Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Marsjanin

Tłumaczenie: Marcin Ring
Wydawnictwo: Akurat
7,7 (413 ocen i 74 opinie) Zobacz oceny
10
34
9
67
8
158
7
89
6
43
5
10
4
7
3
4
2
1
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Martian
data wydania
ISBN
9788328702226
liczba stron
384
słowa kluczowe
Mars, rozbitek
język
polski

Inne wydania

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, zapasami powietrza i żywności, bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej;...

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, zapasami powietrza i żywności, bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

Jeden z najlepszych thrillerów, jaki czytałem od dłuższego czasu. Książka jest tak realistyczna, jakby opisane w niej wydarzenia rozegrały się naprawdę. To Apollo 13 razy dziesięć.
Douglas Preston

Nie mogłem się oderwać od tej wspaniałej powieści. To rzadko spotykana kombinacja zapierającej dech w piersi akcji, realistycznych postaci i precyzyjnych opisów wykorzystania technologii.
Astronauta Chris Hadfield, dowódca Międzynarodowej Stacji Kosmicznej

Wciąga bez reszty. Czyta się jak Robinsona Crusoe, tyle że napisanego przez kogoś bystrzejszego.
Larry Niven

Autor wziął wszystkie archetypiczne cechy Amerykanina, doprawił je nietypową scenerią, hojnie dorzucił humoru i stworzył powieść, która porywa wprost na Marsa.
Agnieszka Kalus, agaczyta.blox.pl

Dobrze napisana powieść rozrywkowa. Takie Hollywood literatury.
Agnieszka Tatera, ksiazkowo.wordpress.com

Naprawdę świetna książka.
Maciej Mazurek, zuchpisze.pl

 

źródło opisu: Akurat, 2015

źródło okładki: esensja.stopklatka.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1763
Akasha89 | 2017-05-13
Przeczytana: 13 maja 2017

Andy Weir to amerykański pisarz, tworzący w stylistyce science-fiction. Naprawdę głośno o nim zrobiło się za sprawą ekranizacji jego debiutanckiej powieści „Marsjanin” (chyba wszyscy pamiętają, że obsada była gwiazdorska, a odtwórca roli Marka Watneya, czyli Matt Damon został za to nominowany do Oscara).

Fabuła „Marsjanina” nie ma określonej daty, ale wnioskując po rozwoju technologicznym ludzkości, to obstawiam, że akcja dzieje się w niezbyt odległej przyszłości.

„Ares 3. No cóż. To moja misja. No właściwie nie moja, Komandor porucznik Lewis dowodziła. Ja byłem zwykłym członkiem załogi. W gruncie rzeczy to miałem najniższą rangę ze wszystkich i zostałbym dowódcą tylko wtedy, gdybym był jej ostatnim członkiem.
I wiecie co? Jestem dowódcą.”

Ale w zasadzie o co chodzi?
Program Ares, czyli misje załogowe na Marsa, czyli pierwsi astronauci wysłani na inną planetę (przypominam, że Księżyc się nie liczy, bo to nie planeta) – jeszcze większy krok dla ludzkości niż misja Apollo 11 (że pozwolę sobie na parafrazę słów Neila Armstronga). Olbrzymia praca NASA. Wydane horrendalne sumy pieniędzy. Wszystko szło rewelacyjnie do momentu, w którym ze względu na wyjątkowo silny wiatr podczas burzy piaskowej załoga ekspedycji musiała opuścić planetę i zostawiła samego Marka Watneya na pustynnym Marsie. Zasadniczo myśleli, że zginął, ale jak widać... los bywa przewrotny. „Dzięki” tym wydarzeniom cały świat uznał go za pierwszego człowieka, który umarł na Marsie, nawet wyprawili mu piękny i wzruszający pogrzeb. A w tym czasie Mark ostro główkował, jak by tu wywinąć się od tego tytułu i jednak przeżyć. Czy i jak mu się to uda, skoro po drodze dosłownie tysiąc rzeczy może pójść nie tak, a Mars wybitnie nie chce niczego ułatwiać?

Mając do dyspozycji wszystko to, co pozostawiła reszta załogi, zapas muzyki disco, której nienawidzi, mnóstwo seriali z lat 70-tych XX wieku, które jakoś przetrawi, kolekcję powieści Agathy Christie i świadomość, że za pewien czas czeka go śmierć głodowa, bo skończy mu się żywność, Mark zaczyna kombinować. A że jest on osobą z natury pogodną, sprytną, charyzmatyczną, racjonalną, zdeterminowaną oraz umiejącą zachować zimną krew, a ponadto jest botanikiem i inżynierem mechaniki, to spróbuje sobie poradzić, choć nie będzie to łatwe. Co byście powiedzieli, na początek, o hodowli ziemniaków na Marsie?

Fabuła poprowadzona jest głównie w formie dziennika, który na Marsie prowadzi Mark z nastawieniem, że musi coś po sobie zostawić i mając nadzieję, że któraś z kolejnych misji znajdzie przynajmniej jego świadectwo tego, jak walczył o przetrwanie na niegościnnej Czerwonej Planecie (choćby to świadectwo miało się składać głównie z określenia „przesrane”, które zwłaszcza na początku najlepiej oddawało stan rzeczy). Kolejne wpisy w dzienniku stopniowo przeplatane są wiadomościami z Ziemi i z Hermesa (statku, którym reszta załogi Marka wraca właśnie na Ziemię).

Andy Weir ma ciekawy styl – z jednej strony wyjątkowo potoczny i luźny, a z drugiej strony używa wielu fachowych określeń z biologii, fizyki, mechaniki, chemii, matematyki, czyli całego tego żargonu technicznego. Z tego, co widziałam, niektórzy odbiorcy skarżyli się, że im to przeszkadza. Cóż... Fakt, jeśli nie ma się umysłu ścisłego, to takie nagromadzenie informacji ze wspomnianych przeze mnie dziedzin może faktycznie trochę utrudniać czytanie, ale uważam, że warto spróbować. Dlaczego? Dlatego, że autor nawet opisując obliczenia głównego bohatera odnośnie tego ile będzie mu potrzebne wody na dany okres czasu, pisze to w sposób interesujący i wciągający. „Marsjanin” to przede wszystkim wartka akcja, olbrzymie poczucie humoru, determinacja i nadzieja głównego bohatera, co łącznie sprawia, że naprawdę trudno się od niego oderwać (gdyby nie fakt, że wczoraj wieczorem musiałam wyjść z domu, to przeczytałabym go w jeden dzień).
I wiecie co? Scenarzysta ekranizacji tej książki nie miał zbyt wiele roboty, bo ta powieść to w zasadzie gotowy scenariusz pod film (to druga taka książka, jaką czytałam – jako pierwszy był to Fight Club” Palahniuka). Słowem – mając taką książkę, jako bazę nietrudno było zrobić dobry film. Dlatego polecam i wersję do czytania i wersję do oglądania.

Recenzja znajduje się również na blogu straszliwabuchling.blox.pl.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Psy z Rygi

Akcja powieści Henninga Mankella pod tytułem "Psy z Rygi" dzieje się u schyłku zimy 1991 roku, kiedy to dwaj mężczyźni płynący kutrem przez...

zgłoś błąd zgłoś błąd