Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka

Okładka książki Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka
W.G. Sebald Wydawnictwo: Ossolineum Seria: Sebald literatura piękna
328 str. 5 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Sebald
Tytuł oryginału:
Die Ringe des Saturn. Eine englische Wallfahrt
Wydawnictwo:
Ossolineum
Data wydania:
2020-11-26
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Data 1. wydania:
2020-11-05
Liczba stron:
328
Czas czytania
5 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366267367
Tłumacz:
Małgorzata Łukasiewicz
Tagi:
podróż czas
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,8 / 10
266 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
16
16

Na półkach:

„Pierścienie Saturna” W. G. Sebalda to opowieść – wędrówka, a właściwie zbiór różnych opowieści, reminiscencji, dygresji, jakie nasuwają się autorowi w trakcie jego marszu przez bezdroża hrabstwa Suffolk. Monotonny, jakby zszarzały krajobraz sprzyja zagłębieniu się we własne myśli i refleksji nad światem, Bogiem, a w końcu nad sobą samym. Nad tym, co było i nad tym, co może jeszcze się wydarzyć. Rozmyślania te nie napawają Sebalda optymizmem. Wokół widzi puste ulice, wymarłe plaże, zabite deskami witryny sklepów. Wędruje pieszo i całymi kilometrami nie napotyka na swojej drodze żywej duszy. Odnosimy wrażenie, że Sebald jest ostatnim ocalałym człowiekiem przemierzającym bezkresne szlaki opustoszałego, zatrzymanego w pół oddechu świata. Równina ciągnie się po horyzont. Wzrok rejestruje pozostałości po chylących się ku ziemi, dawno już niezamieszkałych budynkach. Gdzieniegdzie samotny wiatrak zaskrzypi boleśnie, poskręcana wierzba smętnie zaszeleści. Na opuszczonej stacji nie zatrzyma się już ani jeden pociąg. To jakby „pomniki jakiejś zamarłej cywilizacji” zastygłe w głuchym milczeniu. Zaniedbane, odrapane, zmurszałe. Na takie właśnie ślady zniszczenia, rozpadu zwraca uwagę raz po raz. Mamy więc obraz postępującej erozji brzegów Dunwich, co skutkuje cyklicznym wdzieraniem się wody w głąb lądu, podmywaniem domów i magazynów, które porwane wezbraną falą spływają w dół, do morza. Albo zapadający w pamięć opis postępującego zaniedbania okazałego niegdyś domu państwa Ashbury, w którym autor zatrzymał się na kilka dni. „Szyby okienne w pozamykanych pokojach ślepły za frędzlami pajęczyn, plenił się grzyb, w ślad za robactwem zarodniki rozchodziły się po całym domu, na ścianach i sufitach występowały monstrualne gąbczaste wykwity w kolorze brunatnofioletowym i czarnym, nierzadko wielkie jak krowi łeb”. Prawda, że oddziałuje to na wyobraźnię czytelnika? Jest to także jakże wymowne podsumowanie kondycji, w jakiej znalazła się ówcześnie Irlandia.

I tak jak Saturn połykał własne dzieci, tak czas połyka stopniowo cały blask i świeżość nowości, pokrywając je stężałą warstwą zużycia. Myślę, że Sebalda w pewnym stopniu fascynowała ta brzydota degeneracji. Tak jak fascynowało go przemijanie, czego przecież była świadectwem. Nieprzypadkowo w tytule mamy Saturna, którego grecki odpowiednik – Kronos, władał czasem. „Na każdej nowej formie kładzie się cień zniszczenia”. „Na opium upływającego czasu, pisze, nie ma lekarstwa”.

W trakcie swojej wędrówki Sebald widzi i fotografuje puste krajobrazy, puste ulice. Ten krajobraz staje się w pewnym sensie pełnoprawnym bohaterem książki. Tak jak stał się nim czas. Zabrakło zaś człowieka. Nawet widok z okna samolotu – budynki, siatka pól, trakcja elektryczna, poplątana wstążka dróg – dzieła ludzkich rąk – pozbawiony jest oznak życia, jakich przydaje mu człowiek. Ludzi jednak nie widać, „jakby ludzie nie istnieli, jakby istniało tylko to, co stworzyli i w czym się chowają”. Tekst ilustrują wymowne fotografie – dokumentacja pustki po człowieku. Te elementy krajobrazu czy architektury łączy brak ruchu, melancholijna stagnacja, brak witalności i dynamizmu, jakie wnosi jednostka ludzka. To tęsknota za uosobioną obecnością, wyczekiwanie na nią.

Pustce dzisiejszego krajobrazu przeciwstawia Sebald pulsujące życiem wiejskie dworki, wytworne, pełne kuracjuszy nadmorskie uzdrowiska, gorączkowe, hałaśliwe polowania z nagonką, jakie miały miejsce przed I wojną światową. To okres, który darzy szczególnym sentymentem. Okres rozkwitu gospodarki, kiedy to ludzie przedsiębiorczy nie wahali się realizować swoich marzeń. Kwitł przemysł, handel, budowano oszałamiające rezydencje. Wędrujemy wraz z Sebaldem przez malowniczy wiek XIX, zapuszczamy się w początki XX. Czujemy podskórnie tę energię i pęd ku nowoczesności, ten rozmach i szeroki gest. Bo „Pierścienie Saturna” to fascynująca podróż przez czas, przez historię, przez dzieje człowieka i cywilizacji, jaką tworzył. I jaką też niszczy nieustannie w bezmyślny, według Sebalda sposób.

Wokół jądra czasu – tytułowego Saturna, czy może raczej wokół centralnej postaci człowieka, jako czynnika sprawczego, krążą pierścienie wspomnień. Podobnie jak te kosmiczne – nietrwałe, ulotne. Napływające, wciąż nowe, wypierają te starsze, spychają je w niebyt. Chyba, że utrwalimy je na piśmie, zatrzymamy w kadrze, czy choćby ustnie przekażemy dalej, aby trwały jak najdłużej. Tak Sebald sięga chociażby do wspomnień Diderota, Chateaubrianda, Flauberta czy Josepha Conrada. Zapisane w formie pamiętników czy listów przetrwały i są świadectwem ludzkiej myśli. Sebald często przywołuje formę labiryntu jako symbolu ludzkiego umysłu. Podobnie jak zawikłane ścieżki labiryntu, tak skomplikowane meandry wspomnień wiodą nas w różne zakątki pamięci. Przemierzamy je nieustannie „aby szukać śladów czasu, który nam się wymknął”. Tak też przemierzając drogi wschodniej Anglii Sebald sięga wspomnieniami zarówno daleko, jak i całkiem blisko, wydawałoby się w sposób chaotyczny. Przywołuje na myśl to Chiny za niepodzielnych rządów cesarzowej Cixi, to bitwę pod Waterloo albo Kongo króla Leopolda, albo lata II wojny światowej i czystki etniczne na Bałkanach, w których z rąk chorwackich ustaszy śmierć poniosło 700 tysięcy serbskich, bośniacki i żydowskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Wspomnienia nasuwają mu fotografie albo mijane krajobrazy. Jednak, choć zdają się one bezładne i często przybierają formę szkatułkową, rozbiegają się w różne strony, to jednak wszystkie szufladki tej szkatułki domykają się płynnie, tworząc spójną całość, co oko czytelnika bez trudu dostrzega. U Sebalda refleksja nad jednym elementem krajobrazu płynnie przechodzi w następną, w miarę jak przesuwa się jego wzrok. Z jednej myśli wypływa następna, aby zaraz przejść w kolejną, równie ciekawą. Zdumiewające, z czym może skojarzyć się obraz stada śpiących świń czy przygiętego wiatrem drzewa. Nigdy nie wiemy, czy wyruszymy z autorem w jego przeszłość, czy też w podróż drogą bohaterów literackich, a może sięgnie on do wspomnień spotkanych na swojej drodze ludzi czy do wyczytanych gdzieś ciekawostek. Nigdy jednak nie będą to refleksje błahe. Autora interesuje świat i człowiek, życie i śmierć, pamięć i przemijanie, tworzenie i rujnowanie. I stosownie do tego przeważa nostalgiczny, pełen liryzmu nastrój, nieśpieszny i powściągliwy. Akcji w powieści brak, ale niezwykle ciekawe dygresje, sprawiające nam ciągłe niespodzianki, powodują, że tracimy poczucie upływającego czasu. Skłaniam głowę w podziwie przed erudycją Sebalda. Długie, wielokrotnie złożone zdania nie przeszkadzają w podążaniu za myślą autora. Są starannie przemyślane, bogate w treść, wycyzelowane. Można rzec, że Sebald zabrał nas w fascynującą podróż przez czas i historię, w pielgrzymkę w głąb dziejów myśli ludzkiej. Wędrówka po zakamarkach tego labiryntu za rozsnutą przez niego jedwabną nicią wyobraźni to prawdziwa przyjemność i niesamowita satysfakcja intelektualna.

Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi Sztukater.pl

„Pierścienie Saturna” W. G. Sebalda to opowieść – wędrówka, a właściwie zbiór różnych opowieści, reminiscencji, dygresji, jakie nasuwają się autorowi w trakcie jego marszu przez bezdroża hrabstwa Suffolk. Monotonny, jakby zszarzały krajobraz sprzyja zagłębieniu się we własne myśli i refleksji nad światem, Bogiem, a w końcu nad sobą samym. Nad tym, co było i nad tym, co...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
1137
900

Na półkach: ,

Proces ciągłego rozpadu. Być może nie do zatrzymania. O tym właśnie pisze W.G. Sebald w swoich „Pierścieniach Saturna”. Ale może być i tak, że nazwiemy to wszystko zbiorczo czasem. Z tym tylko, że erudycja i fantastyczne pióro pisarza nie pozwalają dostrzegać go w sposób linearny. Czujne oko narratora znajduje w trakcie wędrówki swoiste luki, które prowadzą go głównie w przeszłość. Akurat w tę stronę należy podążać, aby zrozumieć teraźniejszość. Przynajmniej tak każe, z całą literacką mocą, sądzić Sebald.

Weźmy port Lowestoft, z którego kiedyś ruszał Joseph Conrad kierując się do Afryki. Dziś (to znaczy w chwili kiedy Sebald nam to opisuje) to krajobraz, który popadł w ruinę. Wszystko przemija łącznie z ciałem autora, które poznajemy na początku drogi jak leży w szpitalu i odpoczywa po operacji. Wszystko dawniej było lepsze, bardziej świeże, doskonalsze nawet, ale i tak nieuchronnie się rozpada. I ten stan bardziej interesuje niemieckiego pisarza. To o tyle potrzebne, że taka perspektywa daje możliwość trzeźwego osądu rzeczy.

Człowiek na tle tych procesów wydaje się być całkowicie nieświadomy. Żeby była jasność Sebald nie chłoszcze człowieka wytykając mu ułomności, ale raczej rozumie je, może niekoniecznie przytula, ale na pewno jest w jego stanowisku sporo serdeczności. Autor kieruje się swoją obsesją poznania. Chce uchwycić w swej prozie odwieczny mechanizm świata i sprawdzić czy to, co było ma wpływ na to co będzie. Karkołomne to zadanie wymagające wyjątkowego skupienia od piszącego oraz czytającego.

Proza Sebalda płynie z zaskakującą lekkością, a mimo to czyta się to ciężko. Wspominam o tym jako o przestrodze, ale również zachęcie, żeby może wracać sobie do niej z doskoku lub trzymać na nocnym stoliku, żeby przed snem złapać kilka zdań. Kunsztowność fraz i zatarcie granic między powieścią a esejem to rzeczy, które rzucają się szybko w oczy. Pojawiają się również zdjęcie, które mają urzeczywistnić opisywany świat. Ja sądzę, że jest jednak na odwrót. One są po to, żeby wykazać, że sama fotografia jest niewystarczająca. Owszem potwierdza fakt istnienia, ale bez narracji (czyt. języka) jest to opis za mały, niepełny. Czerpcie więc z tej małej filozofii jeśli nie wiadrami, to kubkami.

Proces ciągłego rozpadu. Być może nie do zatrzymania. O tym właśnie pisze W.G. Sebald w swoich „Pierścieniach Saturna”. Ale może być i tak, że nazwiemy to wszystko zbiorczo czasem. Z tym tylko, że erudycja i fantastyczne pióro pisarza nie pozwalają dostrzegać go w sposób linearny. Czujne oko narratora znajduje w trakcie wędrówki swoiste luki, które prowadzą go głównie w...

więcej Pokaż mimo to

9
avatar
504
294

Na półkach:

Książka wymagająca dużej koncentracji, uważnego podążania za opowieścią, opowieścią, która zdominowana jest przez ogromną erudycję i płynne przechodzenie z jednego tematu w inny. Jeśli komuś nie uda się wejść w świat autora i chłonąć jego kolejnych zdań to lektura będzie męczącym procesem, w którym połowa rzeczy nam umknę, a druga połowa będzie niezrozumiała. Książka w której albo się zanurzamy albo której nie ma sensu czytać, nie ma innej drogi :)

Książka wymagająca dużej koncentracji, uważnego podążania za opowieścią, opowieścią, która zdominowana jest przez ogromną erudycję i płynne przechodzenie z jednego tematu w inny. Jeśli komuś nie uda się wejść w świat autora i chłonąć jego kolejnych zdań to lektura będzie męczącym procesem, w którym połowa rzeczy nam umknę, a druga połowa będzie niezrozumiała. Książka w...

więcej Pokaż mimo to

5
Reklama
avatar
769
162

Na półkach: , , , ,

Tu już jest totalna popisówa, skrajnie erudycyjny i męcząco gęsty tekst, ale jednocześnie tak przejmujący, że nie pozostawia żadnych wątpliwości - to jest wielka literatura.

Tu już jest totalna popisówa, skrajnie erudycyjny i męcząco gęsty tekst, ale jednocześnie tak przejmujący, że nie pozostawia żadnych wątpliwości - to jest wielka literatura.

Pokaż mimo to

7
avatar
257
228

Na półkach:

Książka trudna nie ze względu na język ( ten jest lekki, płynny i plastyczny) i popis erudycji ( mnóstwo ciekawostek historyczno-kulturowych) ale ze względu na swoisty strumień świadomości, który wraz z autorem zabiera nas w różne miejsca , czasy i niesamowite ludzkie losy. To zwykła wędrówka po angielskiej prowincji , która zamienia się w magiczną podróż w czasie i przestrzeni. Szkoda tylko, że nad wszystkim unosi się ciągle mgła melancholii, wyobcowania , utraty i przemijania

Książka trudna nie ze względu na język ( ten jest lekki, płynny i plastyczny) i popis erudycji ( mnóstwo ciekawostek historyczno-kulturowych) ale ze względu na swoisty strumień świadomości, który wraz z autorem zabiera nas w różne miejsca , czasy i niesamowite ludzkie losy. To zwykła wędrówka po angielskiej prowincji , która zamienia się w magiczną podróż w czasie i...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
888
222

Na półkach:

Proza to bardzo ulotna, do tego stopnia, że treść przeczytana poprzedniego dnia, następnego nie gościła już w mojej głowie, tylko lewitowała gdzieś w niezmierzonych przestrzeniach. Zaiste fatalny błąd popełnił Sebald, nie decydując się nigdy na udział w kursie kreatywnego pisania; wiedziałby wówczas, że należy pisać krótsze rozdziały.

Podobnie jak w „Austerlitzu”, zmaga się tu z historią, ale tym razem plan jest szerszy, czasowo oraz terytorialnie, i obejmuje nie tylko XX wiek czy II wojnę światową, ale również chociażby brzemię kolonializmu. „Pierścienie Saturna” to przy tym dość swobodny ciąg skojarzeń i dygresji, a materia autobiograficzna jest tu tworzywem, które, delikatnie ugniatane, formuje się zarówno w olśniewające, uniwersalne alegorie, jak i w skromne, poruszające obrazy.

Szczególną uwagę zwraca prosty, lecz genialny zabieg narracyjny, kiedy to kolejni z bohaterów, relacjonujący bezimiennemu narratorowi swoje historie, zazwyczaj własne przeżycia, płynnie zawłaszczają jego rolę i choć podmiot się nie zmienia, zmianie ulega osoba: z trzeciej na pierwszą. Ta sztuczka doskonale oddaje siłę opowieści, uosabiającej samą literaturę, która pozwala wtopić się w cudzą skórę i zostawić własną tożsamość gdzieś daleko.

Sam narrator również zasługuje zresztą na chwilę uwagi – jest to bodajże moja czwarta lektura z rzędu, w której jego związki z autorem pozostają bliskie, ale niedookreślone. Jego wzrok jest jednak nieustannie skierowany ku światowi zewnętrznemu, nie wewnętrznemu. A ponieważ pielgrzymka jest angielska, Sebald raczy nas próbkami angielskiego humoru, racjonowanymi bardzo skąpo i zawsze z zaskoczenia.

A gdyby odrzucić na chwilę kuszące tropy interpretacyjne, jakie poddaje w posłowiu Maciej Płaza, w ostatnich stronach tej książki można by się dopatrzyć zjadliwego pamfletu na naród niemiecki, który wciąż od nowa chce za bardzo, nieuchronnie fundując Europie kolejny koszmar, lub, słowami Kazimierza Brandysa, nigdy nie zwiedza, bo zawsze jest w podróży służbowej: przed lub po inwazji.

Proza to bardzo ulotna, do tego stopnia, że treść przeczytana poprzedniego dnia, następnego nie gościła już w mojej głowie, tylko lewitowała gdzieś w niezmierzonych przestrzeniach. Zaiste fatalny błąd popełnił Sebald, nie decydując się nigdy na udział w kursie kreatywnego pisania; wiedziałby wówczas, że należy pisać krótsze rozdziały.

Podobnie jak w „Austerlitzu”, zmaga...

więcej Pokaż mimo to

242
avatar
1829
299

Na półkach:

Podróż, która jest labiryntem. Podróż po życiu, podróż poza śmierć. By ją opisać.

Podróż, która jest labiryntem. Podróż po życiu, podróż poza śmierć. By ją opisać.

Pokaż mimo to

14
avatar
670
222

Na półkach: ,

G.W. Sebald podróżując południowo-wschodnim wybrzeżem Anglii snuje swoją opowieść o różnych czasach i różnych miejscach, które istnieją również poza jego wędrówką. Ta książka to samotna podróż autora wrażliwego na banalne, niezauważalne dla innych szczegóły. Szczegóły które są jedynie inspiracją, punktem wyjścia do opowiedzenia historii prowadzących na drugi koniec świata, w inny - nierzadko odległy - czas. Bardzo w swoim nastroju i stylu przypomina mi 'Drogi do Santiago' Ceesa Nootebooma. Kto polubił 'Pierścienie Saturna' ten polubi "Drogi do Santiago'.

G.W. Sebald podróżując południowo-wschodnim wybrzeżem Anglii snuje swoją opowieść o różnych czasach i różnych miejscach, które istnieją również poza jego wędrówką. Ta książka to samotna podróż autora wrażliwego na banalne, niezauważalne dla innych szczegóły. Szczegóły które są jedynie inspiracją, punktem wyjścia do opowiedzenia historii prowadzących na drugi koniec świata,...

więcej Pokaż mimo to

8
avatar
152
149

Na półkach:

W swej książce Sebald zabiera nas na obrzeża. Na wiejskie dróżki, odludne plaże i do zaniedbanych pałaców. Do miejsc, które albo właśnie się kończą, albo już dawno odeszły w niepamięć. Krążymy po tych rozpadających się pustaciach, jak pył w tytułowych pierścieniach Saturna. Jesteśmy na resztkowych obrzeżach, wśród pozostałości i złomków dawnej wielkości.

Coś jest w tej prozie. Zdecydowanie coś w niej jest. Nie wiem co, lecz czytałem z wielką przyjemnością.

Może jest to, że się tak wyrażę, swoista aksamitna precyzja stylu. Bo niby język prosty, a jednak bardzo wyrafinowany. Może pewna powolność i zaduma. Może wszechobecna melancholia i brak nadziei na zmiany, a jeśli już nawet jakieś zmiany zachodzą, to są to raczej zmiany na gorsze.

Spokój, smutek, zaduma i tęsknota za światem, który już nie wróci. Przekonanie, że lepiej to już było. Poczucie wyobcowania z teraźniejszości. Przy tym wszystkim każdy z ginących elementów świata współczesnego autorowi jest pretekstem do snucia pięknych opowieści dotyczących przeszłości, w której świat ów przeżywał swój rozkwit. Zapewniam, że większość z tych opowieści jest arcyciekawa.

Piękna i poruszająca książka. Proste historie, w których na pierwszy rzut oka nie ma niczego szczególnego, a przecież nie możemy oderwać się od lektury. Zdecydowanie warto sięgnąć po "Pierścienie Saturna" i pomeandrować trochę wraz z autorem po opisywanym przez niego świecie.

W swej książce Sebald zabiera nas na obrzeża. Na wiejskie dróżki, odludne plaże i do zaniedbanych pałaców. Do miejsc, które albo właśnie się kończą, albo już dawno odeszły w niepamięć. Krążymy po tych rozpadających się pustaciach, jak pył w tytułowych pierścieniach Saturna. Jesteśmy na resztkowych obrzeżach, wśród pozostałości i złomków dawnej wielkości.

Coś jest w tej...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
430
289

Na półkach: , , ,

Niebywała, wycofana proza, w której każdy introwertyk znajdzie kawałek siebie. Wydaje się niechętna gościom, ale jak już się wniknie w jej rytm, to można płynąć i płynąć. To książka, w której jest mnóstwo samotnych miejsc, nieliczni ludzie i żadnych dialogów - wydało mi się, że to opowieść ducha, który idzie przed siebie; co ciekawe, autor posłowia doszedł do tego samego wniosku. Wydawnictwo Ossolineum w 2021 r. wydaje cały cykl Sebalda, no ja cię proszę!! Na pewno znajdę się na początku kolejki z odpowiednio pojemną reklamówką z Biedronki.

Niebywała, wycofana proza, w której każdy introwertyk znajdzie kawałek siebie. Wydaje się niechętna gościom, ale jak już się wniknie w jej rytm, to można płynąć i płynąć. To książka, w której jest mnóstwo samotnych miejsc, nieliczni ludzie i żadnych dialogów - wydało mi się, że to opowieść ducha, który idzie przed siebie; co ciekawe, autor posłowia doszedł do tego samego...

więcej Pokaż mimo to

18

Cytaty

Więcej
W.G. Sebald Pierścienie Saturna Zobacz więcej
W.G. Sebald Pierścienie Saturna. Angielska pielgrzymka Zobacz więcej
W.G. Sebald Pierścienie Saturna Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd