Paco 
Syn dom drzewo książka .
mężczyzna, status: Czytelnik, ostatnio widziany 5 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-02 13:46:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Salwa w serce, Synapsa, Ulubione

A więc drach. Afgański Drach.
O tyle podobny do polskiego, o ile tragiczną historią obu narodów, pół świata można obdzielić.
O tyle analogiczny, o ile krotność ciemiężców przez wieki policzyć.
O tyle równoległy, o ile wojny cierpienia potęgują.
I siostrzany o tyle , o ile kolory życia podobne być mogą.
Drach - wolności synonim.
Latawiec - niezależności wariacja.
By zdołał się wzbić,...
A więc drach. Afgański Drach.
O tyle podobny do polskiego, o ile tragiczną historią obu narodów, pół świata można obdzielić.
O tyle analogiczny, o ile krotność ciemiężców przez wieki policzyć.
O tyle równoległy, o ile wojny cierpienia potęgują.
I siostrzany o tyle , o ile kolory życia podobne być mogą.
Drach - wolności synonim.
Latawiec - niezależności wariacja.
By zdołał się wzbić, potrzeba mu niewiele.
Wystarczy serca poryw i wiara. Wiara w ludzi.
Dobrej myśli podmuch, zaufania bryza, przyjaźni zefirek.
W powietrzu tak łatwo już nie będzie. Leciutko napięte płótno, gdy muśnie je wiatr, zadrży nagle, jak tylko silniejszy powiew poczuje. Lecz nadal ufne będzie, gdyż oddanie sterującym nim ludziom silniejsze. I to go zgubi w końcu, bo cechy, które go wyróżniają, solą są w oku.
Cyklonu, który nadciąga.
Sztormu, który wywróci Jego świat do góry nogami.
Huraganu, który wwierci mu w serce cierń. I tam pozostanie.
Rana tkwić będzie także w moim sercu.
I niech tak zostanie.
Ponieważ w błogiej nieświadomości trwanie, po stokroć gorsze jest od prawdy.
Dla Was  --  tysiąc razy.
Afirmuję.

pokaż więcej

 
2018-07-31 15:07:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Tess GERRITSEN

Wróżka ma kilka do wyboru opcji.
Może w kulę żurawia zapuścić, ostatnie soki z tarota wycisnąć. Bądź kawoholiczką zostać, by fusów nazbierać. I wszystko to w oparów ziołowych oceanie.
Zdemaskowała Muska niejakiego Elona, co ze swoją Firmą Kogucik na kolana NASA rzucił. I to lat trzy z hakiem wcześniej się stało. Niźli malutki Elonik swą pierwszą rakietę na orbitę posłał. Psim swędem kabalarka...
Wróżka ma kilka do wyboru opcji.
Może w kulę żurawia zapuścić, ostatnie soki z tarota wycisnąć. Bądź kawoholiczką zostać, by fusów nazbierać. I wszystko to w oparów ziołowych oceanie.
Zdemaskowała Muska niejakiego Elona, co ze swoją Firmą Kogucik na kolana NASA rzucił. I to lat trzy z hakiem wcześniej się stało. Niźli malutki Elonik swą pierwszą rakietę na orbitę posłał. Psim swędem kabalarka Tess wykrakała proroctwo dla zdarzeń autentycznych i jak najbardziej realnych, obecnie.
Kompilacja zdarzeń na szczęście nie nastąpiła. Bo byśmy nie mieli na karku Dyrektora Ojca, tylko galaretkę zieloną łapczywie nasze DNA żrącą. A tak szczęście w nieszczęściu babcine emeryturki tylko :)
Dzieje się. Ludziska za eksploracyjne odpokutują pasje. Idiotę armia z siebie zrobi. A Houston będzie miało, a jakże, problem.
Nam, cztającym, nic z tych nie grozi rzeczy. Oprócz wakacyjnego czasu wytracania. Przyjemnego zwojów poskręcania. I tematyki kosmicznej podziobania.
Wersy z animuszem kreślone, odrobiną sensacji zanęcone, nutką romansu ogacone, wątkami horroru okopcone, do tego akcją zachachmęcone, są jak rachunki o czasie płacone.
Monity nie grożą i karnych odsetek nie nałożą, tym co do końca wakacji do lektury się przyłożą :)

pokaż więcej

 
2018-07-25 16:48:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, King
Autor:

Na Świecie istnieje USA.
We Wszechświecie występuje USA.
Gdzie spojrzysz, dokąd pójdziesz natkniesz się na USA.
No...gdzieś, za kilkoma czarnymi dziurami jest ponoć Rosja.
Ale tak naprawdę to informacja niepotwierdzona.
USA nam jeść dają. USA nas otaczają.
Faktycznie King błysnął. W kapuście Go nie znaleźli.
To tu, to tam, sypią się iskry Jego talentu. Wycieka Krynica mądrości. Wybuchają...
Na Świecie istnieje USA.
We Wszechświecie występuje USA.
Gdzie spojrzysz, dokąd pójdziesz natkniesz się na USA.
No...gdzieś, za kilkoma czarnymi dziurami jest ponoć Rosja.
Ale tak naprawdę to informacja niepotwierdzona.
USA nam jeść dają. USA nas otaczają.
Faktycznie King błysnął. W kapuście Go nie znaleźli.
To tu, to tam, sypią się iskry Jego talentu. Wycieka Krynica mądrości. Wybuchają granaty myśli złotych. A erudycja z maestrią w uścisku tkwią.
Jedźmy dalej.
Palące policzki są ? Są. Rozbiegane myśli spustoszenie sieją ? Sieją. Dni kilka z życiorysu wyrwane ? Wyrwane.
No to co się czepiam ?
Łan -- nie mam obywatelstwa jankeskiego i nerwowy tik mnie dopada,  gdy konstatuję, że nawet marsjanie Amerykanami są. Tfiu - biedne meritum przysypywane co rusz bilionami nazw własnych i jako Polak ( wg. Kinga takie coś w przyrodzie nie występuje) nie znając definicji tych wyrazów zmuszany byłem przyjąć je bez zrozumienia. Bo ich etymologia powinna być oczywista we wszystkich nacjach świata. Amerykańskich przecież. Tfrii -  dorabiając ideologię do wyglądu konia, niezależnie od nurtu, w którym  piszemy, zaskoczymy go tym, że ma pazury, jego rżenie w piękny sopran przechodzi a na basenie, nosi ciasny strój kąpielowy.
Bo konie też czytają, panie King.
Obyczaj obczają, horror haratną i politcal fiction wykoszą.
Byleby traktować je jak mustangi.
Choćby faktycznie w Pcimiu mieszkały.
I z pozoru szkapiny przypominały.

pokaż więcej

 
2018-07-22 15:43:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Pojemne przemyślenia w kwestii bara bara bara.
Wnikliwa analiza riki tiki tak.
Popędzany popędem autor pędzi przekazać ludzkości, jak penetrował głęboko, jak często i ile potu przy tym wylał. Jak obiekty piszczały, jęczały i kwiliły.
Gdyż tytuł brzmieć winien - OBIEKTY.
Które same do łóżka się pchają ,bo sex ( czyt.rypanie) z podstarzałym wierszokletą to dla nich nobilitacja, prestiżu...
Pojemne przemyślenia w kwestii bara bara bara.
Wnikliwa analiza riki tiki tak.
Popędzany popędem autor pędzi przekazać ludzkości, jak penetrował głęboko, jak często i ile potu przy tym wylał. Jak obiekty piszczały, jęczały i kwiliły.
Gdyż tytuł brzmieć winien - OBIEKTY.
Które same do łóżka się pchają ,bo sex ( czyt.rypanie) z podstarzałym wierszokletą to dla nich nobilitacja, prestiżu podniesienie i marzeń spełnienie.
Co za bzdury. Procentowo takich obiektów  jest w społeczeństwie tyle, z iloma spał. Czyli przyszły do niego wszystkie aktualnie dostępne.
Obiekty przegrane. Obiekty zawiedzione. I dekadenckie obiekty.
Reszta to kobiety, o których łaskaw wspomnieć nie był.
Kobiety, które od życia oczekują więcej. Kobiety, które nie mają zaburzonego systemu wartości. Kobiety, dzięki którym seks staje się poezją.
Bukowski daje ciała nie tylko fizycznie zresztą. Pisarsko też to czyni, powierzchownie i chamsko traktując siebie. A jak głosi stare przysłowie pszczół, ,,nie pokochasz ludzi, dopóki nie zaakceptujesz siebie,,.
Brak więc szacunku do własnej osoby, skutkuje traktowaniem kobiet w sposób przedmiotowy. A panaceum na szczęście to jurny penis. I wątroba z tytanu.
Pożal się Boże nad taką prozą.
I nad takim życiem.

pokaż więcej

 
2018-06-22 07:48:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dr David Hunter (tom 4)

Plujki zmarginalizowane muchy.
Anatomiczny ciała zignorowany rozkład.
Stół zbagatelizowany sekcyjny.
I zapachu wyabstrahowanie wszystkiego tego.
Pozostał Hunter sam.
Jako detektyw, tajniak, śledczy, podpatrywacz, świadek, wywiadowca, agent i plenipotent. A także jako prokurent, pełnomocnik, wtyka, kret i gumowe ucho.
Tylko nie jako doktor.
Przyszli mistrzowie świata, w meczu z Senegalem...
Plujki zmarginalizowane muchy.
Anatomiczny ciała zignorowany rozkład.
Stół zbagatelizowany sekcyjny.
I zapachu wyabstrahowanie wszystkiego tego.
Pozostał Hunter sam.
Jako detektyw, tajniak, śledczy, podpatrywacz, świadek, wywiadowca, agent i plenipotent. A także jako prokurent, pełnomocnik, wtyka, kret i gumowe ucho.
Tylko nie jako doktor.
Przyszli mistrzowie świata, w meczu z Senegalem napisali historię podobną. W pierwszej połowie zapałki pod powiekami nie pomagały. Wir wydarzeń piórka by nie poruszył. A dramaturgia bliżej dramatu oscylowała. Ospałe okrzyki kibiców w tle i me westchnienia ciężkie, akustyką czytelni dobijały. Milik pięknie podawał piłkę wrogom, ja na zegarek spoglądając o kres się modliłem. Książki , o której słów kilka napisać muszę. Bo gdzieś pod koniec cóś drgnęło. Napięło się, zwarło i oznaki skonsolidowania ujawniło. By w końcu zaskoczyć.
Tyle, że dziewięćdziesiąta minuta była.
I w doliczonym czasie na wdechu końcówkę przeczytałem.
Jako kibic zapalony Niespokojnych Zmarłych przekartkuję.
Tak jak na starcie tytanów z Kolumbią zerknę :)
Byleby Beckett skład zmienił.
Bo z sentymentem, to ani się dobrze czyta, ani gra.

pokaż więcej

 
2018-05-31 11:59:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Synapsa

To tak, jakby tyłem iść.
Ale twarzą do przodu zwróconym.
Film na podglądzie wstecz przewijać.
Ale na starym, zacinającym się magnetowidzie.
Wsiąść do pociągu byle jakiego.
Co i w polu stanie i na stacyjce maleńkiej, a przez wielkie dworce z hukiem się przetoczy.
Fasola, wojna, saksofon, kapelusz.
I Zuzia. Świnia Zuzia.
To pryzmat szeptanki.
O dzieciństwa traumie. O mirażu komuny czasów.
I...
To tak, jakby tyłem iść.
Ale twarzą do przodu zwróconym.
Film na podglądzie wstecz przewijać.
Ale na starym, zacinającym się magnetowidzie.
Wsiąść do pociągu byle jakiego.
Co i w polu stanie i na stacyjce maleńkiej, a przez wielkie dworce z hukiem się przetoczy.
Fasola, wojna, saksofon, kapelusz.
I Zuzia. Świnia Zuzia.
To pryzmat szeptanki.
O dzieciństwa traumie. O mirażu komuny czasów.
I szukaniu sensu. W bezsensie.
Tego rodzaju deliberacje napisać mógł tylko duży chłopak. Taki, co chleb z niejednego jadł pieca. Pasł gęsi, patykiem je ponaglając. Śmierci podczas wojny w oczy spoglądał. Przez stalinowski nurt dryfował. By w 1989 roku Pana Boga za nogi złapać. I w końcu na iPadzie, iPhonie czy innym kosmicznym ustrojstwie swe credo zanotować.
Chłopak, który się żywotowi nie kłaniał.
Chłopak, który wziął go za rogi.
I dał radę.

P.S
Nie jestem taki pewien, że facet po fasolę przyszedł.
Ale jednego jestem pewien, jak nie wiem co.
Że jeżeli nawet po fasolę, to i tak zapomniał, po co ...

pokaż więcej

 
2018-05-19 01:30:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Kryminał

Czarny chleb i czarna kawa.
I ta książka. Przyciężkawa.
Mroczny dzień i mroczna niwa.
Pozbierały swoje żniwa.
Autor wygenerował dzieło ponure. 
Gdzie życia kolory są tylko bure.
Ciemne są myśli, ciemne są czyny.
Brudne od sadzy są też przyczyny.
Postępowania, wygrzebywania i pogwałcania
Pięknych cech literackich
Jakby skurczył się świat 
Do spraw łajdackich.
Nie tędy droga Harcie łaskawy
Daj...
Czarny chleb i czarna kawa.
I ta książka. Przyciężkawa.
Mroczny dzień i mroczna niwa.
Pozbierały swoje żniwa.
Autor wygenerował dzieło ponure. 
Gdzie życia kolory są tylko bure.
Ciemne są myśli, ciemne są czyny.
Brudne od sadzy są też przyczyny.
Postępowania, wygrzebywania i pogwałcania
Pięknych cech literackich
Jakby skurczył się świat 
Do spraw łajdackich.
Nie tędy droga Harcie łaskawy
Daj nam nadziei garść, choć smak cierpkawy
Daj dobry nastrój, balsam na duszę
Na brzdącach gwałty już się nie skuszę
Nie dawaj zimnej jak stal beznadziei
Lub opuść grono mych czarodziei.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
285 285 69262
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (792)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd