Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Starość aksolotla

Wydawnictwo: Allegro
6,5 (658 ocen i 127 opinii) Zobacz oceny
10
16
9
42
8
98
7
199
6
166
5
70
4
34
3
20
2
9
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788394105716
liczba stron
295
język
polski
dodał
Jimu

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Sci-fi. „Starość aksolotla” to fascynująca postapokaliptyczna wizja świata, w którym kosmiczny kataklizm sterylizuje Ziemię ze wszystkiego, co żywe. Nielicznym ludziom na chwilę przed katastrofą udaje się przekopiować scyfryzowane umysły w hardware. Pogrążeni w nostalgii ocaleńcy tworzą cywilizację po cywilizacji,...

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Sci-fi.

„Starość aksolotla” to fascynująca postapokaliptyczna wizja świata, w którym kosmiczny kataklizm sterylizuje Ziemię ze wszystkiego, co żywe. Nielicznym ludziom na chwilę przed katastrofą udaje się przekopiować scyfryzowane umysły w hardware. Pogrążeni w nostalgii ocaleńcy tworzą cywilizację po cywilizacji, życie po życiu i ludzkość po ludzkości. Dzielą się
na gildie, tworzą alianse, prowadzą wojny. Mają swoje polityki, ideologie, szalone religie hardware’u. I podejmują wyzwania, przed jakimi nikt wcześniej nie stawał.
„Starość aksolotla” opowiada o odwróceniu porządków życia i śmierci, postępu i stagnacji, tego, co biologiczne, i tego, co mechaniczne; o tajemnicy duszy ludzkiej i odwiecznej samotności człowieka, czy to w ciele, czy w pancernej stali robota.

Tak oto kończy się świat.
Nie hukiem lecz wizgiem metalu.

 

źródło opisu: Allegro

źródło okładki: Allegro

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 58
Justyna | 2016-02-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Recenzja pierwotnie ukazała się w Esensji: http://esensja.stopklatka.pl/ksiazka/recenzje/tekst.html?id=21124

Krótka powieść „Starość Aksolotla” zapowiadana była przez samego Jacka Dukaja jako lekka i szybka opowiastka o końcu świata. Samo to stwierdzenie zdaje się być oksymoronem, choć można sobie wyobrazić tekst o apokalipsie z przymrużeniem oka. Dzieło jednak nie jest aż tak łatwe i relaksujące, jak by na to wskazywały zapowiedzi. Chyba, że porównujemy je do najbardziej rozbudowanych konstrukcji autora, jak „Lód”, czy „Inne Pieśni”. „Starość Aksolotla” nie jest bowiem tylko interesującym pomysłem na dzieje ludzkości po zagładzie (i, przy okazji, na samą zagładę) – jest także mini-traktatem o samotności i poszukiwaniu esencji człowieczeństwa.

Powieść autora „Innych Pieśni” miała wprowadzać nową jakość na rynku e-booków. Trudno nie mieć wrażenia, że rewolucja została zapowiedziana nieco na wyrost i że góra urodziła mysz; niemniej dzięki systemowi przypisów – każdy wymyślony przez autora termin można kliknąć i sprawdzić jego definicję – narracja zyskuje na płynności: autor nie musi się silić na wyrafinowane sposoby wprowadzania czytelnika w świat bez zanudzania go. Jest to niewątpliwie wielka zaleta sposobu wydania „Starości…”, choć trudno tutaj mówić o jakiejś rewolucji (tego typu udogodnienia są już od jakiegoś czasu standardem w publikacjach elektronicznych). Czy są nią reklamowane dodatki w postaci ilustracji, ekslibrisów i projektów robotów do wydrukowania w 3D? Być może dla młodszej części publiczności – owszem. Wydaje się jednak, że to nie do młodzieży jest skierowana „Starość Aksolotla” i ta marketingowa gadżetomania w przypadku tej powieści dziwi i stanowi pewien zgrzyt. Choć najwyraźniej taka strategia się opłaciła, w chwili premiery bowiem powieść Dukaja była bez mała jednym z najgorętszych tematów polskiego internetu.

Fabuła utworu jest pozornie prosta. Promień śmierci o nieznanym pochodzeniu likwiduje wszelkie życie na ziemi. Zagłada przesuwa się południkami, więc ci, którzy znajdują się dalej od apokalipsy mają jeszcze kilka godzin do dyspozycji. Niektórzy – głównie nałogowi gracze – wykorzystują ten czas i zdążają się „zeskanować” dzięki bardzo niedoskonałemu, ale skutecznemu tzw. neurosoftowi, przeznaczonemu do gier sieciowych. Będą oni tworzyć nową cywilizację, wykorzystując dostępną elektronikę i kolonizując mechaniczne ciała skonstruowanych przed apokalipsą robotów. Wśród nowych mechów znajduje się Grześ, polski technik, który jako jeden z niewielu - większość zginęła albo w zagładzie, albo zaraz po, padając ofiarą wirusów szalejących w internecie - znających się na mechanice ocaleńców odegra niebagatelną rolę w próbie odtworzenia biologicznego życia na ziemi.

Grześ jest typowym dla Dukaja bohaterem: trochę z przypadku, choć niepozbawionym zdolności, samotnym i skoncentrowanym na sobie, dzielącym włos na czworo. Jest dobrym technikiem, jakich przed apokalipsą było zapewne wielu, a splot okoliczności sprawił, że Polak stał się kimś ważnym, bohaterem z prawdziwego zdarzenia. Z tym, że Grześ, w przeciwieństwie do Benedykta Gierosławskiego czy chociażby Nicolasa Hunta, dość szybko tę swoją wyjątkowość traci. To stanowi o osobliwości Grzesia na tle innych dukajowych bohaterów: nie będzie mu dane – a przynajmniej tej jego wersji, której trzyma się narrator – spotkać się z Innym, z nieznanymi bogami zamieszkującymi odległe rejony Wszechświata.

Dlaczego bogami? U Dukaja często istoty o całkowicie innym niż ludzki, niezrozumiałym pochodzeniu i sposobie egzystowania mają prerogatywy boskie. Co więcej, wywołują te same uczucia, których splot Rudolf Otto określił jako numinosum (w odróżnieniu od racjonalnego, zinstytucjonalizowanego sacrum): wszechogarniającą grozę spowodowaną przez coś dziwnego i nie dającego się zamknąć w zwykłym „strachu” oraz, jednocześnie nieodpartą fascynację. Takie cechy ma, według religioznawcy, czysta boskość. Możemy je odnaleźć i u lutych (czy też szerzej: w całym Lodzie), i u adynatosów z Innych Pieśni, i w Inwolwerencji z Ekstensy. W Starości Aksolotla autorzy zagłady ludzkości są słabo zarysowani i niedookreśleni, niemniej można przypisać ich do tej ogólnej „boskiej” kategorii. Grzesiowi jednak nie będzie dane ich poznać, nie stanie się częścią mknącej w nieznane wymiary katedry: wiedza, którą otrzymuje, przytłacza go, on sam nie ma możliwości wziąć udziału w rozwijających się za jego plecami zdarzeniach i przyłączyć się do grupy badającej zagadkę zagłady człowieka.

Widać zatem pewną ewolucję dukajowego bohatera. Grześ nie zostaje Matematykiem Historii i Kratistobójcą: zamiast skończyć na ołtarzach porasta rdzą. Jego losem, tak jak losem wszystkich ludzi, jest samotność. Wobec perspektywy mechanicznej wieczności Grześ wybiera bierność. Gubi – być może jeszcze w trakcie transferu – swoją ciekawość, traci możliwość bycia uczestnikiem najważniejszych zdarzeń (a przynajmniej traci ją ta wersja Grzesia, za którą podąża narrator) i zatapia się w sztucznym raju, w uzależnieniu od symulatora snu. Wycofuje się, kiedy zdaje sobie sprawę, że w czekającej go wieczności może już tylko trwać w bezruchu.

Wydawałoby się, że egzystencjalna zaduma w mechanicznym świecie rodem z „Transformers” to nieco dziwne połączenie. Autor „Starości...” udowadnia jednak , że taka mozaika jest możliwa. (…) pomyślałem, że to byłoby wyzwanie ekstremalne: wziąć najgłupszy wzorzec kina hollywoodzkiego i zrobić z tego coś oryginalnego, trzymającego się kupy i nieobrażającego wrażliwości dorosłego odbiorcy – powiedział Dukaj w wywiadzie dla „Nowej Fantastyki” (4/2015). Z tego zadania wywiązał się doskonale: świat „Starości…” jest spójny i logiczny, a jednocześnie daleko mu do śmieszności. W swojej mini-powieści Dukaj drąży bowiem jedno z najbardziej frapujących zagadnień przewijających się przez swoją twórczość: pytanie o tożsamość człowieka.

Podejmując temat posthumanizmu Dukaj zazwyczaj koncentruje się właśnie na pytaniu o tożsamość. Nie tylko bawi się, kreśląc możliwy (lub niemożliwy) scenariusz rozwoju ludzkości i opisując, co zyskamy w nowej, mechanicznej odsłonie. Podstawowe pytanie brzmi bowiem: co stracimy? I czy będziemy tego żałować? Ludzie „przepisani” na mechy otrzymują nowe, niezwykłe możliwości, ale nie mają już zdolności uczenia się. Szansa na zmianę formy cielesnej (dzięki istnieniu niejako w przestrzeni wirtualnej, post-ludzie mogą używać różnych mechanicznych jednostek jako nośników fizycznych) przekłada się na niemożliwość rozwoju umysłowego. Wieczność jest wypełniona bezruchem; zmiana jest przypisana tylko do śmiertelności.

Takie ujęcie problemu zahacza jednocześnie o temat samej literatury, czy też, szerzej, kultury w ogóle. Nie chodzi tu bowiem tylko o dumanie nad ludzką naturą i nad ceną mechanicznej nieśmiertelności, ale także o teksty ową nieśmiertelność przedstawiające. Popkultura zazwyczaj prześlizguje się po temacie tożsamości nowego człowieka, koncentrując się na spektakularnej akcji. Tymczasem Dukaja interesuje coś innego: jakie musiałyby zostać spełnione warunki – osobowościowe chociażby – żeby taki mechaniczno-ludzki twór rzeczywiście zaistniał? Jakby to wyglądało naprawdę, bez widowiskowo – bajkowej otoczki? Podobnie, jak w „Lodzie” autor pytał o warunki istnienia postaci z powieści kryminalnej i literatury realistycznej w ogóle (osoby o ustalonym, niezmiennym charakterze) i o możliwość takiej dedukcji wydarzeń przeszłości, jaka cechuje właśnie kryminały, w „Starości...” zastanawia się nad możliwością zaistnienia mechanicznego człowieka i warunków, jakie musiałyby być spełnione, by świat rzeczywiście wypełnił się transformerami.

Jednocześnie jednak takie ujęcie tematu sprawia, że autor porusza się wciąż w tych samych, wyjeżdżonych przez samego siebie koleinach. Trudno nie odnieść wrażenia wtórności, kiedy podobny bohater staje przed wciąż tymi samymi problemami egzystencjalnymi, tylko że w różnych – niewątpliwie bardzo pomysłowo i z dbałością o detale stworzonych – okolicznościach. Jest to jeden z minusów „Starości...”, choć trudno nie zauważyć, że wielu pisarzy – również tych uznawanych za największych w historii – krążyło wciąż wokół tych samych tematów.

Dodatkowo czytelników mogą rozczarować niewielkie rozmiary książki. Wiele wątków Dukaj tylko naszkicował, zasugerował i trudno oprzeć się wrażeniu, że ich rozwinięcie mogłoby prowadzić do powstania kolejnego dzieła o objętości zbliżonej do „Lodu”. Czy porzucenie dokładnego wgłębiania się większość tematów jest wadą? Ocena zależy od punktu widzenia, niemniej warto podkreślić, że takie podejście pozwala skoncentrować się na bohaterze i na najważniejszych w książce pytaniach: kim jest człowiek i gdzie zmierza ludzkość?

Dukaj tworzy rozbudowany, przemyślany świat, opisując go oszczędnie i z rzadka dodając szczegóły, jak dodatkowe pociągnięcia ołówka w pobieżnym szkicu; takie, nieprzeciążone detalami przedstawienie ma wiele zalet, choć trudno nie odnieść wrażenia, że autor zaniedbuje niektóre obszary, nadmiernie rozbudowując inne. Dygresyjność mogłaby być usprawiedliwiona w przypadku długiej powieści, jednak przy krótkiej formie narracja powinna być prowadzona ostrożnie, a wszystkie szczegóły precyzyjnie rozmieszczone i obliczone na wsparcie głównego tematu opowieści. Autor „Starości…” momentami ulega swojej skłonności do długich wtrąceń i eksponowania niecodziennych skojarzeń - co wielu jego powieściom dodawało uroku, tu jednak najczęściej przeszkadza.

Bycie jednym z niewielu ocalonych przed zagładą i nieśmiertelność w dającym duże – coraz większe – możliwości mechanicznym ciele nie niweluje ludzkiej samotności i melancholii. Paradoksalnie, to właśnie w momencie, kiedy Grześ zdaje sobie z tego sprawę i odchodzi na pustynię, może odpowiedzieć sobie na pytanie: na ile jestem wciąż człowiekiem? Resztki jego człowieczeństwa wpisane są bowiem w bierność i freudowskie pragnienie unicestwienia; historia głównego bohatera koresponduje z przedstawioną w książce historią ludzkości, wybitej z jednotorowej drogi rozwoju i zatrzymanej w dryfie. Aksolotl zestarzał się, zanim zdążył dojrzeć; nie dowiemy się już, czy dzięki terapii szokowej rzeczywiście przeobraził się w ambystomę.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
No dno po prostu jest Polska

Przygnębiająca książka - negatywny autostereotyp Polaków to tylko część problemu, ta mniej istotna. Ważniejsze i jednocześnie wielokroć bardziej smutn...

zgłoś błąd zgłoś błąd