Uciekająca narzeczona

Tłumaczenie: Anna Rojkowska
Cykl: Summer Harbor (tom 2) | Seria: Summer harbor
Wydawnictwo: Dreams
7,01 (132 ocen i 21 opinii) Zobacz oceny
10
14
9
6
8
25
7
39
6
26
5
17
4
3
3
1
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788363579951
liczba stron
368
język
polski

Ona pamięta tylko tyle, że go kocha. On nie może zapomnieć, w jaki sposób go rzuciła. Wstrząs mózgu wymazał siedem miesięcy z życia Lucy. Dziewczyna nie przypomina sobie rozstania z narzeczonym, Zakiem Callahanem, na tydzień przed ślubem ani przeprowadzki do Portland. I naturalnie, nic nie wie o swoich następnych zaręczynach. Jedyne, co pamięta, to to, że Zac jest jej droższy nad życie. Po...

Ona pamięta tylko tyle, że go kocha. On nie może zapomnieć, w jaki sposób go rzuciła.

Wstrząs mózgu wymazał siedem miesięcy z życia Lucy. Dziewczyna nie przypomina sobie rozstania z narzeczonym, Zakiem Callahanem, na tydzień przed ślubem ani przeprowadzki do Portland. I naturalnie, nic nie wie o swoich następnych zaręczynach. Jedyne, co pamięta, to to, że Zac jest jej droższy nad życie.

Po nieoczekiwanym i niewyjaśnionym odejściu Lucy Zac przez wiele miesięcy nie mógł odzyskać równowagi. Z rozpaczy rzucił się w wir pracy na rodzinnej plantacji i w swojej restauracji w Summer Harbor. A teraz Lucy znowu pojawia się w jego świecie – bezdomna, bezradna i… zakochana. Potrzebuje go, by poskładać od nowa swoje życie. Lecz co będzie, gdy Lucy wróci pamięć?

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1088
Tirindeth | 2017-09-12
Na półkach: Przeczytane

Podobno negatywne opinie czyta się najlepiej. I najlepiej je się też pisze, bo można się „wyżyć”. Nie jestem entuzjastką oceniania książek zbyt surowo. Przyznam otwarcie – nie lubię pisać negatywnych opinii i bardzo rzadko to robię. Bo każda książka ma szansę się podobać – to, co mnie nie przypadło do gustu, dla kogoś innego może być objawieniem. Dlatego też w każdej lekturze staram się odnajdywać plusy. Jakiekolwiek. I tu także je odnajduję! Bo widzicie, Uciekająca narzeczona to powieść lekka. Niewymagająca. Ma w sobie pewną dozę ciepła, przez co czyta się ją szybko. To miła historyjka. Milusia jak puchaty króliczek. I niestety równie jak ów króliczek bezmyślna. Już pomijam fakt, że bohaterowie co chwila się modlą (wszak oryginalnie książka została wydana przez zespół Literatury Chrześcijańskiej w HarperCollins). Przede wszystkim brakuje konsekwencji w kreowaniu wydarzeń. Podczas lektury wielokrotnie miałam ważenie, że autorka zapomniała, o czym pisała pięć minut wcześniej. Czasem się zastanawiałam, czy wciąż jesteśmy przy tej samej scenie! Podam Wam przykład – mamy sytuację, w której bohaterowie przebywają w domu, bohaterka szykuje kolację, on ma w planie zjeść ją u siebie, kieruje się ku schodom, rozmawiają po drodze, on się na coś zgadza, ona chce go uściskać w podzięce i nagle okazuje się, że dzieli ich bar. WTF? Inna sytuacja – jest wieczór, bohaterka przesiedziała dużo czasu w barze (główny bohater jest właścicielem przybytku), po czym po zamknięciu baru idzie... na pocztę. Czy w małych amerykańskich miasteczkach poczty otwarte są późnymi wieczorami? Bo mamy lato, a na zewnątrz się już ściemnia, więc musi być naprawdę późno, czyż nie? Mam wrażenie, że albo ja się gdzieś pogubiłam, albo autorka nie wykreowała tych momentów wystarczająco realistycznie. A może zawiodło tłumaczenie? Jedziemy dalej – kreacja bohaterów. Mogłabym się zabujać w Zacu, serio. Facet jak z bajki. A jednak nic. Zero. Czarna dziura. Bo ten koleś jest jak kłoda. Lucy w sumie też mało wyrazista. Wygląda to ciut tak, jakby autorka chciała stworzyć bohaterów idealnych do polubienia, tylko zapomniała tchnąć w nich życie. Są… bez smaku. Bez polotu. A szkoda, bo liczyłam na wielkie emocje. A czym się emocjonować, skoro czytam książkę o dwóch kłodach? No bez jaj! Ale podkreślam – to lekka lektura, niezobowiązująca, mało wymagająca, trochę naiwna, a przy tym czerpiąca ze znanych motywów z komedii romantycznych, przez co ma prawo się spodobać. Ja akurat nie jestem w gronie fanów, bo ani nie czytuję literatury chrześcijańskiej (sorry!), ani nie przepadam za dorosłymi bohaterami, dla których szczytem frywolności jest całowanie się na kanapie. Ale ciii, żadna namiętność ani pożądanie nie może się pojawić, nawet w najskrytszej myśli głównego bohatera, wszak to LITERATURA CHRZEŚCIJAŃSKA. Tak, gdyby ktoś zapomniał, mamy już XXI wiek! Dlatego mówię otwarcie – moje pierwsze spotkanie z twórczością Denise Hunter okazało się niespecjalnie udane. Powiem więcej – pierwszy raz od naprawdę dawna żałuję pieniędzy wydanych na książkę. Chyba więc inne jej dzieła sobie odpuszczę ;) A Wy – jeśli nadal chcecie zapoznać się z dziełami Denise – robicie to na własną odpowiedzialność :D

www.tirindeth.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zapadnij w serce

Rowe po ciężkich przeżyciach i tragicznych wydarzeniach przez dwa lata uczyła się indywidualnie w domu. Po tym okresie postanawia pokonać strach i zro...

zgłoś błąd zgłoś błąd