Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ostatni wiejscy muzykanci

Wydawnictwo: Muzyka Odnaleziona
8,33 (9 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
3
8
4
7
0
6
1
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788393155033
liczba stron
304
słowa kluczowe
muzka wiejska, muzyka etniczna
kategoria
muzyka
język
polski
dodał
LubimyCzytać

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Autor dociera do zapomnianej, ekspresyjnej muzyki i grających ją wiejskich muzykantów. To ciekawie napisana, pełna anegdot opowieść o ostatniej generacji tych muzyków, ich obyczajach, emocjach, tajemnicach. Wiedza, jakiej dostarcza – tyleż adeptowi etnografii, co miłośnikowi muzyki – jest unikatowa, tego „nie uczą w...

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Autor dociera do zapomnianej, ekspresyjnej muzyki i grających ją wiejskich muzykantów. To ciekawie napisana, pełna anegdot opowieść o ostatniej generacji tych muzyków, ich obyczajach, emocjach, tajemnicach.
Wiedza, jakiej dostarcza – tyleż adeptowi etnografii, co miłośnikowi muzyki – jest unikatowa, tego „nie uczą w szkole”, a tym bardziej w mediach, pełnych wyświechtanych stereotypów.
Największą część książki stanowią jednak zdjęcia, kreślone malarskim talentem autora, w których odbija się pełne paradoksów, dzisiejsze życie pozagrobowe muzyki tradycyjnej: bieda, starość i opuszczenie miesza się tu z uznaniem i dumą, a trzeźwe, praktyczne chłopskie spojrzenie z zabobonami, aberracjami i uczuciowością.
Antoni Beksiak 2012

 

źródło opisu: http://www.muzykaodnaleziona.com/index.php?m=page&a=ass&id=16160

źródło okładki: http://www.muzykaodnaleziona.com/index.php?m=page&a=ass&id=16160

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Bosy_Antek książek: 622

Hendrixa chwalicie, Zarasia nie znacie

Smutek. Głęboki, bezbrzeżny smutek. Poczucie osierocenia. Fascynacja, potem być może nuta złości okraszona kilkoma ziarnami bezradności. Te uczucia towarzyszyły mi, gdy pochylałem się nad niezwykłą książką Andrzeja Bieńkowskiego – „Ostatni wiejscy muzykanci.”

Z czym mamy do czynienia? Z raportem spisanym na terytorium ginącego już świata? Z dowodem żarliwej miłości do najgłębszych korzeni naszej kultury? Z potężnym zbiorem fotografii ludzi, których twarze napiętnowały zarówno dni pełne cierpliwego trudu, jak i chwile ekstatycznej zabawy? Z przystępnym przewodnikiem po zawiłej, tajemniczej i pełnej dramatów historii wiejskich muzyków? Ze zbiorem pysznych anegdot, które odsłaniają przed nami egzotyczny, wydawać by się mogło, że niemożliwy wszechświat obyczajów i zabobonów?

Mamy do czynienia z tym wszystkim. „Ostatni wiejscy muzykanci” to książka, którą należy się delektować, smakować ją, wpatrując się w czarno-białe fotografie, z których patrzą na nas ci, którzy już w większości odeszli z tego świata. Muzykanci. Samorodni geniusze skrzypiec, harmonii, bębnów. Naturszczycy, którzy krótki temat mazurka lub oberka odgrywany na weselu potrafili obudować półgodzinną misterną improwizacją. O maestrii wykonawców niech świadczy fakt, że bardzo często nikt z weselników nie potrafił po skończonej uroczystości zanucić nawet fragmentu tych ognistych improwizacji. Bieńkowski wyraźnie w wielu miejscach podkreśla, jak blisko stąd do zjawisk obecnych w światowej muzyce występujących...

Smutek. Głęboki, bezbrzeżny smutek. Poczucie osierocenia. Fascynacja, potem być może nuta złości okraszona kilkoma ziarnami bezradności. Te uczucia towarzyszyły mi, gdy pochylałem się nad niezwykłą książką Andrzeja Bieńkowskiego – „Ostatni wiejscy muzykanci.”

Z czym mamy do czynienia? Z raportem spisanym na terytorium ginącego już świata? Z dowodem żarliwej miłości do najgłębszych korzeni naszej kultury? Z potężnym zbiorem fotografii ludzi, których twarze napiętnowały zarówno dni pełne cierpliwego trudu, jak i chwile ekstatycznej zabawy? Z przystępnym przewodnikiem po zawiłej, tajemniczej i pełnej dramatów historii wiejskich muzyków? Ze zbiorem pysznych anegdot, które odsłaniają przed nami egzotyczny, wydawać by się mogło, że niemożliwy wszechświat obyczajów i zabobonów?

Mamy do czynienia z tym wszystkim. „Ostatni wiejscy muzykanci” to książka, którą należy się delektować, smakować ją, wpatrując się w czarno-białe fotografie, z których patrzą na nas ci, którzy już w większości odeszli z tego świata. Muzykanci. Samorodni geniusze skrzypiec, harmonii, bębnów. Naturszczycy, którzy krótki temat mazurka lub oberka odgrywany na weselu potrafili obudować półgodzinną misterną improwizacją. O maestrii wykonawców niech świadczy fakt, że bardzo często nikt z weselników nie potrafił po skończonej uroczystości zanucić nawet fragmentu tych ognistych improwizacji. Bieńkowski wyraźnie w wielu miejscach podkreśla, jak blisko stąd do zjawisk obecnych w światowej muzyce występujących chociażby za sprawą jazzu lub bluesa.

Autor, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, etnograf, roztacza przed nami panoramę umierającego świata, który na szczęście zafascynował go wystarczająco wcześnie, by zdążył porozmawiać z tymi, którzy są bohaterami książki. Stopniowo, mozolnie krusząc mur nieufności, odkrywał krainy zamieszkane przez wczorajszych bohaterów wesel, a dziś zgorzkniałych, powalonych starością, chorobami, często opuszczonych ludzi. To ich fotografował. To ich (na szczęście skutecznie) namawiał, by być może po raz ostatni sięgnęli po zakurzone skrzypce i dali się porwać sile muzyki, jaka w młodości wyrywała ich samych oraz słuchaczy z kieratu ciężkiej wiejskiej egzystencji.

Bieńkowski podkreśla użytkowe walory tej sztuki. Muzyka miała przede wszystkim zmuszać do szaleńczego tańca. Nie było tu filozofii, górnolotnych ambicji. Muzykowanie to fach jak każdy inny, stąd dość łatwo bohaterowie opowieści zmieniali profesje, gdy przestały im wystarczać niewygórowane honoraria i weselna wódka. Sprzedawano instrumenty, składowano na strychach lub w stodołach, gdzie padały ofiarą wilgoci lub myszy.

Deską do trumny okazały się czasy PRL-u, gdy żadnego „niezweryfikowanego” muzyka po prostu nie dopuszczano do gry, odcinając od kontaktu z odbiorcami. Tym zresztą też przestały wystarczać surowe skrzypce, basy i bębny. Pojawiło się radio, potem rock and roll, na końcu syntetyczne brzmienia instrumentów elektronicznych, które zdefiniowały na nowo to, co nazywamy „muzyką do tańca.”

Smutny to finał, skoro w naszym chłopskim przecież narodzie, klucze do pamięci o najstarszych tradycjach muzycznych przechowują nieliczni, gdy tymczasem cała reszta wsłuchuje się w przetworzone dźwięki płynące z dalekiego świata. Jednak ci nieliczni, organizujący festiwale i przeglądy autentycznych ludowych zespołów, rekonstruujący dźwięki z krainy umarłych, potrafią rozdmuchać, wydawać by się mogło, wygasłe ognisko. I tu tli się resztka nadziei…

Tytuł tej recenzji jest oczywistą prowokacją. Wszyscy znamy wpływ Hendrixa na rozwój muzyki, natomiast o Józefie Zarasiu słyszeli nieliczni. A trzeba wiedzieć, że jego grę na skrzypcach, ekstatyczną, żywiołową, hipnotyzującą, mogą podziwiać ci, którzy obejrzą dołączoną do książki płytę DVD. Gdyby tylko Zaraś urodził się daleko stąd, sięgnął po gitarę elektryczną, to kto wie, czym by się to wszystko skończyło…

Tomasz Fijałkowski

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
    Obecnie jeszcze nie ma dyskusji powiązanych z tą książką.
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (32)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 62
porywacz_zwlok | 2017-07-03
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 30 czerwca 2017

Kilka lat temu trafiłem w ninatece na materiały Pana Andrzeja Bieńkowskiego o wiejskich muzykantach i ich muzyce. Oglądnąłem wszystkie filmy z wypiekami a niektóre historie spowodowały wzruszenie. Byłem wtedy pod niesamowitym wrażeniem ilości oraz jakości materiału zebranego przez Pana Andrzeja.
Kilka dni temu dostałem w prezencie książkę i się zakochałem w niej. Choć przyznam, że na początku byłem lekko oburzony, iż tak mało w niej treści pisanej. Kilka chwil mi zajęło zrozumienie, że szybko kończąca się treść nie kończy wartości zamkniętej między okładką. Otóż masa zdjęć z prywatnej kolekcji Pana Andrzeja uzupełniają w stu procentach słowo pisane dając nam większy pogląd na to jakimi ludźmi byli i są wiejscy muzykanci.
Każdemu czytelnikowi tej książki, który kocha muzykę polecam odwiedzić serwis ninateka, by uzupełnić słowo pisane oraz nieruchomy oraz o dźwięki, które są esencją pracy Pana Andrzeja Bieńkowskiego.

Szczerze polecam ponieważ ta książką jest wybitna.

książek: 195
Janusz Jabłoński | 2011-09-05
Przeczytana: 2007 rok

Przełomowe dzieło, dzięki któremu przekonałem się, że wiejska muzyka w Polsce po wojnie nie została w całości zawłaszczona przez oficjalne zespoły pieśni i tańca. Niestety wydawca nie wznawia, autor tez nie, a na rynku wtórnym horrendalne ceny.

książek: 125
tamarra | 2017-05-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: kwiecień 2017
książek: 424
Krzysztof Polowczyk | 2016-09-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Etnologia
książek: 477
Aga | 2015-02-07
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: luty 2015
książek: 2997
nunachopin | 2013-06-14
Na półkach: Przeczytane
książek: 749
wyspa | 2013-02-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
książek: 631
Bosy_Antek | 2013-02-26
Na półkach: Przeczytane
książek: 10
Arkadiusz Korytkowski | 2012-06-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
książek: 263
Aravir | 2016-05-16
Na półkach: Chcę przeczytać
zobacz kolejne z 22 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd