Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty

Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
5,53 (145 ocen i 26 opinii) Zobacz oceny
10
2
9
1
8
11
7
24
6
45
5
25
4
17
3
14
2
6
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365122
liczba stron
160
słowa kluczowe
Hiszpania, fiesta
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodał
Jaga

Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty to opowieść o kraju, gdzie wieje tramontana, szatański wiatr z opowiadania Márqueza, gdzie ludzie dla zabawy podpalają styropianowe figury większe od domów, a w święta obrzucają się cukierkami, błotem, zdechłymi szczurami i rzepą. To relacja z miejsc, gdzie w Wielki Piątek bije się w bębny, aż krwawią dłonie, a czarownice odpędza się ciepłą wódką. To także...

Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty to opowieść o kraju, gdzie wieje tramontana, szatański wiatr z opowiadania Márqueza, gdzie ludzie dla zabawy podpalają styropianowe figury większe od domów, a w święta obrzucają się cukierkami, błotem, zdechłymi szczurami i rzepą. To relacja z miejsc, gdzie w Wielki Piątek bije się w bębny, aż krwawią dłonie, a czarownice odpędza się ciepłą wódką. To także zbiór historii o bandytach, rzeźnikach, królach i tancerkach z zapomnianych miasteczek Kastylii-La Manchy, Andaluzji, Estremadury i Katalonii. Książka jest owocem trzech lat życia i podróży po Hiszpanii, a przede wszystkim pogoni za iberyjskimi fiestami.

 

źródło opisu: Czarne, 2013

źródło okładki: http://czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 277
Carmello | 2017-08-20
Przeczytana: lipiec 2017

Jako dziecko często bawiłam się z babcią w skojarzenia. Pamiętam, że kiedy ona rzuciła hasłem ,,Hiszpania'' ja odpowiedziałam ,,słońce''. Teraz jednak odrzekłabym coś zgoła innego, ponieważ obecnie kraj ten jawi mi się jako płynąca absurdem kraina kontrastów. Od kilku lat próbuję zrozumieć mentalność rodaków Cervantesa, a mimo to, ze zdumiewającą wręcz częstotliwością, poznaję jakiś obyczaj, który wprawia mnie w stan głębokiej zadumy nad naturą ludzką.

Aby zyskać Wasze zrozumienie dla mojego niezrozumienia społeczeństwa tegoż państwa, pragnę się z Wami podzielić pewną ciekawostką:

Katalońskie dzieci z niecierpliwością wyczekują wigilijnego wieczoru, bowiem wtedy nie święty Mikołaj, a drewniany stworek Caga Tío (srający wujek) przynosi, czy raczej ,,wydala'' dla nich upominki w nagrodę za ,,dokarmianie'' i zapewnienie schronienia w okresie przedświątecznym.

Pomijam oczywiście to, że jest sierpień, a zwyczaj ten rozpowszechniony jest w Katalonii, która rządzi się swoimi, skrajnie niedorzecznymi, prawami. Musicie mnie jednak zrozumieć - odczuwałam przemożną chęć podzielenia się z Wami wiedzą, ponieważ większość ludzi nie kojarzy Hiszpanii z ,,el caganer'' (naprawdę warto sprawdzić!), a z fiestami. I cóż, zdziwiłabym się, gdyby było inaczej. Są one przecież tak huczne i kolorowe, że przyćmiewają niemal wszystko inne. Nie można jednak zrozumieć tych widowisk na pograniczu masowej histerii jeśli wyrwie się z je ze społeczno-kulturowego kontekstu.

Powinnam chyba jednak wrócić do ,,Pyłu z landrynek''. Ta pozycja nie zaskoczyła mnie właściwie niczym, ale czytało się ją dość szybko, co w tym przypadku należy uznać za ogromny atut. Niemniej jednak po pewnym czasie autorka wpadła w jakiś schemat, a ja miałam ochotę pominąć niektóre fragmenty i jak najszybciej zakończyć czytanie. O większości z opisywanych fiest już gdzieś słyszałam, a nawet jeśli nie to myślałam tylko: ,,No tak. Można było się tego po nich spodziewać'', ponieważ moja fascynacja tą częścią świata trwa już dłuższy czas. Rozczarowała mnie ta lektura, odczuwam ogromny niedosyt, jednak należy przyznać Katarzynie Kobylarczyk, iż podjęła próbę zrozumienia Hiszpanów i analizowania fiest poprzez ich mentalność. Ponadto nie skupiła się tylko na największych, najważniejszych z nich, ale zajrzała też do zapomnianych przez boga i turystów wsi. Bardzo brakowało mi w tej pozycji zdjęć i lekkości pióra oraz celowości. Nie było fotografii ani dokładnych relacji, a próby w zrozumieniu społeczności hiszpańskiej pozostają tylko dość nieudolnymi próbami, przez co trudno doszukiwać się w tej książce wartości innych niż informacyjno-podróżnicze.

To trochę tak jakby ktoś dzielił się swoimi wrażeniami ze znajomymi. Tu byłam, to widziałam, zasłyszałam dwa słowa na temat historii tego święta. I tyle. Zdecydowanie zbyt mało w ,,Pyle...'' rozmów z Hiszpanami, przez co odniosłam wrażenie, że autorka jest kolejną, przypadkową turystką w tłumie, nie zaś reporterką.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Brud

Co tu dużo pisać. Czyta się ciężko. W porównaniu z "Pokoleniem Ikea" dosyć słabe. "Pokolenie" trochę bardziej wciągało niż "B...

zgłoś błąd zgłoś błąd