Czarnobyl Baby. Reportaże z pogranicza Ukrainy i z Białorusi

Tłumaczenie: Barbara Tarnas
Seria: Bieguny
Wydawnictwo: Carta Blanca
5,6 (265 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
4
8
16
7
54
6
69
5
55
4
23
3
27
2
10
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Tschernobyl Baby. Wie wir lernten das Atom zu lieben
data wydania
ISBN
9788377051368
liczba stron
264
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Aga CM

W 2008 roku ambitna niemiecka dziennikarka Merle Hilbk wyjeżdża na Ukrainę i do Białorusi, by dowiedzieć się, jak wygląda życie w tych państwach w ponad dwadzieścia lat po wybuchu reaktora jądrowego w Czarnobylu. Podróżuje przez skażone tereny aż do reaktora. W małych wioskach rozmawia z kobietami, których mężowie są zbyt zmęczeni i nie mają już sił, aby móc pracować – skutek napromieniowania....

W 2008 roku ambitna niemiecka dziennikarka Merle Hilbk wyjeżdża na Ukrainę i do Białorusi, by dowiedzieć się, jak wygląda życie w tych państwach w ponad dwadzieścia lat po wybuchu reaktora jądrowego w Czarnobylu.
Podróżuje przez skażone tereny aż do reaktora. W małych wioskach rozmawia z kobietami, których mężowie są zbyt zmęczeni i nie mają już sił, aby móc pracować – skutek napromieniowania. Przemierza strefę zamkniętą, którą prezydent Białorusi chce na nowo zasiedlić, aby zahamować starzenie się społeczeństwa. Jest tam zapraszana na szaszłyki przez Tadżyków, którzy są zadowoleni, że znów mają dach nad głową – choć znajduje się on w strefie zamkniętej. Dziennikarka stara się dotrzeć do zatajonych informacji, analizuje kontrowersyjne fakty, przedstawia tragedię z różnych punktów widzenia. Zawsze towarzyszy jej przy tym Masza, jej białoruska przyjaciółka, która urodziła się w 1986 niedaleko Czarnobyla.
„Czarnobyl Baby” to zbiór reportaży, który czyta się z niekłamanym zainteresowaniem. Uzupełniają go zdjęcia z Białorusi i Ukrainy, a także dodatek, w którym autorka prezentuje opis kolejnych faz wybuchu reaktora.

Merle Hilbk (ur. 1969 r.) niezależna dziennikarka związana z gazetami „Spiegel” oraz „Zeit”, korespondentka w Rosji i Europie Wschodniej. W roku 2006 ukazała się jej pierwsza książka Sibirski Punk, w 2008 Die Chaussee der Enthusiasten – podróż przez rosyjskie Niemcy.


W mojej wyobraźni miejsce to od roku 1986 było zawsze jakby kulisami z innego świata, trochę Łowcą androidów, trochę Jestem legendą, apokaliptycznym światem filmowym za żelazną kurtyną. W 2003 roku zobaczyłam pierwsze reklamy wycieczek all inclusiv do strefy, a reaktor zamienił się w mojej głowie w raj dla turystów, w ukraiński zamek Neuschwanstein, w którym brakuje tylko sklepów z pamiątkami, popielniczek w kształcie reaktora albo wystawionych na sprzedaż minutników o wzorze licznika Geigera.

 

źródło opisu: Carta Blanca, 2011

źródło okładki: www.cartablanca.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
malineczka74 książek: 5601

W cieniu reaktora

26 kwietnia 1986 roku doszło do największej w historii awarii reaktora atomowego. W czarnobylskiej elektrowni miał miejsce wybuch jednego z sześciu reaktorów. Stało się to w czasie nieprawidłowo przeprowadzono testu systemu bezpieczeństwa. Początkowo władzom marzyło się zatuszowanie katastrofy. Niestety, jej skutki były odczuwalne nie tylko na terenie ZSRR. Świat ogarnęła panika, a Rosjanie musieli ze skażonych terenów ewakuować ponad 350 tysięcy osób. Żniwo tej awarii było bardzo bolesne. Wielu ludzi zmarło, zachorowało na chorobę popromienną, nowotwory, urodziły się kalekie dzieci. Mnóstwo rodzin straciło dorobek całego życia – domy, mieszkania, rzeczy materialne.

Minęło ponad 25 lat od pamiętnej daty. Dziś promieniowanie na skażonych terenach jest już mniejsze. Ludzie powrócili do części opuszczonych miejscowości. Ale miasto Prypeć, gdzie mieszkali głównie pracownicy „atomnej elektrostancji” nie wróciło do dawnej świetności. Rozpadł się ZSRR, tereny skażone znalazły się w granicach Białorusi i Ukrainy. I stały się (co może niektórych dziwić) popularnym turystycznie terenem odwiedzanym przez „turystów” z Zachodu.
Zobaczyć na własne oczy feralną elektrownię, strefę zamkniętą, poczuć klimat Czarnobyla to marzenie wielu, których to miejsce i wydarzenia zafascynowały.

Do Prypeci i innych skażonych miejsc udała się także niemiecka niezależna dziennikarka Merle Hilbk. Swoje wrażenia, niesamowite przeżycia i opinie zawarła w książce “Czernobyl Baby”. Składa się ona z 15...

26 kwietnia 1986 roku doszło do największej w historii awarii reaktora atomowego. W czarnobylskiej elektrowni miał miejsce wybuch jednego z sześciu reaktorów. Stało się to w czasie nieprawidłowo przeprowadzono testu systemu bezpieczeństwa. Początkowo władzom marzyło się zatuszowanie katastrofy. Niestety, jej skutki były odczuwalne nie tylko na terenie ZSRR. Świat ogarnęła panika, a Rosjanie musieli ze skażonych terenów ewakuować ponad 350 tysięcy osób. Żniwo tej awarii było bardzo bolesne. Wielu ludzi zmarło, zachorowało na chorobę popromienną, nowotwory, urodziły się kalekie dzieci. Mnóstwo rodzin straciło dorobek całego życia – domy, mieszkania, rzeczy materialne.

Minęło ponad 25 lat od pamiętnej daty. Dziś promieniowanie na skażonych terenach jest już mniejsze. Ludzie powrócili do części opuszczonych miejscowości. Ale miasto Prypeć, gdzie mieszkali głównie pracownicy „atomnej elektrostancji” nie wróciło do dawnej świetności. Rozpadł się ZSRR, tereny skażone znalazły się w granicach Białorusi i Ukrainy. I stały się (co może niektórych dziwić) popularnym turystycznie terenem odwiedzanym przez „turystów” z Zachodu.
Zobaczyć na własne oczy feralną elektrownię, strefę zamkniętą, poczuć klimat Czarnobyla to marzenie wielu, których to miejsce i wydarzenia zafascynowały.

Do Prypeci i innych skażonych miejsc udała się także niemiecka niezależna dziennikarka Merle Hilbk. Swoje wrażenia, niesamowite przeżycia i opinie zawarła w książce “Czernobyl Baby”. Składa się ona z 15 rozdziałów poświęconych wydarzeniom z kwietnia 1986 roku, ale i ludziom, którzy byli związani z elektrownią im. Lenina, przeciwnikom rozwoju elektrowni atomowych w Niemczech, na Ukrainie i Białorusi, ludziom, którzy działają w organizacji Kinder von Tschernobyl.

Początek lektury to relacja z wjazdu do strefy skażonej – niesamowite przeżycie, bo wielu spodziewa się księżycowego krajobrazu, a tymczasem przyroda nie dała się zniszczyć. Hilbk bardzo ciekawie opisuje opuszczone ludzkie osiedla, przeprowadza rozmowy z tymi, którzy pojawiają się w strefie jako pracownicy oraz z tymi, którzy wrócili do swoich domów do miejscowości, gdzie skażenie się zmniejszyło. Pomiędzy Niemką a jej rozmówcami widać niesamowity kontrast. Podczas, gdy na Zachodzie bano się radiacji, zwykli mieszkańcy okolic Czarnobyla myśleli po prostu jak przeżyć gdy państwo nie pomaga, dostają głodowe emerytury, zlikwidowano specjalną pomoc medyczną i sanatoryjną. Tam ludzie z biedy sięgają po żywność i nie myślą o tym, by zmierzyć jej skażenie. A w strefie skażenia osiedlają się też uchodźcy z byłych republik radzieckich w poszukiwaniu pracy i dachu nad głową. Młodzi wprawdzie starają się uciekać z terenów w pobliżu elektrowni, ale starsze pokolenie zmęczone walką o byt i bezradne, dożywa tam swoich dni często walcząc z całą gamą chorób, które są owocem promieniowania.

Dzięki lekturze tej książki miałam okazję poznać inny wydźwięk Czarnobyla niż ten, który towarzyszył katastrofie w Polsce. Dzięki brakowi informacji nie ogarnęła nas panika, taka jak np. Niemców z RFN-u. Miałam wtedy 12 lat i tylko namawiano nas do picia płynu Lugola, ale nikt nie myślał o niepiciu mleka czy niejedzeniu sałaty. Tymczasem relacje Hilbk pokazują, jak wielkie protesty miały miejsce, jak wielu ludzi obwiało się o życie i zdrowie.

Książka wciągnęła mnie niesamowicie, z zaciekawieniem obejrzałam zamieszczone w niej zdjęcia. A zachęcona treścią obejrzałam materiały dostępne w sieci. Robi to naprawdę szokujące wrażenie. Mimo, że wszelkie oryginalne dokumenty z elektrowni przepadły gdzieś w radzieckich archiwach, to jednak z dużym prawdopodobieństwem można było tej awarii uniknąć.

Czytałam tę książkę jako przedstawicielka pokolenia, które przeżyło katastrofę, ale polecę ją również i młodszym Czytelnikom. Niech ta lektura będzie przestrogą przed niekontrolowanym i pochopnym zarządzaniem reaktorami, oby nauczyła pokory tych, którzy czują się władcami atomu. Bo człowiek to istota omylna, a w tym wypadku skutki dotyczą milinów.

Bernardeta Łagodzic-Mielnik

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (664)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 750
Kanclerz | 2013-09-09
Przeczytana: 06 września 2013

Książka stanowi doskonały obraz kontrastu pomiędzy mentalnością Białorusinów i Ukraińców, którzy faktycznie doświadczyli tragedii Czarnobyla z histerycznymi, i wręcz żałosnymi zachowaniami Niemców.

Słowiańskie podejście mówi "żyj". W obliczu katastrofy, dezinformacji, nieudolności rozpadającego się Związku Radzieckiego wola życia tych ludzi jest godna podziwu. Bez domów, bez pieniędzy, w polu radioaktywnego promieniowania przetrzymali tyle lat. Jednak tę prawdę trzeba sobie dopowiedzieć spomiędzy wierszy, bo autorka będąc całkowitą ignorantką pomija te kwestie, by skupiać się na sobie.

Czytałam już trochę reportaży z tragicznych wydarzeń, ale te są najsłabsze. Tu nie ma opisu faktycznej tragedii, czy jej skutków. Tu jest masa politycznego uzewnętrzniania się ze strony najmniej zaangażowanych/pokrzywdzonych.

Poza skąpymi fragmentami przedstawionymi oczami młodej Białorusinki, wynudziłam się i zmęczyłam.
Dla zainteresowanych tematyką - nie polecam.

książek: 672
Kuba | 2015-05-17
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 16 maja 2015

To jest naprawdę słabe a tytuł faktycznie jest lekko oszukany. Myślałem, że niektórzy tutaj z ocenami przesadzali ale jednak nie. Ta książka naprawdę jest słaba. Liczyłem na REPORTAŻE i historie ludzi a dostałem tego bardzo mało. Większość rozdziałów autorka zajmuje swoimi ślepymi Niemcami i tym jakie to Niemcy był poszkodowane - chyba bardziej niż ludzie z Prypeci!, oraz łaskawe dla dzieci z Czarnobyla. Autorka sama się ośmiesza i wykazuje nie małą ignorancją. Początek książki jest dosyć ciekawy...no ujdzie, potem jest temat Niemiec czyli nudy, potem trochę o wioskach i ludziach którzy tam mieszkają obecnie ale nie jest to jakieś porywające, później znowu Niemcy i nudy i...tutaj reportaże z Ukrainy, chyba najlepsza część książki, szkoda, że tylko dwa rozdziały - wreszcie jest to o czym ta książka być powinna, czyli o ludziach z Prypeci. Ale te dwa rozdziały mijają bardzo szybko i potem jest już tragedia, czyli znowu Niemcy, partia Zielonych i nudne nieciekawe tematy. Bardzo...

książek: 41823
Muminka | 2015-04-08
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 08 kwietnia 2015

Ciekawy sposób przedstawienia reportażu. mamy dwie narratorki, niemiecką dziennikarkę która na przestrzeni bodaj 10 lat kilkakrotnie odwiedziła okolice Czarnobyla i strefę zamkniętą oraz jej miejscowej przewodniczki Maszy. Z czasem nawiązała się między kobietami nić porozumienia, choć Masza właściwie niewiele miała do powiedzenia o wybuchu elektrowni skoro urodziła się po wydarzeniach. najistotniejsze dla dziennikarki nie były przerażające historie o napromieniowanych ludziach i zwierzęcych mutantach, ale niemiecka reakcja na katastrofę ekologiczną. Merle najbardziej rozwodzi się na temat ruchu Zielonych, wzrostu znaczenia tej partii jako pokłosia katastrofy na Ukrainie. Nieciekawe miniatury czarno-białych fotografii mnie osobiście irytowały, jak i brak zrozumienia rosyjskiej mentalności, którą szczyci się autorka. Narratorki pochodzą z dwóch kręgów kulturowych, nie sposób Niemce oddać specyfiki rosyjskiej umysłowości i podejścia do skażenia. Odwiedzają przesiedlone wioski, które...

książek: 3850
Aksamitt | 2013-09-22

Nie tego spodziewałam się po tej pozycji. Treść jakby nie trzymała się faktycznego tematu tylko krążyła wokół,nie mogąc uchwycić tego co najistotniejsze. Chodziło o tragedię,która choć w głownej mierze dotknęła ludności na Ukrainie i w Białorusi (przesiedlenia,bark "czystej" zdrowej żywności,w konsekwencji choroby i zgony itd.)miała wpływ na całą Europę. Znajduje sie za to dywagacje na tematy raczej polityczne,o tym jak skrupulatnie zamiata sie wszystko pod dywan,jak w konsekwencji odbudowy kraju probuje sie zatrzeć ślady po zagrożeniu. W pewnym momencie można też odnieść wrażenie,że to książka o strachu ludności niemieckiej,ich panice,że to oni po wybuchu byli bardziej narażeni (np opisywany jest strach jak to niemieccy rolnicy bali sie wypuszczać krowy na łąki itp.) Za to brak skupienia na tym co powinno być istotne,czyli ludziach którzy żyją na tych terenach do dziś i jaki to mialo wpływ na ich rzeczywistość. Relacji takich niby jest kilka,ale nie uważam żeby autorka zachowywała...

książek: 0
| 2014-02-06
Przeczytana: październik 2012

Wydawałoby się, że takiego tematu nie można zepsuć. A jednak Merlto Hilbk się to udało nawet z nawiązką. Zbyt często odpływa od meritum, opisując swoje przeróżne męki. Męczy również czytelnika, swoim topornym językiem, często nieprecyzyjnym, choć to Niemka (chyba, że to wina tłumaczenia).
Gdyby nie to, że była to ostatnia rzecz, która została mi do czytania na wakacjach (a nie było jak uzupełnić zapasów) pewnie bym tej książki nigdy nie skończył.

książek: 268
Myszor | 2012-04-08
Przeczytana: 08 kwietnia 2012

Interesuję się tematyką katastrofy w Czarnobylu, zarówno od strony technicznej, jak i społecznej. Autorka próbuje ugryźć temat, ukazując życie w tym drugim aspekcie. Jej rozdziały przeplatają się z zapiskami Maszy, Białorusinki, z którą nawiązała znajomość.

Zapowiadało się dobrze, a wyszło dość nużąco. Najciekawsze momenty, w których dziennikarka opisuje wycieczki do strefy, rozmawia z przesiedleńcami z tamtych terenów, stanowią około 30-40% całości. Drugie tyle to nijak nie wciągający opis sytuacji politycznej w Niemczech. Że Joschka Fischer to, Zieloni tamto i że wszyscy mają pełne gacie, bo już nigdy nie zjemy sałaty i nie napijemy się mleka.

W książce zawarto także czarno-białe zdjęcia ze strefy. Niestety, wiele z nich pokazują tylko znaki ostrzegawcze przez promieniowaniem lub kontrolą dozymetryczną. Nuda.

Masza dobrze podsumowuje relacje z autorką: "Niemcy mają swój Czarnobyl, a my swój". Szkoda, że zdecydowana większość książki stanowi ten niemiecki Czarnobyl. Mnie...

książek: 540
Saimonix | 2012-01-02
Na półkach: Przeczytane, Ukraina
Przeczytana: 02 stycznia 2012

Uważam, że książka ma wymierną wartość faktograficzną - sporo można się z niej dowiedzieć. Ale zdecydowanie nie polecam traktować jej jako rzetelnego źródła o stosunkach międzyludzkich i społeczności opisywanych państw (co reklamuje tył okładki). Uważam, że autorce brak reporterskiego wyczucia i wrażliwości, by zrozumieć ludzi, których opisuje. Świadczy o tym wiele sytuacji z książki, chociażby scena z obiadem u Maszy. Mimo, że nigdy nie byłem na Białorusi, niejednokrotnie miałem wrażenie, że lepiej rozumiem opisaną rzeczywistość, niż autorka książki, która wydaje się przesiąknięta zachodnim strachem i zabobonami dotyczącymi wschodu i atomu, które nie pozwalają jej podnieść klapek z oczu na więcej, niż małą szczelinę, przez którą wiele nie trafia do jej oczu.

książek: 334
JaMajka | 2017-08-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 sierpnia 2017

Książka pomimo tytulu i okladki nie zawiera przerażających opisów tego co dzialo się zaraz po wybuchu reaktora. Jest to reportaż opisujący ludzi i ich decyzje w kilkanaście lat później. Mentalność ludzi w obrzeżach terytorium promieniowania radioaktywnego niekiedy dziwi, przeraża a nawet śmieszy.
Książkę czyta się dobrze i szybko, jedyną wadą jak dla Mnie jest brak imienia osoby która jest narratorem w poszczególnym rozdziale, co sprawia niekiedy chwilową dekoncentrację i brak rozeznania w historii.

książek: 254
Kasia1987 | 2017-09-27
Na półkach: Przeczytane

Bardzo dobra książka. Polecam.

książek: 0

Mam mieszane uczucia co do tego reportażu. Jest to wynikiem jakby podziału całej historii na dwie części.
Z jednej strony mamy na prawdę bardzo ciekawy reportaż o ofiarach Czarnobyla z Ukrainy i Białorusi. Autorka nawiązała kontakty z ludźmi którzy byli świadkami wybuchu, którzy doświadczyli na własnej skórze skutków katastrofy z 26 kwietnia 1986 roku. Na koniec - mamy relację z podróży po Prypeci, Czarnobylu i strefie zamkniętej.

Mamy również drugą część książki, czyli reakcje Niemców na Czarnobyl oraz na kwestie energii atomowej. O ile fragmenty książki dotyczące Ukrainy i Białorusi, czy też inicjatywy "Dzieci Czarnobyla" były bardzo ciekawe, to już lewackie, pseudoekologiczne lamentowanie Niemców i niemieckich aktywistów, jaka to energia atomowa jest zła - było żałosne. Dosłownie. Ludzie, którzy nie doświadczyli skutków promieniowania przedstawieni zostali w reportażu jako najwięksi radykałowie.

Kolejny kontrast: z jednej strony Ukraińcy pracujący w strefie skażonej,...

zobacz kolejne z 654 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
zgłoś błąd zgłoś błąd