Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Roland 
mężczyzna, Hajnówka, status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 godziny temu
Teraz czytam
  • Panika
    Panika
    Autor:
    Podczas koncertu w klubie muzycznym Solitude Creek w Monterey dochodzi do tragedii. Widzowie – zaalarmowani o wybuchu pożaru – wpadają w panikę i próbując uciec, tratują się nawzajem. Są ofiary śmiert...
    czytelników: 249 | opinie: 19 | ocena: 6,82 (89 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-21 16:39:23
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Kathryn Dance (tom 4)
 
2017-05-21 16:27:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Piąta fala (tom 3)

Jestem ludzkością

Twórcy powieści science fiction z roku na rok stawianą mają co raz wyżej poprzeczkę. Rzecz nie dotyczy koncepcji fabularnej, swoją drogą ciężko wymyślić coś co nie zostało już napisane, ale sposobu zakończenia danej powieści czy też całego cyklu. Wiadomym jest, że czytelnik przystępujący do lektury ostatniego tomy danego cyklu liczy nie tylko na zaskakujące...
Jestem ludzkością

Twórcy powieści science fiction z roku na rok stawianą mają co raz wyżej poprzeczkę. Rzecz nie dotyczy koncepcji fabularnej, swoją drogą ciężko wymyślić coś co nie zostało już napisane, ale sposobu zakończenia danej powieści czy też całego cyklu. Wiadomym jest, że czytelnik przystępujący do lektury ostatniego tomy danego cyklu liczy nie tylko na zaskakujące zakończenie, ale na perfekcyjne zamknięcie danego uniwersum, które zapadnie w pamięci. W przypadku „Ostatniej gwiazdy” rzecz ta udała się autorowi połowicznie. Owszem jeśli byśmy spojrzeli na zakończenie jedynie przez pryzmat ostatnich załóżmy 50 stron to wówczas określenie z okładki „mistrzowskie” byłoby w sam raz. Jednakże niniejsza powieść to nie tylko ostatnie 50 stron , lecz całość, która ma swe wzloty i upadki. Wówczas ostatni tom trylogii „Piątej fali” można nazwać jedynie poprawnym z patetycznym, aczkolwiek przewidywalnym zakończeniem.

Zostały cztery dni. Potem z powierzchni Ziemi zniknie wszelki ślad po człowieku. Ucieczka i ukrywanie się nie mają już sensu. Jedynie szansą dla ludzkości jest podjęcie nierównej walki z wrogim najeźdźcą. Tylko kim naprawdę jest nieprzyjaciel? Czy bohaterom uda się wypełnić ryzykowną misję? I jaką rolę w ratowaniu świata odegra Cassie? Odliczanie właśnie się rozpoczęło.

Wizja zagłady ludzkości była i jest świetnym poletkiem dla wszelkiego rodzaju apokaliptycznych powieści oraz filmów. Chyba w każdym z nas tkwi myśl o możliwym końcu świata. Owszem możecie drodzy współczytelnicy napisać, że dla każdego umierającego człowieka kończy się jego własny świat. Fakt jak najbardziej prawdziwy, lecz również w każdym nas tkwi cząstka samodestrukcji, która w ogólnej świadomości społeczeństwa sprowadza się do wizji przelanych na papier lub szklany ekran. Mimo, że wiele napisano powieści o tejże tematyce, mimo, że często bazuje się na schematach, nadal wszelkiego rodzaju nowa powieść o zagładzie cieszy oczy. Jednakże jak wiemy przykucie uwagi zależne jest od samej fabuły, kreacji bohaterów, logiczności wydarzeń oraz łatwości wyobrażenia tego wszystkiego.

Należy przyznać, że pierwszy tom trylogii przykuwa uwagę. Ciekawa koncepcja możliwego końca, wizja świata w trakcie trwania zagłady, dobrze wykreowani bohaterowie, mało miłosnych rozważań nastolatków typu „nie wiem czy go kocham, a on mnie”, mimo, że jest to powieść w zamierzeniu dla młodzieży. Jednakże akcja a przede wszystkim chęć poznania odpowiedzi na pytanie czym jest tytułowa „Piąta fala” były motorem napędowym całej powieści. Jednym słowem po lekturze pierwszego tomu mogliśmy mieć oczekiwania, że czeka nas świetna trylogia. Jednak przyszedł tom drugi, który znacznie obniżył loty trylogii. Więcej gadania mniej działania, jedna konkretna akcja, wrażenie jakby fabuła stanęła w miejscu. Cóż, więcej grzeszków drugiego tomu nie będę wspomniał, gdyż można o nich przeczytać w mojej wcześniejszej recenzji. Wreszcie nadszedł trzeci tom, który łączy w sobie to co dobre z pierwszego i to co mniej wartościowe z drugiego.

Drodzy współczytelnicy, przed lekturą trzeciego tomu powinien być wystosowany apel, aby odstęp czasowy między drugim a trzecim tomem był jak najkrótszy. Autor nie czyni mini przypomnienia wcześniejszych wydarzeń jak to ma miejsce w innych tego typu powieściach. Autor rozpoczyna powieść z założeniem, że pamiętamy wszystkich bohaterów oraz wydarzenia. Cóż, zgubne założenie, skoro czasami odstęp czasowy może być długi, a przeciętność drugiego tomu nie wpływa bynajmniej na proces zapamiętania przebytych wydarzeń. Owszem z czasem orientujemy się w przebiegu fabuły, ale musi upłynąć kilkadziesiąt stron by móc zrozumieć tok fabuły. Niestety prawie do końcowych wydarzeń można odnieść wrażenie, że fabuła stoi w miejscu. Autor opowiada o tym samym, lecz ubiera to w inne słowa. Widocznie brak mu było pomysłu jak dalej potoczyć fabułę, oprócz mglistego zamysłu, że za cztery dni wszystkich czeka zagłada. Jedynie wydarzenia związane z tzw. misją ratunkową nadają fabule kolorytu.

Niewątpliwym plusem jest możliwość wglądu na te same wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów, co pozwala na lepsze ich poznanie. Jednak możemy zaobserwować, że zaczynają zachowywać się jak dzieci we mgle, a główna bohaterka, której charyzma była głównym atutem, widocznie straciła swój wigor. Również jej rozważania typu „czy on jest człowiekiem, hybrydą czy obcym, który mnie kocha?” oraz typu „czy ja go kocham, a może tego drugiego?” osiągają niebezpiecznie wysoki poziom. Cóż, czytając co kilka stron takie rozważania czytelnik może czuć się znużony tą pseudo-miłością, a która fabularnie jest mało istotna. Jednakże wszystkie te czynniki działające na niekorzyść powieści trwają do momentu rozpoczęcia finalnych wydarzeń, a te z kolei mają lepszy wydźwięk.

Krótkie rozdziały, a końcowe wręcz ekstremalnie krótkie (nawet jedynie pół strony i mniej) napędzają finał trylogii. Urywanie w kluczowych momentach, szybka akcja, ostateczna konfrontacja, ale również pewnego rodzaju patos są pozytywnymi cechami zakończenia. Również symbolizm, który próbuje narzucić autor, zwłaszcza w określeniu głównej bohaterki jako symbolu ludzkości ma w sobie pewien urok. Jednakże, drodzy współczytelnicy kłamałbym gdybym zakończenie nazwał w pełni zaskakującym , raczej jest ono przewidywalne z pewnym elementem zaskoczenia. Cóż, nie powinno nas to dziwić skoro autor od połowy powieści co kilka stron daje sugestie odnośnie możliwego zakończenia, koncepcji obcych oraz ich motywacji, i bynajmniej nie zmienia ich na koniec, a szkoda. Element zaskoczenia tkwi raczej w tożsamości osoby, która stanie do „ostatniej walki”. Porównując takie zakończenie do innych powieści młodzieżowych to ta kwestia wydaje się nader niezwykła. Aha, jeszcze jedno. Jeśli liczycie, że autor opisał wnętrze statku-matki znajdującego się na orbicie, a który jest ucieleśnieniem zarówno naszego jak i bohaterów dążenia do zwycięstwa to się srogo zawiedziecie.

Podsumowując, nie nazwałbym zakończenia trylogii mistrzowskim jak każe nam sugerować opis na okładce. Tom trzeci poziomem jest zbliżony do tomu pierwszego, ale na pewno o niebo lepszy od tomu drugiego. Owszem niniejsza powieść ma swoje pozytywne strony, chociażby kończy całą historię, lecz minusy jakie się pojawią w trakcie lektury, o których wspomniałem w recenzji, sprawiają, że zakończenie historii można nazwać poprawnym.

pokaż więcej

 
2017-05-15 17:55:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione

Dylemat wagonika

Remigiusz Mróz jest niebywale płodnym pisarzem. Co kilka miesięcy zaskakiwani jesteśmy kolejną jego powieścią. Również dorobek literacki jest niczego sobie, stworzył on powieści kryminalne, thrillery prawnicze, powieści historyczne oraz powieść science fiction. Tym razem swym czytelnikom zafundował thriller, jakiego rzekomo „do tej pory w Polsce nie napisano”. Cóż,...
Dylemat wagonika

Remigiusz Mróz jest niebywale płodnym pisarzem. Co kilka miesięcy zaskakiwani jesteśmy kolejną jego powieścią. Również dorobek literacki jest niczego sobie, stworzył on powieści kryminalne, thrillery prawnicze, powieści historyczne oraz powieść science fiction. Tym razem swym czytelnikom zafundował thriller, jakiego rzekomo „do tej pory w Polsce nie napisano”. Cóż, słowa na okładce mogą wydawać się jedynie chwytem marketingowym, lecz po lekturze powieści można dojść do wniosku, że jak najbardziej są adekwatne. To nie jest tylko thriller pełen zaskakujących zwrotów akcji, wciągającej fabuły, typowej gry w poszukiwaniu sprawcy, makabrycznych i przerażających wydarzeń oraz mocnego zakończenia. Owszem te wszystkie elementy występują, lecz najważniejsze są dylematy i konflikty moralne jakie toczą bohaterowie, a przez to mimowolnie sami czytelnicy. Jednakże najbardziej przerażającym w tym wszystkim jest fakt, że czytelnicy mogą odkryć takie zakamarki swych dusz, o których nie mieli pojęcia.

Terrorysta zajmuje jedno z opolskich przedszkoli. Nie przedstawia żądań, za to serwuje szerokiej publiczności makabryczne show - wydarzenia z przedszkola można oglądać na żywo przez internet. Publiczność ma do spełnienia swoją rolę, a jej waga jeży włos na głowie. W akcie desperacji służby proszą o pomoc Geralda Edlinga, wydalonego z pracy dyscyplinarnie prokuratora i specjalistę od kinezyki. Tylko czy komunikaty niewerbalne wysyłane przez kogoś takiego jak Kompozytor są wiarygodne? Czy wiedza Edlinga na coś się przyda, i czy w obliczu osobistych animozji ktoś będzie chciał z niej korzystać? Czas nagli, a stawka jest bardzo wysoka.

Powieść „Behawiorysta” tak jak filmy Hitchcocka zaczyna się „trzęsieniem ziemi” a napięcie dalej tylko rośnie. Takie mocne rozpoczęcie fabuły jak najbardziej służy powieści, gdyż od razu wciąga czytelnika i w pewien sposób każe mu dalej przewracać kolejne strony. Nie ma czasu na zapoznanie się z tłem, bohaterami itp. już od pierwszego rozdziału rozpoczyna się akcja, która trwa nieprzerwanie długo. Czytelnik jedynie otrzymując skrawki informacji, poniekąd po drodze kreuje wizerunek bohaterów. Nie sposób docenić faktu, że autor wplótł wiele ciekawych informacji dotyczących filozofii, kinezyki, savuar viru, czy zachowania się w przypadku zamachu terrorystycznego.

Punktem wyjścia powieści jest tak zwany dylemat wagonika, eksperyment myślowy, którego istotą jest konflikt moralny. W skrócie można przedstawić go jako dylemat wyboru, czy wybralibyśmy śmierć jednej osoby by móc uratować wiele, czy śmierć wielu by móc uratować jednego? Oczywiście są różne odmiany tego dylematu, lecz w dobie Internetu łatwo można znaleźć informacje na ten temat, więc dalej nie będę się rozwodził. Powieść przepełniona jest bardzo trudnymi wyborami, w których udział biorą nie tylko sami bohaterowie oraz społeczność, ale również sami czytelnicy. Jakbyśmy nie chcieli to nawet podświadomie w toku powieści dokonujemy wyborów kogo byśmy oszczędzili. Te tak naprawdę nie do rozwiązania dylematy filozoficzne pozwalają człowiekowi na zajrzenie we własną duszę, a tam mogą kryć się mroczne zakamarki. Remigiusz Mróz przedstawia nam pewną tezę, że w każdym z nas czai się mrok i uświadomienie sobie tego faktu jest tym mocnym i przerażającym punktem powieści. Drugim takim punktem jest reakcja społeczeństwa jaką znajdujemy w tej historii z jednej strony makabryczna, biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia, z drugiej jednak jak najbardziej prawdopodobna.

Kwestia środków jakimi posłużył się autor by wywołać szok, przerażenie, makabrę jest kwestią dzielącą czytelników, przez co oceny powieści są tak diametralnie różne. Egzekucje jakie dokonuje autor same w sobie są makabryczne, lecz osoby, które są ofiarami wzbudzają największe wzburzenie. Żeby nie kluczyć, chodzi o dzieci. Już pierwsza scena w przedszkolu sugeruje czytelnikom, że będziemy mieli wyróżniającą się książkę. Z jednej strony wywołuje ona szok, niedowierzanie, przygnębienie, ale również pokazuje, że autor przekroczył do tej pory nieprzekraczalne tabu w polskiej literaturze, przez co sama powieść jest po prostu novum w światku thrillerów. Kolejne dylematy, które serwuje nam autor są coraz bardziej trudniejsze, a przez to obciążające moralnie i psychicznie. Drodzy współczytelnicy, dołączę do chóru głosów, który krytykuje parokrotne użycie dzieci jako dylematów moralnych. Owszem pierwszą scenę zrozumiem jako tą przełamującą tabu, wywołującą szok oraz wzburzenie, lecz kolejne z wykorzystaniem dzieci po prostu były zbyt przygnębiające, niepotrzebne oraz po prostu niesmaczne. Nie dziwię się, że niektórzy czytelnicy przez sceny z dziećmi nie wytrzymali do końca powieści. Panie Mróz w tej materii pan przedobrzył, dlatego od mnie gwiazdka mniej.

Jak wskazuje tytuł, „Behawiorysta” to powieść jednego bohatera, lecz nie tak do końca. Oczywiście pojawiają się tu inne postaci, ale to Edling jest numerem jeden, osią akcji i jej motorem. Sam behawioryzm głosi , że każde zachowanie człowieka jest jedynie reakcją na określony bodziec. Jednakże czy jesteśmy li tylko sumą zwierzęcych reakcji?. Cóż po lekturze powieści możemy odpowiedzieć, że nie. Taki trochę przekorny tytuł. Jednakże odnosi się on jedynie do pseudonimu głównego bohatera, który zresztą siebie określa kinezykiem, czyli osobą odczytującą komunikację pozawerbalną. Mróz stworzył bohaterów zapadających w pamięć, chociażby Wiktor Forst , czy duet Chyłka i „Zordon”, niewątpliwie do tego panteony trafi Gerard Edling. Nasz bohater jest piekielnie inteligentny, dbający o czystość języka. Cały czas kołatały się mi głowie określenia dystyngowany oraz wysublimowany. Autor celowo długo trzyma czytelnika w niepewności co do przeszłości naszego bohatera. Każdy bohater ma swego antybohatera. „Kompozytor” bo o nim mowa, odgrywając swój „koncert krwi” jest tak samo przerażający jak i inteligentny. Wszelkie bezpośrednie starcia tych dwóch postaci, a zwłaszcza ich dysputy filozoficzno-lingwistyczne robią piorunujące wrażenie.

Przez mniej więcej dwie trzecie książki akcja nabierała tempa z każdą stroną, by w pewnym momencie dojść do punktu w którym reguły dotychczasowej gry uległy zmianie. Obeznanie w kryminałach czytelnicy szybko poznają jakim szlakiem podąża powieść, lecz w momencie w którym wiemy jak to się potoczy, autor diametralnie robi skok w bok. Z powieści pełnej dylematów, szybkiej akcji, tempa pędzącego na łeb na szyję, dostajemy powieść spokojną, skupioną na dojściu do prawdy, lecz przepełnioną bardziej zaskakującymi zwrotami akcji. Autor po prostu wyrzekł się przewidywalności. Można odnieść wrażenie, że dostaliśmy dwie charakterologicznie różne powieści, lecz jak najbardziej sensownie łączące się w całość. Kolejne novum wyróżniające powieść. Podziw budzi fakt, że w czasach, kiedy akcja thrillerów obejmuje zwykle kilka dni, czasem kilka tygodni i urywa się zazwyczaj po schwytaniu mordercy, Remigiusz Mróz nie bał się rozciągnąć swojej historii na lata.

Króciutko o zakończeniu. To nigdy nie była powieść, w której poznanie tożsamości mordercy wywołuje szok w końcowej fazie książki. Zresztą zarówno my jak i bohaterowie tożsamość poznajemy dosyć szybko. Samo w sobie jest ciężkie moralnie, gdyż dotyczy wymierzania sprawiedliwości, przygnębiające, gdyż moralnie nikt nie mógł wygrać, ale właśnie dzięki temu tak zaskakujące. Jeszcze jedno, Mróz pokazuje, że dosłownie jednym słowem potrafi zmienić oblicze powieści w końcowych rozdziałach.

Podsumowując, takiej książki jeszcze w polskiej literaturze kryminalnej nie mieliśmy. Wciągająca od pierwszych stron, łamiąca pewne granice moralne, przekraczające pewne tabu. Chociaż w kwestii dzieci autor przesadził. Powieść należąca do kategorii tych, wobec których nikt nie przejdzie obojętnie.

pokaż więcej

 
2017-05-09 18:16:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Myron Bolitar (tom 2)

Szybka powieść

Prędkość z jaką można przeczytać niniejszą powieść Cobena można porównać do prędkości piłki odbitej od rakiety tenisowej. Na pewno wpływ miały na to krótkie rozdziały, mnóstwo dialogów, brak zbędnych opisów, wciągająca fabuła, chęć poznania skrywanej tajemnicy oraz sam styl autora. Należy przyznać, że w większości swych powieści autor stara się tworzyć skomplikowane...
Szybka powieść

Prędkość z jaką można przeczytać niniejszą powieść Cobena można porównać do prędkości piłki odbitej od rakiety tenisowej. Na pewno wpływ miały na to krótkie rozdziały, mnóstwo dialogów, brak zbędnych opisów, wciągająca fabuła, chęć poznania skrywanej tajemnicy oraz sam styl autora. Należy przyznać, że w większości swych powieści autor stara się tworzyć skomplikowane intrygi, jednocześnie balansując między łatwymi do przewidzenia a zbytnio chaotycznymi fabularnie. W przypadku „Krótkiej piłki” można napisać, że spełniła swe zadanie, czyli dostarczyła rozrywki oraz przyjemności z lektury powieści kryminalno-sensacyjnej. Być może nie należy ona do kategorii „zrzucających” czytelników z fotela, a wiemy że takie autor napisał, lecz jeśli uświadomimy, że były to dopiero początki autora w świecie literackim to wówczas „Krótką piłkę” można nazwać przyzwoitą.

Od kuli ginie była gwiazda tenisa, dwudziestoczteroletnia Valerie Simpson. Przed śmiercią próbowała bezskutecznie umówić się z Myronem Bolitarem. Głównym podejrzanym jest klient Myrona, utalentowany czarnoskóry tenisista, Duane Richwood, który prawdopodobnie rozmawiał z Valerie dzień przed morderstwem. Prowadzać prywatne śledztwo, Myron i jego przyjaciel Win, wpadają na ślad zabójstwa popełnionego sześć lat wcześniej w ekskluzywnym klubie tenisowym. Jego ofiarą padł ówczesny narzeczony Valerie. Co może łączyć obie sprawy?

Na nazwisko Coben większość obeznanych czytelników oprócz odpowiedzi twórca powieści sensacyjno-kryminalnych powie również twórca cyklu powieści z udziałem Myrona Bolitara. Postać stworzona przez Cobena należy do tych wyróżniających się na firmamencie bohaterów powieści sensacyjnych. Detektyw-amator, były agent FBI, była gwiazda sportowa, a obecnie agent sportowy. Nieodzownym znakiem początkowych powieści z jego udziałem są sprawy kręcące się wokół danych dyscyplin sportowych. Była koszykówka, była siatkówka, więc czas na tenis, który jest głównym wątkiem „Krótkiej piłki”. Swoją drogą autor widocznie ma upodobanie do wszelakich sportów. Wracając do Myrona Bolitara, autor nie stworzył detektywa z problemami, czy też geniusza, który jako jedyny dostrzega to co nie dostrzegalne. Jednym słowem uczłowieczył swego bohatera, który także popełnia błędy, nie jest alfą i omegą oraz polega na innych, chociaż ostatnie kwestia co do rozwiązania śledztwa należy do niego. Jednakże Myron Bolitar nie pracuje sam, pomaga mu trochę ekscentryczny przyjaciel, mistrz sztuk walki Win oraz sekretarka była zapaśniczka Esperanza. Ich dialogi przepełnione humorem, sarkazmem nie tylko pomiędzy sobą są wielkim atutem autora. Owszem czasami sytuacje, w których się pojawiają wydają się mało przekonujące, lecz wprowadzają trochę humoru w tą ponurą tematykę kryminalną. Między innymi z tego słynie styl autora, co sprawia, że jego powieści szybko się czyta.

Przeczytawszy kolejną powieść autora utwierdzam się w przekonaniu, że lubuje się on w łączeniu przeszłych wydarzeń z teraźniejszymi, a raczej ich wpływie na obecną sytuację. Autor stworzył schemat, który opiera się na kilku zasadach. Otóż, początek powieści - kilka rozdziałów wprowadzenia, następnie morderstwo, włączenie bohaterów do sprawy, rozwiązywanie obecnej, doszukanie się powiązania z wydarzeniami z przeszłości, następnie rozwiązywanie obydwu spraw z kilkoma zwrotami akcji, na koniec rozwiązanie sprawy z przeszłości co umożliwia rozwiązanie teraźniejszych wydarzeń. Nie inaczej jest w przypadku „Krótkiej piłki” , gdzie morderstwo młodej tenisistki powiązane jest z morderstwem syna senatora. Czytając powieści Cobena nie chronologicznie można zauważyć, że tym razem nie komplikuje on zbytnio fabuły, nie tworzy drugiego, a nawet trzeciego dna jak to ma miejsce w niektórych jego powieściach. Poruszając się w obrębie jedynie tych dwóch płaszczyzn/ śledztw mamy niedużą liczbę wątków oraz postaci przez co fabuła powinna być zrozumiała oraz łatwa w odbiorze.

Wspomniałem, że autor stworzył pewien schemat. Cóż, nie twierdzę, że tworzenie schematów jest czymś złym, wręcz przeciwnie, wiemy co możemy oczekiwać od danego autora. Ważniejszą kwestią jest sposób realizacji, a ten wpływa na różne oceny powieści należących nawet do tego samego cyklu. W przypadku „Krótkiej piłki” można odnieść wrażenie, że autor stosował się punkt po punkcie do poradnika „Jak napisać dobrą powieść kryminalną?”, jeśli takowy by istniał. Mamy wciągającą fabułę, nawiązanie do przeszłości, częste potwierdzanie domysłów, skomplikowaną, ale nie zbytnio intrygę, zaskakujące zakończenie. Owszem mamy te wszystkie elementy, ale mi osobiście zabrakło pewnej dozy dramatu, emocji, większej ilości zwrotów akcji oraz przygotowania czytelnika do zaskakującego zakończenia. Dlatego też mam nieodparte wrażenie, że dostaliśmy powieść pisaną zgodnie ze sugestiami wcześniej wspomnianego poradnika. Jednak trzeba na drugą stronę wagi dodać fakt, że na tym etapie twórczość autora dopiero się rozwijała.

Odnośnie zakończenia. Tak jak zwrot krótka piłka oznacza coś natychmiastowego i szybkiego tak samo zakończenie pojawia się nagle wraz z wszelkimi odpowiedziami. Przypomina ono trochę powieści Agathy Christie, gdzie Herkules Poirot oznajmia wszystkim, że zna rozwiązanie, lecz teatralnie przygotowuje miejsce objaśnienia wszystkich wątków. W przypadku „Krótkiej piłki” taką osobą jest Myron Bolitar. Owszem tożsamość mordercy młodej tenisistki oraz niektórych wątków jest zaskakująca, lecz ta nagłość zakończenia sprawia , że nie jest aż tak zaskakujące jak powinno. Ostatni rozdział jest takim smaczkiem, pokazującym nam, że nasz duet bohaterów niekoniecznie wyznaje zasadę, że każdy sprawca musi być postawiony przed organem sprawiedliwości. Całkiem ciekawe spojrzenie.

Takie króciutkie wnioski jakie wysnuwają się po lekturze powieści. Świat sportu bywa brutalny i nie chodzi mi o kort, parkiet, czy boisko. Ileż to czasami jest powiązań, nie zawsze czystych jak łza by móc wypromować nie tylko zawodnika, ale i producenta. Osobną kwestią są młode talenty, dobrze gdy rozwijają się z własnych pasji, pod dobrym okiem, gdyż świat bywa brutalny a młode umysły są bardzo podatne. Ważną kwestią w tej materii jest granica między ambicją dziecka a ambicją rodziców. Cóż, czasami przekroczenie tej granicy może mieć opłakane skutki.

Podsumowując, być może „Krótka piłka” nie należy do perełek autora, lecz pokazuje, że jego twórczość rozwijała się w dobrym kierunku. Osobiście uważam, że jest bynajmniej satysfakcjonująca, gdyż spełniła swe podstawowe zadanie, czyli dostarczyła rozrywki i przyjemności.

pokaż więcej

 
2017-05-04 19:05:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Przeszłość pełna cierni

Zaklasyfikowanie twórczości Charlotte Link jedynie do kategorii kryminał/thriller byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Czasami są to dramaty, innym razem powieści obyczajowe z większym lub mniejszym dodatkiem elementów kryminału tudzież sensacji. „Ciernistą róże” można próbować porównać do powieści obyczajowej z dramatem w tle, a szumnie zapowiadane na okładce a...
Przeszłość pełna cierni

Zaklasyfikowanie twórczości Charlotte Link jedynie do kategorii kryminał/thriller byłoby wielkim niedopowiedzeniem. Czasami są to dramaty, innym razem powieści obyczajowe z większym lub mniejszym dodatkiem elementów kryminału tudzież sensacji. „Ciernistą róże” można próbować porównać do powieści obyczajowej z dramatem w tle, a szumnie zapowiadane na okładce a jednocześnie wprowadzające czytelnika w błąd, elementy thrillera są jedynie dodatkiem. Bez względu na to jaką otoczkę chcielibyśmy przypisać twórczości autorki to nie zmienia faktu, że jest ona mistrzynią ukazywania głębi psychologicznej bohaterów oraz analizowania łączących ich relacji. Co najważniejsze ta warstwa psychologiczna robi ogromne wrażenie, skoro w pewien sposób zmusza czytelnika do przewracania kolejnych stron. Należy zaznaczyć, że autorka nie idzie na łatwiznę. Relacje międzyludzkie, które opisuje nie należą do najłatwiejszych, często skomplikowane, wielowątkowe nie pozwalają na jednoznaczne określenie danej postaci. Charlotte Link nie boi się sięgać po tematy trudne. Tym razem sięgając po tematykę II Wojny Światowej przedstawia pogląd na wojnę, miłość, nienawiść, przebaczenie, poznanie drugiej osoby oraz ogromny wpływ przeszłości na naszą teraźniejszość.

Karin Palmer, ogarnięta chęcią zmiany dotychczasowego życia, decyduje się wyjechać na angielską wyspę Guernsey, gdzie przed laty spędziła cudowne wakacje. Przez przypadek trafia do domu z ogrodem pełnym róż, który należy do 71-letniej Beatrice Shaye. Karin ulega urokowi staruszki, jej pięknego ogrodu i eleganckiego, przytulnego domu. Między kobietami szybko nawiązuje się serdeczna przyjaźń mimo dzielącej je różnicy wieku. Ich rozmowy stają się coraz bardziej intymne i szczere. Beatrice coraz chętniej opowiada o przeszłości. Nie mówi jednak wszystkiego. Wkrótce w okolicy policja znajduje pierwsze zwłoki. Tropy prowadzą do Beatrice. Kobieta będzie musiała komuś zaufać. Jej wybór pada na Karin …

Akcja „Ciernistej róży” rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych: w okresie II wojny światowej i współcześnie, na wyspie Guernsey. Wątek wojenny ma formę retrospekcji jednej z głównych bohaterek, Beatrice, która w dzieciństwie została zmuszona do zamieszkania pod jednym dachem z niemieckim oficerem i jego żoną. Doświadczenie to w znaczący sposób ukształtowało jej osobowość i wpłynęło na dalsze życie nie tylko jej, ale i Helene - właściwie nierozerwalnie splotło losy tych dwóch kobiet, które nawet po sześćdziesięciu latach nadal mieszkają razem, połączone uczuciem miłości - nienawiści i wyjątkowo skomplikowanymi relacjami, których natury do końca nie potrafi zrozumieć nie tylko ich najbliższe otoczenie, ale i one same.

Jednakże to wątek współczesny jest tym dominującym - nadaje on bieg wydarzeniom, podczas gdy retrospekcje przydają fabule głębi, pozwalają lepiej zrozumieć lub przynajmniej ukazują w innym świetle rozgrywające się wydarzenia, a także relacje łączące bohaterów, mające swe korzenie w przeszłości. Początkowo czytelnik poznając historię poczciwych starszych pań przechodzi etapy od zaciekawienia, lekkiego znużenia, na zaczytaniu kończąc. Tak, drodzy współczytelnicy, po zaciekawieniu następuje znużenie. Nie okłamujmy się, fabuła „Ciernistej róży” nie należy do tych o szybkim tempie i pojawiających się co kilka stron zwrotach akcji. Wręcz przeciwnie wszystko „płynie” jednostajnie, dzień upływa za dniem, w pewnym momencie możemy zadać pytanie czy coś się wydarzy? Jednakże gdy poddamy się czarowi Charlotte Link i pozwolimy porwać się powieści odkryjemy, że pod tym płaszczykiem sennych wydarzeń znajduje się gorący kocioł emocji oraz skomplikowanych relacji. Co nowego odkryjemy w charakterze danej postaci, jak bardzo skomplikują się relacje międzyludzkie, czy bohaterowie pokonają własne demony, te i inne pytania napędzają całą fabułę.

Opis na okładce wprowadza w błąd, drodzy współczytelnicy. Otóż, każe nam sądzić, że otrzymamy kryminał z wątkiem historycznym w tle. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę, wątek kryminalny jest jedynie dodatkiem, który przyśpiesza ostatnie wydarzenia na wyspie. Faktem jest, że dopiero ostatnie sto stron nacechowane są kryminałem, jednakże moment jego wprowadzenia jest bardzo oszałamiający. Czytelnik po czterystu stronach, przyzwyczajony do spokojnej fabuły, nagle zostaje „uderzony” morderstwem, nie tylko nie spodziewanym co do czasu wystąpienia, ale również w stosunku do tożsamości ofiary. Wtedy nagle uświadamiamy sobie, że czeka nas kryminał. Jednakże jest on jedynie pretekstem do odkrycia dawno skrywanych tajemnic. Drodzy współczytelnicy, nie oszukujmy się wątek kryminalny nie należy do skomplikowanych, również tożsamość sprawcy jest przewidywalna, lecz zadziwiający jest fakt, że meritum całej powieści nie jest tożsamość mordercy, ale sedno relacji między głównymi bohaterami.

Wojna, nigdy nie ma pozytywnych stron. Owszem historycy mogą mówić, która strona miała przewagę, która wygrała. Jednakże tak naprawdę każda strona przegrywa, gdy ginie chociażby jedno ludzkie istnienie. O koszmarze II Wojnie Światowej wiemy bardzo wiele, lecz autorka przybliża nam zapomnianą historię Wysp Normandzkich, które tak długo były okupowane. Lata bestialstwa i terroru odcisnęły piętno na tylu istnieniach, a nam współcześnie żyjącym pozostaje wierzyć, że to nigdy się nie powtórzy. Charlotte Link nie tylko przedstawiła obraz okupowanej wyspy, ale relacji mieszkańcy-okupant. Co najważniejsze, wystrzegła się jednoznacznego podziału na dobrych i złych, ponieważ zarówno wśród mieszkańców jak i okupantów były jednostki po prostu ludzkie, ale również bestie w ludzkiej skórze.

Uzależnienie, odgrywa również ważną rolę w powieści. Te fizyczne od alkoholu czy też leków, pokazuje, że bez pomocy z zewnątrz takiej osobie ciężko wyjść z nałogu. Słowa, drodzy współczytelnicy mają niebagatelną moc, mogą nie tylko pomóc w chwilach zwątpienia, ale również bardzo dogłębnie zranić, zwłaszcza osoby o kruchej psychice, ale czy tylko kruchej? Drugim uzależnieniem jest emocjonalne od drugiej osoby. Czytając o relacjach zarówno tych przeszłych jak i teraźniejszych między dwiema staruszkami, cały czas miałem w myślach określenie syndrom sztokholmski, lecz Link tak zawirowała moim myśleniem, że jednoznacznie nie da się stwierdzić, kto tak naprawdę był ofiarą. Przywiązanie prowadzi do przebaczenia. Gdy jesteśmy z kimś bardzo i to bardzo długo, nawet gdy czujemy do tej osoby chłód, nawet największą tajemnicę potrafimy przebaczyć, dlaczego? Być może dzieje się tak, gdy uświadomimy sobie, że obie strony są od siebie nie tylko zależne, ale i potrzebne.

Po co róży kolce? Aby chronić to co najcenniejsze. Tak samo jest z nami, stawiamy mury niedostępności oraz tajemnic, aby chronić prawdę o nas samych oraz głębię naszej duszy. Drodzy współczytelnicy, niektórzy ludzie wytwarzają więcej „kolców” niż inni, być może wynika to z drogi jaką podążało ich życie. Tak samo jak najpiękniejsza róża bywa najbardziej kolczysta, tak samo ludzie o najcenniejszych wartościach bywają najbardziej niedostępni. Drodzy współczytelnicy, poszukujmy róż, ale nie tych zwykłych, ale najbardziej ciernistych, gdyż wówczas mogą okazać się bardzo wartościowe.

Podsumowując, jeśli macie ochotę na powieść, w której pierwsze skrzypce grają toksyczne relacje międzyludzkie, gra pozorów, emocjonalne zależności i psychologiczna manipulacja w otoczce nietuzinkowej fabuły, zerwijcie tę niecodzienną różę.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
548 334 15292
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (135)

Ulubieni autorzy (17)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (16)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd