Austerlitz

Okładka książki Austerlitz
W.G. Sebald Wydawnictwo: Ossolineum Seria: Sebald literatura piękna
338 str. 5 godz. 38 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Sebald
Tytuł oryginału:
Austerlitz
Wydawnictwo:
Ossolineum
Data wydania:
2020-05-29
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Data 1. wydania:
2008-02-09
Liczba stron:
338
Czas czytania
5 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366267336
Tłumacz:
Małgorzata Łukasiewicz
Tagi:
adopcja Holocaust literatura niemiecka poszukiwanie własnej tożsamości powieść rozrachunkowa rozrachunek z przeszłością zagłada
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Oceny

Średnia ocen
7,6 / 10
359 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
618
27

Na półkach: , ,

(...) wszędzie tylko znaki zagłady

(...) wszędzie tylko znaki zagłady

Pokaż mimo to

avatar
48
47

Na półkach:

O niczym. Ledwo przebrnąłem.

O niczym. Ledwo przebrnąłem.

Pokaż mimo to

avatar
36
21

Na półkach:

Rzecz wybitna i konieczna. Zazdroszczę tym, którzy lekturę Sebalda mają dopiero przed sobą.

Rzecz wybitna i konieczna. Zazdroszczę tym, którzy lekturę Sebalda mają dopiero przed sobą.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
309
181

Na półkach:

Podobał mi się styl pisania autora, odniosłem wrażenie że bliski mojemu. Ciekawe doświadczenie, nieczęsto czytam takie dzieła. To piękna opowieść o reminiscencjach opatrzonych niepozornymi fotografiami. To książka o momentach, otoczeniu, korzeniach, retrospekcjach, czasie – celebracja i melancholia w oryginalnej kompozycji, kunsztownie ciągnącej się przez cały utwór.
Niemniej bywały momenty, że wyliczenia, dygresje i krążenie po kolejnych poziomach wspomnień zaczynało być nużące. Erudycji autorowi za to odmówić nie można

Podobał mi się styl pisania autora, odniosłem wrażenie że bliski mojemu. Ciekawe doświadczenie, nieczęsto czytam takie dzieła. To piękna opowieść o reminiscencjach opatrzonych niepozornymi fotografiami. To książka o momentach, otoczeniu, korzeniach, retrospekcjach, czasie – celebracja i melancholia w oryginalnej kompozycji, kunsztownie ciągnącej się przez cały...

więcej Pokaż mimo to

avatar
41
41

Na półkach:

Trudna lektura. Jestem w stanie zrozumieć zachwyty nad tą powieścią, ale do mnie niestety nie trafiła. Niektóre fragmenty są genialne, jak na przykład rozważania na temat czasu, czy wizyta w Terezinie, czasami jednak książka bywa męcząca, zupełnie mnie wynudziły opisy architektury. Doceniam wielowarstwową, szkatułkową konstrukcje i świetny zabieg z fotografiami.

Trudna lektura. Jestem w stanie zrozumieć zachwyty nad tą powieścią, ale do mnie niestety nie trafiła. Niektóre fragmenty są genialne, jak na przykład rozważania na temat czasu, czy wizyta w Terezinie, czasami jednak książka bywa męcząca, zupełnie mnie wynudziły opisy architektury. Doceniam wielowarstwową, szkatułkową konstrukcje i świetny zabieg z fotografiami.

Pokaż mimo to

avatar
258
229

Na półkach: ,

Szkatułowa opowieść o czasie, pamięci i historii. Wielka literatura.

Szkatułowa opowieść o czasie, pamięci i historii. Wielka literatura.

Pokaż mimo to

avatar
182
182

Na półkach:

W „Austerlitz”, podobnie jak w „Pierścieniach Saturna”, niestrudzony wędrowiec W. G. Sebald zabiera nas w pełną niespodzianek podróż. O ile w „Pierścieniach Saturna”, przemierzając bezdroża wschodniego wybrzeża Anglii, odbywamy zarazem pielgrzymkę do przełomu XIX i XX wieku, o tyle „Austerlitz” to wyprawa dużo mroczniejsza, w samo serce hitlerowskiego okrucieństwa. To wiodący przez Czechosłowację, Niemcy, Holandię, Anglię, trakt sierocych pociągów i bydlęcych wagonów wypełnionych strwożonymi ludźmi. To ogłuszający turkot kół zdążających tam, skąd najczęściej nie ma już powrotu.

Wydaje się, że dworzec to znak firmowy autora, miejsce spotkań i pożegnań, stacja przestankowa. Autor – narrator spotyka tam innego pielgrzyma, Austerlitza, z którym łączy go tak wiele powinowactw, że można by pomyśleć, że Austerlitz to alter ego autora, że w ten sposób łatwiej mu jest snuć swe rozważania. Dotyczą one bowiem właśnie dwoistości, fragmentaryczności, tego, co wiemy i tego, co odrzucamy, prawdy i zafałszowania. Sam Austerlitz istnieje jakby tylko połowicznie, gdyż cały fragment swego życia pogrzebał w niepamięci. Tak więc powieść ta to również podróż bohatera w głąb siebie, którą chcąc nie chcąc musi odbyć, by ponownie złożyć swoje życie z kawałków. Po załamaniu nerwowym uświadamia sobie, że nie może już dłużej uciekać. Stwierdza „Dziś wydaje mi się niewybaczalne, że sam, wprawdzie nie rozmyślnie, przez tyle lat zwlekałem ze zbadaniem swojej prehistorii”. Wyrusza w drogę, a my wraz z nim przemierzamy kolejne kraje, wszędzie znajdując jakieś fragmenty jego życia wplecione w historię wojennego piekła.

Autor stale się przemieszczając stara się pokazać nam świat z różnej perspektywy. Proza Sebalda to układanka drobnych fragmentów, rozsypanych na kolejnych stacjach, niby bezładnie, ale nigdy nie przypadkowo. To skomplikowany palimpsest, którego kolejne warstwy powoli odkrywamy. Głównym bohaterem powieści jest czas, a pejzaż i człowiek pełnią tutaj rolę służebną. Autor zwraca uwagę na subiektywne pojmowanie czasu. Patrzy na ogromny dworcowy zegar i na „ruch podobny do katowskiego miecza wskazówki, która oddzielała od przyszłości kolejną sześćdziesiątą cząstkę godziny, a potem przez moment jeszcze dygotała groźnie, aż serce niemal zamierało w piersi”. Tutaj odległość jednej minuty zdaje się wiecznością, podczas gdy wspomnienie lub sen podlegają z gruntu innej regule czasu, który tam wydaje się zaledwie chwilą.

Tak więc obserwujemy gorączkową gonitwę Austerlitza za własną przeszłością i wraz z autorem oddajemy się refleksji nad nieubłaganym przemijaniem i popadaniem w zapomnienie. Historia powinna zostać odnotowana, przekazana dalej, gdyż miejsca i przedmioty „same nie mają władzy pamięci”. Przywołują jednak wspomnienia, uruchamiają ciąg skojarzeń. Bardzo ważną rolę pełni u Sebalda krajobraz. Krajobraz zza szyby wagonu, z wieży widokowej, mijany podczas spaceru. Ale też ten namalowany na płótnie, uwieczniony na fotografii, przefiltrowany przez cień rzucany na ścianę, a nawet, a może przede wszystkim, ten symboliczny, wyśniony, wyobrażony. Bardzo istotna jest tu gra światła i cienia, blask ognia na kominku w półmroku pokoju, poświata latarni ulicznych. Czasami wyostrzają obraz, częściej go rozmywają, zamazują, czyniąc nierealnym, jak ze snu. Krajobrazy wywołują wspomnienia, podobnie jak zapachy, dźwięki, przedmioty, jak na przykład te z wystawy sklepu z antykami, albo fotografie. Te ostatnie pełnią w powieści znaczącą rolę. Austerlitz rozkłada je raz po raz, niczym pasjansa, segreguje, porządkuje, intensywnie się w nie wpatrując, widząc w nich echa swojej przeszłości: „Czasem leżę tu aż do wieczora i czuję, jak czas się we mnie zakrzywia”. „Nikt nie umie dokładnie wyjaśnić, co się w nas dzieje, gdy nagle odemknąć drzwi, za którymi skrywają się strachy dzieciństwa”.

W książce płynnie przechodzimy od pamięci/niepamięci jednostki do pamięci/niepamięci zbiorowej. Bo mechanizm wyparcia, który z marnym skutkiem zastosował Austerlitz, można odnieść do całych narodów. Miałam wrażenie, że monumentalna, betonowo-szklana bryła nowej Biblioteki Narodowej w Paryżu, zbudowana w miejscu, gdzie wcześniej składowano mienie zrabowane „zawagonowanym” już i „wyekspediowanym” francuskim Żydom, ma pogrzebać pamięć o tym strasznym fragmencie dziejów Francji niczym zimna grobowa płyta. Tak jak Austerlitz musi przejść swoją bolesną drogę poznania, tak powinny to zrobić całe społeczeństwa. Nie da się bowiem tak do końca zamknąć drzwi i odgrodzić od tego, co było. „Granica między śmiercią a życiem jest bardziej przepuszczalna niż zazwyczaj sądzimy” I choć dzisiaj na przykład w Terezinie nieme ulice i ślepe okna domów zdają się nic nie pamiętać, to „oni nadal tu są, nadal żyją, stłoczeni w domach, w suterenach i na poddaszach, nieustannie wchodzą i schodzą po schodach, wyglądają z okien, poruszają się w wielkiej masie ulicami i nawet zapełniają niemym tłumem cały pocętkowany szarą mżawką przestwór powietrza”.

Sebald jest uważnym obserwatorem, potrafiącym sięgnąć bardzo głęboko w ludzką psychikę i równie głęboko pod powierzchnię historii, aby dotknąć prawdy. Jego proza sprawia wrażenie dokumentu. Licznie przywoływane daty, miejsca, nazwiska mają nas w tym utwierdzić. Walor dokumentu mają również fotografie dołączone do tekstu. Wiemy, że autor dobrał je tak, aby uwiarygodnić treść, choć tak naprawdę nie ilustrują one przeżyć bohatera. Nasz bohater, Austerlitz, to mozaika różnych ludzkich losów spleciona w jedną opowieść. Wielu z nas znajdzie w nim kawałek siebie. Ta z jednej strony niemal reporterska, bogata w szczegóły proza, z drugiej wszakże jest bardzo poetycka, pełna sugestywnych obrazów, kładzionych delikatną kreską, podmalowanych lekko akwarelą wspomnień i sentymentu. Poruszamy się wzdłuż strumienia czasu wraz z bohaterem, nie znając ani źródła, ani ujścia tego strumienia, wzdychając z przejęcia na kolejnych stacjach przesiadkowych. Szkatułkowa forma opowieści pokazuje złożoność losów człowieka i losów narodu, kopiemy w tych przegródkach wraz z autorem głębiej i głębiej, chcąc znaleźć początek. Kunsztowne, wielopoziomowe zdania zachwycają mnogością metafor, alegorii, głębią myśli i skojarzeń oraz ich logicznym wynikaniem. Czas jest tu względny, podobnie jak miejsce. Krajobraz się rozmywa, przeobraża, raz jest snem, to znów jawą, by wkrótce stać się wspomnieniem, czy może tylko wyobrażeniem. To podróż totalna, opowieść w opowieści, która „jak werniks na starych obrazach” wydaje się „poznaczona biegnącymi na wszystkie strony rysami i bruzdami minionego czasu”.

Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi Sztukater.pl

W „Austerlitz”, podobnie jak w „Pierścieniach Saturna”, niestrudzony wędrowiec W. G. Sebald zabiera nas w pełną niespodzianek podróż. O ile w „Pierścieniach Saturna”, przemierzając bezdroża wschodniego wybrzeża Anglii, odbywamy zarazem pielgrzymkę do przełomu XIX i XX wieku, o tyle „Austerlitz” to wyprawa dużo mroczniejsza, w samo serce hitlerowskiego okrucieństwa. To...

więcej Pokaż mimo to

avatar
190
109

Na półkach:

Czytając tę książkę mamy do czynienia ze specyficznym fikcyjnym realizmem. Opowieść snuje się ociężale, jakby opowiadana przez spotkanego na dworcu, siedzącego na ławce człowieka. Wyczuwalna jest tu pewna tajemniczość, niejasność, potęgowana przez załączone czarno-białe fotografie łechtające ciekawość czytelnika.

Czytając tę książkę mamy do czynienia ze specyficznym fikcyjnym realizmem. Opowieść snuje się ociężale, jakby opowiadana przez spotkanego na dworcu, siedzącego na ławce człowieka. Wyczuwalna jest tu pewna tajemniczość, niejasność, potęgowana przez załączone czarno-białe fotografie łechtające ciekawość czytelnika.

Pokaż mimo to

avatar
150
149

Na półkach:

Sebald ponownie rozłożył mnie na łopatki. Ten jego niepowtarzalny styl. Ten sposób prowadzenia narracji. Te opowieści, w których autor przenika się z narratorem, ten zaś z głównym bohaterem. Ten klimat i do tego wszystkiego to niesamowicie piękne i poetyckie wręcz tłumaczenie. Coś wspaniałego! Prawdziwa czytelnicza uczta.

Wszystkie te środki literackie po mistrzowsku wykorzystał Sebald do stworzenia opowieści o odzyskiwaniu pamięci, odnajdywaniu siebie i swojej przeszłości. Wraz z głównym bohaterem pokonujemy długą i pełną zakrętów drogę od zupełnego braku świadomości swojego pochodzenia, aż po odnalezienie głęboko ukrytych korzeni.

Choćbym nie wiem, co tutaj napisał, to i tak nie dorównam pięknemu podsumowaniu napisanemu przez Wojciecha Nowickiego i zamieszczonemu na końcu książki. Gorąco zachęcam do przeczytania zarówno samej opowieści, jak i pięknej recenzji "Pamięć i przypadek" Wojciecha Nowickiego.

Sebald ponownie rozłożył mnie na łopatki. Ten jego niepowtarzalny styl. Ten sposób prowadzenia narracji. Te opowieści, w których autor przenika się z narratorem, ten zaś z głównym bohaterem. Ten klimat i do tego wszystkiego to niesamowicie piękne i poetyckie wręcz tłumaczenie. Coś wspaniałego! Prawdziwa czytelnicza uczta.

Wszystkie te środki literackie po mistrzowsku...

więcej Pokaż mimo to

avatar
396
184

Na półkach: , ,

W. G. Sebald „Austerlitz”

Tytuł kojarzy mi się (słusznie?) z jedną z najważniejszych bitew napoleońskich, której jednym z efektów był rozpad koalicji – a w następstwie – podwaliny pod dominację francuską w Europie na długie lata, i już wiem, że z niezwykłą książką W. G. Sebalda o tym samym tytule. Oh, co ta za książka! Uczta jakich mało! Dawno nie czytałam czegoś takiego, co kompletnie zmienia moją ocenę jeśli chodzi o ocenę i skalę możliwości rozliczenia się z traumą powojenną i co za tym idzie – konsekwencjami bycia naocznym świadkiem tego wycinka historii. Pozostał przeogromny żal w mnie, że to już koniec, bo właśnie takie dzieła powinny być promowane i udostępniane jak największej liczbie czytelników. Mogę już teraz śmiało napisać, że to arcydzieło, proza wybitna która wychodzi poza wszelkie przyjęte normy.

Mając w pamięci zachwyty kilku osób, ściągnęłam ją na Legimi, gdy tylko miałam ku temu sposobność. Pierwsze pytanie nasuwa się od razu: „o czym będzie ta książka”? - i o ironio, okazuje się, że to to pytanie jest początkiem trudnej drogi. Sebald uderza w czytelnika natychmiast poprzez maestrię językową godną podziwu, i im dłużej zagłębiałam się w niej, miałam poczucie że muszę skorygować moje myślenie. Nic tu nie jest proste i oczywiste, a niemiecki pisarz bawi się z nami poprzez tworzenie wielu odpowiedzi, a każdy z nas musi sam zaznaczyć prawidłowe i nie musi być tylko ona jedna. Przypomina to mocno zabieg stosowany w ankietach wielokrotnego wyboru. Więc o czym jest „Austerlitz”? Nie będzie to do końca prawdą, jeśli powiem że to książka o zagładzie, o II wojnie światowej, o życiu, o poczuciu wyobcowania jednostki, o szukaniu własnego „ja”, o zagubionej tożsamości, o sednie życia mimo straty i braku nadziei – to i tak wiem, że to za mało. Niemożliwe, prawda? Możliwe.

Temat, którego podjął się Sebald, jest w literaturze XX i XXI wieku jednym z chętniej opisywanych. Ileż już było książek o wojnie, o Zagładzie itd.? Każdy z nas zna kilka, jeśli nie kilkanaście tytułów, które przyjdą nam na myśl w tym momencie. Stąd można się lekko zlęknąć, czy znów nie będziemy mieć do czynienia z powielonymi schematami i autor nie spróbuje tanich chwytów, by odnieść sukces. Nic z tego. Poprzeczka zawieszona ponad wszystko, co do tej pory znałam i miałam okazję przeczytać w temacie zagłady i II wojny światowej (a już trochę tego było, bo to jeden z moich „faworytów” literackich). Historia zachwyca od pierwszych stron i nie sposób przejść koło niej obojętnie, a siła rozpędu z jaką autor wykreował bohaterów i ich poplątane losy to istna torpeda, dzięki której „połykałam” kolejne strony. Ogromna tu zasługa tłumaczenia, bowiem gdy można czegoś się przyczepić – to z reguły jest to tłumaczenie, i sens zdań, które mają wrażenie że uciekają, gdyż nie można tego zapamiętać z faktu ich konstrukcji. „Austerlitz” jest tego zaprzeczeniem. Ukłon w stronę Małgorzaty Łukasiewicz, która wykonała kawał świetnej roboty.

Czytelnik poznaje historię już dorosłego Jacuesa Austerlitza dla którego jednym z ważniejszych celów, staje się odnalezienie zagubionej tożsamości. Mając 5 lat został adoptowany przez walijską rodzinę protestantów. Moment dorosłego życia, to poszukiwanie swoich korzeni. Od tego momentu wędrujemy przez przeoraną wojną Europę, naocznie dzięki zdjęciom widzimy kruchość i ulotność rzeczy, miejsc. To także utrwalanie dla potomnych, tego co było, a co w następnych stuleciach na pewno już zniknie.

Historia Austerlitza – to próba ukazania prawdziwych historii wielu rodzin tamtych czasów, naznaczonych rozłąką, brakiem nadziei, szukaniem sensu życia w ogóle, bo piętno wojny zostaje na całe życie. Pytania na które nigdy nie poznamy odpowiedzi, rzeczy i wspomnienia które nigdy nie zostaną odnalezione i co najważniejsze – żal, smutek, próba ukojenia i zrozumienia strasznego wiru historii, który bez ostrzeżenia „wessał” wiele istnień ludzkich. Rozliczenie się z gorzką prawdą staje się nadrzędnym celem bohatera i prawdą nawet tą najboleśniejszą. II wojna światowa, zagłada, odosobnienie, pokręcone ścieżki życia, odnajdywanie rozdzielonych rodzin i tych którym było dane przeżyć to piekło – miały faktycznie miejsce w XX wieku i chociaż wiemy, że to co wyszło spod pióra Sebalda – jest niczym innym jak fikcją literacką, to czytelnik nie jest w stanie tego odczuć. Czy to zasługa sprytnych zabiegów pisarza jak choćby fotografie, czy przełożenie tego na literacki język który nas niesie przez kolejne strony? Odpowiedzi niech każdy spróbuje znaleźć sam.

Proza Sebalda jest tak boleśnie prawdziwa, bo chociaż sam autor unika zbędnego i niepotrzebnego patosu, egzaltowanego i wylewającego się zewsząd smutku i straty to podskórnie i tak je czujemy. Nie potrzeba tego nadmiernie rozpisywać, a siła prawdy w jego wykonaniu mnie ujęła niesamowicie. Bez tożsamości i pamięci jesteśmy drobiną pyłu w świecie, więc symbolika kompletnie opuszczonego Jacquesa Asuterlitza będzie metaforą istnień ludzkich tamtych czasów. Poranieni ludzie, bez uczuć, wypierający to co się stało, szukający swojego miejsca na ziemi, nie wiedzący niejednokrotnie skąd są ich korzenie i dokąd się mają udać, bo to co widzą jest fałszywym obrazem.

Temat II wojny światowej to w największej formie autobiograficzne wspomnienia, pamiętniki lub też świadectwo prawdy ocalałych. Literatura mówiąca o tym w większości czerpie z tego. Współczesne pokolenie dzięki temu wie, co się wydarzyło w Europie i na świecie, to bardzo rzetelne i jednocześnie porażające świadectwa. Oczywiście oprócz tego sporo było książek, które nawiązują do tamtych czasów i można czerpać garściami z wielu dobrych pozycji. To ważne i potrzebne, bo w ten sposób dajemy „żyć” autorom i ich historiom, nie pozwalamy by zaginęło to co tak potrzebne. Zagłada i wojna to nie tylko szczelnie zamknięte bramy Auschwitz, Gross-Rosen i wielu innych miejsc kaźni milionów ludzi, ale może nade wszystko brak tożsamości, poczucia narodowości i przynależności. Gdy nie wiemy kim jesteśmy, to tak naprawdę jakby nas nie było. „Austerlitz” pięknie o tym przypomina.

Recenzja ukazała się również na https://www.facebook.com/takmidopomozbook

W. G. Sebald „Austerlitz”

Tytuł kojarzy mi się (słusznie?) z jedną z najważniejszych bitew napoleońskich, której jednym z efektów był rozpad koalicji – a w następstwie – podwaliny pod dominację francuską w Europie na długie lata, i już wiem, że z niezwykłą książką W. G. Sebalda o tym samym tytule. Oh, co ta za książka! Uczta jakich mało! Dawno nie czytałam czegoś takiego,...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
W.G. Sebald Austerlitz Zobacz więcej
W.G. Sebald Austerlitz Zobacz więcej
W.G. Sebald Austerlitz Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd