Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wydanie poprawione

Tłumaczenie: Teresa Worowska
Wydawnictwo: Czytelnik
7,27 (22 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
4
7
10
6
5
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Javított kiadás
data wydania
ISBN
978-83-07-03144-6
liczba stron
325
słowa kluczowe
literatura węgierska
język
polski

W kilka dni po tym, jak Péter Esterházy ukończył pisaną przez dziesięć lat "Harmonię cælestis", której postacią centralną jest jego własny ojciec, rzeczywistość we właściwy sobie nietaktowny i brutalny sposób rozbiła świat powieści. W Instytucie Historycznym, gdzie przechowywane są materiały agentów z epoki Kádára, przekazano mu cztery teczki, zawierające meldunki z lat 1957–1980. Syn...

W kilka dni po tym, jak Péter Esterházy ukończył pisaną przez dziesięć lat "Harmonię cælestis", której postacią centralną jest jego własny ojciec, rzeczywistość we właściwy sobie nietaktowny i brutalny sposób rozbiła świat powieści.

W Instytucie Historycznym, gdzie przechowywane są materiały agentów z epoki Kádára, przekazano mu cztery teczki, zawierające meldunki z lat 1957–1980. Syn natychmiast rozpoznał pismo ojca. To odkrycie na długie miesiące odebrało mu spokój. Prędko zrozumiał, że zdoła się pozbierać tylko wtedy, jeśli napisze o tym książkę. Była to niewątpliwie także forma terapii. Przeżywając niejako na nowo żałobę po ojcu, która nabrała teraz całkiem innego wymiaru, zaczął przepisywać jego meldunki, opatrując je własnym komentarzem i wspominając rozpoznane osoby i sytuacje. Uczynił to ze skrajną szczerością, odsłaniając całą amplitudę uczuć, jakie nim targały: od pogardy i odrzucenia po współczucie i solidarność. W trakcie kopiowania kilkakrotnie naszła go myśl, żeby nie publikować tego, co właśnie pisze; bał się o losy "Harmonii": skoro główna postać okazuje się w jakiś sposób nieprawdziwa, fałszywa staje się też wymowa dzieła. Pomimo tych obaw zdecydował jednak, że dołączywszy nowe dotyczące rodziny dane do już spisanych i literacko przetworzonych w "Harmonii", stworzy jej suplement; tym tłumaczy się tytuł niniejszej książki.

Péter Esterházy nie usprawiedliwia ojca. "Pracuję przeciw zapomnieniu. Nie chcę, żeby sprawa Tatki została zapomniana, chcę, żeby ją zapamiętano".

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 436
Szeherezada | 2012-01-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 18 stycznia 2012

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Jak człowiek staje się zdrajcą? - pyta Peter Esterhazy "Wydanie poprawione"

Siedzieli po dwóch stronach biurka. Z jednej strony pracownik Instytutu Historycznego – pan M., a z drugiej Peter Esterhazy. Kim był ten człowiek zanim przyszedł do gabinetu pana M. w 2000 roku? Jednym z największych węgierskich pisarzy, znanym nie tylko w Europie, ale i na świecie. Kilka dni wcześniej wydano jego „Harmonię caelestis” – powieść, która natychmiast została uznana za wielki sukces i najlepsze dzieło w dorobku pisarskim autora. Przedstawione są w niej burzliwe losy Węgier i Europy na tle historii rodu Esterhazy. Jedną z najważniejszych postaci tej książki jest ojciec autora – Matyas Esterhazy, przedstawiony jako wzór do naśladowania, ukochany ojciec, który tylko dzięki swojemu poświęceniu zdołał utrzymać żonę i dzieci oraz nauczył swoich synów miłości do rodziny i ojczyzny.

Jednak na biurku w gabinecie pana M. leżały trzy brązowe teczki, czekając aż Peter Esterhazy sięgnie po nie i zapozna się z ich zawartością. Nigdy by się nie spodziewał, że po ich otwarciu wszystkie jego wspomnienia o dzieciństwie, o ojcu i jego stosunkach z nim, legną w gruzach.

Kiedy otworzył jedną z teczek znalazł w niej meldunki agenta. Kartki zapisane równym, pięknym pismem, które tak dobrze znał. Pismem swojego ojca.

„Wydanie poprawione” podzielone jest na cztery części. W każdej z nich Esterhazy otwiera kolejną teczkę i powoli, żmudnie i, tak naprawdę, bez konkretnego celu odczytuje meldunek po meldunku katując nimi samego siebie i czytelnika. Pokazuje siebie jako człowieka kompletnie załamanego, nie umiejącego pogodzić się z sytuacją w jakiej się znalazł, powoli i nieuchronnie uświadamiającego sobie, że ojciec, którego kochał, szanował i cenił przede wszystkim za szczerość(!), po prostu nigdy nie istniał. Poprzez meldunki poznaje całkiem innego człowieka, agenta, kłamcę, zdrajcę ojczyzny. Odkrywa, że całe jego dzieciństwo, życie rodzinne, które wspominał jeszcze do niedawna z rozrzewnieniem, było jedną wielką farsą podporządkowaną „pracy” jego ojca.

Esterhazy zdaje się całkowicie na łaskę czytelnika. Ekshibicjonistycznie, bez cienia wstydu czy wahania przedstawia swoje cierpienie, wybuchy histerii i rozterki wywołane historią, wobec której jest kompletnie bezsilny. Nie może zdecydować między nienawiścią, a rozpaczliwą miłością do ojca, między kategorycznym oskarżeniem go i udowodnieniem mu winy, a potrzebą szukania usprawiedliwienia, dowodów na niewinność swojego rodzica.

Niemniej mimo rozpaczy, jaką przepełnione jest „Wydanie poprawione”, to w książce tej możemy znaleźć ogrom ironii, odebrany przeze mnie jako histeryczny chichot, którego autor już nie potrafił powstrzymać. Sytuacja, w której znalazł się tak nagle, i do tego świeżo po wydaniu książki, przedstawiającej jego ojca w jak najlepszym świetle, jest tak absurdalna, że jedyne co mu tak naprawdę pozostało, to płakać i śmiać się. I autor to właśnie robi. Zwyczajnie, po ludzku płacze i czerwieni się ze wstydu, żeby zaraz potem naśmiewać się z ortografii zwierzchników ojca, którzy komentują jego meldunki, ale nie tylko z tego. Peter Esterhazy ma dystans do samego siebie. Po kilku zapisanych stronach stwierdza na przykład, że nie warto już po raz kolejny pisać o wylewanych przez niego łzach i swój płacz określa tylko literą ł.

„ł = łzy, oczy zachodzą mi łzami.”

Chyba najważniejsze, a czym jeszcze nie wspomniałam, jest to, że wyjąwszy cały ten ekshibicjonizm i bardzo ludzkie przedstawienie autora Peter Esterhazy w „Wydaniu poprawionym wciąż jest pisarzem. Mogę nawet powiedzieć – świetnym pisarzem. Jego wartki, wciągający styl, bawienie się słowem, a przede wszystkim uderzająca intertekstualność powieści po prostu zwalają z nóg. Oczywiście sama intertekstualność jest w pewnej mierze zależna od tego, że „Wydanie poprawione” jest nie tylko osobną powieścią, ale zarazem załącznikiem do „Harmonii caelestis”, co jednak nie przeszkadza autorowi w nawiązywaniu także do wielu innych tekstów.

„Wydanie poprawione” jest książką, która musiała zostać napisana. Peter Esterhazy w sumie został postawiony w sytuacji bez wyjścia - po otworzeniu teczek nie mógł ich już zwyczajnie zamknąć. Jego „Harmonia caelestis”, którą napisał nie wiedząc o tym, że jego ojciec jest agentem, wymagała sprostowania – dlatego otrzymała swój załącznik. I moim zdaniem z napisaniem go autor poradził sobie wyśmienicie.

W mojej głowie pozostaje tylko jedno pytanie, jak teraz, po otworzeniu teczek, Peter Esterhazy odczytuje zdanie, którym rozpoczyna się cała „Harmonia caelestis”: „Diabelnie trudno kłamać, kiedy człowiek nie zna prawdy”?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Battle Chasers cz 1

Wzorowa przygodówka, choć turboprzypakowany wojownik z gigantycznym mieczem i przeseksualizowana biuściasta złodziejka-kusicielka nie pozwalają zapo...

zgłoś błąd zgłoś błąd