Mundra

Seria: Bez Fikcji O...
Wydawnictwo: Czarne
7,95 (340 ocen i 48 opinii) Zobacz oceny
10
43
9
57
8
133
7
71
6
28
5
5
4
1
3
0
2
1
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365511
liczba stron
304
kategoria
literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Mundra to zapis dziesięciu rozmów z położnymi. Najstarsza ma ponad dziewięćdziesiąt lat i pierwsze porody przyjmowała podczas II wojny światowej, najmłodsza – dwadzieścia sześć i pracowała w szpitalu w Tanzanii. Należą do różnych środowisk, mają odmienne doświadczenia i światopogląd. Opowiadają o cudzie narodzin, o ogromnej sile, którą natura obdarzyła każdą matkę, ale także o ciemnej stronie...

Mundra to zapis dziesięciu rozmów z położnymi. Najstarsza ma ponad dziewięćdziesiąt lat i pierwsze porody przyjmowała podczas II wojny światowej, najmłodsza – dwadzieścia sześć i pracowała w szpitalu w Tanzanii. Należą do różnych środowisk, mają odmienne doświadczenia i światopogląd. Opowiadają o cudzie narodzin, o ogromnej sile, którą natura obdarzyła każdą matkę, ale także o ciemnej stronie swojego zawodu – poronieniach, aborcjach, powikłaniach okołoporodowych, przemocy wobec rodzących. Poruszają wiele aktualnych i kontrowersyjnych tematów – problem medykalizacji porodu, odejścia od natury, cesarskiego cięcia na życzenie czy zapłodnienia in vitro.

To książka o mundrości natury i kulturowej sile kobiety.

 

źródło opisu: Czarne, 2014

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Ines książek: 1311

Niedoceniona mistrzyni ceremonii

Na pierwszym planie cztery pokolenia położnych (mundrych, babek, akuszerek czy położnych - jak kto woli) towarzyszących Polkom na przestrzeni dziesiątek lat. W sumie dziesięć mundrych, z których najstarsza ma 92 lata i przyjmowała porody podczas drugiej wojny światowej, a najmłodsza liczy sobie zaledwie 26 wiosen i pomagała rodzić Tanzankom z plemienia Sukuma. Wstydliwy temat, w którego centrum nie stoi intelekt, ale ciało, a dokładniej krocze, pochwa i macica, a razem z nimi zagadnienia tak niefotogeniczne, jak samo macierzyństwo. „Mundra” Sylwii Szwed, bo o niej mowa, to książka, w której można znaleźć to wszystko i dodatkowo podejrzeć, jak to właściwie było kiedyś i jak to jest dzisiaj z tym porodem. Jaki obraz akuszerki wyłania się z tych intrygujących rozmów? Czy ów znany od lat zawód ma jeszcze szansę na rehabilitację, uznanie albo godziwą zapłatę? Z czym się wiąże ‘babienie’, jakie niebezpieczeństwa ze sobą niesie i czy w ogóle warto się nim zajmować?

Wieki temu położna była autorytetem – mistrzynią ceremonii, która nie tylko poród przyjmowała, ale i podawała do chrztu narodzone dzieci, wybierała im imiona. To była kobieta znająca jak nikt inny anatomię kobiecych narządów rodnych, posiadająca wiedzę dotyczącą metod ułatwiania porodu, potrafiąca pomóc rodzącej i godnie przywitać na świecie jej maleństwo. Dlatego szybko przylgnęło do niej określenie - mundra, czyli mądra. Pierwsza oficjalna szkoła położnych w Polsce powstała we Lwowie dopiero w 1773 roku, a za nią...

Na pierwszym planie cztery pokolenia położnych (mundrych, babek, akuszerek czy położnych - jak kto woli) towarzyszących Polkom na przestrzeni dziesiątek lat. W sumie dziesięć mundrych, z których najstarsza ma 92 lata i przyjmowała porody podczas drugiej wojny światowej, a najmłodsza liczy sobie zaledwie 26 wiosen i pomagała rodzić Tanzankom z plemienia Sukuma. Wstydliwy temat, w którego centrum nie stoi intelekt, ale ciało, a dokładniej krocze, pochwa i macica, a razem z nimi zagadnienia tak niefotogeniczne, jak samo macierzyństwo. „Mundra” Sylwii Szwed, bo o niej mowa, to książka, w której można znaleźć to wszystko i dodatkowo podejrzeć, jak to właściwie było kiedyś i jak to jest dzisiaj z tym porodem. Jaki obraz akuszerki wyłania się z tych intrygujących rozmów? Czy ów znany od lat zawód ma jeszcze szansę na rehabilitację, uznanie albo godziwą zapłatę? Z czym się wiąże ‘babienie’, jakie niebezpieczeństwa ze sobą niesie i czy w ogóle warto się nim zajmować?

Wieki temu położna była autorytetem – mistrzynią ceremonii, która nie tylko poród przyjmowała, ale i podawała do chrztu narodzone dzieci, wybierała im imiona. To była kobieta znająca jak nikt inny anatomię kobiecych narządów rodnych, posiadająca wiedzę dotyczącą metod ułatwiania porodu, potrafiąca pomóc rodzącej i godnie przywitać na świecie jej maleństwo. Dlatego szybko przylgnęło do niej określenie - mundra, czyli mądra. Pierwsza oficjalna szkoła położnych w Polsce powstała we Lwowie dopiero w 1773 roku, a za nią poszły kolejne, na przykład Szkoła Babienia w Warszawie. Akuszerstwo było domeną wyłącznie kobiet aż do XVIII wieku. Później specjalistami od porodu stali się mężczyźni – lekarze położnicy, ginekolodzy, ordynatorzy, dyrektorzy szpitali. Położne zostały wcielone w tak zwany średni personel szpitalny i straciły swą wysoką pozycję społeczną. Szkoda, bo w „Ustawie o zawodzie pielęgniarki i położnej” ich kompetencje są jasno uregulowane. Mogą one samodzielnie zajmować się ciążą, porodem i połogiem, a ich decyzje są niezawisłe, bo to jest wolny zawód, tak samo jak zawód lekarza. Za swoje decyzje odpowiadają przed samorządem zawodowym i ogólnokrajowym prawem. Mimo to ciężarne najczęściej proszą o lekarza, bo położna to ani pielęgniarka, ani salowa, więc powierzenie siebie samej i bezbronnej istoty utkanej w jej łonie byłoby nierozsądne…

Nie dziwi zatem, że dziś, kiedy dziewczyna (większość w tym zawodzie stanowią jednak kobiety) chce zostać położną, znajomi i rodzina pukają się w głowę. Na myśl przychodzą natychmiast: psie pieniądze, dyżury (ewentualnie bycie pod telefonem 24 godziny na dobę), ciągłe nieobecności w domu, niewyspanie i powszechny brak szacunku dla tej profesji. Przy okazji warto podumać o tym, jak funkcjonują rodziny mundrych. Mężowie skarżą się na brak żon w domach i deficyt pewności, co wydarzy się za pięć minut. Wszyscy jednakże podkreślają zaskakującą umiejętność organizacji swoich kobiet i jednym głosem powtarzają, że nie wiedzą, jak robi się pięćdziesiąt rzeczy naraz i mimo wszystko funkcjonuje…

Położne są różne, bo każdemu potrzebna jest inna. Ważne jest, by wierzyła w swoje umiejętności, w moc natury, siłę kobiecego ciała oraz w dziecko. Bez tej wiary jest ciężko. Zresztą, nawet z nią lekko nie jest. Bo praca położnej to obcowanie ze strachem kobiet i ich partnerów – porodu przecież nie można zaplanować. Trudno jest także przyjąć do wiadomości, że nawet w XXI wieku nie wszystko da się skontrolować i załatwić. W każdej kulturze istnieje lęk przed porodem (ten paniczny nazywamy tokofobią), bo narodziny to wydarzenie ślizgające się na granicy życia i śmierci. Można użyć różnych słów, że to jest mistyczne, że to jest duchowe, że to jest niebezpieczne, ale na granicy pierwszego i drugiego okresu porodu (…) wyrzut adrenaliny jest tak duży, jak w sytuacji zagrożenia życia. Wcześniej, kiedy była wyższa śmiertelność okołoporodowa, było też większe przyzwolenie na śmierć i na stratę niż obecnie. Inaczej także kształcono mundre – nieoficjalnie kształtowano je na królowe sali porodowej, jej ozdobę: Położna miała wyglądać świetnie, mieć odprasowany mundurek, nienaganną fryzurę i oczy wymalowane. Być może z tej przyczyny polskie położne chcą być postrzegane jako osoby bardzo kompetentne, niezwykle profesjonalne i dobrze wynagradzane za swoją pracę. My wiemy, jak jest, ale one mają potrzebę, by ów deficyt prestiżu i finansów nadrobić strojem oraz makijażem. Jesteśmy również świadomi tego, że mimo różnych akcji i rozwoju medycyny na polskiej porodówce wciąż obecna jest przemoc psychiczna i manipulacja, lobbing położnych, a cesarskie cięcie można mieć na życzenie. Podobno 1/3 dzieci rodzi się obecnie w Polsce w ten sposób – w tym co najmniej połowa na życzenie kobiet. Wciąż brakuje możliwości wyboru połączonej z wyczerpującą informacją i wsparciem. Tak, żeby kobieta świadomie wybierała to, co uważa za najlepsze dla siebie i dziecka. To byłoby zbyt piękne…

Pięknie jest w Danii, o czym opowiada jedna z rozmówczyń Sylwii Szwed, Jola Petersen. Tam położnictwo to prestiżowy kierunek, którego absolwentka zarabia tyle, iż jest w stanie bez problemu utrzymać własną rodzinę, a mąż może rzucić pracę! Duńczycy mają na wszystko procedury i doskonale wiedzą, że Im więcej czasu położna spędzi z rodzącą, tym bardziej naturalny będzie poród. Nie będą potrzebne znieczulenie, kroplówki czy cesarskie cięcie. Udowodniono to już w latach osiemdziesiątych. Czemu w Polsce się tego nie praktykuje i kto jest za to odpowiedzialny? Dlaczego nie czerpie się z wzorcowych doświadczeń innych państw? Takich pytań nasuwa się podczas lektury wiele…

„Mundra” to pozycja o kobietach i dla kobiet. Głównie dla matek (niezależnie od stażu) posiadających określoną wiedzę. Większość z nich po reportażu Sylwii Szwed dojdzie do wniosku, że na poród ma wpływ nie tylko fizjologia, ale również kultura i polityka. To intrygujące studium, które z jednej strony łamie tabu, odczarowuje kwestie związane z położnymi i samym rozwiązaniem, ale z drugiej pokazujące, jak ważne to wydarzenie i jak bardzo (oczywiście przeżyte w odpowiedni sposób) może nas ubogacić. Ciekawy dobór osób, dużo trafnych spostrzeżeń, możliwość zweryfikowania własnych odczuć poporodowych lub wrażeń zasłyszanych od innych, to główne zalety tej publikacji, a co ważne - wszystko napisane w bardzo przystępny, stonowany sposób, bez szokowania czy epatowania wulgarnością. „Mundre” to świetna książka – warto przeczytać.

Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Agnieszka Biczyńska

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (48)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 75
megan | 2019-06-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 czerwca 2019

Książka zawiera serię wywiadów z położnymi z różnych pokoleń, pracujące w różnych krajach i różnych warunkach. Wywiady są przeprowadzone w interesujący sposób, myślę, że nawet dla osób nie zainteresowanych tematem książka będzie ciekawa. W wywiadach pokazane są różne podejścia do porodów, pokazuje jak rodziły nasze mamy, babcie, oraz jak rodzą kobiety w innych krajach. Biorąc całościowo, uważam, że książka ma pozytywny przekaz i gdzieś między wierszami pokazuje, że warto rodzić naturalnie.
Jeżeli chodzi o mnie, to jestem laikiem w kwestii porodów, książkę pożyczyła mi znajoma położna i przeleżała na półce pół roku, ale gdy już zaczęłam czytać, bardzo mnie wciągnęła i pochłonęłam ją w kilka dni. Dla osoby takiej jak ja, zaskoczeniem był fakt, jak podejście do porodów tak bardzo zmieniało się na przestrzeni lat. Fajnie dowiedzieć się czegoś nowego :)

książek: 48
Martuszka | 2018-11-09
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2018 rok

Zapis dziesięciu totalnie fascynujących rozmów z położnymi - niezwykłe kobiety pracujące w różnych stronach świata. Od interesujących i różnorodnych historii jak to było dawniej po współczesne tematy - problem medykalizacji porodu, odejścia od natury, cesarskiego cięcia na życzenie czy zapłodnienia in vito. Wciągająca lektura nie tylko dla przyszłych mam.

książek: 482
jud123 | 2018-10-25
Na półkach: Przeczytane

warto!
czytałam przed porodem, wzbogacająca lektura.
chętnie przeczytałabym więcej książek tej autorki.

książek: 371
Agata | 2018-06-25
Przeczytana: 01 marca 2017

Cudownie poruszająca i mądra. Bliska kobiecemu sercu.

książek: 24
SzklanaPoziomka | 2018-02-12
Na półkach: Przeczytane

Wspaniała, mądra książka, którą gorąco polecam tym, które chcą przygotować się do przyjścia na świat potomka. Chociaż nie jest to poradnik, między wierszami można wyczytać wiele cennych rad tyczących się narodzin i opieki nad dzieckiem. Dodaje otuchy i pokazuje, że poród jest pięknym, dobrym wydarzeniem i nie ma co się bać.

książek: 12
Tissa | 2017-12-29
Na półkach: Przeczytane

Pozycja ta stanowi zbiór poruszających historii, które od podszewki przedstawiają zawód położnej. Czytelnik widzi ogrom ciężkich momentów i trudnych decyzji, z którymi przychodzi mierzyć się przedstawicielkom tego zawodu. Obok niełatwych sytuacji jest i ta piękna strona- pojawienie się na świecie nowego człowieka, z całą niepowtarzalnością, wzniosłością tego wydarzenia. Jednak jak widać po bohaterkach, aby to dostrzec potrzebne jest prawdziwe powołanie. Niezwykle przyjemnie czyta się o osobach tak zaangażowanych w swój zawód, widzących w nim życiową pasję. Autorka nie ogranicza się jedynie do współczesnego spojrzenia na zawód położnej, sięga do czasów gdy porodem zajmowała się tytułowa mundra. Również garstka relacji z innych krajów daje ciekawą perspektywę.
Warto sięgnąć po tę pozycje bo oprócz zapoznania się z jakże trudnym zawodem położnej czytelnik ma okazję poznać kobiety z pasją, które wierzą, że poród to nie tylko proces fizjologiczny, ale przede wszystkim akt kobiecości i...

książek: 764
Kohana | 2017-12-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2017
Przeczytana: 28 grudnia 2017

Chciałam przeczytać tę książkę już od 3 lat. Kiedy w końcu do mnie przyszła, przez pierwsze 100 stron cmokałam pod nosem. Na szczęście z następnymi paniami wszystko się bardziej rozkręca. Warto zwrócić uwagę, na komiczną sytuację, gdy jedna położna podkreśla rolę emocjonalną, a pani później mówi, że depresja poporodowa to wymysły rozpieszczonych mieszczuchów. Nie chcę być niemiła, ale cieszę się, że jest już na emeryturze. Z innymi można się poniezgadzać albo pozgadzać i poddać oględzinom nasze pewniki i mity.

książek: 122
k-m-k | 2017-10-22
Na półkach: Przeczytane

Bardzo ciekawa książka, wypowiedź każdej z położnej jest wyjątkowa. Od położnych zadowolonych i świadomych wyboru, po położne które wybrały ten zawód lata temu narzucony przez panujące wtedy warunki. Książka z pewnością poszerza wiedzę o położnych i porodach.

książek: 298
Agusja | 2017-10-18
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 31 października 2017

Swietna , poprostu kazdy powinien przeczytac :)

książek: 3873

Spisane przez Sylwie Szwed relacje położnych dają więcej wglądu w sytuacje rodzących niż niejeden podręcznik. Ukazuje nam przekrój bogatych osobowości kobiet, które z pasją podchodzą do wybranej przez siebie drogi życiowej. To nie znaczy, że są wszechwiedzące i nie uświadamiając sobie w pewnych momentach nietrafnego podejścia do tematu. Stan położnictwa bardzo się zmienił na przestrzeni ostatnich stu lat, nieuniknione więc są też zmiany w świadomości personelu, a szczególnie tych pań, które odbierają porody na przestrzeni dekad, tak rożnych nie tylko pod względem medycznych możliwości, zmian technologicznych, ale i politycznych czynników, które mają również duże oddziaływanie na kobiety ciężarne oraz personel medyczny.
Jedna z uczestniczek wywiadów mówi, iż "nastawienie do położnych odzwierciedla stosunek społeczeństwa do kobiet" (s.189) A Jola Petersen wie co mówi, gdyż w krajach skandynawskich, czy szerzej północnych, jej zawód jest obdarzany szacunkiem i ogromnym społecznym...

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
  • Odwaga jest kobietą
    Odwaga jest kobietą
    Marta Szarejko, Renata Radłowska, Joanna Podgórska, Ewa Wołkanowska, Ewa Wi...
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd