistów; społeczeństwa, którego każdy wytwór jest artystycznie wyrafinowany, niepowtarzalny, po prostu – piękny? Każdy obywatel jest najlepszy w swojej dziedzinie, a prawdopodobieństwo spotkania na ulicy geniusza jest stuprocentowe? Jak to osiągnąć? Przedksiężycowi są pewni, że mają sposób…
Przedksiężycowi rządzą światem, w którym dobra materialne dostępne są dla wszystkich za darmo, pod jednym tylko warunkiem – że mieszkańcy będą oryginalni, kreatywni, że wszystko, co stworzą, będzie nosić piętno sztuki. Wszystko jedno w jakiej dziedzinie – swoboda wyboru jest w pełni akceptowalna. W pierwszej chwili wydaje się, że to pociągająca wizja – koniec z przeciętnością, ubraniami pochodzącymi z jednej linii produkcyjnej, banałami straszącymi na każdym kroku. I jeszcze ta swoboda wyboru dziedziny, w której można się wykazać! Marzenie życia,...

książek: 987
keskese | 2017-02-04
Na półkach: Przeczytane, 2017

Bardzo dobra fantastyka. Dodatkowy plusik za to, że z Polski.

Fabuły streszczać nie będę, bo do blurbu wydawniczego sięgnąć może każdy, natomiast co do treści... Nie mam większych zastrzeżeń. Nie jest to, oczywiście, traktat filozoficzny ani arcydzieło zasługujące na dziesięć gwiazdek, jednak w porównaniu do wydawanej ostatnio polskiej (S)-F odstaje, zdecydowanie. Na plus.

Autorka wprawnie żongluje ponurym, miejscami wręcz dekadenckim klimatem Księżycowego Miasta i buduje postacie o wiarygodnym rysie psychologicznym, czego w niektórych książkach niestety na próżno szukać. Wielkie brawa za włożony w to trud! Pierwszy tom "Przedksiężycowych" przeczytałam szybciej, niż ustawa przewiduje, a kolejne zamierzam pochłonąć bez żadnych przystanków po drodze. Aktualnie jestem w połowie drugiego i mogę podpowiedzieć, że warto sięgnąć po kolejne części i Kańtoch nie zawodzi, stawiając poprzeczkę naprawdę wysoko. Nie przeszkadza mi nawet to, że podejmuje temat istot w oczywisty sposób...

książek: 647
Aleksandra | 2016-01-17
Przeczytana: 17 stycznia 2016

Książka się zaczęła niesamowicie intrygująco. Ten nieco psychodeliczny, mroczny klimat całkowicie mnie kupił. Postacie są dość ciekawe, niektóre da się polubić. Niestety gdzieś w połowie powieści ten klimat zaczął ulatywać. Wielka szkoda. Mimo to czytało się dobrze, wciągało na tyle, by chcieć wiedzieć, co będzie dalej i sięgnąć po następną część. Mam nadzieję, że "Przedksiężycowi t.2" naprawi błąd poprzedniczki.

książek: 355
Jędrek | 2013-09-04
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 30 lipca 2013

"Przedksiężycowi" - fantastyka o niepewności naszych czasów?
Czy można napisać rozrywkową fantastykę z barwnym światem pełnym niebanalnych postaci i wciągającą akcją, a jednocześnie wyrazić w niej najgłębsze niepokoje współczesnych ludzi?
Na tę powieść trafiłem w serwisie sprzedającym e-booki skuszony promocją oferującą książkę za połowę normalnej ceny ebooka i 1/4 ceny książki papierowej. Ale najbardziej zachęciło mnie wyróżnienie jej nagrodą Zajdla w 2010.
Powieść jest dwutomowa. Świat powieści ma więcej wspólnego ze światami z powieści fantasy niż science-fiction, aczkolwiek ta pozycja ma wiele wspólnego z obydwoma, bowiem wszystko jest dobrze uzasadnione, a telepaci występują przecież również w powieściach niekorowanego króla science-fiction Philipa K.Dicka.

Wszyscy bohaterowie powieści żyją w atmosferze lęku przed tytułowymi Przedksiężycowymi, którzy ustalają nie do końca znane reguły wyścigu szczurów. Kto ich nie spełni odpada w cyklicznych etapach kwalifikacji. Pozornie...

zobacz kolejne z 1334 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Nagrody im. Zajdla przyznane!

W niedzielę zakończył się jubileuszowy, 30 Konwent Fantastyki Polcon. Tradycyjnie już podczas trwania imprezy czytelnicy wyłonili powieść i opowiadanie, które ich zdaniem zasługują na Nagrodę Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. W tym roku nagroda trafiła w ręce Michała Cholewy i Anny Kańtoch.


więcej
Kańtoch i Piskorski laureatami tegorocznej Nagrody im. Zajdla

W sobotę 6 września podczs gali wieńczącej tegoroczny Polcon ogłoszono laureatów Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. W tym roku otrzymali ją Anna Kańtoch za opowiadanie i Krzysztof Piskorski za powieść.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd