Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Marek Adamkiewicz 
zlapany.blogspot.com
32 lat, mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę, ostatnio widziany 2 godziny temu
Aktywności
2017-04-28 19:38:47
Ma nowego znajomego: Wera Klement
 
2017-04-27 19:09:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Baltimore (comics) (tom 5)
 
2017-04-27 18:29:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Baltimore (comics) (tom 4)
 
2017-04-27 18:29:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Baltimore (comics) (tom 3)
 
2017-04-27 17:52:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Baltimore (comics) (tom 2)
 
2017-04-27 17:52:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Baltimore (comics) (tom 1)
 
2017-04-26 23:46:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Czytało się nieźle, jest także bardzo przyjemnie wizualnie, ale to niestety tylko tyle. Po nazwisku tak dużym jak Snyder, można było spodziewać się czegoś lepszego, a tymczasem dostajemy głównie motywy które już skądś znamy, a na dokładkę słaby finał. Lektury nie żałuję, ale jest tona lepszych tytułów.

 
2017-04-21 19:12:13
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Chłopaki (tom 3)

Trzeci tom „Chłopaków” to bez wątpienia jedna z najbardziej oczekiwanych premier pierwszego kwartału 2017 roku na polskim rynku. Seria zyskała zainteresowanie odbiorcy nieszablonowym podejściem do tematyki superbohaterskiej, umiejętnie łącząc dziką brutalność, szczyptę refleksji i dosadny humor. Dzięki wyczuciu scenarzysty Gartha Ennisa zmieszanie tych składowych dało w efekcie tytuł... Trzeci tom „Chłopaków” to bez wątpienia jedna z najbardziej oczekiwanych premier pierwszego kwartału 2017 roku na polskim rynku. Seria zyskała zainteresowanie odbiorcy nieszablonowym podejściem do tematyki superbohaterskiej, umiejętnie łącząc dziką brutalność, szczyptę refleksji i dosadny humor. Dzięki wyczuciu scenarzysty Gartha Ennisa zmieszanie tych składowych dało w efekcie tytuł bezkompromisowy i pasjonujący. Dwa poprzednie tomy zbiorcze ustawiły poprzeczkę wysoko, trzeci nie tylko nie odstaje od nich poziomem, ale w pewnych elementach jest jeszcze lepszy. To potwierdzenie doskonałej formy twórczej tak scenarzysty, jak i rysownika.

„Balsam dla duszy” zawiera dwie osobne opowieści. Pierwsza, tytułowa, traktuje w znacznej mierze o relacji Hughiego i Annie. Nowa członkini Siódemki próbuje dojść do siebie po sposobie, w jaki dołączyła do drużyny . Po tym jak wzięła udział w zbiorowej oralnej orgii, szuka pociechy w kościele, lecz milczenie Boga działa na nią zniechęcająco. Na szczęście w pobliżu jest Hughie, któremu dziewczyna ewidentnie wpadła w oko. W międzyczasie mały Szkot będzie musiał ponownie zmierzyć się z Zielonym Wackiem. Superbohater zmartwychwstał, więc należy ponownie wysłać go, żeby poszedł „pospać z rybkami”. Druga składowa, „Nie ściemniam wam, żołnierzu”, przybliża czytelnikowi korporację Aero-American, stojącą za najbardziej znaczącymi superbohaterami, i kilka niechlubnych szczegółów z jej przeszłości. Poznamy też zasady kruchego zawieszenia broni między Chłopakami a Siódemką i dowiemy się. czy Gwiezdnej vel Annie uda się umocnić swoją pozycję w grupie.

Nie da się ukryć, że świat przedstawiony nie jest miejscem, które sprzyjałoby uczuciom wyższym. W cenie są tu przede wszystkim skurwysyństwo i cynizm, i to te cechy, wraz z kilkoma pokrewnymi, dają jakąkolwiek szansę na to, by nie zostać zdeptanym przez silniejszych. W takich okolicznościach przyrody trudno o jakąś relację bazującą na czymś bardziej altruistycznym, jednak o dziwo, czytelnik jest świadkiem kiełkowania takiej więzi. Dzieje się tak za sprawą Hughiego i Annie, którzy, mimo że doświadczeni przez los, wciąż wierzą w drugiego człowieka. Kiedy trafiają na siebie, pojawia się szansa, że w końcu ujrzymy małą wysepkę szczęścia na morzu plugastwa. Oczywiście droga ku takiemu rozwiązaniu nie jest usłana różami – pewne wydarzenia z przeszłości mogą znacząco rzutować na rozwój tej relacji, jednak czytelnik chciałby pozytywnego rozwiązania tej sprawy .

W tym tomie nie ma takiego szokowania rozwiązłą seksualnością superbohaterów, jak w poprzednich dwóch. Tym razem Garth Ennis skupia się na innych złych stronach herosów. Uwagę zwraca zwłaszcza zaprezentowana w „Nie ściemniam wam, żołnierzu”, kwestia kompletnego nieprzygotowania „supków” do swojej roli. Zarówno samym superbohaterom, jak i ludziom za nimi stojącym wydaje się wystarczać sam fakt posiadania supermocy. Tymczasem te zdolności, używane przez kogoś bez odpowiedniego wyszkolenia, mogą nie tylko być kompletnie bezużyteczne, ale prowadzić do katastrofy, w której życie tracą tysiące niewinnych osób. W obrazujących taki stan rzeczy scenach uderza przede wszystkim kompletna beztroska „stróżów porządku” i nieliczenie się z życiem normalnych ludzi – gdy ci giną, a najostrzejsza reakcja herosa to zaledwie niewyraźna mina na zasadzie „ups, stało się”, odbiorca zaczyna jeszcze bardziej sympatyzować ze stroną starającą się stawić opór tym superludziom.

Dobrze się dzieje, że w końcu poznajemy nieco szczegółów na temat przeszłości Siódemki i Chłopaków. Ennis rzuca trochę więcej światła na genezę konfliktu obu grup i pozwala czytelnikowi lepiej rozeznać się w sieci skomplikowanych zależności między rządem, Aero-American a samymi „supkami” oraz ekipą Rzeźnika. Zresztą cały „Balsam dla duszy” ma o wiele poważniejszy wydźwięk niż dwa poprzednie tomy. Oczywiście, wciąż dużo tu przemocy i chamskiego humoru, jednak położono wyraźnie większy niż dotychczas nacisk na pogłębienie świata przedstawionego przez podjęcie poważniejszej tematyki. Ennis opowiada między innymi o żalu za popełnione czyny i poszukiwaniu odkupienia, a także dobitnie pokazuje, że slogan o powiązaniu mocy z odpowiedzialnością za swoje postępowanie nie odnosi się do wielu tak zwanych bohaterów. Ten tom ma zdecydowanie najpoważniejszy wydźwięk ze wszystkich dotychczasowych, i jest to chyba właściwa droga dla „Chłopaków”.

Wizualnie „Balsam dla duszy” prezentuje się bardzo dobrze. W zeszytach wchodzących w skład tego tomu jedynym rysownikiem jest Darick Robertson, co okazało się bardzo dobrą decyzją . Postacie są rysowane dokładnie, Robertson właściwie dba o ich cechy charakterystyczne i mimikę, dzięki czemu ogląda się je z dużą przyjemnością. Także sceny akcji nie pozostawiają wiele do życzenia. Gdy trzeba – jest wyraziście i dynamicznie, często także z ciekawym kolorystycznym kontrastem (tutaj ukłony dla Tony’ego Aviny).

Wydaje się, że za sprawą „Balsamu dla duszy” Garth Ennis jeszcze bardziej podniósł poziom swojego projektu. Można odnieść wrażenie, że dzięki rozwinięciu świata przedstawionego i nadaniu całości poważniejszego wydźwięku , tytuł wskoczył na nieco wyższy level. To już nie jest tylko radosna i brutalna naparzanka z momentami refleksji. Proporcje zostały zaburzone – teraz więcej tu trudniejszych treści, ale to nadal przede wszystkim rozrywka i o tym warto podczas lektury pamiętać.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2017/04/chopaki-tom-3-balsam-dla-duszy-recenzja.html
oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/11927

pokaż więcej

 
2017-04-18 14:27:40
Ma nowego znajomego: Mała-Mi
 
2017-04-17 15:47:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Powiem szczerze że proza Gaimana zazwyczaj mi nie podchodzi. Najlepsza jego rzecz to, w mojej opinii, "Koralina", a jest to książka i dla młodych i dla starszych. Te przeznaczone typowo dla dojrzałego odbiorcy leżą mi mniej. Mimo wszystko chciałem sprawdzić jak się rzecz ma z teoretycznie najlepszym i chyba także najbardziej rozpoznawalnym dziełem autora. I, o dziwo, jest naprawdę dobrze.

...
Powiem szczerze że proza Gaimana zazwyczaj mi nie podchodzi. Najlepsza jego rzecz to, w mojej opinii, "Koralina", a jest to książka i dla młodych i dla starszych. Te przeznaczone typowo dla dojrzałego odbiorcy leżą mi mniej. Mimo wszystko chciałem sprawdzić jak się rzecz ma z teoretycznie najlepszym i chyba także najbardziej rozpoznawalnym dziełem autora. I, o dziwo, jest naprawdę dobrze.

"Amerykańscy bogowie" wygrywają ciekawą kreacją bohaterów, interesującym światem przedstawionym i fabułą, która potrafi zaskoczyć. Podobał mi się sposób w jaki Gaiman delikatnie umagicznił nasz świat - znalazł w nim miejsce dla bytów nadnaturalnych i boskich, które jednak nie jawią się jako coś zupełnie wydumanego. Ich istnienie przyjmujemy jako całkiem naturalne. Ponadto autor prowadzi fabułę na granicy realizmu i fantazji - ów subtelny oniryzm w tym konkretnym przypadku sprawdza się doskonale.

Do gustu przypadł mi także główny bohater - jak na tak "boską" i spektakularną fabułę, jest zaskakująco przyziemny, spokojny, a czasami wręcz melancholijny. Dodaje całości spokoju, ciekawie kontrastującego z opisywanymi przygotowaniami do krwawej nadprzyrodzonej potyczki. To postać, którą można polubić.

Patrząc całościowo, "Amerykańscy bogowie" to faktycznie powieść bardzo dobra. Wciąż bardziej mi się podoba "Koralina", ale i tutaj znalazłem dużo frapującej rozrywki. Jestem zadowolony i chyba dam Gaimanowi kolejne szanse.

pokaż więcej

 
2017-04-14 14:59:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Batman The New 52 (tom 8) | Seria: Nowe DC Comics!

Eksperymentowanie ze znanymi i lubianymi postaciami to miecz obosieczny. Chęć odświeżenia wizerunku danego bohatera może przynieść wiele dobrego, ale może okazać się dla twórcy strzałem w stopę. Konieczne jest znalezienie złotego środka – trzeba uważać, by nie przedobrzyć w prezentowaniu nowości, ale też nie wolno od nich stronić, ponadto wypada mieć szacunek dla tradycji i historii bohatera.... Eksperymentowanie ze znanymi i lubianymi postaciami to miecz obosieczny. Chęć odświeżenia wizerunku danego bohatera może przynieść wiele dobrego, ale może okazać się dla twórcy strzałem w stopę. Konieczne jest znalezienie złotego środka – trzeba uważać, by nie przedobrzyć w prezentowaniu nowości, ale też nie wolno od nich stronić, ponadto wypada mieć szacunek dla tradycji i historii bohatera. Przed tymi wyzwaniami stanął Scott Snyder w ósmym tomie „Batmana”. Amerykanin wziął na swoje barki dosyć trudne zadanie zaprezentowania nowego człowieka w roli Nietoperza.

Finał „Ostatecznej rozgrywki” pozostawił Gotham City z otwartymi ranami. Z wielkim trudem udało się powstrzymać zagrożenie ze strony Jokera, ale cena, jaką miasto za to zapłaciło, okazała się ogromna. Natura, jak wiadomo, nie znosi próżni – skoro Batman zaginął i nic nie wskazuje na to, by miał pojawić się na scenie ponownie, ktoś inny powinien zająć jego miejsce. Tą osobą jest dawny komisarz policji, James Gordon. Wspomagany potężną technologią, były glina wdziewa strój Zamaskowanego Krzyżowca i, oficjalnie wspomagany przez miasto, rusza walczyć z przestępczością. Nowy heros bardzo szybko przekonuje się, że posada nie należy do najspokojniejszych – w Gotham pojawia się nowy superzłoczyńca, który zdaje się kontrolować większość operujących w mieście gangów. Potyczka z nim będzie wyjątkowo trudna i wymagająca.

Każdy. kto zetknął się z postacią Batmana. dobrze wie, że nie tylko Bruce Wayne przywdziewał ten charakterystyczny strój. Podczas absencji miliardera Nietoperzem byli też Jean-Paul Valley oraz Dick Grayson, że nie wspomnę o kilku pomniejszych epizodach innych bohaterów. Nadszedł w końcu czas, by kostium założyła kolejna znana postać z uniwersum DC. Wybór Snydera okazał się dosyć zaskakujący – James Gordon nie należy wszak do młodzieniaszków, dobiega powoli do pięćdziesiątki, zmaga się z nałogiem nikotynowym i lata największej sprawności fizycznej są już za nim. Rozwiązaniem tych trudności jest praca nad sobą, wiara we własne umiejętności i szczypta technologii. Nic nowego, ale ten zestaw wyjaśnia taki, a nie inny wybór scenarzysty. Jednak czy Gordon ma wystarczająco dużo charyzmy, by w oczach czytelników stać się prawdziwym Batmanem, a nie tylko tymczasowym zastępcą? Okazuje się, że „Jimbo” raczej dobrze wypada w nowej roli. Kluczem do powodzenia jest fakt, że nie udaje starego Batmana, tylko tworzy tego bohatera na nowo. Wie, że będzie porównywany z poprzednią wersją, dlatego z nią nie konkuruje. Korzysta z pomocy technologii i potrafi od czasu do czasu błysnąć humorem. To nieco radośniejsza wersja Batmana, co ostatecznie nie okazuje się złym posunięciem i dodaje temu konkretnemu wcieleniu kolorytu.

Nowy Batman ma również nowe założenia podstawowe. Heros ma nie tylko współpracować z finansującą go korporacją oraz służbami porządkowymi miasta, ale także podlegać ich ścisłej kontroli. Nieważne kto ukrywa w danej chwili za maską – taki stan rzeczy nie jest dla Batmana naturalny. Gordon próbuje więc badać granice swojej swobody w roli „oficjalnego” obrońcy Gotham. Nie chce przekazywać policji wszystkiego co wie, tylko stara się na własną rękę rozwiązać zagadkę i być niezależny, jak na Nietoperza przystało. Sprawa, z którą się mierzy, nie należy jednak do najoryginalniejszych – na scenie pojawia się nowy, wydawałoby się niezniszczalny, złoczyńca, który chce mieć znaczący wpływ na życie Gotham. Dzień jak co dzień w mieście Batmana. „Waga superciężka” to zaledwie połowa opowieści i nie przynosi jeszcze wielu odpowiedzi, ale trudno podejrzewać, by w kolejnym tomie Bloom sprawił ostatecznie jakieś większe problemy obrońcy miasta.

Jakkolwiek Scott Snyder bez wątpienia jest twórcą dosyć odważnym, to wciąż musi poruszać się w pewnych ramach, określanych przez wydawniczą politykę DC Comics. Innowacje? Tak, ale nie za dużo. I na pewno bez rewolucji. Zgodnie z tą zasadą szybko okazuje się, że Bruce Wayne wcale nie zginął pod gruzami Gotham, tylko przeżył, a co więcej, został odnaleziony przez Alfreda. Wayne jest nawet w dobrej formie fizycznej, sęk w tym, że pewne czynniki sprawiły, iż zmianie uległa struktura jego mózgu. Syn Thomasa i Marthy stracił pamięć, opuścił go także gniew – nie czuje już potrzeby ścigania przestępców i wymierzania im sprawiedliwości. Skupił się na pomocy innym ludziom, choć czyni to w sposób diametralnie inny niż wtedy, gdy był Batmanem. Ciekaw jestem, jak długo Snyder utrzyma tę postać na uboczu. Na razie ten manewr wydaje się intrygujący.

Przyznam, że nie od razu spodobały mi się rysunki Grega Capullo przy snyderowym „Batmanie”. Często sprawiały wrażenie nieco zbyt uproszczonych oraz za mało realistycznych. Z każdym kolejnym tomem nabierałem jednak coraz większego szacunku do pracy tego artysty. Tym razem uwagę zwraca – charakterystyczne dla niego – znakomite kadrowanie, dzięki któremu całość czyta się tak wybornie. Kolejny znak rozpoznawczy tej serii to występujące momentami żywe i czasami aż jaskrawe barwy, które mocno kontrastują ze scenami bardziej stonowanymi. Odpowiedzialny za nakładanie kolorów FCO Plascencia wykonał po raz kolejny perfekcyjną robotę. Mnie osobiście do gustu przypadły także projekty nowej zbroi Batmana – jest odpowiednio futurystycznie , co podkreśla, że w designie postaci zaszły pewne istotne zmiany.

„Waga superciężka” okazała się, w ostatecznym rozrachunku, być komiksem udanie kontynuującym dzieło Scotta Snydera jako scenarzysty głównej serii z Batmanem w roli głównej. Zmiany wprowadzone w wizerunku superbohatera nie zabiły charakteru tej postaci, ba, tchnęły w nią nowe życie. Prawdopodobnie etat Gordona na stanowisku obrońcy Gotham nie potrwa zbyt długo, ale wydaje się (przynajmniej po pierwszym akcie tej opowieści), że taki manewr nie przyniesie postaci Batmana żadnego uszczerbku. Fani mogą odetchnąć z ulgą.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2017/04/batman-tom-8-waga-superciezka-recenzja.html
oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/11919

pokaż więcej

 
2017-04-07 20:59:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-03-31 18:47:48
Ma nowego znajomego: Piotruszka
 
Moja biblioteczka
475 246 4854
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (87)

zgłoś błąd zgłoś błąd