Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
SkrytaKsiążka 
skrytaksiazka.blogspot.com
20 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 8 cytatów, ostatnio widziana 3 dni temu
Teraz czytam
  • Królewska klatka
    Królewska klatka
    Autor:
    Trzeci tom bestsellerowej serii „Czerwona Królowa”. Mare jest pilnie strzeżonym więźniem zdanym na łaskę i niełaskę Mavena. Dręczą ją wspomnienia własnych błędów, a działanie Cichego Kamienia pozbawi...
    czytelników: 2392 | opinie: 81 | ocena: 7,34 (477 głosów) | inne wydania: 1
  • Miasto niebiańskiego ognia
    Miasto niebiańskiego ognia
    Autor:
    Ciemność ogarnęła świat Nocnych Łowców. Chaos i destrukcja obezwładniają Nefilim, ale Clary, Jace, Simon i ich przyjaciele łączą siły, żeby walczyć z największym złem, z jakim kiedykolwiek się zetknęl...
    czytelników: 14277 | opinie: 542 | ocena: 8,45 (5571 głosów) | inne wydania: 3
  • Szturm i Grom
    Szturm i Grom
    Autor:
    Ciemność nie umiera. Uciekła za Morze Prawdziwe. Nękają ją duchy ludzi, których zabiła w Fałdzie Cienia. Ukrywa swoją tożsamość jedynej Przyzywaczki Słońca. Teraz Alina próbuje ułożyć sobie życie w o...
    czytelników: 1140 | opinie: 43 | ocena: 7,39 (462 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-19 18:26:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2017-07-19 18:25:45
Ma nowego znajomego: 19Kinga_70
 
2017-07-19 18:25:34
Ma nowego znajomego: Asia
 
2017-07-07 16:44:43
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Grisza (tom 2)
 
2017-07-07 16:43:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 1)

Dziewiętnastoletnia Feyra jest łowczynią. Podczas srogiej zimy zapuszcza się daleko od domu, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythianu, krainy zamieszkanej przez rasę obdarzonych magią śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem. Podczas polowania, Feyra zabija wilka. Wkrótce po tym wydarzeniu, w drzwiach jej chatki pojawia się pochodzący z... Dziewiętnastoletnia Feyra jest łowczynią. Podczas srogiej zimy zapuszcza się daleko od domu, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythianu, krainy zamieszkanej przez rasę obdarzonych magią śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem. Podczas polowania, Feyra zabija wilka. Wkrótce po tym wydarzeniu, w drzwiach jej chatki pojawia się pochodzący z wysokiego rodu Tamlin w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za tej czyn. Dziewczyna musi wybrać - albo uda się razem z Tamlinem do Prythianu i spędzi tam resztę swoich dni, albo zginie w nierównej walce.

Długo zabierałam się za sięgnięcie po tę pozycję, a zaczynając ją czytać nie spodziewałam się niczego konkretnego. Opinie na jej temat były bardzo podzielone i kontrowersyjne. Zazwyczaj spotykałam się jednak z tymi bardziej pochlebnymi i moja skromna recenzja również będzie do takich należeć. Sarah J. Maas po raz kolejny pokazała co potrafi, w genialny sposób. Zdaję sobie sprawę, że to dopiero pierwsza część nowej serii, więc całość dopiero się rozkręca.

Powieść z połączenia baśni o pięknej i bestii oraz legend o czarodziejskich istotach wywołała na mnie ogromne wrażenie. Ciężko mi o niej cokolwiek napisać, ponieważ mam mętlik w głowie po wydarzeniach z książki, które sprawiły, że czułam się zmieszana, zdenerwowana, zniecierpliwiona, wystraszona i szczęśliwa. Pojawiły się sytuacje, przez które dostawałam palpitacje serca, ale też takie, które nie zaskoczyły mnie w jakikolwiek sposób.

Główna bohaterka nie była osobą do której mentalnie się przywiązałam. Bywały momenty kiedy nie akceptowałam jej decyzji, ale w pełni rozumiałam jej postępowanie. Feya z rozdziału na rozdział stawała się coraz bardziej rozważna i mądrzejsza. Podobało mi się to, ponieważ była tylko człowiekiem, a otaczali ją fae - istoty magiczne i nieśmiertelne. Sam Tamlin był w porządku, jednak i tak najbardziej polubiłam i zżyłam się z bohaterami drugoplanowymi. Z niecierpliwością czekałam na fragmenty i samą obecność Rhysanda - księcia Dworu Nocy, jak i Luciena - posła i przyjaciela Tamlina. Oboje ze świetnymi charakterami, ironiczni, zabawni, na swój sposób tajemniczy.

Akcja powieści rozgrywa się stopniowo, krok po kroku. Nie zostajemy wrzuceni od razu w wir wydarzeń. Autorka przedstawia nam świat wykreowany kawałek po kawałku, odkrywamy jego tajemnice i to jaki jest w dalszej części historii. Nie wszystkie informacje możemy dostać od razu na tacy, co mi się bardzo podobało. Nie czułam się w żaden sposób osaczona, ale z rozdziału na rozdział moja ciekawość rosła, ponieważ nie miałam pojęcia do czego ta historia dąży.

Styl pisania Sarah J. Maas po raz kolejny mnie nie zawiódł. To jak wszystko się potoczyło i zespoliło ze sobą, sprawiło, że natychmiastowo potrzebowałam drugiego tomu. Już teraz wiem jak bardzo pokocham tą serię, zapewne równie mocno jak Szklany tron, który stanowi jedną z moich ukochanych serii książkowych. Intrygi, tajemnice, niepewność i magia są genialnym połączeniem tej powieści. Bohaterowie świetnie wykreowani, świat w którym sami chcielibyśmy żyć, a także wszystkie wydarzenia, które sprawiają, że nie możemy odłożyć książki w dowolnym momencie. Wciągnęła, pochłonęła i sprawiła, że zakochałam się w tej historii.

Dwór cierni i róż stanowi fenomenalne rozpoczęcie nowej serii bestsellerowej autorki Szklanego tronu. Nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, jak fantastyczny musi być drugi tom, skoro pierwszy był według mnie tak dobry. Jak najszybciej muszę zabrać się za Dwór mgieł i furii, a Wy jeśli nie czytaliście jeszcze tej książki - koniecznie musicie to zmienić. Po raz kolejny przekonałam się i utwierdziłam w przekonaniu, że Sarah J. Maas jest moją ulubioną autorką z zasłużonego powodu.

pokaż więcej

 
2017-07-04 16:00:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem. Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program... Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem. Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy.

Są takie książki, które już po samym prologu potrafią nas oczarować i wiemy, że do końca będą fantastyczne i cudowne. Takie, które już od pierwszego zdania potrafią wywołać mnóstwo myśli i emocji. Właśnie tak było w trakcie mojej przygody z powieścią "Światło, które utraciliśmy" po której nie spodziewałam się niczego fascynującego. Wiedziałam, że to historia miłosna, prawdopodobnie myślałam również, że skończy się tak jak wszystkie.. ależ ja się myliłam. Wstyd, wstyd i jeszcze raz wstyd. Muszę wybaczyć samej sobie, że tak pomyślałam. Nie będzie łatwo.

Cała historia jest opowieścią Lucy, w całości skierowaną do mężczyzny, którego nigdy tak naprawdę nie przestała kochać. Od samego początku do końca jest przedstawiona z jej punktu widzenia. Podobało mi się to straszliwie, gdyż poznanie jej myśli, decyzje, które ciążyły jej na sumieniu, działania, które podjęła - były uzasadnione. Wiemy dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Wszystko brało się z "czegoś". Fabuła jest do bólu autentyczna i spokojnie mogłaby spotkać każdą z nas - mówię tu o nas, kobietach. Problemy z jakimi się zmagała są realistyczne, jak na normalną kobietę przystało.

Nie jest to bohaterka, która irytuje i z całego serca ją polubiłam. Poza tym ogromnie tej dwójce kibicowałam i nie chciałam znać zakończenia, uwierzcie mi - nie chciałam wiedzieć jak to wszystko może się skończyć, starałam się nawet o tym nie myśleć, gdyż to brzmiało tak strasznie. Te wszystkie przemyślenia, zdania tak do bólu prawdziwe, ściskały moje serce i miałam kompletne zawirowanie w głowie. Bałam się tych wydarzeń, które czekały mnie na kartach tej powieści. Bałam się tego co jeszcze mnie spotka. Te anegdoty dotyczące losu, Boga, tego czy to los kieruje nami, przeznaczenie czy może my sami.. całość tak skumulowała się w mojej głowie, że to było dla mnie za wiele.

Nie wiemy czym dokładnie kierował się Gabe, co myślał, gdyż mamy przedstawione spojrzenie na całą sprawę ze strony Lucy. Autorka świetnie odwzorowuje każdy najmniejszy detal. Akcja zaczyna się w momencie poznania tej dwójki w trakcie studiów, a później fabuła ciągnie się jeszcze bardzo długo. Wydaje mi się, że to wszystko brzmi strasznie prosto, ale niestety takie nie jest. W naszym życiu mamy wiele takich momentów kiedy musimy podjąć jakąś ważną decyzję. Czy jeśli coś pójdzie nie tak, nie wracamy często do tej sytuacji, w której zdecydowaliśmy tak a nie inaczej? Nie zastanawiamy się co by było gdyby?

Cała ta książka jest ogromnym natchnieniem i wielką inspiracją. Pokazuje jak jedna decyzja może zmienić cały bieg wydarzeń. Ukazuje również życie pod względem czasu, który należy wykorzystać jak najlepiej, jeśli jeszcze się żyje i ma się taką możliwość. Bohaterowie tej powieści zmagają się z trudnymi sytuacjami. Wydarzenia, które mają miejsce, z jednej strony nie wydają się niczym nadzwyczajnym, ale z drugiej przedstawiają przesłanie, to drugie dno, które ta cała historia miała nam przekazać. To nie jest tylko opowieść o miłości i sile marzeń, które równają się z ceną, jaką jesteśmy zapłacić za ich realizację, ale głównie o wyborach, czasie i o samym życiu.

Jestem zakochana w piórze Jill Santopolo. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z twórczością tej autorki, ale jestem oczarowana, dosłownie. Nie mogłam się oderwać od tej pozycji. Pochłonęła mnie całkowicie. Byłam wykończona emocjonalnie po jej skończeniu. Czułam się jakby mnie ktoś zjadł, przeżuł, a potem wypluł. Ostatnio tak się czułam przy czytaniu "Confess" autorstwa Colleen Hoover lub "Bez słów" Mii Sheridan. Wydaje mi się, że ta książka jeszcze długo będzie na liście moich ulubionych powieści z tej literatury.

"Światło, które utraciliśmy" to do bólu wzruszająca i pełna emocji pozycja. Nie mam słów aby wyrazić to, jak ta pozycja jest fenomenalna i jak bardzo mi się podobała. Zawładnęła moim sercem i czuję, że jeszcze przez długi czas nie opuści moich myśli. To co zafundowała mi autorka jest nieobliczalne, a z drugiej strony prawdziwe i po prostu piękne. Wszystko w niej zostało przemyślane i dopracowanie. Nie zauważyłam żadnych niedociągnięć. Uwielbiam ją.

pokaż więcej

 
2017-07-02 20:10:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Impreza z okazji 50. urodzin Seana Jacksona miała być niezapomnianym wydarzeniem. Wykwintne dania, strumienie szampana, doskonała muzyka i wytworni goście. Wieczór nie kończy się jednak tak, jak wszyscy planowali. Uczestnikami imprezy wstrząsa wiadomość o zaginięciu jednej z bliźniaczek, córek jubilata. Trzyletnia Coco rozpłynęła się w powietrzu. Ani policyjne dochodzenie, ani zakrojone na... Impreza z okazji 50. urodzin Seana Jacksona miała być niezapomnianym wydarzeniem. Wykwintne dania, strumienie szampana, doskonała muzyka i wytworni goście. Wieczór nie kończy się jednak tak, jak wszyscy planowali. Uczestnikami imprezy wstrząsa wiadomość o zaginięciu jednej z bliźniaczek, córek jubilata. Trzyletnia Coco rozpłynęła się w powietrzu. Ani policyjne dochodzenie, ani zakrojone na szeroką skalę poszukiwania nie przynoszą żadnego efektu, a bliscy przestają się łudzić, że dziewczynka kiedyś do nich wróci. Dwanaście lat później pogrzeb Seana stanie się okazją do ponownego spotkania uczestników feralnego przyjęcia. Napięta atmosfera i przemilczane fakty sprawią, że na jaw zaczną wychodzić pilnie strzeżone sekrety, a wśród nich również ten najmroczniejszy.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Alex Marwood, więc nie mam porównania jak 'Najmroczniejszy sekret' wypadł na tle innych jej powieści. Przyznam, że pomysł na fabułę wydał mi się bardzo interesujący, głównie przez motyw porwania dziecka. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak strasznie nie mogłam doczekać się lektury tej książki. Ostatecznie mam do niej kilka uwag, ale od razu wspomnę, że to co zaprezentowała mi autorka było niezłą jazdą bez trzymanki. Fabuła ogromnie mnie pochłonęła, byłam ciekawa jak ta cała sprawa się rozwiąże i z niecierpliwością wyczekiwałam zakończenia.

Mam małe zastrzeżenie do bohaterów, którzy pojawiają się na kartach tej pozycji. Uważam, że było ich zdecydowanie za dużo. Momentami gubiłam się w fabule, głównie w sytuacjach kiedy autorka postanowiła wnikać w głąb ich życia, co wcale nie było potrzebne i nie pomagało w rozwiązaniu całej sprawy. Pojawił się chaos i to nie jeden raz. Ogólnie wszystkie postacie zostały dobrze przedstawione. Mogliśmy poznać dokładnie ich życie, przyjrzeć się ich charakterom, a także osobowości. Autorka nieźle gmatwała mi w myślach ukazując pozytywnych bohaterów w podejrzanym świetle, natomiast negatywnych jako tych nieszkodliwych.

To, że bohaterowie byli dobrze wykreowani, nie oznacza, że ich w jakikolwiek sposób polubiłam lub się z nimi zżyłam. Ci ludzie to ogromni egoiści, myślący tylko o sobie i o swoim sukcesie. Nie mogłam uwierzyć w to, że nawet swoje dzieci traktowali przedmiotowo, jakby tak naprawdę nic nie znaczyły w porównaniu do imprez, alkoholu czy narkotyków. Mówimy tutaj o dorosłych ludziach, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło, gdyż nastolatków mogłabym jeszcze zrozumieć. Ta książka w pewien sposób jest szokująca i aż zniesmacza zachowaniem dorosłych, którzy zachowują się w tym thrillerze jak piętnastolatkowie.

Alex Marwood skacze między teraźniejszością, a przeszłością. Powoli wprowadza nas w incydenty, które miały miejsce przed imprezą Seana i ostatecznie dochodzi do kulminacyjnego momentu, co tak naprawdę stało się z jego córką. Jeśli chodzi o teraźniejszość - pojawiają się głównie wydarzenia przed pogrzebem, kiedy wszyscy najbliżsi sławnego milionera spotykają się i dochodzi między nimi do niemałych konfrontacji. Zostają rozgrzebane różne sekrety. Jak się okazuje, każda z osób ma coś na sumieniu. Bohaterowie taplają się w kłamstwach i żyją złudną nadzieją, że to wszystko co się stało, nie miało miejsca.

Książka przedstawia walkę klas, która jak się okazuje do tej pory trwa w Wielkiej Brytanii. Na dodatek zachowania tych ludzi wydawały mi się autentyczne i czytając tę lekturę miałam wrażenie, że taka sytuacja naprawdę mogłaby mieć miejsce. Autorka świetnie się tutaj spisała, bo potrafiła napisać tak wciągającą historię i przedstawić ją w taki sposób, że nie dało się od niej oderwać. Nie wprowadziła nas w łagodną i spokojną sytuację. Nie ograniczała się w złości i w wulgaryzmach. W trakcie czytania czułam niepokój, strach, wyżej wspomniane - zniesmaczenie, a także zainteresowanie całym tym bajzlem.

Zakończenie o dziwo mnie nie zaskoczyło. Mniej więcej od połowy książki zaczęłam domyślać się jak to się skończy, gdyż pewne zdarzenia, które pojawiały się dosyć często i zwracały moją uwagę, sprawiły, że zaczęłam łączyć pewne fakty. Myślę, że to wszystko zależy od czytelnika, ale ja nie czułam się w jakikolwiek sposób zdziwiona. Nie świadczy to o tym, że mam złe zdanie o całej lekturze. Uważam, że jest świetna i z wielką chęcią kiedyś sięgnę po inne pozycje napisane przez Alex Marwood.

'Najmroczniejszy sekret' to dobry thriller, podchodzący nawet pod kryminał, który niejednokrotnie mnie zaskoczył. Niestety nie spełnił w stu procentach moich oczekiwań, ale zrealizował je w wystarczającym stopniu. Ostatecznie książka mi się spodobała i będę ją bardzo dobrze wspominać, a także zachęcać do jej lektury. Ja osobiście nie mogłam się od niej oderwać gdy już ją zaczęłam - a to chyba o czymś świadczy. Dla fanów powieści, które trzymają w napięciu, sprawdzi się idealnie.

pokaż więcej

 
2017-06-30 22:24:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Manwhore (tom 2.5)

Ms. Manwhore to kontynuacja historii Malcolma Sainta i Rachel Livingston. Fabuła opiera się głównie na tym co działo się po wydarzeniach z Manwhore +1 i nie wykracza poza daleką przyszłość. Jak dla mnie jest to po prostu króciutka nowelka o dalszych losach bohaterów.. ale może najlepiej przejdę do sedna. Czy warto było tworzyć tę książkę? Czy był w ogóle sens aby pokazać nam dalsze losy dwójki... Ms. Manwhore to kontynuacja historii Malcolma Sainta i Rachel Livingston. Fabuła opiera się głównie na tym co działo się po wydarzeniach z Manwhore +1 i nie wykracza poza daleką przyszłość. Jak dla mnie jest to po prostu króciutka nowelka o dalszych losach bohaterów.. ale może najlepiej przejdę do sedna. Czy warto było tworzyć tę książkę? Czy był w ogóle sens aby pokazać nam dalsze losy dwójki głównych bohaterów? Tak jak pozostałe części były moim zdaniem naprawdę w porządku i dobrze mi się je czytało, tak ten dodatek uważam za totalny niewypał.

Może był sens w pokazaniu tego co wydarzyło się u Sainta i Rachel później, bo przecież zawsze miło jest wiedzieć jak potoczyły się losy dwójki dobrze wykreowanych bohaterów, dowiedzenie się co ich spotkało.. czy może zaczęli zmagać się z jakimiś nowymi trudnościami? Problem jest w tym, że autorka nie wykroczyła poza daleką przyszłość - tak jak napisałam w pierwszym akapicie. Wydarzenia odbywają się od razu po zakończeniu poprzedniej książki i nie trwają zbyt długo. W fabule ma miejsce samo planowanie wielkiego 'wydarzenia', sam cukier, puder i słodkości, słodkości.

Książka ma mniej niż dwieście stron, nie wnosi nic konkretnego do całej fabuły, bo zakończenie Manwhore +1 już i tak wystarczająco naprowadza nas na to, co będzie dalej. Gdyby ten dodatek zamieścić w wyżej wymienionym Manwhore +1 to myślę, że całość odebrałabym zupełnie inaczej. Nie potrzebne było tworzenie kontynuacji kompletnie NIC nie wnoszącej do fabuły, bo naprawdę - nie znajdziemy tam żadnych fajerwerków, tylko przesyt scen erotycznych i dużo cukru przez romantyczną relację Rachel i Malcolma.

Bardzo lubię głównych bohaterów i wytrwale śledziłam ich losy, kibicowałam im i odczuwałam ich emocje w każdym rozdziale poprzednich tomów. Postacie drugoplanowe również są fantastyczne. Katy Evans umie tworzyć bohaterów, zwłaszcza tych męskich i to mi się w jej twórczości naprawdę podoba. Nie zmieniam zdania o tej historii przez ten dodatek. Całość jest świetna - pełna napięcia, romansu, elektryczności. Nadaje się idealnie na odprężenie. Niestety Ms. Manwhore nie było konieczne. Najlepiej sprawdziłoby się jako epilog poprzedniej części i nie mogę zrozumieć czemu autorka postanowiła tę książkę wydać. Na samym początku napisała, że nie chciała rozstawać się jeszcze z Malcolmem i Rachel - co w pełni rozumiem, naprawdę.. ale jeśli już chciała napisać książkę o ich przyszłym życiu, mogła dalej odbiec w przyszłość, ponieważ to byłoby już zdecydowanie ciekawsze i bardziej interesujące niż to co dostałam w tej pozycji.

Zabrakło mi tutaj wiele: emocji, dramatu, nawet gdyby ta fabuła była chociaż odrobinę ciekawsza. Uwielbiam tę historię, tych bohaterów i ich miłość i niestety strasznie mi smutno, że ta pozycja okazała się dla mnie takim niewypałem. Jest dobrym zakończeniem i szczerze mówiąc nie wyobrażałabym sobie innego, ale niestety nie trzeba było robić o tym osobnej książki. Mam wrażenie, że się powtarzam, więc może po prostu napiszę to ostatni raz: dla mnie skrócona wersja tej powieści, mniej nudniejsza, powinna znaleźć się na końcu Manwhore +1, a każdy byłby szczęśliwszy.

Niestety całość nie oceniam najlepiej, mimo tego, iż poprzednie części bardzo lubię. Książkę przeczytałam w godzinę i nie poświęciłam na nią wiele czasu. Była to szybka lektura, która mi się nie podobała pod względem pomysłu i uważam, że równie dobrze mogłoby jej nie być, a Manwhore i Manwhore +1 i tak dobrze bym wspominała. Liczę na to, że Rachel i Malcolm pojawią się w kolejnej części z tego cyklu, tym razem w książce o przyjacielu Sainta - Tahoe, która w Polsce ma mieć swoją premierę już we wrześniu pod tytułem Ladies Man. Szczerze? Nie mogę się jej doczekać.

pokaż więcej

 
2017-06-29 12:21:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Guarded Hearths (tom 1.2)

Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, by ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż... Ojciec Anny Spencer zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Od tej pory Anna przestaje być anonimową nastolatką i coraz trudniej chronić jej prywatność. Ashton Taylor ma więc jeszcze bardziej skomplikowane zadanie. Niebawem odbędzie się proces prześladowcy Anny, Cartera Thomasa, który marzy tylko o tym, by ją odzyskać. Anna ufa Ashtonowi i zaczyna wierzyć w jego miłość, chociaż nadal jest pewna, że nie zasługuje na szczęście.

'Nic do stracenia. Wreszcie wolni' to kontynuacja losów Anny i Ashtona. Myślę, że drugi tom utrzymuje poziom pierwszego, ale mam co do tej części pewne zastrzeżenia - głównie przez cukierkową relację dwojga bohaterów. Niestety Kirsty Moseley uwielbia tworzyć romantyczną i aż za słodką aurę między głównymi postaciami jej książek. Tak jak w pierwszym tomie tego nie wyczuwałam, tak tutaj było to lekko przesadzone, jednak nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo.

Ashton dalej pozostał moim ulubieńcem, nawet mimo tego, że nie widział życia pozna Annabelle. Zawsze czujny, ostrożny i opiekuńczy, nie chciał rozstawać się z nią nawet na jeden dzień. W tej części jest moment kiedy ta dwójka musi się rozstać na dwa dni. Rozumiem, że za sobą strasznie tęsknili i nie mogli wytrzymać, ale znów autorka naważyła tutaj wiele cukru. Nie czytało mi się tego dobrze, bo mimo iż kibicowałam im z całej siły i liczyłam na to, że wszystko dobrze się skończy, to ich za 'słodka' relacja czasami mnie mdliła.

Genialny pomysł na fabułę, ale trochę słabsze wykonanie. Zawsze gdy czytam o czym jest dana książka tej autorki, jestem zaskoczona i jak najszybciej chcę ją przeczytać nawet mimo tego, iż wszystkie jej powieści kończą się podobnie. Ale co z tego? Jeśli byłby jakiś porządny dramat, coś co wywołałoby u mnie mnóstwo emocji, a nawet łzy, to uważam, że całość mimo przewidywalności wypadałaby fenomenalnie. Ale niestety.. tego zawsze mi brakuje w tych książkach.

Ciągnęło mnie do tej części głównie przez to, iż byłam ciekawa jak rozwiąże się wątek z Carterem, prześladowcą Anny. Ostatecznie został on rozegrany - bo musiał, gdyż było to wspomniane w fabule - ale nie tak jak się spodziewałam. Owszem, momentami byłam lekko wystraszona, a nawet bałam się o losy dwojga zakochanych, ale kurcze.. coś mi tu nie pasowało. Myślę, że działo się to wszystko za szybko. Myślę również, że spodziewałam się większego dramatu, czegoś co wryje się w moją pamięć i będę tym zaskoczona, ale niestety nie byłam.

Ten tom skupia się jeszcze bardziej na romansie Anny i Ashtona. Głównie z tego składa się cała fabuła. Kirsty Moseley pokazała po raz kolejny, że to miłość w książce jest najważniejsza, a nie problemy, które pojawiają się wokół niej. Czy ja wiem.. takie chyba nie jest życie. Książka była nieprawdopodobna, ale czytało mi się ją szybko i przyjemnie, gdyż wraz z jej końcem nastąpił pewien dramat, który trzymał mnie w napięciu. Fabuła może nie powaliła mnie na kolana i myślę, że szybko o niej zapomnę, ale historia wbrew minusom jest naprawdę urocza.

Po książkach tej autorki nie należy spodziewać się wiele. Głównie mamy romans, jakiś lekki problem, który zostaje potraktowany powierzchownie i przewidywalne zakończenie - ale, no właśnie.. ja lubię czytać takie historie. Są świetnym odmóżdżaczem i są wręcz idealne na relaks w upalnie dni. Sięgam po powieści, które pisze Kirsty Moseley aby odpocząć i nie nadwyrężyć zbytnio mojego umysłu. Wykonują one te zadania fantastycznie.

'Nic do stracenia. Wreszcie wolni' to dobra kontynuacja poprzedniej części. Nie zaskoczyła mnie co prawda niczym, ale bardzo dobrze się przy niej bawiłam. Nie należy oczekiwać od niej czegoś więcej, ponieważ wtedy możecie się zawieść. Według mnie, gdy podejdziecie do tej historii na luzie - nie będziecie spodziewali się efektu 'wow' - to wtedy spełni ona Wasze oczekiwania. Jest to świetny romans i naprawdę bardzo mnie wciągnął.

pokaż więcej

 
2017-06-29 12:20:40
Ma nowego znajomego: Wivel
 
2017-06-09 13:56:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Siedemnastoletni Ezra jest popularny, przystojny i dobrze zbudowany. To gwiazda swojej szkoły. Jego życie układa się idealnie do czasu nieoczekiwanych zdarzeń - zanim zdradziła go dziewczyna, wypadek samochodowy roztrzaskał mu się kolano, jego sportowa kariera legła w gruzach (był kapitanem drużyny tenisowej), a przyjaciele zdobyli się tylko na to, aby wysłać mu kartkę z życzeniami szybkiego... Siedemnastoletni Ezra jest popularny, przystojny i dobrze zbudowany. To gwiazda swojej szkoły. Jego życie układa się idealnie do czasu nieoczekiwanych zdarzeń - zanim zdradziła go dziewczyna, wypadek samochodowy roztrzaskał mu się kolano, jego sportowa kariera legła w gruzach (był kapitanem drużyny tenisowej), a przyjaciele zdobyli się tylko na to, aby wysłać mu kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia. Po powrocie z wakacji chłopak poznaje nową uczennicę - Cassidy Thorpe, dziewczynę inną niż wszystkie. Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie nieodwracalnie.

Młodzieżówki z wątkiem romansu mają to do siebie, że są bardzo schematyczne. Autorom ciężko jest wymyślić coś oryginalnego, coś co przyćmi daną pozycję na tle innych. Co prawda, ja bardzo lubię ten rodzaj książek. Uwielbiam relaksować się i odpoczywać przy takich pozycjach zwłaszcza po ciężkim dniu i to właśnie mogą zapewnić mi lektury z gatunku Young Adult, które wbrew pozorom są świetną odskocznią od rzeczywistości. Nie wszystkie są napisane na jego kopyto, a "Początek wszystkiego" zdziwił mnie pod tym względem. Owszem, pojawia się romans - mamy dwoje młodych osób między którymi rodzi się jakieś uczucie, ale ta historia odbiega od tak "zużytego" już schematu, co mnie lekko zdziwiło w kontekście pozytywnym, gdyż nie tego się spodziewałam.

Głównego bohatera poznajemy dopiero po wypadku, w czasie kiedy musi wrócić do szkoły, do ostatniej klasy liceum. W pierwszych rozdziałach Ezra nakreśla nam swoją tragedię i opowiada o tym, co wydarzyło się przed okropnym wypadkiem samochodowym. Chłopak nie oszczędza nam szczegółów. Wszystko opisuje dokładnie i zaznacza, jak jego życie od tamtej tragedii diametralnie się zmieniło. Autorka dobrze go wykreowała. W trakcie lektury odczuwałam jego emocje, chwile zawahania, zwątpienie czy niepewność. Ezra zachowuje się jak typowy, autentyczny nastolatek na tle całej reszty szkoły. Nie można mu nic zarzucić.

Co do postaci Cassidy - jej osoba również była interesująca pod względem zachowania i też tajemniczości. Zaimponowała mi tym, że nie przejmowała się plotkami i tym co inni o niej mówili. Przez swój własny styl dziewczyna wyróżnia się na tle innych, ale nie robi to na niej najmniejszego wrażenia. Jak się później okazuje, jej osobowość nie jest tak kolorowa, jak wygląda to z pozoru. Cassidy jest typem bohaterki, która idealnie odwzorowuje wielu ludzi z życia codziennego. Z zewnątrz wesoła i silna, w środku smutna i dusząca w sobie emocje.

Romans, który powstaje między dwójką głównych bohaterów rodzi się naturalnie. Według mnie nic nie zostało naciągnięte, ani również nie wydarzyło się to za szybko. Z wielką nadzieją wyczekiwałam rozwoju sytuacji między nimi, ponieważ Ezra potrzebował obok siebie takiej Cassidy, aby pomogła mu podnieść się po porażce. Ostatecznie wydarzenia potoczyły się po mojej myśli, jednak w trakcie lektury nastąpił pewien zwrot akcji, którego nie koniecznie się spodziewałam.

Chciałabym uwzględnić jeszcze jednego bohatera. który wywarł na mnie spore wrażenie. Mówię tutaj o Tobym - dawnym przyjacielu Ezry. Chłopcy odnawiają kontakt zaraz po powrocie z wakacji. Podobało mi się to, jak naturalnie się zachowywali i jak pomocni byli względem siebie. Toby to świetna postać. Żałuję, że nie było go więcej, chociaż i tak nie powinnam narzekać bo miałam go i tak wystarczająco dużo. Nie pogardziłabym aby autorka stworzyła kiedyś o nim osobną historię. To byłoby naprawdę genialne.

Tutaj wracam do punktu wyjścia - podobno większość młodzieżówek z wątkiem romansu kończy się tak samo. Otóż nie, a "Początek wszystkiego" jest tego dobrym przykładem. Zakończenie dało mi w pewnym sensie nadzieję i podobało mi się to, jak potoczyła się ta cała historia, ale nie skończyła się ona tak jak myślałam, że się skończy. Akcja nie pędziła, ale stopniowo wprowadzała nas i przygotowywała na ciekawe zakończenie, pod względem przesłania dla całej historii. Po przeczytaniu tej lektury dostajemy ogromnego, motywującego do działania kopa.

Robyn Schneider stworzyła fantastyczną historię, w pewnym sensie optymistyczną, ale nie oszczędziła nam chwili wzruszeń i cierpienia. Jej styl sprawił, że pochłonęłam tę pozycję naraz. Powieść czytało mi się rewelacyjnie. Jest ona szybka, lekka i przyjemna. Znajduje się w niej wiele odniesień do "Wielkiego Gatsby'ego", ale na szczęście wszystko odbyło się przez spoilerów - i dobrze! Inaczej bardzo nie polubiłabym się z autorką.

"Początek wszystkiego" to bardzo wartościowa książka. Pokazuje ona w ciekawy i interesujący sposób wartość życia, ale też nakłania do tego, aby po tragicznych wydarzeniach w naszym życiu nie poddawać się tak łatwo, tylko starać się żyć dalej, do przodu. Uważam, że to wyjątkowa powieść, warta poznania i spędzenia z nią trochę czasu. Smutek, cierpienie, tragedia - jeśli Ci się wydaje, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być.. na początku wszystkiego.

pokaż więcej

 
2017-06-09 13:56:27
Ma nowego znajomego: kinga1711
 
2017-06-09 13:56:17
Ma nowego znajomego: Martuszka
 
2017-06-05 21:47:11
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Tylko mąż i żona wiedzą, co się dzieje w ich małżeństwie. A jeśli nawet oni nie znają prawdy? David i Adele wydają się parą idealną. Ceniony, uzdolniony psychiatra i jego olśniewająco piękna, zapatrzona w niego żona, budzą zachwyt. Ale dlaczego on ukrywa ją w domu? I dlaczego ona ukrywa przed nim nową przyjaciółkę? Louise, sekretarka Davida, daje się wciągnąć w orbitę tej dziwnej pary - z nią... Tylko mąż i żona wiedzą, co się dzieje w ich małżeństwie. A jeśli nawet oni nie znają prawdy? David i Adele wydają się parą idealną. Ceniony, uzdolniony psychiatra i jego olśniewająco piękna, zapatrzona w niego żona, budzą zachwyt. Ale dlaczego on ukrywa ją w domu? I dlaczego ona ukrywa przed nim nową przyjaciółkę? Louise, sekretarka Davida, daje się wciągnąć w orbitę tej dziwnej pary - z nią się przyjaźni, z nim romansuje. Z czasem coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że w związku tych dwojga dzieje się coś bardzo złego.

Ta książka mną manipulowała. Co najgorsze - nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Do tej pory nie mogę zrozumieć tego, co tak naprawdę wydarzyło się w tej historii. Myśląc o niej mam wrażenie, że to jakiś żart. Zakończenie totalnie mnie przerosło i nie dociera do mojego umysłu to, co tam przeczytałam. Czuje się oszukana, zdradzona i wykiwana. Zastanawiacie się pewnie dlaczego? Otóż mimo tak "normalnego" zarysu fabuły, wychodzi z tego wszystkiego totalny kosmos. Jeśli zdecydujecie się ją kiedyś przeczytać, to chcę Was uprzedzić.. nie ufajcie tej książce.

Louise jest samotną matką. Od dawna nie umówiła się na randkę, więc kiedy w barze pełnym ludzi spotyka Davida, czuje, że to właśnie on jest jej przeznaczony. Problemem staje się jednak to, że mężczyzna jest żonaty, a jego żona w porównaniu do Louise wygląda jak modelka. Wszyscy bohaterowie tej historii zostali przez autorkę świetnie wykreowani - zwłaszcza David i Adele wokół których akcja skupia się najbardziej. Mimo, że dostajemy sporą dawkę rozdziałów z perspektywy Louisy, to jednak główną rolę gra tutaj małżeństwo tej dwójki.

Powoli zostają odkrywane tajemnice z przeszłości Davida i Adele, w której podobno stało się coś strasznego. Na szczęście nie wszystko zostaje nam zdradzone od razu. Sarah Pinborough stopniowo wprowadza nas w życie każdego z bohaterów, mieszając rzeczywistość z przeszłością. Tworzą się z tego strasznie rzeczy. Nie wiadomo co się stało, kto jest winny i kim oni oboje tak naprawdę są. Nie rozumiem dlaczego uważałam do połowy lektury tę powieść za nudną. Nie wiem dlaczego mi się nużyła. Teraz znając zakończenie myślę, że czytając ją drugi raz spojrzałabym na wszystko z zupełnie innej perspektywy.

Już od samego początku możemy wyczuć ten dziwny i mroczny klimat. Chociaż z pozoru historia toczy się normalnym tempem, a akcja nas nie zaskakuje, to z biegiem wydarzeń włącza nam się w mózgu lampka, że coś chyba jest nie w porządku z tymi wszystkimi bohaterami. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak bardzo ta książka jest przemyślana i dopracowana. Autorka miała genialny pomysł i dobrze go wykorzystała. Nieprawdopodobne jest to, jak to wszystko się potoczyło.

Mój ulubiony moment, który był zarazem fascynujący i przerażający to właśnie zakończenie i kulminacyjny ostatni rozdział. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że tak to wszystko może się zakończyć. Historia miażdży mózg. Autorka wywróciła wszystko do góry nogami, a ja nie miałam pojęcia jak zareagować na to, co właśnie przed chwilą przeczytałam. Do tej pory emocje mnie nie opuściły. Zapowiadało się tak spokojnie.. czasami nawet miałam wrażenie, że czytam jakąś historię obyczajową, ponieważ owszem - była jakaś tajemnica, ale nie spodziewałam się, że będzie to COŚ TAKIEGO.

Ogromnie przypadł mi do gustu styl pisania Sarah Pinborough. Z rozdziału na rozdział wprowadzała nas w coraz mroczniejsze sytuacje. Manipulowała mną od początku, a ja zdałam sobie sprawę z tego dopiero wraz ze skończeniem całej lektury. Coś genialnego. Nie mam słów, żeby opisać jak ta historia po skończeniu prezentuje się w moich oczach, bo na to chyba nie ma żadnych słów. To trzeba przeczytać i przeżyć samemu. Uważam, że tę powieść albo będzie się kochało albo nienawidziło, bo z pewnością nie na każdym zakończenie wywrze takie emocje.

"Co kryją jej oczy" to thriller z wątkami psychologicznymi, który świetnie oddziałuje na czytelnika i jego psychikę. Z pozoru fabuła wydaje się zbyt prosta aby była tak genialna, ale uwierzcie mi.. pozory mylą. To co znajduje się w środku jest tego dowodem. Jeśli już zdecydujecie się przeczytać i dobrniecie do końca, to pod żadnym pozorem nie zdradzajcie zakończenia. Nigdy! Nie ufajcie tej historii, bohaterom.. ani nawet nie ufajcie sobie.

pokaż więcej

 
2017-06-05 21:45:55
Ma nowego znajomego: Oktawia Gilbert
 
Moja biblioteczka
224 104 963
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (49)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (38)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd