#upał

Wydawnictwo: Znak
6,18 (135 ocen i 36 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
7
8
20
7
35
6
30
5
19
4
8
3
6
2
4
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324045716
liczba stron
320
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Fikcja bardziej bolesna niż rzeczywistość. Wszystko dzwoni, pika, wibruje. Klikasz, odbierasz, gnasz. Zewsząd dopadają cię setki newsów. Nie pamiętasz, co czytałeś, dlaczego, gdzie, po co. Uwięziony w wirtualnym świecie nie dostrzegasz odległej o milion lat świetlnych rzeczywistości, aż w brutalny sposób przypomni ci o swoim istnieniu. "#upał" to opowieść o pułapce, w którą wpaść może...

Fikcja bardziej bolesna niż rzeczywistość.

Wszystko dzwoni, pika, wibruje. Klikasz, odbierasz, gnasz. Zewsząd dopadają cię setki newsów. Nie pamiętasz, co czytałeś, dlaczego, gdzie, po co. Uwięziony w wirtualnym świecie nie dostrzegasz odległej o milion lat świetlnych rzeczywistości, aż w brutalny sposób przypomni ci o swoim istnieniu.

"#upał" to opowieść o pułapce, w którą wpaść może każdy, o sieci, którą na nas zastawiono, o (nie)obecności, pracoholizmie, manipulacji. Autor z wirtuozerią i pozorną lekkością prowadzi czytelnika do piorunującego finału.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 63
Natalia Nowicka | 2017-07-23
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2017 rok

Równolegle do zachwytu nad możliwościami, jakie daje bycie czynnym użytkownikiem internetu, pojawiły się głosy zwiastujące infoholizm - nowy rodzaj uzależnienia behawioralnego. Poświęcono mu dotychczas niejeden mniej lub bardziej strawny elaborat, ale o ile w latach dziewięćdziesiątych nie było czym się przejmować, bo dostęp do sieci mieli tylko wybrańcy, o tyle dziś, kiedy prawie każdy polski dom internetem stoi, możemy mówić o pladze. Kliniki leczenia uzależnień pełne są towarzystwa snującego się po korytarzach i nerwowo pocierającego palcami, które jeszcze nie tak dawno tkwiły w miłosnej symbiozie z klawiaturą. Obok separacji od wszelkich urządzeń, które zapewniają dostęp do sieci lub nieustannie generują informacje, komponentem terapii może być książka (boże broń e-book!) Michała Olszewskiego. Istnieje prawdopodobieństwo, że po jej lekturze przynajmniej jakaś część leczących się infoholików nie wróci do nałogu, bo Olszewski podarował światu powieść o konstrukcji ryzykownego strumienia świadomości głównego bohatera – strumienia, który ledwie po kilkunastu stronach okazuje się rwącą rzeką.

Oto Fej, redaktor naczelny pewnego miejskiego portalu informacyjnego, przeżywający aktualnie po piętnastu latach kariery „szczytowanie zawodowe”. Nie da się odmówić Olszewskiemu fantazji, bo obdarzył swojego antypatycznego protagonistę bogatą paletą cech dziennikarskiego wypaczenia. Fejowi nawet nie drgnie powieka, kiedy naciąga lub koloryzuje fakty, aby zwiększyć tzw. klikalność materiału – na internetowym ringu wszystkie chwyty są dozwolone. Być może miłosierny czytelnik obdarzyłby go współczuciem, gdyby pewne aspekty jego zachowania wynikały z nieświadomości. Ale jak na złość redaktor Fej świadomy jest i to bardzo. Także swojego infoholizmu, choć stosuje w tej kwestii tradycyjne wyparcie, zasłaniając się wyświechtaną frazą, że jeśli nie ma cię dzisiaj w sieci, to nie istniejesz, tym bardziej, gdy jesteś dziennikarzem. W opowieści Feja przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Chaotyczne wywody bohatera raz po raz przerywane są postami wrzucanymi przez niego na konto portalu, w którym pracuje, założone w znanym medium społecznościowym. Posty obowiązkowo zawierają hasztagi. Jednak hasztag w książce Olszewskiego przestaje być tylko sposobem umożliwiającym grupowanie komunikatów o zbliżonej tematyce. Hash (# – ang.), ta niepozorna „kratka” umieszczana przed danym słowem staje się symbolem współczesnego zniewolenia i złudzenia, że będąc w sieci jesteśmy częścią czegoś wielkiego i ważnego, a uwaga całego świata skierowana jest na to, co mamy akurat do powiedzenia (zazwyczaj nic istotnego). „#Upał” to nie horror, ale podczas lektury mimowolnie włos jeży się na głowie, bo postęp technologiczny przybiera tu kształt technologicznego ustępu, z którego wylewa się falami niekontrolowana zawartość – wstydliwy skutek uboczny błyskawicznego i bezrefleksyjnego trawienia podanych na brudnym talerzu informacji, które czynimy naszą, niekiedy jedyną, wiedzą o świecie.

Perypetie Feja naszpikowane są wydarzeniami brzmiącymi bardzo znajomo, jeśli od czasu do czasu fundujemy sobie fascynującą lekturę popularnych internetowych serwisów informacyjnych albo tickerów, czyli pasków informacyjnych, które pojawiają się zazwyczaj u dołu ekranu na większości kanałów TV. Uważny czytelnik dostrzeże tam pierwsze oznaki postępującej tabloidyzacji. Wystarczy kilka przymiotników niosących odpowiednią dawkę wyolbrzymienia, a kolizja trzech aut urasta do rozmiarów karambolu, pęknięta opona w prezydenckim samochodzie staje się zamachem, nieszczęśliwy wypadek ze śmiercią w tle – materiałem do debat o bezpieczeństwie odbywanych przy niedzielnym kotlecie. Można Olszewskiemu zarzucić to, że poszedł po linii najmniejszego oporu, ponieważ wykorzystał w fabule kilka tych znajomo brzmiących tematów, którymi żyły rodzime tabloidy w ciągu ostatniego pięciolecia, zafundował im stylistyczną panierkę i podał w sosie prozy, ale z drugiej strony, czy owa fabuła nie wybrzmiewa przez to bardziej wiarygodnie? I czy nie nosi to znamion stendahlowskiego zwierciadła przechadzającego się po gościńcu, które podsuwa Olszewski, żeby trochę nas postraszyć? Bo przecież ktoś napędza te wszystkie statystyki oglądalności i klikalności, a na pewno nie jest to tylko przeciętny Kowalski, zakładający skarpety do sandałów, z miernym wykształceniem i aspiracjami życiowymi na poziomie ameby (jesteś tym, w co klikasz?). Olszewski to doświadczony dziennikarz i reporter, więc być może uznał, że grzebanie w wyobraźni tylko po to, żeby stworzyć coś, co uda fakt, będzie w pewnym sensie wymyślaniem koła na nowo. Po co, skoro można czerpać garściami z przepastnych czeluści internetu, który karmi się historiami pisanymi przez życie, a potem wziąć z nich to, co najlepiej, zdaniem twórcy, zasili fabułę. I tu objawia się paradoks powieści Olszewskiego: z jednej strony ukazuje ona zgubne skutki „bycia w sieci”, a z drugiej zapewne sama została napisana z jej pomocą. Owszem, paradoks, a nie hipokryzja, bo Olszewski biegłości w używaniu internetu wcale nie ukrywa. Natomiast duży akcent kładzie w powieści na to, co się dzieje, kiedy internet zaczyna używać nas.

Z monologów Feja może wyłuskać czytelnik jeszcze jedno ważne spostrzeżenie, którym jest żenująca jakość dziennikarstwa uprawianego w serwisach informacyjnych. W redaktorskich instrukcjach kierowanych do stażystów, zwanych „narybkiem”, Fej ujawnia czytelnikowi praktyki stosowane przy preparowaniu „newsów”, które z rzetelnym dziennikarstwem mają tyle wspólnego, co Korea Północna z wolnością słowa. Po lekturze pierwszego z brzegu internetowego serwisu informacyjnego nie sposób traktować tego instruktażu w kategoriach fikcji literackiej.

O ile można polemizować z oryginalnością pomysłu na fabułę, o tyle warstwie językowej i konstrukcji powieści nie można niczego zarzucić. Co prawda, istnieje ryzyko, że czytelnik przyzwyczajony do wypieszczonych fraz i popisów językowej ekwilibrystyki poczuje lekki niesmak percypując tę hybrydę profesjolektu, języka literackiego, cyberprzestrzeni, potocznego i królujących w nim spolszczeń fonetycznych (szerować, lajkować, hejtować, czilować, flaszbak, fakap), które profesor Mirosław Bańko nazywa „luzackimi”. Trudno jednak wyobrazić sobie lepszy sposób na oddanie ładunku strumienia świadomości dziennikarza wyposażonego w sporą inteligencję, a zarazem infoholika, pracoholika, nosiciela FOMO (ang. fear of missing out – lęk przed pominięciem) z elastyczną moralnością i skrajnie hedonistycznym podejściem do życia, w którym nie ma miejsca na postój, refleksję i uważność. Patrząc na powieść Olszewskiego z tej perspektywy narracyjny chaos przestaje być nieznośny, a staje się zasadny. Zresztą na wypadek, gdyby czytelnik poczuł się w tej narracji, jak w rozpędzonym pociągu, w którym dodatkowo zepsuły się hamulce, to wytchnienie dadzą mu listy czytelników przysyłane do redakcji serwisu na konkurs. Są one dobrym zabiegiem konstrukcyjnym przy takim galopie narracyjnym, bo pełnią funkcję retardacyjną i to chyba jedyne fragmenty powieści, w których zdania wielokrotnie złożone zajmują tylko dwa wersy.

Jeśli ktoś podjąłby się karkołomnego zadania zrobienia kategoryzacji powieściowych epilogów, to powieść Olszewskiego śmiało można wsadzić do szuflady o nazwie „Zaskakujące”. Tym bardziej, że czytelnik od razu poznaje, z jakim bohaterem, a raczej antybohaterem ma do czynienia i z miejsca może wieszczyć jego upadek, ale aż tak spektakularnego chyba się nie spodziewa. Nazwać książkę Olszewskiego tylko polską powieścią współczesną, to nazwać Bałtyk kałużą, bo „#Upał” jest przede wszystkim udanym prozatorskim studium info- i siecioholizmu, które gwarantuje świadomemu czytelnikowi niewygodne wnioski. Uczestnicząc w tej kuriozalnej odysei Feja po morzu informacji, którą odbywa dziurawą łajbą bez wioseł (choć wydaje mu się, że tnie fale jachtem), w pierwszym odruchu zaczyna się człowiekowi robić mdło na widok komputera, smartfona i tabletu. Przychodzi za tym nieodparta chęć „wylogowania się do życia”, doświadczania świata organoleptycznie i przypomnienia sobie podstawowych odruchów społecznych. Zwłaszcza gdy jeszcze długo po lekturze odbija się w głowie echem z pozoru nieistotne zdanie, raz po raz padające z ust Feja: „Coś nas rozłączyło.”, bo nabiera ono innego znaczenia i staje się wręcz symbolem stanu więzi rodzinnych bohatera. Ale czy tylko jego? Jeśli odpowiedź będzie nas uwierać, zrobi się naprawdę gorąco.
Natalia Nowicka

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Płatki wspomnień

Bardzo przyzwoita książka, romans, thriller i dużo seksu. Momentami było ckliwie. Dużo trudnych tematów. Polecam! I co najważniejsze nie moglam uwierz...

zgłoś błąd zgłoś błąd