Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7,61 (10180 ocen i 443 opinie) Zobacz oceny
10
1 002
9
1 981
8
2 603
7
2 740
6
937
5
582
4
122
3
163
2
20
1
30
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8370541534
liczba stron
593
język
polski

Inne wydania

Świat nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały. Ale i tak było wesoło. Zwłaszcza Reinmarowi z Bielawy, zwanemu także Reynevanem, zielarzowi i uczonemu medykowi, spokrewnionemu z wieloma możnymi ówczesnego świata. Młodzieniec ten, zakochawszy się w pięknej i obdarzonej temperamentem żonie śląskiego rycerza, przeżywa niezapomniane chwile miłosnych uniesień. Do czasu, kiedy wyłamując...

Świat nie zginął i nie spłonął. Przynajmniej nie cały.
Ale i tak było wesoło.
Zwłaszcza Reinmarowi z Bielawy, zwanemu także Reynevanem, zielarzowi i uczonemu medykowi, spokrewnionemu z wieloma możnymi ówczesnego świata. Młodzieniec ten, zakochawszy się w pięknej i obdarzonej temperamentem żonie śląskiego rycerza, przeżywa niezapomniane chwile miłosnych uniesień.
Do czasu, kiedy wyłamując drzwi, wdzierają się do komnaty krewniacy zdradzanego małżonka.
I w tym momencie Reynevanowi przestaje być wesoło.
Komentując Reynevanową skłonność do zakochiwania się, Zawisza Czarny, "rycerz bez skazy i zmazy", stwierdził: "Oj, nie umrzesz ty, chłopaczku, śmiercią naturalną!"
Zawiszę, wziętego do niewoli, wkrótce ścięli Turcy.
A co z Reynevanem?

Przed nami jeszcze dwa tomy trylogii.

 

źródło opisu: [SuperNowa, 2002]

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

książek: 511
Wiedźma | 2010-11-19
Na półkach: Przeczytane, Fantastyka
Przeczytana: 18 listopada 2010

Przyznaję bez bicia, że dotąd jedyną moją stycznością z Sapkowskim był Wiedźmin i nie ukrywam, że po Narrenturmie mam ochotę na tym poprzestać. Historia dłużyła mi się niemiłosiernie, opisy zdecydowanie za bardzo rozwlekały całą, wszak ciekawą, opowieść, a niektóre postaci postępowały tak irracjonalnie, że pod względem psychologicznym nie byłoby czego się złapać, aby ustalić przyczyny konkretnych zachowań.

Reynevan, jak większość głównych bohaterów, jest idiotą i nawet za bardzo się z tym nie kryje, za to przyjaciół ma wspaniałych. Właściwie tylko przez wzgląd na Szarleja i częściowo Samsona (no i fakt, że to jednak książka Sapkowskiego) dokończyłam czytanie. Zakochuje się w kim popadnie, z każdym rozdziałem wpada w coraz większe tarapaty i wbrew zapewnieniom, że wciąż się uczy, rezultatów "ani widu, ani słychu".

Kilka słów o pomyśle - był i w dodatku był dobry. Ba, gdyby skrócić książkę o 1/3 lub nawet o połowę, zapewne byłby genialny. Husyci, inkwizycja, wiedźmy i czary - brzmi całkiem ciekawie. Do tego odwołania do historycznych wydarzeń i postaci jak np. Gutenberga czy Kopernika, wypadły zaskakująco dobrze. Co wnikliwsi czytelnicy mogli również zaśmiewać się z subtelnie wplecionych żartów na tym tle (aż pozwolę sobie zacytować mój ulubiony):
"A bo to i czasy takie [...], że nic tylko wziąć, spisać jakieś tezy i przybić je [...] na drzwiach jakiegoś kościoła. Psik, Luter, psik ze stołu, bezczelny kocie!"

Niestety, ale książka ma ogromną, horrendalną wręcz wadę - wlecze się niemiłosiernie. Akcja, odnośnie której w historii tego typu nie powinno się narzekać, została stłumiona i zasypana opisami rynsztunku, ubioru, wąsów, wozów, herbów, koligacji, etc. Zanim postaci zaczną działać mija kilka stron. Za dużo, zdecydowanie za dużo. Z tego też powodu zamiast wartkiej i ciekawej fabuły, mamy, mówiąc nieco kolokwialnie, przelewające się flaki z olejem.

Kolejnym minusem jest brak przypisów bezpośrednio na stronie, na której powinny się znaleźć. O ile angielskie, niektóre niemieckie i sporadycznie łacińskie kwestie byłam w stanie sobie przetłumaczyć, o tyle znaczną, pozostałą część z obcych języków po prostu omijałam spojrzeniem. Tym bardziej, że na końcu książki nie wszystko zostało przetłumaczone i z czasem straciłam chęć sprawdzania, czy może tym razem znajdę tłumaczenie. Niewątpliwie wiele w ten sposób straciłam, ale nie lubię skakać ze strony na stronę i podobny problem miałam czytając Imię róży, chociaż to już nieco inna bajka.

Podsumowując - uważam, że pan Sapkowski zniszczył potencjał książki i zdecydowanie nie mam zamiaru dalej siedzieć w stworzonym przez niego Narrenturmie. Trochę żal mi zostawiać Szarleja, ale wyłącznie ze względu na niego nie mam zamiaru przemęczyć się czytając pozostałe dwa tomy. Jedna Wieża Błaznów w zupełności mi wystarczy.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Uchwycona w światło

Ponieważ nie znałam autora , zupełnie nie wiedziałam czego mam się po tej książce spodziewać , tym bardziej że zaczyna się jak '' rasowe '' romansidł...

zgłoś błąd zgłoś błąd