Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Umarli tańczą

Cykl: Robert Pruski (tom 1) | Seria: Kryminał
Wydawnictwo: Agora SA
6,97 (312 ocen i 65 opinii) Zobacz oceny
10
6
9
22
8
86
7
99
6
59
5
29
4
7
3
2
2
2
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788326807503
liczba stron
512
słowa kluczowe
Toruń, sensacja, kryminał, taniec, umarli
język
polski
dodała
Malwina

12 listopada 1984,USA. Ukazuje się pierwszy wielki krążek Madonny „Like a Virgin”. 3 grudnia 1984, INDIE. Z fabryki pestycydów w Bhopalu uwalnia się trujący gaz, giną trzy tysiące osób. 27 grudnia 1984, POLSKA. W Toruniu zaczyna się proces morderców ks. Jerzego Popiełuszki. W lasach wokół miasta zabijane są kolejne ofiary. Nieuchwytny sprawca kastruje mężczyzn, odcina piersi kobietom i...

12 listopada 1984,USA. Ukazuje się pierwszy wielki krążek Madonny „Like a Virgin”.
3 grudnia 1984, INDIE. Z fabryki pestycydów w Bhopalu uwalnia się trujący gaz, giną trzy tysiące osób.
27 grudnia 1984, POLSKA. W Toruniu zaczyna się proces morderców ks. Jerzego Popiełuszki. W lasach wokół miasta zabijane są kolejne ofiary. Nieuchwytny sprawca kastruje mężczyzn, odcina piersi kobietom i odprawia makabryczny rytuał.

PRAWIE TRZYDZIEŚCI LAT PÓŹNIEJ dziennikarz tygodnika „Głos Torunia” Robert Pruski odbiera list od córki dwojga zamordowanych, która szuka grobu rodziców. Wszystkie dokumenty dotyczące ich życia i śmierci zostały zniszczone, skradzione lub przypadkowo spłonęły. Żadna gazeta ani telewizja nie chce podjąć tego tematu. Pruski także nie odpisuje. Autorka odkręca gaz.

Po kilku stronach książki Głuchowskiego zapominamy, że to fikcja, a nie łapiący za gardło reportaż. Ta sensacyjna historia rozpięta między Afganistanem i Toruniem rozpędza się jak samochód na autostradzie. Dogonić ją może tylko kula z kałacha.
PAWEŁ GOŹLIŃSKI (szef działu reportażu „Gazety Wyborczej”, autor kryminału „Jul”)

PIOTR GŁUCHOWSKI - Napisał około 300 reportaży z Polski, Białorusi, Izraela i Wielkiej Brytanii. Jest laureatem nagrody „Grand Press” za reportaż o władcach Korei Północnej. Urodził się w Warszawie 45 lat temu, wychował w Toruniu, mieszka we wsi Niemcz przy torach kolejowych z Gdańska do Poznania. Od 1990 roku jest dziennikarzem i redaktorem „Gazety Wyborczej”. „Umarli tańczą” to jego kryminalny debiut.

 

źródło opisu: wydawnictwoagora.pl

źródło okładki: wydawnictwoagora.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 699
Paulina | 2013-01-26
Na półkach: Zrecenzowane
Przeczytana: 26 stycznia 2013

"Zaczął kąpać się - jak oni - we krwi. Dosłownie: używali jej do mycia rąk i nóg. Wody zawsze brakowało, a wódki czy spirytusu żal. Bez połączenia alkoholu, haszu i makowego soku nie dawało się już ani spać, ani jeść, ani oddychać. [...] Ogarnęła ich krwawa melancholia."

Gdyby ktokolwiek poddawał w wątpliwość potencjalnej wiarygodności przedstawionej w "Umarli tańczą" historii, niech zajrzy do Internetu albo literatury fachowej. Pomimo, iż jest to literacka fikcja, o czym autor przypomina na ostatniej stronie, to nie jest tak całkiem urwana z choinki.
Co by podać tylko kilka nazwisk autentycznych, seryjnych morderców z samego tylko terenu byłego ZSRR (ostro pojechanych, swoją drogą): Andriej Czikatiło, Anatolij Onoprijenko, Vasili Komaroff... W Polsce też było kilku takich - Wampir z Zagłębia (Marchwicki), Leszek Pękalski, Karol Kot, Wampir z Gałgówka (Modzelewski). Było ich znacznie więcej, ale wiecie już, co mam na myśli. Dlatego tym bardziej książkę "Umarli tańczą" naprawdę czyta się jak trzymający w napięciu reportaż, a nie powieść kryminalną.

Kryminalny debiut Piotra Głuchowskiego, reportera, który sam ma na koncie mnóstwo artykułów, traktuje o Temacie Życia prowincjonalnego dziennikarza z Torunia. O Temacie, o którym marzą dziennikarze na całym świecie. O sprawie, która zmieni karierę i życie nie tylko samego pismaka, ale i - nie bójmy się marzyć - całego kraju.

Robert Pruski, dziennikarz pracujący dla dość marnie prosperującego tygodnika "Głos Torunia", dostaje list od Iwony Tomaszewskiej zatytułowany "Prośba". Na pięciu stronach pani Iwona opisuje swoje zmagania podczas poszukiwania grobu swoich zamordowanych w latach osiemdziesiątych rodziców. Na początku Robert bagatelizuje sprawę, jednak gdy dowiaduje się, że autorka listu targnęła się na swoje życie, postanawia jej pomóc.

I tu zaczyna się ostra jazda bez trzymanki.

Sam Robert to niepijący alkoholik, sfrustrowany artysta, rozwiedziony ojciec, słowem - nieszczęśnik z łańcuszkiem długów i ciągłym debecie na koncie
"[...] ubrany w czarne tenisówki, dżinsy, w których nie dopina mu się z powodu brzuszka ostatni guzik, i czarny T-shirt reklamujący koncert AC/DC "
o którym sama Iwona mówi:
"Introwertyk, cynik, uparty, raczej już niereformowalny, do tego kolejny z problemem alkoholowym... [...] Miły. Inteligentny. Próbuje być uczciwy na tyle, na ile można w tym dziwnym zawodzie..."
Ale przy tym niezwykle dociekliwy i uparty. Mając wszelkie atrybuty dobrego dziennikarza, oddaje się całkowicie sprawie Iwony. Sprawie, o której wielu byłych esbeków chciałoby zapomnieć...
Wychodzą na światło dzienne nierozwiązane i utajnione zbrodnie dokonane przez nieznanego sprawcę w czasach PRL, kiedy nawet członek Służb Bezpieczeństwa musiał uważać na to, co mówi i robi, gdyż - zupełnie jak w proroczej wizji Orwella - donosicielom wiele nie było potrzeba.
"Niewykluczone też, że zdradził się wcześniej jakimś gestem albo spojrzeniem przed którymś z kolegów, a ten skwapliwie puścił informację wyżej"
Nagle z dwóch ofiar robią się trzy, cztery, siedem...! Czy stoi za tym jakaś sekta, odprawiająca mistyczne rytuały? Sataniści? A może to władza próbuje coś ukryć? Kim w takim razie były ofiary, że utajnione miejsce ich pochówku łączy się ze sprawą o kryptonimie "Kasandra"?

Co łączy Toruń, Sopot, Afganistan i Białoruś?

Nie powiem. Ale, mówiąc całkiem szczerze, książkę przeczytałam jednym tchem. Wciąga niesamowicie. Mamy tu bowiem wszystko, czego potrzeba dobrej lekturze.
Wątek kryminalny sięgający trzydziestu lat wstecz w Polsce.
Wątek kryminalny współczesny na Białorusi.
Morderca, którego nie da się polubić - bezwzględny, bezlitosny sadysta. Rytuał krwi i ognia. Wierzenia tak absurdalne, że wręcz niemożliwe do ogarnięcia umysłem. Wszak krew zmywa się krwią, nie wodą...

Wątek miłosny. Bardzo męski, bardzo macho. Nie da się ukryć, że książkę napisał mężczyzna, i to realista.
"Uczucie do niego wypełnia jej brzuch."
Bez sentymentów, bez obrzydliwej ckliwości, bez serduszek rysowanych na serwetkach i infantylnych opisów. Jest racjonalnie i dojrzale. Zarówno Robert, jak i Iwona - kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach - są namacalnie prawdziwi. Ich miłość, trudna i niespodziewana, rozkwita ostrożnie. Robert jest rozwodnikiem z przykrą skłonnością do przesadzania z procentami. Iwona jest sierotą, której rodzice zostali zamordowani w bestialski sposób. Czy ludzie z takim bagażem mogą być razem? Niezbędny jest dystans... I tak też to uczucie zostaje opisane. Rozsądnie i z bardzo męską pobłażliwością.
"Robert nie wie, czy to, co czuje, można już nazwać miłością, ale bardzo dużo strun w jego organizmie brzęczy, gdy myśli o Iwonie. A ona wręcz idealnie wchodzi w rezonans."
A Iwona? Oj, chyba dobrali się jak w korcu maku...
"Mrok w niej jest. On zna ten mrok. Zna tę cholerną, czarną amebę, która czyha skulona gdzieś między żołądkiem i kręgosłupem. Czyha, by wyleźć i sięgnąć mózgu."
I ta miłość też jest mroczna. Musi sobie poradzić z krwią, słabościami, ciemnością i zacienioną przeszłością. Z lękiem.
"Chmura nadeszła. To już nie jest lęk. To panika. Najgorszy ze strachów: przed zapadnięciem się w czeluść własnego mózgu. Przed tym, że serce stanie. Przed gwałtownym uduszeniem się. Przed śmiercią. Lęk przed strachem, strach przed obłędem."

Kolejny wątek - historyczno-polityczny. PRL, ten niezbyt odległy, acz trudny moment dla Polski jest tutaj wiodący, a jednocześnie nienachalny. Historia nie nuży, wręcz przeciwnie. Intryguje. Przeżywamy wydarzenia wraz z bohaterami. Wraz z Pruskim prowadzimy śledztwo, by dojść do samego początku lawiny zbrodni sprzed trzydziestu lat. Zaś z drugiej strony obserwujemy tego, którego Robert szuka...

Poszczególne wątki łączą się zgrabnie i nie pozostawiają niedosytu. Wartki język, systematycznie rozpędzająca się akcja i niesamowity punkt kulminacyjny, kiedy z niepokoju przygryzałam wargi sprawiły, że trudno mi było się oderwać od tej książki choćby na posiłek.

Wady? Są. Dwie.
Pierwsza - cholernie irytujące zdrobnienia. "Krzysieniek", "Jasieczek"... Wystarczyłoby "Krzysiu", "Jasiu". Gryzło.
Druga - czas teraźniejszy narracji. Jestem przyzwyczajona do typowego, schematycznego wzorca powieści i nagle nie potrafiłam się odnaleźć. Zamiast "zrobił, poszedł", mamy "robi, idzie".
"Gwiżdże wiatr"
Jednak da się do tego przyzwyczaić i po kilkunastu stronach czytanie przychodzi z łatwością. Niemniej taki styl narracji jest dla mnie czymś nowym i nie do końca wygodnym.
Dialog z Jaculem (s. 90) - majstersztyk. Wręcz genialny.
Generalnie język jest plastyczny, czasem metaforyczny, jednak nie przekombinowany.
"Uroda - to dotyczy i domów, i kobiet - tkwi w proporcjach"
"Gdy człowiek jest młody, ma mnóstwo powodów, by żyć. Na starość musi wystarczyć kilka."
"Mózg cię zawsze okłamie."
"Warto, sącząc aromatyczną herbatę, poczytać o kanibalistycznym szale kosmosu, by pamiętać o skalach zjawisk."
Książkę czyta się lekko, bez problemu można się odnaleźć wśród mnogości imion, miejsc i zdarzeń. Nie trzeba cofać się, kartkować, przypominać, o co chodzi. Postaci są wyraziste, każdy z bohaterów odznacza się pewnymi cechami, które w powieści odzwierciedlają się nawet w dialogach. Tutaj ta plastyczność języka i dopasowanie do charakterystyki osoby swoistej mowy, powiedzonek i dialektów ma ogromne znaczenie, ponieważ poznajemy ludzi z różnych warstw społecznych i różnych profesji. Co prawda niektóre dialogi, między innymi poprzez te okrutne zdrobnienia, wypadają sztucznie, ale generalnie - jest dość życiowo. Sporo wulgaryzmów, sporo wyrazów dźwiękonaśladowczych, sporo ekspresji. Emocje, które się czuje.

Podsumowując - "Umarli tańczą" to świetna lektura. Czysta rozrywka, w sam raz na zimowy wieczór, gdy śnieg chrzęści pod stopami, a my możemy w cieple własnego domu oddać się przyjemności wynikającej z dobrego kryminału. Dziwię się tylko, że tak o tej powieści cicho... Ja, oczami wyobraźni, widzę ekranizację. I to niezłą. Niekoniecznie polską.
Mam nadzieję, że to nie jedyna książka, jaka wyjdzie spod pióra autora. Węszę część drugą. Albo trylogię. Albo, lepiej, całą serię. "Dzielny dziennikarz na tropie!" - Pruskiemu pewnie spodobałby się tytuł...

Debiut? Brawo! Piotr Głuchowski spokojnie mógłby użyć słów Wampira z Torunia:
"Moje dzieło niby wylana stal!"

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zdobyć Rosie. Początek gry

Zacznijmy od początku... Autorka książki nie jest nam obca, jest to już nasze kolejne spotkanie z jej twórczością, a tak dokładnie to szóste, więc wym...

zgłoś błąd zgłoś błąd