Ulisses

Tłumaczenie: Maciej Słomczyński
Seria: 50 na 50
Wydawnictwo: Znak
7,41 (1165 ocen i 161 opinii) Zobacz oceny
10
263
9
225
8
147
7
201
6
108
5
72
4
35
3
59
2
17
1
38
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Ulysses
data wydania
ISBN
9788324018796
liczba stron
912
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Niemoralne arcydzieło w prestiżowej serii. Gdy „Ulisses” mimo przeszkód wreszcie ukazał się drukiem w 1922 roku, okrzyknięto go dziełem nieudanym, nieprzyzwoitym, niemoralnym, itd. Uchodził za powieść, której porządny człowiek nie powinien nawet brać do ręki. Dziś, prawie sto lat później, jest powszechnie uważany za arcydzieło, którego nie wypada nie znać. O czym jest „Ulisses”? Można...

Niemoralne arcydzieło w prestiżowej serii.

Gdy „Ulisses” mimo przeszkód wreszcie ukazał się drukiem w 1922 roku, okrzyknięto go dziełem nieudanym, nieprzyzwoitym, niemoralnym, itd. Uchodził za powieść, której porządny człowiek nie powinien nawet brać do ręki. Dziś, prawie sto lat później, jest powszechnie uważany za arcydzieło, którego nie wypada nie znać.

O czym jest „Ulisses”? Można odpowiedzieć na dwa sposoby: o zwyczajnym dniu Stefana Dedalusa i Leopolda Blooma w Dublinie na początku XX wieku, albo: o wszystkim. Okazuje się bowiem, że zwykły dzień zwykłego człowieka – który chodzi, je, rozmawia czy załatwia różne sprawy, ale też myśli, czuje, wspomina i marzy – to miniatura całego ludzkiego doświadczenia.

Czym jest „Ulisses”? Jak napisał w posłowiu tłumacz, Maciej Słomczyński, jest to „zapoczątkowanie nowego rodzaju sztuki i doprowadzenie go do doskonałości na przestrzeni jednego dzieła”.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2013

źródło okładki: www.znak.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 741
lillithu | 2017-07-27
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 14 czerwca 2017

Zawsze daję książce szansę, nawet jeśli mi się nie podoba albo nie jest w moim stylu. Rzadko kiedy zdarza się, że faktycznie niczego nie wyniosę z historii którą czytam, niczego nowego się nie nauczę albo że będzie ona naprawdę tak fatalna, bezdennie głupia lub śmiertelnie nudna, że po prostu będzie mi szkoda życia na jej czytanie. Ulissesowi dałam szansę. I to naprawdę bardzo sporą, bo przebrnęłam z bólem przez 300 stron i końca nie było nadal widać, więc po prostu się poddałam. Doszło do tego, że kalkulowałam ile stron muszę czytać maksymalnie dziennie aby przeczytać ją w miesiąc, zanim dotarło do mnie co ja robię ze swoim życiem. Książka zatem wróciła na biblioteczną półkę, gdzie pewnie znowu zarośnie kurzem dopóki jakiś nieszczęśnik nie znajdzie jej za pomocą jakże pochlebnych recenzji, których nie wiedzieć czemu niemało znajdziemy na internecie. Co więc mamy takiego strasznego w tej książce?

Po 300 stronach nadal nie miałabym pojęcia o czy ona ma być, gdybym nie przeczytała jej opisu. Absolutnie nic się nie trzyma tam kupy- bohaterzy robią co chcą, narrator jest po prostu najgorszy z możliwych, bo nie daje nam znaku czy uprzedzenia kiedy sam myśli i analizuje, a kiedy opisuje prawdziwe wydarzenia. Prawdopodobnie miał to być wzniosły chwyt literacki, zmuszający do pełnego skupienia biednego, zmasakrowanego dziwnymi i kompletnie niepotrzebnie skomplikowanymi słowami czytelnika, który żeby cokolwiek zrozumieć musi siedzieć ze słownikiem w ręce. Naprawdę na tym ma polegać dobra literatura?

Z jednej strony mamy tą sztuczną wzniosłość i arogancję, a z drugiej obrzydliwą nawet jak na XXI wiek wulgarność i prostactwo, które wychodzi spomiędzy pióra autora jakby było jego prawdziwym obliczem. Strasznie gardzę takimi wstawkami, świadczą o kompleksach lub usilnej chęci pisarza do zaimponowania, pokazania jaki to on nie jest pseudootwarty na takie tematy i ogólnie cool. Monologi głównego bohatera, a także wynurzenia niektórych postaci są niepotrzebnie długie i przypominają bardziej bełkot pijanej/naćpanej osoby niż cokolwiek racjonalnego, co miałoby jakikolwiek głębszy sens. I to ma być sławetny “strumień świadomości”- nie wiem jakich tabletek czy proszków używał autor do napisania tej paplaniny bez ładu i składu, ale albo były mocne, albo za słabe bo ewidentnie mu nie wyszło.

Żałuję tych 300 stron, w tym samym czasie mogłam przeczytać inną, świetną lekturę a tutaj pełzałam przez tekst po którym spodziewałam się czegokolwiek, otrzymując zupełnie nic, oprócz zniesmaczenia. Autor ewidentnie ma jakieś ogromne kompleksy albo po prostu nie umie wyrażać w sposób składny własnych myśli, skoro musiał stworzyć takiego potwora na 700 stron. Może założył się z kimś o objętość tej książki? Albo o to jak długo potrafi wytrzymać bez snu pisząc? To był miało sens, ponoć brak snu prowadzi do uszkodzeń mózgu…

Szkoda, naprawdę było mi przykro, że coś takiego okrzyknięto mianem arcydzieła a ja dałam się nabrać na haczyk. Absolutnie nikomu nie polecam brać się za to czytadło, chyba że na własna odpowiedzialność i z ogromnym samozaparciem.


Jeśli spodobała Ci się powyższa recenzja, serdecznie zapraszam na mojego bloga www.myownikigai.wordpress.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nikt nie idzie

"(...) przeczytała mnóstwo innych rzeczy,sądząc,że przeżywając zmyślone życie,odsunie od siebie to prawdziwe.Nic z tego nie wyszło". I znow...

zgłoś błąd zgłoś błąd