Gwiazd naszych wina

Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Wydawnictwo: Bukowy Las
8,3 (10311 ocen i 1721 opinii) Zobacz oceny
10
3 083
9
2 152
8
2 076
7
1 624
6
860
5
314
4
97
3
57
2
31
1
17
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Fault in Our Stars
data wydania
ISBN
9788362478897
liczba stron
312
język
polski
dodała
anna

Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat. Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje...

Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.

Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Bukowy Las, 2013

źródło okładki: www.bukowylas.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 786
Jane Rachel | 2013-04-05
Przeczytana: 05 kwietnia 2013

„(…) i przyszło mi do głowy, że żarłocznych ambicji ludzi nigdzie nie zaspokajają spełnione marzenia, ponieważ zawsze pojawi się myśl, że można by było wszystko zrobić ponownie i lepiej.”
(str. 302)

Hazel Grace Lancester od trzech lat choruje na raka tarczycy z przerzutami do płuc. Oprócz rodziców jej przyjaciółmi są dziewczyna imieniem Kaitlyn oraz aparat tlenowy, którego nazwała Philip, a jej życie ratuje cudowny antybiotyk Phalanxifor, zapobiegający rozrastaniu się guzów w płucach. Codziennie ogląda kolejne odcinki America’s Next Top Model i dużo czyta. Wszystko zmienia się, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje Augustusa Watersa. Okazuje się, że pomimo odmiennych zainteresowań i różnych definicji śmierci tych dwoje łączy ogromna siła walki oraz odwaga. Razem spełniają swoje marzenia, szukają odpowiedzi na pytania takie jak: czym jest choroba, życie i poświęcenie, jak można sobie z tym poradzić, co można po sobie zostawić i jak nie zostać zapomnianym. Czeka ich długa droga to odnalezienia własnego źródła spełnienia.

Po tylu „ochach” i „achach”, wspaniałych recenzjach, wysokich ocenach i pozytywnych opiniach nie mogłam przejść obojętnie obok powieści Johna Greena. Nieczęsto któraś książka robi wokół siebie tyle szumu (w dobrym słowa znaczeniu). Najlepsza książka roku 2012 wg m.in. „Booklist”, „Publishers Weekly”, „Time”, „The New York Times”, „The Huffington Post”, „Wall Street Journal”; Od stycznia 2012 na amerykańskich listach bestsellerów; Prawa do wydania książki kupiło kilkudziesięciu wydawców z całego świata; Trwają prace nad adaptacją filmową… Trochę tego dużo, prawda? Tak więc postanowiłam część swojego kieszonkowego przeznaczyć na okrzykniętą mianem Najlepszej książki roku 2012 powieść kultowego pisarza amerykańskiego Johna Greena. Nastawiłam się do niej bardzo pozytywnie i zastanawiałam się, czy dam jej 10/10, czy też 9/10 oraz czy zasłuży na półeczkę „The Best of All”. Pozwoliłam sobie na to, aby "Gwiazd naszych wina" porwała mnie do swojego świata, nie wypuściła przez długi czas i pozwoliła przelać mnóstwo łez. Czy tak też było? Owszem, przygoda z Hazel i Augustusem wypadła fantastycznie, ale chyba nie tak, jak to sobie wyobrażałam.

„Czasami ludzie nie rozumieją wagi obietnic, gdy je składają”
(str. 67)

Swoją historię za pomocą narracji pierwszoosobowej w czasie przeszłym opowiada nam Hazel Grace Lancester – szesnastoletnia dziewczyna od trzech lat chora na raka tarczycy z paskudnymi przerzutami do płuc, która już raz spojrzała śmierci w oczy. Jak na chorą nastolatkę prowadzi całkiem normalne, spokojnie życie u boków kochających ją rodziców i aparatu tlenowego imieniem Philip. Już na samym początku postać ta zyskała moją sympatię. Bardzo polubiłam ją za to, że w obliczu strasznej choroby nie wylewała morza łez i nie zastanawiała się, dlaczego akurat ona musi być efektem ubocznym mutacji genetycznych. Po prostu pogodziła się z takim a nie innym wyrokiem, traktując raka jako część siebie – nie jako coś, co nie pozwala jej żyć i normalnie funkcjonować. W postawie Hazel zdumiewał mnie również jej stosunek do śmierci; jest do niej przygotowana, zdaje sobie z tego sprawę; wie, że prędzej czy później umrze i nic na to nie poradzi, bo każdy z nas odejdzie, jedni wcześniej, drudzy później.
Wspaniałym bohaterem w "Gwiazd naszych wina" jest wspominany w opisie Augustus Waters: postać, którą tak jak Hazel pokochałam całym sercem. Augustus wprowadził do życia głównej bohaterki mnóstwo radości, światła i powodów do uśmiechu, lecz nie zauroczył mnie tylko i wyłącznie swoim krzywym uśmieszkiem, żartami i arogancją. Jego podejście do choroby również bardzo mnie zdziwiło, wprawiło w zaskoczenie i sprawiło, że odebrałam całą historię zupełnie inaczej. O wiele bardziej zgadzałam się z jego spojrzeniem na świat i wszystko, co nas otacza. Słynne metafory Augustusa były jednocześnie zabawne, mądre i prawdziwe. Jak na siedemnaście lat wykazywał się ogromną inteligencją.
Postaci drugoplanowe pan Green również wykreował w kapitalny sposób, nie zapominając o żadnej z nich. Mówiąc to mam na myśli głównie przyjaciela Augustusa, Isaaca, ulubionego pisarza Hazel (który, na marginesie, potwornie mnie denerwował, ale oto chyba chodziło autorowi), rodziców dziewczyny i chłopaka, a także młodzież z grupy wsparcia. Wydawało mi się, że wszyscy są przygotowani na to, co miało się stać. Połączyła ich wspólna tragedia, jaką są różne odmiany raka, i nie rozdzieliła ich nawet śmierć.

„To żenujące, że wszyscy idziemy przez życie, ślepo akceptując to, iż jajecznica musi być kojarzona wyłącznie z porankami.”
(str. 148)

Akcja toczy się w swoim tempie. Nie jest to powieść, w której czytelnik ledwie może nadążyć nad następującymi po sobie zdarzeniami – "Gwiazd naszych wina" ma nas nauczyć kilku ważnych rzeczy, pomóc nam docenić dar, jakim jest życie i pokazać, jak powinniśmy z niego korzystać, aby być szczęśliwym. Z Hazel Lancester i Augustusem Watersem możemy poznać życie osób skazanych na ciągłe wizyty w szpitalu, ból, łzy, cierpienie i niepewność, co przyniesie jutro.
Pod żadnym pozorem nie wolno narzekać na styl pana Johna Greena. Jest świetny pod każdym względem. Pan Green pisze bardzo lekko, język jakim się posługuje jest przystosowany do nastoletnich czytelników, a tekst czyta się bardzo przyjemnie.
Wątek miłosny jest bardzo ładny, przemyślany, taki delikatny, z humorem i prawdziwym uczuciem. Uwielbiam Hazel i kocham Augustusa, a zwłaszcza ich konwersacje oraz wspólne dążenie do znalezienia odpowiedzi na mnóstwo pytań. W tym miejscu muszę zwrócić uwagę na błyskotliwe, zabawne, inteligentne dialogi. Nie często spotyka się powieść, w której bohaterowie są tak dojrzali i doświadczeni przez życie pomimo nastoletniego wieku.

Chociaż "Gwiazd naszych wina" naprawdę mnie oczarowała, to jednak nie czułam tych wszystkich emocji, które autor chciał przekazać nam poprzez Hazel. Może to dlatego, że za szybko przeczytałam tą książkę? Że nie mogłam delektować się nią przed długi czas i zapamiętywać każdego szczegółu? Naprawdę nie wiem. Kilka razy miałam świeczki w oczach, a moje serce ściskał żal, lecz to tyle, jeśli chodzi o kwestię uczuciową. Liczyłam na to, że powieść pana Greena zupełnie mnie rozklei i nie pozwoli pozbierać się przez długi okres, ale… no cóż, zawiodłam się. Nie śmiem jednak twierdzić, że tragedia Hazel w ogóle mnie nie poruszyła. Jest przepełniona ogromną ilością morałów, mądrości i wskazówek. Chyba do końca swojego życia zapamiętam wspaniałą walkę szesnastoletniej dziewczyny, jej odwagę, determinację, a równie ciepło będę wspominać pomoc, którą dostała od Augustusa.

„(…). Gdybyś jednak się tam wybrała, a mam nadzieję, że pewnego dnia ci się to uda, zobaczysz wiele obrazów przedstawiających zmarłych. Ujrzysz Jezusa na krzyżu i faceta z nożem w szyi, ludzi ginących na morzu i w bitwie, i całą paradę męczenników. Ale ani jednego dzieciaka z rakiem. Nikogo konającego na dżumę, ospę, żółtą febrę i tak dalej, bo w chorobie nie ma chwały. Nie ma żadnego sensu. Taka śmierć nie jest honorowa.”
(str. 220)

Historia Hazel i Augustusa jest jak najpiękniejsza baśń z bardzo ważnym przesłaniem – nie ważne ile cierpienia będziesz musiał znieść w swoim życiu, pamiętaj, że zawsze warto znieść ten ból, bo po nim zawsze nastają radosne chwile.
Kiedy patrzę na okładkę (naprawdę śliczną i wyrażającą wszystko, co potrzebne!) ogarnia mnie taki dziwny smutek. Rzadko po przeczytaniu jakiejkolwiek książki popadam w podobny stan, ale wiem, że świadczy to o tym, iż dana powieść do mnie przemówiła i zamieszkała w moim sercu. "Gwiazd naszych wina sprawiła", że otwarłam oczy na wszystko co mnie otacza i spojrzałam na to zupełnie inaczej. Cały czas zadaję sobie pytanie, dlaczego losy Hazel i Augustusa potoczyły się w ten a nie inny sposób, ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to się nazywa „życie”.
Podsumowując: pięknie, delikatnie i wzruszająco – tak było podczas czytania bez wątpienia ogromnego dzieła pana Johna Greena. Nie żałuję, że sięgnęłam po tą pozycję. Było warto. Czy wrócę do historii dwójki nastolatków skazanych na raka? Tak, chyba nawet za chwilunię. Największą zaletą tejże powieści jest fakt, że można ją czytać mnóstwo razy a i tak za każdym razem odnajdzie się w niej nowe morały. "Gwiazd naszych wina" polecam tym, którzy chcą spotkać się dobrą, wstrząsającą i dającą do myślenia lekturą, gdzie zwykłe „okay” może oznaczać „zawsze”.

„Był piękny dzień, w końcu prawdziwe lato w Indianapolis – ciepłe i wilgotne. Taka pogoda, która przypomina nam po długiej zimie, że choć świat nie został stworzony dla ludzi, my zostaliśmy stworzeni dla niego.”
(str. 303)

[http://zanim-zajdzie-slonce.blogspot.com/2013/04/038-john-green-gwiazd-naszych-wina.html]
https://www.youtube.com/watch?v=4dVVcL-X1pc

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Siostrzyczka

Mocno wciągająca akcja. Można złapać się na tym, że samemu zastanawia się, kto mówi prawdę a kto jest nieuczciwy. Napisana prostą formą, co sprawia, ż...

zgłoś błąd zgłoś błąd