rozwińzwiń

Miłość we Wrocławiu

Okładka książki Miłość we Wrocławiu Stefan Chwin, Irek Grin, Gaja Grzegorzewska, Inga Iwasiów, Ignacy Karpowicz, Wojciech Kuczok, Maciej Malicki, Łukasz Orbitowski, Joanna Pachla, Edward Pasewicz, Andrzej Pilipiuk, Marcin Świetlicki, Marta Syrwid, Krzysztof Varga, Andrzej Ziemiański
Okładka książki Miłość we Wrocławiu
Stefan ChwinIrek Grin Wydawnictwo: EMG literatura piękna
268 str. 4 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
EMG
Data wydania:
2011-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-06-01
Liczba stron:
268
Czas czytania
4 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788393101849
Tagi:
uczucie smak zapach emocje
Średnia ocen

6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Ładowanie Szukamy ofert...

Patronaty LC

Książki autora

Mogą Cię zainteresować

Oceny

Średnia ocen
6,1 / 10
88 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1738
1737

Na półkach:

To nie pierwsza moja przygoda ze zbiorem opowiadań o miłości. Niedawno czytałam antologię podobnych historii Raúla Péreza Torresa, wydanych pod wspólnym tytułem Ostatnie dzieci bolera. Do ostatniej kartki przesiąkniętej emocjami, po brzegi stron wypełnionej muzyką, nawet w kropce, kończącej ostatnie zdanie, mieściło się to uczucie. Wiedziałam, dlaczego i po co autor je napisał i na czym polega wyjątkowość i specyfika miłości w Ekwadorze.
Biorąc do ręki zbiór 13 opowiadań napisanych przez 15 polskich pisarzy, oczekiwałam odpowiedzi na te same pytania. A dokładniej – Co takiego szczególnego chcieli mi przekazać autorzy o miłości wrocławskiej, że warto o niej pisać, wydawać o niej książki i zawracać mi, czytelnikowi, głowę?
A głos zabrał w tej sprawie nie byle kto!
Uznani i znani, oprócz debiutantki Joanny Pachli, pisarze z całego kraju. Z twórczością sześciu z nich już się zetknęłam, wiec wiedziałam, czego się spodziewać. Na inicjację z pozostałymi cieszyłam się, bo każda okazja do poznawania początkujących, młodych i zdolnych piór jest dobra. Ta obiecująca różnorodność twórców zaowocowała historiami tak bardzo odległymi od siebie pod każdym względem (poziomu literackiego, poprawności językowej, stylu narracji, fabuły, formy przekazu, budowanego napięcia),że właściwie jedyną cechą wspólną był temat tytułowej miłości we Wrocławiu. I na tym kończyły się wszelkie podobieństwa. Różnice zaczynały się od pytania, czy miłość w ogóle we Wrocławiu jest? Według Ingi Iwasiów w Bocznym wątku i Łukasza Orbitowskiego w Oddanej na pewno była, pozostali twierdzili, że oczywiście jest, z czym nie zgadzał się Maciej Malicki w Zapachu, zaprzeczając jej istnieniu. Zawsze się przecież musi znaleźć jeden taki, idący pod prąd!
Jednak zasadniczo jest!
Nie ma jednak tak optymistycznie i różowo w tej pozytywnie wspólnej, ale dopiero wstępnej diagnozie. To, że jest, to jeszcze nie wszystko, bo ona okazała się jakaś taka nieprawomyślna, homoseksualna i niezgodna z normami społecznymi (Krzyki Edward Pasewicz),nieodwzajemniona (Tzw. miłość Marta Syrwid),przypadkowa i skończona, zanim się zaczęła (Moon River Krzysztof Varga),łamiąca prawo cywilne i boskie (350 przepisów. Jak zrobić z siebie idiotkę. Poradnik Ignacy Karpowicz) perwersyjna, profanująca, obnażająca i innowacyjna (Udręka i ekfraza Wojciech Kuczok),metafizyczna (Oddana Łukasz Orbitowski),tajemnicza (Samobójstwo na Maślicach Andrzej Pilipuk) czy zabójcza (Stacz Joanna Pachla). Jednym zdaniem – niejednorodna, o wielu, nie zawsze ładnych twarzach i na dodatek pokręcona, wynaturzona, rachityczna, toksyczna i przeklęta.
Nieszczęśliwa!
Jednak, na szczęście, znalazły się dwie historie (otwierające i zamykające zbiorek) odstające od reszty w tym pesymistycznym pochodzie cierpienia, ukazując wersję trudną, ale ciepłą (Poczta listów miłosnych Stefan Chwin) oraz wymarzoną i spełnioną (Siedem schodów Andrzej Ziemiański). Chociaż w przypadku tej pierwszej, nie byłabym tego do końca pewna, skoro narrator obserwujący kochającą się parę, widział ją w żałobnych barwach, "nie mogąc oderwać oczu, czując się tak, jakby zaglądał do świeżo otwartej trumny". Trochę pesymistyczne zdanie jak na określenie szczęśliwego spełniania się fizycznego, ale bardzo dobrze oddające agonalny stan miłości ukazanej przez prawie wszystkich autorów. Jednak czy to stanowi o jej wyjątkowości, zwłaszcza że Stefan Chwin wprost mówi o jej uniwersalizmie nie tylko w galaktyce, ale i w całym Kosmosie, bo była właściwie "drobna, jak miliony podobnych spraw, których nigdy nie brakuje na dość chłodnej planecie Ziemi, krążącej wokół jednej z prowincjonalnych gwiazd Drogi Mlecznej".
Uparcie wrócę wiec do nurtującego mnie pytania – Gdzie więc w topografii miasta i wrocławskiego społeczeństwa leży jej wyjątkowość? W Moście Miłości z kłódkami na zawsze wiążącymi uczucia między kochankami, o którym wspomina Stefan Chwin w Poczcie listów miłosnych? Nie bardzo, bo takimi mostami mogą pochwalić się i inne miasta. W wyjątkowości ludzi ją przeżywających? Nie, bo są dokładnie tacy sami, jak pozostali Polacy. Na to pytanie litościwie odpowiedział mi dopiero i tylko Wojciech Kuczok, opisując w Udręce i ekfrazie zjawisko doggingu łączące w sobie sacrum i profanum. Do przeżycia tylko we Wrocławiu!
Tak przynajmniej myślałam, dopóki nie wpisałam tego pojęcia w wyszukiwarkę! Wrocław nie jest już monopolistą w tej sferze aktywności seksualnej człowieka.
Ta różnorodność w ukazaniu jednego uczucia, w różnej fabule, odmiennymi narracjami, zróżnicowanymi formami przekazu, charakterystycznym i zindywidualizowanym stylem oraz rozbieżnym poziomem warsztatu literackiego, sprawiał mi trudność w wyłonieniu tych kilku najciekawszych. O każdym mogłaby powiedzieć coś dobrego.
Prawie.
Bo było jedno opowiadanie, na którym się zawiodłam, ale złe wiadomości zostawię na koniec. W ramach pozytywnego podsumowania wymienię trzy z nich, które spodobały mi się najbardziej i które z różnych powodów, przylgnęły mi do duszy i umysłu.
Pierwsze to Ekstaza i ekfraza Wojciecha Kuczoka, które zaskoczyło mnie i jednocześnie spełniło moje oczekiwanie na wyjątkowość i odmienność miłości we Wrocławiu, grzesznie namawiając mnie na sekswycieczkę po miejskich kościołach. Tego jeszcze w ofercie turystycznej nie było jak Polska długa i szeroka!
Drugie to 350 przepisów. Jak zrobić z siebie idiotkę. Poradnik Ignacego Karpowicza, gromadzące w sobie oprócz miłości tytułowej, również miłość opiekuńczą do brata, bezkrytyczną, desperacką syna do matki alkoholiczki i tę uosabiającą miłość do bliźniego, opisanych z humorem równoważącym niebezpieczeństwo kiczowatej tkliwości.
Trzecie to Tzw. miłość Marty Syrwid, które porwało mnie wodospadem myśli i poddało wyczerpującej gimnastyce umysłu aż do zadyszki. Chciałam więcej! Chciałam utonąć!
Najbardziej zawiodłam się na opowiadaniu Sample autorskiego trio Irek Grin, Gaja Grzegorzewska i Marcin Świetlicki. Dawno nie czytałam tekstu, przez który brnęłam z tak silnym, wewnętrznym oporem, który wzbudził we mnie tak dużą niechęć i niesmak. Nie czułam w nim emocji poza własną frustracją, nie widziałam logiki fabuły, sensu dialogów o niczym, ale za to gęsto przetykanych nieuzasadnionymi wulgaryzmami. Nie wiedziałam, co chcieli przekazać mi autorzy? No, chyba że celowo bezcelowe spotkanie postaci literackich z własnej twórczości, zaplątanych w poszukiwanie miłości podobnej do szukania wiatru w polu i przeklinających los i świat za tę niedogodność życiową. Boleję nad tym podwójnie, bo pióro Irka Grina bardzo sobie cenię, a tutaj taki czytelniczy zawód!
Jednak może to, co mnie się nie spodobało, spodoba się innym, bo siła tego zbioru leży w różnorodności pod hasłem – Dla każdego coś dobrego!
Tylko nadal nie znam odpowiedzi na moje kluczowe pytanie – Po co autorzy napisali te opowiadania?
W żadnym z nich nie znalazłam odpowiedzi.
naostrzuksiazki.pl

To nie pierwsza moja przygoda ze zbiorem opowiadań o miłości. Niedawno czytałam antologię podobnych historii Raúla Péreza Torresa, wydanych pod wspólnym tytułem Ostatnie dzieci bolera. Do ostatniej kartki przesiąkniętej emocjami, po brzegi stron wypełnionej muzyką, nawet w kropce, kończącej ostatnie zdanie, mieściło się to uczucie. Wiedziałam, dlaczego i po co autor je...

więcej Pokaż mimo to

avatar
954
954

Na półkach: , ,

Jest grono zacnych autorów, w tle miasto, które dobrze znam… A tymczasem wyszedł zbiór dość nierównych opowiadań. Może to typowa skaza każdej antologii, w której zaproszeni twórcy zmuszeni są pisać na z góry zamówiony temat. W przypadku antologii miejskiej (w dodatku z miłością w tle) skutkuje to pewną powierzchownością, czasem brakuje odniesienia do konkretnych miejsc (poza pewnymi wyjątkami),przez co opisywane wydarzenia mogły dotyczyć każdego innego miasta. Przypuszczam, że część autorów mogła zmagać się z tekstem jak w opowiadaniu Pana Macieja Malickiego :-) Z drugiej strony dyskusyjna może być forma promocji miasta polegająca na wymienieniu kilku nazw ulic. Z tego względu mam np. mieszane odczucia odnośnie Eberharda Mocka i jego osadzenia w międzywojennym Wrocławiu w pewnym znanym cyklu wydawniczym.
Myślę, że oceny poszczególnych opowiastek mogą być subiektywne, gdyż będziemy patrzyli na nie przez pryzmat lubianych autorów, znając ich styl i sposób patrzenia na świat. Z tego względu lepiej czytało mi się opowiadania Krzysztofa Vargi, Andrzeja Pilipiuka, wspomnianego już Malickiego czy tercetu znanego ze współpracy na płaszczyźnie literatury kryminalnej: Grin-Grzegorzewska-Świetlicki; choć w przypadku Pana Marcina znacznie wyżej cenię jego dokonania na polu poetyckim. Ogromnie pozytywnym zaskoczeniem było opowiadanie Pana Ignacego Karpowicza – moje dotychczasowe spotkanie z jego prozą było bowiem nieudane. Przy niespiesznej lekturze ten zbiór jednak zyskuje .

Jest grono zacnych autorów, w tle miasto, które dobrze znam… A tymczasem wyszedł zbiór dość nierównych opowiadań. Może to typowa skaza każdej antologii, w której zaproszeni twórcy zmuszeni są pisać na z góry zamówiony temat. W przypadku antologii miejskiej (w dodatku z miłością w tle) skutkuje to pewną powierzchownością, czasem brakuje odniesienia do konkretnych miejsc...

więcej Pokaż mimo to

avatar
224
181

Na półkach:

Nierówne. Jak nawierzchnia na Powstańców Śląskich czy Pomorskiej:) Ale Orbitowski daje radę (on zawsze na plus) i Kuczok oraz (niespodziewanie!) Karpowicz - to trio najlepsze, reszta dużo gorsza. Ale polecam i tak! Wrocław to jednak Wrocław:)

Nierówne. Jak nawierzchnia na Powstańców Śląskich czy Pomorskiej:) Ale Orbitowski daje radę (on zawsze na plus) i Kuczok oraz (niespodziewanie!) Karpowicz - to trio najlepsze, reszta dużo gorsza. Ale polecam i tak! Wrocław to jednak Wrocław:)

Pokaż mimo to

avatar
2724
605

Na półkach:

Ta antologia jest jak koszyk z jajkami - część opowiadań jest normalna, część ma dwa żółtka, ale część to jawne zbuki. I niby nic w tym dziwnego, bo rzadko kiedy trafia się antologia idealna, pełna tekstów stojących na najwyższym poziomie i warsztatowym, i fabularnym. Gorzej, że twórcy antologii nie dość, że odpuścili sobie ściślejszy nadzór nad autorami, dzięki czemu ledwie kilka tekstów faktycznie jest wrocławskich (w większości można podmienić Wrocław na inne miasto i nikt nie zauważy różnicy),to jeszcze fatalnie rozplanowali układ tekstów, książkę zaczynają bowiem dwa bardzo słabe opowiadania, a jeszcze słabsze ją zamyka. Niecierpliwi rzucą ją więc natychmiast w kąt, zaś wątpiący zachowają sobie średnio pozytywne wrażenia z lektury. A szkoda, bo jest tu kilka perełek.

Na pewno warta polecenia jest "Udręka i ekfraza" Wojciecha Kuczoka. Świetna literacko, wartka i dowcipna (w ten wredniejszy sposób, który najbardziej lubię),aczkolwiek treściowo jeszcze dekadę-dwie temu łapałaby się raczej na (literacki) pornos niż historię miłosną. Również bardzo dobrze wypadła "Oddana" Łukasza Orbitowskiego, mroczny i zawikłany tekst, jeden z niewielu tutaj rzeczywiście nierozerwalnie związanych z Wrocławiem i jego historią. Wart uwagi jest także "Stacz" Joanny Pachli, mimo braku literackiego dorobku swobodnie zostawiającej w polu połowę konkurentów zarówno w kwestii łatwości oddawania emocji i zjawisk, jak i bogactwa językowego, a także "Moon River" Krzysztofa Vargi - lekko ckliwy, ładnie osadzony we Wrocławiu, opowiadający bardziej o zagubieniu niż o miłości (sednem opowieści jest przelotny nawet nie romans, a wręcz krótkie spotkanie).

Od biedy można też rzucić okiem na "Samobójstwo na Maślicach" Pilipiuka, choć trudno doszukać się tu klimatu Wrocławia, a sam pomysł - może i oryginalny - jest mimo wszystko wydumany i lekko odpychający. Podobne uczucia budzą "Krzyki" Edwarda Pasewicza, poruszające dość zaskakujący temat, ale zarazem średnio przystające do antologii, bo mówiące bardziej o żądzy (z której bierze się kolekcjonowanie cudzych brudnych gaci i skarpet) niż o faktycznym uczuciu.

Reszta jest marna. Stefan Chwin proponuje tuzinkową, zbędnie rozbuchaną historyjkę z łataniem cudzego związku. Inga Iwasiów poległa warsztatowo, bowiem i główna bohaterka, i jej rozmówczyni, są opisywane w trzeciej osobie z pominięciem imion, przez co niekiedy nie wiadomo, której z nich tyczy się poczyniona akurat przez autorkę uwaga. Nic w tym momencie nie pomaga fakt, że Iwasiów jako jedna z niewielu rzeczywiście związała historię z Wrocławiem. Ignacy Karpowicz oferuje zgrabny literacko, ale chwilami denerwująco prymitywny, i na dokładkę ślizgający się na krawędzi przyzwoitości tekst, promujący niezbyt zdrowy społecznie romans. Tercet Grin, Grzegorzewska i Świetlicki z kolei przedstawia opowieść wartką, charyzmatyczną i pełną drobinek humoru, ale próżno tu faktycznie szukać Wrocławia, a i dziwnie się robi, gdy narrator jawnie zwraca się do czytelnika informując go, że przez chwilę robił sobie z niego jaja, a rozmowa "w rzeczywistości" wyglądała zupełnie inaczej.

Jeszcze gorzej wypadają Maciej Malicki, z bezczelnie odbębnionym zamówieniem na opowiadanie (innymi słowy - bohaterem jest... pisarz, który biedzi się nad napisaniem historii o miłości we Wrocławiu),Marta Syrwid, z męczącym tekstem, zbudowanym z dużych, kwiecistych akapitów, w których przeważa zabawa słowem - ze stratą dla ewentualnej treści, a także Andrzej Ziemiański, którego "Siedem schodów" jest żenująco infantylne i - mówiąc delikatnie - niemądre.

Jak na antologię specjalnie zamówioną, z dodatkowym zaproszeniem autorów do miasta, by nasiąknęli jego atmosferą, wyszło więc tak sobie.

(Esensja.pl)

Ta antologia jest jak koszyk z jajkami - część opowiadań jest normalna, część ma dwa żółtka, ale część to jawne zbuki. I niby nic w tym dziwnego, bo rzadko kiedy trafia się antologia idealna, pełna tekstów stojących na najwyższym poziomie i warsztatowym, i fabularnym. Gorzej, że twórcy antologii nie dość, że odpuścili sobie ściślejszy nadzór nad autorami, dzięki czemu...

więcej Pokaż mimo to

avatar
301
68

Na półkach:

Wbrew pozorom calkiem ciekawa :)

Naprawde sympatyczne, letnie opowiadania o milosci swietnych autorow.

Na wakacje,jak znalazl.

Wbrew pozorom calkiem ciekawa :)

Naprawde sympatyczne, letnie opowiadania o milosci swietnych autorow.

Na wakacje,jak znalazl.

Pokaż mimo to

avatar
37
3

Na półkach: ,

Bardzo duży plus za różnorodność; spodziewałam się trochę jednolitej, nieco ckliwej książki, a okazało się, że każde opowiadanie jest zupełnie inne, każde na swój sposób intrygujące, niektóre niezwykle zaskakujące czy dosyć kontrowersyjne.
Do moich ulubionych bez wątpienia należą fragmenty napisane przez: I. Karpowicza, W. Kuczoka, Ł. Orbitowskiego, K. Vargi, A. Ziemiańskiego, Tria Grin-Grzegorzewska-Świetlicki, E. Pasewicza, a absolutnym fenomenem jest "Samobójstwo na Maślicach" A. Pilipiuka

Warto przeczytać! :)

Bardzo duży plus za różnorodność; spodziewałam się trochę jednolitej, nieco ckliwej książki, a okazało się, że każde opowiadanie jest zupełnie inne, każde na swój sposób intrygujące, niektóre niezwykle zaskakujące czy dosyć kontrowersyjne.
Do moich ulubionych bez wątpienia należą fragmenty napisane przez: I. Karpowicza, W. Kuczoka, Ł. Orbitowskiego, K. Vargi, A....

więcej Pokaż mimo to

avatar
2310
386

Na półkach: , ,

Liczyłam na zbiór ciepłych, lekkich opowiadań z Wrocławiem w tle - niestety bardzo się zawiodłam. Przez całą książkę czekałam na jedno opowiadanie, które mi się spodoba, którego bohaterowie wzbudzą moją sympatię, ale niestety się nie doczekałam. Niektóre były wręcz niesmaczne. Podobało mi się tylko opowiadanie Pilipiuka, chociaż też zdecydowanie odbiegło od moich oczekiwań wobec tego zbioru. Doczytałam do końca tylko ze względu na mój rodzinny Wrocław.

Liczyłam na zbiór ciepłych, lekkich opowiadań z Wrocławiem w tle - niestety bardzo się zawiodłam. Przez całą książkę czekałam na jedno opowiadanie, które mi się spodoba, którego bohaterowie wzbudzą moją sympatię, ale niestety się nie doczekałam. Niektóre były wręcz niesmaczne. Podobało mi się tylko opowiadanie Pilipiuka, chociaż też zdecydowanie odbiegło od moich oczekiwań...

więcej Pokaż mimo to

avatar
191
24

Na półkach: ,

Niektóre z opowiadań wbiły mnie w fotel (autobusowy, tak w podróży się przyjemnie to czytało),chyba 2 opowiadania ominęłam, nie potrafiłam się odnaleźć, ale też nie pociągnęły mnie w swoje treści.

Niektóre z opowiadań wbiły mnie w fotel (autobusowy, tak w podróży się przyjemnie to czytało),chyba 2 opowiadania ominęłam, nie potrafiłam się odnaleźć, ale też nie pociągnęły mnie w swoje treści.

Pokaż mimo to

avatar
866
272

Na półkach:

Wróciłam znów do Wrocławiu, poczułam na skórze miejską rosę, odetchnęłam Odrą, przykurzyłam buciki na rynku, wdychałam papierosowy dym w Niebie, piłam wódkę w Literatce…. Podobała m się ta wycieczka i ten zbiór opowiadań, bo jest tak samo klimatyczny jak stolica Dolnego Śląska. Przy okazji odświeżyłam swoje opowieści o miłości, te które dane było mi przeżyć we Wrocławiu.

Wróciłam znów do Wrocławiu, poczułam na skórze miejską rosę, odetchnęłam Odrą, przykurzyłam buciki na rynku, wdychałam papierosowy dym w Niebie, piłam wódkę w Literatce…. Podobała m się ta wycieczka i ten zbiór opowiadań, bo jest tak samo klimatyczny jak stolica Dolnego Śląska. Przy okazji odświeżyłam swoje opowieści o miłości, te które dane było mi przeżyć we Wrocławiu.

Pokaż mimo to

avatar
165
34

Na półkach:

Miłość do Wrocławia mam ukonstytuowaną, choć jestem tylko nomadą, i z bólem serca nie mogę się pochwalić, że jestem wrocławianką z dziada pradziada. Z jeszcze większym bólem serca przyznaję, że cały ten zbiór jest w gruncie rzeczy... udawany i nieszczery. Wcale nie zrobiło mi się ciepło i sentymentalnie, mimo że przecież znam te miejsca i potrafię je odtworzyć w pamięci. Większość tych opowiadań mogłaby toczyć się w dowolnym innym mieście, w jakimś "everywhere". Odnoszę wrażenie, że większość autorów Wrocławia po prostu nie zna /o kochaniu nie wspominając/, są tylko przejezdnymi na zasadzie turystów, którzy przybyli na dzień-dwa, by "poznać atmosferę". Niektórzy z nich boleśnie, pretensjonalnie i desperacko starają się wprowadzić w narrację wrocławskie szczegóły, co tylko pogłębia wrażenie parodii i żenady. I jeszcze ten chałowaty modus operandi, Rynek-Katedra, powtarzany jak mantra. Nikomu się nawet nie chciało przejechać na Grunwald.
Tylko Krzysztof Varga potrafił oddać ducha miasta, i zrobił to w sposób zupełnie naturalny i przekonujący. Taka akcja mogła się toczyć tylko we Wrocławiu, nigdzie indziej. Ale może myślę tak dlatego, że też kocham Mosty Pomorskie. Wrocław z "Moon River" to jest dokładnie mój Wrocław.

1. Stefan Chwin, "Poczta listów miłosnych" - wielkie nadzieje po świetnym "Złotym pelikanie" przemienione w popiół. Niby smutno, a jednak jak dla dzieci. 3/10
2. Inga Iwasiów, "Boczny wątek" - niezrozumiale, papierowe sylwetki bohaterów, dużo treści zupełnie o niczym. 3/10
3. Ignacy Karpowicz, "350 przepisów. Jak zrobić z siebie idiotkę. Poradnik" - pierwsza iskierka nadziei, że może jednak nie warto przestać czytać. Świeżo, z pomysłem, lekki styl. 7/10
4. Wojciech Kuczok, "Udręka i ekfraza" - Kuczok zawsze się broni, choćby swoim nazwiskiem. Przepiękny styl i forma /jak zwykle/, kontrowersyjny pomysł /jak zwykle/. Ocena wybitnie subiektywna. 8/10
5. Maciej Malicki, "Zapach" - koszmarny potworek. Bufonada, egzaltacja, snobizm, Wrocław wpychany dramatycznie na siłę. 2/10
6. Łukasz Orbitowski, "Oddana" - mrocznie i ciężko. Puenta niby banalna, ale przedstawiona w oryginalnym świetle - że nic nie jest takie, jakim się zdaje. 8/10
7. Joanna Pachla, "Stacz" - jak na debiut, to brawurowo. Krótko, soczyście, na temat. 7/10
8. Edward Pasewicz, "Krzyki" - wyświechtany temat miłości heteronienormatywnej w przyjemnym stylu, ogromny plus za zaskakujące zakończenie. 7/10
9. Andrzej Pilipiuk, "Samobójstwo na Maślicach" - intrygująca koncepcja, która lepiej sprawdziłaby się w formie powieści. Forma opowiadania sprawia, że jest nieco za płasko i zdecydowanie za szybko. 6/10
10. Marta Syrwid, "Tzw. miłość" - chyba najbardziej niedocenione opowiadanie, bo trzeba tu zwrócić uwagę na prześliczną narrację i styl. 7/10
11. Irek Grin, Gaja Grzegorzewska, Marcin Świetlicki, "Sample" - bardzo dziwne, przedziwnione. Ale i tak nie sposób pohamować uśmiechu przy końcowej parafrazie świetlikowej "Filandii". 4/10
12. Krzysztof Varga, "Moon River" - najlepsze opowiadanie zbioru. 9/10
13. Andrzej Ziemiański, "Siedem schodów" - pomysł niestety banalny i fatalne zakończenie. 5/10

Miłość do Wrocławia mam ukonstytuowaną, choć jestem tylko nomadą, i z bólem serca nie mogę się pochwalić, że jestem wrocławianką z dziada pradziada. Z jeszcze większym bólem serca przyznaję, że cały ten zbiór jest w gruncie rzeczy... udawany i nieszczery. Wcale nie zrobiło mi się ciepło i sentymentalnie, mimo że przecież znam te miejsca i potrafię je odtworzyć w pamięci....

więcej Pokaż mimo to

Książka na półkach

  • Chcę przeczytać
    450
  • Przeczytane
    122
  • Posiadam
    40
  • Chcę w prezencie
    12
  • Ulubione
    5
  • Do kupienia
    4
  • Wrocław
    3
  • 2012
    3
  • Literatura polska
    2
  • 2014
    2

Cytaty

Więcej
Andrzej Pilipiuk Miłość we Wrocławiu Zobacz więcej
Więcej

Podobne książki

Przeczytaj także