Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Klaps

Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Wydawnictwo: Replika
5,73 (88 ocen i 25 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
5
8
13
7
12
6
23
5
10
4
5
3
6
2
4
1
7
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Slap
data wydania
ISBN
978-83-76741-66-6
liczba stron
416
słowa kluczowe
klaps, przemoc w rodzinie, dzieci
język
polski
dodał
Łukasz

Willa na przedmieściach. Kilka osób spotyka się przy grillu. Jeden z gości wymierza klapsa cudzemu dziecku. Ten pozornie nic nieznaczący gest odbija się rykoszetem w życiu uczestników przyjęcia. Bezpośrednio lub pośrednio zaczyna wpływać na ich dalsze życie… Tym razem Christos Tsiolkas kieruje swoje wścibskie, wszechwidzące spojrzenie na coś, co jest wspólne nam wszystkim: życie rodzinne w...

Willa na przedmieściach. Kilka osób spotyka się przy grillu. Jeden z gości wymierza klapsa cudzemu dziecku. Ten pozornie nic nieznaczący gest odbija się rykoszetem w życiu uczestników przyjęcia. Bezpośrednio lub pośrednio zaczyna wpływać na ich dalsze życie…

Tym razem Christos Tsiolkas kieruje swoje wścibskie, wszechwidzące spojrzenie na coś, co jest wspólne nam wszystkim: życie rodzinne w nowoczesnej rzeczywistości XXI wieku. Tytułowy klaps wraz ze swoimi konsekwencjami zmusza bohaterów do refleksji nad własnymi rodzinami, ich sposobem życia, oczekiwaniami i przekonaniami.

„Klaps” to niepokojąca opowieść o miłości, seksie i małżeństwie, o rodzicielstwie i dzieciach. Opowieść gniewna i intensywna, tak pełna namiętności i sprzecznych przekonań, jak tylko może być życie rodzinne. Książka Tsiolkasa to wnikliwa analiza aspiracji i lęków wzrastającej w siłę klasy średniej, a zarazem przejmująca, prowokująca powieść o naturze lojalności i szczęścia, kompromisu i prawdy.

 

źródło opisu: http://replika.eu

źródło okładki: http://replika.eu

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 293
MonikaOrłowska | 2012-04-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 kwietnia 2012

Jeśli ktoś w dzieciństwie włożył palce do wyżymaczki nad „Franią” i zakręcił korbką, to będzie wiedział, jak się czuję po przeczytaniu „Klapsa”.
Powieść Christosa Tsiolkasa zassała mnie, ugniatała pracowicie przez kilka dni, po czym wypluła po drugiej stronie okładki. Do tej pory składam poprzestawiane wnętrzności.
A cóż takiego jest w tej książce, że działa z niszczycielską siłą? Na pozór „Klaps” to po prostu opowieść o życiu grupy osób, złączonych więzami krwi lub przyjaźni. Klaps, a właściwie policzek, wymierzony pewnemu dziecku – publicznie, w trakcie nieformalnego przyjęcia w ogrodzie – jest katalizatorem zdarzeń, które na zawsze zburzą zastany układ towarzyski, a przy okazji obnażą przed czytelnikiem kłębowisko emocji, namiętności i przekonań, na co dzień ukrytych za fasadą australijskiej normalności.

No właśnie. Australijskiej, więc dla przeciętnego polskiego czytelnika egzotycznej już na wstępie. Obawiam się, że kwestia wielokulturowości, uprzedzeń rasowych i pielęgnowania przywiezionych ze Starego Kontynentu tradycji oraz przyzwyczajeń, problem imigracji i nieprzystosowania mogą być dla nas zbyt abstrakcyjne, by tak naprawdę poruszyć.
A co poza tym? Alkohol, narkotyki, seks. Zdrada i przemoc małżeńska. Aborcja. Homo- lub biseksualizm. Starość i śmierć. Równocześnie miłość, przyjaźń i silny instynkt rodzicielski. Budowanie kariery zawodowej i awans społeczny. Wreszcie szczypta jeszcze bardziej egzotycznej egzotyki, czyli hinduska Australijka na Bali. Wystarczy, żeby zakręciło się w głowie.

Spoglądając „od kuchni”, widzimy, że Tsiolkas zastosował dość prosty, choć czasochłonny przepis na powieść: ośmiornica po australijsku, w sosie greckim. Około- i poklapsowe zdarzenia poznajemy z perspektywy ośmiu postaci, kobiet i mężczyzn w różnym wieku. Pozostałych bohaterów zręcznie wpleciono w dany wątek, lecz tak naprawdę każda z ośmiu części służy przedstawieniu mikrokosmosu konkretnej osoby. Poznajemy jej przeszłość, teraźniejszość oraz lwią część myśli, emocji i żądzy. Tym sposobem sprawa tytułowego klapsa może rozwijać się dość powoli, a i tak objętość powieści rośnie. Sprytne. Trzeba zapamiętać. W końcu cena książki (czytaj: tantiemy) wzrasta proporcjonalnie do liczby zadrukowanych stron, prawda?

Zostawiając ironię na boku, muszę przyznać, że poszczególne rozdziały wciągają. Autor stworzył bardzo przekonujące postaci, zgrabnie żonglując drobiazgowymi opisami tudzież żywymi dialogami. Równie zgrabnie umieścił w każdej części odniesienia do tytułowego klapsa, więc zagłębiając się w świat poszczególnych bohaterów, nigdy na dłużej nie tracimy z oczu głównego wątku, a pytanie: „Co dalej?” jest niemal przez cały czas aktualne.

No dobrze. To wszystko nie wyjaśnia jednak, dlaczego po lekturze czuję się wyżęta lub wybebeszona. Otóż po pierwsze, przytłoczył mnie nadmiar informacji. Siłą rzeczy każda macka wspomnianej ośmiornicy ma swoje własne przyssawki – rodzinę, znajomych, pracowników. Człowiek dopiero się wciągnął, a już musi się oderwać, by za moment wejść w równie intensywny świat następnej postaci. Po drugie, Tsiolkas uparcie chyba dąży do uwypuklenia tego, co w człowieku złe, skrzywione lub niesmaczne. Nawet najbardziej poukładana bohaterka w końcu pokazuje swoją ciemną stronę. Po trzecie wreszcie:
„Pierdnął triumfalnie, chowając twarz w poduszkę, by nie wąchać lepkiego, metanowego smrodu.”*
Wspaniale. A gdyby tak:
„Opadł ciężko na sedes i pierdnął. Pękaty bąk odbił się wielokrotnie od ścianek muszli, wygrywając, nim wybrzmiał, pierwsze takty Marsylianki.”**
Też ładnie, prawda? Tylko po co? Takich fizjologicznych obrazków jest w „Klapsie” dużo. Zbyt dużo. Jako czytelnik z wyobraźnią jestem w stanie poskładać sobie wizerunek macho z o wiele mniej naturalistycznych danych. Stwardnienie, zwiotczenie i zwilgotnienie, choć normalne i ludzkie, w nadmiarze po prostu nużą. Wulgaryzmy w dialogach takoż.

Podsumowując, czuję po przeczytaniu „Klapsa” pewien niesmak. Nie gustuję w tak natrętnym zaglądaniu ludziom do łóżka i łazienki, zwłaszcza gdy już wgląd w ich głowy jest ekstremalnym przeżyciem. Nawet najbardziej celne spostrzeżenia, z którymi mogłabym się identyfikować – a takie w „Klapsie” też są – w tym otoczeniu tracą siłę wyrazu.

Na koniec słówko o przekładzie. Jędrzej Polak znakomicie wywiązał się ze swego zadania, choć, prawdę mówiąc, nie zaglądałam do oryginału. Powieść czyta się jednak na tyle gładko, że, z wyjątkiem paru – nielicznych – miejsc, w ogóle nie wygląda na tłumaczenie.

Czy żałuję zainwestowanego w „Klaps” czasu? Nie, choćby dla ulgi, jaką odczułam na myśl, że mój własny lokalny grajdołek jest zdecydowanie prostszy i bardziej niewinny. A biegłość warsztatowa Tsiolkasa skłoni mnie może kiedyś do sięgnięcia po „Martwą Europę”, o ile znajdę zawczasu odpowiednie antidotum na trupi jad, którym zapewne nasączone są jej stronice.

* Ch. Tsiolkas, Klaps, s. 7
** M. Orłowska, potencjalna acz nienapisana książka o macho

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pod ciemną skórą Filipin

W ciągu ośmiomiesięcznej podróży był między innymi świadkiem wspomnianej drogi krzyżowej. Jest to wydarzenie dość głośno komentowane, a uczestnicy poz...

zgłoś błąd zgłoś błąd