rozwińzwiń

Pochwała nudy

Okładka książki Pochwała nudy autorstwa Josif Brodski
Okładka książki Pochwała nudy autorstwa Josif Brodski
Josif Brodski Wydawnictwo: Znak publicystyka literacka, eseje
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
On grief and reason
Data wydania:
2016-01-11
Data 1. wyd. pol.:
1996-01-01
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324040926
Tłumacz:
Anna Kołyszko, Michał Kłobukowski
Wznowienie legendarnego tomu esejów rosyjskiego noblisty.

Legendarne eseje rosyjskiego noblisty. Mimo upływu lat zaskakują dociekliwością i aktualnością. Brodski zmusza do rewizji poglądów i przemyślenia własnych postaw. Odsłania oblicze wiecznego buntownika.

Ostatni tom esejów Josifa Brodskiego, wznowiony z okazji 20 rocznicy śmierci poety
odczytać można jako jego duchowy testament. Bardzo osobiste rozważania na temat kultury i współczesnego świata porażają szczerością osądów. Brodski zarówno wtedy, kiedy pisze o Marku Aureliuszu czy szpiegu rosyjskim Kimie Philby, jak i w przemówieniu do absolwentów Ann Arbor czy we wspomnieniu z podróży do Brazylii zmusza czytelnika do rewizji poglądów i przemyślenia własnych postaw. Równocześnie odsłania swoje oblicze wiecznego buntownika, zranionego przez życie i kochającego je do upojenia.

Eseje Josifa Brodskiego – pomimo upływu czasu – wciąż zaskakują swoją dociekliwością i aktualnością. Lektura obowiązkowa, dla każdego, kto chce lepiej rozumieć kulturę i sytuację duchową współczesnego człowieka.
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pochwała nudy w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pochwała nudy



890 226

Oceny książki Pochwała nudy

Średnia ocen
7,4 / 10
113 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pochwała nudy

avatar
3073
758

Na półkach:

Esej Brodskiego o nudzie, wygloszony do kończących Dartmouth College młodych ludzi to przewrotna pochwała tego stanu. Ucieczka przed nudą jest jego zdaniem niemożliwa, prowadzi tylko do frustracji. Lepiej się jej poddać, zachęca rosyjski poeta w tym ironicznym i w gruncie rzeczy optymistycznym tekście. Nuda to okazja, by się zatrzymać, pobyć tu i teraz.

Erudycyjny drobiazg: 6.5/10

Esej Brodskiego o nudzie, wygloszony do kończących Dartmouth College młodych ludzi to przewrotna pochwała tego stanu. Ucieczka przed nudą jest jego zdaniem niemożliwa, prowadzi tylko do frustracji. Lepiej się jej poddać, zachęca rosyjski poeta w tym ironicznym i w gruncie rzeczy optymistycznym tekście. Nuda to okazja, by się zatrzymać, pobyć tu i teraz.

Erudycyjny...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
637
224

Na półkach: , ,

„Pokonuje się dystans życia tylko raz.”

Esej „Pochwała nudy” przeczytałam dwukrotnie, jest to mowa rosyjskiego noblisty wygłoszona w lipcu 1989 roku na uroczystej promocji absolwentów Dartmouth College, amerykańskiej uczelni niepublicznej założonej w roku 1769, gdybym należała do grona absolwentów tej uczelni zachowałabym tekst i czytała co roku, aż do końca życia, ani nauki humanistyczne, ani ścisłe nie oferują takiej wiedzy.

„Proszę rozszerzać i traktować swoje słownictwo tak, jak traktują Państwo konto bankowe. Proszę zwracać na nie baczną uwagę i starać się pomnażać wpływy.”

Lektura dla każdego, komu marzy się lepszy los i przyzwoity świat dookoła.

Rozważania o historii, metafizyce i monotonii czasu, potencjale negatywnym i pozytywnym ludzkości, wyjątkowo nietrwałym koktajlu komórkowym, jakim jest każdy z nas, wyższości poezji nad prozą, czytaniu książek i filozofii bardziej odpornej na działanie czasu, niż Cesarstwo Rzymskie, wszystkie zawarte w zbiorze eseje mają wspólny mianownik, jest nim poszukiwanie prawdy o naszym życiu. 

Esencja kruchości naszego świata.

I świadomość naszej dogłębnej w tym świecie znikomości.

Mocną stroną zbioru jest żartobliwy dystans prowokujący do sporów i polemik z własnym podmiotem lirycznym ; ) poeta nie ma złudzeń co do obiektywizmu głoszonych przez siebie poglądów, wprost przeciwnie, przyznaje się do ich niewybaczalnego subiektywizmu, nie jest jednak arogancki, po prostu stara się powiedzieć nam coś nowego jakościowo o świecie i o nas samych, a to wielka zaleta.

„Pokonuje się dystans życia tylko raz.”

Esej „Pochwała nudy” przeczytałam dwukrotnie, jest to mowa rosyjskiego noblisty wygłoszona w lipcu 1989 roku na uroczystej promocji absolwentów Dartmouth College, amerykańskiej uczelni niepublicznej założonej w roku 1769, gdybym należała do grona absolwentów tej uczelni zachowałabym tekst i czytała co roku, aż do końca życia, ani...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
638
584

Na półkach:

"Pochwała nudy" to zbiór esejów, ale w swojej opinii, aby nikogo z czytających nie zanudzić, zajmę się jedynie tym tytułowym i może ewentualnie...
Treść eseju to tak naprawdę mowa wygłoszona przez Brodskiego na uroczystej promocji absolwentów jakiejś amerykańskiej szkoły (uniwersytetu).
Bohaterką uczynił Brodski nudę i od razu uzmysłowił słuchającym (i czytającym),że lekko w życiu mieć nie będą.
Jeżeli obiorą młodzi za życiowe motto samorealizację w jakiejś dziedzinie nauki (technicznej, czy humanistycznej) to perspektywy rysują się przed nimi marne. Co prawda cała historia odkryć naukowych, czy koncepcji etycznych powoduje, że jakieś pojęcie zmienności i oryginalności jest obecne, ale ta jednostajność owych innowacji staje się po pewnym czasie nudna. Co więcej aktywność na tym polu spowoduje zapewne przypływ gotówki, ale skoro istnieje zależność, że czas to pieniądz, czyli spora ilość kasy powoduje zwiększenie ilości czasu, czyli nuda jest nieuchronna.
Z kolei można wybrać jakaś formę aktywności ości na polu sztuki, ale tutaj z kolei kasę czeszą jedynie wybrani i kto zgodzi się na malowanie obrazów, czy rzeźbienie jezusków, kiedy wiąże się to z pustą kieszenią.
Czyli, tak źle i tak niedobrze, tym bardziej, że... i tutaj Brodski od razu przestrzega:

"Warto jedynie przypomnieć, żeby państwo bardziej krytycznie patrzyli na pieniądze, albowiem zera na Państwa kontach mogą pociągnąć za sobą ich odpowiedniki w głowach"

Oczywiście - zdaniem Brodskiego - można z nudą walczyć. Na przykład poprzez zmianę pracy, żony, kochanków, tapety w pokoju, kraju, klimatu, można spróbować alkoholu, kursów gotowania, czy psychoanalitycznych terapii, czy nawet pisanie opinii na LC, ale i tak na końcu ostaną się jedynie nerwica i depresja.

Ale Brodski nie byłby Brodskim gdyby nie poszedł po rozum do głowy i czegoś nie wymyślił i ostatecznie nie przytoczył wersu
amerykańskiego poety Roberta Frosta, który napisał:

"Najlepsze wyjście zawsze wiedzie na wskroś",

Czyli nie walczyć z nią, ale wykorzystać jej nieuniknione atrybuty.

Na przykład pierwsze z brzegu skojarzenie: nuda to czas.
I tym samym nudę potraktować jako okno na czas i za jej pośrednictwem "doświadczyć inwazji czasu w Państwa system wartości", co osadza życie we właściwej perspektywie, a to z kolei owocuje precyzją i pokorą.
Właśnie pokora, której istotę najlepiej oddaje...kurz, gdy się go ściera ze stołu:

"Pamiętaj o mnie"
szepcze kurz.

I chyba puenta w kontekście owej przywołanej znikomości:

"To właśnie znaczy być znikomym. Jeśli dopiero paraliżująca wolę nuda pozwala nam to zrozumieć, to cześć niechaj będzie nudzie. Jesteś znikomy, ponieważ jesteś skończony. Im bardziej coś jest skończone, tym bardziej jest przepełnione życiem, uczuciami, radością, obawami, zrozumieniem(...) Gdyż nuda jest nudą nieskończoności."

I na koniec rada Brodskiego, gdyby ktoś chciał w klasyczny sposób walczyć z nudą. Czasy się zmieniły i tym samym konfiguracja technologiczna również, ale istota owej rady chyba uniwersalna:

"Mogą państwo szukać ratunku w powieściach kryminalnych, albo w kinie akcji, w czymś długotrwałym, choćby tylko na kilka godzin. Proszę jednak unikać telewizji, zwłaszcza skakania po kanałach - bo to już jest jałowość wcielona."

I na koniec ciekawy konstatacja zawarta w eseju zatytułowanym "Jak czytać książki?"
.... i jest ona raczej odpowiedzią na pytanie "jakie książki czytać?".
Poezja, przede wszystkim poezja.
I teraz cytat z fragmentu, w którym Brodski wymienia atuty i nazwiska pisarzy z poszczególnych( raczej głównych) obszarów językowych.
Po angielskim, niemieckim, hiszpańskim, a przed francuskim, holenderskim, greckim, rosyjskim, portugalskim jest coś o języku polskim:

"Jeśli natomiast polski - lub jeżeli ktoś zna polski (co przyniesie nieocenione korzyści, gdyż najbardziej niezwykła poezja naszego stulecia powstała w tym języku)- chciałbym wymienić nazwiska Leopolda Staffa, Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta i Wisławy Szymborskiej".

"Pochwała nudy" to zbiór esejów, ale w swojej opinii, aby nikogo z czytających nie zanudzić, zajmę się jedynie tym tytułowym i może ewentualnie...
Treść eseju to tak naprawdę mowa wygłoszona przez Brodskiego na uroczystej promocji absolwentów jakiejś amerykańskiej szkoły (uniwersytetu).
Bohaterką uczynił Brodski nudę i od razu uzmysłowił słuchającym (i czytającym),że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

565 użytkowników ma tytuł Pochwała nudy na półkach głównych
  • 400
  • 155
  • 10
82 użytkowników ma tytuł Pochwała nudy na półkach dodatkowych
  • 49
  • 8
  • 6
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Okładka książki Liryka rosyjska 1880–2005 Anna Achmatowa, Andriej Bieły, Aleksander Błok, Josif Brodski, Iwan Bunin, Marina Cwietajewa, Jewgienij Jewtuszenko, Włodzimierz Majakowski, Osip Mandelsztam, Bułat Okudżawa, Borys Pasternak, Włodzimierz Wysocki
Ocena 6,9
Liryka rosyjska 1880–2005 Anna Achmatowa, Andriej Bieły, Aleksander Błok, Josif Brodski, Iwan Bunin, Marina Cwietajewa, Jewgienij Jewtuszenko, Włodzimierz Majakowski, Osip Mandelsztam, Bułat Okudżawa, Borys Pasternak, Włodzimierz Wysocki
Josif Brodski
Josif Brodski
Rosyjski poeta i eseista, samouk. Przeżył blokadę Leningradu, należał do środowiska skupionego wokół Anny Achmatowej. W 1964 roku skazany za „pasożytnictwo”. W 1972 roku został zmuszony do emigracji i osiedlił się w Stanach Zjednoczonych. W poezji przestrzegającej klasycznych zasad wersyfikacji i podziału na gatunki łączył niekiedy refleksję filozoficzną z satyrycznym ujęciem realiów społeczno-obyczajowych ZSRR. Tłumaczył poezję angielską i polską (m.in. Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta). W 1987 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie
Fernando Pessoa
Pierwsze i prawdopodobnie ostatnie moje podejście do Pessoa. Książka jest stosunkowo długa i ciężka do przeczytania, mi bardzo się dłużyła i język autora zupełnie mi nie podszedł ani nie pomógł w przebrnięciu. Niesamowicie zaciekawiło mnie podejście autora do tworzenia nowych heteronimów w swoim życiu, a nawet tłumaczenia jak różnią się między sobą i czasem jak nawet różnią się od niego samego/jego własnych poglądów. Do tego znalazłem parę ciekawych ideii i cytatów, niestety zbyt mało aby usprawiedliwić długość książki. Co ciekawe czytałem ją przypadkiem w podobnym czasie gdy zacząłem czytać dzieła Seneki i ta, powiedzmy antyczna samoanaliza gra z moją duszą dużo dużo bardziej, nawet jeśli autorzy dochodzą do podobnych wniosków. Myślę, że takie podejście do samego siebie i świata jest bardzo potrzebne dzisiaj, gdzie każdy co raz bardziej jest 100% przekonany tylko do swoich poglądów bez otwierania się na innych, a tak na prawdę po długiej i bolesnej "samoanalizie" może się okazać, że nic z naszych poglądów nie jest nasze, a jedynie zaszczepione w nas przez różne doświadczenia czy relacje. Czytając ją myślałem własnie, że opinie będą bardzo podzielone, albo 10 albo 1, ja starałem się być jak najbardziej obiektywnym nawet jeśli lektura mnnie trochę wymęczyła w złym sensie tego słowa znaczeniu, to jednak ze względu na powyższe argumenty myślę, że warta przeczytania, nawet fragmentami. Końcowo powiem, że wg. mnie książka nie jest aż tak pesymistyczna jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, w wielu momentach, sczególnie opisach natury widać ukochanie życia takiego jakim jest, na swój może lekko "czarny" sposób, ale jednak odczytywałem te fragmenty jako coś pozytywnego! :)
KubeK - awatar KubeK
ocenił na73 miesiące temu
Hiob Joseph Roth
Hiob
Joseph Roth
Którzy z przyjaciół biblijnego Hioba mają rację? W książce śledzimy losy sześcioosobowej rodziny z Galicji. Jednego syna, którego serce rwie się do przygód, drugiego — do interesów, córki, która nie może oprzeć się namiętności, i niepełnosprawnego syna Menuchima. Rodzina kręci się wokół własnej osi — nie ma przyjaciół, oszczędności ani nadrzędnego celu. Na swój sposób rutyna dnia daje im pewną formę szczęścia. „O chorego syna nikt go nigdy nie pytał, za to wszyscy dowiadywali się o losy zdrowych”. Za rogiem czeka długa droga w dół. Momentem cezury jest porzucenie niepełnosprawnego syna. Oczywiście pierwszy odruch zdrowego człowieka to: jak tak można? Ojciec Mendel przez wiele dekad cierpi, wspomina, śni na jawie, wyrywa włosy, zaniedbuje się i złorzeczy Bogu. „Menuchim, syn Mendla, wyzdrowieje. Takich jak on nie będzie wielu w Izraelu. Bóg go uczyni mądrym, brzydotę dobrotliwą, gorycz łagodną, a chorobę mocną.” Jedna z tych nielicznych książek, w których losy bohatera splatają się z moimi losami. Chociaż nie wierzę, że celem życia jest szczęście, to chciałbym zdrowia i pomyślności dla moich dzieci, dla mojego syna. „Za co zostałem tak ukarany?” — myślał Mendel i przetrząsał mózg w poszukiwaniu jakiegoś grzechu, lecz nic ciężkiego nie znalazł. Podczas tej lektury udało mi się pojąć, że w życiu cierpieć — w tym cierpieć długotrwale — oznacza, że człowiek napełnia się życiem po same brzegi i jest gotów. Na ten moment, mimo ogromnego pragnienia serca, nie wierzę, że na końcu przychodzi taki cud, jak na łamach tej książki.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na61 miesiąc temu
Lato w Baden Leonid Cypkin
Lato w Baden
Leonid Cypkin
"Lato w Baden" to książka, która razem z drzwiami weszła do kanonu światowej literatury. Jest to dzieło tak sebaldowskie, że aż ciężko uwierzyć, że Cypkin nie mógł nic wiedzieć o Sebaldzie, tak jak ten drugi prawdopodobnie nie wiedział nic o Cypkinie. W tej powieści porusza nas już nawet sama historia jej powstania. Cypkin nie był pisarzem, a przynajmniej nie mógł nim być. Był dysydentem, któremu nie dane było zrobić kariery, na którą zasługiwał. A jednak jakimś cudem wydana w niszowej rosyjskojęzycznej "Nowej Gazecie" w USA powieść doczekała się swojej popularności. Równie fascynująca jest fascynacja Cypkina Dostojewskim. Dlaczego Żyd interesuje się do tego stopnia zajadłym antysemitą? Jest to pytanie również do nas - Polaków, bo my przecież też interesujemy się Dostojewskim, który był również polakożercą. Ale jak to jest możliwe, że człowiek, który z taką ogromną empatią podchodził do swoich bohaterów, który tak dogłębnie rozumiał ludzkie bolączki, nie miał w sobie krzty współczucia do wiecznie prześladowanego narodu żydowskiego, tak jak i nie miał go do znajdującego się pod carskim butem narodu polskiego? Wydaje mi się, że Cypkin osiągnął w swojej książce swój cel. Zbliżył się do Dostojewskiego tak blisko, jak to było tylko możliwe. Wydaje mi się, że oddał jego postać doskonale. Podczas lektury prawie czułem nieświeży oddech autora "Zbrodni i kary". Nie wiem, czy w ogóle w historii literatury inny pisarz zbliżył się do swojego niefikcyjnego bohatera tak bardzo, jak udało się to Cypkinowi. Przy czym nie czyni to tej lektury łatwą, a nawet wręcz przeciwnie. Wszystkie fobie i kompleksy Dostojewskiego są tak realne, że aż obrzydliwe, co czyni lekturę ciężką. Równie ciężka jest forma Cypkina i jego niekończące się zdania, którymi przebił nawet Sebalda. A skoro jesteśmy już przy Sebaldzie, to w tej fikcji-niefikcji, którą jest "Lato w Baden" brakowało mi ilustracji, tak jak pojawiają się one w powieściach Niemca. Ciekawe, czy Cypkin umieściłby w tej książce ilustracje, gdyby mógł mieć na to wpływ? Tę książkę bardzo polecam, ale raczej wprawionym czytelnikom, którzy nie boją się sięgnąć po cięższą, ale bardzo wartościową lekturę.
tzaw - awatar tzaw
ocenił na95 miesięcy temu
Marsz Radetzky'ego Joseph Roth
Marsz Radetzky'ego
Joseph Roth
A jeśli znowu stoimy u progu wielkiej masakry, która zaleje rzekami krwi gnijący Stary Kontynent, a jeśli teraz do gardeł rzucimy się sobie, kierując się nie tylko kryteriami narodowymi i klasowymi, lecz także płciowymi i metrykalnymi? Oczyma wyobraźni widzę już siebie jako zniedołężniałego starca, czyli lada moment, kąsającego w desperacji młodzianków, którzy siłowo chcą przeprowadzić na mnie dobrowolną eutanazję. Jeśli istotnie dojdzie do takich drastycznych scen, których efektem będą stosy ciał, to z pewnością Unia Europejska dorobi się swojej rzewnej apologii na miarę monarchii austro-węgierskiej w „Marszu Radetzky'ego”. Rzewnej, bo odwołującej się do symbolicznych czy też niematerialnych wartości, np. utraconego ładu (nie zielonego, tylko takiego ogólnego). Oczywiście banalna apologia, podyktowana wdzięcznością za finansowanie ze środków unijnych, jest na porządku dziennym od lat, a Polacy są w niej szczególnie biegli, nie ma w tym jednak jeszcze sentymentu, tej melancholijnej aury, która spowija powieść Józefa Rotha. To się dopiero pojawi po tej wielkiej masakrze, która nas czeka i która brutalnie oddzieli jedną epokę od drugiej – epokę bezmyślnej niewinności od epoki bezmyślnej drapieżności. Straszny czas, przez który nieliczni przejdą, skłoni ich do idealizacji nieodległej przeszłości, ociepli w ich pamięci unijnych biurokratów i ich beztroskie, ideologiczne zacietrzewienie, może jakiś nowy Robert Makłowicz powiesi sobie nawet na ścianie portret Ursuli von der Jelen. Może nawet ja to zrobię, jeśli, rzecz jasna, nie będę jedną z ofiar masakry. Przegiolem co? To się jeszcze okaże. --- Książka może przypaść do gustu ludziom, których wyobraźnię nader mocno zajmują umieranie, rozpad, upadek, rozkład, odchodzenie, znikanie, zanikanie, dezintegracja, staczanie się itd., tyle że bez turpizmu i naturalizmu. Jako że należę do grupy osób, którym zjawiska tej natury są istotnie bliskie, przyjąłem powieść Rotha z otwartym sercem, i to mimo tego, że autor raczył był obdarzyć naiwnym sentymentem twór cokolwiek sztuczny i o krótkim terminie ważności – monarchię austro-węgierską.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na93 miesiące temu
Judasz Amos Oz
Judasz
Amos Oz
Amos Oz pod pretekstem rozważań na temat postaci Judasza, jego relacji z Jezusem i ich postrzegania w oczach Żydów, przedstawia nam różne poglądy na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego i ogólnego "prawa" Izraela do utworzenia swojego państwa na tych właśnie ziemiach. Brzmiało to dla mnie intrygująco, okazało się jednak niespecjalnie ciekawe. Zaznaczę na wstępie, że czytało mi się tę książkę dosyć dobrze, nie męczyła mnie ona zbytnio. Jest taka konserwatywna, zachowawcza, taka "po bożemu" - wiemy dokładnie, czego się po niej spodziewać i czasami taka lektura siada. Na przykład podczas upalnego lata, kiedy wylegujesz się na kocu nad rzeką, jak było w moim przypadku. Przedstawione w niej poglądy są ciekawe i z reguły dobrze uargumentowane, a z całej książki bije raczej stosunek krytyczny względem syjonizmu i nacjonalistycznych ciągotek Państwa Izrael. Natomiast całość tej powieści jest zbyt nijaka w swojej prostocie, zbyt podoba do miliona innych książek napisanych w podobny sposób. Fabuła jest aż nadto pretensjonalna, zbyt ciągnąca się i tak naprawdę nie prowadząca do nikąd. Nie intryguje, nie interesuje czytelnika. Ciężko jest zżyć się, czy kibicować jakiemukolwiek bohaterowi, ich losy nie ciekawią. Są wydmuszkami, a nie ludźmi z krwi i kości. Szczególnie mierzi główna postać kobieca, która jest jedynie zlepkiem męskich fantazji na temat kobiet jako tako. Wszystko to jest aż nadto kliszowe, a wątków na temat Judasza znajdziemy tutaj znacznie mniej, niż można byłoby się spodziewać. Kolejna książka z cyklu: "Mogłabym jej nie przeczytać i nic nie zmieniłoby to w moim życiu".
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na61 rok temu
Budowniczy ruin Herbert Rosendorfer
Budowniczy ruin
Herbert Rosendorfer
Oto smakowita ze wszech miar, ale wymagająca od nas kapki zacięcia i uwagi, by chwycić wszystkie wątki, powieść-abstrakt, nasycona nieograniczoną żadnymi przestrzeniami wyobraźnią Herberta Rosendorfera, przeobrażoną w literowy ciąg (SATOR AREPO…) i ubraną w zdania, które stają się wyprawą w miejsca przedziwne i z ludźmi dotąd niespotykanymi, że gdy wreszcie trafimy się do budowniczych ruin, zadajemy sobie pytanie, co my właściwie tu robimy. I dlaczego tak bardzo nam się to wszystko podoba. Streścić „Budowniczych” się nie da (byłoby to wariactwo). Można zacząć od podróży pociągiem z wagonem wypełnionym sześciuset zakonnicami i nieznajomym, który łapie narratora za nogi, po czym wynurza się spod siedzenia i zaczyna opowiadać (Einsteinik okazuje się być kryminalistą, ale na szczęście zostawia w przedziale podziurawiony zmyślnie kartonik). Można. Ale po co? To przecież sam początek, ba, pierwsza strona, a im dalej w las, tym więcej opowieści, a w nich znów następnych, które to przenoszą nas w kolejne i… i tak bez końca. Lekturze „Budowniczych” towarzyszył mi rechot (mój własny, donośny, całkiem niepohamowany) i nieprzemijające wrażenie zaskoczenia pomieszane z „oszałamiającym poczuciem wielości”. Toż to barkowy przesyt w złoconych ramach, krzykliwa melodrama plus kryminał, sensacja polityczna w warunkach postapokaliptycznego świata podziemi (!),nasycona zupełnie nieprawdopodobnymi rodowymi historiami (to dlatego w jednej z nich pewien szlachcic nieprzypadkowo czyta Potockiego). Szkatuł(k)a, w której po wielokroć umieszczono inne, a każda z nich wypełniona niedorzecznościami totalnie urokliwymi, które wciągają nas głębiej i głębiej, aż sami już nie wiemy, jak to wszystko może się skończyć. Rewelacja, TENET i OPERA. Absolutnie polecam – zwłaszcza że na koniec czeka posłowie Adama Lipszyca. ROTAS. Jedyny brak zdziwienia to okładka by Łukasz Piskorek i Fajne Chłopaki – już mi brak słów, żeby podziw wyrażać, więc kłaniam się nisko, perliście, zamaszyście. Plus doskonałe tłumaczenie Ryszarda Turczyna i mamy dzieło kompletne.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na81 rok temu
Wykład profesora Mmaa Stefan Themerson
Wykład profesora Mmaa
Stefan Themerson Franciszka Themerson
Wykład profesora Mmaa Autor: Stefan Themerson Moja ocena: 10/10 To jedna z tych książek, które trudno w pełni zrozumieć, ale jeszcze trudniej się od nich oderwać. Być może nie uchwyciłem wszystkich sensów, może część przesłań wymknęła mi się gdzieś między zdaniami – a jednak „Wykład profesora Mmaa” całkowicie mnie zachwycił. Zachwycił przede wszystkim językiem – precyzyjnym, błyskotliwym, a przy tym pełnym humoru i filozoficznej głębi. Themerson bawi się formą i konwencją, tworząc dzieło, które jest jednocześnie alegorią, satyrą i przypowieścią o naturze ludzkiego (i nie tylko ludzkiego) świata. Termity – bohaterowie tej niezwykłej opowieści – stają się tu zwierciadłem ludzkich przywar, absurdów i dążeń, a ich naukowe dysputy zaskakują aktualnością oraz trafnością spostrzeżeń. To książka, która zmusza do myślenia, a jednocześnie zachwyca elegancją i ironią stylu. Choć napisana została w trudnych czasach, we Francji, Szkocji i Londynie, jej przekaz pozostaje uniwersalny – dotyczy władzy, społeczeństwa, moralności i samej kondycji człowieka. Czy może być coś wspanialszego niż filozoficzna opowieść o termitach, która mówi więcej o nas samych niż niejedna powieść realistyczna? Polecam serdecznie każdemu, kto ceni literaturę nieoczywistą, wymagającą, a jednocześnie fascynującą w swojej oryginalności. ** 22:43 * 02.11.2025 * 98/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na105 miesięcy temu
Locus Solus Raymond Roussel
Locus Solus
Raymond Roussel
1.)Jak czytać ten przekład? 2.)Po co czytać przekład tej książki ? 3.)Dla kogo jest ten przekład ? To subiektywne wrażenia laika, jakby tam to kogoś interesowało, kto jeszcze nie czytał Locus Solus. Wrażenia osoby nie zaznajomionej należycie z życiem Raymonda Roussela, jego twórczością i przede wszystkim metodą pisarską oraz ideą jakiej ta metoda miała służyć i co z tego wynika. Subiektywne wrażenia na temat tego co właściwie czytamy... Więc: 1.) Jak to czytać ? Przeczytać najpierw wstęp Cezarego Rowińskiego w starszych wydaniach lub posłowie w nowszych. Prawdopodobnie posłowie w nowszych wydaniach jest wstępem w starszych. Jeśli nie słowo w słowo to i tak wszystkie najważniejsze informacje tam są. Po bardzo ogólnym zapoznaniu się z poglądem pisarza na temat tego jak chce on widzieć swą literaturę oraz z metodami jakie stosował podczas pisania, które z tych poglądów wynikały, nie będziemy się dziwić niczemu w tej książce (niektórzy ponoć się dziwią...) - ani skomplikowanym opisom urządzeń ani fantastycznym i przedziwnym historiom mnóstwa bohaterów- temu, że są na kartach tej opowieści. Wszystkie one jednak nas zadziwią, to pewne. Mamy też w sieci tekst https://dspace.uni.lodz.pl/bitstream/handle/11089/34192/Raymond_Roussel.pdf?sequence=1&isAllowed=y Jest dodatkowo książka Bogdana Banasiaka ,,Słońce ekstazy, noc melancholii" na temat Roussela. Gdzieżby tam jednak mając w ręku po raz pierwszy Locus chciałoby mi się czytać Banasiaka, wszystkiego przecież człowiek i tak nie wyczyta......Teraz, po lekturze już mi się chce. 2.) Po co czytać ten przekład ? - dla mnóstwa przedziwnych i cudownych opowieści z bliższych lub odleglejszych czasów, które pochłoną nas zapewne całkowicie. Opowieści będących częścią każdej z historii, dla których to historii, składających się z dwóch ,,części" opisy urządzeń i instalacji są wstępem, a których to urządzeń szczegółowy opis może czasem nużyć nieco swą drobiazgowością. Bezwzględne jednak poznanie technicznych detali w szczegółach, nie jest jednak warunkiem świetnej zabawy dla polskiego czytelnika. Gdy zmęczony pracą wyobrazni umysł ma dość, można spokojnie sobie pofolgować przy niektórych technicznych detalach i odpuścić drobiazgowe wizualizacje... Dlaczego urządzeń technicznych i instalacji? Bo prawdopodobnie tak autorowi wychodziło podczas rygorystycznego stosowania jego metody pisarskiej. Tu jednak nie ma bezładnej pisaniny plączącej się przypadkowo to tu, to tam - w najmniejszym nawet stopniu. Dlaczego przedziwnych urządzeń i instalacji? Bo prawdopodobnie technika, mechanika, prawidłowości fizyczne, mechaniczne były tym co pasjonowało go dogłębnie i postanowił by były one tu każdorazowo bramą do tego co wydarza się potem. A wszystko co tam istnieje i co się wydarza wynika ponoć z przedziwnej ale całkowicie sprecyzowanej mechaniki metody jego pisania. Jak pisze we wstępie Cezary Rowiński - metody, która ,, nie ma stanowić o formalnej strukturze utworu, lecz ma jedynie wyzwalać, porządkować inspirację twórczą pisarza; ma ona za zadanie w sposób systematyczny wprowadzić przypadek w obręb twórczości literackiej, opanować go i ograniczyć twórczość wyłącznie do sfery języka. Studiując ten pobieżny opis metody pisarskiej autora Locus Solus można odnieść wrażenie, że cała ta metoda jest jakąś potwornie skomplikowaną łamigłówką językową, niegodną jednak miana twórczości literackiej. Tak by było w istocie, gdyby u Raymonda Roussela metoda ta nie była wyrazem pewnej filozofii języka, nowego sposobu widzenia świata i rozumienia funkcji dzieła literackiego......" A o technikaliach tejże metody możemy oczywiście poczytać sobie we wstępie do książki oraz w w.w. materiale z sieci. Zatem cóż zostaje dla nas z tego ,,pańskiego stołu" francuskiego oryginału, który niestety efekt zamierzony przez Roussela jest ponoć w stanie wywołać w pełni tylko u francuskojęzycznych czytelników...jeśli nie jedynie u Francuzów...? Cóż zostaje dla polskiego czytelnika- jeśli motorem, napędzającym raz po raz całą tę machinę fabularną i punktem wyjścia do snucia wciąż od nowa precyzyjnych fantasmagorii, są ,,wyjściowe" nie tłumaczalne w pełni, francuskie homonimy, i konstrukcje z nich czynione, w dodatku niewidoczne w tekście, których echa ponoć klekoczą w projekcji każdej historii z niewidocznych tylnych rzędów...? Co dla polskojęzycznego nie-Francuza z tego zostaje ? Polskiemu czytelnikowi zostaje min. efekt w postaci nieprawdopodobnie płodnej przestrzeni wydarzeń w której, czytając tekst, osadza się nasza wyobraznia, i jest to naprawdę zajmująca przygoda- oddać się temu bez uprzedzeń. Poczytawszy parę zdań o tej technice pisania, pomyślałem od razu- jak niesamowitą formę słowną musi mieć oryginał powieści i co za tym idzie, niemożliwy do przetłumaczenia tak, by pojąć całą pracę pisarza...tu jednak autor wstępu studzi żal wynikający z nieznajomości języka francuskiego - ponoć zamysłem Roussela była ,,niedostrzegalność" używania tej metody w pisaniu tegoż tekstu po francusku i polscy czytelnicy mają nie być wiele poszkodowani na skutek niemożliwości obcowania z fikołkami znaczeniowymi używanych słów i zdań będących motorem napędzającym poszczególne opowieści...bo ich w tekście nie ma ! Autor ich potrzebował a czytelnik nie, ba...czytelnik nie powinien nic o nich i w ogóle o ich istnieniu wiedzieć - bo to popsuje mu całą zabawę... Nie ma więc w oryginalnej wersji dla czytelnika tych homonimów. Są jedynie cienie ich znaczeń pod postacią fabularnych szczegółów, zasnuwające ponoć obszarem swego zasięgu każdą z opowieści dalece, dalece. Tak dalece, że podobno francuskiego czytelnika ma przeszywać dreszcz psychicznej jakiejś emocji czy czego tam..., na skutek wyczuwalnej a trudnej do zdefiniowania, niewidocznej struktury, która sprawia że wszystko tam jest na miejscu i wręcz niezbędne w tych opowieściach... Więc mamy tu przekład Anny Wolickiej, która tłumaczy z ichniego na nasz coś co się całościowo nie da tłumaczyć. Coś co nie da się przetłumaczyć strukturalnie, z zachowaniem efektu ukrytej, tajemniczej celowości i kompletności wszystkiego co się tam znajduje, z w.w. oczywistego powodu. Mamy tu coś co da się przetłumaczyć jedynie stylistycznie. Jesteśmy pozbawieni najsmaczniejszej części tego tortu, cóż więc nam pozostaje? Pozostaje nam cudownie obłędna opowieść. Użytkowniczka serwisu - Zember- pisze, że - ,,Zawiodłam się. Tragiczny przekład, nie da się tego czytać (między innymi dlatego, że Locus solus zwyczajnie nie da się przetłumaczyć) Niestety francuskiego nie znam, dlatego daję mu szansę i wierzę, że oryginał jest powalający." Może mam minimalne oczekiwania - mi się dało to czytać... Mi się dało tym zachwycić jeszcze na dodatek... Pytanie, jak pani owa ocenia przekład skoro nie zna francuskiego...? Odpowiedz pojawia się po chwili - no przecież wzięła i przewertowała jakieś kompetentne zródła. No i dobrze. A ja jeszcze udałem się dodatkowo po lekturze na półdzienną randkę z robotem AI, który kłamie ciągle i przeokropnie ( nie chcesz płacić to masz pomyje...) Rozmowa z botem na temat języka oryginału w swej strukturalnej formie oraz poproszenie go by napisał nam scenę według metody Roussela z wykorzystaniem polskich homonimów - to następna część zajmującej zabawy dla tych, którzy kończąc lekturę będą mieli jeszcze niedosyt po kontakcie z pięknie przedziwną treścią książki. Niedosyt wynikający z braku kontaktu z tajemnicą, która podobno, gdzieś tam pomrukuje w dalekim tle... Robot bez problemu Wam napisze taki napędzany niewidocznymi polskimi homonimami tekścik i może być to przydatne w wyobrażeniu sobie jak może się czuć Francuz czytający Locus Solus. Tylko jak robota poprosicie by Wam napisał to mu powiedzcie, żeby Wam od razu nie mówił jakiego homonimu polskiego użył...Dobrze też jest go pouczyć w szczegółach, jaką metodą pisał Roussel bo ten stek algorytmów sobie wykombinował, że do rozpoczęcia każdej historii służył jeden homonim np. Polecam zabawę. Jeśli jednak nie zgłosicie odpowiednio okrojonego życzenia to dostaniecie ładnie brzmiącą abstrakcję ale z mnóstwem ,,deseczek", sprężynek, wałeczków, zapadek, śrubek, beleczek...jednym słowem prosić : panie! Pisz pan polską lokusową rousseladę z polskich homonimów ale dejże pan spokój z nadmiarem techniki ! Tak sobie myślę, że bez względu na to co się da przetłumaczyć skutecznie a czego nie - to i tak czytelnik dostaje koniec końców przekład pisany przepięknym językiem, co jest następnym plusem. Po co czytać ten przekład ?- dla pięknego języka, którym pisze Anna Wolicka. Polski Locus Solus to również min. przepiękny, miejscami staroświecki w klimacie język przekładu. Ten przekład jest po prostu ślicznie napisany. Mamy tam dla przykładu, wielgachny ubijak, taką ,,babę", przemieszczający się w powietrzu od czasu do czasu, precyzyjnie, to tu to tam, nad określoną powierzchnią. Więc obserwujemy sobie ten ,,koczowniczy" aparat, [,,...Trzeba było, aby koczowniczy aparat mógł na swych przystankach w różnych strefach przyszłego dzieła zachować doskonale pionową postawę..."] niestrudzenie pracujący w swych ,,pielgrzymkach" i przemieszczający się nad powierzchnią ziemi by wykonywać ,,tytaniczną pracę" : dzieło stworzenia mozaiki - wykonując ,,pracochłonny siew" - czego?- to się dowiecie z książki... Aparat, opracowanie pracy którego wymagało ,,iście zastraszających obliczeń" miał być ukończony ,,szarówką dziesiątego dnia.." a kiedy już pracował niestrudzenie, jego ,, kursy następowały nieraz dość szybko jeden po drugim wskutek nieustających harców wiatru..." ... a soczewka umieszczona w aparacie i wprawiająca swym działaniem ,,babę" w ruch- ,,...soczewka nie musiała trudzić się długo, by unieść wędrowną machinę, które pofrunęła z gracją...." Takie tam mamy opisy pracy urządzeń ubrane co jakiś czas w podobne określenia i sformułowania. Technikalia są wstępem do różnych opowieści z przeszłości a w nich to dopiero się dzieje....opowieści dajmy na ten przykład o ,,siłaczu Vyrlasie hamującym rozpęd potężnego ptaka, który w wyniku zbrodniczej tresury próbuje udusić Aleksandra Wielkiego" czy o ,,Gilbercie na ruinach Baalbeku potrząsającym słynnym nieparzystym sistrum wielkiego poety Missira" czy też o karle Pizzighinim, ,,który schowanym w łóżku nożem robi sobie ukradkiem na ciele kilka nacięć, aby obfitszym się wydał jego doroczny krwawy pot, którego pojawienia wypatruje trzech obserwatorów..." Kto nie czytał, tego uprasza się o niespodziewanie się niechcianych nonsensów bo ich nie będzie, wszystko tam będzie spójne i celowe. Nawet wskrzeszanie zmarłych...spójne i celowe w szczegółach poszczególnych opowieści. Posilając się jedynie okruchami z wykwintnego francuskiego obiadu- nie dojdziemy jednak do tego dlaczego akurat takie są historie a nie inne, zarówno w pierwszej i drugiej części każdego z opowiadań. I w tym miejscu potencjalnie jest pole do pohukiwań, że nonsens, czy co tam..., co niektóre osoby podnoszą głośniej lub ciszej... Po co czytać ten przekład? - również dla szczegółowych opisów nieprawdopodobnych instalacji, konstrukcji, urządzeń, które to opisy machin oraz niecodziennych scen odbywających się w ich wnętrzach czy w ich otoczeniu mogą stać się przepysznym materiałem twórczym dla osób kochających posługiwać się węglem, ołówkiem czy farbami. To co jest przedstawione w książce czeka na ilustratorów, kto zaś z rozkoszą spędza czas nad szkicownikiem czy płótnem- być może mógłby tu znalezć żyzną glebę dla swych zamiłowań. Po lekturze pojawiają się dwa żale: Pierwszy to- co to to się stało, że za ilustrowanie tych niesamowitych urządzeń nie zabrał się Daniel Mróz, ilustrator dzieł min. Lema albo inny znakomity grafik? To strata dla polskiego ilustratorstwa fantastycznego, grafiki i w ogóle plastyki. Drugi zaś- że nie ma zapisów jakichś starych rozmów z Anną Wolicką, przynajmniej na YT a w pisanej sieci też na wierzchu nie bardzo coś widać...Gdzie jest ta pani ? Obawiam się, że w zaświatach. Ciekawe byłoby posłuchać jej wrażeń tłumaczych... 3.) Dla kogo jest ten przekład ? Dla osób pragnących niespiesznie odkrywać opisywaną tam raz za razem, stale niespodziewaną, zaskakującą i magiczną rzeczywistość i dla tych którym miły jest przepiękny język. Zarówno jedno jak i drugie na najwyższym poziomie. Po około pięćdziesiątej stronie, nie mogąc się oderwać od tekstu stwierdzicie być może-acha! okej! to już wiem, że do końca tej książki będzie tak samo......i ta świadomość w najmniejszym stopniu nie uczyni następnych i następnych kart Locus Solus mniej atrakcyjnymi. A dalej będzie jednak inaczej bo głębiej i głębiej... Historie opisane w książce to około 300 stron tekstu. Po przeczytaniu ich może pojawić się myśl, że mogłoby być tych stron nie 300 a 3 tysiące i można by, mając ochotę na niesamowitości, od czasu do czasu podróżować przez te niecodzienne sytuacje krótszymi lub dłuższymi odcinkami... Dla kogo jest ten przekład? Dla tych którzy otwarci są na nowatorską formę tekstu choć napisane to zostało 110 lat temu. Po przygodzie z Locus Solus ma się przemożną ochotę na lekturę Literatury na świecie nr. 9-10 2007 w całości poświęconej temu twórcy - tylko gdzie to znalezć? Kto to ma?
olo olowy - awatar olo olowy
ocenił na102 miesiące temu

Cytaty z książki Pochwała nudy

Więcej

Prawda wygląda tak, że poezja, jako najdoskonalsza forma ludzkiej mowy, nie tylko przedstawia doświadczenie ludzkie w najbardziej zwięzły, skondensowany sposób, lecz również ustanawia najwyższy standard wszelkich poczynań językowych – zwłaszcza na papierze.

Prawda wygląda tak, że poezja, jako najdoskonalsza forma ludzkiej mowy, nie tylko przedstawia doświadczenie ludzkie w najbardziej zwięzły, s...

Rozwiń
Josif Brodski Pochwała nudy Zobacz więcej

Aby wyrobić sobie gust literacki, trzeba czytać poezję.

Aby wyrobić sobie gust literacki, trzeba czytać poezję.

Josif Brodski Pochwała nudy Zobacz więcej

Generalnie, zasada odnośnie wszystkiego co nieprzyjemne jest taka, że im szybciej człowiek sięgnie dna, tym szybciej wypłynie na powierzchnię.

Generalnie, zasada odnośnie wszystkiego co nieprzyjemne jest taka, że im szybciej człowiek sięgnie dna, tym szybciej wypłynie na powierzchni...

Rozwiń
Josif Brodski Pochwała nudy Zobacz więcej
Więcej