TOP5 prezentów na Gwiazdkę (na siedmiu podstronach)

LubimyCzytać
06.12.2015

Początek grudnia to ostatni dzwonek na przemyślane prezenty Gwiazdkowe. Potem następuje szał zakupów i w koszykach lądują dziwne rzeczy. Aby oszczędzić Wam czasu, a Waszym bliskim rozczarowań z nieudanego podarunku przygotowaliśmy zestawienie książek polecanych przez nas pod choinkę. Każdy znajdzie coś dla siebie!

Izabela Sadowska - prezes lubimyczytać.pl

Książka jest najlepszym prezentem – prawdę tę należy rozwinąć o słowo „odpowiednia” lub „dobrze dobrana”, bo nie ma nic gorszego jak znaleziony pod choinką niechciany podarunek, albo taki, który po przeczytaniu 30 stron zawiedzie pokładane w nim nadzieje. Dlatego na wstępie apeluję do czytelników – poświęćcie dużo czasu na wybór literackich prezentów, tak aby trafiły w gusta obdarowywanych osób. Idąc tym tropem, wybrałam pięć książek, które dopasowałam wprawdzie do swoich najbliższych, ale może znajdziecie w opisach uniwersalny klucz do prezentowego sukcesu.

Zapracowany mąż, który narzeka, że ma mało czasu na czytanie, mógłby otrzymać Bazar złych snów Stephena Kinga – zbiór trzymających w napięciu opowiadań, okraszonych komentarzami autora, który zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Teksty są różnorodne - trochę horroru, sensacji, filozoficznych rozważań o ulotności życia. Na pewno nie można się nimi znudzić. A do tego, jak to u Kinga bywa, przez strony przebija jakaś mroczna, metafizyczna tajemnica... Mąż się od książki nie oderwie.

Moja mama czyta bardzo dużo, często korzysta z bibliotek, a w jej czytniku znajduje się przeszło 500 ebooków. Ma też bardzo wyrobiony literacki gust – poszukuję dla niej autora, który wciągnie ją do swojego świata, zaintryguje, zmusi do refleksji, a na zakończenie pozostawi niedosyt. Będzie oryginalny i niepowtarzalny. Dobrze, że Wydawnictwo Literackie wznowiło mocną, intrygującą książkę Półbrat. Lars Saabye Christensen napisał powieść totalną na długie zimowe wieczory (ma aż 900 stron!) i na pewno zadowoli wymagającego czytelnika.

Myśląc o tacie, kupuję Młodość - zbeletryzowany scenariusz filmu Paolo Sorrentino. Ta posiadająca zaledwie 192 strony książka jest pełna humoru, nostalgii, traktuje o przemijaniu, rozliczeniu się z przeszłością i dążeniu do spełnienia planów oraz marzeń. Podsuwa nam różne propozycje odpowiedzi na pytanie o sens istnienia. Książkowy prezent będzie można wkrótce uzupełnić o DVD z filmem. A jak tata oglądał „Młodość” w kinie, to tym bardziej z chęcią sięgnie po książkę, przecież Marcin Zwierzchowski pisał, że jeżeli macie wybór, nigdy nie popełniajcie błędu przeczytania książki, zanim nie obejrzycie nakręconego na jej podstawie filmu.

Teraz coś dla przyjaciółki, dla której czytanie to forma rozrywki i oderwania się od codzienności. Sięga po literaturę obyczajową, często po książki z TOPek i bestsellery, a czasami przeczyta jakiś romans i później narzeka, że to była okropna strata czasu. I tu z pomocą przychodzi klasyka! A raczej klasyka napisana na nowo. Projekt Szekspir to moje odkrycie ostatniego miesiąca, a książka Przepaść czasu Jeanette Winterson, o której szeroko rozpisałam się w recenzji, będzie powiewem świeżości dla wybrednego i bardzo rozproszonego książkofila.  

Na pewno znajdziecie wśród znajomych kumpla, który twierdzi, że nie czyta. Przecież woli gry, dobry film, no ewentualnie literaturę biznesową, której ma na półkach całkiem sporo. I jak mantrę powtarza przy każdym naszym spotkaniu, że literacka fikacja to strata czasu. I jego ironiczna mina po otwarciu prezentu, która mówi: Znowu dałaś mi jakieś czytadło - będzie się kurzyło gdzieś w kącie. Jak wielką miałam zatem satysfakcję, kiedy usłyszałam, że Marsjanin Andy’ego Weira jest .... (tu wstawić niecenzuralne słowo na „z”) i ewentualnie mogę mu coś podobnego podrzucać. Tak, „Marsjanin” daje radę przekonać nieprzekonanych.

Miłego kupowania książkowych prezentów. 

#####

Anna Misztak - redaktor naczelna lubimyczytać.pl

Przyznam szczerze – nie lubię kupować prezentów. Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam obdarowywać prezentami, ale ten listopadowo-grudniowy przymus pt. muszę pomyśleć co kupić na Gwiazdkę Iksińskiemu, Igrekowi, Zetowi oraz wszystkim Krewnym i Znajomym Królika zabija we mnie frajdę dawania prezentów. Najbardziej lubię, gdy prezenty same wpadają mi w oko – idę ulicą, nie myślę o prezentach i nagle widzę skarpetki ze Snoopym i przypominam sobie, że Igrek uwielbia Snoopy’ego i do nich mogę dokupić „Fistaszki” polecane dalej przez Tomka Pindla.

Książka Filozofia chodzenia Frédérica Grosa w zestawieniu znalazła się trochę rzutem na taśmę. Dostałam ją od wydawnictwa dwa tygodnie temu, kiedy w zasadzie moje TOP5 już było sformułowane. Ale po jej przeczytaniu nie mogłam przestać o niej myśleć. Obecnie najważniejszy jest czas i to ile uda nam się go zaoszczędzić - zapomnieliśmy jak to jest podróżować pieszo, delektować się powolnym przemieszczaniem się, ważyć każdy krok, odnajdywać spokój w regularnym marszu. I kiedy większość z nas (ja nie!) używa samochodu, żeby podjechać do sklepu oddalonego o 2 km, piesza wędrówka Rousseau z Lyonu do Paryża jawi się jak opowieść fantastyczna. Książkę polecam wszystkim, którzy podskórnie czują, że już dłużej w tym tempie żyć się nie da, że gdzieś trzeba złapać oddech, rozprostować nogi, oddalić się od świata i ludzi.

Początkowo chciałam książkę Tam będzie Ci lepiej Ryszarda Ćwirleja polecić wszystkim poznaniakom – bo oni pewnie będą z lektury czerpać najwięcej frajdy. Ale potem pomyślałam, że niby dlaczego? Krajewskiego czytają w całej Polsce, nie tylko we Wrocławiu, czy Lwowie; sława Wrońskiego także już dawno przekroczyła granice administracyjne Lublina – więc dlaczego Ćwirlej ma być znany tylko w Poznaniu? Czyżby przez te wszystkie ancugi, bejmy, dynksy, kalafy, gemele, lompy, szkieły i sznupy? Niech to nikogo nie zniechęca! Na końcu książki jest słowniczek. Ćwirlej napisał świetny kryminał retro – warto się zanurzyć w Poznań lat 20. XX wieku, przejść się mostem Chwaliszewskim, którego już nie ma, zobaczyć budynki przy 27 grudnia, po których zostało już tylko wspomnienie i wraz z komisarzem Antonim Fischerem poszukać zdrajcy oraz poznańskiego Kuby Rozpruwacza.

Małgorzata Musierowicz napisała kiedyś: Książki chodzą swoimi drogami jak koty i zdarza się, że pojawiają się na naszym szlaku dopiero we właściwym momencie. I tak było w przypadku książki Tuż za rogiem Magdaleny Kawki i Roberta Ziółkowskiego. Zapewne nigdy bym po nią nie sięgnęła, gdybym nie musiała. Podchodziłam do niej z pewną rezerwą, bo niby kryminał, a dramat małżeński, niby brutalne morderstwo, a jednak poszukiwanie miłości i odnajdywanie samych siebie po wielu, wielu latach zagubienia. Niezmiernie cieszę się, że ta książka wpadła mi w ręce. Polecam na długie zimowe wieczory tym wszystkim, którzy stoją na życiowym zakręcie i zastanawiają się czy jeszcze jest w życiu coś, na co warto czekać?

Jeśli czasami macie dość samych siebie, swojego życia, swojego ciała, wieku, płci, orientacji, wyznania, języka, preferencji politycznych i chcielibyście być kimś innym – to koniecznie przeczytajcie książkę Człowiek o 24 twarzach Daniela Keyesa. To połączenie literatury faktu i biografii. Opowieść o Billym Milliganie, który miał aż 24 osobowości w sobie m.in. trzyletnią dziewczynkę, brutalnego i silnego jak wół Serba, 14-letniego wątłego chłopca, młodą lesbijkę, egzaltowanego Brytyjczyka. Koniecznie przeczytajcie zanim do kin wejdzie film z Leonardo DiCaprio – może w końcu będzie Oscar?

A na koniec coś dla ludzi, którzy na świat patrzą z przymrużeniem oka i nie traktują siebie i innych zbyt poważnie. Po czym poznasz, że twój kot spiskuje przeciwko tobie Matthew Inmana to zbiór absolutnie fantastycznych rysunków o kotach i ich właścicielach (ekhm – ich dostawcach karmy). To komiks, który wybił mi z głowy chęć zabrania moich kotów na spacer, utwierdził mnie w przekonaniu, że lepiej mieć koty niż dzieci i sprawił, że w wszędzie w domu widzę homodemony oraz megagejowe tęcze!

#####

Joanna Janowicz - redaktorka serwisu lubimyczytać.pl

W tym roku nie mam problemu z wyborem książek pod choinkę dla najbliższych – wybrałem te, które w przeciągu tych ostatnich dwunastu miesięcy przeczytałam i zrobiły na mnie największe wrażenie lub te, o których słyszałam tak wiele dobrego od zaufanych czytelników, że nie mam wątpliwości, że sama będę chciała je przeczytać i znam parę innych osób, które też z przyjemnością po nie sięgną. W rezultacie pierwsza piątka najbardziej polecanych przeze mnie książek na Gwiazdkę wygląda tak:

Beksińscy. Portret podwójny Magdaleny Grzebałkowskiej to zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku. Fenomenalna biografia, którą czyta się w napięciu jak sensację i z fascynacją jak literaturę piękną najwyższej próby. Książka o sztuce - o tym, jakim niezwykłym, silnym, niewytłumaczalnym jest powołaniem dla twórcy i jak satysfakcjonująca bywa nagroda, gdy twórczość ta zostaje odkryta i doceniona. Ale jeszcze bardziej historia o tym, jak sztuka wpływa na życie najbliższych artysty: ilu od nich wymaga wyrzeczeń, wyrozumiałości i dostosowania się do sprzyjających twórcy warunków.

O książkach Genialna przyjaciółka i Historia nowego nazwiska Eleny Ferrante słyszałam wiele dobrego z wielu źródeł. Najpierw od Olgi, że to taka Moja walka Knausgårda, ale napisana przez kobietę. Później od Anety, że to w zasadzie taka prosta historia, ale sprawnie napisana, która kojarzyła się jej z czarno-białymi filmami nowej fali; rzecz o wiele mniej drobiazgowa w opisie życia codziennego, niż to ma miejsce u Knausgårda. Fabuła? Historia dwóch Włoszek, przyjaciółek. Jedna z nich znika bez śladu. Druga podejrzewa, że przyjaciółka wprowadziła w życie swoje odwieczne pragnienie zniknięcia ze świata, w którym żyła, usunąwszy przedtem wszelkie ślady swego istnienia. Gdy do zarysu fabuły dodać scenerię Neapolu w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku – moja ciekawość niepomiernie wzrasta. I znam kogoś, kto też się na te literackie sztuczki nabierze.

Komiks Polina Bastiena Vivèsa przeglądałam już parę razy w księgarni. Jeszcze nie miałam okazji go czytać, ale po przeczytaniu kilku rekomendacji już wiem – muszę go mieć. I mój tata na pewno też. Piękny album. Historia kariery i życia baletnicy. Rzecz o trudnej drodze, jaką trzeba przejść, aby osiągnąć upragniony cel – a może bardziej o podążaniu swoją własną drogą? Przekonamy się.

Paul Bowles - podróżnik, kompozytor, pisarz i jego Autobiografia Bez ustanku – czego ten facet nie robił w swoim życiu? A czegokolwiek się nie dotknął, okazywało się mistrzowskie (no, może poza poezją, którą zaprzyjaźniona z nim Gertrude Stein skrytykowała tak dosadnie, że Bowles porzucił jej pisanie raz na zawsze). To jeden z najbardziej inspirujących mnie pisarzy: potrafił napisać kilka porywających powieści (przy okazji polecam chociażby Ponad światem), cały czas niemal będąc w podróży, nigdy nigdzie nie osiadając na dobre. Żył, jak chciał i – tak, wiem, to ocieka banałem – był sobą. Przez całe życie nie pozwolił nikomu wejść sobie na głowę. Był zabawny i nie spinał się. Czytanie o tym, jak żył, jak podejmował decyzje, dlaczego w ogóle zaczął pisać – to jak fascynująca podróż w nieznane. Albo do Maroka. Albo do Tajlandii.

Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi D. F. Wallace'a to niezwykłe czytelnicze odkrycie ostatnich miesięcy. Niesamowity pisarz, choć jednocześnie trochę irytujący. Irytuje, bo jest wnikliwym, inteligentnym obserwatorem. Irytuje, bo dobrze nas wszystkich zna i bezlitośnie wywleka na światło dzienne wszystkie współczesne lęki, depresje i neurozy, by następnie zamknąć je w swoich opowiadaniach jak w małych puszkach Pandory. Irytuje jego styl – dobry, choć momentami aż przekombinowany. Irytuje, bo wywołuje niepokój. Te neurotyczne, pokręcone, rządzące się swoją własną logiką, często naszpikowane przemocą, rozpaczą i obłędem opowiadania nie ucieszą każdego czytelnika – ale koneserzy wielkiej literatury z pewnością je docenią.

#####

Sylwia Sekret - redaktorka i recenzentka serwisu lubimyczytać.pl

Obdarowywanie tytułami wszelakimi bliskich to dla nas - pożeraczy książek - najwspanialszy prezent. Zamiast słownych akrobacji, wyginania języka, dynamicznego gestykulowania w celu zachęcenia kogoś do przeczytania powieści, która na nas wywarła ogromne wrażenie, możemy opatrzyć taką książkę nietuzinkową dedykacją, zapakować w cudownie przyciągający wzrok świąteczny papier, a później tylko uzbroić się w cierpliwość i powstrzymać od zadawania codziennie tego samego pytania: I jak? Przeczytałeś już? Książka jako prezent to jednak nie byle co, a w związku z tym nie byle jaki dylemat. Kompletując poniższy zestaw, skupiłam się przede wszystkim na tytułach, które śmiało można porównać do narkotyków, do środków, które nie uzależniają, ale jednocześnie poszerzają percepcję, otwierają oczy na kwestie, które nie zawsze nam towarzyszą. Wybrałam więc pięć książek, które dla mnie były ucztą - umysłową, emocjonalną i czytelniczą.

Drobne występki w czasach obfitości to dwanaście drobnych prezentów włożonych do jednej świątecznej skarpety przez Matthew Kneale’a, autora, którego powieść Anglicy na pokładzie polecałam Wam w zeszłym roku. Opowiadania składające się na ten zbiór, a zatytułowane lapidarnie i tajemniczo (Kamień, Ciężar, Metal, Smak, Dźwięk…) to niekiedy przerażające, a momentami również zabawne wyprawy w głąb ludzkiej psychiki, świadomości człowieka jako jednostki żyjącej w - mającym zawsze jakieś oczekiwania - społeczeństwie. Kneale pisze wyśmienicie i nawet, kiedy wydaje nam się, że opowiada w zasadzie o niczym, to jego kunszt niejednokrotnie poznajemy dopiero na ostatniej stronie opowiadania, gdzie stawia soczystą, dopracowaną i świeżą kropkę nad emocjonalnym, żyjącym w wymagającym społeczeństwie „i”. Ta książka będzie dobrym prezentem dla każdego, kto czyta i czuje, dla kogo meandry ludzkich zachowań i przemyśleń stanowią tajemniczy wszechświat, który w miarę poznawania robi się coraz większy. Tematem każdego z dwunastu tekstów są ludzie, a tymi, jak wiadomo, rządzą: drobne występki, okoliczności, które o nich zdecydowały, wyrzuty sumienia, winy, kary i przebaczenia.

A skoro mówimy o przebaczeniu, pozwólcie, że wspomnę o powieści Niech będzie nam wybaczone autorstwa A. M. Homes. Intensywnie żółta okładka z umieszczoną na niej, w centralnym punkcie, lampą nie zdradza zbyt wiele, prawda? Uwierzcie mi jednak, że to właśnie ta lampa wywraca życie głównego bohatera do góry nogami, a przed czytelnikiem otwiera świat amerykańskiej rodziny. Świat absurdalny, groteskowy, przerażający, roztkliwiający, nieprawdopodobny i jednocześnie momentami tak bardzo prawdziwy, tak dobrze nam chwilami znany. Powieść Homes będzie fantastycznym prezentem dla tych Waszych bliskich, którzy odnajdują przyjemność w lekturze, która otwiera przed nimi drzwi do nowych, dziwnych światów, ale kluczem, który wygląda dokładnie tak jak ten, który codziennie przekręcamy we własnych drzwiach, wchodząc do bezpiecznego, ciepłego domu. Niech będzie nam wybaczone to jeden z tych tytułów, w których tragedia miesza się z parsknięciami śmiechu, to powieść-życie, a tytułowe wybaczenie układa się w niej w modlitwę, która nieobca jest żadnemu wyznaniu, żadnemu człowiekowi.

O wybaczenie prosić muszą niekiedy także Przyjaciele zwierząt. Powieść Antona Marklunda wydana w Polsce w kwietniu, czyli podczas trwania Światowego Miesiąca Wiedzy na Temat Autyzmu, to historia przytłaczająca, mroczna i niełatwa do zaakceptowania. Właśnie to jednak sprawia, że będzie pięknym prezentem tak dla nas samych, jak i dla osób, które nie stronią od silnych emocji, od szukania odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, choć zdają sobie sprawę z tego, że odpowiedzi te, nie zawsze mogą nam się podobać, choć nie znaczy to, że są nieprawidłowe. Kolejna powieść o kolejnej rodzinie zachęca uroczą okładką, która - po ukończonej lekturze - zamienia się w przyczynek tragedii, do jakiej po prostu musiało dojść. Historia siedemnastoletniego autyka i jego rodziców jest niezwykle ważna w aspekcie dyskursu o tym, że wiele zależy od nas - ludzi, którzy na autyzm nie cierpią. To my musimy zrozumieć, że - powtórzę to, o czym pisałam już w recenzji powieści - błędy, jakie mogą popełnić rodzice, wychowując dziecko z autyzmem, są dokładnie takie same, ja u ludzi wychowujących zupełnie zdrową pociechę. Jednak konsekwencje będą zupełnie inne. Ale skąd możemy to wiedzieć przed faktem? Przyjaciele zwierząt to niezwykle mądra książka, która na długo zapada w pamięć, a jej prosty język i niezwykle przystępny styl autora podkreśla rozmiar tragedii, jakiej doświadcza książkowa rodzina.

W przedostatniej propozycji chciałam natomiast wspomnieć o rodzinie, którą poznałam niedawno, choć większość świata zdążyła ją pokochać dawno temu. Niekoniecznie łączą jej członków więzy krwi, jednak jak wiadomo nie one są najważniejsze. Długo opierałam się przed rodzinną, magiczną atmosferą Hogwartu, kiedy jednak ukończyłam lekturę pierwszej części przygód Harry’ego Pottera (w tym miejscu pragnę podziękować tym, którym kiedyś, w komentarzach do pewnego artykułu, udało się mnie do tego wreszcie namówić), nie mogłam się oprzeć kolejnym. I choć wciąż są przede mną jeszcze dwie ostatnie części cyklu J.K. Rowling, wiem jedno - nieczęsto zdarza się, aby w książkach dedykowanych z pozoru dzieciom i młodzieży zawartych było tak wiele prawd, nauk, problemów i niełatwych tematów. A że moja przygoda z Harrym, Hermioną, Ronem, Hagridem i innymi zbiegła się poniekąd z wydaniem w pełni ilustrowanej książki Harry Potter i Kamień Filozoficzny nie mogłam pominąć jej w tym zestawieniu. Tym bardziej, że wydanie powala na kolana, a ilustracje Jima Kay’a są fantastyczne, idealne, magiczne i - choć wydawało się to niemożliwe - jeszcze bardziej pobudzają wyobraźnię. Ta przepięknie wykonana książka będzie cudownym prezentem zarówno dla fanów cyklu, jak i dla tych, do których sama niedawno się zaliczałam - ludzi mających przygodę z magią jeszcze przed sobą. Gwarantuję Wam, że ta ilustrowana edycja, fenomenalna i niepodrabialna, zachęci do lektury każdego książkowego niejadka, będzie się rewelacyjnie prezentowała na półce, a także może zapewnić niesamowitą podróż w krainę czarów i kolorów dla całej rodziny. Nie tylko w zimowy wieczór. I choć na pozór „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” wydaje się nie pasować do tego zestawienia pod względem emocjonalnym i pod kątem poruszanych problemów, to przecież doskonale wiemy, że to tylko przyczynek do tego, aby młody czytelnik dorastał wraz z tym cyklem i jego bohaterami. A starszy? Wiem po sobie, że dojrzewać wraz z książką może nawet ktoś, kto według dowodu już dawno ma ten okres za sobą.

Na koniec pozostanę przy ilustracjach i pięknych kolorach, które towarzyszyć mogą opowieściom. Nie będzie to jednak w żadnym razie historia dla dzieci, a wspomagana grafiką refleksja o przemijalności, sensie istnienia, samotności jednostki, zagubieniu w tłumie i wszystkim tym, co szarpie nami każdego dnia, kiedy pozwolimy sobie na chwilę melancholijnej zadumy. Równonoce Cyrila Pedrosy zostawiłam na koniec, ponieważ jest to dla mnie coś na kształt odkrycia roku. A zarówno wydanie, jak i treść stanowią o tym, że będzie to niesamowita gratka dla - wbrew pozorom - szerokiego grona odbiorców. Dla fanów komiksu; do tych, którzy wciąż się do tej formy nie przekonali; ale także dla czytelników, którzy nad miałką literaturę rozrywkową przedkładają opowieści o czymś, skłaniające do głębokich przemyśleń i stawiające człowieka w centrum wszystkiego - zarówno dobra, jak i zła. Pedrosa posługuje się fantastyczną kreską, a podzielenie historii na cztery części, według pór roku, pozwala mu na podzielenie się z czytelnikiem różnymi technikami i barwami dopasowanymi do cyklu ziemi. Jeśli natomiast boicie się, że komiks („cienkie to i byle jakie”) nie nadaje się na prezent - spokojnie możecie odłożyć obawy na bok. Równonoce nie są zwykłym komiksem ani pod względem treści, ani tego, jak zostały wydane. Zapewniam, że w morzu zarówno opowieści graficznych, jak i tych zwyczajnych, dla niejednego z Was i Waszych bliskich mogą okazać się nie lada perełką. A raczej, wypadałoby powiedzieć, perłą.

#####

Michał Cetnarowski - pisarz, redaktor

Ależ to był rok, przynajmniej od strony literackiej; polscy czytelnicy w 2015 zdecydowanie nie mogli narzekać. Co stwarza i ten słodki problem, które propozycje z tego worka prezentów wybrać pod świąteczną choinkę…?

Znana ze swej okrutności w tych sprawach redakcja lubimyczytać.pl poprosiła mnie, żebym wytypował tylko pięć takich tytułów. Nie będę zatem pisał o książkach, które pojawiły się już w tych felietonach, choć ich kandydaturę zdecydowanie należałoby rozważyć. Wśród nich znalazłyby się na pewno albumowy Świat Lodu i Ognia, rozbudowujący uniwersum niekończącego się cyklu G.R.R. Martina; Inna dusza Ł. Orbitowskiego, Ślepnąc od świateł J. Żulczyka czy Siódemka Z. Szczerka – pokazujące, że w polskiej literaturze współczesnej zapłonął nowy ogień; Niebiańskie pastwiska P. Majki i Głębia. Skokowiec M. Podlewskiego – zamaszyste space opery dla tych, co w grudniowy wieczór chcieliby poczuć nieco kosmicznego chłodu. Nie polecę też Starości aksolotla J. Dukaja, choć po prawdzie tekst zdecydowanie polecam – ale jeśli jako prezent, to tylko z tabletem, żeby móc od razu przeczytać tego „e-booka na wypasie” i rozkoszować się w kolorze detalami licznych ilustracji i grafik.

Zamiast tego zwracam Waszą uwagę na poniższe tytuły (w kolejności przypadkowej – wszystkie są warte świątecznego grzechu czytelniczego nieumiarkowania, z talerzem pełnym pierników, korzennym grzańcem i książką w dłoni):

Jakub Małecki, autor Dygotu od jakiegoś już czasu wyrasta na „cichą gwiazdę” polskiej literatury współczesnej. Nieobecny na portalach społecznościowych ani wszelkiego rodzaju Pudelkach, niewypowiadający się publicznie w palących sprawach Polski&Świata, od których przynajmniej przez kilka godzin huczą każdego dnia internety, z wytrwałością benedyktyńskiego mnicha tłumaczy kolejne książki (w tym m.in. chwalone także za tłumaczenie „Listy niezapomniane”) – oraz pisze następne, coraz lepsze książki. Ma ich już na koncie siedem, wśród nich takie perełki jak „Dżozef”, „W odbiciu” czy „Odwrotniak”. Najnowszy „Dygot” jawi się jako najdojrzalsza z nich. Świętnie napisana, sugestywna opowieść o dwóch rodzinach żyjących na polskiej prowincji, pełna niedookreślonej egzystencjalnej grozy i rozgrywająca się przez ponad pół wieku, to kawał soczystego literackiego mięsa i nie zdziwiłbym się, gdyby Małecki pojawił się wśród kandydatów najważniejszych przyszłorocznych nagród literackich. Póki co warto samemu zapoznać się z tą historią zwyczajnej klątwy, nieprawdopodobnej miłości i czarnej rzeki tętniącej pod naskórkiem rzeczywistości, którą niektórzy nazywają Życiem.

Zeszłoroczna powieść Wita Szostaka – nominowane do Paszportu Polityki „Sto dni bez słońca” – w wesoły sposób opowiadała smutną historię bohatera pogubionego w swoich interpretacjach świata, który go otacza. Najnowsze Wróżenie z wnętrzności to pozornie bardzo inna książka – w której owszem, występuje subtelny humor, ale dominuje nastrój melancholii i rozliczeń z tym, od czego próbuje się uciec. A jednocześnie – to wciąż opowieść o narratorze, który zagubił się w swojej opowieści; człowieku, któremu opowiadania życia zastąpiło życie. Szostak pisze z wielką maestrią i bezkompromisowo, wiele daje – ale i dużo wymaga od czytelnika, porusza się ze swobodą i w ramach wciągającej fabularnie historii obyczajowej, i w literackich rozważaniach o rzeczach najważniejszych. Niewielu ze współczesnych autorów, którzy zdobyli popularność, potrafi, chce i ma odwagę tak pisać.

Kolejny powieściowy tom „Opowieści z mekkańskiego pogranicza”, sztandarowego cyklu Roberta M. Wegnera, czyli Pamięć wszystkich słów. Kto lubi epickie klimaty rodem z powieści Martina czy Eriksona, ten bez problemów znajdzie je w tej oszałamiającej rozmachem opowieści o ludziach, bogach i ich wojnach – oraz zwyczajnych ludzkich namiętnościach, które czynią z bohaterów postaci fascynujące i wiarygodne. Kto jednak lubi magiczne fireballe prosto z high fantasy bądź patos lśniący jak uśmiech kierownika w czasie wręczanie świątecznych premii, ten na pogranicza meekhańskie niech się nie zapuszcza. Te opowieści, choć rozgrywają się w nieistniejącym neverlandzie, przyjemnie mocno stąpają po ziemi. Dla wszystkich innych czytelników to chyba najlepszy moment, żeby wskoczyć do wagonu z ta rozpędzającą się nową gwiazdą polskiej fantastyki – cykl ma póki co tylko cztery tomy, czyta się je błyskawicznie i nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś po karpiu, na trawienie, zdołał łyknąć całą tę wytrawną czwórkę.

Brasyl to kolejna na naszym rynku książka Iana McDonalda, brytyjskiej gwiazdy SF, z nieformalnej serii powieści, w których autor eksploruje futurystyczne światy bliskiej przeszłości, zapuszczając się jednocześnie w mało poznane (z europocentrycznej perspektywy) regiony świata. Pisarz bierze w nich na celownik obszary o największym potencjale wzrostu gospodarczego czy politycznego, do których wedle wszelkich prognoz należeć będzie przyszłość – a przynajmniej to tam rozgrywać się będą wydarzenia, które mogą zadecydować o kształcie świata w ciągu najbliższych dziesięcioleci. W „Rzece bogów” były to Indie; w „Domu derwiszy” – Turcja i Bliski Wschód. W najnowszym „Brasyl” – odwiedzimy, jak się można domyślać, Brazylię. Wspaniały mariaż egzotyki, etnografii i futurologii; a przy tym jak to jest napisane…

Mocne uderzenie wieńczy też niezły komiksowy rok. David Boring to najnowsze prezentowane u nas dzieło Daniela Clowesa, autora „Ghost Word” i prawdziwa wisienka na torcie. Już po ilustracjach widać, że rzecz ma sporo z atmosfery genialnego „Black Hole” Charlesa Burnsa, i już to wystarczyłoby za rekomendację. Ale to dopiero początek, a gęsta, klimatyczna, pisana na poważnie, co nie znaczy, że bez humoru powieść graficzna po raz kolejny udowadnia, że świetne i oryginalne teksty kultury powstają niezależnie od wykorzystywanego przez twórcę medium.

#####

Tomasz Pindel - dziennikarz, publicysta

Wiadomo, że z prezentami jest tak, że muszą być dość – excusez le mot – wypasione, bo nie można przecież kupić komuś paczki spaghetti, gomółki twarogu i pudełka earl greya, nawet jeśli ponad wszystko uwielbia popijać herbatą makaron z białym serem.

Z książkami też tak jest, dobrze dać coś wyjątkowego, w treści i formie, i takim idealnym kandydatem wydaje mi się Krzesło w piekle Krzysztofa Gawronkiewicza (Kultura Gniewu). Jest to bowiem album jak się patrzy, piękny, wielki, ciężki, z czerwonymi okładkami do tego, unikatowy. Każdy kto ceni sobie komiks czy grafikę, powinien się zachwycić. Jeśli się nie zna twórczości Gawronkiewicza („Otto i Watson”, „Mikropolis”, „Achtung Zalig”), to okazja znakomita, bo owa księga oferuje przegląd dorobku; a jak się zna i ma, to jednak album ów znajomość tę pogłębi i poszerzy. Poza tym jest to inicjatywa wydawnicza oddolna, fundrisingowa, więc zarazem wspieramy postawy mecenackie i demokrację bezpośrednią (albo konsumpcjonizm bezpośredni).

Oczywiście obdarowywanie ludzi książkami jest piekielnie trudne. Bo jak ktoś nie czyta, to w ogóle nie ma to sensu, a jak czyta – to trzeba trafić w jego gusta, ale żeby jeszcze danej książki nie miał. Bez działań o charakterze wywiadowczym taka akcja prawie nie ma szans się udać. Więc jeśli dajemy książkę komuś, kto czyta, ale nie mamy pewności, jakie posiada gusta – to proponowałbym Madonnę w futrze Sabbahatina Aliego (Rebis). Jeśli adresatem podarku będzie osoba o wyrobionym smaku czytelniczym i na tym polu ambitna, doceni fakt, że otrzymuje od nas tureckiego klasyka, powieść z lat 40., która stała się w ostatnich latach wielkim przebojem w swojej ojczyźnie i doczekała masy przekładów. Jeśli zaś to ktoś łaknący po prostu miłej lektury, to z przyjemnością zapozna się z tą Wielką i Tragiczną Powieścią Miłosną. Bo prawie każdy lubi romanse, tylko wielu się nie przyznaje, a ten jest naprawdę z tych bardzo melodramatycznych.

Ale też dawanie komuś tzw. dóbr kultury – a więc filmów, muzyki i książek właśnie – jest zarazem formą autoprezentacji, dajemy przecież w pewnym sensie kawałek siebie, jakoś prezent firmujemy. Nieładnie przecież dać komuś książkę, która uważamy za głupią i nudną: ani to eleganckie, ani sensowne. Z drugiej strony podarowywać książkę, którą znamy i mamy, o tyle niezręcznie, że przecież moglibyśmy pożyczyć podarowanemu własny egzemplarz. W tej sytuacji warto dawać tytuły, które wydają nam się zachęcające, mielibyśmy na nie chrapkę, a jeszcze nie czytaliśmy. Ja w tym roku na pewno ofiaruję komuś Wielkiego gracza. Ze Żmudzi na Dach Świata Maksa Cegielskiego (Karakter), bo jest to solidna, interesująco ilustrowana fotografiami reporterska opowieść typu „śladami znanej postaci”. Tu tą postacią jest Bronisław Grąbczewski, jakby żywcem wyjęty z kart powieści przygodowej, a prawdziwy (ech, w XIX wieku tacy się zdarzali!). Zapowiada się znakomicie.

Bezlitosne statystki pokazują, że to kobiety czytają znacznie więcej niż mężczyźni, toteż książkowy prezent dla faceta stanowi wyższą szkołę jazdy. Ale w tym sezonie mam akurat pomysł: Kartki na wietrze Eduarda Sacheriego (Świat Książki). Ja wiem, że tytuł brzmi z lekka pensjonarsko, ale Sacheri ma skłonność do takich (proszę sobie przypomnieć Sekret jej oczu – uch, auć, oj! – a to taka dobra książka!), ale już widok piłki nożnej na okładce powinien uspokoić. Jest to bowiem powieść w znacznej mierze futbolowa, główna oś fabuły kręci się wokół spraw piłkarskich. W skrócie: kumple zmarłego Małpy próbują spieniężyć kartę zawodniczą piłkarza, w którego ów Małpa zainwestował wszystkie swoje środki. Problem tylko w tym, że zawodnik ów gra fatalnie, stawka zaś jest wysoka, bo pieniądze mają pójść na córeczkę zmarłego. Wychodzi z tego wciągająca opowieść o kulisach świata futbolu (jak wiemy, mętnego dość), ale też chłopacka i nieoczywista rzecz o męskiej przyjaźni – a czasami „przyjaźni”. Całkiem grube, a czyta się ekspresem. No i Argentyna!

A jakbym tak naprawdę chciał komuś sprawić prezent nad prezenty, to kupiłbym Fistaszki zebrane Charlesa M. Schulza (Nasza Księgarnia). Ukazują się w tempie po dwa tomy rocznie, każdy wolumin zawiera dwa pełne roczniki. Tej jesieni dojechaliśmy do lat 1975-1976, co ma dla mnie o tyle wielkie znacznie, że czytam wreszcie paski powstające już za mojego życia. „Fistaszki” mają tę wielką specyfikę, że stanowią pozycję wręcz monumentalną, fundamentalną dla kultury (można sobie dopisać „pop- ”), a u nas wciąż bardzo słabo znaną. Czyli ofiarowując komuś kolejne roczniki, ofiarujemy tak naprawdę masę frajdy i zarazem kulturowy filar. A jak bym już naprawdę chciał kogoś ozłocić i nieba przychylić, dokupiłbym gdzieś w sieci niewznawiane od dawna tomy Calvina i Hobbesa Billa Watersona (Egmont), bo, kto wie, być może jest to komiks jeszcze genialniejszy.

#####

Marcin Zwierzchowski - dziennikarz, recenzent, miłośnik filmów, komiksów i literatury

Wodny nóż Paolo Bacigalupi'ego to coś przygnębiającego i przerażającego, w sam raz na Święta. Autor świetnie przyjętej „Nakręcanej dziewczyny” wreszcie daje nam drugą powieść skierowaną do dorosłego czytelnika, w której tym razem buduje wizję niedalekiej przyszłości, kiedy to woda staje się dobrem luksusowym. Zatrważające, zważywszy na to, że w chwilę po opublikowaniu powieści media zaczęły zalewać doniesienia jakby rodem z niej wyjęte. Bacigalupi nie fantazjuje - on ostrzega.

Wiadomo, film będzie. Z tej okazji trafia do nas książka Chrisa Taylora Gwiezdne wojny. Jak podbiły wszechświat?, w której nawet bardzo zaznajomieni z tematyką „Gwiezdnych wojen” fani znajdą wiele dla siebie. Taylor zaczyna swoją opowieść na początku filmowej kariery George'a Lucasa, prowadząc nas przez całą długą i zawiłą drogę aż do „Nowej nadziei”, i dalej. Zaznaczmy: coś dla prawdziwych fanów.

Baśnie #15 Róża czerwona. Generalnie gorąco polecam całą serię, bo jest wybitna, ale akurat w grudniu do sprzedaży trafi ten tom, więc... Historia pióra Willinghama to coś idealnego dla tych, którzy przygodę z komiksem chcieliby zacząć - trafią do znanego sobie świata postaci z baśni, bajek i legend, akcji jest tu sporo, podobnie humoru, ale i grozy. Osobiście z niecierpliwością wyczekuję każdego kolejnego tomu, mimo iż przeczytałem ich już aż czternaście - to chyba dobra rekomendacja.

Przypadek Alicji Aleksandry Zielińskiej - mało to świąteczne, ale akurat czytam, a trzeba chwalić młodych i zdolnych. To pierwsza powieść Zielińskiej, wcześniej znanej mi wyłącznie ze (świetnych) opowiadań. I nie zawodzi: oto Alicja naszych czasów, żyjąca w Warszawie, z niechcianym dzieckiem rosnącym jej pod sercem i życiem pełnym problemów. Gorzka opowieść, pełna spaczonego poczucia humoru bohaterki, ale ciekawa, a zręczne wplatanie nawiązań do tej bardziej znanej Alicji i jej świata to dodatkowe smaczki.

Stwórca Scotta McClouda. Facet, który napisał i narysował „Zrozumieć komiks”, a więc komiks objaśniający, czym jest komiks, teraz sam prezentuje nam swój fabularny komiks (uf, ale skomplikowane). Zapowiada się niezwykle ciekawie, bo oto dzieło człowieka, który naturę medium, w którym tworzy rozumie jak mało kto, który - z pewnością - jest w stanie wykorzystać jego pełen potencjał. Dla mnie jedna z premier roku.

------

Otrzymaliście od nas aż 35 propozycji - teraz od Was zależy, czy z nich skorzystacie czy nie. A może podzielicie się Waszymi TOP5 na Gwiazdkę?

Reklama

komentarze [22]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2615
4
29.11.2015 12:33

Zapraszamy do dyskusji.


3904
3664
06.12.2015 09:40

Na Mikołaja to może,nie.Bo nie brałem jeszcze renty.Ale na Wigilię,jakiś prezent książkowy sobie sprawię.Wolę sobie sam kupić książkę.A moja mama i tak,będzie czytać co ja kupię.No,może nie wszystko.


0
1083
06.12.2015 10:03

A jaką?


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

0
1083
konto usunięte
06.12.2015 10:25

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


3904
3664
07.12.2015 12:18

Myślałem o Katarzyna Bonda Florystka.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

162
148
06.12.2015 10:58

Ja już kupiłam dla bliskich książkowe prezenty, a sama chciałabym dostać powieść "Nowy Jork"  Nowy Jork - coś koło tysiąca stron, recenzje zachęcają, więc byłoby co czytać przez dłuuugi czas.


11534
393
06.12.2015 14:51

Ech, żeby to była prawda, że istotnie najgorsze co może nam się przydarzyć, to dostać niechciany prezent pod choinkę... Ja wolę prezenty wybierać sobie sam: to rozwiązuje sprawę zarówno tego "najgorszego zdarzenia losowego" jak i mozołu poszukiwań oraz straty czasu na rozterki, "czy to będzie dobry prezent czy niedobry?".
Za smurfem Marudą mógłbym powtórzyć: "Nienawidzę...

więcej

2741
240
06.12.2015 14:53

Ja kupiłam wszystkie prezenty dla mojej rodzinki już w listopadzie, więc miotanie się w świątecznej gorączce i nieprzemyślane gwiazdkowe prezenty nie są moim problemem ;P I żaden z tych prezentów nie jest książką - choć niby mogłabym kupić jakieś romansidło mamie, ale ona dawno powiedziała, że nie chce dostawać książek w prezencie (raz: "są za drogie", dwa: "od...

więcej

591
0
06.12.2015 16:44

Ja osobiście kupuję sobie co roku 2-3 książki historyczne + powieść. W tym roku wybór padł na:

 Szlak Nadziei Szlak Nadziei

 Pakt Piłsudski-Lenin. Czyli jak Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium Pakt Piłsudski-Lenin. Czyli jak Polacy...

więcej

210
45
06.12.2015 19:28

I jak ten "Pakt..."? Zastanwiałam się nad nim.


591
0
06.12.2015 19:40

Jeszcze się nie zabrałem za niego. Czeka cierpliwie w kolejce.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

901
352

Dzisiaj dostałem "Żaby" Mo Yana. Na szczęście żona wie co lubię :-)

Teraz tylko pozostaje pomarzyć, że pod choinką znajdzie się coś Llosy, Oza czy Saramago :-)


516
163
06.12.2015 17:35

Pierworodnemu synowi memu (17,5), zaczytanemu w tej chwili w literaturze "ćpuńskiej" ("My, dzieci z dworca Zoo", "Pamiętnik narkomanki") chętnie sprezentuję Świat według Garpa - sama po ten tytuł sięgnęłam będąc jakoś w jego wieku, i nadal pozostaję pod ogromnym urokiem tej pozycji. Gender 25 lat temu robił dużo mniej...

więcej

409
298
06.12.2015 18:53

A ja w tym roku zażyczyłam sobie pod choinkę grę planszową, tak dla odmiany :) Co nie zmienia faktu, że na mikołaja sama sprawiłam sobie parę książek, z zachowaniem zdrowej proporcji 50:50 między beletrystyką, a książkami popularnonaukowymi:

 Czarnoksiężnik z Archipelagu Czarnoksiężnik z Archipelagu

więcej

zgłoś błąd