Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Badenheim 1939

Tłumaczenie: Henryk Szafir
Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Wydawnictwo: W.A.B.
6,35 (54 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
1
8
6
7
23
6
11
5
4
4
5
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Badenhaim, 'ir nofesh
data wydania
ISBN
83-89291-46-0
liczba stron
130
język
polski
dodała
Nagore

Pierwsza w Polsce książka wybitnego pisarza izraelskiego pokazuje pewien świat na chwilę przed jego unicestwieniem. W zacisznym kurorcie koło Wiednia jak zwykle trwają przygotowania do festiwalu muzycznego, a mieszkańcy i przyjezdni przejęci są swoimi wielkimi lub małymi sprawami, kiedy pojawia się zagrożenie. W końcu Badenheim zostaje odcięte od świata, a tutejszych Żydów czeka "wyjazd do...

Pierwsza w Polsce książka wybitnego pisarza izraelskiego pokazuje pewien świat na chwilę przed jego unicestwieniem. W zacisznym kurorcie koło Wiednia jak zwykle trwają przygotowania do festiwalu muzycznego, a mieszkańcy i przyjezdni przejęci są swoimi wielkimi lub małymi sprawami, kiedy pojawia się zagrożenie. W końcu Badenheim zostaje odcięte od świata, a tutejszych Żydów czeka "wyjazd do Polski" - jak się okaże, w wagonach towarowych... W swojej mistrzowsko sugestywnej opowieści autor ukazuje bezradność zwykłych ludzi i zawodność wszelkich pojęć wobec czekającej ich zagłady. Przywołuje atmosferę grozy, czającej się w uładzonym jeszcze miasteczkowym życiu, kreśląc przy tym fascynująco barwne postacie.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1382
Tina | 2017-05-15
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Przed sezonem w kurortach zawsze panuje nerwowa atmosfera. Przygotowania idą pełną parą; w hotelach urządza się coroczne mycie okien, w restauracjach odkurza się obrosłe brudem dywany, artyści ćwiczą przed występami, wodzireje przygotowują nowe atrakcje programu. Nie inaczej płynie czas w B. Tutaj każdy zna swoje miejsce, zarowno upijający się co wieczór członkowie orkiestry, jak i aptekarz opiekujący się chorą żoną, czy właściciel cukierni przeklinający dwie lokalne prostytutki, których mimo upływu lat, wciąż nie chce wpuscić do środka swojego przybytku. Także i wczasowicze, co roku ci sami, wiedzą doskonale czego mogą oczekiwać w B. Może ta atmosfera swojskości im odpowiada, a może są tak zmęczeni własnym życiem, że lubią raz do roku zanurzyć się w klimacie prowincji? W tym roku wszytko jest takie same, a jednak inne. W tle rozgrywają się wydarzenia, które mają zdecydować o przyszłości wszystkich żydowskich mieszkańców. Dział sanitarny nagle wprowadza obowiązkową kontrolę i zapisy, słyszy się pogłoski o podróży na wschód, co dla wielu oznacza powrót do utraconych korzeni. Ludzie starają się pocieszać siebie nawzajem, karmią się płonnymi nadziejami, upajają się marzeniami o wspaniałej przyszłości, niczym mocnym trukiem. Nikt nie zdaje sobie sprawy, co tak naprawdę kryje się za spisem ludności żydowskiej, za kategoryzowaniem kto należy do tego narodu, kto nie. Przecież wcześniej nie odgrywało to właściwie roli, dlaczego nagle miałoby się to zmienić? Widmo nadciągającej zagłady jest obecne jedynie w tle wydarzeń, jest nienamacalne aż do ostaniej strony książki.

Appelfeld jak zwykle jest bardzo oszczędny w słowach i opisach. Zło czaji się między linijkami tekstu, przeskakuje z wyrazu na wyraz, z głoski na głoskę, jest nieuchwytne, a jednak obecne. Na początku opowieści nie czujemy jeszcze tej dusznej atmosfery oczekiwania, rozpoczęcie można sobie wyobrazić jako niebieskie niebo, z niewielkimi białymi chmurkami, jednak wraz z jej rozwojem, powietrze staje się coraz bardziej duszne, niebo szarzeje, pojawiają się pierwsze czarne chmury, jak przed nadchodzacą nawałnicą. Pomyślałam sobie, że na końcu, kiedy wszyscy grzecznie stoją na peronie, rozpoczyna się wielka ulewa, deszcz jest tak silny, że nie widzimy już twarzy żadnego ze skazanych na podróż, pojedyńcze osoby rozmywają się, tworząc bezkształtną masę. Nie widzimy już jednostek, istnieje tylko ogół.

Wszystkim, którzy interesują się historią XX wieku i znają tło wydarzeń lat 30., napewno rzuci się w oczy pewien szczegół, którego być może inni nie dostrzegli. Chodzi o fakt, iż żydowscy obywatele, zarówno opisanej tutaj Austrii, jak i Niemiec oraz innych państw, ludzie którzy nierzadko walczyli po stronie tych krajów, swoich ojczyzn, w I wojnie światowej, posiadali liczne odznaczenia, byli wzorowymi obywatelami, nie chcieli wierzyć jaki zgotowano im los. Mieli oni prawie do samego końca ślepą niemalże ufność, że to o czym od dawna szeptali inni, nie może być prawdą. Większość nie wierzyła, że dojdzie do ludobóstwa, do masowej, przemysłowej zagłady, do wywłaszczenia Żydów, do mordów na milionach niewinnych. W relacjach wielu świadków można usłyszeć to samo zdanie: ‘Czekaliśmy na rozwój wydarzeń z ufnością, że nastroje antysemickie się upokoją, że to tylko kres przejściowy, a H. nie zostanie długo przy władzy’. Jakże wysoką cenę musieli oni zapłacić za swoje zaufanie i lojalność wobec ojczyzny, ojczyzny która nie widziała już w nich swoich pełnoprawnych obywateli...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zgiełk czasu

Rosja, kompozytor, reżim... niby czyta się dobrze, niby bez problemów, ale jakoś nie porwało mnie za bardzo. Nie wiem, może w złym momencie sięgnę...

zgłoś błąd zgłoś błąd