Głośniej o tych książkach!, czyli co mogło wam umknąć w 2020 roku

Marcin Zwierzchowski
02.01.2021

W wielkim skrócie i uproszczeniu: miniony rok był dziwny. Sytuacja związana z pandemią odbiła się również na rynku książkowym, i w ogólnym zamieszeniu szerokiej uwadze umknęło wiele tytułów, które zasługiwały by być popularnymi. Oto kilka z nich, z półki z oznaczeniem „Fantastyka”.

Głośniej o tych książkach!, czyli co mogło wam umknąć w 2020 roku

Bądźmy jednak szczerzy, nie o wszystko należy winić rok 2020 – w przypadku książek fantastycznych brak szerszego rozgłosu to nie tylko efekt pandemii, ale również generalnego braku miejsca dla nich w prasie.

Zacznijmy od „Piranesi” Susanny Clarke, jako chyba najbardziej jaskrawego przykładu „przegapienia”. Oto drugą powieść, po szesnastu latach literackiego milczenia, napisała autorka „Jonathana Strange’a i pana Norrella” – fenomenu, który rozszedł się w ponad 4 mln egzemplarzy, był nominowany do Bookera i Nebuli, nagrodzony Hugo i wyróżnieniem magazynu „Locus”, a także zekranizowany w postaci doskonałego miniserialu BBC. W Stanach i Wielkiej Brytanii premiera „Piranesi” była jednym z kulturalnych wydarzeń roku, recenzowana we wszystkich największych tytułach prasowych, trafiła na listę najlepszych książek minionego roku według magazynu „Time”.

Tymczasem w Polsce… absolutna cisza.

O „Piranesi” warto jednak rozmawiać, warto tę powieść czytać. To pięknie napisana historia-zagadka, w której Clarke wrzuca nas w środek fantastycznego domu-świata, zamieszkanego przez tytułowego bohatera (choć to nie jego prawdziwe imię), wraz z którym łamiemy sobie głowę nad prawdziwą naturą miejsca, w którym przyszło mu przebywać. Susanna Clarke stworzyła opowieść tym bardziej wartościową, że dziś tak rzadko spotykaną – opowieść pisaną bez rezerwy przed „zgubieniem” czytelnika, historię, której wartością jest bycie opowiadaną, a nie dawanie nam łatwych odpowiedzi.

Trochę podobnym przypadkiem jest „Bezgwiezdne morze” Erin Morgenstern. Jak Clarke, Morgenstern zachwyciła debiutem, „Cyrkiem nocy”, który stał się fenomenem (ponad 3 mln sprzedanych egzemplarzy), po czym na długo zamilkła. Jej druga powieść ukazała się po 8 latach od wydania pierwszej – i w tym przypadku również okazało się, że warto było czekać. „Bezgwiezdne morze” w moim rankingu jest najlepszą książką, jaka ukazała się w Polsce w 2020 roku – to niezwykły tryumf wyobraźni, historia jednocześnie efektowna, oszałamiająca, jak i misternie skonstruowana. Erin Morgenstern zaprasza nas do świata opowieści w opowieściach, z jednej strony snując historię o przygodach Zachary’ego, a z drugiej wiele mniejszych, baśniowych, wspaniałych fabuł, które ostatecznie splata, tak że jedne wzbogacają drugie, odkrywają kolejne sensy zawierającej je wszystkie powieści. Prawdziwy popis siły literatury.

Dziwi również zgodne milczenie prasy kulturalnej o Philipie Pullmanie, tym bardziej, w jego przypadku motorem napędowym zainteresowania jest serial „Mroczne materie” produkcji HBO. W 2020 roku w Polsce wydane zostały dwie premierowe książki Brytyjczyka, „La Belle Sauvage” oraz „Tajemna wspólnota”. Otwierają one trylogię „Księga Prochu”, drugą w uniwersum „Mrocznych materii” (pierwsza to: „Zorza polarna”, „Delikatny nóż” i „Bursztynowa luneta”). Znów: oto współczesny klasyk na rynku literatury anglosaskiej, zasługujący na towarzyszący mu rozgłos i uznanie. W przypadku dwóch tegorocznych premier, Pullman dał nam świetną powieść przygodową, o szalonej ucieczce przez Londyn, w czasie niezwykłej powodzi („La Belle…”), a także zaskakująco gorzką i melancholijną opowieść o dorosłej Lyrze, bohaterce „Mrocznych materii”. Pullman wykonał tu niezwykły skok między pierwszym a drugim tomem „Księgi Prochu”, przechodząc od literatury młodzieżowej do powieści ciężkiej nie tylko od gęstej i ponurej atmosfery, ale także rozważań nad rolą religii i Kościoła w naszych życiach.

Skoro zaś jesteśmy już przy granicy między młodzieżówkami a prozą dla dorosłych, nie można nie wspomnieć o „Zabójstwie Brangwina Kąkola” autorstwa M.T. Andersona (tekst) i Eugene Yelchina (ilustracje). Autorski duet bawi się tu prozą i grafiką, by stworzyć humorystyczną historię fantastyczną o misji dyplomatycznej elfa do kraju goblinów, a tak naprawdę opowieść o uprzedzeniach i mylących pozorach. To błyskotliwa proza, skrząca się od wyrafinowanego dowcipu, z jednej strony bawiąca przygodami i slapstickowymi gagami, z drugiej pod fantastyczną przykrywką snująca uniwersalną opowieść o ksenofobii. Prawdziwie zjawiskowa książka, pokazująca, jak wzajemnie inspirująca i wzbogacająca opowieść może być owocna współpraca między prozaikiem a grafikiem.

Przeskakując na przeciwny biegun – rok 2020 był świetny dla horroru. Głowę podnosi polska groza, oferując coraz więcej i coraz lepsze historie. Tą wyróżniającą się, i zasługującą na zdecydowanie większy rozgłos, jest powieść „Dunkel” autorstwa Jakuba Bielawskiego. To proza ciężka od mroku, cierpienia ludzi osiedlających się po II wojnie światowej na ziemiach odzyskanych, próbujących wyszarpać dla siebie życie we wprawdzie powojennej, ale wciąż trudnej rzeczywistości. Bielawski napisał horror przerażający nie nadnaturalnymi stworami, ale krzywdą, którą ludzie zdają sobie nawzajem, złem, które kryć się może w każdym – jego „Dunkel” to hipnotycznie bolesna lektura; coś jak bolący ząb, którego nie sposób nie ruszać językiem. Wciąga, przygnębia, ale fascynuje, a momentami wręcz zachwyca.

Podobną metodę na grozę ma Samanta Schweblin, tyle że ona nie patrzy w przeszłość, jak Bielawski, ale z niepokojem obserwuje naszą teraźniejszość i snuje wizje bardzo, bardzo bliskiej przyszłości. Jej „Kentuki” to w zasadzie nie fantastyka, bo opisana przez nią technologia (wyposażone w kamerki i mikrofony zabawki, którymi można zdalnie sterować) już istnieje. To, co przeraża u tej autorki, to opisana przez nią nasza z tą technologią relacja. Tytułowe kentuki to zabawka, którą jedna osoba kupuje i trzyma w domu niczym swoje zwierzątko, a którą druga, obca osoba, kontroluje, widząc i słysząc wszystko, co dzieje się w domu „pana/pani”, mogąc się poruszać czy wydawać zwierzęce odgłosy. To opowieść o ludziach, którzy oddają swoją prywatność, czasami z samotności, czasami dlatego, że są do tego przyzwyczajeni (patrzę na was, media społecznościowe); opowieść o naszej łatwowierności i podłości, ale też o globalizacji, zbliżającej nas, choćbyśmy żyli na różnych półkulach. Jest coś niezwykle niepokojącego w tym, że Schweblin opisuje coś tak prawdopodobnego, ale jednocześnie w tak niepojęty sposób po prostu… złego, niewłaściwego i niebezpiecznego.

Reklama

Wreszcie, rok 2020 był również dobry dla miłośników prozy Joe Hilla, czyli autora „N0S4A2”, „Strażaka” czy „Rogów”, oraz komiksu „Locke & Key”. Oprócz wznowień w pięknej oprawie, przygotowanej przez Dark Crayona, premierowo w Polsce wydany został zbiór „Gaz do dechy”, w którym Hill w pewnym sensie rozlicza się z faktem, że jest synem Stephena Kinga. Przez lata ukrywał się za pseudonimem, potem odcinał od ojca, teraz zbiera opowiadania pisane wspólnie z Kingiem seniorem, teksty inspirowane prozą ojca, oraz innymi autorami, dając nam zbiór różnorodny i po prostu świetny. Hill – po raz kolejny – potwierdza, że jako autor nie musi usprawiedliwiać się z tego, czyim jest synem, ale też – że niedaleko (jeżeli chodzi o talent) spada jabłko od jabłoni. Joe Hill to jeden z najlepszych współczesnych autorów grozy, tym większa więc szkoda, że jego kolejne publikacje nie otrzymują w Polsce większej atencji.

Cóż się jednak dziwić, że bez echa przechodzi zbiór Joe Hilla, jeżeli wśród tytułów przegapionych przez szeroką publikę w minionym roku wymienić trzeba „Wydech” Teda Chianga. Chiang to mistrz fantastyki naukowej, wielokrotny laureat wszystkich najważniejszych nagród środowiskowych, ewenement na skalę światową – jego SF to proza mierząca się z największymi intelektualnymi wyzwaniami, przestrzeń do myślenia zarówno przyszłości, jak i ludzkiej naturze. Ten piszący wyłącznie opowiadania autor od dekad zachwyca kolejnymi fabułami, w których nie fabuła jest de facto istotna, ale stojąca za nią myśl, jak choćby w „Cyklu życia oprogramowania”, opisującym perspektywy rozwoju sztucznej inteligencji i proces czynienia jej bardziej „ludzką”, albo „Prawda faktów, prawda uczuć”, gdzie Chiang podsumowuje zmiany, jakie w naszych mózgach wywołało wynalezienie pisma i stosowanie go jako „zewnętrznej pamięci”. Mało kto jeszcze tak pisze – tym cenniejsze są publikacje takie jak „Wydech”.

Cennych publikacji w roku 2020 było jednak dużo, dużo więcej – to powyżej to wycinek, wedle subiektywnego doboru jednego krytyka. Na liście zmieścić pewnie mogłyby się jeszcze wznowienia takie jak „Obcy w obcym kraju” Roberta A. Heinleina czy „Gdzie dawniej śpiewał ptak” Kate Wilhelm, albo „Najlepsze opowiadania” Raphaela A. Lafferty’ego, „Ruchomy zamek Hauru” Diany Wynne Jones czy „Pamięć Babel” Christelle Dabos, kontynuująca cykl otwarty świetnymi „Zimowymi zaręczynami”.

Według Was, które wydane w minionym roku tytuły zasługują na szerszą uwagę?

Reklama

komentarze [14]

Sortuj:
82
29
09.01.2021 12:28

Skuszony notką o Wydechu kliknąłem na tytuł i w pełni się do zbioru przekonałem po oficjalnym opisie.


252
21
07.01.2021 10:38

i pyk dodane do "chcę przeczytać"


64
2
03.01.2021 23:18

Jestem starym koniem ale tego Kąkola połknąłem w try miga. Świetna książka.


3
0
03.01.2021 11:01

I trzeba dodać ATLANTYDA Iluzja


223
208
03.01.2021 10:26

Mam "Wydech", ale na razie czeka w kolejce do czytania, bo ten gatunek literacki to tak niekoniecznie


82
29
09.01.2021 12:10

Mam tak samo. Dlatego zbiór opowiadań jest w naszym przypadku lepszy. Już tak zrobiłem ze zbiorem opowiadań toczących się w średniowieczu. . . Te paradoksalnie przeczytałem szybko, ale to przez kunszt pisarski autora.


223
208
09.01.2021 16:04

Ja wygrałam tą książkę i w końcu ją przeczytam, ale na razie w kolejce jest kilka innych, bardziej mi bliskich gatunkowo


9
2
02.01.2021 20:26

O, Bielawskiego mam na liście do przeczytania. A z książek, które trafiły mi w ręce, bardzo się spodobały, a mało kto je w tym roku czytał, polecam "Trzecią część człowieka" Krzysztofa Matkowskiego (Wydawnictwo Alegoria). Okładka wygląda trochę jak półamatorski kryminał z lat 90., ale w środku jest intrygująca, trochę niesamowita, trochę psychologiczno-thrillerowa powieść o...

więcej

2859
705
02.01.2021 17:25

Z Klubu Recenzenta na "Na kanapie" dostałam „Wydech” Teda Chianga, świetna lektura, którą polecam.


1326
67
02.01.2021 15:59

Książki Samanty Schweblin zostały być może przegapione przez polskich czytelników, ale przynajmniej dostrzeżone przez krytyków - redaktorów magazynu Książki. Ponoć naprawdę warte przeczytania.


4124
3884
02.01.2021 14:36

Tak się waham do tego Dunkela ?


0
0
02.01.2021 13:30

Wśród wielu ciekawych pozycji niekoniecznie sf, które mogły zostać przegapione, w mojej pamięci zapisują się:  Teodor Hoppe idzie do nieba Teodor Hoppe idzie do nieba - ballada o miłości,  Ostatnie lato rozumu Ostatnie lato rozumu

więcej

zgłoś błąd