Fotografka

Okładka książki Fotografka
Helena Janeczek Wydawnictwo: Prószyński i S-ka biografia, autobiografia, pamiętnik
344 str. 5 godz. 44 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Tytuł oryginału:
La ragazza con la Leica
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2021-05-04
Data 1. wyd. pol.:
2021-05-04
Liczba stron:
344
Czas czytania
5 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382341430
Tłumacz:
Katarzyna Skórska
Tagi:
wspominania fotografia wojenna
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
5,5 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
322
322

Na półkach:

× www.majuskula.blogspot.com ×

W moim życiu jest sporo ważnych osób, swoistych autorytetów w kilku(nastu) dziedzinach, ale jedna postać szczególnie się wyróżnia — to Gerta Pohorylle, zasłynęła jako Gerda Taro, pionierka kobiecej fotografii wojennej. Niestety, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, to jej partner, Robert Capa, zazwyczaj cieszy się większą popularnością. Bohater wielu podręczników uczących fotografii, albumów, najczęściej przedstawiany samotnie. Lecz czy niepozorny Endré Ernő Friedmann zostałby Capą, gdyby nie Gerda? Świetnie się uzupełniali, tworząc znakomity duet, którego drogi w pewnym momencie musiały się rozejść… Tyle słowem krótkiego wstępu, a podejrzewam, że moją opinię przeczytają głównie osoby, które choćby połowicznie kojarzą padające tutaj nazwiska. Skupmy uwagę na książce Heleny Janeczek (tak, autorka ma polskie korzenie). Najpierw sięgnęłam po angielskie tłumaczenie, jakoś rok temu, z niecierpliwością czekając na nadejście powieści do Polski. Cóż, doczekałam się, było warto!

Muszę przyznać, iż trochę rozczarował mnie tytuł, ja postawiłabym na „Dziewczynę z Leiką”, ponieważ to właśnie ten aparat był towarzyszem Gerdy, swoistą cechą charakterystyczną. Jednocześnie rozumiem, że potencjalny czytelnik może bardziej zainteresować się „Fotografką”, chwilami prostota bywa niezbędna, zwłaszcza na rynku wydawniczym, a każdy kraj rządzi się swoimi prawami. Na szczęście, na okładce widzimy Taro w mojej ulubionej „wersji”, figlarnej dziewczyny, uśmiechającej się zza zasłony (albo przysłony) czasu. Tak samo piękny jest prolog „Fotografki”, prawdopodobnie jeden z najcudowniejszych, jakie kiedykolwiek czytałam. Często do niego wracam i sądzę, że również będziecie zachwyceni, także epilogiem. Kunszt literacki, godny poznania.

Poznały się dzięki Georgowi Kuritzkesowi na basenie klubu Bar Kochba, a następnie spotykały się ponownie w tym samym towarzystwie po zakończeniu sezonu kąpielowego. Panowała już między nimi niejaka zażyłość, gdy dowiedziały się, że chodzą do tej samej szkoły.

„Środek” powieści to nieco skomplikowana lektura. Helena Janeczek pisze bardzo obrazowo, wręcz dokumentalnie, choć myślę, iż sporo czytelników może pogubić się w nawale nazwisk oraz pseudonimów. Cierpliwości! Gerda wypada niczym mozaika tworzona różnymi historiami, snutymi przez bliskich jej ludzi. Nie mamy do czynienia z klasyczną biografią, raczej z pozycją zachęcającą do dalszych poszukiwań, konstruowania własnych opinii, momentami do samodzielnego zapełniania białych plam w życiorysie, dopowiadania. Niemniej jednak, Janeczek w ciągu bodajże sześciu lat pracy nad książką, odkryła naprawdę dużo.

Poznajemy przede wszystkim Pohorylle, nie Taro, śledząc ścieżki młodej dziewczyny, orientując, w jaki sposób stała się świetną fotografką — nie chodzi wyłącznie o kwestie czysto techniczne, a o empatię, umiejętność obserwacji. Istnieją ludzie magnetyczni, charyzmatyczni, ludzie, których nie da się zapomnieć. Gerda właśnie była takim typem osobowości, nie tyle gwiazdą, co planetą, zrzeszającą wokół siebie satelity. Wiem, że owa książka spotykała się z dość skrajnymi recenzjami, już przy okazji swojej oryginalnej premiery, aczkolwiek gwarantuję, dobrze dać Helenie Janeczek szansę. Uważam, iż podołała postawionemu sobie zadaniu, opisała nie tylko Taro, ale też ciężkie czasy, w jakich przyszło jej żyć. Czasy interesujące, lecz niesamowicie trudne.

To powieść, której docenienie wymaga wspomnianej wyżej cierpliwości. Powieść, której powstanie autentycznie sprawiło mi radość, bo właściwie codziennie mam nadzieję, że Gerda Taro będzie stawała się coraz bardziej znana. Jeśli interesujecie się historią fotografii albo po prostu lubicie książki o wspaniałych kobietach — wtedy zdecydowanie musicie sięgnąć po tę pozycję. Tak, polskie wydanie „Dziewczyny z Leiką” jest najlepszą niespodzianką, jaka spotkała mnie w tym „literackim” roku. Jeszcze raz, serdecznie polecam każdemu, kto pragnie poznać Gerdę. Obiecuję, iż warto.

× www.majuskula.blogspot.com ×

W moim życiu jest sporo ważnych osób, swoistych autorytetów w kilku(nastu) dziedzinach, ale jedna postać szczególnie się wyróżnia — to Gerta Pohorylle, zasłynęła jako Gerda Taro, pionierka kobiecej fotografii wojennej. Niestety, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, to jej partner, Robert Capa, zazwyczaj cieszy się większą popularnością. Bohater...

więcej Pokaż mimo to

avatar
94
94

Na półkach: ,

Helena Janeczek w swojej książce pod wiele mówiącym tytułem „Fotografka” przeprowadza czytelnika przez początki kariery fotograficznej Gerdy Taro bardzo zręcznie. Czego tak właściwie możemy się dowiedzieć z „Fotografki”? Janeczek pokazuje jak to wszystko się zaczęło, przeprowadza czytającego przez początki aż do śmierci Gerdy.

Janeczek poprzez bohaterów swojej książki stwarza możliwość bycia świadkami; świadkami trudnych czasów jakimi były te, w których rodził się hitleryzm. Czytelnik zostaje świadkiem aresztowań komunistów, tajnych spotkań komunistycznych, rozwieszania ulotek i Wielkiego Kryzysu. To nie wszystko, bo Helena Janeczek na kartach swojej książki zabrała również wspomnienia tego zwyczajnego, normalnego życia.

Czytając książkę „Fotografka” można wraz z jej bohaterami odczuwać niepokój i dyskomfort, a to za sprawą wspomnień lat 30’. Francja lat 30’ nie była malowniczym rajem; fakt była tak jak dzisiaj nazywana miastem miłości, jednak nie była tak tolerancyjna jaką znamy ją współcześnie. „Społeczeństwo otwarte”? O tym nie było mowy, a to właśnie ta „brzydka” część francuskiej historii, o której nie mówi się na co dzień. Dlaczego właściwie tak się dzieje? Ludzie będąc zapatrzonymi w tragedii II Wojny Światowej nie widzą tragedii jakie były obok.

Helena Janeczek przedstawia w „Fotografce” wzajemne niechęci jakie mieli wobec siebie komuniści; niby wspólny cel, a jednak brak porozumienia wybrzmiewał na każdym kroku. Dzięki zapiskom wspomnień bohaterów książki czytelnik poznaje kulisy życia uchodźców, którzy uciekali z krajów ogarniętych nieprzejednanym hitleryzmem i znajdowali schronienie we Francji. Trzeba jednak zaznaczyć, że było to raczej pozorne schronienie. „Liberté, égalité, fraternité”, czyli „wolność, równość, braterstwo”, to zawołanie Rewolucji Francuskiej, piękne prawda? Jednak niestety nie do końca prawdziwe, bo tak jak i dziś; uchodźcy we Francji nie są mile widzianymi gośćmi; byli usuwani ze studiów o ile w ogóle udało im się na nie dostać, deportowano ich. Jednym słowem życie uchodźcy, to we Francji było trudne. Francuzi to po prostu naród, który lubi wyniosłe teksty, pełne romantyzmu i emocji, które nie zawsze są zgodne z prawdą.

Więcej na blogu:
https://www.jolkawitek.pl/fotografka/

Helena Janeczek w swojej książce pod wiele mówiącym tytułem „Fotografka” przeprowadza czytelnika przez początki kariery fotograficznej Gerdy Taro bardzo zręcznie. Czego tak właściwie możemy się dowiedzieć z „Fotografki”? Janeczek pokazuje jak to wszystko się zaczęło, przeprowadza czytającego przez początki aż do śmierci Gerdy.

Janeczek poprzez bohaterów swojej książki...

więcej Pokaż mimo to

avatar
934
934

Na półkach:

"FOTOGRAFKA" HELENA JANECZEK

Uhonorowany najważniejszą włoską nagrodą literacką portret Gerdy Taro - kobiety, która fotografowała wojnę.

Przyznam, że nie słyszałam wcześniej o Pani Gerdzie Taro. Niemniej z wielkim zainteresowaniem chciałam poznać tę pionierkę wojennej fotografii. Jej życiorys jest zdumiewający. Szczupła, niska, młoda kobieta, która miała w sobie tak wielką siłę, moc i nadzieję. Zawsze uśmiechnięta i optymistyczna. Ta wykształcona, zadziorna, uparta i konsekwentna kobieta miała pasję. Kochała ludzi i to co robiła. Zmarła podczas wojny, doznając wielu obrażeń na froncie. Niekontrolowany czołg wjechał w jej samochód miażdżąc jej ciało. Została pochowana w dniu swoich dwudziestych siódmych urodzi. Jej pogrzeb zmienił się w wielką manifestację.
Była pierwszą kobietą, fotografką, która zginęła na froncie.
Dobrze, że powstała ta książka, trzeba pisać i mówić o tak ważnych ludziach i wydarzeniach, które miały wtedy miejsce.

Autorka postawiła sobie trudne zadanie i udało jej się pokazać nam cudowną lecz zapomnianą kobietę, która miała swój udział w ukazaniu okrucieństwa wojny. Jest to niejako hołd złożony dla Gerdy. Oryginalny język i styl pozwala nam bez problemu wskoczyć w przedstawioną historię i poznać naszą bohaterkę. Początek i koniec, czyli Prolog i Epilog to głównie genialne zdjęcia, a sam środek to poznanie Gerdy.
Nic tutaj nie nudzi, pomimo dużej ilości faktów i zdarzeń. W tej książce to Ona jest najważniejsza. Chociaż dowiemy się wielu ciekawych rzeczy o różnych ludziach i świecie w jakim żyli, to Gerda tutaj jest na pierwszym miejscu. W tle bardzo ważne wydarzenia polityczne i społeczne, które znamy z historii.
Podoba mi się, że Fotografkę poznajemy z perspektywy kilku osób, mamy więc trochę zamieszania chronologicznego wydarzeń, ale ja to uwielbiam.
Jest bardzo klimatycznie, tajemniczo i intrygująco.

Świetna i ważna lektura dla każdego, nie tylko dla sympatyków fotografii.

"FOTOGRAFKA" HELENA JANECZEK

Uhonorowany najważniejszą włoską nagrodą literacką portret Gerdy Taro - kobiety, która fotografowała wojnę.

Przyznam, że nie słyszałam wcześniej o Pani Gerdzie Taro. Niemniej z wielkim zainteresowaniem chciałam poznać tę pionierkę wojennej fotografii. Jej życiorys jest zdumiewający. Szczupła, niska, młoda kobieta, która miała w sobie tak...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
168
164

Na półkach:

"Fotografka" Heleny Janeczek, czyli czasoprzestrzeń wspomnień

"Gerda wyglądała, jakby nigdy się nie martwiła. Kiedy w Lipsku opowiadała o swoich wyjazdach do Berlina, gdzie starcia były na porządku dziennym, lub gdy w Paryżu ogłosiła, że samotnie wybierze się do Hiszpanii, inni - nawet Capa - nie szczędzili jej rad. "Spokojnie" - śmiała się dobrodusznie. A gdy komuś wymknęło się: "Gerda, to nie zabawa", wpadała w okropną złość. Powinni przestać traktować ją jak dziecko, właśnie ją, która potrafiła prowadzić księgowość, w jednej chwili obliczała wymianę walut, do ostatniego feniga czy centyma pamietała ceny w sklepach, zawsze ze wszystkim sobie radziła.
- Mam głowę na karku osadzoną mocniej niż wy - mówiła. W dodatku była to twarda głowa.
Nie mogła nic z tym zrobić: od zawsze odznaczała się lekkością, w każdym sensie, również w przenośni". [s.82]

Wydawnictwo Prószyński i Ska umieściło na okładce "Fotografki" kilka informacji. Jedną z nich jest ta, że książką w 2018 została uhonorowana włoską nagrodą Strega. Druga, że mamy do czynienia z portretem Gerdy Taro, pionierki fotografii wojennej.

Otóż ta druga informacja wydaje mi się nieco zawężającą, choć pewnie szersze eksplanacje i tak nie zmieściłyby się na okładce. Książka Heleny Janeczek nie jest bowiem biografią, ani portretem jednej osoby. Jest... jest jak mandala sypana z kolorowego piasku, w której centrum rzeczywiście jest Gerda, ale która próbuje opisać wiele innych osób i zjawisk. Gerda Taro jest w centrum, owszem, bo przez nią i wobec niej pokazują się i ludzie, i wydarzenia, i historia lat 30. XX w., ale "Fotografka" nie jest jej portretem, to nie jest nawet jego szkicem. Bo Gerda się wymyka opisowi.

Co można o niej tak naprawdę powiedzieć?

Córka żydowskich kupców, uciekinierów z Polski. Filigranowa blondynka, nie mająca więcej niż 150 cm wzrostu. Lewicująca, niezależna, odważna uciekinierka z hitlerowskich Niemiec. Mało sentymentalna, szukająca siebie w Paryżu późnych lat 30, usiłująca przeżyć jako maszynistka, przepisująca na maszynie, co tylko się da. Fotografka, z zacięciem szukająca zleceń. Dziewczyna z leicą, nieustraszona w fotografowaniu hiszpańskiej wojny domowej. Kobieta, która zginęła pod gąsienicami czołgu i na której pogrzeb w Paryżu przyszły tysiące. Fotografka o genialnym oku, której prac raczej nie zobaczymy, bo większość z nich została zniszczona w wojennej zawierusze.

Taki obraz składamy z setek rozproszonych uwag, z wrażeń, z impresji osób, które Gerdę Taro znały i które o niej mówią. Nie, nie "mówią", raczej: które Gerdę w monologu wewnętrznym wspominają.

A jak to ze wspomnieniami bywa - myśli błądzą i nie zawsze pokazują to, co wspominający chciałby przywołać

Dzięki temu właśnie "Fotografka" Heleny Janeczek nie jest portretem fotografki. Jest skomplikowanym obrazem późnych lat 30 w Europie.

Za pośrednictwem trójki wspominających bohaterów powieści Janeczek stajemy się w jakiś sposób świadkami narodzin hitleryzmu i jego rozwoju. Widzimy Wielki Kryzys, obrazy aresztowań komunistów, rozwieszanie ulotek, spotkania w domach członków partii komunistycznej i normalne, zwykle życie na działce.
Z tymi obrazami lat 30. w Niemczech jesteśmy oswojeni, popkultura pokazywała nam je wielokrotnie, w serialach, filmach, w książkach.

Odczuwamy niepokój, kiedy podążamy śladem wspomnień i okazuje się, że Francja w latach 30. to także nie był raj, a już na 100% nie było tam tego, co dziś nazywamy "społeczeństwem otwartym". Tę nieładną stronę historii zauważamy rzadziej, zapatrzeni w tragedię II Wojny Światowej i w romantyczny, dualistyczny podział na "nas i tamtych".
Jeśli czyta się "Fotografkę" Heleny Janeczek, to rozumie się, że "tamci" nie różnią się specjalnie od "nas".

Janeczek pokazuje spory wśród lewicowców, wzajemne niechęci, nieustanne oskarżanie się o zdradę ideałów. Widzimy, jak żyli w Paryżu uchodźcy z Niemiec, z Węgier, z krajów ogarniętych szaleństwem faszyzmu. I obraz, który widzimy piękny nie jest. "Liberté, égalité, fraternité", czyli "wolność, równość, braterstwo", które na sztandary wyniosła Rewolucja Francuska, może były mottem Francuzów i Francji, ale wtedy - jak dziś - uchodźcy nie byli mile widziani. Usuwało się ich ze studiów, denuncjowano, deportowano.

Podobnie już po wojnie, w latach 60, "wolny świat", tzw. Zachód, nie był rajem.

"Doktor Chardack wielokrotnie powtarzał, że jest człowiekiem nauki i daleko mu do wszelkich wierzeń i praktyk religijnych, ale w końcu zrozumiał, że w Ameryce nie działało jego hasło z importu, podparte doświadczeniem wieków średnich. Nauka to nauka, przyznawali, ale wspólnota, w której się wychowujemy, nigdy nie będzie wspólnotą z konferencji w Kalifornii. Co miał odpowiedzieć: że wspólnota mogła istnieć bez poczuwania się do członkostwa w jakiejś kongregacji czy przynależności do jakiejś rasy?". [s. 71-72]

Ameryka opętana jest antykomunizmem, w Europie też lepiej nie przyznawać się do tego, że było się lewicowcem walczącym w hiszpańskiej wojnie domowej. Kto chciałby pamiętać, że żołnierzy republikańskich wsadzono we Francji do obozów jenieckich, a potem przekazano hitlerowcom? No kto? Kto chciałby wspominać włoski faszyzm i jego zbrodnie?

A bohaterka Heleny Janeczek przemyka w tle wspomnień jak barwny motyl

Nigdy nie jest taka sama. Zawsze się zmienia. Nawet nazwisko "Taro" nie jest tym, z którym się urodziła. Pohorylle, tak brzmiało jej prawdziwe nazwisko.

"Panna Pohorylle, obywatelka Polski, urodzona w Stuttgarcie, miała wojownicze skłonności, których Hitler wymagał od niemieckiej młodzieży: była zwinna jak chart, wytrzymała jak wyprawioną skóra, czasem twarda jak stal. Tyle że wytrwałość i hardość Gerdy brały się z czegoś innego - nie z jej wojowniczości. Żyć, nie patrząc na koszty, ale za wszelką cenę - tego Gerda pragnęła bardziej niż oni wszyscy razem wzięci. I rzeczywiście pokonywała przeszkody, które stawały na drodze do realizacji tego pragnienia, z takim impetem, że mogły ją powstrzymać jedynie gąsiennicę czołgu". [s. 146]

Zresztą jej ukochany i mistrz w sztuce fotografii także nie urodził się jako "Robert Capa", ale jako Andre Friedmann.

Gerda jest trudna do uchwycenia, niemożliwa do złapania, ale doskonale widoczna na szarawym tle trudnej rzeczywistości. Janeczek odtworzyła z fragmentów danych, z historii portret osoby, której można nie lubić, ale wobec której nie można być obojętnym. Jaka jest Gerda Taro?

Nie wiem. Nie potrafię jej opisać, wiem, jakie wrażenia mam na myśli, kiedy o niej myślę, ale jest, pozostała nieuchwytna. Najlepszy tym bohaterki, taki, który jest charakterem, a nie typem, dającym się zamknąć w jednym czy dwóch przymiotnikach.

"Fotografka" Heleny Janeczek jest książką bardzo włoską.

Jest coś w literaturze tego kraju, co sprawia, że się uśmiecham. Jest szeroka fraza, skomplikowana, wijąca się wokół samej siebie, niełatwa do śledzenia. Jest w "Fotografce" rozległość metafor, skłonność do dywagacji, jest umiłowanie opisu. Z jednej strony szczerze współczuję tłumaczce - Katarzynie Skórskiej, z drugiej serdecznie jej gratuluje dobrze wykonanej roboty. "Fotografka" Heleny Janeczek jest pięknie przełożona, ten przekład z włoskiego na polski to prawie dzieło sztuki.

"Fotografka" prostą książką nie jest

Po pierwsze - mamy do czynienia z mnogością bohaterów, którzy - jak sama Gerda - czasem zmieniają nazwiska. Są miejsca, są wydarzenia, które zmieniają się jak w kalejdoskopie.

No i jak to we wspomnieniach bywa - narracja nie jest liniowa. Mamy do czynienia z prawdziwą czasoprzestrzenią wspomnień - czasem jest rok 1932, czasem jest Łódź, czasem Wielki Kryzys, a czasem upalny Rzym. Zapchlone wyrko w Paryżu, sąsiaduje z zimą w Pirenejach. Piękne obrazy, ale wymagające od czytelnika uwagi.

Losy Gerdy, a raczej całego pokolenia, opowiadają w książce Janeczek trzy osoby

Przyjaciele fotografki: Willy Chardack, Ruth Cerf i Georg Kuritzkes. Wszyscy troje byli z nią blisko związani, byli jej przyjaciółmi lub miłościami, lub przelotnymi kochankami. Ciekawe jest to, że każdy z nich wspomina bohaterkę powieści Janeczek w drodze. Jakby to właśnie ruch aktywował pamięć o niej, bo ona sama przecież zawsze była w ruchu. Willy idzie po deser, jak to robi każdego tygodnia i wspomnienia atakują go na trasie jego rytualnego spaceru po Buffalo. Wyemigrował, jest naukowcem, a przeszłość wróciła, bo nieoczekiwanie zadzwonił do niego Georg. Jest rok 1960.

Georg jeździ po Rzymie swoją vespą, żar leje się z nieba, bo lato 1960 jest gorące i w Europie. On także jest naukowcem i także - jak Willy - może uznać, że odniósł sukces. Ale o młodości może rozmawiać tylko z kimś, kto jest w stanie pojąć pewne przeżycie pokoleniowe. A dla nich Gerda była takim przeżyciem.

Ruth wspomina Gerdę w roku 1938. Ona szykuje się do wyjazdu z Paryża do Szwajcarii, tam, gdzie będzie bezpieczna. Ostatnie dni przed wyjazdem spędza zastanawiając się, jak poinformować o swoim wyjeździe Roberta Capę, byłego ukochanego Gerdy, ciągle pogrążonego w żałobie po niej. I myśli o swojej byłej przyjaciółce, byłej współlokatorce.

Kiedy trójka przyjaciół wspomina Gerdę, w różnym czasie i różnym miejscu, fotografka już nie żyje. Każdy z bohaterów widzi ją inaczej, a czytelnikowi obraz bohaterki i tak wymyka się z rąk. Tak byśmy chcieli ją zaszufladkować, a nie da się! Jej życie prywatne, intymne także umyka prostym schematom. Jej myślenie? O, tu mamy kłopot, bo widzimy obraz Gerdy i jej działań odbitych od świadomości innych ludzi. Co myślała ona? To pytanie!

"Fotografka" Heleny Janeczek to bardzo dobra, niełatwa w odbiorze książka.

Ktoś, kto oczekuje prostej biografii - srodze się zawiedzie. Ktoś, kto chce odpowiedzi na pytanie "kim była Gerda Taro", także zamknie książkę z uczuciem niespełnienia. Ktoś, kto szuka niedopowiedzenia i półcienia - dostanie to, po co przyszedł.

Piękna książka, pięknie napisana, ale przedziera się przez nią raczej niż pożera. Czyta się ją szybko, ale długo rośnie w czytelniku, puchnie i zadaje własne pytania. Jak dobra książka robić powinna.

"Fotografka" Heleny Janeczek, czyli czasoprzestrzeń wspomnień

"Gerda wyglądała, jakby nigdy się nie martwiła. Kiedy w Lipsku opowiadała o swoich wyjazdach do Berlina, gdzie starcia były na porządku dziennym, lub gdy w Paryżu ogłosiła, że samotnie wybierze się do Hiszpanii, inni - nawet Capa - nie szczędzili jej rad. "Spokojnie" - śmiała się dobrodusznie. A gdy komuś...

więcej Pokaż mimo to

avatar
418
287

Na półkach:

“Fotografka” to niewątpliwie ważna książka, która upamiętnia wyjątkową kobietę. Muszę przyznać, że o Gerdzie Taro nie słyszałam wcześniej, choć jak się okazuje, była pionierką wojennej fotografii, a jej życiorys jest naprawdę wart poznania.

Czytając tą książkę miałam jednak wrażenie, że jest ona o tych wszystkich osobach, które opowiadają o Gerdzie, niż o niej samej. Trochę się dowiedziałam, jednak nie tyle, bym mogła powiedzieć, że dobrze znam życiorys tej fotografki, a książka wyjaśniła mi jej fenomen. Mam wrażenie, że jest to pozycja dla osób, które dość dobrze znają już tą postać, a dzięki wspominkom jej przyjaciół mogą lepiej poznać jej otoczenie i środowisko w jakim się obracała.

Najbardziej zaciekawił mnie pierwszy i ostatni rozdział, gdzie jest kilka zdjęć, które opisane są w interesujący sposób. Na tej podstawie widzimy jaką siłę ma fotografia i ile można wyczytać z jednego ujęcia. Jak historia pięknie zapisywana jest na kliszach. Jednak kolejne rozczarowanie jest takie, że skoro w książce są zdjęcia, to miałam nadzieję na więcej słynnych ujęć Gerdy Taro, żeby choć spróbować poznać jej prace i zrozumieć geniusz tej kobiety jako fotografki.

"Fotografkę" ciężko mi się czytało- przede wszystkim przez pomieszanie czasów i brak chronologii zdarzeń.

Gerda na stronach tej książki jedynie się prześlizguje, jest wspominana przez przyjaciół. Autorce w ten sposób niewątpliwie udało się uchwycić temperament Gerdy, jej potrzebę działania, silny charakter, zadziorność. Ale po przeczytaniu jest mi wciąż mało. Ale być może taki właśnie był zamiar autorki? By czytelnik, tak jak bliscy po stracie Gerdy, która zginęła wykonując swoją pracę, mieli jej ogromny niedosyt? Może właśnie chodzi o to by samemu chcieć sięgnąć po jej historię i dowiedzieć się czegoś więcej?

Nawet jeśli nie sięgniecie po żadną książkę związaną z Gerdą Taro, to myślę, że warto wiedzieć, że ta kobieta była naprawdę- żyła, śmiała się, kochała, miała pasję i zginęła, bo wierzyła, że jutro może być lepsze.



“Panna Pohorylle, obywatelka Polski, urodzona w Stuttgardzie, miała wojownicze zdolności, których Hitler wymagał od niemieckiej młodzieży: była zwinna jak chart, wytrzymała jakwyprawiona skóra, czasem twarda jak stal. Tyle że wytrwałość i hardość Gerdy braly się z czego innego – nie z jej wojowniczości. Żyć, nie patrząc na koszty, ale nie za wszelką cenę- tego Gerda pragnęła bardziej niż oni wszyscy razem wzięci. I rzeczywiście pokonywała przeszkody, które stawały na drodze do realizacji tego pragnienia, z takim impetem, że mogły ja powstrzymać jedynie gąsienice czołgu”.

“Fotografka” to niewątpliwie ważna książka, która upamiętnia wyjątkową kobietę. Muszę przyznać, że o Gerdzie Taro nie słyszałam wcześniej, choć jak się okazuje, była pionierką wojennej fotografii, a jej życiorys jest naprawdę wart poznania.

Czytając tą książkę miałam jednak wrażenie, że jest ona o tych wszystkich osobach, które opowiadają o Gerdzie, niż o niej samej....

więcej Pokaż mimo to

avatar
182
98

Na półkach:

Niestety mało jest w tej książce historii tytułowej fotografki Gerdy, bardziej jest ona osią wspomnień jej przyjaciół, lepiej poznajemy ich historie niż jej. Opowieść jest bardzo chaotyczna, w jednym momencie znajdujemy się w przedwojennym Paryżu, by chwilę później znaleźć się w powojennym Nowym Jorku, czy też Rzymie. Sporo okruszków historii faszyzmu, socjalizmu rozsianych w tej powieści zakłada od Czytelnika znajomości meandrów politycznych i historycznych okresu lat międzywojennych i jeśli ktoś nie jest obyty z historią to może ta książka być ciekawym punktem wyjścia do zanurzenia się w tam czasie.

Niestety mało jest w tej książce historii tytułowej fotografki Gerdy, bardziej jest ona osią wspomnień jej przyjaciół, lepiej poznajemy ich historie niż jej. Opowieść jest bardzo chaotyczna, w jednym momencie znajdujemy się w przedwojennym Paryżu, by chwilę później znaleźć się w powojennym Nowym Jorku, czy też Rzymie. Sporo okruszków historii faszyzmu, socjalizmu rozsianych...

więcej Pokaż mimo to

avatar
36
31

Na półkach:

Nie pamiętam ile lat temu czytałam ostatnią powieść. Jakże miło było do niej wrócić. Zanim sięgnęłam po pozycję "Fotografka" nie znałam postaci Gerdy Taro (Pohorylle), a szkoda. Gerda niewątpliwie odznaczała się ponadczasową odwagą, przy czym była niebywale kobieca i kokieteryjna. Nie wyobrażała sobie życia bez miłości.
Chcąc uwiecznić wojenną rzeczywistość zginęła w wieku zaledwie 27 lat.
Historia pionierki fotografii wojennej została opowiedziana z perspektywy trzech najbliższych jej osób. Uważam, że ta pozycja powinna się znajdować w biblioteczce każdej osoby, którą interesuje zarówno fotografia jak i wojenna rzeczywistość.
POLECAM.

Nie pamiętam ile lat temu czytałam ostatnią powieść. Jakże miło było do niej wrócić. Zanim sięgnęłam po pozycję "Fotografka" nie znałam postaci Gerdy Taro (Pohorylle), a szkoda. Gerda niewątpliwie odznaczała się ponadczasową odwagą, przy czym była niebywale kobieca i kokieteryjna. Nie wyobrażała sobie życia bez miłości.
Chcąc uwiecznić wojenną rzeczywistość zginęła w wieku...

więcej Pokaż mimo to

avatar
306
305

Na półkach:

"Fotografie są jak diamenty -
poleruj je dobrze, aby były bezcenne."

Sukant Ratnakar


Podczas wojny czołg zmiażdżył jej ciało, ma rozpłatany brzuch. Pierwsze słowa Gerdy Taro po wypadku to: "Gdzie moje aparaty? Są nowe".


Pierwsza, która zginęła na froncie wojennym fotografka, której losy splątane są, z Robertem Capa została niemal zapomniana. Gerda Taro miała polskie korzenie. Urodziła się w polskiej rodzinie żydowskiej, która do Niemiec przybyła z Galicji. Biografia fotografki wydana w 2008 roku sugeruje, że rodzicie kobiety znali język jidisz, a ona sama mówiła po polsku. Gerda Taro otrzymała bardzo dokładne i drogie wykształcenie. Uczyła się między innymi w Szkole Realnej Królowej Charlotty, czy w szkole dla panien w Szwajcarii.

Zaręczyła się dość młodo w wieku 18 lat z bogatym handlowcem Pieterem Bote. Zaręczyny w późniejszym czasie zostały zerwane, ale młodzi pozostali przyjaciółmi. Pieter Bote pomógł jej po aresztowaniu przez gestapo w roku 1933. Dzięki niemu udało jej się wyjechać z Lipska do Paryża. We Francji otrzymała tymczasowy azyl polityczny.
W roku 1934 Gerda spotyka węgierskiego fotografa znanego jako Robert Capa. Wraz z Robertem była świadkiem powstania partii nazistowskiej. Gerda Taro i Robert Capa sprzeciwiali się niemieckiej agresji wobec Żydów, oboje skłaniali się raczej ku komunistom, anarchistom i socjalistom.

Gerda Taro w tamtych czasach pracowała dla agencji wizerunkowej i wykonywała zdjęcia, Rober Capa był fotoreporterem. Wielką sławę Robertowi przyniosło fotografowanie wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936 - 1939. Wykonał wtedy, wiele słynnych ujęć jednym z nich jest, upadający, trafiony kulą republikański żołnierz. Gerda Taro była nie tylko współodpowiedzialna za wiele ważnych zdjęć, ale również a może i najbardziej za zbudowanie legendy Roberta Capa. Kobieta mogła liczyć na wsparcie i wiedzę Capa, co bardzo pomogło jej w rozwinięciu swojego rzemiosła.

Taro zginęła na froncie wojennym wskutek licznych obrażeń, jakich doznała fotografując Bitwę pod Brunete 25 lipca 1937 roku. Pozbawiony kontroli czołg wjechał w samochód, którym jechała. Pogrzeb fotografki przerodziła się w wielotysięczną manifestację. Robert Capa kontynuowała pracę fotoreportera wojennego. Rodzice Gerdy do końca obwiniali go za jej śmierć.



Pani Helena Janeczek podjęła się opowiedzieć historię sławnej fotografki, zapomnianej na przestrzeni lat. W swojej pozycji Fotografka autorka przedstawia nie tylko karierę fotograficzną Gerdy Taro, ale również jej życie prywatne, myśli i uczucia. Fotografka jest jednym z niewielu portretów kobiety, która z wojny uczyniła sztukę, hołdowaną na całym świecie.

Publikacja Pani Janeczek nie jest typową biografią. Jest to raczej powieść o życiu z bardzo dokładnymi elementami biograficznymi. Z całą pewnością styl, w którym pisana jest książka, a także przedstawienie historii tak naprawdę dwojga ludzi jest bardzo oryginalny, ponieważ nie zanudza ilością faktów, które są suche i chłodne. Trzeba przyznać, że pisarka poprzez swoją pozycję oddała hołd zapomnianej fotografce, dzięki której fotografia wojenna stała się czymś ważnym i szczególnym w historii świata.
Niezwykle bogate i barwne przedstawienie postaci, ciekawostki z życia Gerdy i Roberta, polityczne spojrzenie na ówczesne wydarzenia przede wszystkim historia, która zapiera dech. To wszystko powoduje, że książkę Pani Heleny Janeczek trzeba przeczytać, a historię kobiety, która nie bała się poświęcić życia dla ważnej sprawy znać. Polecam nie tylko koneserom fotografii, ale przede wszystkim miłośnikom historii.

"Fotografie są jak diamenty -
poleruj je dobrze, aby były bezcenne."

Sukant Ratnakar


Podczas wojny czołg zmiażdżył jej ciało, ma rozpłatany brzuch. Pierwsze słowa Gerdy Taro po wypadku to: "Gdzie moje aparaty? Są nowe".


Pierwsza, która zginęła na froncie wojennym fotografka, której losy splątane są, z Robertem Capa została niemal zapomniana. Gerda Taro miała polskie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
370
27

Na półkach: , ,

Sama osoba Gerdy Taro mnie fascynuje, ale książka mnie wymęczyła.
Polecam piosenkę Alt+J "Taro"

Sama osoba Gerdy Taro mnie fascynuje, ale książka mnie wymęczyła.
Polecam piosenkę Alt+J "Taro"

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
31
3

Na półkach:

Książka chaotycznie napisana,skacze z wątku na wątek. Po za tym niewiele o życiu głównej bohaterki,a raczej wspomnienia ludzi którzy ją znali

Książka chaotycznie napisana,skacze z wątku na wątek. Po za tym niewiele o życiu głównej bohaterki,a raczej wspomnienia ludzi którzy ją znali

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Fotografka


Reklama
zgłoś błąd