-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać229 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać6 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać11
Biblioteczka
2025-05-16
2026-03-25
2026-01-03
2015-09-30
2015-02-15
http://about-katherine.blogspot.com/2015/02/33-19-razy-katherine.html
Colin gustuje tylko w dziewczynach o imieniu Katherine. Do tej pory miał ich aż dziewiętnaście, a ta ostatnia, która była też za razem tą pierwszą rzuciła go i najbardziej ze wszystkich złamała mu serce. Aby pomóc przyjacielowi pozbierać się po rozstaniu, Hassan postanawia zabrać Colina w podróż bez konkretnego celu. W międzyczasie chłopak, jako cudowne dziecko, wpada na pomysł stworzenia Teorematu o Zasadzie Przewidywalności Katherine, który miałby na celu pokazanie jaka jest przyszłość danego związku na samym jego początku. Wkrótce bohaterowie trafiają do małej miejscowości Gutshot.
John Green, jeden z najpopularniejszych pisarzy młodzieżowych ostatnich czasów, ma już na kącie pięć książek, a szósta niebawem zostanie wydana w Polsce. Najbardziej zasłynął powieścią Gwiazd naszych wina, która to doczekała się już ekranizacji. Wkrótce ma się pojawić kolejna ekranizacja jego książki - Papierowe miasta.
19 razy Katherine przez wiele osób uznawana jest za najgorszą książkę pisarza, ja jednak uważam że jest ona tak samo świetna, choć zdecydowanie różni się od na przykład Gwiazd naszych wina.
Bohaterem powieści jest Colin Singleton, cudowne dziecko znające biegle 11 języków w tym łacinę, arabski i francuski, notorycznie porzucany przez Katherine'y. Jest on osobą cichą o bardzo mądrą, potrafi przeczytać 400 stron książki dziennie. Jednak dla większości osób takie zachowanie nie jest imponujące przez co chłopak ma niemałe problemy towarzyskie. Jedynym jego przyjacielem jest Hassan, zabawny i łatwo nawiązujący kontakty chłopak, który "nie jest terrorystą". By uporać się z ostatnią stratą dziewiętnastej Katherine, Colin wraz z Hassanem wyruszają w podróż.
Już drugi raz sięgnęłam po tą książkę i mogę to powiedzieć jeszcze raz, ta książka jest po prostu fantastyczna. Niezwykle zabawna przedstawia nam niesamowicie oryginalną i wciągającą historię. Fantastyczni bohaterowie, o nie banalnym poczuciu humoru, czynią tą książkę jeszcze bardziej genialną. Choć historia z pozoru może wydawać się niezbyt interesująca, dzięki niesamowitemu stylowi Johna Greena zwykła sytuacja, która tak na prawdę mogłaby spotkać każdego, przemienia się w fascynującą fabułę pełną licznych zabawnych sytuacji.
Podsumowując, uważam, że książka dorównuje wszystkim innym powieściom Greena i w cale nie nazwałabym ją najgorszą. Jednak jeśli spodziewacie się czegoś podobnego do Gwiazd naszych wina raczej tu nie znajdziecie. Polecam ją każdemu, kto ma ochotę poznać ciekawą historię okraszoną niebywałym humorem. Ja sama jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej powieści
http://about-katherine.blogspot.com/2015/02/33-19-razy-katherine.html
Colin gustuje tylko w dziewczynach o imieniu Katherine. Do tej pory miał ich aż dziewiętnaście, a ta ostatnia, która była też za razem tą pierwszą rzuciła go i najbardziej ze wszystkich złamała mu serce. Aby pomóc przyjacielowi pozbierać się po rozstaniu, Hassan postanawia zabrać Colina w podróż bez...
2015-07-05
http://about-katherine.blogspot.com/2015/07/49-szukajac-alaski.html
Miles do tej pory wiódł życie odludka. Nie lubił ludzi ze swojej szkoły i w sumie oni również zbytnio się nim nie interesowali. Jego wielkim hobby było czytanie biografii znanych zmarłych osób i poznawani ich ostatnich przed śmiercią słów. W końcu jeden z poznanych cytatów zachęca go do zmian i do poszukiwania Wielkiego Być Może, czyli "najintensywniejszego i najprawdziwszego doświadczenia rzeczywistości". Postanawia więc udać się do Culver Creek - szkoły z internatem w Alabamie, do której uczęszczał prędzej jego ojciec, by tam szukać tego czegoś. Jego nowym współlokatorem jest Chip, czy też zwany raczej Pułkownikiem. Bohaterowie zaprzyjaźniają się, a Pułkownik postanawia wprowadzić Kluchę (takie Milesowi przezwisko dał Pułkownik) w życie Culver Creek. Poznaje go ze swoimi znajomymi - Takumim i zjawiskową Alaską dzięki czemu Klucha czuje, że w końcu może gdzieś należeć. Wkrótce jednak okazuje się, jak jedno wydarzenie czy chwila nieuwagi mogą całkowicie odmienić życie bohaterów.
Johna Greena nie trzeba nikomu przedstawiać. Ostatnimi czasy to jeden z najbardziej znanych pisarzy młodzieżowych. Już dwie z jego powieści zostały zekranizowane, a wkrótce również ekranizacji ma doczekać się właśnie Szukając Alaski. Powieść ta była ostatnią z powieści autora, której jeszcze nie przeczytałam. W pozostałych jego utworach zakochałam się bez reszty. Ma on niepowtarzalny, oryginalny styl, który od razu przykuł moją uwagę. Autor ma też talent do tworzenia fantastycznych bohaterów, którzy za każdym razem stają się moimi faworytami. Nie inaczej było i w tym przypadku.
Główną postacią książki oraz również narratorem całej historii jest niejaki Miles Halter, znany później jako Klucha. To bohater z początku nieśmiały, który raczej nie zbyt wiele czasu nie spędza w towarzystwie swoich rówieśników. Pragnie jednak zmian, chce by coś wielkiego wydarzyło się w jego życiu i uważa, że pomóc my w tym może tylko nauka w szkole z internatem - Culver Creek. Szczęśliwym trafem poznaje Pułkownika - niskiego, za to niezwykle pewnego siebie chłopaka, który postanowił wprowadzić Kluchę w życie towarzyskie szkoły. Obaj bohaterowie są niezwykle charyzmatyczni i mimo dzielących ich różnic charakteru potrafią bardzo dobrze się dogadać i już po krótkim czasie stają się prawdziwymi przyjaciółmi. Ciekawą postacią w książce Johna Greena jest również tytułowa bohaterka - Alaska Young. Nie da się ukryć faktu iż jest to trochę dziwna osoba, ale oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Po prostu nie da się jej nie lubić.
John Green ma to do siebie, że ze zwykłej niebanalnej fabuły, która wydawałoby się nie może być zbyt wielce interesująca tworzy coś niesamowitego, co czyta się z zapartym tchem. Bo co mogłoby być interesującego w historii chłopaka, który postanawia iść do szkoły z internatem? Okazuje się właśnie, że bardzo dużo. Tu również nie zabrakło charakterystycznego dla autora humoru. Zdecydowanie podczas lektury nie idzie się nudzić.
Choć ta ze wszystkich powieści Greena podobała mi się chyba najmniej to i tak stała się jedną z moich ulubionych książek. Spędziłam z nią fantastyczne chwile, których z pewnością nie będę żałować. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz powrócę do tej historii. Polecam ją każdemu fanowi autora oraz tym, którzy z powieściami Greena jeszcze styczności nie mieli. Z pewnością nie będziecie się przy tej powieści nudzić.
http://about-katherine.blogspot.com/2015/07/49-szukajac-alaski.html
Miles do tej pory wiódł życie odludka. Nie lubił ludzi ze swojej szkoły i w sumie oni również zbytnio się nim nie interesowali. Jego wielkim hobby było czytanie biografii znanych zmarłych osób i poznawani ich ostatnich przed śmiercią słów. W końcu jeden z poznanych cytatów zachęca go do zmian i do...
2014-10-14
http://about-katherine.blogspot.com/2014/10/14-gwiazd-naszych-wina_22.html
Hazel to dziewczyna, która od wielu, wielu lat choruje na raka. Dobrał się on do jej płuc, przez co bohaterka nie rozstaje się z butlą tlenową i "wąsami", które pomagają jej przy oddychaniu. Za licznymi namowami matki, Hazel chodzi na spotkania grupy wsparcia, która ma pomagać innym chorym dzieciakom przetrwać to, co ich spotkało. Wszystko wskazywało na to, że będzie to kolejne nudne spotkanie o schemacie takim samym jak zawsze. Jednakże na jego początku Hazel zauważa pewnego przystojnego chłopaka, który cały czas się w nią wpatruje. Bohaterka dowiaduję się wkrótce, że uw poznany młodzieniec to Augustus Waters chorujący na kostniakomięsaka, przez którego Gus nie ma jednej nogi.
Para zaczyna spotykać się ze sobą coraz częściej. Wydawać by się mogło, że w tej sytuacji nie może spotkać ich już nic dobrego. A tu proszę! Bohaterowie zakochują się w sobie i nie widzą bez siebie już świata. Czy jednak choroba może spowodować rozłąkę?
Bardzo trudno było mi napisać tą recenzję i z góry przepraszam jeśli będzie ona trochę chaotyczna. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co mogę wam powiedzieć na jej temat. Zbierałam się do tego chyba tydzień z nadzieją, że natchnienie wkrótce samo do mnie przyjdzie. No cóż, najwyraźniej nie miało tego w planach ;)
Ale przechodząc do książki... Gwiazd naszych wina to powieść, na której punkcie zwariowało miliony osób na całym świecie. Z początku dziwiłam się, co też takiego jest w tej książce, że wszyscy się nad nią zachwycają? I podchodząc z moim dziwnym nastawieniem do takich popularnych powieści wmówiłam sobie, że na pewno aż taka dobra nie jest. Okazja do przeczytania jej nadarzyła się dzięki moim przyjaciółką, które podarowały mi ją wraz ze śliczną zakładką :) Zaczęłam czytać jeszcze tego samego dnia i gdyby nie to, że ciągle wszyscy czegoś ode mnie wówczas chcieli pewnie skończyłabym ją jeszcze tego samego dnia.
Dzieło Johna Greena to kawał na prawdę dobrej roboty. Przedstawia niebanalną, oryginalną historię, którą jeszcze nigdy się nie spotkałam. Jest ona jednocześnie zabawna, wzruszająca, zmuszająca do myślenia, ale przede wszystkim piękna.
Wielkie brawa należą się autorowi, za tak dobre przygotowanie do tematu choroby i wszystkich spraw z nią związanych. Czytając książkę zastanawiałam się ile też pan Green musiał poświęcić czasu, aby tak dobrze przedstawić ten mało nam znany świat dzieci chorych na raka.
Jeśli chodzi o bohaterów, to bardzo polubiłam postać Augustusa. Nie dziwiłam się, dlaczego Hazel tak dobrze czuje się w jego towarzystwie i dlaczego darzyła go tak ogromnym uczuciem. Ciekawą postacią była też sama Hazel, która potrafiła myśleć racjonalnie w każdej sytuacji.
Pierwszą książką tego autora, którą przeczytałam była 19 razy Katherine. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego tak wielu czytelników uważa, że jest ona jedną z najgorszych książek Greena, gdyż ja osobiście byłam nią zachwycona. Czytając GNW starałam się to zrozumieć, jednakże teraz kiedy mam już za sobą tą lekturę nadal nie mogę tego pojąć. Obydwie książki są iście mistrzowskie, tylko każda na swój własny, niepowtarzalny sposób. Oczywiście widzę dużą różnicę pomiędzy tymi dwoma dziełami, jednakże i tak nie uważam 19 razy Katherine za coś "słabego".
Podsumowując, Gwiazd naszych wina to kawał na prawdę świetnej książki. Pewnie nie raz jeszcze do niej wrócę. Mam też nadzieję, że jak najszybciej uda mi się obejrzeć jej ekranizację.
http://about-katherine.blogspot.com/2014/10/14-gwiazd-naszych-wina_22.html
Hazel to dziewczyna, która od wielu, wielu lat choruje na raka. Dobrał się on do jej płuc, przez co bohaterka nie rozstaje się z butlą tlenową i "wąsami", które pomagają jej przy oddychaniu. Za licznymi namowami matki, Hazel chodzi na spotkania grupy wsparcia, która ma pomagać innym chorym...
2015-01-20
http://about-katherine.blogspot.com/2015/01/29-papierowe-miasta-konkurs.html
Quentin Jacobsen jest w ostatniej klasie liceum. Jest on człowiekiem raczej nie skomplikowanym. Nie planuje jakiś niewyobrażalnych przygód, wolny czas spędza najczęściej w towarzystwie przyjaciół - Bena i Radara - grając w grę Odrodzenie, nigdy nie sprawia problemów swoim rodzicom. Pewnego wieczoru pod okno jego pokoju przybywa Margo Spiegelman - dawna przyjaciółka Q, z którą to w dzieciństwie spędzał każdą wolną chwilę, aż do pamiętnego dnia kiedy to odnaleźli w parku zwłoki pewnego mężczyzny. Dziewczyna prosi go, aby na tą jedną noc został jej szoferem, by mogła pozałatwiać pewne sprawy. Noc spędzona z dziewczyną jest jedną z najlepszych w jego życiu i gdy wszystko zaczyna się powoli układać, Margo nieoczekiwanie znika.
Papierowe miasta to czwarte już moje spotkanie z twórczością niesamowitego Johna Greena. Tym razem bohaterem powieści jest Quentin, który będzie musiał zmienić swoje przyzwyczajenia, by odnaleźć swoją miłość Margo.
Jak zawsze w powieściach Greena nie zabrakło humoru. Myślę, że jest to już taki znak rozpoznawczy autora i to właśnie między innymi dzięki temu jego książki odnoszą takie sukcesy, a on staje się coraz to popularniejszy. Nie raz bowiem podczas lektury nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Bardzo spodobali mi się także bohaterowie. Strasznie polubiłam całą paczkę Q, razem są oni po prostu niesamowici, aż chciało by się ich poznać osobiście. Najlepszy jak dla mnie fragment to sama podróż w poszukiwaniu Margo i wiecznie pragnący skorzystać z toalety Ben. Zdecydowanie mogę to zaliczyć do moich ulubionych momentów książki.
Bardzo podobała mi się sama fabuła książki, która przedstawia bardzo realistyczną historię, która w sumie mogła spotkać każdego z nas. Czytając wyobrażałam sobie, że to ja mam do rozwiązania tajemniczą zagadkę zniknięcia Margo. Nie raz przeżyłam liczne zaskoczenia, gdy już myślałam, że wiem jak zakończy się historia nagle wszystko się zmieniało.
Styl pisarski Johna Greena jest po prostu niesamowity. Za każdym razem gdy czytam jakąś jego powieść chciałabym być jedną z jej bohaterek, by móc spędzić choć trochę czasu z wymyślonymi przez niego postaciami. Książka jest pełna specyficznego humoru, niesamowitej akcji i wspaniałych bohaterów. No po prostu jak jak nie kochać jego dzieł?
Po raz kolejny nie zawiodłam się sięgając po powieść Greena. Przeżyłam z nią niesamowite chwile, które zawsze będę miło wspominać. Choć słyszałam już takie komentarze, że książka jest jedną z gorszych powieści autora zdecydowanie podbiła moje serce. Polecam ją wszystkim, którzy pragną spędzić niesamowite chwile w towarzystwie trójki wspaniałych i zabawnych facetów - Q, Bena i Radara. Z niecierpliwością czekam na ekranizację.
http://about-katherine.blogspot.com/2015/01/29-papierowe-miasta-konkurs.html
Quentin Jacobsen jest w ostatniej klasie liceum. Jest on człowiekiem raczej nie skomplikowanym. Nie planuje jakiś niewyobrażalnych przygód, wolny czas spędza najczęściej w towarzystwie przyjaciół - Bena i Radara - grając w grę Odrodzenie, nigdy nie sprawia problemów swoim rodzicom. Pewnego...
2025-11-14
2025-01-20
2024-04-24
2024-09-02
2023-09-01
2023-05-01
2019-02-14
Gdybym miała wybierać pomiędzy psami a kotami, to bez wahania wybrałabym mruczki. Tak, jestem zdecydowaną kociarą. Jednakże przy każdej nowej książce W. Bruce'a Camerona o kolejnym cudownym psiaku nie muszę wybierać, bo wiem, że muszę tą powieść przeczytać! I tak samo było w przypadku O psie, który wrócił do domu. Pomijając już tą słodziutką tytułową Bellę na okładce, to jak mogłabym sobie odpuścić historię uroczego pieska, który zrobi wszystko, aby wrócić do swojego właściciela, który jest dla niej całym światem?
Kiedy pierwszy raz poznałam twórczość autora O psie, który wrócił do domu zakochałam się w jego stylu i w jego cudownym sposobie kreowania świata z perspektywy psiaka. Dotychczas myślała, że ciężko będzie stworzyć coś takiego, co w pełni oddawałoby myślenie tych czworonogów, ale W. Bruce'owi Cameronowi to się na prawdę udało! I dokładnie tak samo było w historii Belli - poznając tę książkę miałam wrażenie, jakbym na prawdę przeniosła się do mózgu tej uroczej suni i widziała świat tak, jak ona sama go postrzega. Bardzo podoba mi się prezentowanie historii w taki sposób i jestem pewna, że jeżeli autor w kolejnych swoich książkach będzie robił tak samo, to każda kolejna lektura będzie należała do udanych! Uwielbiam też to, że chociaż w książce jest tak na prawdę dużo odniesień do pieskiego życia, do tego co je ciekawi, do ich pragnień, czy zwyczajów, to jednak nie zabrakło tutaj tego, co jest typowo skierowane do ludzi. Chodzi mi o to, jak Bella dokładnie opisuje to co widzi, czy słyszy, chociaż sama tego nie rozumie (bo w końcu jest psem), jednakże nam, czytelnikom, daje to możliwość dokładniejszego poznania całej historii. Na prawdę jestem pod sporym wrażeniem tego z jaką łatwością autor umiał to wszystko przedstawić, bo podejrzewam, że nie jeden na prawdę dobry pisarz mógłby mieć z tym spory problem.
Tego, że pokochałam Bellę całym serduchem chyba nie muszę mówić. Nie dziwię się wcale, że każdy, w kogo życiu się ona pojawiała od razu pałał do niej tak ogromną sympatią. Z wypiekami na twarzy śledziłam wszystkie jej przygody i z przejęciem trzymałam kciuki za to, żeby nic złego, podczas tej jej długiej wędrówki Do Domu, się jej nie stało. Bardzo spodobało mi się też to, że autor postanowił wpleść do życia suczki tyle kotów - począwszy od Mamy Kotki i kociego potomstwa, po Dużą Koteczkę, której przywiązanie do Belli wydaje się być wręcz nieprawdopodobne, ale jednak prawdziwe. Sama Bella okazała się być cudowną, bardzo przyjacielską, pomocną i grzeczną sunią. Bardzo żałuję, że nigdy nie będzie mi dane poznać jej w prawdziwym życiu.
W całej książce dzieję się na prawdę sporo - w końcu wspólnie z Bellą przeżywamy najpierw jej wczesne życie, by później wyruszyć razem z nią w wędrówkę Do Domu, do Lucasa, która obejmowała przeszło 600 kilometrów. Jednakże mimo tego na prawdę wielkiego ogromu informacji podczas czytania zdecydowanie nie czuje się żadnego przesytu. Myślę, że może mieć to trochę związek z tym, że naszą narratorką jest suczka, a nie człowiek. Podawała ona jedynie wybiórcze informacje, jednakże skupiała się głównie na tych, które okazywały się być najważniejsze. Przez to właśnie książkę czyta się praktycznie jednym tchem. Bez trudu idzie się odnaleźć w całej sytuacji i wręcz nie można się doczekać, żeby poznać kolejne fakty z życia Belli.
Cóż więc, ja jestem jak najbardziej na tak! Myślę, że jest to świetna książka zarówno dla miłośników psów, jak i tych, którzy mimo wszystko (tak, jak ja) wolą koty. Każdy z nas znajdzie tutaj coś dla siebie, a niesamowity humor zawarty w powieści sprawi, że nikt z was nie będzie się mógł od niej oderwać. Jestem też już po obejrzeniu ekranizacji książki i muszę przyznać, że tym razem powieść okazała się być zdecydowanie lepsza! Także czytajcie i przeżywajcie tę cudowną historię w towarzystwie Bardzo Grzecznej Suni, jaką jest urocza Bella!
Gdybym miała wybierać pomiędzy psami a kotami, to bez wahania wybrałabym mruczki. Tak, jestem zdecydowaną kociarą. Jednakże przy każdej nowej książce W. Bruce'a Camerona o kolejnym cudownym psiaku nie muszę wybierać, bo wiem, że muszę tą powieść przeczytać! I tak samo było w przypadku O psie, który wrócił do domu. Pomijając już tą słodziutką tytułową Bellę na okładce, to...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-09-10
2019-07-29
W swojej czytelniczej karierze nie sięgnęłam jeszcze chyba po ani jedną pozycję z gatunku literatury faktu. Aż wstyd mi się do tego przyznać! Czasem do jakichś tytułów mnie ciągnęło, nie bujam tylko i wyłącznie w fikcji, jednak do tej pory nie skusiłam się jeszcze na żaden konkretny tytuł. Ale to jednak dobrze! A wiecie dlaczego? Bo mogłam zacząć swoją przygodę z tym gatunkiem z tak świetnie napisaną i niesamowicie szokującą książką, jaką jest Tajemnice pielęgniarek. Och co to była za lektura! Tyle emocji, tyle różnych poglądów i tak wiele wariantów przedstawienia świata pielęgniarek. Tak, już widać, że zakochałam się w tej książce i teraz będę robić wszystko, aby was do niej zachęcić!
A uwierzcie mi, że warto!
Żeby było jasne - nie mam nic wspólnego ze środowiskiem pielęgniarek! Nigdy nie chciałam iść na pielęgniarstwo, a i moje doświadczenia z pielęgniarkami są raczej znikome. Coś mnie ostatnio ten temat jednak dość mocno zainteresował, a że jeszcze to dotyczy Polski, czyli czegoś, co tak na prawdę każdy z nas widzi na co dzień, jeszcze bardzie spotęgowało to moją ciekawość.
Na początek może powiem wam trochę o "budowie" książki, czyli o sposobie w jaki cały temat został przedstawiony przez Mariannę Fijewską. Z tego, co możemy dowiedzieć się z przedmowy, autorka przeprowadziła wiele rozmów, wywiadów z bardzo różnymi ludźmi. Nie są to tylko i wyłącznie pielęgniarki. Znajdziemy tutaj również wypowiedzi lekarzy, prawników, przedstawicieli różnych grup zawodowych, czy nawet byłych pacjentów. Sama zastanawiałam się na początku, jak autorka postanowiła to wszystko poskładać, żeby miało to jakieś ręce i nogi. Dobrze więc, że postanowiła ona posegregować te wszystkie wypowiedzi i uporządkować pod względem jakiegoś konkretnego tematu. I tak mamy na przykład opinię i historie pielęgniarek na temat pacjentów, później przedstawiony został stosunek pielęgniarek do lekarzy i odwrotnie, czy zdanie społeczeństwa i pielęgniarek na temat protestów. To oczywiście tylko fragment tego, co możemy znaleźć w książce.
Całość została okraszona miejscami komentarzami Marianny Fijewskiej, jej spostrzeżeniami dotyczących rozmówców, czy historiami dotyczącymi trudności dotarcia do informacji.
Mi osobiście strasznie spodobał się ten sposób przedstawienia informacji, bo odniosłam wrażenie, że autorka nie chce występować tu w roli jakiegoś sędzi, który przedstawi nam swój punkt widzenia na całą sprawę i narzuci nam to, co mamy myśleć. Była ona tylko pewnym biernym obserwatorem, który dzięki swojej umiejętności pisania udzielił pielęgniarką głosu i możliwości dotarcia do szerszego grona odbiorców.
Dalej też, jeśli jestem już przy autorce, na prawdę mocno spodobał mi się jej styl. Po literaturę faktu nie sięgałam dotychczas między innymi przez to, że cały czas miałam takie swoje wyobrażenie, że jest to ciężka i wymagająca literatura pisana mocno formalnym i niezachęcającym językiem. Mówię, nie jestem znawcą w tym gatunku, ale urzekło mnie to, że Marianna Fijewska opisała całość w bardzo przystępny i zrozumiały sposób. Język w książce jest taki zwyczajny, codzienny, że aż chce się czytać. Widać też, że autorka tej książki rozmawiała ze zwykłymi, przeciętnymi ludźmi, ich wypowiedzi nie zostały w żaden sposób przekształcone tak, żeby były bardziej "na poziomie". Ot po prostu litera dotycząca zwykłych ludzi i do takich samych osób też skierowana.
Patrząc na to wszystko łatwo więc mogę powiedzieć, że jest to książka, którą powinien poznać każdy polak. Mi osobiście otwarła oczy na wiele spraw i pozwoliła wyrobić sobie własne zdanie na temat grupy jaką są pielęgniarki. Autorka nie postawiła ich tylko na piedestale, - są pokazane tutaj dobre i negatywne rzeczy dotyczące ich. No powiedzcie sami - czego chcieć więcej?!
Zapamiętajcie więc ten tytuł i jeśli tylko będziecie mieli taką okazję przeczytajcie tą książkę. Mogę wam zagwarantować, że nie będziecie tego żałować!
W swojej czytelniczej karierze nie sięgnęłam jeszcze chyba po ani jedną pozycję z gatunku literatury faktu. Aż wstyd mi się do tego przyznać! Czasem do jakichś tytułów mnie ciągnęło, nie bujam tylko i wyłącznie w fikcji, jednak do tej pory nie skusiłam się jeszcze na żaden konkretny tytuł. Ale to jednak dobrze! A wiecie dlaczego? Bo mogłam zacząć swoją przygodę z tym...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-07-06
Recenzja dostępna również na blogu: http://about-katherine.blogspot.com/2016/07/117-chopak-na-zastepstwo.html
Gia jest chyba najpopularniejszą dziewczyną w szkole - wszyscy ją znają i chcą się z nią przyjaźnić, pełni funkcję przewodniczącej samorządu szkolnego, ma doskonałe wyniki w nauce, fantastyczne przyjaciółki oraz idealnych rodziców. Do szczęścia brakuje jej jeszcze wspaniałego chłopaka, którego wbrew temu, co sądzą o tym jej przyjaciółki tak na prawdę ma. Problem polega jednak na tym, że choć Gia chodzi z Bradleyem już jakiś czas, nigdy jeszcze nie spotkał się z jej przyjaciółkami, a wspólne zdjęcia nie są niestety dowodem, którym dziewczyna by się mogła posłużyć. Gdy nadarza się w końcu na poznanie dziewczyn z Bradleyem, ten zrywa z Gią przed salą gimnastyczną, gdzie ma się odbyć bal maturalny, gdyż uważa, że wszystko co robi, robi pod publikę. Zrozpaczona tym, że przyjaciółki uznają ją za kłamczuchę postanawia coś z tym zrobić. Na parkingu, w jednym ze stojących tam aut zauważa chłopaka, który troszeczkę przypomina Bradleya. W końcu dziewczyny nigdy go w pełni nie widziały, więc w sumie każdy chłopak mógł by zostać Bradleyem. Pozostaje jednak kwestia przekonania nieznajomego do pomocy. Ten o dziwo bardzo szybko przystaje na jej propozycję. Czy jednak zastępczy Bradley może być dostatecznym rozwiązaniem? I kim tak na prawdę jest ten tajemniczy nieznajomy, który postanowił pomóc Gii?
Pierwsze, co muszę powiedzieć o tej książce to to, że ma ona po prostu prze-genialną okładkę! Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia i aż do teraz nie mogę oderwać od niej oczu. Idealnie pasuje ona moim zdaniem do tego, jaką historię możemy znaleźć w środku. Jest to jedna z nielicznych okładek, która po prostu świetnie odzwierciedla zawartość. Jest prosta i nie przekombinowana. Jednym słowem idealna!
Główną bohaterką i narratorką Chłopaka na zastępstwo jest niejaka Gia. Ciekawe było dla mnie to, że nie jest ona kolejną nieśmiałą, nieświadomą swojej urody bohaterką, która wiedzie dość szare i spokojne życie do czasu, aż spotka miłość swojego życia. Powiedziałabym, że Gia jest zupełnym przeciwieństwem właśnie takiej dziewczyny. Jest mądra, ładna i niezwykle popularna. W większość przypadków okazuje się również, że jest także zaborcza, uważa się za lepszą od innych, a gdy znajduje się w towarzystwie swojej paczki przyjaciół, potrafi być również wredna dla tych określanych mianem wyrzutków. Dotychczas chyba nie spotkałam się jeszcze w żadnej z przeczytanych przeze mnie książek z właśnie taką główną postacią. Autorzy zbyt mocno skupili się nie raz na przedstawianiu właśnie takiej niewinnej postaci, a moim zdaniem ciekawie jest też poznać punkt widzenia tej, która jest jej całkowitym przeciwieństwem. W pierwszej chwili więc gdy poznałam Gię obawiałam się, że się nie polubimy. Z początku wydawała mi się być ona całkowitym moim przeciwieństwem i myślałam, że tak już będzie przez całą powieść. Co ciekawe szybko możemy zorientować się, że Gia nie jest do końca taka, jak widzą ją jej przyjaciele czy rodzina. Dzięki tej książce możemy zobaczyć, im tak na prawdę jest. Koniec końców bardzo więc ją polubiłam i cieszę się, że ta znajomość z Haydenem pomogła jej dojrzeć prawdziwą siebie. Jeśli zaś chodzi o Haydena, czyli tytułowego chłopaka na zastępstwo, jego polubiłam praktycznie od pierwszych stron. To jedna z tych postaci, które potrafią czuć się swobodnie w towarzystwie praktycznie każdego, wprowadzają do powieści "życie", a ich obecność skłania wielu bohaterów do zastanowienia się nad sobą. Hayden ma niezwykłą charyzmę i wcale się nie dziwię, że Gia również go polubiłam, mimo iż prawie go nie znała.
Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśli, jeśli myślę o fabule książki to zwyczajna, jednak tak zwyczajna, że aż wyjątkowa. Rzadko zdarza się, aby autor potrafił niezwykle normalny wątek fabuły przekształcić w coś fantastycznego, jednak jeśli to się zdarza, książki takie zdecydowanie zasługują na miano perełek. Mają one w sobie coś takiego, że choć historia jaką zawierają jest po prostu zwyczajna, codzienna, nie ma w niej nic niepowtarzalnego, to całość jest tak wciągająca i zapadająca w pamięć, że po prostu uważamy ją za genialną i jedyną w swoim rodzaju. Ja właśnie miałam tak w przypadku Chłopaka na zastępstwo. No bo powiedzmy sobie szczerze, co może być ciekawego w tym, że jakaś dziewczyna, którą chłopak rzuca przed balem maturalnym na szybko znajduje sobie zastępczego chłopaka na parkingu? A no właśnie może być i to właśnie znalazłam w tej książce! Nie wiem, jak autorka to zrobiła, ale mam nadzieję, że uda jej się to powtórzyć w przypadku jej kolejnych powieści. Książka ta jest po prostu cudowna - słowami nie idzie tego wyrazić, po prostu należy ją przeczytać!.
Co więcej mogę powiedzieć na temat Chłopaka na zastępstwo? Chyba tylko tyle, że koniecznie musicie ją przeczytać. Ja podczas całej lektury nie mogłam się od niej oderwać. Niesamowicie się cieszę, że natrafiłam na twórczość Kasie West i mam nadzieję, że kolejne jej powieści, za które trzymam kciuki, by ukazały się w Polsce, mnie nie zawiodą i będę mogła ponownie tak pozytywnie wyrazić swoje zdanie na ich temat. Nie czekajcie więc, tylko koniecznie zabierzcie się za Chłopaka na zastępstwo!
Recenzja dostępna również na blogu: http://about-katherine.blogspot.com/2016/07/117-chopak-na-zastepstwo.html
Gia jest chyba najpopularniejszą dziewczyną w szkole - wszyscy ją znają i chcą się z nią przyjaźnić, pełni funkcję przewodniczącej samorządu szkolnego, ma doskonałe wyniki w nauce, fantastyczne przyjaciółki oraz idealnych rodziców. Do szczęścia brakuje jej jeszcze...
2017-06-22
Madeline Whittier nie jest zwyczajną osiemnastolatką. Nie może robić tego, co dla jej rówieśników jest normalne, nie może wychodzić z domu i nikt obcy nie może jej odwiedzać. Od siedemnastu lat w jej życiu są tylko i wyłącznie dwie osoby - jej mama oraz Carla, pielęgniarka na cały etat. Maddie choruje bowiem na bardzo rzadką chorobę zwaną SCID, czyli mówiąc krótko - ma ona alergię na dosłownie wszystko. Razem z mamą mieszka w specjalnie przystosowanym dla jej potrzeb domu, gdzie powietrze cały czas jest filtrowane. Uwielbia czytać książki, a te przychodzą do niej szczelnie zamknięte w próżni. Wszystko, co znajduje się na zewnątrz jej domu jest dla niej wyrokiem śmierci. Dotychczas to życie nie sprawiało Maddie zbyt wielkiego problemu - w końcu innego nie znała. Wszystko się zmienia, gdy do domu obok wprowadza się nowa rodzina - mama, tata, córka i syn. I to właśnie ten syn imieniem Olly stał się tym, który wprowadził w jej sterylne i uporządkowane życie tyle zamieszania...
Powiem wam, że dopóki nie usłyszałam o filmie, który powstał na podstawie tej książki, jakoś nie specjalnie zwracałam na nią uwagę. Wydawało mi się, że jest to jakaś zwyczajna historia trochę w stylu Gwiazd naszych wina, dlatego po prostu nie ciągnęło mnie do jej poznania. Ale z dosłownie każdej strony napływały do mnie informacje o tym, jak genialna jest ta powieść, a z racji tego, że chciałam wybrać się na jej ekranizację do kina zdecydowałam, że najpierw muszę poznać jej papierowy pierwowzór. Teraz mogę wam powiedzieć, że Ponad wszystko to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku, a może i nawet w całym moim czytelniczym życiu!
To, co już na samym początku zwróciło moją uwagę, to te rysunki, których w książce jest pełno. Jak tylko dostałam ją w swoje ręce musiałam pilnować się, żeby za bardzo nie zaglądać do środka, bo nie chciałam robić sobie żadnych spoilerów. Bardzo spodobało mi się to połączenie tekstu z pasującymi do niego ilustracjami autorstwa męża Nicoli Yoon - wyszły mu one po prostu fantastycznie i stały się tym, co na pewno mocno wyróżnia tą pozycję. Nie jest ich za dużo, ale również nie za mało, dzięki czemu nie ma się wrażenia, że czytamy jakąś książkę dla dzieci - to tylko ciekawe uzupełnienie całości, które idealnie pasuje do charakteru Madeline.
Dodatkowo, pod względem wizualnym, również okładka powieści zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Przez dłuższy czas nie mogłam zdecydować się, która bardziej mi się podoba - czy ta oryginalna biała, czy też ta filmowa. Koniec końców stwierdziłam, że to właśnie ta z powyższego zdjęcia jest po prostu genialna. Dosłownie nie można od niej oderwać wzroku! Także już pod samym aspektem wizualnym książka bardzo mocno kusi przyszłego czytelnika.
Prócz historii zawartej w Ponad wszystko myślę, że to właśnie styl autorki najbardziej zwrócił moją uwagę i sprawił, że zakochałam się w tej powieści. Książkę czytałam z zapartym tchem! Zanim się za nią zabrałam już jakiś czas dręczył mnie książkowy kac po przeczytaniu Bad Mommy, a dzięki Ponad wszystko szybko udało mi się z tego wybrnąć. Nicola Yoon pisze w bardzo charakterystyczny i niespotykany sposób, który mnie urzekł już po kilku stronach. Bardzo spodobało mi się tutaj to, w jaki sposób autorka podzieliła fabułę jeśli chodzi o rozdziały - ci co czytali wiedzą, co mam na myśli. Otóż w większości książek spotykamy się z tradycyjnym podziałem rozdziałów - tj. jest jakiś rozdział i akcja ciągnie się w nim na kilka stron. Tutaj natomiast Nicola Yoon zadziałała tak, że czasem w jakimś rozdziale było zaledwie jedno zdanie! Gdy patrzy się na to z daleka wydaje się być to nieco dziwne, jednakże gdy poznaje się całość ma to jak najbardziej sens. Jestem bardzo ciekawa, czy w swojej kolejnej książce (Słońce też jest gwiazdą) również zastosowała taki zabieg, czy tam już trzymała się tego tradycyjnego sposobu.
Fabuła, która została przedstawiona w książce również jest niesamowita. Spodobało mi się to, że choroba Maddie nie stanowi głównego wątku całej powieści, jest tylko jednym z jej elementów. Tak a prawdę chodzi tutaj o przyjaźń, miłość oraz chwytanie z życia pełnymi garściami - bo życie takie jakie wiodła główna bohaterka, wcale nie można nazwać życiem. Na dłuższą metę człowiek nie jest bowiem żyć w zamknięciu, z dala od innych ludzi, od cudów świata oraz od miłości. Jesteśmy tak skonstruowani, że gdy już raz zaznamy tego prawdziwego życia, to już nigdy nie będziemy chcieli wrócić do tego, co było przedtem, tylko wciąż na nowo doświadczać tych wspaniałych emocji.
Ogromnym plusem powieści jest niewątpliwie jego zakończenie. Niestety nie mogę wam zdradzić, na czym jego wyjątkowość polega, ale uwierzcie mi - czegoś takiego z całą pewnością się nie spodziewaliście.
Podsumowując więc, myślę, że już chyba nie muszę więcej wam udowadniać, jak wspaniała okazała się być książka Ponad wszystko. Słyszałam pogłoski, że ekranizacja nie jest taka wspaniała, jak jej papierowy pierwowzór (sama jeszcze nie mogę tego stwierdzić), więc jeśli zawiedliście się na ekranizacji, a książki jeszcze nie czytaliście zmieńcie to czym prędzej, bo jestem święcie przekonana, że z lektury na pewno będziecie zadowoleni. Ja sama bardzo się cieszę, że poznałam historię Maddie oraz Olly'iego właśnie zaczynając od tej powieści, a nie od filmu.
Mówiąc więc krótko - polecam! I to jak!
Madeline Whittier nie jest zwyczajną osiemnastolatką. Nie może robić tego, co dla jej rówieśników jest normalne, nie może wychodzić z domu i nikt obcy nie może jej odwiedzać. Od siedemnastu lat w jej życiu są tylko i wyłącznie dwie osoby - jej mama oraz Carla, pielęgniarka na cały etat. Maddie choruje bowiem na bardzo rzadką chorobę zwaną SCID, czyli mówiąc krótko - ma ona...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-02-04
Recenzja dostępna również na blogu: http://about-katherine.blogspot.com/2016/02/90-lato-koloru-wisni.html
Do Berlina przeprowadza się najlepsza przyjaciółka Emely. Dziewczyny rozdzieliły się idąc na studia, nie oznacza to jednak, że ich przyjaźń na tym ucierpiała. W końcu jednak ich drogi znów się stykają, a wszystko za sprawą nieudanego związku Alex, która zamiast się załamywać postanowiła zacząć życie od nowa, zamieszkując w zupełnie innym mieście i wybierając całkiem nowy kierunek studiów. Wszystko byłoby fantastycznie, gdyby nie fakt, iż Alex zamieszka ze swoim bratem - dawną skrytą miłością Emely, zadufanym w sobie Elyasem, który za sprawą swojego dawnego czynu stał się najgorszym koszmarem bohaterki. Najgorsze więc, co mogło przytrafić się Emely to dodatkowo fakt, iż Elyas na swój dziwny sposób stara się ją poderwać. Czy Emely da radę uporać się z demonami przeszłości? Bo może Elyas rzeczywiście się zmienił i na prawdę zależy mu na czymś więcej niż tylko przygodna znajomość na jedną noc.
Wiele znajomych blogerek mocno zachęcało mnie do zapoznania się z tą książką. Wszystkie zgodnie twierdziły, że powieść Cariny Bartsch jest jednym słowem genialna i z całą pewnością mi się spodoba. Nie dowierzałam, ale cóż... miały rację. Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego po tej powieści, dlatego przeżyłam duży szok, gdy w końcu udało mi się z nią zapoznać i dostrzec to wszystko, co tak mocno zachwyciło innych. Oj tak... na tą książkę zdecydowanie trzeba zwrócić uwagę.
Główną bohaterką, z której perspektywy poznajemy całą sytuację jest Emely Winter. To skromna dziewczyna, która cały swój wolny czas stara się przeznaczyć na naukę i pracę. Nie zależy jej na przelotnych związkach, gdyż uważa je jedynie za stratę czasu, a dodatkowe konsekwencje takich rozstań mogłyby przysporzyć jej wiele złego. Sama z resztą nie wieży już w prawdziwą miłość - jest ona dla niej jedynie mitem, który swoje ujście w prawdziwym życiu znajduje jedynie w bardzo nielicznych przypadkach. Emely to bardzo przyjemna postać, która jednak ma wiele uprzedzeń względem przeróżnych sytuacji. Z całą pewnością wielu może to przeszkadzać (mnie samą na samym początku to denerwowało), jednakże z czasem czytelnik dostrzega, dlaczego bohaterka jest taka a nie inna, dlaczego wszystkich trzyma na dystans (szczególnie przedstawicieli płci przeciwnej). Z każdą kolejną stroną jednak widzimy, jak dzięki znajomości z Elyasem i ponownemu budowaniu zaufania względem niego dziewczyna się zmienia. Moim wielkim faworytem jednak, w przypadku Lata koloru wiśni, jest nie kto inny jak sam Elyas, którego po prostu pokochałam. Sama mam ogromną słabość do tych nieco złych fikcyjnych chłopców, dlatego więc nic dziwnego, że Elyas tak bardzo mi się spodobał. Bardzo ciekawiło mnie, jaki jest on tak na prawdę, gdyż Emely cały czas strasznie ko demonizowała przypisując mu same najgorsze cechy, które zapamiętała z dawnych lat.
Sama historia może wydawać się z wierzchu raczej mało interesująca, jednakże dzięki bardzo ciekawemu sposobowi, w jaki została przedstawiona oraz niepowtarzalnemu humorowi przyciąga uwagę nie jednego czytelnika. Myślę, że prócz ciekawych bohaterów, których możemy poznać na kartach Lata koloru wiśni to właśnie ten humor tak bardzo spodobał się zarówno mi, jak i innym dotychczasowym czytelniczkom powieści. Bardzo podobały mi się te wszystkie potyczki słowne pomiędzy Emely i Elyasem, a uwierzcie mi znajdziecie ich tu na prawdę dużo. Rzadko zdarza mi się śmiać podczas czytania jakiejś książki, a ty robiłam to praktycznie cały czas. Dodatkowo ciekawym motywem, który się tu pojawia jest postać Luci - tajemniczego cichego wielbiciela głównej bohaterki, który jako nie liczny z mężczyzn zdaje się doskonale ją rozumieć. Dzięki temu, iż Emely nie poznała go jeszcze osobiście, książce cały czas towarzyszy ta charakterystyczna nutka tajemniczości, która aż prosi się o wyjawienie.
Bardzo spodobał mi się styl Cariny Bartsch. Ci, którzy znają mnie już troszkę lepiej wiedzą, że z reguły sięgam tylko po powieści, amerykańskich bądź brytyjskich pisarzy. Nie robię tego świadomie, tak po prostu jest, a lubię czytać o bohaterach z USA albo Wielkiej Brytanii. Nie wiem, jak to się stało, że nie spostrzegłam, iż zarówno autorka Lata koloru wiśni, jak i jej bohaterowie to Niemcy, a sama akcja powieści dzieje się w Berlinie. Początkowo trudno było mi się przestawić z tego dobrze znanego mi schematu, jednakże Carina Bartsch przedstawiła wszystko w tak przemyślany i ciekawy sposób, że mimo chodem zakochałam się zarówno w jej stylu jak i samem powieści.
Nie ma więc wątpliwości, że Lato koloru wiśni to fantastyczna książka, która zdecydowanie zasłużyła sobie na te wszystkie liczne ochy i achy na swój temat. Jej fabuła jest nad wyraz przemyślana, a bohaterowie doskonale wykreowani. Całość dopełnia bardzo interesujący styl autorki, która z całą pewnością włożyła wiele wysiłku i serca w stworzenie całej tej historii. Sama z wielką niecierpliwością czekam na moment, w którym dane mi będzie zapoznać się z jej kontynuacją - Zimą koloru turkusu, która mam nadzieję, będzie równie wspaniała co jej poprzedniczka. Obok Lata koloru wiśni nie można przejść obojętnie, gdyż byłaby to na prawdę ogromna strata.
Recenzja dostępna również na blogu: http://about-katherine.blogspot.com/2016/02/90-lato-koloru-wisni.html
Do Berlina przeprowadza się najlepsza przyjaciółka Emely. Dziewczyny rozdzieliły się idąc na studia, nie oznacza to jednak, że ich przyjaźń na tym ucierpiała. W końcu jednak ich drogi znów się stykają, a wszystko za sprawą nieudanego związku Alex, która zamiast się...
http://about-katherine.blogspot.com/2015/10/67-zanim-zasne.html
Po ciężkiej nocy pełnej imprezowania i alkoholu Christine budzi się w zupełnie obcym domu i w dodatku z obcym mężczyzną u boku. Myśli jednak, że jest to jej ostatni kochanek i pragnie wyjść z jego domu, zanim ten się obudzi. Gdy jednak udaje się do łazienki zauważa liczne zdjęcia w okolicy umywalki. Kobieta dostrzega na nich kobietę, która powoli zaczyna przypominać jej ją samą. Dowiaduje się z nich, że ów mężczyzna, z którym spała jej mężem kobiety ze zdjęć. Gdy jednak spogląda w lustro dowiaduje się, że to ona właśnie jest tą tajemniczą kobietą - nie jest już dwudziesto siedmiolatką lecz doświadczoną życiowo kobietą po czterdziestce. Wkrótce Christine poznaje prawdę o sobie - tak, ma czterdzieści siedem lat, tak, ma męża Bena, tak to jest jej dom. Bohaterka bowiem była ofiarą tragicznego wypadku samochodowego, poprzez który straciła pamięć oraz zdolność do zapamiętywania nowych zdarzeń. Zapominała wszystko, czego dowiedziała się danego dnia, gdy tylko poszła spać, a wszystkich informacji o jej życiu dostarczaj jej mąż Ben. Po wyjściu męża do pracy, kobieta dostaje tajemniczy telefon od doktora Nasha, który naprowadza ją na tajemniczy dziennik znajdujący się w jej szafie. Podczas czytania Christine odkrywa, że życie, o jakim poinformował ją Ben, niej jest do końca zgodne z prawdą.
Ostatnio bardzo mocno ciągnie mnie do thrillerów, gdzie głównym wątkiem jest tajemnica oraz przemoc pomiędzy rodziną czy partnerami. Dotąd nigdy nie miałam styczności z taką literaturą, jednak muszę przyznać, że coraz bardziej mnie ona interesuje i nakłania do dalszego czytania. Na powieść Zanim zasnę autorstwa S. J. Watson'a trafiłam za sprawą ekranizacji o tym samym tytule, z Nicole Kidman i Colinem Firth'em w rolach głównych. Obiecałam sobie jednak, że tym razem, mimo mojej ogromnej chęci zapoznania się z filmem, najpierw sięgnę po książkę. Nie zapoznałam się jednak z opisem powieści - opierałam się głównie na dość zagadkowym opisie filmu na Filmwebie, tak więc nie miałam bladego pojęcia, co też mogę spotkać na kartach powieści. Teraz, gdy już kilka dni minęło odkąd przeczytałam ostatnią stronę Zanim zasnę, nadal nie mogę wyjść z szoku jaki przeżyłam czytając ją.
Główną bohaterką powieści jest wyżej wspomniana już Christine. Kobieta każdego dnia przeżywa szok związany z faktem, że jej życie jest całkowicie inne od tego, w którym jak myślała żyje. Każdego dnia mąż musi tłumaczyć jej wszystko od nowa, przekonując jednocześnie, że nie jest to żadna głupia historia, tylko najszczersza prawda. Każdego dnia Christine nie może pojąć, jak do tego wszystkiego doszło i jak teraz wygląda jej życie. Większość historii poznajemy dzięki jej zapiskom z pamiętnika. Od początku powieści towarzyszymy jej podczas pierwszego, jak jej się wydaje czytania dziennika, i razem z nią poznajemy całą prawdę - nie tylko tą, którą obdarowuje ją Ben, lecz również to, czego sama zdążyła się już dowiedzieć. Bardzo mi się to spodobało, gdyż czytając zapiski Christine czułam się, jakbym była nią i sama poznawała prawdę o swoim życiu. Dowiadujemy się, że jest wiele ważnych szczegółów, które mąż każdego dnia pomija opowiadając jej całą historię, a które z czasem pomagały jej w samodzielnemu odzyskiwaniu zagubionych wspomnień. Poznajemy prawdę o jej małżeństwie, o jej synu, o przyjaciółce, wypadku i zdradzie. Wszystkie te wątki po kolei tworzyły nam pewien właściwy obraz życia bohaterki - zdecydowanie różniący się od tego o jakim informował ją Ben. Z każdą kolejną stroną jesteśmy bliżsi poznania prawdy, by w końcu dowiedzieć się, że to co już powoli uważaliśmy za właściwe i prawdziwe w cale takie nie jest.
Ogromnym plusem jest tutaj końcówka powieści, gdzie w końcu wszystko wychodzi na jaw. Już dawno nie przeżyłam takiego zaskoczenia czytając tą powieść. Mój mózg nieźle się napracował próbując rozwikłać całą tą sytuację, a tu nagle..... koniec.... wszystko, czego się do tej pory dowiedziałam nie jest prawdziwe. Jak dla mnie MISTRZOSTWO!
Styl autora jest przemyślany i dopracowany w najdrobniejszym szczególe. S.J. Watson świetnie poradził sobie z wykreowaniem takiej niesamowitej historii. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie - była to dla mnie bardzo miła odskocznia od wszystkich tych zwyczajnych historii, z którymi ostatnio miałam do czynienia. Jestem więc pod wielkim wrażeniem twórczości autora Zanim zasnę i mam wielką nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała przyjemność zapoznać się z inną jego twórczością - puki co, nie wiem czy szybko to będzie miało miejsce.
Zanim zasnę S. J. Watson'a to na prawdę kawał dobrej powieści, na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę. To powieść, przy której trzeba trochę pogłówkować, tak więc myślę, że stanie się wspaniałą odskocznią dla kogoś, kto tak jak ja na co dzień gustuje raczej w romansach i powieściach New Adult. Książkę idealnie czyta się podczas tych jesiennych, pochmurnych dni, które coraz częściej zaczynają towarzyszyć nam każdego dnia. Dzięki temu historia ta nabierze jeszcze lepszego dreszczowego klimatu, który tylko jeszcze bardziej pomoże nam zagłębić się w czytaniu. Ja z całą pewnością nie żałuję, że sięgnęłam po tą powieść i myślę, że jeszcze kiedyś chętnie do niej powrócę. Teraz już tylko czekam na moment, w którym będę mogła zapoznać się z jej ekranizacją - bardzo wiele od niej oczekuję i mam nadzieję, że się nie zawiodę.
http://about-katherine.blogspot.com/2015/10/67-zanim-zasne.html
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo ciężkiej nocy pełnej imprezowania i alkoholu Christine budzi się w zupełnie obcym domu i w dodatku z obcym mężczyzną u boku. Myśli jednak, że jest to jej ostatni kochanek i pragnie wyjść z jego domu, zanim ten się obudzi. Gdy jednak udaje się do łazienki zauważa liczne zdjęcia w okolicy umywalki. Kobieta...