Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: ,

O czym myśli psisko, spędzające całe swoje życie na ulicy? Czy pies, który walczy o każdy kęs jedzenia z innymi zwierzętami zajmuje się w ogóle innymi sprawami? A może na podstawie ludzkiego wyglądu jest w stanie obliczyć szanse na potencjalny, wyżebrany smakołyk...?

A może jest tylko psie serce, ufne, że kolejny człowiek nie kopnie go w odpowiedzi na nieśmiałe zbliżenie się?

Szarik, nasz główny - psi - bohater nie zna innego życia niż to, jakie toczy się na ulicy. Jego codzienność składa się ze zdobywania pokarmu i unikania kłopotów. Niestety, nie dość, że wraz z przybyciem zimy coraz trudniej o ciepły kąt (nawet bramy nie wydają się już takie atrakcyjne, odkąd futro sztywnieje od mrozu), to w dodatku chcący odstraszyć Szarika spod drzwi kucharz oblał go wrzątkiem. Efekt: głębokie poparzenia, zero nadziei na przetrwanie najbliższych dni. Lecz wtedy pojawia się on, prawdziwy dżentelmen - wybawiciel. I choć Szarik nie spodziewa się niczego więcej jak drobnej jałmużny od tego eleganckiego pana, to ku swojemu zdziwieniu zostaje zabrany do domu. Prawdziwego, ciepłego i pełnego jedzenia. Czegóż chcieć więcej?

Szarik nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że jego wybawicielem jest profesor Filip Filipowicz Preobrażeński - wybitny chirurg, obecnie eksperymentujący z odmładzaniem ludzkiego organizmu. To on już wkrótce przewróci pieskie życie jeszcze raz do góry nogami.

Cóż, na początek powiem jedno - na pewno nie takiej historii się spodziewałam. Patrząc na "zwierzęcy" tytuł z góry założyłam, że będzie to historia łamiąca serce i wyciskająca łzy. Czy tak było? Nie, zupełnie nie - było groteskowo, śmiesznie, ale na pewno nie łzawo. No, może na początku... z drugiej strony wiem, na co literacko "stać" Bułhakowa, więc jak mogłam go posądzić o wyciskacz łez? No cóż... ale do rzeczy.

Wyobrażaliście sobie kiedykolwiek jaka istota powstanie z połączenia człowieka i zwierzęcia? W tym przypadku zestawienie jest o tyle ciekawe, że Szarik otrzymuje ludzki mózg. I to jest właśnie idealny przepis na to, jak z łatwością popsuć niewinne zwierzę. Szarik bardzo szybko bowiem przeobraża się w człowieka - jego ciało zaczyna się zmieniać, dostosowywać do narządu, który nim steruje. Ale nie to jest najgorsze: równie szybko zaczyna "uczyć się" ludzkich zachowań, w znaczącej większości tych, które uznalibyśmy za negatywne. Czy więc z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że eksperyment się udał?

Książka jest niewielka, jeżeli chodzi o jej objętość, acz ogromna dzięki zawartej w niej historii. Nie powiem, żeby przemiana Szarika w istotę zbliżoną do człowieka pod względem zachowania mnie zaszokowała; jak wiadomo, najłatwiej uczymy się tego, co złe. Bardziej nurtowała mnie kwestia sumienia profesora Preobrażeńskiego, który z jednej strony ocalił czyjeś życie, a z drugiej zmienił ją poniekąd w karykaturę - ni człowieka, ni zwierzęcia. Bez zgody samego zainteresowanego, dodajmy (choć ciężko ją uzyskać od psa, dodajmy). W tym wszystkim najbardziej szkoda mi było Szarika. Chciał tylko pełnego brzucha i ciepłego kaloryfera, a otrzymał zupełnie mu zbędny ludzki mózg, który zamienił go w ... coś. Wyszło z tej operacji więcej kłopotów niż pożytku, a wina i tak w większości spadła na niego.

Uważam, że "Psie serce" to tego rodzaju lektura, którą warto znać. Ukazuje różne perspektywy, czasem podwójną moralność, a przy tym potrafi też zaskoczyć. Może nawet trochę zniesmaczyć? W każdym razie na pewno nie zajmie Wam więcej niż jeden wieczór. Polecam!

O czym myśli psisko, spędzające całe swoje życie na ulicy? Czy pies, który walczy o każdy kęs jedzenia z innymi zwierzętami zajmuje się w ogóle innymi sprawami? A może na podstawie ludzkiego wyglądu jest w stanie obliczyć szanse na potencjalny, wyżebrany smakołyk...?

A może jest tylko psie serce, ufne, że kolejny człowiek nie kopnie go w odpowiedzi na nieśmiałe zbliżenie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Czy wierzysz, że sam/ sama panujesz nad swoim losem? A co, jeżeli otaczająca Cię rzeczywistość to jedynie ułuda, a Ty tkwisz zamknięty/ zamknięta za kratami, z których istnienia nie zdawałeś/łaś sobie dotychczas sprawy... ? Będziesz walczyć, czy pozostaniesz przy tym, co już znasz?

Hjalkon, nie bacząc na żadne niebezpieczeństwa, chce ruszyć przed siebie, by poznać świat znajdujący się poza Mgławicami. Nieliczni bowiem snują opowieści, jakoby można było przekroczyć niezdobyte dotąd granice. I jeżeli ktokolwiek mógłby to zrobić, to właśnie on. Lecz droga ku celowi jest niezwykle niebezpieczna i kręta, a miejscami skropiona krwią. Do tego dochodzi również rozkaz, który ma wypełnić.

Czy odważysz się towarzyszyć Hjalkonowi... ?

Po raz pierwszy od bardzo dawna zabieram się po raz wtóry do napisania recenzji. A w głowie wciąż mam pustkę. Miesiąc po lekturze nie pamiętam już prawie nic związanego z fabułą, a jedynie poczucie, jakie towarzyszyło mi podczas jej czytania - że nigdy nie dotrę do końca, prędzej zwątpię i zostawię tę historię niedokończoną. Tak się jednak nie stało. Wrona z Madenfal rzuciła mi się w oczy już gdzieś na Facebook'owych grupach, gdzie wiele osób rozpisywało się o niej bardzo pozytywnie. Mroczna fantastyka, wojownicy, rozlew krwi - dla mnie brzmi to jak przepis na udaną historię. Szczególnie, że została przyrównana do serii o Wiedźminie. Cóż... nie do końca mogę się z tym zgodzić.

Zacznijmy od jednego z podstawowych składników każdej lektury, czyli bohaterów. Ich mnogość, a także brak jakichkolwiek wyróżniających ich cech sprawiła, że zlewają się w jedno. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie napisać Wam, kto jest kim, gdzie i po co zmierza. Liczne rozwleczone dialogi/ monologi sprawiają, że postać jako taka ginie w gąszczu słów, zaś Czytelnik wychodzi z tej potyczki cały, aczkolwiek nieźle zmęczony. Jak łatwo więc wywnioskować, w przypadku Wrony z Madenfal nie mam żadnych faworytów ani też postaci, których bym nie lubiła. Zlewają się dla mnie w jedno.

Mroczna atmosfera? Tak, da się ją wyczuć. Jednak wydaje mi się, że i ona ucierpiała przez zbyt duże skupienie się na życiu wewnętrznym bohaterów. Tęskniłam za szczegółowymi, może nawet rozwlekłymi opisami stworzonego przez Autora świata, dzięki którym mogłabym ów mrok poczuć na własnej skórze, wczuć się w atmosferę miejsca. Niestety.

Tej książki nie da się czytać nieuważnie. Za szczątkowe informacje, które ze mną zostały, mogłabym winić siebie, gdyby nie fakt, iż poświęciłam się tej pozycji bez reszty. Cała moja uwaga była skupiona tylko na niej, a i tak czytałam ją dłużej niż jakąkolwiek inną pozycję o takich gabarytach. Myślę, że sporą robotę zrobił tutaj styl Autora, a także -momentami- wręcz poetycki język. Przy tym zdarzało się również Autorowi wtrącenie całkiem współczesnego słowa, co nieco burzyło nastrój chwili.

Podsumowując, raczej wstrzymam się przed sięgnięciem po kontynuację.

Czy wierzysz, że sam/ sama panujesz nad swoim losem? A co, jeżeli otaczająca Cię rzeczywistość to jedynie ułuda, a Ty tkwisz zamknięty/ zamknięta za kratami, z których istnienia nie zdawałeś/łaś sobie dotychczas sprawy... ? Będziesz walczyć, czy pozostaniesz przy tym, co już znasz?

Hjalkon, nie bacząc na żadne niebezpieczeństwa, chce ruszyć przed siebie, by poznać świat...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Wrocław, 1963 rok; mieszkańcy z utęsknieniem wyczekiwali momentu, w którym wszelkie kąpieliska zostaną wreszcie otwarte. Nic dziwnego - upał coraz bardziej dawał się im we znaki, a i atmosfera delikatnego rozleniwienia coraz bardziej podkreślała fakt, iż zbliża się lato. Nikt nie spodziewał się, że Los ma dla społeczeństwa okrutną niespodziankę, która zmusi ich do drżenia o życie swoje i swoich bliskich.

Mimo optymistycznej aury pogodowej doktor Alicja Surowiec ma myśli zaprzątnięte nie do końca pozytywnymi sprawami. Jej mąż namawia ją na przeprowadzkę do innego miasta, czemu kobieta wciąż się opiera - sama dopiero co otrzymała awans na szefową wrocławskiego szpitala epidemiologicznego. Nie chce porzucać miejsca, w którym czuje się dobrze, ale z drugiej strony wie, że oddalili się od siebie z Zygmuntem i może mieć to znaczący wpływ na ich małżeństwo. Kobieta nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że już wkrótce Los zabawi się jej kosztem...

Kilka lat temu miałam okazję przeczytać inną książkę pani Katarzyny. I ta historia sprawiła, że jej nazwisko zapadło mi w pamięć. Choć początkowo wydawało mi się, że wydarzenia toczące się w książce nie będą do mnie przemawiały, to stało się zupełnie inaczej. Autorka (a raczej jej pióro i pomysł na fabułę) totalnie mnie oczarowały. I tamtym razem, i tym.

Czarna ospa. Brzmi nieco jak żart, prawda? W końcu jakim cudem ta choroba mogłaby się pojawić z 1963 roku, skoro kojarzona jest z odległymi czasami? Czasami, gdy medycyna zaledwie raczkowała, a poziom higieny wśród społeczeństwa był bardzo niski albo w ogóle nie istniał? No właśnie. Dlatego też początkowo, po kilku pierwszych przypadkach zachorowań lekarze błądzili trochę jak we mgle; szczególnie, że jeden pacjent wykazywał łagodne objawy i wrócił do zdrowia, drugi z kolei zmarł w cierpieniu. Diagnoza, jakoby we Wrocławiu rozprzestrzeniała się czarna ospa, była wręcz nie do pomyślenia. A jednak.

Historia wciągająca od pierwszych stron. Od początku czytelnik czuje się jak uczestnik wydarzeń, śledzimy przebieg epidemii, stając ramię w ramię z lekarzami i pomagającymi im pielęgniarkami. Oczywiście dobry pomysł na fabułę to zaledwie połowa sukcesu, bowiem równie duże znaczenie ma styl pisarski autora/ autorki (a w tym przypadku już wiemy, że jest jak najbardziej na plus), a także bohaterowie. Tutaj również nie mam nic do zarzucenia. Są prawdziwi, wypełnieni realnymi emocjami - strachem, miłością, tęsknotą za normalnym życiem. Są jak ja i Ty. Dlatego też nie dziwi fakt, że nawet w tak trudnym czasie ludzi ciągnęło do siebie i wśród tak wielu tragedii niektórzy odnaleźli szczęście.

Jestem zachwycona. Prawdziwa, emocjonująca lektur, na jaką czekałam od dawna. Polecam!

Wrocław, 1963 rok; mieszkańcy z utęsknieniem wyczekiwali momentu, w którym wszelkie kąpieliska zostaną wreszcie otwarte. Nic dziwnego - upał coraz bardziej dawał się im we znaki, a i atmosfera delikatnego rozleniwienia coraz bardziej podkreślała fakt, iż zbliża się lato. Nikt nie spodziewał się, że Los ma dla społeczeństwa okrutną niespodziankę, która zmusi ich do drżenia...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Powiadają, że zrozumieć serce kobiety - to dopiero sztuka! Że płeć piękna, te wiotkie i eteryczne istoty, które za wszelką cenę należy chronić przed złem tego świata... że one właśnie potrafią zaprowadzić rozkochanego w nich mężczyznę na skraj miłosnej przepaści. A następnie zmienić zdanie i pozostawić go tam, drżącego, na "emocjonalną śmierć". Ach, kobiety!

Sylvia Yule, choć dziewiętnastoletnia, dotychczas nie zaznała słodkości prawdziwego uczucia; jak sama mawiała, potrzebowała przyjaciela, nie zaś kochanka. Gdy poznaje przyjaciół swojego brata, Moor'a i Warwick'a, początkowo nie zmienia stanowiska. Dopiero po jakimś czasie czuje, że coś znaczącego uległo zmianie, a jeden z mężczyzn stał się jej bliższy niż do tej pory... czy jednak i on odwzajemnia uczucie?

Nazwisko autorki pewnie nie jest Wam obce, bowiem to właśnie ona stoi za "Małymi kobietkami". Mój romans z jej twórczością rozpoczął się właśnie od wposmnianej powieści, a jako że pani Alcott zawiera w swoich książkach wiele mądrości, to nasza "relacja" trwa nadal. I ma się całkiem dobrze.

Sylvia nie szukała miłości, lecz ona znalazła ją - i to w podwójnej postaci. Szczerze powiedziawszy współczułam naszej młodej bohaterce. Przecież ta niespełna dziewiętnastoletnia dziewczyna po raz pierwszy mogła zakosztować tego, czym zachwycał się ówczesny świat i od razu musiała wpaść w kłopoty. Bo kochać dwóch i nie móc się zdecydować - to prawdziwy problem. Współcześnie również, choć chyba nie aż w takiej skali. Obecnie bowiem nie musimy wychodzić za pierwszego mężczyznę, który przypadnie nam do gustu - w tym temacie mamy bardzo dużo swobody. Sylvia była o wiele za młoda na pewne decyzje, niepewna, która ścieżka poczyni mniej szkód. Nie miała żadnych doświadczeń damsko - męskich, a już stanęła przed poważnymi wyborami.

Zaskakująco czyta się o tym, jak wyglądały rozstania czy rozwody w czasach, gdy pani Alcott tworzyła historię Sylvii. Wiadomo, celem i właściwie jedynym obowiązkiem wciąż było wyjście za mąż, urodzenie dzieci i prowadzenie gospodarstwa domowego. Jej wolność wciąż tkwiła w czyichś rękach - najpierw rodziców, później męża. Nie wyobrażam sobie, że ktoś decyduje za mnie, gdzie wolno mi pójść i co robić, jak się ubierać czy z kim rozmawiać. Już nie wspominając o tym, kogo wolno mi kochać. I że odnośnie tego mogę zmienić zdanie, bo ludzką rzeczą jest zmienność. To przerażające, że ludzie w tamtych czasach tkwili w często nieszczęśliwych małżeństwach, gdyż rozwód równał się wzięciu na języki i ogólnemu potępieniu. W Nastrojach widać już jednak drobne zmiany w świadomości społeczeństwa, a raczej jednostki, które postanowiły żyć po swojemu.

Było mi bardzo szkoda naszej głównej bohaterki; tego, że nie miała matki, która wspierałaby ją radami odnośnie mężczyzn i zamążpójścia. Mimo tego, że jej starsza siostra Prue starała się być jej jak najbardziej pomocną, to akurat w kwestiach damsko - męskich nie była specjalistką. Niepewność co do swoich uczuć, a tym samym kolejnych kroków sprawiła, iż zmienne nastroje naszej głównej bohaterki nieustannie ją dręczyły.

Nastroje autorstwa Louisy May Alcott to książka, która skłania do refleksji nad relacjami damsko - męskimi. Pokazuje, że brak dbałości o własne emocje może doprowadzić człowieka na skraj. Współcześnie, gdy tak wiele bodźców ma na nas wpływ każdego dnia, musimy dbać o siebie podwójnie. I niech ta książka nam o tym przypomina.

Powiadają, że zrozumieć serce kobiety - to dopiero sztuka! Że płeć piękna, te wiotkie i eteryczne istoty, które za wszelką cenę należy chronić przed złem tego świata... że one właśnie potrafią zaprowadzić rozkochanego w nich mężczyznę na skraj miłosnej przepaści. A następnie zmienić zdanie i pozostawić go tam, drżącego, na "emocjonalną śmierć". Ach, kobiety!

Sylvia Yule,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Komisarz Kornel Rostocki nie po raz pierwszy w swojej karierze widzi zwłoki, jednak bardzo rzadko trafia na tak zbezczeszczone ciało. Choć śledczym trudno w to uwierzyć, to wszystko wskazuje na to, iż denatka... pogryzła swoje ręce, bardzo głęboko zresztą. Początkowo policja nie ma żadnych tropów ani powiązań, nie wspominając już o potencjalnym podejrzanym. A ciał przybywa...

W nieco innym zakątku miasta profesor Teresa Levy przekopuje się przez zapasy Biblioteki Jagiellońskiej w poszukiwaniu materiałów niezbędnych jej do napisania artykułu. W jednej z książek jednak znajduje listy sprzed ponad wieku, w których autorka wzywa pomocy. Teresa jeszcze nie wie, że znalezisko - chociaż z dawnych lat - ma związek z tym, co obecnie dzieje się w jej mieście. Odpowiedzi na liczne pytania może przynieść połączenie sił z Kornelem Rostockim, prywatnie jej sąsiadem.

Czy ta dwójka ma szansę dopaść mordercę nim będzie za późno... ?

Wiecie, chyba najwięcej "tajemnicy" mają w sobie książki autorów debiutujących bądź tych mniej popularnych, na których natrafiamy przypadkiem. Nie znamy bowiem ich stylu pisania, nie wiemy, czym mogą nas zaskoczyć. Ponadto odkrycie swojej nowej literackiej perełki to też całkiem przyjemne uczucie, prawda? Nie mogę co prawda powiedzieć, żebym dostała podczas lektury palpitacji serca z ekscytacji, jednak nazwisko naszej autorki na pewno od tej pory będzie zwracało moją uwagę.

Zbrodnia, która miała swój początek wiele lat temu.

Dziedzictwo, którego nikt nie chciał nosić na swoich barkach.

Niebezpieczeństwo.

Dwoje głównych bohaterów, na pozór z dwóch kompletnie odrębnych światów, którzy nieoczekiwanie muszą połączyć siły, by dorwać sprawcę. Motyw tajemniczych listów odnalezionych przez Teresę Levy bardzo mnie zainteresował. Zastanawiałam się, czy nadawczyni chorowała na jakąś chorobę psychiczną i owe listy były tego efektem czy może ktoś naprawdę dybał na jej życie? Takie sprawy sprzed lat, którymi nikt się wówczas nie zainteresował (bo też zapewne nie było odpowiednich przesłanek ku temu), niezwykle intrygują. Szczególnie te, które w mniejszym lub większym stopniu mają wpływ na współczesność.

Moim zdaniem pani Sol miała świetny pomysł na fabułę, pomijając już nawet wspomniany wcześniej wątek listów. Autokanibalizm nie jest raczej motywem, który często przewija się w literaturze - szczególnie związany z historycznymi wydarzeniami, o których dziś może pamiętać już niewielu. Do tego dochodzi pewna rodzinna tajemnica i mamy przepis na ciekawą lekturę. Nie można się przy niej nudzić, bo choć ma niecałe trzysta stron, to dzieje się tam naprawdę dużo - z drugiej strony autorka znalazła złoty środek, dzięki czemu nie przesadziła z akcją, tym samym męcząc czytelnika. Wszystko zostało stworzone w odpowiednich "proporcjach".

Co do bohaterów - w pewnych momentach irytował mnie komisarz, jednak były to dość krótkie przebłyski i najczęściej związane z jego prywatnymi upodobaniami, jeżeli mogę to tak nazwać. Nie wpływało to jednak na ogólny odbiór książki.

Zakończenie mnie zaskoczyło, głównie dlatego, że nie mogłam obstawić winnego. I ostatecznie nie spodziewałam się tego, co nadeszło...

Cóż więcej mogę dodać? Warto poznać książkę pani Idy Sol, gdyż wyszła jej bardzo dobrze. Z chęcią zapoznam się z kolejną.

Komisarz Kornel Rostocki nie po raz pierwszy w swojej karierze widzi zwłoki, jednak bardzo rzadko trafia na tak zbezczeszczone ciało. Choć śledczym trudno w to uwierzyć, to wszystko wskazuje na to, iż denatka... pogryzła swoje ręce, bardzo głęboko zresztą. Początkowo policja nie ma żadnych tropów ani powiązań, nie wspominając już o potencjalnym podejrzanym. A ciał...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Gabriel od trzech lat mieszka w chacie pośrodku lasu, ukryty przed ludźmi. Po tragedii, jaka go dotknęła, nie planuje wracać do poprzedniego życia. Tutaj czuje się bezpiecznie, a jedynymi towarzyszami w codzienności są zwierzęta. I Oskar, właściciel chaty, do którego Gabriel dzwoni w najmroczniejszych dla niego chwilach. I chociaż zbliżają się święta, nasz główny bohater nie planuje żadnego odstępstwa od normy - spędzi te dni pośród znajomych czterech ścian, w samotności. Jednak Los lubi płatać figle, mniej lub bardziej zabawne. I tak oto Gabriel znajduje Liwię, błąkającą się od kilku dni w lesie dziewczynę, do której od razu pała niechęcią. Nie lubi, gdy jego samotnia zamienia się w miejsce wypełnione ludźmi. Mimo to kierowany ludzkim odruchem zanosi na wpół zamarzniętą kobietę do chaty i tam rozpoczyna walkę o jej życie. Nieoczekiwanie jego samotnia zapełnia się ludźmi... pytanie tylko, czy Gabrielowi rzeczywiście przeszkadza taka zmiana.

Pani Katarzyna Michalak jest jedną z najbardziej znanych polskich autorek powieści obyczajowych. Nawet ja miałam kilkakrotnie okazję zapoznać się z jej literackimi utworami i wciąż co jakiś czas sprawdzam, czy nie zapłonę nagłym uczuciem do jej twórczości. Cóż... bywa różnie.

Szczęście pisane marzeniem to lektura typowo świąteczna, pisana prawdopodobnie z myślą o tym, że święta to magiczny czas, gdy dzieje się tylko to, co dobre. Tak też jest w przypadku grupki naszej trójki bohaterów, do których po bardzo krótkim czasie dołącza kolejna osoba - Aniela, również kobieta w potrzebie.

Powiem tak... najnowsza powieść pani Michalak ma nieco ponad trzysta stron, a dzieje się tam tyle, że nie spodziewalibyście się tylu historii w najgrubszej nawet książce. Nie zdziwcie się, jeżeli natraficie na gangsterskie historie, dużo śmierci i agresywnych partnerów. I oczywiście na "nienawiść", która bardzo szybko przeobraża się w coś innego.

Szczerze mówiąc uważam, że ta książka została napisana na szybko tylko po to, by zdążyć ją wydać przed świętami. To już nawet nie jest bajkowa powieść, w której czytelnik ma możliwość wczuć się w emocje bohaterów, a nadchodzące święta w jakiś sposób łagodzą intensywność problemów. Nie. Tu po pierwsze każdy bohater/bohaterka jest niezwykle przystojny/ piękna lub bogaty/bogata, ale żeby nie było za łatwo, każdy z nich boryka się z jakąś tragedią. Każdy. I to nie są problemy, które może rozwiązać sympatyczny uśmiech, tylko problemy przed duże "P". Jak już wspomniałam - gangsterzy, etc. Nie ma tutaj nic, co byłoby chociaż w najmniejszym procencie wiarygodne. No, może chata pośrodku lasu.

Chociaż fanką świąt nie jestem, to mimo tego lubię w tym okresie sięgnąć po książkę w jakiś sposób do nich nawiązującą. Często trafiałam na takie, które potrafiły wzbudzić we mnie dużo emocji, w jakimś stopniu obdarowując mnie entuzjazmem przed spotkaniem z bliskimi. Szczęście pisane marzeniem to jednak nawet dla mnie duży zawód. Chaos, nierealne historie "z życia wzięte" (a raczej ich wielość) i to wszystko upchane w paczuszkę, obwiązaną wstążką z napisem "magiczny czas świąt". No nie. Po prostu... nie. A wystarczyło skupić się np. na dwóch historiach, lepiej je rozwinąć... jak to mówią: ilość nie znaczy jakość.

Cóż mogę rzec? Dla mnie jest to chyba najgorsza książka autorstwa pani Michalak, jaką zdarzyło mi się przeczytać. Decyzję o tym, czy sięgniecie, zostawiam Wam.

Gabriel od trzech lat mieszka w chacie pośrodku lasu, ukryty przed ludźmi. Po tragedii, jaka go dotknęła, nie planuje wracać do poprzedniego życia. Tutaj czuje się bezpiecznie, a jedynymi towarzyszami w codzienności są zwierzęta. I Oskar, właściciel chaty, do którego Gabriel dzwoni w najmroczniejszych dla niego chwilach. I chociaż zbliżają się święta, nasz główny bohater...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Gdy młodziutka Sylvia Beach po raz pierwszy pojawiła się w Paryżu, od razu poczuła, że to właśnie jej miasto. Szczególnie oczarowały ją wąskie uliczki, liczne kawiarnie i... pewna księgarnia, prowadzona przez niezwykle magnetyczną Francuzkę. Tam też postanowiła spełnić swoje marzenia o otworzeniu księgarni, w której każdy miłośnik literatury znajdzie coś dla siebie. Z pomocą nowych przyjaciółek powołuje do życia Shakespeare and Company, księgarnię anglojęzyczną. Nowe miejsce na mapie Paryża, a do tego tak oryginalne szybko przyciąga zainteresowanych. Zaś atmosfera tego miejsca sprawia, że chcą zostać na dłużej...

I tak Sylvia poznaje wielu autorów, którzy z biegiem czasu stają się coraz popularniejsi. Dla jednego z nich - James Joyce - jest w stanie postawić na szali wszystko to, na co zapracowała własnymi rękami. Tylko dlatego, by jego odrzucana i cenzurowana powieść mogła ujrzeć światło dzienne. Czyż nie ma większego wyrazu miłości Czytelnika dla Autora... ?

Sięgając po Księgarnię w Paryżu wiedziałam, iż jest to pozycja, w której prawda miesza się z fikcją. Tym bardziej byłam ciekawa, jaką historię zaserwuje nam autorka. Z jednej strony ktoś, kto bardzo rzadko sięga po powieści historyczne mógłby szybko się znudzić, lecz z drugiej... skoro to opowieść o księgarni, to jak mól książkowy mógłby tę lekturę odrzucić?

Jeżeli zastanawiacie się, czy podołacie powieści historycznej, to w tym przypadku nie musicie się martwić - nie ma tutaj długich wykładów, wśród których można się z łatwością zgubić. Całość jest opisana bardzo zgrabnie, a elementy historyczne zostały umiejętnie wplecione w fabułę. Tak więc podczas lektury czujecie się tak, jakbyście w dłoniach trzymali powieść obyczajową, w której bohaterami są znani Wam autorzy.

Wydawałoby się, że historia o losach księgarni nie może być nie wiadomo jak emocjonująca - a jednak! Jak już wspomniałam, Sylvia postanowiła wydać napiętnowaną przez tłum powieść Jamesa Joyce'a. Trochę było w tym prywaty, bowiem autor należał do grona jej ulubionych twórców. Opis trudów, jakie czyhały na młodą kobietę od samego początku był niezwykle dokładny, dzięki czemu z łatwością mogliśmy się wczuć w jej sytuację. I można by pomyśleć, że tylko na polu wydawca - społeczeństwo będzie musiała walczyć jak lwica; nic bardziej mylnego. Momentami było mi jej naprawdę żal, a przy tym bardzo podziwiałam ją za upór oraz odwagę w tym, czego się podjęła.

Co ważne, Księgarnia w Paryżu nie tylko opis procesu otwierania, prowadzenia czy innych aspektów związanych z własnym miejscem. Książka porusza również trudny temat kobiety i jej roli w świecie. Pamiętajmy bowiem, że akcja toczy się w 1919 roku. I choć wydawałoby się, że Paryż nie jest miejscem, w którym piętnuje się odmienność, to w rzeczywistości rzecz miała się zgoła inaczej. Kobieta podejmująca się jakiegoś bardziej skomplikowanego zadania (w którym mężczyzna miałby prawdopodobnie całkowite poparcie), musiała borykać się z odrzuceniem i wieloma problemami, czasem też z "braniem na języki", a tym samym swoistym piętnowaniem przez tłum. Z tego też powodu Sylvia walcząca o powieść Jamesa Joyce'a nie miała łatwej drogi do sukcesu. Wszystko, co osiągnęła, wydarła własnymi dłońmi.

Bardzo polecam tę książkę. Jest to lektura ciekawa, wciągająca, a przy tym oddająca realia tamtych czasów. Możemy z niej wyciągnąć naprawdę wiele. Czas z nią spędzony należał do jednego z lepszych.

Gdy młodziutka Sylvia Beach po raz pierwszy pojawiła się w Paryżu, od razu poczuła, że to właśnie jej miasto. Szczególnie oczarowały ją wąskie uliczki, liczne kawiarnie i... pewna księgarnia, prowadzona przez niezwykle magnetyczną Francuzkę. Tam też postanowiła spełnić swoje marzenia o otworzeniu księgarni, w której każdy miłośnik literatury znajdzie coś dla siebie. Z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Magda od zawsze czuła, że stworzona jest do czegoś większego; że nie dla niej siedzenie za ladą w sklepie mięsnym ojca. Dlatego też -wbrew jego woli- potajemnie uczęszczała na wszelakie, artystyczne kursy. Bo i predyspozycje miała odpowiednie - piękna postawa, naturalnie rude włosy, urocza twarz. Wiedziała jednak, że jeżeli zdecyduje się na pójście tą ścieżką, nie będzie miała powrotu do rodzinnego domu. Szczególnie, że jej przyszłość została już zaplanowana przez głowę rodziny: ślub z bogatym mężczyzną i poświęcenie się życiu rodzinnemu. Jak każda inna kobieta.

Magda chce jednak czegoś więcej. Chce brać życie garściami, pojawiać się w restauracjach i prowadzić ciekawe rozmowy. Chce być podziwiana przez tłum, który doceni jej grę aktorską. Dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, postanowiła porzucić to, co znajome, by rzucić się w wir teatralnego życia.

Nic nie jest jednak tak łatwe, jak mogłoby się wydawać na początku...

Ostatnio mam fazę czytelniczą na historie nieco starsze. Nic więc dziwnego, że coraz częściej przewija się wśrod nich twórczość pana Dołęgi - Mostowicza. Nie będzie też nowością to, co teraz napiszę - wciąż w jakimś stopniu zaskakuje mnie to, jak wówczas wyglądała codzienność kobiet. A raczej fakt, że nie mogły decydować o sobie w pełni.

Magda była buntowniczką, w przeciwieństwie do jej starszej siostry. Nie dla niej spokojna posadka za ladą sklepu i małżeństwo z mężczyzną, który nijak na nią nie działa. Teatr to było to, o czym marzyła w skrytości ducha. Jednak wychowanie pod skrzydłami ojca nie nauczyło jej jednego: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Świat bywa okrutny, szczególnie dla kogoś, kto nie jest go nauczony. Praca w teatrze to nie tylko piękne stroje oraz uwielbienie tłumów, lecz również (jak się okazało) głodowe wypłaty, stres i układy. Bardzo łatwo pójść na dno...

Już wcześniej wiedziałam, że w tamtych czasach aktorki stawiane były na równi z prostytutkami; uważano bowiem, że i one sprzedają swe ciała, gdyż nie każda miała predyspozycje, by zapracować na miano prawdziwej, szanowanej gwiazdy. Jak już wspomniałam, zazwyczaj występowanie na łamach teatru wiązało się z raczej niskimi wypłatami, a uzyskanie ważniejszej roli było możliwe dopiero po nawiązaniu kontaktu towarzyskiego z kimś wpływowym. Co tylko podkreśla fakt, iż płci piękniejszej nigdy nie było łatwo.

Co do naszej głównej bohaterki, podziwiam ją za hart ducha. Mimo trudów nowej codzienności wciąż trzymała się wpojonych zasad moralnych, starając się nie uczestniczyć w teatralnych intrygach. Było ciężko, a jakże. I było wiele chwil zwątpienia. Ale mimo tego Nieczajówna miała tę wewnętrzną siłę, która nieustannie pchała ją do przodu. Dziewczyna wierzyła, że czeka na nią lepsze jutro. Oczywiście, że jej fantazje o nowym życiu bardzo szybko zderzyły się z rzeczywistością, jednak nie poddała się.

Złotą maskę czyta się bardzo szybko, głównie dlatego, że czytelnik stara się nadążyć za główną bohaterką. Poza tym sam pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy, ukazuje bowiem cienie i blaski teatralnego życia. Aż ciekawa jestem, jak potoczyło się dalej życie Magdy. Mam nadzieję, że odpowiedź czeka na nas w tomie drugim.

Magda od zawsze czuła, że stworzona jest do czegoś większego; że nie dla niej siedzenie za ladą w sklepie mięsnym ojca. Dlatego też -wbrew jego woli- potajemnie uczęszczała na wszelakie, artystyczne kursy. Bo i predyspozycje miała odpowiednie - piękna postawa, naturalnie rude włosy, urocza twarz. Wiedziała jednak, że jeżeli zdecyduje się na pójście tą ścieżką, nie będzie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Kobiecie nie wypada nosić spodni. Nie wypada także przebywać samotnie (i zbyt długo!) w towarzystwie mężczyzn. Źle widziane jest również zachowywanie się "nie po kobiecemu", niechęć do zamążpójścia, prowadzenia domu. Pragnienie zdobywania wiedzy także jest nieodpowiednie. Pani Taida żyje po części na przekór owym zakazom. Wiele lat temu, gdy zmarł jej mąż, zostawiając ją samą z dwójką dzieci, nie miała innego wyboru jak wziąć się za siebie i prowadzić gospodarstwo, które stanowiło cały jej dobytek. I choć wielu było to nie w smak, ona nic sobie z tego nie robiła, mając na uwadze wyłącznie dobro swoich synów. Gdy chłopcy przeobrazili się w mężczyzn, liczyła na ich wsparcie - jeden miał pozostać z nią, by pomóc przy coraz liczniejszych pracach, drugi z kolei miał się ożenić. Przeznaczenia nia da się jednak oszukać, nie da się także z góry zaplanować czyjejś przyszłości. Tak oto pani Taida rozpoczęła poszukiwania kobiety, która zamieszka w jej domostwie i pomoże w zarządzaniu licznymi sprawami. Ciężko jednak z grupki dziewcząt nienawykłych do pracy fizycznej wybrać tę, która rzeczywiście umiałaby cokolwiek...

Nieoczekiwanie idealną kandydatką staje się Stasia. Ta sama Stasia, która już jako kilkunasto letnia dziewczynka wybierała się na polowanie na kaczki, a wiedzę chłonęła jak gąbka. Dziewczyna od młodości marzyła o studiach medycznych, wyśmiewając tych, którzy wciąż mówili: "ależ to nie wypada kobiecie!".

Dwie zupełnie różne kobiety, chociaż bardzo do siebie podobne. Dwie historie, dwie ścieżki. I Los, który przecież lubi płatać figle i splątywać to, co wydaje się do siebie nie pasować.

Lubię czas od czasu sięgnąć po klasykę literatury. Ostatnio mam jakieś szczęście do trafiania na lektury opowiadające o trudnych decyzjach i przede wszystkim o tym, jak społeczeństwo patrzyło na kobiety, które postanowiły wyrwać się poza ustalony schemat. Ciekawe doświadczenie.

Mówiłam to już milion razy, ostatni raz pisałam o tym całkiem niedawno, ale... nie wyobrażam sobie żyć w czasach, gdy płeć uznawana za słabszą ma mniejsze możliwości niż mężczyźni. Że ktokolwiek mógłby zabronić mi pójścia do pracy, decydowania o tym, w co chcę się ubrać czy do jakiego lokalu wyjść. To po prostu przekracza moje pojęcie - prosić mężczyznę o pieniądze na nowy ciuch? Dziś brzmi jak niedorzeczność, kiedyś była to - mniej lub bardziej - smutna konieczność. Zależy oczywiście dla kogo.

W Kądzieli stykamy się z kilkoma postaciami kobiecymi, jednak na przód wysuwa się wspomniana pani Taida, którą uznaję za swoisty fundament tej powieści oraz Stasia. Obie panie ciężką pracą dążyły do tego, czego pragnęły. Stasia, choć od młodości dzika, w jakiś sposób ujęła seniorkę za serce - głównie właśnie przez wzgląd na nieustępliwy charakter. A młodsza z tego duetu z kolei widziała w Taidzie mentorkę, niemalże wzór do naśladowania. Ani jedna, ani druga nie poddała się w trakcie swej podróży do celu. Aż ciężko byłoby nie podziwiać tak silnych oraz intrygujących postaci kobiecych.

Mimo niewielkiej objętości książki nie pochłonęłam na raz. Treść wymagała skupienia, a i mnie w trakcie lektury nachodziły różne przemyślenia (część z nich umieściłam na początku tej recenzji), zmuszając mnie do odkładania pozycji na bok na jakiś czas. Mimo tego Kądziel mnie pochłonęła, liczyłam (wbrew sobie!) na szczęśliwe zakończenie, szczególnie dla Stasi, która w swym dążeniu do ukończenia studiów medycznych często zapominała o sobie i swoim własnym zdrowiu. Z całego serca pragnęłam, by pokazała wszystkim tym, którzy ją wyśmiewali, na co ją stać.

Czy muszę Was jeszcze zachęcać do sięgnęcia po tę pozycję?

Kobiecie nie wypada nosić spodni. Nie wypada także przebywać samotnie (i zbyt długo!) w towarzystwie mężczyzn. Źle widziane jest również zachowywanie się "nie po kobiecemu", niechęć do zamążpójścia, prowadzenia domu. Pragnienie zdobywania wiedzy także jest nieodpowiednie. Pani Taida żyje po części na przekór owym zakazom. Wiele lat temu, gdy zmarł jej mąż, zostawiając ją...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie ma nic silniejszego niż siostrzana miłość, czego dowodem jest Daniela, Dorota oraz Dominika. Przez lata wspierały się wzajemnie, nie mogąc liczyć na wiecznie zabieganą matkę, której głównym celem był wyłącznie rozwój swej kariery aktorskiej, nie zaś dziewczynki. Przez czternaście lat to właśnie Daniela, jako najstarsza, zastępowała rodzicielkę młodszym. To do niej biegły ze wszystkimi problemami, jej zwierzały się z miłosnych rozterek.

Ta jedna noc zmieniła wszystko. Noc, przez którą nierozłączne do tej pory siostry musiały porzucić się wzajemnie i wyruszyć w szeroki świat, by uciec z domu rodzinnego. Przez te wszystkie lata bały się nawet ze sobą kontaktować. Do czasu, aż otrzymały informację o tragicznej śmierci ich matki. Wreszcie mogły ponownie się spotkać, szczególnie, że prawnik głowny rodziny wezwał ich na odczytanie testamentu.

I tutaj po raz kolejny dochodzi do głosu złośliwość kobiety, która przez wzgląd na więzy krwi była ich matką. Dziewczęta, owszem, dostaną spadek (czyli ranczo), jeżeli... w ciągu roku doprowadzą je do dawnej świetności. Szkopuł w tym, że nie mogą zatrudnić frmy budowlanej ani nikogo, kto wykonałby potrzebne prace za opłatą - wszystko muszą zrobić same. Nieoczekiwaną pomoc oferuje mężczyzna, który przedstawił się jako doradca, a może wręcz przyjaciel zmarłej. Pytanie tylko, czy Daniela, Dorota i Dominika naprawdę mogą mu ufać... w końcu jeśli dziewczynom się nie powiedzie, to on otrzyma spadek.

Czy istnieje możliwość, by w tak krótkim czasie, jedynie przy pomocy własnych rąk trzy niemające pojęcia o remontach dziewczęta dały radę odnowić ranczo?

Chociaż jako czytelnik zdecydowanie bardziej skłaniam się ku mocniejszym historiom, to raz na jakiś czas lubię na chwilę się oderwać i sięgnąć po coś, co thrillerem lub horrorem nie jest. Tym razem padło na najnowszą powieść pani Katarzyny Michalak. W przeciągu kilku lat zdarzało mi się niejednokrotnie sięgać po jej twórczość, jednak zazwyczaj było nam nieco nie po drodze. W tym wypadku moją uwagę przyciągnęły główne bohaterki, a raczej łącząca je więź. Sama mam siostrę, dla której zrobiłabym wiele. Ciekawa więc byłam, czy historia o Danieli, Dorocie i Dominice poruszy we mnie jakąś czułą strunę.

Tak, pani Michalak potrafi pisać o emocjach. Może nie doznałam specjalnego wstrząsu, aczkolwiek relacje między siostrami zostały bardzo dobrze oddane. Wręcz chwilami czułam, jakby to była moja rodzina. Drugim plusem jest fakt, iż historia jest tak przejrzysta i nieskomplikowana, że Trzy siostry... czyta się dosłownie na raz. Spędziłam przy niej kilka godzin, bez specjalnego skupiania się na biegu wydarzeń, a ostatecznie i tak wiedziałam, o co chodzi. Idealna propozycja na wieczorny relaks z książką.

Jak już wspomniałam, z jednej strony ta nieskomplikowana fabuła to plus, gdyż pozwoliła mi na oderwanie myśli od spraw dnia codziennego, z drugiej... czuję niedosyt. Niczego nie musiałam się zbytnio domyślać, bo większość została podana czytelnikowi na tacy. Rozwiązanie pozostałych tajemnic można było łatwo wydedukować, tak jak i przewidzieć dalsze kroki bohaterów powieści. Początkowo myślałam też, że ten tom będzie w większości przeznaczony historii Dominiki, najmłodszej, zwanej przez resztę Iskierką. To właśnie ona - jako nieletnia - na czas rozłąki z siostrami trafiła do katolickiej szkoły z internatem. Jednak tom rozpoczynający serię traktuje w równej mierze o całej trójce.

Grono fanów twórczości pani Michalak jest jawnym dowodem, że autorka pisać potrafi i robi to dobrze. Dla mnie jej najnowsza propozycja była w porządku, aczkolwiek nie sprawiła, bym od tego momentu nałogowo sięgała po jej książki. Zapewne z ciekawości o los sióstr będę śledzić tę serię. Myślę, że Trzy siostry mogę polecić każdemu, kto potrzebuje odrobiny wytchnienia, także od cięższych lektur.

Nie ma nic silniejszego niż siostrzana miłość, czego dowodem jest Daniela, Dorota oraz Dominika. Przez lata wspierały się wzajemnie, nie mogąc liczyć na wiecznie zabieganą matkę, której głównym celem był wyłącznie rozwój swej kariery aktorskiej, nie zaś dziewczynki. Przez czternaście lat to właśnie Daniela, jako najstarsza, zastępowała rodzicielkę młodszym. To do niej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Anna to młoda, bardzo dobrze wykształcona kobieta, która za chlebem musiała przenieść się z Poznania do Warszawy, pozostawiając w mieście męża i malutką córeczkę. Jako kierowniczka w agencji turystycznej uderza w nią nie tylko ogrom zadań, ale również -mniej lub bardziej- widoczna niechęć męskiej części pracowników, którzy nie mogą przyzwyczaić się do objęcia przez kobietę tak wysokiego (jak na tamte czasy) stanowiska. Powoli Anna zostaje wchłonięta przez stolicę, a powrót do rodziny staje się coraz odleglejszy. Szczególnie, że w Warszawie kogoś poznała... mężczyznę, który jest zupełnie inny od jej męża.

Czy Anna wywalczy sobie swoje miejsce w świecie? A może przewrotny Los sprawi, że będzie musiała jeszcze raz przemyśleć to, w co dotychczas wierzyła?

Zaintrygował mnie opis tej książki. Wiecie, niewyobrażalnym dla mnie jest sytuacja, w której pracujące kobiety to rzadkość. Ba, wręcz część społeczeństwa patrzy na to z niezadowoleniem twierdząc, że powinny siedzieć w domu i zajmować się wyłącznie rodziną. Wszyscy wiemy, jak wygląda to współcześnie i mam nadzieję, że nigdy nie powrócimy do porządków z lat przedwojennych.

Kobieta, jeżeli już podejmuje się pracy zarobkowej, robi to, by zarobić na swoje przyjemności. Niemożliwością jest, że tylko i wyłącznie ona przynosi do domu jakiekolwiek pieniądze. W końcu to mężczyzna, decydując się na założenie rodziny, bierze na siebie obowiązek utrzymania jej. Ciekawe? Ano, w pewnym sensie tak. Anna od pierwszych dni w stolicy spotykała się z podobnymi twierdzeniami, negującymi całe jej wykształcenie, jak również dotychczasowe doświadczenie zawodowe. Zresztą, w tej książce słyszymy nie tylko jej głos; poznajemy kilka innych kobiet, a tym samym kilka różnych opinii.

"Trzecia płeć" to książka zajmująca się skomplikowanym tematem i choć ma nieco ponad trzysta stron, to nie połkniecie jej "na raz". Historia, która początkowo zdaje się być nieskomplikowana, z biegiem czasu nabiera powagi. Czytając ją, trzeba być w pełni skupionym, aby wyłapać właściwy sens, zrozumieć stanowisko każdej ze stron. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak wymagająca. Ale czy mnie to odrzuciło? Niekoniecznie. Oczywiście, że podejście społeczeństwa do kwestii pracy zawodowej kobiet wzbudzało we mnie silne emocje, ale to tylko dodawało całej lekturze swoistego smaku.

Myślę, że to tego rodzaju książka, którą warto znać. Jeżeli nie mieliście jeszcze możliwości, aby się z nią zapoznać, to teraz jest idealny moment.

Anna to młoda, bardzo dobrze wykształcona kobieta, która za chlebem musiała przenieść się z Poznania do Warszawy, pozostawiając w mieście męża i malutką córeczkę. Jako kierowniczka w agencji turystycznej uderza w nią nie tylko ogrom zadań, ale również -mniej lub bardziej- widoczna niechęć męskiej części pracowników, którzy nie mogą przyzwyczaić się do objęcia przez kobietę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Z założenia prawo ma służyć zwykłemu obywatelowi, by nikt nie mógł go wykorzystać. Jednak co w sytuacji, gdy to zdecydowanie za mało... ? Są dwie opcje: albo poddać się (często nieciekawemu) losowi, albo... wykorzystać swój spryt i stworzyć fortel.

Piotr Paweł Korsak chciał tylko odzyskać to, co mu się prawnie należało; podczas wieloletniego pobytu mężczyzny za granicą jego majątek został zajęty przez pewnego szlachcica, który za nic nie chce odstąpić od tego, co (w jego mniemaniu) mu się należy. Korsak próbuje dowieść swoich praw do ziemi, mając pełne wsparcie swojego brata mlecznego, Andrzeja Wizbora. To jednak i tak wciąż za mało... chyba, że wspomoże ich zamaskowany nieznajomy, który przy pomocy szabli przedziera się przez codzienność.

Ani Korsak, ani tym bardziej jego przeciwnik nie zamierzają odpuścić. Rozpoczyna się kolejna rozgrywka.

Powieści historyczne to nie jest moja bajka, chociaż w tym przypadku coś mnie do tej książki przyciągnęło. Może to tajemniczy Aquila, a może obietnica burzliwych pertraktacji. Nie wiem. W każdym razie bardzo szybko zatonęłam w burzliwych czasach Rzeczpospolitej szlacheckiej.

Pierwszym plusem jest fakt, że w toczącą się historię można bardzo łatwo się wczuć. Autor bardzo dobrze oddaje klimat tamtych czasów, a liczne, łacińskie wtrącenia tylko to podkreślają. Co prawda chwilami nieco irytował mnie przymus spoglądania na przypisy, by rozszyfrować rzucone przez danego bohatera zdanie, ale mimo tego doceniam. Dodaje to lekturze autentyczności.

Początkowo wydawałoby się, że to postać Aquili będzie grała pierwsze skrzypce w tej historii, a konkretniej próby odkrycia jego tożsamości. Po przeczytaniu opisu myślałam, że ów zamaskowany mężczyzna będzie kimś w rodzaju Robin Hood'a, a my, jako czytelnicy, będziemy śledzić jego poczynania, mające poprawić byt maluczkich. Nic bardziej mylnego. Fakt faktem, tajemniczy szlachcic nie zajmuje się wyłącznie sprawą Piotra Pawła Korsaka. W toku historii wychodzi kilka pomniejszych kwestii, w których jego wsparcie jest nieocenione. Niemniej jednak nie, nie był to kolejny, typowy Robin Hood. Szczególnie, że dosyć szybko poznajemy jego prawdziwą twarz. Czy lektura na tym traci? A skądże.

Jak już wspomniałam, odnośnie historii naszego kraju jestem kompletną ignorantką; wiedza historyczna, daty i opisy wydarzeń nigdy nie trzymały się zbyt długo mojej głowy. Po prostu nie jest to mój konik. Dzięki Aquili mogłam zanurzyć się w czasach, gdy szlachcic miał praw co nie miara, a nawet jeżeli coś mu się nie należało - przy pomocy szabli szybko to zdobywał. Ciekawa lekcja. I dowód na to, że jednak prawo jest nam potrzebne.

Ta pozycja to nie tylko opisy sejmików i fortelów; to także wątki obyczajowe. Śledzimy rozmarzony wzrok mlecznego brata Korsaka, Andrzeja, który niezmiennie utkwiony jest w zapatrzonej w siebie Hortensji. Czy coś z tego wyniknie? Czas pokaże.

Jestem zadziwiona, jak bardzo ta książka przypadła mi do gustu. Szczerze powiedziawszy, była to dla mnie swego rodzaju odskocznia od thrillerów czy powieści obyczajowych. I stąd mój wniosek, że warto czasem odejść od ulubionych gatunków, by posmakować czegoś nowego.

Podsumowując, Aquila na pewno przypadnie do gustu każdemu fanowi powieści historycznych, ale również intryg. Nie sposób się przy niej nudzić.

Z założenia prawo ma służyć zwykłemu obywatelowi, by nikt nie mógł go wykorzystać. Jednak co w sytuacji, gdy to zdecydowanie za mało... ? Są dwie opcje: albo poddać się (często nieciekawemu) losowi, albo... wykorzystać swój spryt i stworzyć fortel.

Piotr Paweł Korsak chciał tylko odzyskać to, co mu się prawnie należało; podczas wieloletniego pobytu mężczyzny za granicą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Beth i Doug najbardziej na świecie pragnęli mieć dziecko; los jednak nie sprzyjał ich planom, a kolejne próby kończyły się niepowodzeniem. Powoli zaczynali się przyzwyczajać do myśli o innych, alternatywnych rozwiązaniach. Cud - jak wtedy mogliby to nazwać - sprawił, że im się udało i w ich stęsknionych ramionach pojawiła się Hannah. Początkowo wszystko szło właściwym torem; schody zaczęły się dopiero, gdy dziewczynka miała około pięciu lat.

Bo nie była taka jak wszystkie dzieci. I nie, nie mówię tu o kwestiach wyglądu. W oczach Hannah - bądź co bądź jeszcze dziecka - krył się mrok. Mrok, który powoli zaczynał przesączać się do codzienności jej rodziny.

Beth czuje, że z jej córeczką jest coś nie tak. Zepchnięcie ze schodów młodszego brata to dopiero początek całej serii dziwnych wydarzeń, w których główną rolę gra Hannah. A jej rodzice nie mogą nic z tym zrobić, gdyż dziewczynka zna ich sekret... a ten może doprowadzić do rozpadu wszystkiego.

Wiedziałam, że skądś kojarzę nazwisko autorki. Robiąc szybki research zyskałam pewność. Lata temu miałam okazję czytać Obserwując Edie, książkę jej autorstwa, która do tej pory ma swoje miejsce w mojej biblioteczce. Stąd też pewność, że mój wybór lektury to strzał w dziesiątkę. I nie pomyliłam się.

Czy jesteście gotowi na prawdziwie szaloną podróż wgłąb ludzkiej psychiki?

Luke i Clara to szczęśliwa para, mieszkająca ze sobą od kilku miesięcy. Gdy mężczyzna nie wraca na noc do domu, kobieta podświadomie czuje, że coś musiało się wydarzyć. Nie posądza ukochanego o romans, nigdy nie dał jej odczuć, że mógłby tracić nią zainteresowanie. Poszukiwania spełzają na niczym, przynajmniej pozornie. Jak się okazuje, idealna rodzina Luke' a skrywa kilka sekretów, burzących ich idealny wizerunek. Jednak czy to pomoże Clarze w odnalezieniu partnera?

Myślałam, że hasła typu "mocna książka" czy "historia, od której nie będziesz mógł/mogła się oderwać" to tylko reklama. Myliłam się. Od tej książki naprawdę nie można się oderwać! Tajemnica goni tajemnicę, a kolejne wydarzenia tylko podkręcają i tak gorącą atmosferę. Wyobraźnia pani Camilli Way ruszyła w taką stronę, że zupełnie się tego nie spodziewałam. Autorka ma talent do tworzenia zawiłych historii, które finalnie mogą zaszokować czytelnika. Misternie utkana sieć powiązań i przede wszystkim tajemnica sprzed lat zrobiły na mnie duże wrażenie. A to, oczywiście, jak najbardziej na plus.

Swoją drogą, choć wydawałoby się, że nic już mnie nie zdziwi, to wciąż szokuje mnie, jak bardzo niektóre jednostki są zafiksowane na punkcie zemsty. Staje się ona swoistym celem, który utrzymuje przy życiu. Napędzany przez złość czy nienawiść człowiek jest naprawdę zdolny do wszystkiego, o czym niejednokrotnie słyszymy w prawdziwym życiu. Jak wiadomo, często kończy się to tragicznie. Czy warto? Trudno orzec. Z jednej strony rozumiem chęć odwetu za prawdziwe bądź domniemane krzywdy, z drugiej jednak strony... po co karmić się złością?

Kto jeszcze nie zna twórczości pani Way, tego serdecznie zachęcam do zmiany zdania. Czas spędzony ze Złym dzieckiem był... fantastycznie mroczny.

Beth i Doug najbardziej na świecie pragnęli mieć dziecko; los jednak nie sprzyjał ich planom, a kolejne próby kończyły się niepowodzeniem. Powoli zaczynali się przyzwyczajać do myśli o innych, alternatywnych rozwiązaniach. Cud - jak wtedy mogliby to nazwać - sprawił, że im się udało i w ich stęsknionych ramionach pojawiła się Hannah. Początkowo wszystko szło właściwym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

W każdym związku dochodzi do kłótni; to normalne, dopóki obie strony konfliktu są bezpieczne. Większe lub mniejsze kłótnie to często sposób na rozładowanie napiętych emocji, a także wyrzucenie z siebie rzeczy, które nie do końca nam odpowiadają, np. w zachowaniu partnera. We wszystkim jednak należy zachować umiar, by nie doprowadzić do rozpadu relacji. Na pomoc rusza Joanna Harrison ze swoim nowym poradnikiem.

Autorka od wielu lat prowadzi terapię dla par, a w swoim gabinecie spotkała się z naprawdę wieloma przypadkami; takimi, którym można jeszcze pomóc i tymi, dla których prawdopodobnie rozstanie byłoby najlepszą opcją. Według niej kłótnie w związku możemy podzielić na pięć różnych kategorii, na które natykają się niemalże wszystkie pary podczas trwania związku. Nie zdziwi Was zapewne fakt, gdy dodam, że jednym z obszarów jest to, jak partner reaguje na naszą rodzinę.

Jeżeli martwiliście się, że tylko w Waszym związku dochodzi do spięć, to już nie musicie - dotyczy to każdego. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, jak sobie z nimi radzicie.

W związku co prawda nie jestem, ale uznaję omawianie takowych tematów za bardzo przydatne. Wiem, że po tym świecie chodzą osoby, które wprost uwielbiają się kłócić, ale jeżeli akurat to nie należy do moich "pasji", to jak tego unikać? A może raczej jak w zdrowy sposób radzić sobie z wszelkiego rodzaju napięciami, wynikającymi z codzienności?

Książka podzielona jest na kilka podrozdziałów, a wypełniają ją zarówno dokładnie opisane przykłady z życia wzięte pacjentów autorki, jak również jej obszerne komentarze do zagadnienia. Do tego pod koniec danego tematu czytelnik dostaje listę pytań, na które ma sobie sam szczerze odpowiedzieć. Już to w jakimś stopniu może pomóc w zrozumieniu niektórych aspektów. Ta książka podkreśla, że analiza związku zaczyna się od refleksji nad samym sobą. Bo czy kłótnia rzeczywiście zaczyna się od naszego partnera, czy raczej od tego, co tkwi w nas? A może wpływ na częste spięcia ma to, co wynieśliśmy z domu rodzinnego?

Na zgodę... to pozycja warta poznania. Jedyną rzeczą, która odrobinę mnie w niej irytowała, to przeskakiwanie z historii na historię tylko po to, by wrócić do niej (i najczęściej już jej rozwiązania) w kolejnym -często odległym- rozdziale. Wybijało mnie to nieco z rytmu, ale patrząc na całość, da się żyć. Lektura obowiązkowa nie tylko dla osób w związkach, ale również singli, którzy z jakiegoś powodu wciąż wzbraniają się przed rozpoczęciem relacji bądź nie mogą żadnej utrzymać na dłużej. Polecam!

W każdym związku dochodzi do kłótni; to normalne, dopóki obie strony konfliktu są bezpieczne. Większe lub mniejsze kłótnie to często sposób na rozładowanie napiętych emocji, a także wyrzucenie z siebie rzeczy, które nie do końca nam odpowiadają, np. w zachowaniu partnera. We wszystkim jednak należy zachować umiar, by nie doprowadzić do rozpadu relacji. Na pomoc rusza Joanna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Tyler Lewis, wokalista popularnego zespołu MacRock nie widzi już sensu w życiu. W katastrofie samolotu zginęli jego koledzy, on zaś już na zawsze będzie na swoim ciele nosił ślady po tamej tragedii. Dobrze chroniony przez bliskich znających jego stan psychiczny, szuka innego sposobu, by odejść z tego świata; posunął się już nawet do potajemnego umieszczenia posta na forum, oferując milion dolarów za spełnienie tego niecodziennego marzenia. Nikt jednak nie odpisuje, oprócz jednej osoby, przedstawiającej się jako Yua. Kobieta jednak ma względem niego zupełnie inny plan...

Tyler będzie uczestnikiem specyficznej terapii, prowadzonej przez Yuę. Terapeutka zmienia świat poprzez kintsugi - sztukę sklejania życia. Dołączy do nich także Abby, dziewczyna, która w wypadku samochodowym straciła dwie ukochane osoby - ojca i narzeczonego. Od tamtej pory boi się wsiąść do samochodu, a ból po stracie nie mija mimo upływającego czasu.

Czy tej dwójce pomoże metoda, którą stosuje Yua? A może mimo wszelkich prób nie znajdą w sobie dość siły, by stanąć do walki o swoje szczęście... ?

Od czasu do czasu i ja sięgam po lektury o miłości. Prawdopodobnie dlatego, że szukam w nich innego rodzaju emocji - takich, których nie zapewni mi thriller. W przypadku Złotych blizn zaintrygował mnie opis od wydawcy; wyczułam w nim obietnicę spełnienia moich czytelniczych "marzeń". Bo czy może być coś ciekawszego niż obserwowanie zachodzących w bohaterach zmian?

Dwie zupełnie inne osoby, na różnych etapach życia i jedna rzecz, która je łączy - tragedia, jaką przeżyli. Śmierć bliskich Abby zmieniła jej cały światopogląd, zamykając w maleńkiej klatce strachu i bólu. Tyler z kolei wciąż wyrzuca sobie, że mógł zrobić więcej, by ocalić współpasażerów i kolegów z zespołu. Że nie zasłużył na to, by żyć. W normalnych okolicznościach ta dwójka nie miałaby szansy na siebie trafić. Połączyła ich jednak Yua, pragnąca pokazać im, że mimo straty wciąż jest nadzieja na lepsze jutro. Warto żyć, mimo wszystko.

Ta historia miała ogromny potencjał. Naprawdę. Nastawiłam się na kawał dobrej historii, wypełnionej emocjami wszelkiego rodzaju, doprawionej szczyptą pikanterii. No i klops. Zacznijmy od samej Yui. Do tej pory bardzo trudno mi uwierzyć, że ta postać miała cokolwiek wspólnego z byciem terapeutką. W moim odczuciu bardzo mało w niej profesjonalizmu, a całkiem sporo zachowań, które prędzej przypisałabym małej dziewczynce. Rozumiem - radość z życia i inne takie, ale... z założenia ma pracować z ludźmi, którzy przeżyli traumę. Przydałoby się więc jakieś zaznaczenie granic, pokazanie, że wie, o czym w ogóle mówi. W jej przypadku ta relacja od początku wyglądała na zbyt koleżeńską, a niektóre jej teksty (szczególnie odnośnie Tylera) sprawiały, że musiałam robić przerwę od lektury.

Kolejną sprawą jest relacja Tyler - Abby. Dobrze, od początku wiedziałam, czym ta historia się skończy. Niemniej jednak sprawy między nimi potoczyły się tak szybko, że... odebrało to całej fabule smak. Ludzie, którzy ponoć nie nawiązywali żadnych relacji, bo byli na to zbyt ztraumatyzowani, nagle, po zaledwie kilku dniach, postanowili zacieśnić między sobą więzy. I to nie tylko w kontekście seksualnym, ale i ogólnym. Jakoś nie wyobrażam sobie, że dziewczyna, która od dłuższego czasu opłakuje śmierć narzeczonego i twierdzi, że już nigdy nikogo nie pokocha, po kilku dniach rzuca się w ramiona ledwo poznanego faceta. Dialogi między nimi brzmiały sztucznie, a cała ta relacja trąci schematycznością.

Ach, dodam jeszcze jeden smaczek, który niezmiernie mnie irytował. Może to i spoiler, ale musicie mi to wybaczyć. Początkowo Abby nie zdawała sobie sprawy, kim jest Tyler. Dopiero po jakimś czasie Yua przedstawiła jej prawdę. I od tego momentu się zaczęło...

Znajduję się w domu samego Tylera Lewisa!

Spędzam czas z samym Tylerem Lewisem!

TEN Tyler Lewis mnie dotyka!

Z - rzekłabym- dziewczyny, którą można polubić, w trzy minuty zamieniła się w śliniącą fankę. Teoretycznie patrzyła na to, jaki jest Tyler, ale czy tego rodzaju komentarze nie brzmią Wam po prostu... dziwnie? Zmieniły całe moje podejście do tej bohaterki.

Reasumując, żal mi potencjału pomysłu, gdyż mogła z tego wyjść naprawdę przepiękna historia miłosna, okraszona erotyzmem. A w tym przypadku czułam się trochę tak, jakbym cofnęła się w czasie do lat, gdy popularne były opowiadania o różnych zespołach, wstawiane przez fanki na ich blogi.

Tyler Lewis, wokalista popularnego zespołu MacRock nie widzi już sensu w życiu. W katastrofie samolotu zginęli jego koledzy, on zaś już na zawsze będzie na swoim ciele nosił ślady po tamej tragedii. Dobrze chroniony przez bliskich znających jego stan psychiczny, szuka innego sposobu, by odejść z tego świata; posunął się już nawet do potajemnego umieszczenia posta na forum,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Polly Milton jest niezwykle podekscytowana - ona, dziewczynka ze wsi, rusza na wielką wyprawę do miasta, w odwiedziny do swej przyjaciółki Fanny Shaw. Wszystko przyciąga jej uwagę: od bogato wyglądających domów, po niecodzienne dla niej rozrywki. Jednak już kilka dni po przybyciu nasza mała bohaterka mierzy się z niezrozumieniem i niejako odtrąceniem. Staje się obiektem cichych drwin, wychodzących od przyjaciółek Fanny. Przez miastowe dziewczęta określana jest jako "dziwna", a wszystko to za sprawą jej staroświeckiego - w ich mniemaniu - zachowania. Polly bowiem jest niezwykle zaintrygowana otaczającymi ją nowościami, niedostępnymi dla niej na co dzień, jednak wciąż kieruje się wartościami, wpojonymi jej przez ukochanych rodziców, co w znacznej części nowych znajomych budzi zdziwienie...

Kilka lat później Polly wraca do miasta, by jako nauczycielka śpiewu zarobić na swoje utrzymanie i wesprzeć bliskich. Jej podejście do życia nie uległo zmianie, jednak codzienność w nowym miejscu często budzi w niej chęć do drobnych szaleństw. Mimo że początkowo musi mierzyć się z uśmiechami pełnymi wyższości, to dzięki jej dobru i naturalnemu wdziękowi szybko zjednuje sobie kolejnych ludzi. A na jej drodze staje ich naprawdę wiele.

Któż mógłby oprzeć się tak pięknemu wydaniu? No właśnie, niewielu z nas. Jak wiadomo okładka to jednak nie wszystko, równie ważne jest wnętrze. Znając twórczość pani Alcott wiedziałam, że czeka mnie niesamowita podróż.

Polly uznano za staroświecką dziewczynę, bo zamiast wydawać zarobione ciężką pracą pieniądze na stroje i bibeloty, wolała je przekazać bliskim bądź wspomóc osoby potrzebujące. Szczerze powiedziawszy, aż mam ochotę napisać, że świat niewiele się zmienił od tamtego czasu. Przesiąknięci konsumpcjonizmem wolimy wytykać palcem tych, którzy wyłamali się ze schematu niż przez chwilę zatrzymać się nad ich postawą i pewne sprawy przemyśleć. Nasza główna bohaterka nie złamała się mimo tego, że uznawano ją za dziwną. Konsekwentnie czyniła to, co sama uważała za słuszne, ciesząc się jednocześnie z małych rzeczy. Aż zaczęłam się zastanawiać - dlaczego ludzie, niezależnie w którym roku żyjący tego nie potrafią? Gonimy od sukcesu do sukcesu. Osiągając dany cel cieszymy się nim tylko przez chwilę, ciągle chcąc więcej i więcej. Często z zazdrością patrzymy na to, co posiada drugi człowiek. Takim sposobem bardzo łatwo wpaść w wykreowaną przez samych siebie pułapkę. Jesteśmy bardziej nastawieni na "mieć" niż "być". Czy za kilka lat część z nas nie będzie żałować zmarnowanego na wyścig szczurów czasu... ?

Lektura jest nie tylko ciekawa, ale i pouczająca. Staroświecka dziewczyna to nie tylko historia Polly, lecz również osób, które napotkała na swojej drodze. Autorka (choć może nieco zbyt zwięźle) nakreśla nam ludzkie dramaty. Nie tylko historia młodej Jenny chwyta za serce; przestrogą powinno stać się również to, co przydarzyło się rodzinie Shaw. Tylko od człowieka zależy, jak pokieruje swoim losem i co "dostanie" w zamian.

Podziwiam główną bohaterkę za jej niezłomność. Pomimo pełnych politowania spojrzeń nie złamała się, będąc dokładnie taką, jaką chciała być. Owszem, miała chwile słabości, jednak były one nieliczne i szczerze mówiąc, nie miały ogromnego znaczenia. Jej zachowanie już w dorosłym życiu podkreśla również fakt, jak dużo dają nauki odebrane od rodziców. Bo czym skorupka za młodu przesiąknie...

Żeby nie było tylko refleksyjnie i moralizatorsko, wspomnę również, że i historie miłosne znalazły tu dla siebie miejsce. Reasumując, książka autorstwa pani Alcott niesie ze sobą dużo dobrego i jest to chyba najlepsza z jej książek, jaką do tej pory czytałam. Albo przynajmniej najbardziej skłaniająca do refleksji nad ludzkimi zachowaniami.

Polly Milton jest niezwykle podekscytowana - ona, dziewczynka ze wsi, rusza na wielką wyprawę do miasta, w odwiedziny do swej przyjaciółki Fanny Shaw. Wszystko przyciąga jej uwagę: od bogato wyglądających domów, po niecodzienne dla niej rozrywki. Jednak już kilka dni po przybyciu nasza mała bohaterka mierzy się z niezrozumieniem i niejako odtrąceniem. Staje się obiektem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Święta prawie każdemu kojarzą się z ciepłem, bliskością, a także... zapachem pierników. A ów świąteczny wypiek jest specjalnością Klementyny, która w ich wyrób wkłada cały zapas emocji. Ten rok, a może raczej okres przedświąteczny, jest jednak zupełnie inny. Kobieta nie może dać sobie rady z podstawowymi pracami związanymi z piernikami - zupełnie tak, jakby jej tajemnicze moce na chwilę wzięły sobie wolne. Akurat wtedy, gdy całe Miasteczko liczy na jej wypieki! Może to nie przekleństwo, lecz znak od Losu, że nim stworzy słodkości, musi wykonać pewną misję... ?

Kornelia trzy lata temu straciła swojego ukochanego męża Michała w wypadku samochodowym. Od tamtej pory jej świat jest szaro bury. I choć stara się jakoś funkcjonować dla trzech swoich córek, to jest to raczej codzienna walka o przetrwanie. Gdyby nie Basia, najstarsza, która zajmuje się małymi bliźniaczkami i matką, już dawno do puli ich zmartwień doszłoby kolejne - rozdzielenie rodziny. A tak, Basia radzi sobie, jak może. Na szczęście Los, który odebrał jej tatę, stawia dobrych ludzi na jej drodze. Jednak czy nastolatka może długo funkcjonować jako osoba dorosła... ?

W wyniku różnych splotów okoliczności (i ingerencji osób bliskich obu stronom, rzecz jasna) Kornelia wraz z dziewczynkami przenosi się do Miasteczka, gdzie trafia w ciepłe objęcia. Klementyny. I od tej chwili rozpoczyna się magia...

Wiecie, co jest najśmieszniejsze? O twórczości Autorki słyszałam już niejednokrotnie i to wiele dobrego. Myślałam, że mam na swoim koncie czytelniczym choć jedną jej książkę. A tu niespodzianka! Światełko w oknie jest naszym pierwszym spotkaniem. I powiem Wam szczerze, bardzo owocnym. To kolejne polskie nazwisko, które trafia na moją listę ulubionych.

O czym jest ta pozycja? O miłości. Nie takiej typowej, między mężczyzną a kobietą, a... wszechobecnej. Miłości do praktycznie obcej osoby, której chcemy pomóc, bo widzimy, że na danym etapie życia sobie nie radzi. O uczuciu, które wiąże ze sobą dwie przyjaciółki. O miłości matki do dzieci, sprawiającej, że chce się podjąć walkę o lepsze jutro. O miłości, tak po prostu.

Na moim blogu częściej natraficie na recenzję thrillera czy horroru niż powieści obyczajowej. Dlaczego? Otóż chyba podświadomie uciekam przed książkami, które wywołują silne emocje. Tak właśnie było w przypadku nowości od pani Magdaleny. Ta dobroć, to wsparcie i dbałość o drugiego człowieka (nawet obcego) poruszyła we mnie najczulsze struny i - ze wstydem, a może dumą, że nie jestem kompletnym bezuczuciowcem?- muszę się przyznać, że w trakcie lektury zdarzyło mi się kilkakrotnie uronić łezkę wzruszenia. Naprawdę chciałabym, aby ten świat wyglądał tak na co dzień. Wsparcie, miłość i zrozumienie.

Mimo że książkę przeczytałam kilka tygodni temu, wciąż budzi we mnie emocje, stąd też dość chaotyczna recenzja. Chciałabym Wam zbyt wiele przekazać, a nie znajduję słów, które opisałyby to wszystko - to dowód na to, iż ta lektura jest naprawdę dobra. Zresztą, wiernych fanów twórczości Autorki pewnie nawet nie muszę o tym przekonywać. Dlatego wszystkich Czytelników, którzy jeszcze nie sięgnęli po książki pani Kordel serdecznie do tego zachęcam!

Święta prawie każdemu kojarzą się z ciepłem, bliskością, a także... zapachem pierników. A ów świąteczny wypiek jest specjalnością Klementyny, która w ich wyrób wkłada cały zapas emocji. Ten rok, a może raczej okres przedświąteczny, jest jednak zupełnie inny. Kobieta nie może dać sobie rady z podstawowymi pracami związanymi z piernikami - zupełnie tak, jakby jej tajemnicze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Każdy z nas potrzebuje chwili wytchnienia od problemów dnia codziennego. Nie inaczej sprawa się ma w przypadku prywatnej detektyw Dobrosławy Machniewicz. Opuszcza Rzeszów i wyprowadza się do rodzinnej miejscowości, Trzcinicy. Tam, w otoczeniu rodziny, liczy na złapanie oddechu po ostatnich trudnych sprawach.

Czy to możliwe, że kobieta przyciąga do siebie mroczne historie?

Odkryte w pobliżu skansenu archeologicznego kobiece zwłoki nie dają Dobrosławie spokoju. Co prawda obiecała sobie brak zaangażowania w jakiekolwiek śledztwa, a jednak ta sprawa wybitnie przyciąga jej uwagę. Szczególnie, że w czasach, gdy była jeszcze małą dziewczynką, Trzcinicą wstrząsnęła tragedia - śmierć młodej dziewczyny i zaginięcie jej siostry. Jaki związek może mieć sprawa sprzed lat z tą obecną? Nie tylko chęć poznania prawdy motywuje Dobrosławę do podjęcia prywatnych poszukiwań - wpływ na to ma również dziwne zachowanie jej siostry, Ludmiły. To jej przyjaciółka wówczas zaginęła.

Śledztwo otrzymuje komisarz Marcin Czarnecki z Komendy Wojewódzkiej. Mężczyzna również stara się uporać ze swoimi problemami, a otrzymana sprawa nie należy do najprostszych. Szczególnie, że w jej toku bohater otrzymuje różnorodne poszlaki, prowadzące w zupełnie odmiennych kierunkach.

Tylko prawda może wyzwolić tych, którzy ukrywają tę tajemnicę od lat. Czy się odważą? Czy sprawca, który dopuścił się zbrodni na młodej kobiecie ma związek ze sprawą sprzed lat? A może winny jest zupełnie z nią niezwiązany?



Nie mogę wyprzeć się faktu, iż najnowszy thriller pani Kusiak zaintrygował mnie szczególnie dlatego, że główna bohaterka zamieszkiwała w Rzeszowie. I tego, że całość ogólnie dzieje się na podkarpaciu, czyli - jakby nie było - w moim regionie. Oczywiście nie tylko to przeważyło szalę - Prochy po samym opisie od wydawcy wydawały się pozycją bardzo interesującą.

Czasami, widząc posty na Facebook'u informujące o zaginięciu danej osoby, zastanawiam się, co muszą przeżywać jego bliscy. Codzienność otoczona niepokojem o jej zdrowie i życie. Niepewność, co tak naprawdę się wydarzyło - ktoś ją/jego porwał, zabił, doszło do wypadku, a może ta osoba po prostu miała dość i uciekła? Nie wyobrażam sobie tego bólu i całej tej gromady pozostałych emocji. I mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała przechodzić przez coś podobnego. Z tego względu też przyciągnęła mnie do siebie ta lektura. Podwójna tragedia sprzed lat, tajemnica, która być może może zostać rozwiązana. Dać ukojenie bliskim.

Autorka skupia uwagę Czytelnika nie tylko na osobie Dobrosławy i prowadzonego przez nią prywatnego śledztwa, lecz również na komisarzu Czarneckim i jego historii, która wciąż go dręczy. Mimo że teoretycznie obie sprawy nie są ze sobą powiązane, to i tak nie dało się tu wyczuć żadnego zgrzytu. Rzekłabym nawet, że goniące komisarza demony również nadały całej historii pewnego... smaczku.

Co jak co, ale na nudę na pewno nie możemy narzekać; w końcu dla Czytelnika nie ma nic lepszego niż tajemnice sprzed lat. A te bolą, jątrzą się niczym nigdy niezagojona rana. Po początkowym powolnym wchodzeniu w całą historię cała akcja rusza z kopyta. Szczerze powiedziawszy, po raz pierwszy od dawna nie mogłam obstawić winnego, a gdy dostałam go na tacy, jakoś nie mogłam uwierzyć w jego winę, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały właśnie na tę osobę. Pani Kusiak skrzętnie splątała pajęczynę niedopowiedzeń oraz tajemnic, tak, byśmy nie mogli zbyt łatwo dojść do rozwiązania. A to się chwali.

Czy polecam? Oczywiście. Myślę, że cała seria Żywioły Podkarpacia jest warta uwagi.

Każdy z nas potrzebuje chwili wytchnienia od problemów dnia codziennego. Nie inaczej sprawa się ma w przypadku prywatnej detektyw Dobrosławy Machniewicz. Opuszcza Rzeszów i wyprowadza się do rodzinnej miejscowości, Trzcinicy. Tam, w otoczeniu rodziny, liczy na złapanie oddechu po ostatnich trudnych sprawach.

Czy to możliwe, że kobieta przyciąga do siebie mroczne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nikt nie słyszał o Zakonie Krwawego Księżyca, bowiem jego członkinie oddadzą życie, by prawda o ich krwawych praktykach nigdy nie ujrzała światła dziennego. Na ich czele stoi Amelia, kobieta, która nie do końca zgadza się z przesłaniem Zakonu. I być może przyjdzie jej za to zapłacić...

Przez tyle lat trwania nie działo się nic, co mogłoby zachwiać posadami tego specyficznego stowarzyszenia. Jednak teraz ktoś czyha na życie członkiń, brutalnie mordując członkinie. Jedna po drugiej.

Czyżby ktoś z bliskich ofiar, które składały swojemu bożkowi? A może to w ich szeregach znajduje się zdrajca... ?

Krwawe azteckie rytuały - to brzmi ciekawie i było głównym powodem, dla którego ta książka mnie zaintrygowała. Pozostawała tylko kwestia tego, jak Autorka poradziła sobie m.in. z budowaniem napięcia, jak dawkowała czytelnikowi ów mrok i brutalność. W tym aspekcie mam nieco mieszane uczucia.

Po pierwsze, wierzę, że można wierzyć w różne bóstwa/istoty i nie powinno mieć tu nic do rzeczy, w jakim kraju się mieszka. Jednak azteckie obrzędy i polskie miasto... no cóż, po prostu mi się to gryzło. I jeszcze fakt, że każda z członkiń miała w swej krwi meksykańską domieszkę, która upoważniała je do wstępu do Zakonu. O ile pani Komorowska mogła jeszcze z tego jakoś wybrnąć (bo pewnie nie zwróciłabym na to szczególnej uwagi, gdyby reszta lektury była porywająca), o tyle średnio jej to wyszło.

Miałam wrażenie, że trafiłam do Mody na sukces, tylko we współcześniejszej wersji. Co prawda nie mogę narzekać na nudę, gdyż co chwilę akcja zaskakiwała mnie kolejnym zwrotem, jednak to wszystko było jakby zebrane na kupę i wciśnięte w jedną książkę. Zwyczajnie za dużo jak na raz. A skoro to dopiero pierwszy tom, to co będzie później? Wątki miłosno - erotyczno - kryminalno - nadnaturalne splątują się ze sobą, tworząc bezwładną plątaninę wydarzeń, z których ciężko cokolwiek wysupłać. Najpierw odebrałam główną bohaterkę, czyli Amelię przewodniczącą Zakonu jako kobietę, która wręcz jest dumna ze swojej "misji", w toku historii okazało się jednak, że jest odwrotnie. A i do teraz nie mam pewności, że właściwie odebrałam obraz, jaki narysowała Autorka.

Plus należy się na pewno za pomysłowe morderstwa, a także ich barwne i dokładne opisy.

Szczerze powiedziawszy, chociaż książkę czytałam zaledwie dwa tygodnie temu, dziś już niewiele z niej pamiętam. Jest to historia, która - z założenia - miała przyciągnąć czytelnika obietnicą krwawej opowieści o kulcie Mrocznego Pana. Jednak to, co otrzymaliśmy, to pomieszanie z poplątaniem. Po zakończeniu przygody z tą pozycją ciężko wysnuć jakikolwiek wniosek, a tym bardziej ciężko napisać spójną recenzję. Pewność mam jedną - po część drugą raczej nie sięgnę.

Nikt nie słyszał o Zakonie Krwawego Księżyca, bowiem jego członkinie oddadzą życie, by prawda o ich krwawych praktykach nigdy nie ujrzała światła dziennego. Na ich czele stoi Amelia, kobieta, która nie do końca zgadza się z przesłaniem Zakonu. I być może przyjdzie jej za to zapłacić...

Przez tyle lat trwania nie działo się nic, co mogłoby zachwiać posadami tego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Autor cieszy się największą popularnością, gdy... umiera. A jeżeli dochodzą do tego niejasne okoliczności, tym lepiej idzie sprzedaż jego twórczości. Każdy czytelnik bowiem łaknie tajemnicy i zagadek, które może rozwiązywać na własną rękę. A już szczególnie, gdy otrzymuje takowe w realnym życiu.

Komisarz Wit Nawrocki otrzymuje niespotykane do tej pory zgłoszenie o śmierci poczytnego pisarza, Daniela Kasprzaka. Szkopuł w tym, że w międzyczasie ciało denata znika. Rozmowa z partnerką zmarłego nie przynosi nowych informacji. Wkrótce Nawrocki zaczyna zastanawiać się, kto najbardziej zyska na śmierci Kasprzaka. Tropów jest kilka, lecz żaden konkretny. Gdy znika partnerka pisarza, komisarz musi zdwoić wysiłki, by znaleźć sprawcę.

Można twierdzić, że środowisko literackie jest niegroźne; czy aby na pewno?

Z twórczością autora spotkałam się już kilkakrotnie i każda kolejna literacka "randka" przynosiła coraz to nowsze emocje. Tym razem pan Fleszar skupił się na tematyce ukochanej przez wszystkich moli książkowych - literaturze i całej związanej z nią otoczce. Jedną z postaci jest nawet koleżanka po fachu - blogerka Jagoda. Tym bardziej byłam ciekawa, jak rozwinie się ta historia.

To, że byli świadkowie, którzy widzieli martwe ciało Daniela Kasprzaka, to jedno. Z drugiej strony jego zniknięcie rodzi miliony pytań - czy to mistyfikacja, by zwiększyć sprzedaż jego książek, a może sprawca podczas szaleństwa związanego z pierwszymi krokami w śledztwie zdążył je gdzieś ukryć? To nie będzie łatwa sprawa, zresztą nasz główny bohater zdążył się już do tego przyzwyczaić. Pytanie tylko, jak rozsupłać zaplątane nici informacji, które uzyskał. I odnaleźć prawdziwego sprawcę.

Mam wrażenie, że najnowsze śledztwo jest... łagodniejsze. Owszem, nie mniej ciekawe, ale właśnie łagodniejsze. Towarzyszymy komisarzowi krok w krok (i niejednokrotnie chcielibyśmy go powstrzymać przed jakąś decyzją), a i on sam skrzętnie dzieli się z czytelnikiem zdobytymi informacjami. Autorowi udało się tak posplątywać pewne wątki, że chwilami traciłam pewność, kto jest mordercą, za co oczywiście Smog otrzymuje największy plus. Niemniej jednak towarzyszące mi podczas lektury emocje nie były już tak... agresywne? Nie gnałam do końca książki, by poznać zakończenie. Raczej było to takie powolne płynięcie przez fabułę i spokojne oczekiwanie na to, co przyniesie finisz. Czy to źle? Niekoniecznie. Nie każda pozycja musi zwalić z nóg, by została uznana za bardzo dobrą. Pan Fleszar tylko udowodnił, że potrafi pisać na wiele tematów i w każdym doskonale się odnaleźć. Ponadto tym razem otrzymujemy wiele informacji dotyczących działania rynku literackiego, co było równie ciekawe.

Jeżeli znacie już twórczość autora, to myślę, że nawet nie trzeba zachęcać Was do sięgnięcia po Smog. Tych, którzy dopiero zastanawiają się nad wyruszeniem w podróż z jego książkami, zachęcam. Warto doceniać polskich autorów!

Autor cieszy się największą popularnością, gdy... umiera. A jeżeli dochodzą do tego niejasne okoliczności, tym lepiej idzie sprzedaż jego twórczości. Każdy czytelnik bowiem łaknie tajemnicy i zagadek, które może rozwiązywać na własną rękę. A już szczególnie, gdy otrzymuje takowe w realnym życiu.

Komisarz Wit Nawrocki otrzymuje niespotykane do tej pory zgłoszenie o śmierci...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to