pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Asurito Sagishi
Mocna, szybka, pełna akcji i czarnego humoru powieść o współczesnej Polsce. Bohater, detektyw o brudnych myślach, lecz gołębim sercu, naraża się tajemniczemu terroryście, gangom, służbom specjalnym, p...
Mocna, szybka, pełna akcji i czarnego humoru powieść o współczesnej Polsce. Bohater, detektyw o brudnych myślach, lecz gołębim sercu, naraża się tajemniczemu terroryście, gangom, służbom specjalnym, podejrzanym biznesmenom, a nawet samemu prezydentowi uwikłanemu w romans z gwiazdą pop. Gdy z rąk brutalnych zabójców ginie jego klientka, wpada w wir wydarzeń, w których z pozoru nic do siebie nie pasuje... „Asurito Sagishi” to nie tylko sensacyjna groteska, ale także znakomita diagnoza naszej rzeczywistości. Misternie skonstruowana, pomysłowa i oryginalna.
"James Bond wyreżyserowany przez Davida Lyncha, napisany przez Monty Pythona pospołu z Eduardo Mendozą nie byłby bardziej osobliwy niż ta książka. Tempo akcji wbija czytelnika w fotel, bohaterowie co chwila wpadają w pułapki nieprawdopodobieństwa, fabuła aż trzeszczy w
szwach. Ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest, że ta książka pokazuje równocześnie prawdę o otaczającym nas świecie." - fragment jednej z recenzji.
pokaż więcej.
źródło opisu: okładka książki
źródło okładki: Wydawnictwo Principium
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Oficjalna recenzja
(Niezbyt) cnotliwy aferzysta
Z nadzieją patrzę na groteskę w polskiej literaturze. Groteskę, którą można połączyć z czarnym humorem, ale bez ogromnej dawki grozy czy horroru. Taką groteskę, którą można zapakować w powieść lekką i łatwą w odbiorze, bez ciężkich dywagacji moralno-egzystencjalnych. Dotąd myślałem, że takie produkcje powstają jedynie za granicą, ale właśnie zostałem uświadomiony, że niepozorna książką, którą trzymam w ręce jest całkowicie produkcji polskiej.
Na książkę rzuciłem się nawet nie patrząc na autora - ostatnimi czasy łapię wszystko, co jest literaturą popularną i ma jakiś związek z Japonią. Zaskoczenie było niemałe, gdy z tyłu okładki spojrzał na mnie Mariusz Zielke - pisarz i dziennikarz znany mi z nie tak dawno wydanego świetnego thrillera finansowego pt. "Wyrok". Szybko się okazało, że trzymana w rękach pozycja mocno odbiega gatunkowo od wspomnianego "Wyroku". To miał być thriller wymieszany z groteską i czarnym humorem osadzony w realiach całkiem współczesnej Polski i to na dodatek z cichym zapewnieniem dobrej komedii pomyłek. No, naprawdę niezła bajka. Nie uwierzyłem, ale z uwagi na autora, do lektury przystąpiłem z pewną dozą ciekawości.
I co? I się nie zawiodłem. Fabuła zakręcona niczym świński ogonek zasuwa do przodu jak kolej TGV, a przy tym raczy odbiorcę okresowo dawką specyficznego dowcipu pierwszego gatunku. Nie jest do końca jasne, czy to kryminał, sensacja, thriller czy komedia. Przestępczy półświatek wchodzi w sferę publiczną, politycy układają się z przestępcami, a policja nie spełnia swoich obowiązków. W osnowie mamy obraz polskiego społeczeństwa, z naciskiem na toczące je rozmaite stereotypy i patologie. Całość - ku mojej uciesze - zaprezentowana w charakterystycznym stylu Mariusza Zielke - lekkim, bezpośrednim i szczerym do bólu, z naciskiem na świetną narracje i dialogi uzupełnione 'myślowymi' dygresjami.
Główny bohater książki, właściciel agencji detektywistycznej, niespodziewanie ląduje w poważnej aferze gospodarczej... tuż po powrocie z wakacji, na których był przypadkowym świadkiem zamachu bombowego. Mógłby się załamać i zwariować w obliczu takich sensacji i jeszcze masy dziwnych zbiegów okoliczności, tudzież co rusz czyhających na niego kolejnych zabójców. Niestety, nie ma tak dobrze. Facet ma dystans do siebie i rzeczywistości wielki jak Mount Everest, a przy tym ogromne poczucie humoru, które nie opuszcza go nawet w najgorszych sytuacjach. Błyskotliwy i bezpośredni w kontaktach międzyludzkich próbuje swoimi sposobami rozwiązać całą zagadkę, a przy okazji nawiązać bliższą znajomość z kilkoma kobietami (chociaż to akurat częściej zbliża go do butelki alkoholu niż tych znajomości). Czy mu się uda, czy będzie polskim Jamesem Bondem, czy ujdzie z życiem z całej afery? Możecie mi wierzyć, to nie są najważniejsze pytania, jakie zadaje sobie czytelnik książki Zielke.
Prawie 300 stron świetnej, odprężającej, ale wciągającej lektury, która wieczorem zatrzyma czytelnika do późnych godzin porannych. Wartka akcja, dużo humoru, a wszystko na całkowicie polskim gruncie. I chociaż złośliwi doszukają się kilku warsztatowych potknięć, to i tak jest to pozycja pierwszej jakości. Polecam bez mrugnięcia okiem.
Robert Fryga
Opinie znajomych
-
99
-
31
Opinie czytelników
Zaglądając na stronę wydawnictwa Principium można dowiedzieć się, że oferta zakłada też i nakłonienie Czytelnika by powracał do lektury. "Asurito Sagishi" jest historią do jakiej chętnie można powrócić, tak jak z satysfakcją czytało się po raz wtóry ciekawszy zeszyt z serii "Ewa wzywa 07", horror Mastertona czy opowiadanie s-f mniej znanego autora. Określiłbym książkę jako przystającą do wizji alternatywnych ale nie mającą zbyt wiele wspólnego z science fiction nie licząc pewnych irracjonalnych przesłanek, które ową detective story wyróżniają. Postać głównego bohatera, jakim jest prywatny detektyw Michał Stawiński nie została osadzona w realiach future polis ale ogłada i nawyki miło przywołują pamięć takich postaci jak Rick Deckard (pamiętny "Łowca androidów" w ekranizacji Ridleya Scotta z wiekopomną kreacją Harrisona Forda) lub Owen Yeats, którego stworzył Eugeniusz Dębski (m.in. "Flashback"). Rozerotyzowany łowca i zarazem znajdujący się nieustannie w opałach prywatny detektyw Mariusza Zielkego jest zatem wbrew pozorom postacią, która nie wydaje się być zaledwie repliką ikonowych bohaterów. Wcale nie poczytuję na minus czasu i miejsca jaki autor poświęcił akcji "Asurito Sagishi" i nie utyskuję, iż nie zaprawia swojej dość humorystycznej opowieści futurologią i technokratycznym mesjanizmem. Ot, książeczka o jakich przywykło się mawiać, że są w sam raz by wziąć ze sobą w podróż lub poświęcić odrobinę czasu przed pójściem do łóżka. Tempo w jakim Michał Stawiński tropi kolejne skandale i afery jest zaiste wartkie, a nawet porywające. Współczesna Warszawa jest dla detektywa miejscem wiecznych nieporozumień pomiędzy gangsterami, człapiących za obiektem swoich zainteresowań agentów, przeżartych korupcją policjantów i wielu innych postaci jakie zostały w dowcipny sposób potraktowane przez autora na wzór karykatury i groteski. Pamiętając, że Mariusz Zielke zdobył uznanie jako dziennikarz, którego talent dostrzegalny jest na polu nazywanym dziennikarstwem śledczym przyznaję, że całość pozostawia wrażenie kompozycji nazbyt mało czytelnej, że wskażę na słabo uwypuklony wątek przewodni. Historia jawi się jakby zbiór kilkunastu szkicowo przedstawionych przygód, które łączy kilku pomniejszych bohaterów, udana jedna lub dwie ucieczki z większych kłopotów w jakie nieustannie wpada Stawiński oraz właściwa i najważniejsza część, która stała się zaledwie epizodem sprawiającym również wrażenie zbytnio oderwanego fragmentu. Epizodyczność utworu znaczonego chaosem zawiera w swojej szalenie zabawnej formie tę zaletę, że pozwala wierzyć w spotkanie z literaturą o sporej dozie sensacji i fikcji skrywającej pewne elementy rzeczywistości, które są historią współczesną. Osoby prezydenta naszego kraju, oficerów służb specjalnych i wojskowych oraz przeróżnych ludzi interesu oraz złoczyńców pokaźniejszego formatu odnajdujemy w odniesieniu do postaci rzeczywistych jak też miejsc i zdarzeń autentycznych. Ogólny koncept jak wspomniano jest pewnym przerysowaniem, "krzywym zwierciadłem", fantazją co przesądza o komiksowości "Asurito Sagishi".
Książka doczekała się swojej odrębnej wersji wydanej pod tym samym tytułem jako komiks. Nie miałem jeszcze przyjemności zapoznać się z edycją "obrazkową". Z recenzji i zapowiedzi wiadomo, że komiks jest odrębny o tyle, że zawiera inny finał, a pewne fragmenty zostały przedstawione w zmienionej postaci.
Wartość "Asurito Sagishi" oceniam jako przeciętną ale bynajmniej nie jest kawałkiem nijakiej prozy. Niesłusznym byłoby postrzeganie takiego pisarstwa jako kompozycji dwuwymiarowej w której kilkoro bohaterów żyje swoim życiem, a pozostające w oddali tło jest tylko pospiesznie wprowadzoną i od lat używaną dla wielu potrzeb dekoracją czy elementem scenografii. Szkoda, że nieodłączne bohaterki detektywa (Magda, Ivo i Weronika) nie stały się osobami obdarzonymi przez Zielkego większą swobodą oraz bez nawoływania do seksistowskich odruchów skłaniałbym się aby wątki erotyczne i ta warstwa osobowości owych pań miała odrobinę większą rację bytu. Łotrzykowski charakter detektywa jaki poznajemy przy okazji jego obcowania z kobietami zanadto przesłania partnerki. O wiele rzadziej występującym w książce i nie mającym zbyt wiele wspólnego z erotyką jest niebezpieczny Profesor. Świetnie oddana postać przybywająca znikąd, z tła, z innego wymiaru. Jakby archetypiczne dla literatury i przez moment opalizujące w treści spotkanie z jednym ze zbrodniarzy "Tajnego agenta" Conrada. Zdecydowanie najmniej wnosząca humoru postać. Zarazem niebywale potrzebna książce.
Zagmatwana intrygami i kłopotami książka budzi nadzieję na kolejne podobne i co raz lepsze utwory autora. Zielke wyraźnie oswabadza się z dziennikarskiego rzemiosła, acz w "Asurito Sagishi" niemal słychać trzaskającą seriami migawkę aparatu fotograficznego i szelest kartek pokrywanych piekielnym ogniem codziennych brudów, spisków, łapówek i zła wszelakiego powszedniego. Wydawać by się mogło, że autor pisząc książkę pozostawał w "mieście" Warszawa wczesnych lat 90-tych ubiegłego wieku i nakreślał zaniechaną satyrę czy dowcipny esej o tym jak będą przedstawiać się owe realia za lat około 20. Kontury takiego perspektywicznego założenia nasuwają się na myśl w zetknięciu z bohaterami, którzy zdają się nam być skądś znajomi.
- 1
- 2
- 3
- 4
- następna »

Albertus
Zinamon
Selkar
Matras
Empik
Weltbild




