Niekoniecznie najlepsze komiksy 2020 roku

Bartek Czartoryski
03.01.2021

Pandemia przystopowała wydawnicze plany, premiery poprzesuwano i zdarzały się nawet tygodnie suszy, co nie znaczy, że łatwo było przeczytać komiksy, które wydano. Bynajmniej.

Niekoniecznie najlepsze komiksy 2020 roku mat. prasowe wydawnictwa Mucha Comics

Ba, nawet nie próbowałem. Polska bowiem od jakiegoś czasu komiksami stoi i trzeba by było rzucić książki, gry, filmy i pracę oraz zrezygnować z życia prywatnego, aby zapoznać się z całym katalogiem wydawniczym. Jak pisałem przed rokiem, wychodzi u nas tyle ciekawych rzeczy, że pewnie trzeba by było rygorystycznie czytać jeden komiks dziennie, aby ogarnąć absolutnie wszystko. Nikomu nie życzę podobnie koszmarnej odmiany FOMO, ale parę rzeczy po prostu poznać trzeba, a przynajmniej wypada.

Poprzednim razem skupiłem się na komiksach niezależnych, teraz będzie trochę… inaczej. Nie jest to lista rzeczy autorytarnie uznanych przeze mnie za najlepsze, ale zestawienie tych, po prostu, z różnych przyczyn ciekawych.

„Trasa promocyjna”

Brytyjczycy mają fajowe sformułowanie, „deadpan humour”, które oznacza dowcip podany z kamienną twarzą i, często, zjadliwie ironiczny. Czytając „Trasę promocyjną” czeka się na ten moment, kiedy nareszcie wszystko to znajdzie jakąś spektakularną puentę, wszyscy rykną gromkim śmiechem i odtańczą kankana, ale nie, Andi Watson do samego końca trzyma sztywny fason.

Bo jego komiks, który łatwo byłoby zaklasyfikować do grona komediowych, daje nura prosto w fale absurdu, choć, jak twierdzi sam autor, mimo iście kafkowskiego humoru, praskiego pisarza poznał dopiero po narysowaniu swojego dzieła. Opisane przezeń perypetie niezbyt wziętego literata, pana Fretwella, który snuje się niemrawo od jednej pustej księgarni do drugiej, promując swoją powieść, pełne są rozczarowań przeciętniaka zagubionego pośród niezrozumiałej dlań rzeczywistości.

„Twardziel”

Nie mam pojęcia, kto mógłby być żelaznym archetypem twardziela o gołębim sercu, który może i pysk ma szpetny, a pięści twarde i szybkie, to jednak słabszego szeroką piersią zasłoni, ale to figura, na której barkach stoi kawał amerykańskiej popkultury. Były hokeista Derek, bohater znakomitego komiksu Jeffa Lemire’a, to jeden z tych upadłych, którzy mają za plecami przeszłość, lecz przed sobą żadnej przyszłości. Ten niegdyś obiecujący sportowiec teraz kima gdzie popadnie, najczęściej po pijaku, i nawet nie próbuje pozszywać do kupy porozdzieranego życia. Do czasu, kiedy los ześle mu jego sens: musi połatać czyjeś.

Lemire składa tutaj istne wyznanie wiary, że nawet jeśli obrzucimy sobie życiorys gnojem, to na końcu długiego, ciemnego tunelu nadal tli się dla nas niegasnące światełko. I choć Derek to nieprzyjemny typ i łobuz, jest przede wszystkim, po prostu, człowiekiem.

„Shangri-La”

Komiks Mathieu Bableta nie jest idealny, bynajmniej, porównałbym go raczej do efektownego portfolio, które jednak z miejsca namaszcza go na twórcę co najmniej interesującego. Bo na poziomie scenariusza „Shangri-La” zbyt często i zbyt chętnie flirtuje z oczywistymi oczywistościami i zbędnymi monologami, tłumacząc nam przedstawioną rzeczywistość, która przecież sama do nas mówi przez świetne rysunki.

Imponujący swoim rozmachem album to rzecz godna podziwu, kolejne strony zachwycają i szczegółowością, i kompozycją. Bablet jest co prawda konsekwentny także na poziomie fabularnym i na unoszącej się na orbicie ziemskiej arkologii tka narrację o niezmienności natury człowieka nowoczesnego, której fundamentem jest niepohamowany konsumpcjonizm. Innymi słowy, korporacja dba o nas dopóty, dopóki ma zysk.

 „Animal Man”

Chyba jedyny w tym zestawieniu komiks, który napisano tak dawno, że jego autor zdążył już stracić wszystkie włosy, lecz omnibus „Animal Mana” to perła nad perły. Grant Morrison, szkocki mag (metaforycznie i dosłownie), od tego tytułu zaczynał karierę za oceanem i od razu nie tyle przekroczył granicę szaleństwa, co przesadził ją sporym susem. Morrison nie próbuje tutaj bowiem jakiejś oddolnej rewolucji, ale od razu sięga po kamienie i butelki z benzyną.

Oczywiście swoboda ta nie byłaby możliwa przy Supermanie, Batmanie, czy innej popularnej postaci, lecz wtedy Morrison był człowiekiem znikąd, dlatego dano mu do dyspozycji postać z trzeciej ligi, którą ten wyniósł na komiksowy Olimp. Już same moce Animal Mana, który potrafi przejmować umiejętności napotkanych zwierząt, wydają się niedorzeczne, ale z tej niedorzeczności Szkot uczynił atut, bo kiedy ten spotyka… a zresztą przeczytajcie sami.

 „Omega Men”

Zanim zawołacie, żebym przystopował już z tymi superbohaterami, to ostrzegę lojalnie — będzie ich jeszcze więcej. Ale przyznam też, że miałem taką agendę, bo rok temu skupiłem się raczej na komiksach autorskich, które z trykotami i pelerynami nie miały zbyt dużo wspólnego. I choć przeważnie komiksy z herosami ze spiżu faktycznie nie są godne naszej uwagi, to przywołam parę pozycji, które udowodnią, że i tam jest czego szukać.

Do rzeczy. Tom King, bodaj największe dzisiaj nazwisko ze stajni DC, dokonał podobnej wolty, co wyżej Morrison, czyli napisał komiks o bohaterach zapomnianych i drugoplanowych, których naniósł na intrygę międzygalaktyczną. Tytułowi Omega Men to kosmiczni terroryści występujący przeciwko autorytarnym rządom namiestnika trzymającego żelaznym łapskiej cały system planetarny. King prędko superbohaterski sztafaż porzuca na rzecz gorzkiej satyry społeczno-politycznej dotykającej kwestii relatywizmu moralnego osób na wysokich stołkach.

 „Multiwersum”

I znowu Morrison, choć tutaj mowa o pozycji już dla zaawansowanego czytelnika, który zna temat od podszewki, gdyż „Multiwersum” to rzecz intertekstualna i metakomiksowa, gdzie ten geniusz komiksu ponowoczesnego opisuje samo obcowanie z dziełem jako akt kreacji i destrukcji zarazem. Czyli, jeśli odłożycie komiks na półkę przed doczytaniem go do ostatniej strony, to zapobiegniecie jego naturalnemu „dzianiu się”, a kiedy otwieracie album, dajecie mu życie. I tutaj też pojawia się pytanie, czy świat wyobraźni jest na pewno mniej ważny niż ten rzeczywisty?

Morrison owe koncepty przedstawia lekko, prowokacyjnie zaplatając te rozważania z na pierwszy rzut oka sztampową historyjką o złowrogim bycie dybiącym na całe międzywymiarowe istnienie, a żeby znaleźć sposób na jego pokonanie, superbohaterowie DC muszą… poczytać komiksy.

 „Mister Miracle”

Tom King raz jeszcze i ostatni komiks o superbohaterach na liście. Znowu mamy do czynienia ze sprawdzonym przepisem, bo tytułowy heros, istny Houdini świata DC, to postać może jeszcze nie zapomniana, ale zdecydowanie drugoplanowa, którą King pozwolił sobie wymodelować po swojemu. A przy tym oddał swoisty hołd Jackowi Kirby’emu, który stworzył Czwarty Świat i zaludnił wymyślonymi przez siebie postaciami. Mamy tu do czynienia ze zderzeniem owej kreacji z naszą rzeczywistością. Przez „naszą” nadal rozumiem tę komiksową, ale King umieszcza tam prawie wyłącznie codzienne problemy Scotta, czyli Mistera Miracle, przyziemne, związkowe i rodzinne, zestawiając je z kosmicznymi bojami toczonymi gdzieś daleko stąd.

Tym samym czyni z tego komiksu bardziej opowieść obyczajową niż superbohaterską, lecz dziejącą się w określonym kontekście, gdzie boje o losy świata trzeba toczyć równie często, co zmieniać dziecku pieluchy.

 „Śmiech i śmierć”

A to już zupełnie inna para kaloszy, amerykański komiks niezależny, z którego opisem można mieć nie lada problem, bo jeśli przywołać fabuły krótkich nowelek Adriana Tomine’a, szłoby się pewnie zanudzić na, nomen omen, śmierć i nie zaśmiać ni razu. Tomine opisuje bowiem sytuacje prozaiczne, rodem z obyczajowej telenoweli, ale nasączając je odautorską ironią i celnym komentarzem. Te krótkie scenki z życia bywają i zabawne, i sentymentalne, i refleksyjne.

Nie zawsze intrygi (to nie najlepsze słowo!) znajdują u Tomine’a puentę, a nawet i rozwinięcie, ich bohaterowie trwają biernie, zawieszeni pośród przytłaczających ich rzeczy. Cenne jest to, że nie ma tutaj moralizatorstwa i gotowych rozwiązań. Tomine nie chwali i nie gani, lecz pokazuje.

 „Dni, których nie znamy”

Nie, tytuł nie ma nic wspólnego z utworem Marka Grechuty, nie chodzi tu o rysującą się przed bohaterem tajemniczą przyszłość, ale o czas bezpowrotnie stracony. Dwudziestoparoletni akrobata Lubin żyje bowiem co drugi dzień, zasypiając dzisiaj, budzi się pojutrze. Dzieli bowiem swoje ciało po równo z obcym facetem, mającym inne marzenia, pracę i dziewczynę, jeden jest bałaganiarzem, drugi pedantem, jeden wegetarianinem, drugi mięsożercą. Obaj próbują jakoś tę sytuację rozwiązać, zostawiając sobie nagrane filmiki. Ale nareszcie dojść musi do konfliktu.

Timothe Le Boucher wychodzi od pomysłu rodem z „Czarnego lustra”, lecz jego komiks prędko nabiera wymiaru egzystencjalnego, bo fabułę obserwujemy wyłącznie z perspektywy podstawowej osobowości Lubina. Czy aby jednak na pewno to on jest prawowitym gospodarzem tego ciała? Nie będzie tutaj happy endu.

 „Sabrina”

Nie lubię, kiedy pisze się dobrze o komiksach dopiero wtedy, gdy zostaną niejako zrównane z literaturą, jakby wyniesienie ich do rangi zupełnie innego medium miało być dlań swoistą nobilitacją. Ale nominację do Bookera dla Nicka Drnaso odczytuję inaczej: że jest to rzecz godna uwagi także i według krytyki przywykłej raczej do czytania rzeczy zupełnie innej prowieniencji.

Okładkowy opis „Sabriny” może sugerować intrygę rodem z kryminału, której jądrem jest tytułowa zaginiona dziewczyna, ale nic bardziej mylnego. Drnaso zamaszystym ruchem rzuca sensacyjną zanętę, aby spisać opowieść o żałobie, stracie, empatii oraz — co jest szczególnie ciekawe zwłaszcza tu i teraz, kiedy oszołomskie ruchy antyszczepionkowe szukają globalnego spisku — o paranoicznym i nienawistnym charakterze internetowej dysputy.

 „Conan Barbarzyńca: Życie i śmierć Conana”

Pozycja jedenasta na tej liście to niejaki bonus, bo raczej nie zwykłem umieszczać tu tytułów wydawanych seryjnie, a już szczególnie tych, które sam tłumaczę, ale nie mogłem się powstrzymać. Bo komiksy o Conanie, po ich powrocie pod skrzydła Marvela, przejął wzięty scenarzysta Jason Aaron i stworzył dwuczęściową opowieść o życiu i śmierci ponurego barbarzyńcy. Jako fan prozy Roberta E. Howarda, poszedł mniej więcej tym samym narracyjnym tropem, co legendarny pisarz i w każdym zeszycie przedstawił krótką opowieść z wybranego okresu życia Conana, z tym, że wszystkie nawleczone są na opowieść o jego ostatnim boju, która stanowi istną ramę fabularną.

Jako że „Życie i śmierć Conana” to zamknięta historia, wystarczy przeczytać wydane u nas dwa tomy zbiorcze, bez strachu, że pociągnie to za sobą kolejne zobowiązania, zakupy i godziny spędzone na lekturze. Ale komu będzie mało, to śpieszę dodać, że tłumaczę aż trzy cymeryjskie serie…

Reklama

komentarze [17]

Sortuj:
1
1
10.01.2021 01:21

https://www.facebook.com/CentrumKomiksuPL/posts/156231179612620


592
40
06.01.2021 00:16

Czytałam  Dni, których nie znamy Dni, których nie znamy i nadal jestem pod niemałym wrażeniem.


82
29
10.01.2021 12:47

Komiksów już nie czytuję wcale, ale zainteresował mnie ten tytuł. Ciekawy pomysł na fabułę. . . I mały spoiler "nie będzie happyendu" też działa, bo choć lubię je to nieraz finał jest za bardzo polukrowany.


848
279
04.01.2021 01:11

Czytałam niedawno Dni, których nie znamy i jestem absolutnie zachwycona. Genialny komiks.


463
48
03.01.2021 18:01

Komiksów i to naprawdę b.dobrych ukazuje się obecnie całe mnóstwo. Mam nadzieję, że w tym roku w końcu w plebiscycie lubimyczytac.pl na książkę roku nie zabraknie kategorii - KOMIKS ROKU. Dla mnie 2 najlepsze tytuły w 2020 r.(z tych, które zdążyłem dotąd przeczytać) to Czarne Nenufary od Marginesów i Indyjska Włóczęga od Egmontu.


675
89
04.01.2021 17:56

Pełna zgoda, kategoria KOMIKS ROKU bardzo by się przydała.

Indyjska Włóczęga jest świetna - scenariuszowo i graficznie. Natomiast Czarne Nenufary wciąż czekają na swoją kolej...


433
179
03.01.2021 14:47

dla mnie tegorocznym objawieniem, chociaż wiem, że wydana była kilka lat temu, jest seria:
 Royal City. Tom 1: Krewni
 Royal City. Tom 3: Płyniemy z prądem
 Royal City. Tom 2: Sonic Youth
a z tegorocznych to
 Czarne nenufary


1388
21
03.01.2021 14:16

To piękne: "[...]kiedy oszołomskie ruchy antyszczepionkowe szukają globalnego spisku — o paranoicznym i nienawistnym charakterze internetowej dysputy."


3799
228
03.01.2021 14:40

Ciężkie czasy przyjdą dla antyszczepionkowców, ich determinacja zostanie wystawiona na ciężką próbę. Bowiem Rząd Światowy ma szatański plan. Dzięki fejsbukowi dogłębnie poznali charakter Polaków i w porozumieniu z rządem w najbliższych dniach rozpoczną dwie akcje:

1. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Polaków i Polek, podnosząc ich z kolan po ośmiu latach wiadomo czego,...

więcej

1388
21
03.01.2021 15:30

Nie wydaje mi się by była to adekwatna odpowiedź na mój komentarz. Również stoję w kontrze do wszelkich ruchów antyszczepionkowych. Zwróciłem jedynie uwagę na pewną hipokryzję w tekście autora. W zdaniu złożonym używa on pejoratywnego (moim zdaniem) określenia odnośnie pewnej grupy ludzi, a następnie narzeka na "nienawistne dyskusje w internecie". Przykładem ostatniego,...

więcej

3799
228
03.01.2021 18:24

Spokojnie, mój komentarz to nie odpowiedź. Postanowiłem się pogrzać w blasku Twojego komentarza ;) #fame


40
0
04.01.2021 11:19

Nie ma tu żadnej hipokryzji z mojej strony, stwierdzam stan faktyczny. Postulaty grup antyszczepionkowych są sprzeczne ze stanem obecnej wiedzy naukowej i są tak samo zwariowane/niemądre/oszołomskie jak pierdoły wygadywane przez ludzi utrzymujących, że Ziemia jest płaska. Jestem zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu i marginalizacji jawnie szkodliwych ruchów, które...

więcej

1693
74
03.01.2021 13:16

Nie czytalam komiksow. Wstyd, ale myslalam, ze sa tylko dla dzieci typu Kajko Asterix itp. A tu niespodzianka. Nasza biblioteka zakupila duzooooo komiksow dla mlodziezy i doroslych. Wciągnelam sie. Czytam typu  Maus. Opowieść ocalałego. Wydanie zbiorcze Maus. Opowieść ocalałego. Wydanie zbiorcze

więcej

241
191
05.01.2021 14:12

Bez urazy, czemu Kajko czy Asterix mają być tylko dla dzieci?


309
5
06.01.2021 00:38

Agi tak jest ze wszystkim na tym świecie, czasem wystarczy spojrzenie na coś z innej strony, pod lepszym oświetleniem, w innym otoczeniu i możemy sobie zdać sprawę że coś co znamy z jednej strony (jak na przykład komiksy) jest czymś co słabo znaliśmy i możemy odkrywać tego zalety bez końca.


1693
74
06.01.2021 08:27

Piratko, nie chodzilo mi ze te komiksy sa tylko dla dzieci. Poprostu te zapamietalam z dziecinstwa i pozniej "przerzucilam sie" na inne ksiazki i nie pomyslalm, ze tak preznie dzial komiksowy dziala. Taka przerwa w zyciorysie.


40
0
30.12.2020 11:25

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd