Luna: Wilcza pełnia

Okładka książki Luna: Wilcza pełnia Ian McDonald
Nominacja w plebiscycie 2017
Okładka książki Luna: Wilcza pełnia
Ian McDonald Wydawnictwo: Mag Cykl: Luna (tom 2) Seria: Uczta Wyobraźni fantasy, science fiction
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Luna (tom 2)
Seria:
Uczta Wyobraźni
Tytuł oryginału:
Luna: Wolf Moon
Wydawnictwo:
Mag
Data wydania:
2017-04-26
Data 1. wyd. pol.:
2017-04-26
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374807395
Tłumacz:
Wojciech Próchniewicz
Tagi:
Uczta Wyobraźni
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,4 / 10
104 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
114
77

Na półkach:

Warto, chociaż rozedrgany styl McDonalda, tempo i duża liczba postaci (a każda ma coś do zrobienia i powiedzenia w swoim niepowtarzalnym stylu) przemówią tylko do niektórych. Autor jak zawsze zadbał o szczegóły i jest do bólu wiarygodny. Udana kontynuacja pierwszej części - jedna z nielicznych godnych polecenia serii hard SF w ostatnich latach.

Warto, chociaż rozedrgany styl McDonalda, tempo i duża liczba postaci (a każda ma coś do zrobienia i powiedzenia w swoim niepowtarzalnym stylu) przemówią tylko do niektórych. Autor jak zawsze zadbał o szczegóły i jest do bólu wiarygodny. Udana kontynuacja pierwszej części - jedna z nielicznych godnych polecenia serii hard SF w ostatnich latach.

Pokaż mimo to

2
avatar
134
64

Na półkach: , , , ,

Czytelnicy przez większość lektury muszą zachować wysoki poziom koncentracji bowiem z powodu mnóstwa wątków łatwo pogubić się w niuansach opowiadanej historii. Z kolei przyjęta forma dylogii wymusiła zamknięcie historii w dwóch tomach, przez co ostatnie strony sprawiają nakreślonych niemalże skrótowo, bardziej jakby to był dopiero konspekt historii, nie jej finalna wersja. Jednakże nawet te niedogodności nie zmieniają faktu, że lektura Wilczej Pełni okazała się czystą przyjemnością. Powieść została znakomicie rozrysowana, każdy wątek został pogłębiony, autor uniknął grzęźnięcia w zupełnie zbędne i puste ozdobniki. Druga odsłona Luny w pełni wynagradza mniej interesujące godziny spędzone z pierwszą odsłoną.

Czytelnicy przez większość lektury muszą zachować wysoki poziom koncentracji bowiem z powodu mnóstwa wątków łatwo pogubić się w niuansach opowiadanej historii. Z kolei przyjęta forma dylogii wymusiła zamknięcie historii w dwóch tomach, przez co ostatnie strony sprawiają nakreślonych niemalże skrótowo, bardziej jakby to był dopiero konspekt historii, nie jej finalna wersja....

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
70
31

Na półkach: ,

Świetna kontynuacja serii

Świetna kontynuacja serii

Pokaż mimo to

0
Reklama
avatar
527
257

Na półkach: ,

Krótko pisząc Luna: Wilcza Pełnia utrzymała poziom Luny: Nów. Autor serwuje nam nie tylko nową fabułę, ale także szersze pomysły na świat (chociażby wydarzenia dziejące się na Ziemi).

Nadal więc drżę o to, czy kolejna, podobno ostatnia część, godnie zamknie cykl.

Krótko pisząc Luna: Wilcza Pełnia utrzymała poziom Luny: Nów. Autor serwuje nam nie tylko nową fabułę, ale także szersze pomysły na świat (chociażby wydarzenia dziejące się na Ziemi).

Nadal więc drżę o to, czy kolejna, podobno ostatnia część, godnie zamknie cykl.

Pokaż mimo to

4
avatar
39
39

Na półkach: ,

Luna: Wilcza pełnia - Ian McDonald. Dzieje się jeszcze więcej niż w Nowiu* gdyż znamy wszystkich bohaterów i wiemy, z grubsza, na co ich stać. A stać ich na wiele. Jest bardzo dramatycznie i można powiedzieć, że to bardziej wojna niż pokój. Krucha księżycowa równowaga opierająca się na cywilnych kontraktach i korporacyjnej chciwości zaczyna pękać...

więcej: http://gloswglowie.blogspot.com/2017/05/sonata-ksiezycowa-quasi-una-fantasia.html

Luna: Wilcza pełnia - Ian McDonald. Dzieje się jeszcze więcej niż w Nowiu* gdyż znamy wszystkich bohaterów i wiemy, z grubsza, na co ich stać. A stać ich na wiele. Jest bardzo dramatycznie i można powiedzieć, że to bardziej wojna niż pokój. Krucha księżycowa równowaga opierająca się na cywilnych kontraktach i korporacyjnej chciwości zaczyna pękać...

więcej:...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
1177
46

Na półkach: , , ,

Pierszy tom był ciekawy, a ten jest jeszcze lepszy. Nie mogłam się oderwać. Świetnie poprowadzona historia. Wyraziści i przekonujący bohaterowie

Pierszy tom był ciekawy, a ten jest jeszcze lepszy. Nie mogłam się oderwać. Świetnie poprowadzona historia. Wyraziści i przekonujący bohaterowie

Pokaż mimo to

5
avatar
795
279

Na półkach:

Jest to właściwie recenzja obu tomów.

Znałam dotąd (przed Luną) 3 książki Iana McDonalda, każdą czytałam z przyjemnością na tyle dużą żeby sięgać do następnych. Ale żadna z tych powieści nie kupiła mnie w pełni, w Brasyl nie pasowało mi tempo, było za szybkie, nie pozwoliło rozwinąć się opowieści, czytanie przypominało bieg na czas, w Domu Derwiszy -skądinąd chwilami zachwycającym - nie udało się stworzyć McDonaldowi wystarczającej więzi miedzy mną a bohaterami, Dni Cyberabadu -zestaw opowiadań, odrobinę mnie znużył, mimo charakterystycznej dla McDonalda obfitości pomysłów, ciążyła mi jednorodność atmosfery.

Nie był więc McDonald moim ulubionym pisarzem i nie czekałam niecierpliwie na kolejne jego książki. Aż do Luny. Pierwszy tom Luna: Nów ukazał się rok temu. W kwietniu tego roku drugi Luna: Wilcza Pełnia. Wiem, że kiedyś w zamierzeniach autora miała to być dylogia. Ale mam ogromną nadzieję, że nie spełni tej groźby i będzie jeszcze Lunę pisał. Furtek w drugim tomie zostawił sobie wiele.

Dlaczego to podoba mi się tak bardzo?

Muszę przyznać że już na dobę utknęłam z tym pytaniem. Kiedy książka (film, płyta, spektakl) staje się tym ulubionym, człowiek ma ogromną potrzebę zarażenia swoją fascynacją innych. Przez rok wetknęłam Lunę w ręce połowy rodziny, na drugą połowę też się czaję. Teraz wychwalam ją tutaj. A odpowiedź wcale nie jest prosta. Właściwie myślę, że to trochę jak z zakochaniem, tysiąc i jeden czynników decyduje w nas i za nas, i teraz weź to człowieku przełóż na język recenzji.

Po pierwsze to wyborna książka przygodowa. Jak Diuna, Trzej muszkieterowie, cykl o Tomaszu Cromwellu Hilary Mantell, Władca Pierścieni albo Harry Potter. Losy bohaterów śledzimy z wypiekami na twarzy, biegniemy przez książkę, zmuszeni trwogą o ich życie, ja wróciłam do zwyczaju z lat szczenięcych i sprawdzałam kilkadziesiąt stron do przodu czy nadal są tam imiona bohaterów, żeby wiedzieć już kto przetrwał zawieruchę. Dawno nie miałam takiej frajdy i nie było mi tak smutno.

Z tą cechą wiąże się druga, czyli znakomite tempo obu powieści. Pisze McDonald zgodnie z hitchcockowską zasadą budowania napięcia: najpierw trzęsienie ziemi, a potem naprawdę będzie się działo. Przy czym w Lunie jednocześnie znajduje przestrzeń dla opowieści, autor rozwija przed nami świat i bohaterów. Napisał książkę bez zbędnych słów i scen, ale z miejscem dla dwóch stron opisu wypieku ciasta. Myślę, że to co prezentuje McDonald w konstrukcji powieści w obu Lunach, to właśnie jest mistrzostwo.

Świat przedstawiony. W moim przypadku trafia McDonald w środek jakiejś głębokiej tęsknoty. Dwa lata i będziemy świętować 50-lecie pierwszego lądowania na Księżycu. 50 lat i wydarzyło sie tak niewiele. Gdy byłam dzieckiem sądziłam, że na Księżycu już wkrótce zamieszkają ludzie. Dziś mamy pięcioro kosmonautów w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Znamy nazwiska żon piłkarzy, nie ich. A McDonald osadza swoją sagę na Księżycu, w nie tak odległej przyszłości, umie pokazać dlaczego i jak doszło jednak do tego, że ludzie w Kosmos ruszyli. Wychodzi na przeciw, chyba nie tylko mojemu, marzeniu.

Natknęłam się w sieci na wypowiedź McDonalda, w której nazywa on Lunę Dallas w kosmosie (stary amerykański serial o pięknych i bogatych). Była to zapewne i skromność, i żart. Bo Luna to nie Dallas, to raczej Ojciec chrzestny, albo znakomity serial-western Deadwood. Na Księżycu przyszłości rządzi pięć rodów, swą pozycję zawdzięczają morderczej harówce, szczęściu, bezwzględności w dążeniu do celu. Nie ma tu państwa, jest terytorium pogranicza. Napięcia między rodzinami kształtują świat. Od razu w pierwszym tomie wprowadza McDonald całą plejadę bohaterów (na razie są to głównie Cortowie -jedna z rodzin; w drugim tomie poszerzy pole). Postacie to kolejny mistrzowski element fabuły. Bohaterowie są wyraziści, zróżnicowani, wiarygodni; kobiety, mężczyźni, nastolatki i ludzie dojrzali. Każdy znajdzie tu coś dla siebie i myślę że wielu czytelników, jak ja, będzie miało problem z wybraniem, czyje losy śledzić z największą uwagą.

Recenzując rok temu pierwszy tom zwracałam uwagę na to, że McDonald kroczy w Lunie znanymi ścieżkami, rewelacyjnie wykorzystuje schematy, Luna ma wiele wspólnego z Diuną, można się licytować w wyszukiwaniu podobieństw (rywalizujące arystokratyczne rody, planety będące zabójczo niebezpiecznymi pustyniami, fizyczne i psychiczne podobieństwa miedzy baronem Harkonnenem a Robertem Mackenzim, żeńskie zakony o niezwykłych ambicjach - naprawdę długo da się tak bawić). Tom drugi udowodnił mi natomiast jak spójną i wypracowaną wizję świata ma McDonald (w Wilczej Pełni zjedziemy nawet na chwilę na Ziemię), doceniłam innowacyjność tej powieści.

Do tego wybrnął McDonald (chociaż wybrnął to złe słowo, sugeruje, że zabrnął, a to tylko ja się bałam, że zabrnął) z pułapek wątku wilkołaczego. Bałam się jakiejś bzdury, kompletnie nie pasującej do książki mistyki dla nastolatków, a tymczasem autor nie tylko całkiem nieźle wszystko zracjonalizował, lecz i przekonał mnie, że subkultura wilków jest przejawem bardzo przemyślanego obrazu całkiem nowego społeczeństwa, nowej cywilizacji, ewolucji gatunku homo.

Społeczeństwo, które powstaje od zera, na całkiem innych zasadach (pełno tu drobnych pomysłów, które zmieniają wszystko - na przykład, na Księżycu nie gromadzi się rzeczy, recykluje się je w drukarkach 3D, powszechność drukarek sprawia że rzeczy nie są problemem, problemem jest dodatni bilans węglowy, on często decyduje o przeżyciu, nie marnuje się go na bibeloty na półkach) pokazał McDonald niezwykle wnikliwie. Ten aspekt powieści, niespodziewanie, świetnie wpisuje się w tak modny -również w fantastyce, i tak trudny, przez co często przedstawiany do bólu nieudolnie, temat gender. McDonaldowi udaje się pokazać społeczeństwo, w którym nastąpiło kompletne przewartościowanie ról płciowych, i nie mam tu na myśli odwrócenia biegunów, bo taka zmiana, pozornie drastyczna, byłaby tylko wariacją na temat tego co jest; w społeczeństwie księżycowym role determinuje potrzeba chwili nie płeć. Jest to zakorzenione tak w życiu społecznym (kontraktach małżeńskich) jak i w indywidualnym hedonizmie. Wszystkim, którym temat gender wydaje się wymysłem, polecam tę lekturę w ramach poszerzania horyzontów.

Ian McDonald stworzył książkę o doskonałych proporcjach, klasyczną w warstwie fabularnej, fenomenalną w narracji, znakomitą w kreacji świata. Polecam gorąco.

Jest to właściwie recenzja obu tomów.

Znałam dotąd (przed Luną) 3 książki Iana McDonalda, każdą czytałam z przyjemnością na tyle dużą żeby sięgać do następnych. Ale żadna z tych powieści nie kupiła mnie w pełni, w Brasyl nie pasowało mi tempo, było za szybkie, nie pozwoliło rozwinąć się opowieści, czytanie przypominało bieg na czas, w Domu Derwiszy -skądinąd chwilami...

więcej Pokaż mimo to

36

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Luna: Wilcza pełnia


Reklama
zgłoś błąd