Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Królowa Pajęczych Otchłani

Wydawnictwo: ISA
6,25 (59 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
2
8
4
7
13
6
17
5
13
4
3
3
3
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8388916599
liczba stron
292
język
polski

Justicar, bezlitosny tropiciel z zagmatwaną przeszłością, poświęcił życie obronie słabych i karaniu winnych. Jednak jego przeszłość właśnie go dogania. Lolth, demoniczna królowa pająków, szuka zemsty. Nie zapomniała o porażce z rąk tropiciela. Przed zabiciem Justicara i jego towarzyszy nic nie powstrzyma ani jej, ani hord potworów i demonów.

 

Brak materiałów.
książek: 6573

Uhhh.... czy ktoś właśnie spisał jeden z początkowych odcinków "Critical Role"*? Mam dziwne wrażenie, że tak właśnie było. Choć... nie. To było WZOROWANIE SIĘ na Critical Role. Bardzo mocno, ale jednak. Co mnie osobiście bardzo boli. Bo zamiast dobrej, lekkiej książki dostałam raczej kiepską sesję RPG... ale od początki.

Świat Greyhawk znam bardzo słabo. Przyznaję się bez bicia, że to nie jest ta część olbrzymiego świata FR, do której pałam jakąś absolutną miłością, o znajomości tym bardziej nie mówię. Bo takowej nie ma. Jednak gdybym miała ryzykować i po tej tylko pozycji określać, czy chcę zagłębiać się w ten świat czy nie... gwałtownie oponuję, mówię, że lol-nope, dziękuję, postoję... No nie. Absolutnie nie kupiłam tego świata. A może raczej sposobu, w jaki autor go kreował, siląc się na zachowanie stylu sesji, z popcornem, chipsami, colą, piwem, rzutami kośćmi (oczywiście, krytyki leciały, a co!) i śmiechem. Oki. Doceniam staranie, ale średnio to mnie przekonało. No nie. Jak sama jestem fanką spotkań ze znajomymi i gry w porządnego RPG, z kartą postaci, wczuciem się w rolę i w ogóle, wszystkim, tak tu... tu mnie wiele odrzucało.

Zacznijmy może od opisu świata. Tego... nie ma. Po prostu nie ma. Opisy są bardzo skąpe, pisane po łebkach, na zasadzie: wyobraźcie sobie to sami. Zwłaszcza mocno odczuwałam to w czasie postoju drużyny czy walki. A może po prostu cały czas. Wciąż było tu coś, co mi nie siedziało, brak mi było tej nuty realizmu, opisania co gdzie i jak... Mistrzostwem były demony na 30-metrowych kolumnach i metalowe powierzchnie, których chwilę wcześniej nie było. Trącało mi to mocno PG *Power Gaming* w wykonaniu GM *Game Master, Mistrz Gry, prowadzący sesję*. I wadziło w odbiorze lokacji. Poza tym, nie dowiedziałam się o świecie niczego, poza faktem, że został zniszczony przez demona *jakież to odkrywcze!*, i teraz jest źle i niedobrze. Bo najeżdża go Lolth...

...i przechodzimy do wisienki na powieści. Postaci.

Nie wiem, czy zacząć od najgorszych, czy najlepszych. Chyba... zacznę od najgorszych. Lolth. Pajęcza Królowa, bogini Drowów, absolutne wcielenie zła, paskudne, złe, pajęczakowate, złe, złe... wspominałam, że złe? Taaaaaak. Czytający tą książkę, zapomnijcie o klasycznym wcieleniu Lolth! Zapomnijcie o tej, która w świecie FR siała strach! Dostaniecie tu... amerykańską, rozwydrzoną nastolatkę, z idealnym ciałem. Bo przecież. Ale poza tym, to rozwydrzoną nastolatkę, która jest w swoim zachowaniu nie tyle żałosna, co śmieszna. I zniechęcająca. Ona jest zła... bo po prostu opisano ją fatalnie. I tyle. Nie ma w sobie niczego, czego bym oczekiwała od Pajęczej Bogini. Co najwyżej, naraża się na pośmiewisko swoim zachowaniem. Dla równowagi, Morag akurat była postacią dobrze wykreowaną... ale o niej później. Z tych złych... No błagam ja was, cała drużyna "dobrych" była dla mnie kpiną. Nie wspominam ani o wątku "romansu" między faerie a Justicarem, czy miłością sfinksa i człowieka *TAK!* - bo to było po prostu naciągane, że aż amerykańskie. I złe. Postacie "dobrych" drażniły mnie swoim przedstawieniem. Faerie była durna i naiwna, sfinks nie przekonywał mnie w żaden sposób, a dwóch ludzi... aha? jeden miszczu miecza, a drugi kuszy? Okey... Nawet specjalnie nie przyjęłam do wiadomości ich imion. Po prostu postacie miałkie i mdłe, jakich wiele trafia się początkującym graczom - wszystek idealne, wszystek najlepsze. Dodajmy do tego idealne ciała, zmysł mody, zaklęcia które wychodzą bez problemu... no cud-malina! Szkoda tylko, że to EPIC stało się wstępem do tragedii. Nie, po prostu nie kupiłam tych postaci, uznałam je za zwyczajnie złe, źle przedstawione. Ich "zawsze mi się wszystko udaje" moce, co strona niemal, też drażniły. Escalla to już w ogóle, jakiś absurd - faerie w jej wydaniu otwierała mi w kieszeni nóż. Nie, dziękuję, postoję, nie zamierzam jej tolerować. Walka między mistrzem a uczniem była po prostu naciągana. Lolth też kierowała się absurdalnymi motywami, żadnymi poważnymi - serio, chęć zemsty na drużynie? Osobiście? Nie prościej było wysłać kilka drowich zabójców, albo wykosztować się na jakiś solidny czar? Nie? Nie.

A z tych lepszych postaci? Morag. Wprawdzie tana`ri przedstawiono tu dość infantylnie, ale ją kupiłam. Miała swoje niezłe pięć minut, a dogryzanie Lolth zwyczajnie mnie bawiło. Nie zawsze, ale jednak. Więc było dobrze, i jej postać trochę ratuje wszystko. Ale tylko trochę. Poza tym, Polk i Popiół. Tak, oni dwaj też ratowali sytuację i sprawili, że się uśmiechnęłam kilka razy, choć wizja, że wskrzeszenie przenosi herosa w ciało borsuka i bliżej nieokreślona ożywiona skóra piekielnego ogara... kręcę nosem. I uciszam: miecz mnie denerwował.

Więc ogólnie? Ogólnie, to kiepsko. Heroic fantasy z nadmiarem PG, gdzie wszystko układa się po myśli drużyny, wliczając w to rzuty. Średnio kupuję takie kwestie. Czytało się mi też niespecjalnie dobrze, a nawet źle. Męczyłam się szybko, co kilka stron odrywałam się od lektury, nie mogąc się na niej skupić. Miałam dziwne wrażenie, że po prostu ta książka, styl autora i tłumacz się nie popisali. Że zrobili coś na zasadzie zrobienia, bez większego zastanowienia się. Jasne. Przymykając oczy na wszelkie niedociągnięcia i nadmiar heroizmu, jest ok. Ale tak... nie.

Średnio na jeża, nawet gorzej. Jako jedna z nielicznych ze świata FR, który wszak bardzo lubię i cenię, ta książka zostaje przeze mnie uznana za słabą i raczej nie do przełknięcia w najbliższych latach.

*lokowanie produktu. Serio serio ;)

//Opinia do przeczytania również tu: http://kaginbox.blox.pl/2016/08/Krolowa-Pajeczych-Otchlani.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Hiszpańskie oczy

Lektura tej książki była dla mnie wyjątkowo trudna, ze względu na ogromny ładunek emocjonalny. Losy toksycznych relacji Anny oraz jej córki Ewy były d...

zgłoś błąd zgłoś błąd