Paco 
Syn dom drzewo książka .
mężczyzna, status: Czytelnik, ostatnio widziany 5 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-01 22:30:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Millennium (tom 5)

Różnie kombinuję.
Było tak.
Zarys fabuły. Skrojony i pofastrygowany szkic. W rezultacie przybicie piątki z duchem Larssona. I ,,Co Nas Nie Zabije,, z powijaków wyszło. Zatrudniając tylko Lagercrantza rękę.
Tam się udało.
Tom niniejszy dał angaż iskrze bożej, w Lagercrantzowej makówce obecnej. Która być się okazała samej siebie cieniem. Płomyka ociupinką i szczypty krztynką :) Tu, jak zapewne...
Różnie kombinuję.
Było tak.
Zarys fabuły. Skrojony i pofastrygowany szkic. W rezultacie przybicie piątki z duchem Larssona. I ,,Co Nas Nie Zabije,, z powijaków wyszło. Zatrudniając tylko Lagercrantza rękę.
Tam się udało.
Tom niniejszy dał angaż iskrze bożej, w Lagercrantzowej makówce obecnej. Która być się okazała samej siebie cieniem. Płomyka ociupinką i szczypty krztynką :) Tu, jak zapewne się Państwo domyślają, się nie udało.
Albo...
Część poprzednią spolszczyli wspólnie, Pan Tłumacz z Panią Tłumaczową.
I się udało.
A na wolumen obecny Pani Tłumaczowa focha strzeliła.
Na placu boju, samca alfa samego zostawiając.
I tu się nie udało.
Albo...
Kupiłem parodię Millenium, bo bez okularów do księgarni zawitałem i tom właściwy ciągle tam na mnie czeka.
Albo...
Niewiarygodne losu zrządzenia, egipskie plagi, dopusty boże i nieszczęścia inne, skomasowały te trzy hipotezy.
I...być może dobrze ,że Salander tego nigdy nie przeczyta.
I ś.p. Larsson.

pokaż więcej

 
2018-09-08 11:14:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Stulecie Winnych (tom 1)

Niemcy mordowali i grabili.
Ruscy gwałcili , mordowali i grabili.
Przez lat setki.
A w środku Polska. Nasza Ojczyzna. Nasz dom.
Nasi dziadkowie, rodzice, rodzeństwo, przyjaciele.
Jak potworne krzywdy wyrządziły nam te dwa narody.
Jakim wykazały się przy tym bestialstwem i zwyrodnieniem.
Żadnemu Polakowi, mam nadzieję, przypominać nie trzeba.
Pani Ałbena przypomina, lecz robi to na kanwie...
Niemcy mordowali i grabili.
Ruscy gwałcili , mordowali i grabili.
Przez lat setki.
A w środku Polska. Nasza Ojczyzna. Nasz dom.
Nasi dziadkowie, rodzice, rodzeństwo, przyjaciele.
Jak potworne krzywdy wyrządziły nam te dwa narody.
Jakim wykazały się przy tym bestialstwem i zwyrodnieniem.
Żadnemu Polakowi, mam nadzieję, przypominać nie trzeba.
Pani Ałbena przypomina, lecz robi to na kanwie rodzinnej sagi. Nie koloryzując, ale także zbytnio nie dramatyzując. Dlatego warto wziąć do ręki Jej powieść, jako memento.
Jako upiora ślad. I jako wspomnień reminiscencję.
Bo tak jak u babci, potem mamy a następnie córki pojawia się na skórze w tym samym miejscu znamię, tak sąsiedzi nasi genów wyzbyć się nie mogą.
I z przekonaniem stwierdzam, nie chcą.
Pisarska biegłość w/w Pani to temat odrębny, notę zaniżający i rzekłbym nawet, żakowski. O ile Małecki na przykład, pisząc empirie tożsame, spowija nas całunem ekspresyjności i magii, o tyle Imć Grabowska tyły podaje, zdania niczym gimnazjalistka klecąc. Myśli przewodnie z oka tracąc i klamerek fabułę spinających szukając.
Ma dziewczyna parcie na celulozę i zaprawdę wyborny to kierunek.
Za to piórem machać i kleksy fabrykować, to już w Tosinych przygodach Plastuś potrafił.
A nawet bakcyla zasiać.
Co udało się także autorce na szczęście.
Bo wici za tomem drugim rozsyłam .

pokaż więcej

 
2018-08-23 17:00:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cykl gliwicki (tom 2) | Seria: Ze Strachem

Nie przestał pić, ale przestał bić. Kobiety.
Tylko, że to nie wystarczy.
Bo kreacja podłych postaci Czomolungmy sięga.
A na nasze podwórko wracając, szczytu radiostacji gliwickiej dosięga.
I w bolesnym szpagacie rozeznania nie miałem.
Czy na fabule się skupić, czy na metodzie jej doręczenia.
I, by w głowie chaos poskromić, muszę oddzielić libretto od bębnienia.
Ponieważ różnice są nie...
Nie przestał pić, ale przestał bić. Kobiety.
Tylko, że to nie wystarczy.
Bo kreacja podłych postaci Czomolungmy sięga.
A na nasze podwórko wracając, szczytu radiostacji gliwickiej dosięga.
I w bolesnym szpagacie rozeznania nie miałem.
Czy na fabule się skupić, czy na metodzie jej doręczenia.
I, by w głowie chaos poskromić, muszę oddzielić libretto od bębnienia.
Ponieważ różnice są nie przymierzając, jak oglądanie chatki w stylu zakopiańskim.
A daczą nizinną, o poszyciu płaskim.
Tak więc manufaktura jak saharyjski piach lotna,
technika zręczna niczym młokosa ręka po smartfonie obrotna,
wyrazistość na kształt nowej telewizji co ją Marian Barbarze zakupił,
biegłość wzorem pani Święty–Ersetic na 400m. zaszczepił.
A talent niedorównany, wszem wobec uznawany.
To prawa rozkroku noga.
Z lewą gorzej romans wygląda.
Diabły w Gliwicach żyjące, diablice bluźniące,wulgaryzmów natłok i dziecięcych zwłok, sprawiły, że ciężaru nie udźwignęła.
Gatunkowego ciężaru.
Rozbrat z prawą wzięła i do piekła mnie wciągnęła.
Śląskiego piekła, które istnieje, owszem, lecz jak wiadomo wszem, w skali słonia do wszem ( wszy ).
Chmielarz zwielokrotnił przemoc, spotęgował policji niemoc, nakręcając nienawiści spiralę, a ja te mity obalę.
Zaprotestuję, a nie jak autor, ekosystem zatruję.
Rzeczywistość zobrazuję i jej nie zafałszuję.
Otóż śląska ziemia na świat wydaje, synów tych samych co inne kraje.
Czy to Hawaje, czy to Malaje, czy inne polskie zielone gaje.
Wszędzie są święci, wszędzie są zbiry.
Za jednostronność masz Wojciechu wciry.
Przestań się znęcać nad Gliwicami, robiąc mieszkańców głupcami.
I odpuść sobie tę serię, bo mam na nią alergię.

Aha. Maciupka dygresja w formie pytania.
Czy komuś wiadomo, by Chmielarz wydawał w Szwecji pod pseudonimem
Läckberg ?

pokaż więcej

 
2018-08-02 13:46:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Salwa w serce, Synapsa, Ulubione

A więc drach. Afgański Drach.
O tyle podobny do polskiego, o ile tragiczną historią obu narodów, pół świata można obdzielić.
O tyle analogiczny, o ile krotność ciemiężców przez wieki policzyć.
O tyle równoległy, o ile wojny cierpienia potęgują.
I siostrzany o tyle , o ile kolory życia podobne być mogą.
Drach - wolności synonim.
Latawiec - niezależności wariacja.
By zdołał się wzbić,...
A więc drach. Afgański Drach.
O tyle podobny do polskiego, o ile tragiczną historią obu narodów, pół świata można obdzielić.
O tyle analogiczny, o ile krotność ciemiężców przez wieki policzyć.
O tyle równoległy, o ile wojny cierpienia potęgują.
I siostrzany o tyle , o ile kolory życia podobne być mogą.
Drach - wolności synonim.
Latawiec - niezależności wariacja.
By zdołał się wzbić, potrzeba mu niewiele.
Wystarczy serca poryw i wiara. Wiara w ludzi.
Dobrej myśli podmuch, zaufania bryza, przyjaźni zefirek.
W powietrzu tak łatwo już nie będzie. Leciutko napięte płótno, gdy muśnie je wiatr, zadrży nagle, jak tylko silniejszy powiew poczuje. Lecz nadal ufne będzie, gdyż oddanie sterującym nim ludziom silniejsze. I to go zgubi w końcu, bo cechy, które go wyróżniają, solą są w oku.
Cyklonu, który nadciąga.
Sztormu, który wywróci Jego świat do góry nogami.
Huraganu, który wwierci mu w serce cierń. I tam pozostanie.
Rana tkwić będzie także w moim sercu.
I niech tak zostanie.
Ponieważ w błogiej nieświadomości trwanie, po stokroć gorsze jest od prawdy.
Dla Was  --  tysiąc razy.
Afirmuję.

pokaż więcej

 
2018-07-31 15:07:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Tess GERRITSEN

Wróżka ma kilka do wyboru opcji.
Może w kulę żurawia zapuścić, ostatnie soki z tarota wycisnąć. Bądź kawoholiczką zostać, by fusów nazbierać. I wszystko to w oparów ziołowych oceanie.
Zdemaskowała Muska niejakiego Elona, co ze swoją Firmą Kogucik na kolana NASA rzucił. I to lat trzy z hakiem wcześniej się stało. Niźli malutki Elonik swą pierwszą rakietę na orbitę posłał. Psim swędem kabalarka...
Wróżka ma kilka do wyboru opcji.
Może w kulę żurawia zapuścić, ostatnie soki z tarota wycisnąć. Bądź kawoholiczką zostać, by fusów nazbierać. I wszystko to w oparów ziołowych oceanie.
Zdemaskowała Muska niejakiego Elona, co ze swoją Firmą Kogucik na kolana NASA rzucił. I to lat trzy z hakiem wcześniej się stało. Niźli malutki Elonik swą pierwszą rakietę na orbitę posłał. Psim swędem kabalarka Tess wykrakała proroctwo dla zdarzeń autentycznych i jak najbardziej realnych, obecnie.
Kompilacja zdarzeń na szczęście nie nastąpiła. Bo byśmy nie mieli na karku Dyrektora Ojca, tylko galaretkę zieloną łapczywie nasze DNA żrącą. A tak szczęście w nieszczęściu babcine emeryturki tylko :)
Dzieje się. Ludziska za eksploracyjne odpokutują pasje. Idiotę armia z siebie zrobi. A Houston będzie miało, a jakże, problem.
Nam, cztającym, nic z tych nie grozi rzeczy. Oprócz wakacyjnego czasu wytracania. Przyjemnego zwojów poskręcania. I tematyki kosmicznej podziobania.
Wersy z animuszem kreślone, odrobiną sensacji zanęcone, nutką romansu ogacone, wątkami horroru okopcone, do tego akcją zachachmęcone, są jak rachunki o czasie płacone.
Monity nie grożą i karnych odsetek nie nałożą, tym co do końca wakacji do lektury się przyłożą :)

pokaż więcej

 
2018-07-25 16:48:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, King
Autor:

Na Świecie istnieje USA.
We Wszechświecie występuje USA.
Gdzie spojrzysz, dokąd pójdziesz natkniesz się na USA.
No...gdzieś, za kilkoma czarnymi dziurami jest ponoć Rosja.
Ale tak naprawdę to informacja niepotwierdzona.
USA nam jeść dają. USA nas otaczają.
Faktycznie King błysnął. W kapuście Go nie znaleźli.
To tu, to tam, sypią się iskry Jego talentu. Wycieka Krynica mądrości. Wybuchają...
Na Świecie istnieje USA.
We Wszechświecie występuje USA.
Gdzie spojrzysz, dokąd pójdziesz natkniesz się na USA.
No...gdzieś, za kilkoma czarnymi dziurami jest ponoć Rosja.
Ale tak naprawdę to informacja niepotwierdzona.
USA nam jeść dają. USA nas otaczają.
Faktycznie King błysnął. W kapuście Go nie znaleźli.
To tu, to tam, sypią się iskry Jego talentu. Wycieka Krynica mądrości. Wybuchają granaty myśli złotych. A erudycja z maestrią w uścisku tkwią.
Jedźmy dalej.
Palące policzki są ? Są. Rozbiegane myśli spustoszenie sieją ? Sieją. Dni kilka z życiorysu wyrwane ? Wyrwane.
No to co się czepiam ?
Łan -- nie mam obywatelstwa jankeskiego i nerwowy tik mnie dopada,  gdy konstatuję, że nawet marsjanie Amerykanami są. Tfiu - biedne meritum przysypywane co rusz bilionami nazw własnych i jako Polak ( wg. Kinga takie coś w przyrodzie nie występuje) nie znając definicji tych wyrazów zmuszany byłem przyjąć je bez zrozumienia. Bo ich etymologia powinna być oczywista we wszystkich nacjach świata. Amerykańskich przecież. Tfrii -  dorabiając ideologię do wyglądu konia, niezależnie od nurtu, w którym  piszemy, zaskoczymy go tym, że ma pazury, jego rżenie w piękny sopran przechodzi a na basenie, nosi ciasny strój kąpielowy.
Bo konie też czytają, panie King.
Obyczaj obczają, horror haratną i politcal fiction wykoszą.
Byleby traktować je jak mustangi.
Choćby faktycznie w Pcimiu mieszkały.
I z pozoru szkapiny przypominały.

pokaż więcej

 
2018-07-22 15:43:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Pojemne przemyślenia w kwestii bara bara bara.
Wnikliwa analiza riki tiki tak.
Popędzany popędem autor pędzi przekazać ludzkości, jak penetrował głęboko, jak często i ile potu przy tym wylał. Jak obiekty piszczały, jęczały i kwiliły.
Gdyż tytuł brzmieć winien - OBIEKTY.
Które same do łóżka się pchają ,bo sex ( czyt.rypanie) z podstarzałym wierszokletą to dla nich nobilitacja, prestiżu...
Pojemne przemyślenia w kwestii bara bara bara.
Wnikliwa analiza riki tiki tak.
Popędzany popędem autor pędzi przekazać ludzkości, jak penetrował głęboko, jak często i ile potu przy tym wylał. Jak obiekty piszczały, jęczały i kwiliły.
Gdyż tytuł brzmieć winien - OBIEKTY.
Które same do łóżka się pchają ,bo sex ( czyt.rypanie) z podstarzałym wierszokletą to dla nich nobilitacja, prestiżu podniesienie i marzeń spełnienie.
Co za bzdury. Procentowo takich obiektów  jest w społeczeństwie tyle, z iloma spał. Czyli przyszły do niego wszystkie aktualnie dostępne.
Obiekty przegrane. Obiekty zawiedzione. I dekadenckie obiekty.
Reszta to kobiety, o których łaskaw wspomnieć nie był.
Kobiety, które od życia oczekują więcej. Kobiety, które nie mają zaburzonego systemu wartości. Kobiety, dzięki którym seks staje się poezją.
Bukowski daje ciała nie tylko fizycznie zresztą. Pisarsko też to czyni, powierzchownie i chamsko traktując siebie. A jak głosi stare przysłowie pszczół, ,,nie pokochasz ludzi, dopóki nie zaakceptujesz siebie,,.
Brak więc szacunku do własnej osoby, skutkuje traktowaniem kobiet w sposób przedmiotowy. A panaceum na szczęście to jurny penis. I wątroba z tytanu.
Pożal się Boże nad taką prozą.
I nad takim życiem.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
288 288 71159
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (824)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd