Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
awiola 
subiektywnieoksiazkach.pl
O pasji do książek. O wielotysięcznej, domowej biblioteczce. O literaturze będącej inspiracją. O czytaniu będącym stylem życia. Zapraszam na moją stronę: http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/
30 lat, kobieta, Łódź, status: Czytelniczka, dodała: 65 książek i 5 cytatów, ostatnio widziana 4 godziny temu
Teraz czytam
  • Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy
    Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy
    Autor:
    Czy można odnaleźć wspólną drogę do szczęścia w czasach rozwodów, selfie i botoksu? Bohaterka książki to mieszkanka wielkiego miasta, przeklinająca poranne korki, dręczona wyrzutami sumienia, kiedy z...
    czytelników: 6 | opinie: 0 | ocena: 10 (1 głos)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-06-21 20:05:54
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2017-06-21 20:05:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

"Życie to dziwny kolaż szarości".


Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy pewnego dnia dotarła do mnie tajemnicza przesyłka z książką, której okładka została spersonalizowana pod moją osobę. Okładka na której widniał tytuł w postaci: "Wiolu, jaki jest Twój najmroczniejszy sekret?". Spojrzałam na nazwisko autorki i już wiedziałam – czeka mnie kilka godzin dobrej, psychologicznej rozgrywki....
"Życie to dziwny kolaż szarości".


Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy pewnego dnia dotarła do mnie tajemnicza przesyłka z książką, której okładka została spersonalizowana pod moją osobę. Okładka na której widniał tytuł w postaci: "Wiolu, jaki jest Twój najmroczniejszy sekret?". Spojrzałam na nazwisko autorki i już wiedziałam – czeka mnie kilka godzin dobrej, psychologicznej rozgrywki. Przeczucie mnie nie myliło.

Alex Marwood to brytyjska dziennikarka ukrywająca się pod pseudonimem, która współpracowała z wieloma angielskimi gazetami. Jej debiut pt. "Dziewczyny, które zabiły Chloe" został w Wielkiej Brytanii w 2013 r. nominowany do nagrody, którą przyznaje International Thriller Writers. W Stanach Zjednoczonych książka zdobyła natomiast nagrodę Edgar Allan Poe Award w kategorii Najlepsza Powieść roku 2014. Autorka mieszka obecnie w Londynie i tworzy nowe powieści.

Na pięćdziesiątych, hucznie obchodzonych urodzinach bogatego biznesmena Seana Jacksona, znika jedna z jego córek bliźniaczek – trzyletnia Coco. Dwanaście lat później bohater umiera, a na jego pogrzeb zjeżdżają się rodzina i przyjaciele – w tym Mila, córka z pierwszego małżeństwa Seana, oraz Ruby – siostra bliźniaczka zaginionej Coco. Okazuje się, że prawda dotycząca zaginięcia dziecka jest zupełnie inna niż ta, którą zna cały świat.

Alex Marwood zaczyna dołączać w mojej osobistej klasyfikacji do grupy pisarzy tworzących wciągające thrillery psychologiczne, w których nic nie jest takie, jakie wydaje się na początku. Taka właśnie jest powieść "Najmroczniejszy sekret", podczas lektury której wydawało mi się, że odgadłam wszystkie zamierzenia autorki i odkryłam jej plany. Tak mi się jedynie wydawało, gdyż misternie skonstruowana intryga, jaką wykreowała Alex Marwood zasługuje na jedną z najwyższych ocen. Autorka świadomie i celowo w taki sposób poprowadziła fabułę swojej książki, by czytelnikowi wydawało się, że wie już wszystko. Zaskakujące zakończenie bowiem zupełnie zmienia wydźwięk całej tej historii, a finał jest mocno nieprzewidywalny. Uwielbiam takie zaskoczenia!

Autorka pokusiła się o poprowadzenie dwutorowej fabuły, co okazało się trafionym zabiegiem, gdyż dzięki temu moje napięcie podczas tej lektury stale wzrastało. Otóż akcja powieści przeplata ze sobą dwie płaszczyzny czasowe – rok 2004, gdy zaginęła Coco, oraz rok 2016, w którym umiera ojciec dziewczynki. I tak, drobnymi krokami czytelnik odkrywa wszystkie karty tej jakże przerażającej historii, która posiada drugie, trzecie, a nawet czwarte dno. Wszystko to zostało okraszone dynamiczną akcją i dobrze wykreowaną płaszczyzną psychologiczną bohaterów, dzięki czemu cała tajemnica nabiera różnych odcieni i barw.

Warto także wspomnieć, że autorka wplotła w fabułę widoczny polski akcent w postaci obecności w 2004 r. polskich robotników. Ciepłe słowa pod adresem pracowitości naszych rodaków, wtrącane porównania mentalności angielskiej i polskiej oraz wywody dotyczące otworzenia granic to oczywiście wątek poboczny, ale dla polskiego czytelnika, z pewnością zauważalny.

"Najmroczniejszy sekret" to świetna propozycja dla czytelników spragnionych niecodziennych wrażeń, lubiących rozwiązywać tajemnice, których pociąga zgłębianie skomplikowanej i nieodgadnionej ludzkiej natury. To jeden z lepszych thrillerów psychologicznych, jaki ostatnio czytałam.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

pokaż więcej

 
2017-06-19 20:09:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Rzeczywistość lepiej schować, zastąpić sterylną podróbką, żeby nie narażać się na ryzyko".


Ciągle umykający czas, którego podobno nie da się cofnąć to wielkość przez nas niezbadana. Kiedyś, zupełnie inaczej pojmowany, dzisiaj marnotrawiony na wynalazki cywilizacji, które niczym złodzieje, kradną to, co wartościowe w naszym życiu. Jego ulotność widzą wszyscy - młodzi i starzy, doświadczeni i...
"Rzeczywistość lepiej schować, zastąpić sterylną podróbką, żeby nie narażać się na ryzyko".


Ciągle umykający czas, którego podobno nie da się cofnąć to wielkość przez nas niezbadana. Kiedyś, zupełnie inaczej pojmowany, dzisiaj marnotrawiony na wynalazki cywilizacji, które niczym złodzieje, kradną to, co wartościowe w naszym życiu. Jego ulotność widzą wszyscy - młodzi i starzy, doświadczeni i niedoświadczeni, ludzie pochodzący z różnych światów. To nas zbliża, bo wspólne cierpienie zawsze zbliża.

Wojciech Szlęzak to absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. Autor interesuje się filozofią, psychologią, rynkami finansowymi oraz pszczelarstwem. Publikował prozę młodzieżową, na łamach Kwartalnika Literackiego "Wyspa” ukazało się jego opowiadanie pt. "Schizofrenia".

Młody, bezimienny mężczyzna, zmęczony stałą pogonią za karierą i pieniądzem, pakuje plecak i przyjeżdża w rodzinne strony, do wsi Górna. Tam pomaga ojcu przy pracy w sadzie oraz przy pszczołach oraz zupełnie przypadkowo spotyka podchodzącego pod siedemdziesiątkę mężczyznę - Grzegorza Adamczyka, który w rozmowach z bohaterem, rozlicza się z własnej przeszłości.

"Cień jabłoni" to książka, będąca w pewnej swojej części, gorzkim traktatem o życiu. Mamy oto bowiem dwójkę głównych bohaterów, dwóch mężczyzn, których dzieli wiek, doświadczenie i cele, a którzy o dziwo znajdują cienką nić porozumienia, polegającą na analizowaniu własnego życia. Jak można się domyślać, analizy przeprowadzane za pomocą rozmów pomiędzy Młodym, a Grzegorzem, nie są łatwe i przyjemne - wręcz przeciwnie. To dyskusje pełne zadanych pytań bez odpowiedzi, pełne wyrzutów i utraconych szans, pełne klęski, ale także swoistego zadowolenia, chociaż byłoby ono ulotne. W kontekście wszystkich poruszanych przez mężczyzn tematów to właśnie czas pełni nadrzędną rolę - jest wyznacznikiem, katem i wybawicielem. Wojciech Szlęzak pokazuje, że interpretacja tego, czym jest dla nas czas, zależy wyłącznie od naszych doświadczeń i celów. Jak więc widzicie, jest w tej książce mocno refleksyjnie i melancholijnie, co nie oznacza, że psychodelicznie.

Obok rozmów o miłości, nienawiści, utraconych szansach, szczęściu i zgorzknieniu, zauważalny zostaje także w fabule etos prostej pracy oraz etos oczyszczającej siły natury. Stąd, nieprzypadkowo tytułem tej książki jest cień jabłoni, symbolizujący spokój, chwilowy odpoczynek, bezpieczeństwo. Główny, bezimienny bohater bowiem po przyjeździe z wielkiego miasta, odkrywa na nowo radość w prostych pracach w gospodarstwie, zauważając celowość pewnych nieskomplikowanych czynności. Celowość, której nie widział pracując w mieście, będąc trybikiem wielkiej machiny. Myślę, że wielu czytelników w przemyśleniach głównego bohatera, odnajdzie swoje własne spostrzeżenia i refleksje.

Czas, który nam dano warto wykorzystać jak najlepiej, dlatego polecam wam "Cień jabłoni", czyli prozę wywołującą wiele autorefleksji w temacie naszych życiowych wyborów i celów, które czasami trzeba dokładnie przemyśleć.

"Człowiek nie został stworzony po to, żeby był szczęśliwy".

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2017-06-14 16:11:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Mój patronat medialny, Posiadam

"Życie jest nieprzewidywalne, a jego ścieżki i osoby, które na nich spotykamy, nigdy nie pozostają bez wpływu na jego dalszy bieg".


Nasze życie to wieczna wędrówka, bez początku i bez końca. Nie wiemy skąd przybywamy i nie wiemy dokąd zmierzamy. Znamy jedynie nasze tu i teraz, a przez całe życie będące swoistą podróżą, zadajemy sobie pytania o cel istnienia. Losy głównej bohaterki, czyli...
"Życie jest nieprzewidywalne, a jego ścieżki i osoby, które na nich spotykamy, nigdy nie pozostają bez wpływu na jego dalszy bieg".


Nasze życie to wieczna wędrówka, bez początku i bez końca. Nie wiemy skąd przybywamy i nie wiemy dokąd zmierzamy. Znamy jedynie nasze tu i teraz, a przez całe życie będące swoistą podróżą, zadajemy sobie pytania o cel istnienia. Losy głównej bohaterki, czyli Moniki Bliskiej nie będą więc nikomu obce, gdyż każdy z nas odnajdzie w nich cząstkę siebie.

Agnieszka Monika Polak to urodzona w 1968 r. w Lublinie dziennikarka, która zadebiutowała na łamach Gazety Mówionej. Absolwentka Wydziału Pedagogiki i Psychologii, posiada także wykształcenie muzyczne. Autorka marzyła o pracy w orkiestrze, jednak los inaczej pokierował jej życiem, gdyż pracuje w branży metalowej. Zadebiutowała prozatorsko w 2012 r. książką pt. "Mimo wszystko".

Monika Bliska cały czas rozwija się na polu pisarskim i muzycznym. Odbywa spotkania autorskie, poznaje nowych ludzi oraz pogłębia przyjaźń z niewidomą Teresą, która uczy ją, jak czerpać pełnymi garściami radość z życia. Bohaterka zabiera także czytelnika w podróże po różnych miejscach, które inspirują do działania.

"Dalekie podróże z Bliską" to kontynuacja książki "Ślad przeznaczenia", która to utrzymana jest w podobnym klimacie, jak część pierwsza. Główna bohaterka, alter ego autorki, cały czas poszukuje ważnych wartości w swoim życiu, zarażając innych swoim optymizmem i podejściem do wielu problemów. Tom ten, w moim odczuciu, głębiej porusza kwestie duchowe i metafizyczne, dzięki czemu czytelnik zostaje niemalże zmuszony do wielu refleksji w obszarze wiary w istnienie Boga, wiary w przeznaczenie, czy też wiary w idee ciągłego rozwoju.

Wiele w tej książce mowy o wierze w wędrówkę dusz, czyli o życiu w różnych wcieleniach. To temat, który od lata sama zgłębiam, więc z wielką ciekawością poczytałam o sesjach regresji, w jakich uczestniczy Monika. Muszę nawet przyznać, że zaczęłam sama zastanawiać się nad tym, czy nie wziąć udział w takim spotkaniu, gdyż to niezwykle fascynujące móc dowiedzieć się, kim byłam w swoich poprzednich życiach.

Książka oprócz wymiaru duchowego, zajmuje się także bardziej przyziemnymi problemami, z jakimi borykają się ludzie od zarania dziejów. Mowa tutaj o przemocy w rodzinie, wykluczeniu ze społeczeństwa, czy też uprzedzeniach, które zbyt często budują naszą świadomość. Mądre słowa i mądra prawda życiowa wyziera z kart stron tego utworu. Fragmenty mówiące o aktywnej rehabilitacji, mocno mnie zaciekawiły, a lekki akcent w postaci przytoczenia sylwetek kilku znanych mi blogerów książkowych, wywołał bardzo pozytywne odczucia.

"Dalekie podróże z Bliską" to książka pełna życiowych mądrości, ważnych refleksji i ciekawostek, jakie warto poznać. Po przeczytaniu dwóch tomów losów Moniki Bliskiej mam poczucie, że ich autorka stała mi się bardzo... bliska.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2017-06-10 19:05:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Mój patronat medialny, Posiadam

"Kiedy zmierzamy ku swojemu przeznaczeniu, często musimy zmienić kierunek. Najważniejsze w tym wszystkim jest nie poddawać się. Przeczekać".


Lubię to, gdy główna bohaterka czytanej przeze mnie książki wyznaje wartości i filozofię życiową podobne do mnie. Gdy jeszcze postać taka staje się alter ego samej autorki, tym bardziej wówczas proza taka do mnie trafia. Niewątpliwie przypadkiem takim...
"Kiedy zmierzamy ku swojemu przeznaczeniu, często musimy zmienić kierunek. Najważniejsze w tym wszystkim jest nie poddawać się. Przeczekać".


Lubię to, gdy główna bohaterka czytanej przeze mnie książki wyznaje wartości i filozofię życiową podobne do mnie. Gdy jeszcze postać taka staje się alter ego samej autorki, tym bardziej wówczas proza taka do mnie trafia. Niewątpliwie przypadkiem takim jest właśnie "Ślad przeznaczenia".

Agnieszka Monika Polak to urodzona w 1968 r. w Lublinie, dziennikarka, która zadebiutowała na łamach Gazety Mówionej. Absolwentka Wydziału Pedagogiki i Psychologii, posiada także wykształcenie muzyczne. Autorka marzyła o pracy w orkiestrze, jednak los inaczej pokierował jej życiem, gdyż pracuje w branży metalowej. Zadebiutowała literacko w 2012 r. książką pt. "Mimo wszystko".

Monika Bliska wydała swoją debiutancką książkę, dlatego też zaczyna promować ją na spotkaniach autorskich, które przynoszą bohaterce wiele radości i nowych znajomości. Monika gra także na skrzypcach, dzięki czemu każdy jej wieczór literacki jest niepowtarzalny, często wspomina swoje dzieciństwo oraz wierzy z cudowną właściwość naszych myśli.

Główna bohaterka powieści "Ślad przeznaczenia" już od samego początku została przeze mnie utożsamiona z autorką książki i z pewnością nie będzie to jedynie moje odosobnione wrażenie. Na kartach tego utworu bowiem czytelnik poznaje wycinek z życia kobiety mającej wiele cech wspólnych z Agnieszką Moniką Polak. Jestem pewna, że autorka wplotła w losy Moniki, swoje własne doświadczenia, gdyż emocjonalna forma oraz realizm całego przekazu za tym stwierdzeniem właśnie przemawiają. Muszę nawet przyznać, że zgłębiając losy głównej bohaterki, miałam wrażenie, że sięgam do życia samej autorki, niczym do jakiegoś pamiętnika. Dzięki temu Agnieszka Monika Polak stała mi się bliższa – jako człowiek i jako pisarka.

Pierwszy tom losów Moniki to podróże. Podróże po miejscu, w czasie, z różnymi ludźmi. Ta książka jest zbiorem poruszających ważne tematy, przemyśleń i dyskusji. Czego bowiem w niej nie ma! Autorka porusza takie obszary, jak filozofia, teologia, muzyka, literatura, niepełnosprawność, przeznaczenie, pasja i metafizyka. Wszystko to okraszone ciekawymi rozmowami, które skłaniają do refleksji, do wyrażenia własnego zdania w konkretnej kwestii. Największym smaczkiem dla mnie w tej właśnie płaszczyźnie były wielokrotnie przytaczane odniesienia do wiary w sprawczą moc naszych myśli, z tego względu, że sama wierzę w tego typu prawo przyciągania.

Autorka nie bez przyczyny w tytule swojej książki odniosła się do przeznaczenia. Otóż słowo to wielokrotnie dotyczy losów bohaterów ukazanych w tym utworze. Przeznaczenie bowiem nieodłącznie wiąże się z decyzjami, jakie podejmujemy w naszym życiu. Autorka tym samym dotyka mocy sprawczej ludzkich wyborów oraz sensu istnienia.

Mocno refleksyjna, pełna mądrych myśli i pozytywnej energii – taka jest książka Agnieszki Moniki Polak, którą przeczytałam z wielką przyjemnością. Teraz czekają na mnie "Podróże z Bliską", a więc kolejna literacka podróż.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

pokaż więcej

 
2017-06-08 18:10:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Ludzie kochają złoto, pożądają złota i poszukują go od tysięcy lat, gotowi znieść wszelkie trudy i cierpienia w zamian za zdobycie żółtego metalu. Ale złoto nie kocha ludzi – kryje się w przyrodzie, która ze złośliwym uśmiechem obserwuje wysiłki człowieka, nie zawsze właściwie skierowane".


Znajduje się w zdecydowanej mniejszości, gdyż złoto nie robi na mnie wrażenia, a wręcz nie lubię...
"Ludzie kochają złoto, pożądają złota i poszukują go od tysięcy lat, gotowi znieść wszelkie trudy i cierpienia w zamian za zdobycie żółtego metalu. Ale złoto nie kocha ludzi – kryje się w przyrodzie, która ze złośliwym uśmiechem obserwuje wysiłki człowieka, nie zawsze właściwie skierowane".


Znajduje się w zdecydowanej mniejszości, gdyż złoto nie robi na mnie wrażenia, a wręcz nie lubię biżuterii w tym kolorze, stąd nawet obrączki ślubne, jakie sobie wybrałam z mężem to białe złoto. Wiem, że ten metal szlachetny daje władzę i wielkie bogactwo jednak o tej pory, jego wydobycie kojarzyło mi się ze sztampową gorączką złota, jaką oglądałam wielokrotnie na różnego rodzaju amerykańskich filmach. Książka Andrzeja Śliwy odsłoniła przede mną zupełnie nową perspektywę w tym temacie – uwielbiam takie odkrycia w lekturach, które czytam.

Andrzej Śliwa to geolog, który przez kilkadziesiąt lat zajmował się eksploatacją złóż, najczęściej w Afryce i w Azji. W firmach, w których pracował wykonywał wiele funkcji, od geologa terenowego do szefa przedsiębiorstwa, a nawet dyrektora kopalni złota. Autor w trakcie swojego zawodowego życia poszukiwał i eksplorował także złoto i szmaragdy.

"Ścigając marzenia. W pogoni za złotem" to książka, której przewodnim tematem, zgodnie z jej tytułem, jest pogoń za złotem. Publikacja składa się z sześciu głównych działów ukazujących rys historyczny poszukiwań złota, historię górnictwa, osoby poszukujące ten złoty kruszec, a także różnorakie dane statystyczne. Całość publikacji wieńczą zamieszczone na końcu zdjęcia.

Andrzej Śliwa już w swojej pierwszej, autobiograficznej książce pt. "Notatki geologa. Szmaragdy, złoto i… smak przygody" przedstawił nieznane szerszemu gronu czytelnikom, aspekty niecodziennej profesji, jaką jest praca geologa. W swojej drugiej publikacji, ograniczył zakres tematu w jakim się obraca do poszukiwań złota i szmaragdów, dodając do tego sporą ilość materiału naukowego, która na szczęście nie przytłacza. Mowa tutaj głównie o warstwach historycznej i statystycznej, które w książce stanowią dość duży procent jej całości, jednakowoż podane w przystępnej formie, dzięki czemu lektura nie męczy i nie nudzi, a wręcz przeciwnie – odkrywa przed czytelnikiem wiele ciekawostek i faktów.

Interesujące partie tekstu, które zwróciły moją szczególną uwagę to opisy życia codziennego geologa-poszukiwacza, czyli wszechobecna rutyna, często nuda i samotność. Moje zdziwienie wzbudziła informacja o współzawodnictwie w wydobyciu złóż złota, które nie zakończyło się pod koniec XIX wieku, lecz trwa nadal w najlepsze. Warte zwrócenia uwagi są także ukazane sylwetki konsultantów i specjalistów poruszających się w tym zawodzie – od Niemca po Zambijczyka. Te i wiele innych informacji oraz ciekawostek o różnych wydarzeniach czyni ten zbiór niezwykle pasjonującym, nawet dla takiego laika jak ja.

Muszę jednak przyznać, że moją największą uwagę podczas lektury zwrócił szokujący wątek historii kompanii Bre-X, czyli największego oszustwa w przemyśle górniczym. Otóż Andrzej Śliwa znał to środowisko oraz szereg osób zamieszanych w tę sprawę, co tym bardziej czyni jego książkę frapującą. W kontekście tym warto wiedzieć, że 27 stycznia tego roku na ekrany światowych kin wszedł film pt. "Gold", w którym jedną z głównych ról zagrał Matthew McConaughey. To zbeletryzowana historia tej właśnie sprawy, która akurat zbiegła się z wydaniem książki autora.

Andrzej Śliwa w swojej publikacji ukazał bardzo specyficzne i chyba dość mało znane środowisko ludzi zajmujących się przemysłem wydobywczym. To książka niewątpliwie poszerzająca horyzonty i wiedzę, dlatego warto ją przeczytać.

"Złoto nie niszczeje, jest wielokrotnie przerabiane i przetapiane – nie jest wykluczone, że w naszej obrączce czy zaręczynowym pierścionku znajduje się odrobina złota wydobytego przez Egipcjanina kilka tysięcy lat przed naszą erą lub wykopanego przez więźniów gułagów w pobliżu Magadanu".

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2017-06-06 18:10:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Najważniejsze jest, by mieć dom i ludzi, którzy nadają sens naszemu życiu (…)".



Rodzinny dom to dla mnie miejsce, w którym spędziłam najszczęśliwsze i beztroskie lata dzieciństwa oraz wczesnej młodości. A z racji tego, że jestem przesadnie sentymentalna, wszelkie książkowe akcenty nawiązujące właśnie do tego tematu, wywołują we mnie wielką dozę wzruszenia. Nie inaczej było więc także w tym...
"Najważniejsze jest, by mieć dom i ludzi, którzy nadają sens naszemu życiu (…)".



Rodzinny dom to dla mnie miejsce, w którym spędziłam najszczęśliwsze i beztroskie lata dzieciństwa oraz wczesnej młodości. A z racji tego, że jestem przesadnie sentymentalna, wszelkie książkowe akcenty nawiązujące właśnie do tego tematu, wywołują we mnie wielką dozę wzruszenia. Nie inaczej było więc także w tym przypadku, czyli z powrotem do starego domu, w którym każdy z nas może znaleźć cząstkę siebie.

Ilona Gołębiewska prowadzi zajęcia terapeutyczne dla dzieci i młodzieży, pracuje ze studentami oraz szkoli dorosłych i seniorów. Już w wieku pięciu lat postanowiła, że będzie pisać książki. Poetka, autorka prozy dla dzieci i młodzieży. Mieszka obecnie w Warszawie, marzy o założeniu fundacji.

Trzydziestosiedmioletnia Alicja Pniewska stoi na życiowym rozdrożu – jej małżeństwo właśnie się rozpadło, w wyniku czego straciła także pracę i dom. Bohaterka postanawia więc uciec od bolącej rzeczywistości do swojego odziedziczonego po rodzicach, rodzinnego, drewnianego domu znajdującego się w Pniewie. Tam kobieta buduje swoje życie na nowo.

"Powrót do starego domu" to ciepła powieść obyczajowa, która pomimo schematyczności pewnych wątków, z pewnością zaspokoi potrzebę poczucia silnych emocji, wzruszenia i radości. Ilona Gołębiewska bowiem pod płaszczem opowieści o pokręconych ludzkich losach, przemyca wiele życiowej mądrości, o której w codziennym biegu zwyczajnie nie pamiętamy. W mojej opinii to przede wszystkim książka o tym, że nie można zapominać o rodzinnych więzach. O tym, że nasze korzenie to ważna spuścizna, a karma wraca do każdego z nas. A także o tym, że prawdziwa miłość i partnerstwo to wielki skarb, o który warto walczyć. Jest w tej powieści niezwykle sentymentalnie, optymistycznie oraz swojsko, a wszystko to okraszone zostało nacechowanym silnymi emocjami, językiem, w którym daje się wyczuć poetyckie zapędy autorki.

Ilona Gołębiewska swoim piórem splata losy wielu ludzi, budując w ten sposób wielowątkową historię. Czego tu bowiem nie ma! Jest malutki Michałek, będący sierotą, jest artysta stolarz samotnie wychowujący córeczkę, jest przyjaciółka Alicji, która w pewnym momencie zatraca swoje wartości, jest pewien starszy człowiek nazywany Dziadem, który będąc pustelnikiem, ukrywa swoją przeszłość i jest rodzinna tajemnica. Dużo tego wszystkiego, a jednak podczas lektury tej książki nie odczuwałam ani przesytu, ani zagubienia. Wyczuwałam natomiast lekką warstwę słodyczy, oraz w przypadku wątku Doroty i jej rozpadającego się małżeństwa, pewną dozę nieprawdopodobieństwa w przedstawionych wydarzeniach. Nie da się z pewnością ukryć, że cała ta powieść ma dodawać otuchy, wyzwalać nadzieję i kreować dobre emocje – dlatego też w tego typu prozie obyczajowej, proporcja pomiędzy tym, co możliwe, a tym co niemożliwe, może zostać nieco zachwiana.

Warto także wspomnieć, że "Powrót do starego domu" to książka będąca jedną, wielką wędrówką w przeszłość, która jak pokazuje autorka, nierozerwalnie powiązana jest z teraźniejszością. Postać Dziada, pamiętnik dziadka głównej bohaterki, który staje się dowodem piekła wojny, czy też rodzinny sekret – wszystkie te elementy urozmaicają fabułę skupioną wobec poszukiwania szczęścia i miłości. Pierwszoosobowa narracja Alicji pozwala natomiast jeszcze silniej poczuć emocje, jakie nią targają oraz pozwala także zrozumieć niektóre mało racjonalne decyzje, jakie bohaterka podejmuje.

"Powrót do starego domu" to pierwszy tom trylogii, który zapowiada świetny cykl dla miłośników ciepłej, pełnej wzruszeń i pozytywnych emocji, prozy obyczajowej. Ilona Gołębiewska posiada wszelakie predyspozycje ku temu, by znaleźć się w czołówce pisarek tworzących w naszym kraju ten właśnie gatunek. Wszystko przed autorką.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2017-06-04 20:03:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Nie jesteś gruba, bo jesz gruszki i jagody; jesteś gruba, bo jesz czekolady i drożdżówki".


Jem mnóstwo słodyczy i nie uprawiam żadnego sportu – mam szczęście, gdyż raczej nie grozi mi otyłość, co najwyżej jakaś mała nadwaga w przyszłości. Współczuję więc osobom, które poprzez tendencję do tycia, każdego dnia muszą walczyć ze swoją wewnętrzną potrzebą zjedzenie czegoś dobrego. Nie dziwię się...
"Nie jesteś gruba, bo jesz gruszki i jagody; jesteś gruba, bo jesz czekolady i drożdżówki".


Jem mnóstwo słodyczy i nie uprawiam żadnego sportu – mam szczęście, gdyż raczej nie grozi mi otyłość, co najwyżej jakaś mała nadwaga w przyszłości. Współczuję więc osobom, które poprzez tendencję do tycia, każdego dnia muszą walczyć ze swoją wewnętrzną potrzebą zjedzenie czegoś dobrego. Nie dziwię się także, że wszelkie diety cud i suplementy stają się dla niektórych ostatnią deską ratunku. Tak trudno bowiem przyjąć do wiadomości, że kondycja naszego ciała zależy wyłącznie od nas samych.

Agnieszka Węgiel żyje na własnych zasadach. Autorka skończyła kilka uczelni, ma czterdziestkę na karku i wykonywała w swoim życiu wiele zajęć zarobkowych od stajennej w stadninie po dyrektora w korporacji. Jest psychologiem, coachem, a obecnie działa na własny rachunek. W internecie znajdziecie stronę autorki – Na własnych zasadach.

"Jak nie masz w głowie, to masz w biodrach" to poradnik składający się z trzech głównych działów dotykających tematu odchudzania. W książce oprócz porad autorki znajdują się także informacje dotyczące mitów, w jakie wierzymy, funkcjonowania mózgu oraz wpływu emocji na nasz umysł. Całość wieńczy krótka bajka o księżniczce uratowanej z cukrowej wieży.

Już sam tytuł tej książki może większości czytelników wydawać się nieco kontrowersyjny i prowokujący. Jego wymowa wywołuje bowiem powstanie pytania o to, czy autorka uważa, że jeśli ktoś jest gruby to nie potrafi myśleć? Otóż nie, autorka tak nie uważa, ale takim przykuwającym uwagę tytułem już na samym początku pragnie zwrócić uwagę na zasadniczy problem, który pojawia się zawsze przy tematyce odchudzania. Problemem tym jest nasz umysł, który wytwarza nieprawidłowe podejście do walki z nadwagą, generujące niezadowolenie z efektów, krótkoterminowe pozbycie się kilogramów i efekt jojo. Agnieszka Węgiel w sposób prosty i dosadny, nie przebierając w słowach, uzmysławia odbiorcom swojego poradnika, że nasza wiara we wszelkie diety cud i inne wynalazki wiąże się z brakiem zrozumienia sygnałów pochodzących z naszego ciała. W tej książce każda z odchudzających się osób znajdzie wiele prawdy, chociażby ta była gorzka i ciężkostrawna na początku. A warto podkreślić fakt, iż autorka wie, o czym pisze – sama walczyła z nadprogramowymi kilogramami.

W poradach Agnieszki Węgiel najbardziej zadziwiające jest to, że zaprzecza powszechnie znanym tezom, w które wierzą miliony kobiet pragnących zmniejszyć obwód swoich bioder. Według autorki bowiem żadne diety nie pomogą na stałe utrzymać optymalnej wagi, a zjedzenie od czasu do czasu czegoś słodkiego, wcale nie będzie przestępstwem. Agnieszka Węgiel stara się uzmysłowić także, że wszystko zależy od tego, w jaki sposób podchodzimy do kultu jedzenia i jakie nawyki zaszczepiono nam w dzieciństwie. Wielokrotnie podkreśla, że zmiany w swoim podejściu są bardzo trudne i czasochłonne, jednak do wykonania dzięki wytrwałości i cierpliwości, jaką trzeba w sobie wypracować. Słowa, które kieruje do swoich czytelników, pobudzają do myślenia oraz dają nadzieję na lepsze jutro.

W książce oprócz warstwy typowo poradnikowej znalazłam także kilka ciekawostek, które z pewnością przydadzą mi się w codziennym życiu. Otóż nie wiedziałam do tej pory, że w jelitach człowieka znajduje się około dwóch kilogramów bakterii oraz, że żołądek i jelita są mocno związane z mózgiem oraz z emocjami. Na kartach poradnika odnalazłam także proste wzory na wyliczenia potrzebnych do życia kalorii, a sposoby na motywowanie siebie mnie zainspirowały.

Agnieszka Węgiel w sposób bezkompromisowy, prowadząc dialog z czytelnikiem, rozlicza z grzechów, jakie popełniają osoby pragnące schudnąć. Dużo w tej książce prawdy, poprzez którą autorka pragnie skłonić odbiorców do myślenia i autorefleksji. Myślę, że lektura tego poradnika, który nie jest publikacją naukową, może stać się dla każdego pierwszym krokiem do zapoczątkowania zmian w swoim życiu, nie tylko w kwestii podejścia do jedzenia.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

pokaż więcej

 
2017-06-02 19:18:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Czereśnie zawsze muszą być dwie (…) – Inaczej nie będą rodzić owoców".


W 2016 r. uczestniczyłam w spotkaniu autorskim Magdaleny Witkiewicz w łódzkim Empiku, w którym to właśnie rozpoczęła się cała historia napisania tej powieści. Nie wierzyłam wówczas, że nasze namawianie na umiejscowienie fabuły w Łodzi, Magda potraktuje poważnie i spełni to marzenie. A jednak, "Czereśnie zawsze muszą być...
"Czereśnie zawsze muszą być dwie (…) – Inaczej nie będą rodzić owoców".


W 2016 r. uczestniczyłam w spotkaniu autorskim Magdaleny Witkiewicz w łódzkim Empiku, w którym to właśnie rozpoczęła się cała historia napisania tej powieści. Nie wierzyłam wówczas, że nasze namawianie na umiejscowienie fabuły w Łodzi, Magda potraktuje poważnie i spełni to marzenie. A jednak, "Czereśnie zawsze muszą być dwie", czyli książka, która została wydana ku pokrzepieniu naszych serc jest faktem. Jej piękna okładka zapowiada równie piękną treść.

Magdalena Witkiewicz to absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańskiego Studium Bankowości oraz Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menadżerów, jest z wykształcenia marketerem. Miłośniczka literatury oraz swoich dwóch pociech. Jej powieści znajdują uznanie wśród rzeszy czytelniczek i zawsze kończą się szczęśliwie. Autorka mieszka obecnie w Gdańsku.

Zosia Krasnopolska to młoda kobieta, której umiera jedyna, prawdziwa przyjaciółka – starsza pani Stefania. W wyniku tego, bohaterka niespodziewanie otrzymuje w spadku zrujnowaną willę zlokalizowaną w Rudzie Pabianickiej, na jednym z łódzkich osiedli. Życiowe komplikacje pomagają jej podjąć decyzję o zamieszkaniu na jakiś czas w odziedziczonym domu. Ta decyzja zmienia diametralnie jej życie.

Bywają takie książki w mojej czytelniczej podróży, które, gdy zaczynam czytać, kończę dopiero na ostatniej stronie – bez przerwy, bez snu, bez odetchnięcia. Do takich lektur należy najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz, która oczarowała mnie swoim klimatem retro oraz umiejscowieniem akcji na terenie Łodzi. To po prostu mądra, barwna i wciągająca powieść obyczajowa, którą czyta się z przyjemnością.

"Czereśnie zawsze muszą być dwie" to książka o skomplikowanych ludzkich losach rozgrywających się w przeszłości i teraz – w czasie obecnym. Autorka poprzez rewelacyjnie wkomponowany zabieg polegający na retrospekcjach, ukazuje równolegle dwie historie. Wędrówka do lat 30. XX wieku, do losów Henryka Dworaka i jego pięknego domu, okraszona tak przygnębiającym zakończeniem, wywołała we mnie wiele emocji. Równolegle z tym odkrywałam kolejne puzzle całej tej historii, dopasowywałam do siebie fakty, by na koniec poznać okrutną prawdę - ależ mnie to niesamowicie wciągnęło i nie pozwoliło oderwać się od tej lektury nawet na chwilę. Do tego wszystkiego takie elementy, jak opisane w książce wzory haftu, czy też stare obrazy, potęgowały odczuwalny klimat całej powieści.

Mam wielką nadzieję, że umiejscowienie fabuły w Rudzie Pabianickiej, zachęci czytelników do odwiedzin Łodzi i jej okolic. Autorka bowiem tak plastycznie odmalowała wygląd willi i jej otoczenia, że nie zdziwię się, jeśli Rudę Pabianicką zaczną odwiedzać wycieczki. Poza tym, dzięki warstwie historycznej Magdalena Witkiewicz zaprezentowała ówczesne tło społeczne i klimat Łodzi przemysłowej, z którego to miasto przecież słynęło.

Jest powieść obyczajowa z wątkiem historycznym, musi być więc miłość. A tej jest w książce bardzo dużo – zakazane uczucie Stefanii i Andrzeja, którego koleje bardzo mocno mnie wzruszyły. Jest miłość Zosi i Szymona – świeża, wymagająca dotarcia, ale jakże prawdziwa. Są także tytułowe czereśnie i ich symbolika, która po skończonej lekturze, nabiera zupełnie nowego wydźwięku.

Chciałabym aby na podstawie tej książki powstał film – z pięknymi obrazami przeszłości, z widocznym przesłaniem i historią miłości, która czasami nie przynosi szczęśliwego zakończenia. Magdalena Witkiewicz po raz kolejny nie zawiodła mnie swoją prozą. Musicie koniecznie przeczytać tę książkę!

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

pokaż więcej

 
2017-05-30 18:06:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Pozostałe rejestry jej umysłu nieustannie analizowały możliwości, wyobrażały sobie scenariusze".


Z wielkim sentymentem wspominam moją fascynację całą sagą "Zmierzch", jaka miała miejsce ponad 10 lat temu. Nie ukrywam więc, że byłam bardzo ciekawa "nowego dziecka autorki", które reprezentuje zupełnie inny gatunek literacki niż romans paranormalny. I muszę szczerze przyznać, że...
"Pozostałe rejestry jej umysłu nieustannie analizowały możliwości, wyobrażały sobie scenariusze".


Z wielkim sentymentem wspominam moją fascynację całą sagą "Zmierzch", jaka miała miejsce ponad 10 lat temu. Nie ukrywam więc, że byłam bardzo ciekawa "nowego dziecka autorki", które reprezentuje zupełnie inny gatunek literacki niż romans paranormalny. I muszę szczerze przyznać, że "Chemik" to dość przeciętna książka, która nie wciągnęła mnie w takim stopniu, jakiego się po niej spodziewałam.

Stephenie Meyer ukończyła studia na wydziale literatury angielskiej, swoje dzieciństwo spędziła w Phoenix, w stanie Arizona. Autorka jest matką trzech synów, a także mormonką, która nie pije alkoholu. W 2005 r. opublikowała swój literacki debiut pt. "Zmierzch", który pokochali czytelnicy z całego świata. Meyer jako jedyna dotychczas zdystansowała na listach bestsellerów serię powieści o Harrym Potterze.

Alex od kilku lat ukrywa się przed swoim byłym pracodawcą, czyli amerykańską agencją rządową. Po śmierci jej przyjaciela i jednocześnie współpracownika, kobieta walczy o każdy dzień życia. Wielkim zaskoczeniem okazuje się więc dla niej spotkanie z dawnym kolegą z departamentu, który powierza jej trudną misję związaną z bronią masowego rażenia. Alex postanawia jeszcze raz użyć swoich umiejętności, aby ocalić niewinne istnienia.

Początek lektury "Chemika" zapowiadał obiecującą powieść z pogranicza sensacji i thrillera. Tajemniczość głównej bohaterki Alex, ukrywającej się od tak długiego czasu, której głównym celem jest przeżyć kolejny dzień i wszelkie szczegółowe opisy jej niecodziennych zmagań, pozwoliły mi sądzić, że mam przed sobą książkę, która okaże się doskonałą, czytelniczą rozrywką. Niestety po pierwszym entuzjastycznym poczuciu trafnego wybory lektury, moje napięcie towarzyszące zmaganiom Alex, stopniowo opadało, a po jakimś czasie nie było po nim nawet śladu. A wszystko to przez fakt, iż autorka dość mocno rozwinęła wątek romantyczny, który kompletnie nie przekonał mnie do siebie, rażąc mało realistycznym wydźwiękiem.

Alex to bohaterka, która wraz z rozwojem wątku miłosnego, traci wiele ze swojej aury tajemniczości. Takie cechy jej charakteru, jak przebiegłość i zapobiegliwość w połączeniu z intrygującą profesją, która niejako skazała ją na śmierć, początkowo niezwykle intrygują. Gdy jednak dochodzi do porwania i poznania Daniela oraz dalszej ewolucji tej znajomości, bohaterka traci swoją nietuzinkową osobowość i zamiast tego czytelnikowi podawana jest miałka historia miłosna, która nie wywołała we mnie cieplejszych uczuć. W zasadzie nie rozumiem dlaczego Stephenie Meyer postanowiła dopasować do Alex "bezpłciowego" Daniela. To bowiem przecież jego brat Kevin – niepokorny, porywczy i taki męski, idealnie nadawałby się do roli jej partnera. Początkowo nawet sądziłam, że autorka zaskoczy mnie i w pewnym momencie dokona spektakularnego zwrotu akcji. Niestety nie stało się tak, więc poczułam spore rozczarowanie takim poprowadzeniem fabularnym.

Nie mogę jednak odmówić autorce umiejętnego poprowadzenia dynamiki akcji powieści sensacyjnej, jaką w dużej części niewątpliwie jest "Chemik". W powieści bowiem praktycznie cały czas coś się dzieje, więc na ten aspekt narzekać nie mogę. Zakończenie książki także mnie zadowoliło, a epilog nieco rozbawił i wywołał uśmiech na mojej twarzy.

Najnowsza powieść Stephenie Meyer to w mojej opinii dość nierówny utwór. Jego początek jest bowiem rewelacyjny, środek przeciętny, a koniec całkiem niezły. Myślę, że gdyby autorka skupiła mniejszą uwagę na wątku romantycznym, a bardziej rozbudowała warstwę sensacyjną, książę czytałoby mi się o wiele, wiele lepiej. Musicie więc sami się przekonać, czy "Chemik" spełni wasze oczekiwania.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

pokaż więcej

 
2017-05-27 17:38:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Jeśli decydujecie się poznać prawdę o przyszłości, to musicie pamiętać o tym, że każde wypowiedziane słowo staje się Przeznaczeniem. To, co zakryte, może się zmienić, ale raz ujawniona przepowiednia zawsze się ziści".


Po literaturę fantasty sięgam chyba najrzadziej w porównaniu z innymi gatunkami. Po lekturze wielce obszernej, bo składającej się z ponad 800 stron powieści pt. "Klątwa...
"Jeśli decydujecie się poznać prawdę o przyszłości, to musicie pamiętać o tym, że każde wypowiedziane słowo staje się Przeznaczeniem. To, co zakryte, może się zmienić, ale raz ujawniona przepowiednia zawsze się ziści".


Po literaturę fantasty sięgam chyba najrzadziej w porównaniu z innymi gatunkami. Po lekturze wielce obszernej, bo składającej się z ponad 800 stron powieści pt. "Klątwa przeznaczenia" mój apetyt na tego typu klimaty został w pełni zaspokojony. To była prawdziwa "cegła" książkowa, którą trudno trzymało mi się w ręku. Na szczęście wszelkie techniczne trudy czytelnicze zrekompensowała treść, która zapewniła mi godziny dobrej rozrywki.

Autorkami powieści są Monika Magoska-Suchar oraz Sylwia Dubielecka – przyjaciółki, które poznały się w liceum, a które połączyło zamiłowanie do filmów kostiumowych, muzyki filmowej, mangi i anime. Monika uwielbia rysować, jest wielką fanką mody, natomiast Sylwia pasjonuje się językiem angielskim, kocha śpiewać i tańczyć.

Arienne to młoda i atrakcyjna czarodziejka, która przybywa do Czarnej Twierdzy w Ravillonie – siedziby Związku kształcącego w przeróżnych sztukach – wojennych, łowiectwie, czy też etykiety. Jej losy zostają splecione z jednym z najbardziej pożądanych Mistrzów – Severem, który czynią ją swoją faworytą. Pomiędzy bohaterami zaczyna rodzić się uczucie, które jak się okazuje jest im przeznaczone.

Dwie autorki, osiemset stron, czyli praktycznie dwie książki scalone w jedną całość. Taka jest właśnie "Klątwa przeznaczenia" - powieść, w której w zasadzie jest wszystko, co znajdziemy w utworach fantastyczno-romansowych. Autorki w największy z możliwych sposobów rozbudowały świat przedstawiony, który składa się z wielu wątków i wielu postaci. Są oto bowiem walki na śmierć i życie, jest magia, są intrygi, nienawiść i jest także miłość, która otulona lekką erotyką, nadaje bieg całej fabule. Jest także trochę sztampy, która jakoś specjalnie nie przeszkadzała mi w całościowym odbiorze książki. Bardziej przeszkadzała mi jej waga, od której trzymania w pewnym momencie rozbolała mnie ręka.

Monika Magoska-Suchar oraz Sylwia Dubielecka w swoim debiucie bardzo szeroko wyeksponowały brutalną płaszczyznę życia kobiet w siedzibie Związku. Pod tym względem zasady rządzące światem Ravillonu stanowiły dla mnie intrygujący obszar. Otóż świat ten to sadyzm, upadlające traktowanie kobiet jako obiektów spełniania zachcianek seksualnych, barbarzyństwo i brak jakichkolwiek zasad moralnych. Wielokrotnie podczas tej lektury moje wzburzenie sięgało zenitu, a surowe łamanie regulaminu łącznie z karą śmierci, wywoływało lawinę przekleństw. Myślę, że autorki celowo zestawiły ze sobą barwny świat fantasy ze światem totalnego upodlenia i brakiem empatii. Takie połączenie bowiem zawsze wywołuje wiele emocji wśród czytelników i we mnie właśnie takowe wywołało.

Mocno niejednoznaczni bohaterowie to kolejna cecha prozy młodych debiutantek. Mowa tutaj głównie o Severze, który pod wpływem Arienne, zaczyna zmieniać swoje podejście do wielu spraw, a także do własnych słabości. Istnieje jednak także dość liczna grupa bohaterów drugoplanowych, którzy dość często wywołują ambiwalentne uczucia – od sympatii do pogardy. Gdy jeszcze dodać do tego wszechobecną namiętność, sceny seksu i swoiste zezwierzęcenie niektórych z nich, tworzy się iście wybuchowa mieszanka.

Po zakończonej lekturze "Klątwy przeznaczenia" cały czas zastanawiam się nad tym, czy nie lepszym wyjściem okazałoby się podzielenie powieści na dwa tomy. Za takim wyjściem przemawiają dwa aspekty – zakończenie nie pozostawiające wątpliwości w temacie powstania kontynuacji oraz obszerność tego tomu, który spokojnie mógłby zostać podzielony. Jedno jest jednak pewne - jestem bardzo ciekawa, co też autorki wymyślą w kolejnej książce.

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl

pokaż więcej

 
2017-05-24 18:47:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Aby zatrzymać ulotność chwili".


Tytuł tej powieści powiedział mi dość dużo i w zasadzie już od samego początku wiedziałam na kanwie jakiego wątku będzie zbudowana cała fabuła. Zastanawiam się cały czas, co spowodowało tę przewidywalność - mój wyrobiony zmysł czytelniczy czy może jednak sama wymowa tytułu. Jedno jest jednak pewne, nie zakłóciło to w żaden sposób emocji, jakie wywołała we...
"Aby zatrzymać ulotność chwili".


Tytuł tej powieści powiedział mi dość dużo i w zasadzie już od samego początku wiedziałam na kanwie jakiego wątku będzie zbudowana cała fabuła. Zastanawiam się cały czas, co spowodowało tę przewidywalność - mój wyrobiony zmysł czytelniczy czy może jednak sama wymowa tytułu. Jedno jest jednak pewne, nie zakłóciło to w żaden sposób emocji, jakie wywołała we mnie lektura "Matki mojej córki".

Magdalena Majcher to znana blogerka książkowa i pisarka, prowadząca swoją stronę pod nazwą "Przegląd czytelniczy". Na co dzień, autorka pracuje jako copywriter, publikuje swoje opowiadania w kobiecej prasie. Prywatnie szczęśliwa żona i mama dwóch synów, kochająca Bałtyk. Zadebiutowała wydaną w 2016 r. książką pt. "Jeden wieczór w Paradise”.

Nina jako szesnastoletnia nastolatka zaszła w ciążę ze swoim ukochanym chłopakiem Tomkiem. Pod wpływem kilku czynników, oddała dziecko do adopcji i wyjechała z rodzinnej Czeladzi, by ułożyć sobie życie. Gdy po siedemnastu latach niespodziewanie umiera jej ojciec, bohaterka wraca do miejsca skąd pochodzi, by zająć się matką i młodszą siostrą. Śmierć taty zapoczątkowuje lawinę wydarzeń mających swoją genezę głęboko w przeszłości Niny.

Lektura najnowszej powieści Magdaleny Majcher wywoływała we mnie stan, w którym po prostu musiałam wyrzucić z siebie, na głos, wiele wulgarnych epitetów. Zapytacie zapewne dlaczego? Otóż najwięcej emocji wzbudzała we mnie relacja na linii córka – rodzice, a w szczególności córka – matka. Małgorzata, matka Niny jako osoba dorosła winna bowiem stanowić podporę dla swojej córki, gdy ta znalazła się w tak krytycznej sytuacji. Tymczasem kobieta pozwoliła, by prym wiodły wyłącznie jej egoistyczne pobudki. Nie potrafię zrozumieć tego, jak można w pogoni za własnym marzeniem, w taki wyrachowany sposób skrzywdzić własną córkę. I pomimo faktu, że Nina usprawiedliwiała zachowanie matki, w mojej ocenie to właśnie ona zrobiła jej największą krzywdę, poddając jej chore rozwiązanie całej sytuacji. Małgorzata wywołała tym samym we mnie wiele negatywnych uczuć z obrzydzeniem i niezrozumieniem na czele. Ojciec, niejako w tle, również zawinił, jednak to właśnie matka napędziła spiralę wydarzeń, które odbiły się czkawką na życiu każdego z bohaterów tej historii.

Magdalena Majcher po raz kolejny po "Stanie nie!błogosławionym" dotknęła tematu macierzyństwa. Jednak w tym przypadku od zupełnie innej strony, czyli wpadki nastolatki, która nie jest psychicznie nastawiona na wejście w rolę matki. Zastosowany przez autorkę zabieg retrospekcji w postaci przeplatania się ze sobą teraźniejszości i wydarzeń, które miały miejsce siedemnaście lat temu, okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu bowiem otrzymałam możliwość odkrywania kolejnych fragmentów całej układanki, a napięcie jakie mi temu towarzyszyło, jedynie potęgowało moje zaciekawienie finałem całej tej historii. I pomimo tego, że praktycznie od początku domyśliłam się w jakim kierunku zmierza główny wątek, moja uwaga skupiła się na emocjach, jakie towarzyszyły tej lekturze.

"Matka mojej córki" to pełna gorzkiego posmaku opowieść o trudnych wyborach, które rzutują na nasze całe życie. O tym, że musimy ponosić konsekwencje własnych decyzji oraz o tym, że nic nie jest tylko czarne i białe. To także książka przemycająca wątek godnego rodzenia w szpitalach oraz pragnienia macierzyństwa, które zbyt często przekształca się w obsesję. Nie zawiodłam się na kolejnej powieści Magdaleny Majcher, więc wy na pewno też będziecie z tej lektury mocno zadowoleni. Emocje gwarantowane!

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1216 911 84899
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (670)

Ulubieni autorzy (168)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd