18% szarości

Okładka książki 18% szarości
Zachary Karabaszliew Wydawnictwo: Książkowe Klimaty Seria: Bułgarskie Klimaty literatura piękna
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Bułgarskie Klimaty
Wydawnictwo:
Książkowe Klimaty
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-01
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364887161
Tłumacz:
Hanna Karpińska
Tagi:
literatura bułgarska
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,3 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
199
112

Na półkach: ,

"18% szarości" jest książką specyficzną. Autor odczarowuje pojęcie "amerykańskiego snu". Ameryka przez którą przemierza główny bohater, to Ameryka zepsuta, wyprana z kolorów, pożerająca ludzi. Rajski zakątek Kaliforni okazuje się istnym piekłem na ziemi. Brakowało mi bardzo dynamiki w tej książce, autor nakręcał jakiś wątek po czym go urywał, co w pewnym momencie było męczące. Jednak warto po nią sięgnąć, ponieważ ma bardzo zaskakujący i kreatywny plot twist na ostatnich stronach powieści. Mogło być lepiej, wyszło tak sobie.

"18% szarości" jest książką specyficzną. Autor odczarowuje pojęcie "amerykańskiego snu". Ameryka przez którą przemierza główny bohater, to Ameryka zepsuta, wyprana z kolorów, pożerająca ludzi. Rajski zakątek Kaliforni okazuje się istnym piekłem na ziemi. Brakowało mi bardzo dynamiki w tej książce, autor nakręcał jakiś wątek po czym go urywał, co w pewnym momencie było...

więcej Pokaż mimo to

avatar
176
172

Na półkach: ,

Literatura bułgarska rzadko gości na półkach księgarskich w Polsce, a Zachary Karabaszliew jest w zasadzie kompletnie nieznany. I szczerze powiedziawszy nie wiem, czy to źle, czy może żadna z tego powodu strata intelektualna? Jedno jest pewne, tę książkę czyta się jak wartką powieść drogi, momentami przypomina rzeczywiści prozę Jacka Kerouaca, ale tylko momentami. Jeśli przez pierwszych kilkadziesiąt stron można zachwycić się dynamika akcji i oryginalnością języka "18% szarości", to po setnej stronie zaczyna to być nużące z uwagi na powtarzalność rytmu narracji. Może nie do końca, bo między przydługie epizody amerykańskie Karabaszliew wciska reminiscencje z Bułgarii, chyba tylko w celu skontrastowania obu światów - bułgarskiego, z którego Zack i Stella uciekli z powodu szarości i braku perspektyw, i amerykańskiego, w którym, mimo jakiegoś tam odniesionego sukcesu życiowego, nie potrafią się na dłuższą metę ulokować i odnaleźć. Dla uatrakcyjnienia akcji rozpisanej na ponad czterysta stron znaleźć w powieści można pościgi samochodowe, narkotyki, duże pieniądze, balansowanie na granicy prawa.... . Niby szczęście, a w gruncie rzeczy smutna dekonspiracja marzenia o amerykańskim śnie, kalifornijskim śnie, który tutaj nijak się ma do klimatu "kalifornijskiego snu" Mamas and the Papas. Puentując, polecam każdemu, kto jest znużony zalewem prozy, często marnej w sensie artystycznym, z obszaru anglosaskiego. Tutaj jest choć kawałek Bułgarii z epoki schyłku komunizmu, jakże przypominającej rodzime klimaty z tego samego czasu. Warto oddać się tej prozie przez kilka wieczorów, aczkolwiek czyta się to bardzo szybko.

Literatura bułgarska rzadko gości na półkach księgarskich w Polsce, a Zachary Karabaszliew jest w zasadzie kompletnie nieznany. I szczerze powiedziawszy nie wiem, czy to źle, czy może żadna z tego powodu strata intelektualna? Jedno jest pewne, tę książkę czyta się jak wartką powieść drogi, momentami przypomina rzeczywiści prozę Jacka Kerouaca, ale tylko momentami. Jeśli...

więcej Pokaż mimo to

avatar
774
529

Na półkach: ,

Dobrze jest czasem przeczytać coś zupełnie zwyczajnego. To była taka książka drogi. Jedzie sobie gościu przez Stany Zjednoczone, od Kalifornii, aż do Nowego Jorku i opowiada. O swojej żonie, o tym, co widzi za oknem, o tym, gdzie zatrzymuje się na nocleg i o ludziach, których spotyka. I jeszcze do tego wiezie ze sobą, w bagażniku worek marihuany. Gładko opowieść się snuje i według mnie jest naprawdę ciekawa. Jeszcze do tego zakończenie było całkiem nieprzewidywalne.

Dobrze jest czasem przeczytać coś zupełnie zwyczajnego. To była taka książka drogi. Jedzie sobie gościu przez Stany Zjednoczone, od Kalifornii, aż do Nowego Jorku i opowiada. O swojej żonie, o tym, co widzi za oknem, o tym, gdzie zatrzymuje się na nocleg i o ludziach, których spotyka. I jeszcze do tego wiezie ze sobą, w bagażniku worek marihuany. Gładko opowieść się snuje i...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
933
553

Na półkach:

Ostatnio ciągle trafiam na przesunięcia geograficzne - Czech pisze o Rumunii, Rumun o Hiszpanii, a ten oto Bułgar - o Stanach Zjednoczonych. Dla mnie Bułgaria jest setki razy ciekawsza od tychże Stanów, niemniej jednak już przestaję narzekać, bo powieść dobra, a nawet bardzo dobra. Pokazuje obrazki z amerykańskiego życia, kilka także z Bułgarii lat niedawno minionych, ale nie to jest jej największą zaletą. Karabaszliew napisał traktat prozą o tym, że zduszenie jakiejś części swoich pragnień powoduje, że i pozostałe zostają zduszone, a to, co dla nas najważniejsze, wcześniej czy później umrze z braku powietrza. I zostało to pokazane bardzo plastycznie, sugestywnie i dobitnie.
Użyłem słowa "traktat" mając na myśli wagę przesłania, nie zaś wyrafinowanie języka i hermetyczność stylu - tego tu nie ma. "Książkowe Klimaty" publikują zawsze książki ważne i dobre, często wybitne, ale nie trudne, nie takie, które od czytelnika wymagają wysiłku (takiej prozy trzeba szukać w Pograniczu, PIWie, w Karakterze, czasem w WAB, na pewno w Biurze Literackim). No i objętość - kartki są zadrukowywane stosunkowo dużą czcionką przy sporych marginesach i dużym odstępie między wierszami, zatem 400 stron w Klimatach byłoby dwustu pięćdziesięcioma gdzie indziej. Po co to? Czy po to, żeby mieć wrażenie, że książki z "Klimatów" szybko się czytają? Nie wiem. I żeby było jasne - to nie zarzut, to raczej zagadka.

Ostatnio ciągle trafiam na przesunięcia geograficzne - Czech pisze o Rumunii, Rumun o Hiszpanii, a ten oto Bułgar - o Stanach Zjednoczonych. Dla mnie Bułgaria jest setki razy ciekawsza od tychże Stanów, niemniej jednak już przestaję narzekać, bo powieść dobra, a nawet bardzo dobra. Pokazuje obrazki z amerykańskiego życia, kilka także z Bułgarii lat niedawno minionych, ale...

więcej Pokaż mimo to

avatar
9
4

Na półkach:

Nie wybieraj książek po okładce :-) Z początku straszna. W środku momentami jako tako leci, by na końcu znów osłabnąć. Połknięta na raz odbija się kilkoma fajnymi momentami, ale i brakiem postaci, naiwnym rozwiązaniem i pseudo-filozofią. I tłumaczka dwa razy złapana na tym, że zupełnie nie wie, o czym pisze (a pisze o Nikonie FM i filmie 135 ISO 100), przez co kleci pustosłowne zdania.

Nie wybieraj książek po okładce :-) Z początku straszna. W środku momentami jako tako leci, by na końcu znów osłabnąć. Połknięta na raz odbija się kilkoma fajnymi momentami, ale i brakiem postaci, naiwnym rozwiązaniem i pseudo-filozofią. I tłumaczka dwa razy złapana na tym, że zupełnie nie wie, o czym pisze (a pisze o Nikonie FM i filmie 135 ISO 100), przez co kleci...

więcej Pokaż mimo to

avatar
610
370

Na półkach: ,

"Od pewnego czasu moje życie dzieli się na dwie części: p r z e d i p o. Ta druga obejmuje dziewięć dni samotności. Samotności najdotkliwszej zwłaszcza o tej porze między dniem a nocą, która jeszcze nie jest wieczorem, a już nie jest dniem. Wtedy czuję się bardziej samotny. Wszyscy odprężają się po pracy, a mnie aż ściska z powodu jej nieobecności. Sam jak yeti-wędruję wśród swoich myśli i nie ma schronienia..." (str. 15)*

Nie jest łatwo zagłuszyć ból po odejściu ukochanej osoby. Zack po dziewięciu dniach samotności wsiada w samochód i jedzie do Meksyku, by utopić smutek w „brudnym martinii" oraz niezobowiązującym seksie z jakąś poderwaną panienką. Zapewne skończyłoby się na kacu i wzięciu urlopu z pracy, ale Zack ma za dobre serce, chce pomóc kopanemu przez dwóch bandziorów mężczyźnie. Zbiegiem niefortunnych zdarzeń, nasz bohater ląduje za kierownicą vana, a tam odkrywa - o zgrozo! - nie, nie zwłoki, choć takie jest pierwsze skojarzenie na widok pękatego worka. Okazuje się, że bohater zwinął wraz z samochodem bandziorów całkiem potężnych rozmiarów worek marihuany. Co tu teraz zrobić z takim towarem? No trzeba go sprzedać. Dzięki swoim znajomościom Zack znajduje klienta, ale musi z niewygodną niespodzianką przejechać niemalże całe Stany Zjednoczone, by dotrzeć do swego przyjaciela do Nowego Jorku.

Znowu wsiada w samochód, zostawia za sobą wszystko, a droga, którą przebywa staje się projektorem wspomnień.

Na okładce wydawca informuje, że gdyby Jack Kerouac "przyjechał do Stanów Zjednoczonych z pokomunistycznej Bułgarii, znał Nietzschego, historię malarstwa i uwielbiał fotografować, napisałby <<18 % szarości>>". Coś w tym jest, na pewno słynną książką „W drodze" amerykańskiego autora z powieścią Karabaszliewa łączy motyw podróży, podczas której następuje weryfikacja życia bohatera oraz obraz ówczesnego środowiska. Zack, jadąc, nie tylko ucieka w przeszłość, by odgrzebać historię swojej miłości, ale również oddaje się filozoficznym rozważaniom na temat pojęcia czasowości, istoty sztuki, roli przypadku i fatum.
Bułgarski pisarz wprowadza do powieści trzy perspektywy: pierwsza z nich to teraźniejszość. W monologu Zack opowiada na bieżąco o tym, co spotyka go podczas wyprawy. Na tym poziomie wraz z bohaterem przemierzamy kolejne stany i przypatrujemy się rzeczywistości stacji benzynowych, małych knajpek, pokoi hotelowych. Te rozdziały skrzą się dowcipem, choć bohaterowi zapewne w niektórych sytuacjach nie jest do śmiechu. Karabaszliew stawia na drodze Zacka oryginalne postaci- dziewiętnastoletnią samobójczynię, która, moim zdaniem, ma zadatki na schizofreniczkę, stewarda, który kiedyś na Alasce prowadził audycję „Godzina jasności", Molly, sprzedawczynię z prowincjonalnej wioski, która pomaga mu gonić złodziei.

Zack ma talent do przyciągania nie tylko freaków, ale również do prowokowania absurdalnych sytuacji. Zawsze musi się w coś w pakować, jak nie worek z marihuaną, to oskarżenie o zasilanie szeregów szajki przemytników narkotykowych, zasranie toalety po pożarciu półtora kilo niemytych czereśni, wtargnięcie do łóżka obcemu facetowi. To tylko kropelka w oceanie tarapat w jakie zostaje wplątany.

Zabawne perypetie przeplatane są retrospekcjami. Tu zostaje wprowadzona druga perspektywa związana ze wspomnieniami, w których zawarta jest historia związku Zacka i Stelli. Obserwujemy jak dwoje bliskich sobie ludzi oddala się od siebie, choć zdawać by się mogło, że są dwiema połówkami pomarańczy. Ona artystka, malarka zdobywająca sławę i on, niespełniony muzyk punkowy, pisarz, fotograf. Emigrują i chcą zdobywać świat. Typowa historia - studia, biedowanie, hipisowska rzeczywistość i wiara w to, że jakoś to będzie, skoro mamy siebie. Szczerze przyznam, że drażniły mnie te fragmenty. Schematyczne i nieco cukierkowe. W przeciwieństwie do krótkich dialogów, stanowiących sesję fotograficzną, które Karabaszliew wprowadza jako trzecią perspektywę. To właśnie w tych rozmowach, jak w soczewce skupia się całe napięcie między kochankami. Paradoksalnie, w tych najkrótszych formach odbija się relacja istniejąca między Stellą a Zackeim. To właśnie te fragmenty stanowią owe 18 % szarości, które mają być punktem zaczepienia i określenia odpowiedniego kąta do ustawienia czytelniczego światłomierza interpretacyjnego.

Powieść bułgarskiego pisarza jest nierówna, są fragmenty, które zaskakują i bawią, ale zdarzają sie rozdziały naszpikowane drażniącymi schematami. W powieści drogi istotna jest przemiana bohatera, tutaj przemiany nie ma, w przypadku Zacka podróż miała zastąpić psychoterapię. Zakończenie tej historii jest jednak mocno zawoalowane i tu mi właśnie zgrzyta, bo nie komponuje się z konwencją.

* cytaty z nawiasami pochodzą z książki Zacharego Karabaszliewa, 18 % szarości.

"Od pewnego czasu moje życie dzieli się na dwie części: p r z e d i p o. Ta druga obejmuje dziewięć dni samotności. Samotności najdotkliwszej zwłaszcza o tej porze między dniem a nocą, która jeszcze nie jest wieczorem, a już nie jest dniem. Wtedy czuję się bardziej samotny. Wszyscy odprężają się po pracy, a mnie aż ściska z powodu jej nieobecności. Sam jak yeti-wędruję...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki 18% szarości


Reklama
zgłoś błąd