Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 229 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Fight Club - Podziemny Krąg

Autor:

więcej informacji
wydawnictwo: audioteka.pl, Niebieska Studnia
data wydania: luty 2012
słowa kluczowe: fight club, audiobook
język: polski
typ: audiobook
dodał: a_iwka
7.77 (992 ocen i 64 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 27,00 zł
Kup audiobooka
Audioteka
Cena: 29,99 zł

Audiobook. Czyta Bory Szyc. Pierwsza zasada klubu walki to nie rozmawiać o klubie walki – wykrzykuje Tyler. – Druga zasada klubu walki – krzyczy Tyler – to nie rozmawiać o klubie walki. [...] Tyler s... Audiobook. Czyta Bory Szyc.

Pierwsza zasada klubu walki to nie rozmawiać o klubie walki – wykrzykuje Tyler.
– Druga zasada klubu walki – krzyczy Tyler – to nie rozmawiać o klubie walki.
[...]
Tyler stoi pod jedyną lampą w popółnocnych ciemnościach w pełnej mężczyzn piwnicy i wylicza pozostałe reguły: dwóch mężczyzn, jedna walka, jedna walka na raz, boso i bez koszul, walka trwa do skutku.
– I siódma zasada – krzyczy Tyler – jeżeli to jest twoja pierwsza noc w klubie, to musisz walczyć.
Klub walki to nie futbol w telewizji. Nie oglądasz bandy nieznanych facetów, rzucających się na siebie gdzieś na końcu świata, na żywo przez satelitę z dwuminutowym opóźnieniem, z reklamami wciskającymi ci co dziesięć minut piwo i z przerwą na identyfikację stacji. Jak się raz było w klubie walki, to oglądanie futbolu w telewizji jest jak oglądanie pornografii zamiast kochania się ze wspaniałą dziewczyną.
pokaż więcej.


źródło opisu: www.audioteka.pl

źródło okładki: www.audioteka.pl



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce


Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 lipca, 2010

Tym razem w moje krytyczne ręce wpadła głośna książeczka Palahniuka, którą znamy głównie z tego, że na jej podstawie powstał znany film Podziemny Krąg. Mowa oczywiście o powieści Fight Club. Zastrzegam od razu, że filmu nie widziałem!

"Pierwsza zasada klubu walki to nie rozmawiać o klubie walki"
Złamiemy troszeczkę tą pierwszą zasadę i sobie porozmawiamy. Od samego początku zostałem zaskoczony samą formą narracji jak i dialogów w które czasami wkrada się chaos. Czasami nie do końca wiadomo od razu co narrator/bohater miał na myśli. Często ma się wrażenie, że czyta się gotowy scenariusz pod produkcję filmu z przeskokami czarnej planszy kiedy w filmie akcja przenosi się gdzie indziej. Opisy często są bardzo drobiazgowe wręcz z odliczaniem sekund co również daje złudzenie pewnej filmowości.

"Chodzisz do pracy której nie lubisz żeby kupować rzeczy których nie potrzebujesz"
Książka od początku porusza tematy bardzo aktualne we współczesnym społeczeństwie. Bez zahamowań jest tutaj mowa o skomercjalizowanej rzeczywistości, żuciu identycznym jak setek innych ludzi, stagnacji egzystencjalnej. Ważne tematy są podane w formie brutalnej opowieści o człowieku cierpiącym na bezsenność, żyjącym zgodnie z zasadami i katalogiem IKEI, który "poznaje" niespodziewanie Tylera - swoje alter ego, dla którego tenże katalog to papier toaletowy a zasady to coś co się tym papierem wyciera. Momentalnie całe życie naszego bohatera obraca się do góry nogami i akcja zaczyna nabierać tempa.

"Z wystarczającą ilością mydła można wysadzić wszystko."
Taką koncepcję autor zdaje się przekazywać nam jako rozwiązanie wszelkiego "zła" otaczającego nas w postaci ogólnie pojętej komercji. Z książki można wyczytać też, że świat należy "zresetować" za pomocą anarchii by go uzdrowić. Nie mogłem czasami oprzeć się wrażeniu, że czytam albumik z aforyzmami, który ktoś ubrał w niezłą fabułę. Mimo to czytało mi się przyjemnie całość, jednak czasami nie do końca autorowi udawało się utrzymać suspens.

"...to jest Twoje życie i kończy się z każdą minutą."
Nim zakupiłem Fight Club sporo o nim słyszałem. Wielu uważa tą pozycję za kultową lub wręcz wybitną. Czy książka ta jest aż tak wspaniała? Nie sądzę. Dla zbuntowanych nastolatków jak i ludzi walczących z establishmentem na pewno jest i będzie to biblia. Dla przeciętnego czytelnika lubiącego ambitniejsze thrillery psychologiczne jest to kawał dobrej literatury i nic poza tym. Książeczka trochę zaskakuje zwrotami akcji, końcówka jest świetna jednak w środku można wpaść w niewielkie, ale jednak przestoje. Właśnie za nie i za momentami lekko pogubionego narratora minus jedna gwiazdka. Polecam!


Przeczytana: 31 grudnia, 2010

Walczyć z samym sobą, czy z całym otaczającym światem? Nie mogę powstrzymać się od wrażenia, że idea rozwiązania tego dylematu przyświecała Palahniukowi kiedy pisał najgłośniejszą ze swoich książek - "Fight club".

Fabułę tej - bądź co bądź niezbyt długiej powieści - można streścić w następujący sposób: trzydziestoparoletni bohater [alter ego autora?] jest pracownikiem dużej korporacji. Cierpi na bezsenność i liczne frustracje. Uwagi przez niego wygłaszane pod adresem ludzi i świata są przesiąknięte goryczą i cynizmem. Swoje problemy usiłuje leczyć, uczęszczając na spotkania rozmaitych grup terapeutycznych, wcale jednak nie po to, by wspólnie z podobnymi sobie osobami wyjść z dołka, a raczej, by naśmiewać się i szydzić. Kiedy przestaje mu to wystarczać, jego - nazwijmy to umownie - przyjaciel wpada na pomysł założenia czegoś w rodzaju podziemnego klubu walki, w której każdy mężczyzna - w ramach wcześniej ustalonych zasad - może stanąć do pojedynku z innym. Idea rozprzestrzenia się na cały kraj i w wielu miastach pojawiają się tajne stowarzyszenia, w których pierwszą zasadą jest: nie rozmawiać o klubie walki.

Tyle jeśli chodzi o fabułę. Średnio zajmująca, prawda? Trzeba przyznać, że pisząc "Podziemny krąg" Palahniuk zaczął z grubej rury, a konkretnej - z lufy pistoletu przystawionej do głowy głównego bohatera. Później zostały ukazane wypadki, które do tego wyprowadziły. Tak więc początek książki mogę uznać za intrygujący, może nawet nieszablonowy. Niestety, później mamy do czynienia ze zjawiskiem równi pochyłej. Typowy dla Palahniuka twardy, brutalny styl, mający za zadanie obnażyć rzeczywistość z całą jej obłudą w "Podziemnym kręgu" funduje czytelnikowi nie tyle koktajl z prawdy, co potężny ładunek agresji i nienawiści do świata. Cała książka zdaje się być zapisem autodestrukcyjnych dążeń głównego bohatera, który nie potrafi poradzić sobie ze sobą i w związku z tym postanawia zniszczyć świat, który go otacza, by wymienić go na lepszy model [w tym celu powstają specjalne subkomórki klubów walk, przeprowadzające "Operację Masakra" - rozliczne akty sabotażu dokonywane na zwykłych ludziach].

"Fight club" to książka emanująca goryczą, agresją, brutalnością i tajoną frustracją. Momentami buzuje adrenaliną, ale nie jest to bynajmniej komplement. W założeniu miała być szokująca, a wyszła po prostu wulgarna [i nie mam na myśli wulgaryzmów słownych]. W posłowiu autor wspomina o "uroku uzgodnionej przemocy", ale ciężko dopatrywać się jakichkolwiek pozytywnych aspektów choćby na przykładzie głównego bohatera, który wraz z rozwojem fabuły staje się coraz bardziej bezwzględny; można by powiedzieć, że twardnieje w podobnym stopniu, co jego mięśnie po każdej kolejnej walce. Podobnie rzecz ma się z filozofią. Palahniuk chciałby widzieć w swoim "Podziemnym kręgu" odbicie Heideggera, Kierkegaarda i Nietzschego. Ja dostrzegam tam raczej lekko złagodzoną wersję prozy Breta Eastona Ellisa z jego "American Psycho".

Nie uważam się za osobę przesadnie wrażliwą i przeczuloną; w literaturze staram się otwierać na wszystkie kierunki i nie uprzedzać się zawczasu do żadnej książki. Nie zmienia to faktu, że do tej lektury po prostu nie mogę się przekonać. Nie widzę sensu pisania tego typu książek i chyba wiele musiałoby się zdarzyć, żebym zmieniła zdanie. Chociaż zakończenie można uznać za stosunkowo ciekawe, a całą kompozycję powieści - przemyślaną, "Fight club" z głównym bohaterem, którego motto brzmi [cytat z książki]: "Chciałem, żeby cały świat stoczył się na dno", zdecydowanie nie zapisze w mojej pamięci pozytywnej karty.


Na półkach: Przeczytane, Biblioteka
Przeczytana: 2009 rok

Niesamowicie oryginalny i wciągający styl Palahniuka nie pozwala oderwać się od czytania. Pisząc o zwykłych wydarzeniach bohaterów, potrafi w ciekawy sposób wtrącić jednym lub dwoma zdaniami jak skonstruować bombę za pomocą środków domowych, lub jak powstało mydło itp. itd.

Poza tym ta aura dziwności, lekkiej tajemniczości. Chaosu, niepokoju rodem z Procesu Kafki. Nie wiem czemu, ale czytając Fight Club strasznie utożsamiałem się z bohaterem. Kiedy on czuł się podle, ja także to odczuwałem (a zwykle właśnie czuł się podle).

Wspomniałem o chaosie, bo to jedno z przesłań książki. Chaos i nihilizm, ale także krytyka zachodniej cywilizacji, konsumpcjonizmu. Są nawet odniesienia do buddyzmu czy ogólnie religii dalekiego wschodu.

Opowieść o ludziach zagubionych w dzisiejszym świecie. Zakończenie miażdży mosznę, zostając przy tym nie do końca pewne. Jeżeli jeszcze nie oglądałeś filmu - bierz się za książkę najpierw i szykuj na jedną z najlepszych lektur jakie dane Ci będzie przeczytać.

"Twoja praca to nie ty. Ilość pieniędzy, jaką masz w banku to nie ty. Samochód jakim jeździsz, to też nie jesteś ty. Ani zawartość twojego portfela. Ani nawet twoje pieprzone portki."


Przeczytana: 18 czerwca, 2010

Macie ochotę na psychodelę, której nie znajdziecie nigdzie indziej?
Chuck Palahniuk ze swoim "Podziemnym kręgiem" zabierze Was tam, gdzie człowiek nie śpi od kilku tygodni i "ma wrażenie, że wyszedł z siebie i patrzy na wszystko z boku". Lekarstwo?
Uczęszczaj na tzw. grupy wsparcia. Egzaltowane nazwy przyciągają?
Co powiecie na Wspólnotę Byłych Mężczyzn(grupa wsparcia dotkniętych rakiem jąder), na Wolnych i Czystych( grupa chorób krwi)? To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w tej powieści.
Lekarstwo na bezsenność- wersja druga poprawiona: Fight Club, czyli uderz mnie z całych sił.
"Po nocy spędzonej w fight clubie wszystko w świecie realnym traci na znaczeniu".
Dla Ciebie Czytelniku, rzeczywistość poza książką też straci na znaczeniu, ponieważ Ty, nie będziesz mógł oderwać się od lektury.
Wystarczy, że poznasz głównego bohatera i Tylera Durdena, a nie zapomnisz o nich.

"Podziemny krąg"- opublikowany w 1996 roku stał się klasyką undergroundowej literatury i jest uznawany za jedną z najbardziej oryginalnych i prowokacyjnych powieści ostatniej dekady.
Gdy zetknęłam się z nią po raz pierwszy, zostałam pozostawiona w stanie zdziwienia i zszokowania.
Nigdzie nie odnalazłam takiej kreatywności w tworzeniu fabuły, lakoniczności, prostoty języka, która stała się całym walorem i klimatem powieści.
Jest to książka, która na każdym kroku przypomina Nam o współczesnym, konsumpcyjnym świecie, który ukazany jest w brudnym, mrocznym wydaniu.
Autor niejednokrotnie pod maską Tylera Durdena brutalnie walczy ze światową elitą, społecznością, dla której głównym celem jest opływanie w luksusie.
Osobiście nie zajmuję się dziełami najnowszymi(powstałymi pod koniec XX w. i również tymi najnowszymi z XXI), nie zagłębiam się w nowościach i najnowszych tytułach. Mimo to dałam szansę "Podziemnemu kręgowi" i z całą świadomością mogę powiedzieć, że to powieść z charakterem, unikatowa, jedyna w swoim rodzaju.

Narracja w powieści jest prosta, dosadna i chaotyczna. Po części budziło to we mnie lęk, czasem zgorszenie, a najpewniej: zaciekawienie.
Brak ciągłości czasowej nie utrudnia wcale czytania, a dodaje jedynie nowego wymiaru. Przemieszczamy się wraz z bohaterami i sami gubimy granicę pomiędzy snem, a jawą.

Cechą stylu Palahniuka jest soczystość i grubiaństwo. Autor nie stara się grać ugrzecznionego i taktownego, a ja się temu wcale nie dziwię.
Nie zaprzeczę, że pewne opisy mogą odrzucać, powodować zniesmaczenie, lecz ja w tym wypadku przypominam sobie, że to powieść naszego wieku- rządzi się swoimi prawami i zasadami. Przymknęłam oko na wszelkie kolokwializmy/wulgaryzmy, ponieważ współczesność wymaga siły wyrazu, czyż nie?
"Podziemny krąg" wymaga również.
Dlatego osobiście uważam, że głównym walorem "Podziemnego kręgu" jest język i styl autora. Na uwagę zasługuje również charakterystyczny komizm, czarny humor, który wywołuje gorzki śmiech, a niezwykle przenikliwe uwagi, spostrzeżenia uderzają siłą wyrazu.

Nie chciałabym zdradzać największego chwytu powieści, Czytelnik zauważa go nader szybko. I chociaż wie, co tak naprawdę łączy głównego bohatera z Tylerem Durdenem, z nieukrywanym uznaniem widzi, jak między wierszami ukryta jest odpowiedź.
Znajomość prawdy nas duchowo ekscytuje.

Być może ktoś jest dosyć delikatny i wrażliwy, niepokoi go nihilizm, anarchizm i brutalna walka ze światem. Być może nie powinien sięgać po ten tytuł.
Być może jest ktoś, kto chce poczuć siłę pięści na sobie. "Podziemny krąg" nokautuje, a my czujemy się jakbyśmy sami uczestniczyli w walkach.

Moim zdaniem, powieść taka jak "Podziemny krąg" jest swoistym ewenementem i fenomenem, który nie pozostawi nikogo obojętnym. Elektryzująca tajemnica głównych bohaterów, nieprawdopodobny rozwój wydarzeń i masa ciekawostek ze świata przestępczego. Wszystko to, znajdziecie w tej jednej powieści.
Sprawdź sam, czy po tej lekturze wstaniesz o własnych siłach, zanim sędzia policzy do dziesięciu.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Wiele książek udało mi się w życiu przeczytać. Niektóre były dobre, bardzo dobre, inne nie zasługują nawet na skomentowanie, ale jeszcze żadna nie wywarła na mnie tak ogromnego wrażenia jak "Podziemny Krąg". Jest to jedna z lektur, o której powiedzenie 'fajna' bądź też 'dobra' to dla mnie świętokradztwo.

Palahniuk, ze znaną sobie lekkością i czarnym humorem, opowiada niesamowitą historię człowieka trawionego przez bezsenność. Jedyną ulgą w jego dolegliwości jest płacz. Oczyszcza on naszego bohatera i pozwala na odpoczynek. Udaje się więc na spotkania dla ludzi nieuleczalnie chorych, gdyż jak sam twierdzi 'ludzie słuchają cię tylko wtedy, kiedy myślą, że umierasz'.
Nasz Bezimienny ma też pracę, która niezbyt go zadowala. Wiele czasu spędza w samolocie, przez co traci poczucie rzeczywistości i czasu. Pewnego dnia w trakcie kolejnej podróży spotyka niejakiego Tylera Durdena. Nie ma jednak pojęcia, jak bardzo ten mężczyzna namiesza w jego dotychczasowym życiu...

Pod pozorną powłoką brutalności i bryzgającej dookoła krwi, kryje się piękna historia o docieraniu do samego siebie i docenieniu piękna świata. Utwór pokazuje, że w pogoni za dobrami materialnymi coraz częściej zapominamy o czymś ważnym. Zamiast rodziną i przyjaciółmi, otaczamy się przedmiotami – przywiązujemy się do nich i nadajemy im cechy ludzkie, w ich ‘ramionach’ pocieszamy się. To chore odwrócenie proporcji może być tragiczne w skutkach, czego świadkami stajemy się czytając „Fight Club”. Dowiadujemy się też, iż dopiero człowiek kompletnie zbrukany, nie posiadający niczego, znajdujący się na prawdziwym dnie jest tak naprawdę wolny. Mimo, że nie do końca zgadzam się z tą tezą, sądzę, iż jest w niej ziarenko prawdy.

Po przeczytaniu utworu Chucka Palahniuka długo nie mogłam się pozbierać. Czułam się dosłownie zmiażdżona. Dzięki tej książce zaczęłam widzieć rzeczy, na które kiedyś nie zwracałam uwagi. Sądzę, że Palahniuk to taki specyficzny turpista i wielu ludziom nie odpowiada jego styl, aczkolwiek uważam „Podziemny Krąg” za książkę, którą powinien przeczytać każdy. Moim zdaniem składnia do refleksji bardziej niż niektóre „natchnione” powieści rodem z kanonu lektur szkolnych bądź tych, wychodzących spod pióra Paolo Coelho.


Przeczytana: 13 stycznia, 2011

"A Tyler podchodzi do kuchennego stołu bez koszuli, cały pokryty malinkami, i mówi, ble, ble, ble, ble, ble, poznał wczoraj wieczorem Marlę Singer i poszli razem do łóżka. Słuchając tego, identyfikuję się bez reszty z Woreczkiem Żółciowym Joego. To wszystko moja wina. Czasami robisz coś i zostajesz wyrolowany. Czasami czegoś nie robisz i też zostajesz wyrolowany."

Nie mogę z dumą oznajmić, że nie oglądałam "Podziemnego kręgu", mrocznego thrillera ze świetnymi rolami Edwarda Nortona i Brada Pitta. Ba, nie mogę nawet powiedzieć, że film ten mi się nie podobał, bo podobał się bardzo. Z tego powodu długo zwlekałam z sięgnięciem po książkowy oryginał. Gdy jednak już przemogłam się i zaczęłam czytać, poczułam się... nieco zdezorientowana.

Bliżej nieokreślony Narrator, człowiek na tyle młody, by mieć w sobie młodzieńczą iskrę, a jednocześnie zbyt stary, by obok iskry tliła się też nadzieja na lepsze jutro, jest człowiekiem stąpającym na granicy między frustracją a otępieniem. Wywołuje je beznadzieja obecnego życia bohatera: jego praca, urządzone według katalogu Ikei mieszkanie, otaczająca go rzeczywistość i własne odbicie w lustrze - wszystko to przyprawia Narratora o stan bliski głębokiej depresji. Zamiast niej dręczy go bezsenność. Receptą na to są spotkania grup terapeutycznych o szerokim zakresie usług; zdaje się, że bohaterowi najbardziej do gustu przypada rak jądra oraz czerniak złośliwy. Regularnie otwiera swoje czakry, szuka wewnętrznego dziecka i wypłakuje się w ramiona ludzi, którzy już jedną nogą są po drugiej stronie. I to działa. A przynajmniej do pewnego momentu. Aż do pojawienia się kobiety o imieniu Marla oraz mężczyzny o imieniu Tyler.

Ten sam Tyler na pierwszej stronie powieści pakuje Narratorowi pistolet w usta i zasypuje go przyjacielskimi złotymi myślami. Tyler przeczytał biblię każdego szanującego się anarchisty. Tyler jest skarbnicą zasad właściwego życia. Tyler wie, jak zrobić z człowieka Nikogo, który później staje się Kimś. A jeśli zrobi zrobi to przy pomocy domowej roboty napalmu, to może nawet będzie miał udział w Projekcie Feniks. "Fight Club" zaczyna się mocnym prawym podbródkowym, a potem, zamiast cofnąć się i dać czytelnikowi stanąć na nogi, częstuje go długą serią ciosów w brzuch i nagle zamiera. Ale nie ma przebacz. Tuż za rogiem czeka kolejny wybuch, kolejny dowód na żałosność rzeczywistości, kolejna recepta na koniec świata. Bo tylko to się liczy.

Styl Palahniuka jest niesamowity. Na każdym kroku autor serwuje zdania ociekające ironią i krytycyzmem wobec świata. Czytelnik nie wie, czy ma się śmiać, czy szeroko otwierać oczy ze zdumienia. Akcja jest tak zakręcona, że nieraz można poczuć się naprawdę ogłuszonym. Chaotyczna narracja, gwałtowne przeskoki w czasie i przestrzeni, gonitwa dzikich myśli bohatera i wreszcie te poszarpane, mieszające się ze sobą instrukcje produkcji domowej bomby i doprowadzenia cywilizacji do zagłady. Drogi czytelniku, jeśli chcesz wysadzić w powietrze swoje biuro albo zalać jakiś bankomat waniliowym puddingiem, to wujek Chuck powie ci, jak to zrobić. Przy okazji dowiesz się, że w ten sposób powoli i metodycznie możesz wprowadzić do rzeczywistości prawdziwy Chaos.

Daleko mi do zostania anarchistką, ale słowo daję, Tyler jest w stanie przekonać, że to naprawdę najlepsze wyjście z całego tego bajzlu. Praca, której nienawidzimy i produkty, których nie potrzebujemy. Rzeczy, które posiadają nas samych. Nie jesteśmy jedynymi w swoim rodzaju płatkami śniegu. Nie wierzysz w to? Przeczytaj "Fight Club"; uwierzysz. Tyler mówi mi, że jestem jedynie kosmiczną małpą w trybach Projektu Feniks, a ja przez chwilę w to wierzę. Patrzę na świat wokół i naprawdę w to wierzę.

[ http://butelka-rudego.blogspot.com/2011/05/fight-club-chuck-palahniuk.html ]


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 03 października, 2010

"Nie jesteście pięknymi i niepowtarzalnymi płatkami śniegu. Jesteście taką samą gnijącą materią organiczną jak wszyscy inni i my wszyscy jesteśmy częścią tej samej kupy kompostowej. Nasza kultura uczyniła nas wszystkich jednakowymi (...) Nikt nie jest już naprawdę biały, ani czarny, ani bogaty. Wszyscy chcemy tego samego. Pojedynczo jesteśmy niczym."

Dawno nie miałem takiej akcji, że wziąłem książkę do ręki i po x godzinach odłożyłem przeczytaną. Mimo, że to fikcja, to jednak pokazuje twarz dzisiejszego świata, gdzie życie przytłaczającej grupy ludzi sprowadza się do powtarzania dzień w dzień schematu jednego dnia. Ten sam dźwięk budzika, ten sam serek na śniadanie, ten sam autobus, ta sama praca, ci sami ludzie, ten sam korek, ten sam kotlet na obiad, ten sam prezenter przekazuje te same wiadomości o tej samej godzinie. Te same myśli przy zasypianiu.

Czym jest dzisiejsza cywilizacja? Czemu jest taka, a nie lepsza? Masz pomysł, jak ją zmienić, nawet najbardziej szalony? Proszę - droga wolna. Tylko, żeby powstała nowa cywilizacja, stara musi zostać zniszczona, a żeby zniszczyć cywilizację potrzeba dużo pracy, dużo małp. Ale odpowiednio duży ogień wszystko strawi...


Przeczytana: 03 stycznia, 2012

Chuck Palahniuk jest niewątpliwie nietuzinkowym pisarzem.

'Fight club' jest o gościu, który pod wpływem nowej znajomości totalnie odmienia swoje życie. Przytłoczony codziennością, dążeniem do spełnienia przyziemnych potrzeb (dobra praca, mieszkanie) - a mimo to czegoś brak. Brak satysfakcji z osiągnięć, brak ekscytacji życiem.
Pojawia się więc pytanie: po co nam to wszystko?

Palahniuk jest mistrzem przekazu. Potrafi w jednym prostym zdaniu zawrzeć tak wiele. Kojarzy mi się nieco z McCarthym - choć tematyka zupełnie inna, ale ich dzieła maja podobną moc.

W 'Fight clubie' nic nie okazuje się takie jak można się było tego spodziewać. Całość utrzymana w klimacie jakbym ciągle była na haju: chaotycznie, jakby nieco pobieżnie..przeskoki czasowe, nagłe zmiany miejsc.

Dla mnie kwintesencją tej książki jest rozważenie: co w życiu się tak naprawdę liczy? Czy o tym myślimy, czy płyniemy tym nurtem bezwolnie? Bez zastanawiania się czy to co robimy i myślimy to my, czy po prostu poddajemy się szarej rzeczywistości: znaleźć pracę, wybudować dom, zasadzić drzewo....

Polecam zdecydowanie tą książkę. Nie jest długa, a wielu osobom może dać do myślenia.


Przeczytana: 23 maja, 2009

Średnia książka, z pozoru ciekawa ~ jednak niczym mnie nie zaskoczyła, szczególnie nie zainteresowała.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: wrzesień, 2011

Jestem totalnie zaskoczona, że książka ta posiada tak WIELU zwolenników.. Poważnie!!! Co więcej, ku mojemu przerażeniu (!) niektórzy czytelnicy traktują ją jak Biblię!!!!
Ciężko napisać mi cokolwiek o tej książce, ponieważ wolę jednak pisać pozytywne opinie..

Jedno trzeba jej przyznać, mimo że skończyłam ją czytać jakieś tydzień temu, ona dalej siedzi w mojej głowie.. Żadna, powtarzam ŻADNA ksiązka jeszcze mnie tak mocno nie zdenerwowała!!! Nie czytam książek dla rozrywki czy zabicia czasu, ja po prostu kocham to robić.. A jeśli coś kocham, to całym sercem! I dlatego też każdą szczerze (!) przeżywam..
Mówią, że o gustach się nie dyskutuje, rozumiem to, jedni wolą romansidła czy kryminały, inni literaturę piękną czy klasykę. Dlatego, zawsze „ostrożnie” (!) staram się dobierać literaturę, z prostego powodu, nie lubię czuć się rozczarowana.. Dla mnie liczy się jednak jakość, nie ilość.. Tutaj, zrobiłam wyjątek, gdyż wiedziałam jakiego „typu” jest ta książka, jednak skusiły mnie pozytywne opinie czytelników..

„Tylko niszcząc siebie mogę uruchomić całą moc ducha”.
„Jeżeli stchórzysz, zanim stoczysz się na samo dno, nie osiągniesz celu”.
„Nauczyciel, który usuwa z mojej drogi wszelką własność, uczyni mnie wolnym”.
„Może i srałeś na czarno przez dwa dni, z powodu wewnętrznych obrażeń, ale jesteś wyluzowany”.
„Spal Luwr i podetrzyj się Moną Lisą. W ten sposób przynajmniej Bóg pozna nasze nazwiska”.
– co to za bzdury???

Wychodzę z założenia, że KAŻDY ŻYJE JAK CHCE!!! (mówię oczywiście o życiu w normalnym tego słowa znaczeniu). I nikt, NIKT nie ma prawa decydować o naszym życiu. Jeśli chcę kupić meble z IKEI, to je po prostu kupuję! Broń Boże nie robię tego dlatego, bo wszyscy je mają (jak sugeruje autor) tylko DLATEGO, bo po prostu chcę je mieć. I jeśli chcę pracować w nocnym sklepie, to robię to. Nikt nie ma prawa zmuszać mnie do tego, bym spełniała moje marzenia dzieciństwa, by zostać kimś innym!!! Jeślibym chciała, SAMA bym to zrobiła. Klub walki, Operacja Masakra, sikanie do perfum czy zupy w restauracji. Co oni chcą udowodnić? Za kogo się uważają? Wybaczcie, ale takie zabawy w Pana Boga i ta brutalna walka z całym światem w ogóle mnie nie przekonują..
Do tej pory, pojęcia nie mam, co autor chciał nam przekazać, poza bezsensownymi ideologiami..
Każdy wie, że życie jest jałowe, monotonne, że każdy jest zajęty swoimi sprawami i każdy wszędzie biegnie, i nie wszyscy są zadowoleni ze swojej pracy... Niektórzy z nas żyją na pokaz, kłamią, oszukują, udają!!! Jedni są bogaci, drudzy biedni. I, co smutne, faktycznie, niektórzy bardziej kochają przedmioty, niż ludzi.. Takie jest życie, niestety.. Ale nie oznacza to, że mamy prawo niszczyć ten świat, bo takie podziały zawsze były i zawsze będą.

A ja nie stoczyłam się na dno. Zrozumiałam to już dużo wcześniej. Nie trzeba robić złych rzeczy, żeby to pojąć. A już na pewno nie trzeba czytać TAKICH książek, które nic nie wnoszą i NIC NOWEGO nie odkrywają!
Wystarczy otworzyć oczy! I starać się ŻYĆ lepiej, piękniej, pełniej..
Stanowczo odradzam tę pozycję!!! Wszystkim!!!


Przedziwna książka. Z każdą nową stroną zaskakuje coraz bardziej. Na pewno zasługuje na uwagę, ale moim zdaniem nie jest w żaden sposób wybitna.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Pierwsze co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tej książki było to, że tą książkę można albo uwielbiać albo nienawidzić. Ta powieść ma zwolenników jak i przeciwników. Być może to zależy od tego jakie człowiek ma przekonania i zasady oraz w jaki sposób i jak bardzo czerpie z tego świata, co powoduje takie a nie inne podejście do tak zwanego świata nastawionego na konsumpcję. Fabuła wydaje się być banalna - ot zwykły młody człowiek cierpiący na bezsenność szuka czegoś na czym mógłby się zaczepić, żeby zostać zapamiętanym i zauważonym a i przy okazji ulżyć w swoim problemie. Jednak wczytując się w każdy kolejny rozdział czytelnik zdaje sobie sprawę, że tu dzieje się coś poważniejszego nad czym warto się zastanowić.

Mi osobiście ta książka niezmiernie przypadła do gustu, choć od razu ostrzegam - nie dla wszystkich.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione

Podziemny krąg jest powieścią, która sprawiła mi pewne problemy nie tyle nawet w odbiorze, co klasyfikacji, a co za tym idzie - należytym jej zrecenzowaniu, można ją bowiem odczytywać co najmniej na kilku poziomach: jako książkę o autodestrukcji, nienawiści do cywilizacji i substytutów, pokłosiu kapitalizmu, potędze alter ego, miłości nawet, aż w końcu anarchii, czego wynikiem jest niemożność jasnego określenia (i polecenia przy okazji, bo Krąg bez wątpienia na nie zasłużył) ogółu bez perfidnego i całkowicie niepożądanego spoilerowania.

Narrator (osoba bezimienna, co stanowi sprawę dość istotną) jest pracownikiem działu skarg i reklamacji w firmie samochodowej. Zmęczony przymusem stosowania modelu samodoskonalenia propagowanego przez media, popada w chroniczną bezsenność, którą próbuje leczyć poprzez konfrontację z rzeczywistym cierpieniem; w tym też celu uczęszcza regularnie na spotkania grup wsparcia osób chorych na gruźlicę, raka jąder czy posiadających pasożyty mózgu. Popadając w ramiona pozbawionego kwintesencji męskości Wielkiego (naprawdę wielkiego) Boba (członka Wspólnoty Byłych Mężczyzn, byłego kulturysty, trzykrotnego rozwodnika), zostawiając na jego ubraniu obraz własnej, umęczonej i oblanej łzami twarzy (widzicie korelację z pewną tradycją?), czuje się ocalony i całkowicie spokojny. Błogostan kończy się, kiedy na spotkaniu tej samej grupy bohater poznaje Marlę (Marla ma na sobie kwiecistą sukienkę i trzyma w ramionach innego Byłego Mężczyznę, paląc przy tym papierosa). Jakkolwiek jednak ta zła, niedobra Marla, która podbiera nieżywym sąsiadom jedzenie przywożone przez kuriera, zmienia stan mężczyzny na moment (w tym akurat przypadku), głównym czynnikiem mającym wpływ na jego mentalność jest osoba Tylera.

Tyler (jego rzeczywista tożsamość będzie dla tych, którzy nie widzieli filmu, pewnym zaskoczeniem) to nieetatowy bodaj pracownik kina (do filmów familijnych dodaje klatki z rozwartą wesoło pochwą czy równie radośnie sterczącym penisem), a równocześnie kelner w świetnej restauracji (gdzie każda niemal zupa - tylko nie ta z posypką serową - doprawiana jest przez niego ciepłym moczem, a absorbujące zapachy bezy traktowane są gazami). Narrator kontaktuje się z nim, kiedy jego mieszkanie zostaje zniszczone w pożarze spowodowanym wybuchem ("(...) mieszkanie na piętnastym piętrze wieżowca, rodzaj przegródki w szafce na akta dla wdów i młodych profesjonalistów"; Palahniuk świetnie obrazuje przy tym rozpacz wynikającą z utraty wszelkich dóbr materialnych, których posiadanie w społeczeństwie konsumpcyjnym warunkuje obraz człowieka). Spotykają się w barze. Zmęczony wyścigiem uwiązanych przez korporacje szczurów yuppie i domorosły anarchista, wasal i senior, submisywny oportunista i indywidualista o cechach przywódcy. Ofiara tłumu versus samiec alfa. "Chcę, żebyś mnie z całej siły uderzył" - mówi Tyler.

Ta pierwsza bójka stanowi genezę powstania Fight Clubu, na którego zebraniach (w każdą niedzielę w piwnicy jednego z barów) spotykają się zmęczeni konsumpcyjnym trybem życia mężczyźni (agresja nie jest jednak celem, o nie, proszę nie myśleć, że Podziemny Krąg to jakieś pitu pitu o walących się po mordach małolatach, chodzi tutaj raczej o szczególny rodzaj wyzwolenia). Fight Club prędko się rozrasta i przyjmuje postać fabryki mydła i ładunków wybuchowych, których odpowiednie użycie (na wespół z działalnością komitetów: Podpaleń, Prowokacji, Figli i Dezinformacji) będzie jedną z dróg do ocalenia poprzez destrukcję...

W książce występują powtarzające się cyklicznie frazy, które nadają całości nieco psychodeliczny (w moim przynajmniej odczuciu) charakter, przywodząc na myśl mantrę psychopaty (np. "Wiem to, bo Tyler to wie", co stanowi jednocześnie swoiste clue problematyki Podziemnego kręgu). Poza nimi nietrudno w tekście odnaleźć wulgaryzmy - są one jednak absolutnie konieczne do utrzymania odpowiedniego nasycenia ogółu ironią i cynizmem ("A teraz pytanie z dziedziny savoir vivre'u – kiedy cię mijam, mam się odwrócić dupą czy jajami?"; "Serce Marli wyglądało jak moja twarz. Gówno i śmieci tego świata. Postkonsumpcyjna ludzka srajtaśma, której powtórnym przetworzeniem nikt nie będzie już sobie zawracał głowy"). Tym jeszcze, na co należałoby zwrócić uwagę przy okazji tematu stylistyki, jest pewien niedomiar przymiotników, bardzo charakterystyczny dla twórczości Palahniuka w ogóle - tym bardziej charakterystyczny, że nie szkodzi on minimalnie nawet obrazowości - jak również chaos w narracji (nadający całości charakter klipu), gwałtowne skoki w czasoprzestrzeni, świetny język absurdu i pewna symbioza tematyczno-gatunkowa; w bliskim towarzystwie instrukcji sporządzenia ładunku wybuchowego z koncentratu soku pomarańczowego występuje dla przykładu ujmująca introspekcja.

Jeszcze słowo o wydaniu. Odnoszę wrażenie, że jakkolwiek tłumacz (Jacek Manicki) zadbał o korelację konstrukcji i klimatu jako takiego, nie zwrócił kompletnie (okej, może kilka razy mu się zdarzyło...) uwagi na semantykę (?) - i tak folks, które posiada wydźwięk nieformalny, zostało przełożone jako niektórzy, piercing przyjął miano dziargania się (co nie oznacza kolczykowania, a samookaleczanie); częściowo pominięte też zostały charakterystyczne powtórzenia, znika gdzieś paralelizm leksykalny, tak jak maleje kontakt narrator-odbiorca, który we wstępie istnieje między innymi poprzez dodanie look [„(…) well, look, it works both ways”]. I jeszcze: French tickler zostało przełożone jako cipkołechtaczka. Może i oddaje to charakter sytuacji, ale sama użyłabym chyba innego określenia, może bardziej dosłownego (French tickler to prezerwatywy z wypustkami). Ogólnie jednak rzecz ujmując, tłumaczenie jest dobre (zapewne nawet bardzo dobre, nie wiem, nie znam się, chyba w ogóle nie powinnam tego pisać), całkiem płynne, szczególnie że wychwalana przez ogół wersja Jęczmyka takich błędów posiada tyle samo, jeśli nie więcej (piercing - nabijanie się ćwiekami).


Przeczytana: 09 lutego, 2011

Zanim dotarłam do książki, obejrzałam film chyba z trzy razy. I powiem tak - film jest tak dobrze zrobiony i zagrany, że książka nie była już dla mnie żadnym wielkim odkryciem. Szukałam w niej dodatkowej głębi, innych wątków pominiętych w filmie, ale nie znalazłam zbyt wiele, nic czego nie wywnioskowałabym już wcześniej z filmu. Stracona okazja, bo już nigdy nie dowiem się jak odebrałabym książkę, gdybym przeczytała ją najpierw.
Poza tym taki bunt przeciw cywilizacji, przeciw kosumpcjonizmowi? Może już jestem za stara... Ale wierzę, że powieść może wywierać oszałamiające wrażenie na ludziach poszukujących swej drogi.


Na półkach: Przeczytane

Przeczytałam po obejrzeniu głośnego filmu Davida Finchera.
Książka lepsza, bez tandetnego happy endu.


Przeczytana: 21 grudnia, 2011

Hotelowy "Fight club"

Książka Palahniuka mnie nie zachwyciła, ale poniekąd wciągnęła. Poniekąd, ponieważ nie przewracałam kartek obgryzając paznokcie ze zdenerwowania i zastanawiając się, co też ukaże mi kolejna strona, ale jednak jakieś tam zainteresowanie było.
Głównym plusem książki jest historia. Historia niepozornego człowieka, który zupełnie przypadkowo poznaje Tylera, dzięki któremu wie wszystko to, co wie i zakłada z nim klub walki. Brutalne bójki przynoszą bohaterom ulgę poprzez ból, który jest ich wynikiem.
Dla mnie w całej książce najwyraźniejszy był motyw zagubienia, który bił z prawie każdej strony. Jednak zagubienie to, ubrane zostało przez Palahniuka w brutalność i obojętność, w znieczulenie i prostactwo.
Ciekawe w książce jest to, że wiele rzeczy dzieje się "tak po prostu", nie zostaje wytłumaczone, rozwinięte, jest traktowane jako coś zupełnie oczywistego. Jak chociażby poznanie Tylera i późniejsze częste odwiedziny Marli. To czyni książkę nieco tajemniczą i lekko arogancką wobec czytelnika, ale arogancką w sposób dozwolony, który nie ma być obrazą odbiorcy lecz wyzwaniem przed nim postawionym.
Język, jakim została napisana książka, jest dla mnie na tyle drażniący, że po pierwszych dwudziestu stronach postanowiłam odłożyć książkę i zabrać się za coś innego. Po paru minutach sięgnęłam po nią z powrotem z kilku powodów. Pierwszym z nich był fakt, że książkę dostałam w prezencie, drugim powodem było to, że zamierzam obejrzeć film, a w przypadku adaptacji muszę najpierw zapoznać się z treścią książki. Trzecim powodem była fabuła, która mimo wielu przeszkód zaczęła się powoli i systematycznie klarować.
Przeszkadzało mi wędrowanie narratora z pierwszej do drugiej osoby, odbierane przeze mnie jako niezdecydowanie autora. Przeszkadzały mi krótkie zdania, umieszczane nie obok siebie, a pod sobą. Drażnił mnie chaos, który tworzył tak zwane szumy komunikacyjne.

Jedna gwiazdka - za opowieść, pomysł, fabułę; jedna - za stosunkową szybkość czytania; trzecia za postać, w którą mógł się wcielić Edward Norton; czwarta za to, że to prezent; piąta i zarazem najbardziej wyrafinowana gwiazdka, za to, że mimo języka, który w ogóle nie przypadł mi do gustu, którego po prostu zdzierżyć nie mogę...przetrwałam do końca, a to oznacza, że Coś w tej książce musiało być. Mimo to jednak wiem, że nie wrócę do tej książki. Wiem to, bo Tyler to wie.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 kwietnia, 2011

"Pierwsza zasada podziemgo kręgu - Nie rozmawiać o podziemnym kręgu.
Druga zasada - Nie rozmawiać o podziemnym kręgu..."

Mężczyzna w wieku nieokreślonym, zmęczony życiem, cierpiący na bezsenność, znudzony swoją pracą, szukający wytchnienia w grupach wsparcia, poznaje Tylera Durdena. Banalnie, lecz prawdziwie mówiąc - od tej chwili życie bohatera przyśpiesza, stacza się po równi pochyłej, bo tylko od prawdziwego dna można się odbić - przynajmniej wg Tylera.

"Kiedyś byłem naprawdę miły facetem".


Przeczytana: 13 grudnia, 2011

Wyśmienita! Bardzo dobra książka i niezwykle specyficzna. Trzeba uważnie czytać, żeby nie pogubić się w wątkach, które są dość fascynujące. Nie napiszę Wam o czym to jest, bo musiałabym zdradzić całą tajemnicę tej książki, dlatego pozostawię jej temat w aurze tajemniczości :)
Polecam, sięgnijcie po nią, bo naprawdę warto, a korzystając z tego że piszę tę recenzję, polecam również film o tym samym tytule z Edwarden Nortonem, Bradem Pittem oraz fenomenalną Heleną Bonham Carter!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 30 grudnia, 2010

Co drugie zdanie z tej książki nadaje się do wytatuowania w widocznym miejscu. Dobrze że przeczytałam teraz, a nie jakieś 10 lat temu, mogłabym większą część treści potraktować nazbyt dosłownie i narobić sobie w życiu bałaganu.