W królestwie monszatana. GMO, gluten i szczepionki

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
7,47 (220 ocen i 45 opinii) Zobacz oceny
10
13
9
35
8
86
7
49
6
20
5
5
4
2
3
2
2
0
1
8
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380495708
liczba stron
296
język
polski
dodała
Ag2S

„Genetyczni mutanci”, „niezniszczalne superchwasty”, „rakotwórcze pestycydy”, „szczepionki wywołujące autyzm”, „uzależniający gluten”. Podobne nagłówki od lat straszą nas z pierwszych stron gazet. Gdzie leży prawda? Czy genetycznie zmodyfikowane rośliny, szczepionki i gluten faktycznie są takie straszne, jak je malują je ekoaktywiści, politycy i celebryci? I czy firmy zajmujące się produkcją...

„Genetyczni mutanci”, „niezniszczalne superchwasty”, „rakotwórcze pestycydy”, „szczepionki wywołujące autyzm”, „uzależniający gluten”. Podobne nagłówki od lat straszą nas z pierwszych stron gazet. Gdzie leży prawda? Czy genetycznie zmodyfikowane rośliny, szczepionki i gluten faktycznie są takie straszne, jak je malują je ekoaktywiści, politycy i celebryci? I czy firmy zajmujące się produkcją GMO – z niesławnym Monsanto na czele – naprawdę zagrażają współczesnemu rolnictwu?

Dziennikarz naukowy Marcin Rotkiewicz, niczym w średniowiecznym bestiariuszu, zbiera sumę współczesnych strachów związanych z rozwojem nauki. Nie banalizując potencjalnych zagrożeń, klarownie i wciągająco wyjaśnia, kto posługuje się rzetelnymi argumentami, a kto zarabia na rozsiewaniu paniki.

To książka dla tych, którzy chcą wiedzieć, jak powstają pseudonaukowe teorie i czy naprawdę jest się czego bać.

 

źródło opisu: czarne.com.pl

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 3694
żabot | 2017-11-19
Przeczytana: 18 listopada 2017

Świetnie napisana książka. Czyta się na jednym wdechu. Jedyną jej poważną wadą jest grubość, a właściwie cienkość. Autor skupił się na genezie obsesji ruchów zajmujących się ochroną przyrody na punkcie GMO czyli organizmów (a zwłaszcza roślin) modyfikowanych genetycznie oraz na punkcie czołowego chłopca do bicia w tej kwestii czyli na koncernie Monsanto. Tymczasem obsesyjno-kompulsywne zachowania wielu ekoaktywistów często mają swe źródło nie koniecznie w dobrych intencjach (a wiadomo, co cechuje dobre intencje ;-) ), ale również w ignorancji, głuchocie na fakty, koniunkturalizmie i szemranych interesach. W efekcie to, co niektóre ruchy „ekologiczne” zarzucają różnym koncernom przemysłowym, można też przypisać im samym.
Pod koniec książki autor pokazuje, że podobną genezę ma również histeria antyszczepionkowa czy antyglutenowa. Żałuję, że temat nie jest rozwinięty szerzej. Ale z drugiej strony… Wiele osób widząc zbyt grube tomiszcze mogło by po nie nie sięgnąć. Jest więc w tym jakaś metoda. Rewelacyjnym posunięciem jest tytuł i okładka. Sugerują one nieco inną treść niż by się można spodziewać. Połączenie nazwy koncernu biotechnologicznego Monsanto z Szatanem wskazywało by, że możemy mieć w ręku kolejną propagandówkę ruchów anty-GMO, gdzie można by znaleźć jakieś dodatkowe argumenty przeciw Monsanto. Tymczasem… znaczący fragment książki pokazuje, jak społeczeństwo jest ogłupiane i manipulowane obsesjami różnych organizacji proekologicznych a zwłaszcza Greenpeace oraz rolą w tym zawodowego aktywisty i „zaprzeczacza” Jeremy’ego Ryfkina.
Początkowo książka wydawała mi się nieco jednostronna, kiedy autor pokazywał niezbyt jasną stronę ruchów wrogich biotechnologii, ale w drugiej połowie to się wyrównało, kiedy dostajemy też nieco treści o drugiej stronie tego bezsensownego, zideologizowanego konfliktu. Niektórzy mogą uznać to za próbę wybielania Monsanto, ale tak nie jest. Autor w jasny sposób pokazuje, że Monsanto nie jest największym (zdaniem ekoaktywistów najgroźniejszym wrogiem) koncernem biotechnologicznym, ani nie ma na swoim sumieniu wcale najgorszych „grzeszków”. Tymczasem Greenpeace obsesyjnie zwalcza Monsanto i występuje przeciw wszelkim manipulacjom genetycznym.

Nie ma znaczenia, czy przy okazji nie wylewamy dziecka z kąpielą a normalniej mówiąc, nie przyczyniamy się do tragedii setek tysięcy dzieci rocznie, nierzadko ich śmierci (sprawa tzw. złotego ryżu). Byleby dokopać Monsanto i ani kroku wstecz. Nie oddamy choćby guzika. Przypomina to trochę zaślepienie i dogmatyzm religijny. GMO to samo zło bo… to samo zło i nie ma co o tym dalej gadać. Albo my, albo oni. Tymczasem ignorancja i zacietrzewienie się szerzy – po stronie ekoaktywistów.
Warto przeczytać i zastanowić się, jaką siłę na świecie ma ignorancja. Niestety coraz większą.
Autor na początku zastanawia się, jak przetłumaczyć angielską nazwę zawodowych „zaprzeczaczy” pozostając przy słowie „denialiści”. A dotyczy to nie tyle szarych ludzi, gdzie pewien poziom ignorancji jest sprawą oczywistą, ale ludzi wykształconych, nierzadko profesorów i laureatów Nobla. Może to nie najlepsza sugestia, ale w czasach żelaznej kurtyny, kiedy tabuny zachodnich intelektualistów wynosiło pod niebiosa jakoby powszechną szczęśliwość w Kraju Rad, właśnie w owym Kraju Rad nazwano ich pożytecznymi idiotami.
Zastanawiam się czasem, czy obecna obsesja anty-GMO nie ma całkiem silnych analogii do tamtych czasów.
Książka o monszatanie należy niewątpliwie do kategorii „must read”. Niezależnie, jakie na koniec wyciągnie się wnioski.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zdobyć Budapeszt Kampania na Węgrzech 1944

Książka dobra, ale nic ponad to. Sama praca liczy 605 str, 11 rozdziałów i 9 obszernych załączników. Zawiera 18 zazwyczaj marnej jakości map i 54 dobr...

zgłoś błąd zgłoś błąd