
Ulisses

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- 50 na 50
- Tytuł oryginału:
- Ulysses
- Data wydania:
- 2013-01-21
- Data 1. wyd. pol.:
- 2013-01-21
- Liczba stron:
- 908
- Czas czytania
- 15 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324018796
- Tłumacz:
- Maciej Słomczyński
- Inne
Gdy „Ulisses” mimo przeszkód wreszcie ukazał się drukiem w 1922 roku, okrzyknięto go dziełem nieudanym, nieprzyzwoitym, niemoralnym, itd. Uchodził za powieść, której porządny człowiek nie powinien nawet brać do ręki. Dziś, prawie sto lat później, jest powszechnie uważany za arcydzieło, którego nie wypada nie znać.
O czym jest „Ulisses”? Można odpowiedzieć na dwa sposoby: o zwyczajnym dniu Stefana Dedalusa i Leopolda Blooma w Dublinie na początku XX wieku, albo: o wszystkim. Okazuje się bowiem, że zwykły dzień zwykłego człowieka – który chodzi, je, rozmawia czy załatwia różne sprawy, ale też myśli, czuje, wspomina i marzy – to miniatura całego ludzkiego doświadczenia.
Czym jest „Ulisses”? Jak napisał w posłowiu tłumacz, Maciej Słomczyński, jest to „zapoczątkowanie nowego rodzaju sztuki i doprowadzenie go do doskonałości na przestrzeni jednego dzieła”.
Kup Ulisses w ulubionej księgarniPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Ulisses
Powieść gruba, ale czy wielka?
Co można napisać o książce, która przez wszelkie autorytety w dziedzinie literaturoznawstwa uznana jest za jedno z największych arcydzieło światowej prozy? Główkuję nad tym i nie bardzo wiem, bo „Ulisses”, o którym tu mowa, to jedna z najdziwniejszych książek, jakie dane było mi przeczytać. Recenzja ma to do siebie, że powinna w miarę jasno przekazywać, czy coś jest warte uwagi, czy nie. A więc przede mną pytanie: polecać czy odradzać czytanie książki, której lektura niewiele ma wspólnego z przyjemnością (chyba, że sadomasochistyczną)? Łatwo byłoby napisać: „Słuchajcie, ta książka jest bezsensowna, nudna, nie czytajcie jej, bo to strata czasu”. Cóż jednak napisać, skoro po lekturze czuję się w pewien sposób ubogacona. Bo czytanie „Ulissesa” to właściwie nie czytanie, a specyficzne doświadczenie obcowania z czymś, co nazwałabym nadliteraturą – bo Joyce zdecydowanie wychodzi poza ramy tego, co znane jest nam powszechnie jako literatura. Licząca sobie 900 stron powieść, której akcja rozgrywa się w ciągu jednego dnia, znajduje się na liście książek do przeczytania wielu moli książkowych. Bo wypada ją znać, bo jest wybitna, bo jest wyzwaniem. Jednak znacznie więcej osób nigdy po tę książę nie sięgnie, bo jest za gruba, za trudna, zbyt ambitna. Albo po prostu dlatego, że nie wie o jej istnieniu. Zakładam jednak, że osoby czytające tę recenzję, mają choćby mgliste pojęcie, czym jest „Ulisses”. Nie przedłużając, na nurtujące potencjalnego czytelnika pytanie odpowiadam już teraz: osobiście, uważam że „Ulisses” nie jest książką, którą trzeba/wypada/powinno się przeczytać (o ile nie jest się doktorem literaturoznawstwa, rzecz jasna). Ale z pewnością nie należy podważać jej znaczenia dla literatury. Bez tej powieści mogłoby nie być książek Masłowskiej, Murakamiego i wielu innych.
Przyznam jednak szczerze, że ja sama zrozumiałam kluczowe „co autor miał na myśli” dopiero w okolicach strony 897. Na tej stronie wznowienia wydanego właśnie przez Znak, rozpoczyna się posłowie autorstwa tłumacza „Ulissesa”, Macieja Słomczyńskiego. Translacja zajęła mu dwanaście lat, przy czym nie była to praca jedynie ze słownikiem polsko – angielskim w ręku, lecz polegająca na bardzo wnikliwych badaniach zagranicznych . Jeśli jest więc ktoś, kto wie co Joyce miał na myśli, pisząc „Ulissesa”, to z pewnością Słomczyński. Nieżyjący już tłumacz Szekspira (i pisarz – to on stoi za pseudonimem Joe Alex) nosił się nawet z zamiarem wydania publikacji objaśniającej dzieło Joyce’a strona po stronie. Myślę, że ta książka byłaby wydarzeniem na miarę pierwszego ukazania się drukiem „Ulissesa” właśnie. Ale już te kilka stron objaśnień zamkniętych w prostych i rzeczowych słowach to najlepsze zwieńczenie tej powieści, jakie tylko polski czytelnik mógł otrzymać. Bo zrozumieć „Ulissesa” bez objaśnień to nie lada wyczyn. A samo podjęcie się lektury to wyzywanie. Czytając nieustannie towarzyszy nam bowiem pytanie „ale o co chodzi?”. I drugie, nieuniknione, gdy ma się do czynienia z tak eksperymentalną prozą: „czym ten Joyce był zamroczony, że wypisywał takie bzdury?”. Ale po przeczytaniu posłowia (które być może lepiej byłoby zamieścić na samym początku książki) wszystko staje się jasne. No, przynajmniej jaśniejsze. Jak wspomniałam, akcja książki rozgrywa się w ciągu jednego dnia, dokładnie 16 czerwca 1904 roku w Dublinie. Zamiarem autora, jak pisze Słomczyński było „ukazanie całej ludzkości na przykładzie jednego człowieka”. A jak dodają inni literaturoznawcy, także ukazanie całego życia człowieka przez pryzmat jednego dnia. Autor nie bezzasadnie nawiązuje także już w samym tytule do „Odysei” Homera. „Ulisses” jest jej swobodną parafrazą. Jego główny bohater, Leopold Bloom uosabiać ma Odyseusza. Żona Blooma to odpowiednik Penelopy, a Stefan Dedalus – Telemacha. Również poszczególne epizody powieści odpowiadają fabule „Odysei”. Przeciętny czytelnik, który nie może się pochwalić znajomością eposu Homera, raczej jednak tego nie zauważy. W oczy za to od razu rzucają się nowe techniki opowiadania. To przede wszystkim nowatorstwo językowe, ortograficzne i stylistyczne sprawia, że „Ulissesa” czyta się mozolnie i bez zaangażowania. Joyce chciał „ukazać umysł ludzki w akcji”. W tym celu posługuje się tzw. strumieniem świadomości, monologiem wewnętrznym postaci, który pozwala na dosłowne wejrzenie w umysł bohatera. A w tym umyśle znajdują się jednocześnie w tej samej chwili przypadkowe skojarzenia, nagle powracające wspomnienia, lęki, nadzieje, podświadome pragnienia. Joyce całkowicie oddaje głos umysłom swoich bohaterów, stąd ich monologi wydają się chaotycznym bełkotem. „Ulisses” to w tym kontekście z pewnością doskonały materiał do badań dla językoznawców. Joyce tworzy takie neologizmy jak „Eglintonoczy” (oczy mężczyzny o nazwisku Englinton),„wstydliwojasne” (kolor oczu) czy bodaj najciekawszy „obrzękołoszyndrutoblasksmok”. Znamienne jest też urywanie zdań czy pojedynczych wyrazów. Czyż jednak sami w naszych głowach czasem tego nie robimy? Interpunkcja, rytm, grafika tekstu służą, wydawałoby się, nieosiągalnemu – jak najdoskonalszemu oddaniu zjawisk, ukazaniu prawdy obiektywnej. Joyce założył sobie, że w tym celu musi odrzucić wszelkie konwencje. Słowo nie jest więc dla niego żadną świętością.
Joyce zresztą nie znał chyba żadnych świętości. „Ulisses” został w swoich czasach (ukazał się drukiem w 1922 roku) uznany za książkę bluźnierczą i kontrowersyjną. To książka zdecydowanie bardzo odważna jak na swoje czasy. Trzeba sobie powiedzieć szczerze, że podczas czytania nie sposób pozbyć się wrażenia, że to książka głównie o seksie, zboczeniach, dewiacjach i rozwiązłości. Tematyka ubrana może w ładne słowa, zawoalowana, a jednak odrzucająca, a nie odurzająca czytelnika. Podtekst seksualny niektórych fragmentów kiedyś szokował, dziś chyba raczej obrzydza. Główny bohater, rozpustnik jakich mało, nie zaskarbia sympatii czytelnika śliniąc się na widok każdej kobiety. Myślę, że miedzy innymi z tego względu „Ulisses” może zwyczajnie irytować.
Na jakie trudności trzeba się jeszcze przygotować zamierzając przeczytać „Ulissesa”? Problemy może rodzić odmienność stylistyczna poszczególnych epizodów. Są tu obszerne kawałki pisane językiem staroangielskim, długi epizod stylizowany na dramat szekspirowski (duch Szekspira unosi się zresztą nad całością dzieła, widoczna jest szczególnie fascynacja Hamletem) czy epizod pisany na zasadzie pytań i odpowiedzi. Skupienia wymaga też wieńczący dzieło monolog wewnętrzny Molly pozbawiony znaków interpunkcyjnych. Uznawany jest za najdoskonalszy i niedościgniony wzór takiego monologu. Niemniej, nawet jeśli rodzi trudności w odbiorze, owo zróżnicowanie formalne poszczególnych części książki to kolejny sukces Joyce’a i coś, co jednak należy docenić. „Ulisses” to także liczne aluzje z dziedziny religii, muzyki, literatury czy filozofii, które trudno wychwycić nam, nie mającym bogatej wiedzy z zakresu kultury anglosaskiej. Z jednej strony świadczą o erudycji autora, z drugiej powodują jeszcze większy chaos w głowie czytelnika.
Dwubiegunowe podejście do „Ulissesa” jest nieuniknione. Jednoznaczna ocena opus magnum Joyce’a wydaje mi się niemożliwa. Bo mimo wszystkich jej zasług: czy powieść nie powinna być czytana dla przyjemności? Nawet jeśli tematyka jest trudna i bolesna, książka jest w stanie sprawiać przyjemność – sposobem narracji, językiem autora, charakterem głównego bohatera. Jestem pewna, że dla większości czytelników „Ulissesa” jego lektura nie była jednak przyjemnością. Bo prawdę mówiąc – bohaterowie robią tu trzy rzeczy: rozmawiają o seksie lub o nim myślą, wymieniają nic nieznaczące uprzejmości albo obmawiają innych. To nie jest ani wciągające, ani interesujące ani pouczające. Czy więc warto czytać książkę tylko po to, by się zapoznać z czymś, co tak naprawdę nie niesie wiele treści, a jedynie jest formalnym eksperymentem? Czy warto pozwolić, by skradł on wiele godzin naszego życia? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Jedno jest pewne – ta książka zmienia sposób patrzenia na literaturę.
Malwina Sławińska
Opinia społeczności książki Ulisses
Załóżmy, że powiem o pewnym człowieku: jego myśl jest brudna. Jego myśl to wulgarna obłuda. Obskurne mlaskanie wzrokiem. A ja "czytam" ową myśl dzień cały. Mam w dłoni bełkot jego skojarzeń i wspomnień. Odbija się on od równie brudnego bełkotu skojarzeń ludzi, których spotyka. Im dalej idę, z jego myślą nagą, tym bardziej jestem zgorszony. Odwracam głowę, a tam elegancki pan. A jego myśl? Nie mówcie! Znać nie chcę. Źle widzieć myśl bliźniego, choć warto. To brudzi ale wzbogaca poznawczo. Jak sekcja żyjącego umysłu. Setki stron przewrotnej literackiej uczty. Lawa celnych aluzji i genialnych obserwacji człowieka i świata. Chwilami jednak bardzo niestrawne. Długie, chaotyczne monologi wymagają walki. Nie jest łatwo, ból głowy już po rozdziale. Według mnie - warto. Ryzykujcie.
Oceny książki Ulisses
Poznaj innych czytelników
13277 użytkowników ma tytuł Ulisses na półkach głównych- Chcę przeczytać 10 216
- Przeczytane 2 651
- Teraz czytam 410
- Posiadam 1 026
- Chcę w prezencie 187
- Ulubione 135
- Klasyka 67
- 100 książek BBC 43
- 100 tytułów BBC 32
- Literatura piękna 31



























































Opinie i dyskusje o książce Ulisses
8 dni mozołu.
8 dni mozołu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZałączone w moim egzemplarzu Posłowie do wydania I Od Tłumacza zaczyna się od stwierdzenia: "Istnieje na świecie grupa szczęśliwców, którzy odrzucają jako oczywisty nonsens wszystko to, czego nie są w stanie zrozumieć na pierwszy rzut oka. Ludzie ci wymagają od sztuki jedynie najwyższej zręczności w powielaniu tego, co im najbliższe i najlepiej znane. Krótko mówiąc, wymagają tego, czego nie muszą się uczyć, a mogą pojąć bez większego wysiłku, który z kolei musiałby doprowadzić do rozwoju i udoskonalenia owej delikatnej aparatury wewnętrznej, służącej człowiekowi do wytwarzania wzruszeń." Brzmi jak opis głupca? Prostaka? Z pewnością jest to przygotowana zawczasu brutalna odpowiedź na wszelką przyszłą krytykę. Gotowy argument dla grona pochlebców. Ja nie mam jednak pewności, kto tutaj robi za amatora kwaśnych jabłek.
Książka bardzo skutecznie studziła mój czytelniczy zapał. Rozpocząłem od kilkudziesięciu stron dziennie. Z czasem zamieniło się się to w kilkanaście. Końcówkę przyswoiłem w bardzo ślimaczym tempie. Doświadczony przez "Nienasycenie" Witkiewicza jakiś czas temu, sprawnie odgadywałem ścieżki autora. Nie wiem, czy dałbym radę bez tej wcześniejszej wprawki. Odnoszę wrażenie, że ta książka jest o wszystkim. Uniwersalna i ponadczasowa? Raczej pasuje mi tu parafraza powiedzenia, że jak coś jest o wszystkim, to jest o niczym. Nie umiem określić, co jest tu wątkiem przewodnim. Nie widzę podziału na ten główny i na poboczne. Możliwe, że takiego podziału w ogóle nie ma.
Wielowątkowa fabuła zawsze jest dla mnie atutem utworu. W tym przypadku powinienem rozpływać się w zachwytach. Niestety wcale tego nie czuję. Odnajduję poszczególne historie w różnych fazach zaawansowania. Częściej niż zamykane, są one zwyczajnie porzucane. Wszechogarniający chaos. Przypomina mi to bardziej nieedytowany brudnopis, niż dopracowane pismo. Autor bardzo często zmienia formę i narrację utworu. Odnoszę wrażenie, że bawi się przy tym wybornie. Niejako testuje sam siebie, adaptując wszelkie możliwe gatunki literackie. Nie jestem odpowiednim odbiorcą tego typu sztuki. Daleko mi do pochwał jego wysiłków. Domyślam się, że takie zabiegi są wymagające. Świadczą zapewne o wielkim warsztacie twórcy. Niestety w moich oczach nie znajdują uznania. Według mnie książka jest w ten sposób pozbawiana tożsamości. Pan Joyce jakoby zabiegał o uznanie wszystkich znawców historii sztuki. Pominął w ten sposób mnie - zwykłego zjadacza chleba. "Ulisses" chyba miał być w założeniu utworem ostatecznym. Miał zawrzeć w sobie całą literaturę. Skala tego przedsięwzięcia przerosła moją osobę. Coś, co może przypaść do gustu znawcom, ekspertom i profesorom, zbyt wysoko stawia poprzeczkę amatorowi. Odnalazłem w tym tytule wszystko. Żaden z użytych gatunków literackich nie wydał mi się jednak wybitnie przełomowy.
Wielokrotnie słyszałem pozytywne opinie o tym utworze. Mam całkowicie odmienne zdanie. Książka skierowana wyłącznie do wąskiego grona. Przywodzi mi na myśl pijackie dysputy. Chaos, dłużyzny i brak ogólnego sensu. Jeżeli mam pochylić się nad nią jako nad arcydziełem, to określę ją jako przedstawiciela malarstwa nowoczesnego. Bez wielogodzinnych poszukiwań ukrytych znaczeń, mam przed oczami jedynie mierny bohomaz. Z przykrością stwierdzam, że owe znaczenia częściej niż utajone, są raczej urojone. "Ulisses" jest jednak podstępnym utworem. Wszystko co powyżej napisałem, dało mi wiele czasu na rozpatrywanie takich napływających urojeń.
Jako dziecko zachodziłem w głowę, czemu wszystkie książki, muszą być o wielkim przewrocie w życiu bohaterów. Czemu nikt nie napisał utworu o zwykłym życiu? Teraz mam już odpowiedź. Powieść - jej historia - jest zwyczajnie nudna. Myślę, że nieprzystępna forma to celowy zabieg. Utwór pisany dla najzagorzalszych miłośników literatury. Odstraszający przeciętniaków. Skrywający swoje bogactwo jedynie dla najwytrwalszych.
Z pewnością sięgnąłem po "Ulissesa" w zbyt młodym wieku. Uważam, że jestem na niego jeszcze niedostatecznie oczytany. Zdecydowałem się jednak dociągnąć go do końca. Czy za moją wytrwałość przyszła jakaś nagroda? Nudziłem się nieziemsko do dziewięćset ósmej strony. Ona stanowiła mój przełom. Dzięki książce Pana Joyca, niespodziewanie czuję się nieco mądrzejszy. Osiągnąłem nieoczekiwaną satysfakcję. Nie zamierzam jednak powtarzać tego typu zabiegów.
Załączone w moim egzemplarzu Posłowie do wydania I Od Tłumacza zaczyna się od stwierdzenia: "Istnieje na świecie grupa szczęśliwców, którzy odrzucają jako oczywisty nonsens wszystko to, czego nie są w stanie zrozumieć na pierwszy rzut oka. Ludzie ci wymagają od sztuki jedynie najwyższej zręczności w powielaniu tego, co im najbliższe i najlepiej znane. Krótko mówiąc,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiesc o parze, ktora bardzo lubi seks. Problem tylko, ze nie ze soba. Reszta to didaskalia.
Powiesc o parze, ktora bardzo lubi seks. Problem tylko, ze nie ze soba. Reszta to didaskalia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dziwna, a zarazem surrealistyczna powieść. James Joyce stworzył swoje opus magnum, ale czytając "Ulisses" miałem mózg rozwalony - bo książka od pierwszych stron jest jednym wielkim "mindfuckiem". Niby dużo nawiązań do Williama Szekspira, lekcji o historii starożytnej, przebywania w Biblioteki Narodowej: ale trzeba być bardzo skupionym na czytaniu, bo to co człowiek czyta to jest doprawdy 566 stron pełnego bełkotu. A końcówka jest zboczona, Molly opisuje jak ona poznała Leopolda Blooma, akwizytora reklamowego i otwarcie pisała o tym, że się masturbował przy jej zdjęciach, po czym się spotkali, zsunął jej majtki, rozpiął stanik i takie tam. Surrealizm nie jest dla mnie zbyt zjadliwą strawą, dlatego uważam że książka jest absolutnie przereklamowana.
Bardzo dziwna, a zarazem surrealistyczna powieść. James Joyce stworzył swoje opus magnum, ale czytając "Ulisses" miałem mózg rozwalony - bo książka od pierwszych stron jest jednym wielkim "mindfuckiem". Niby dużo nawiązań do Williama Szekspira, lekcji o historii starożytnej, przebywania w Biblioteki Narodowej: ale trzeba być bardzo skupionym na czytaniu, bo to co człowiek...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff.
Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto.
James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora.
Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe.
Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających:
https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawet nie wiem, jak...
Mam mieszane odczucia co do tego tytułu. Niewygodna książka, której proza odzwierciedla stylem i warstwą językową myślowy potok bohaterów. Odebranie tego dzieła jest zupełnie inne po przeczytaniu posłowia, które, mimo że krótkie, wyjaśnia wiele. Cały czas zastanawiam się, czy konieczne było podniesienie volumenu tego utworu do takich rozmiarów. 900 stron wydaje się dla większości objętością nie do przebrnięcia z uwagi na trudność czytania tak wielu urywanych myśli, które faktycznie przedstawiają (paradoksalnie) ogromną płynność w ukazaniu procesu myślenia i związanego z nim łańcuchem skojarzeń bohatera. Dla części czytelników przeszkodą może być również nabrzmiałość w wulgarność, która momentami bardzo widocznie się nasila.
Jak już wyżej nadmieniłem– nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić tej pozycji, dlatego sprawiedliwą oceną wydaje się być taniezdecydowana.
Mam mieszane odczucia co do tego tytułu. Niewygodna książka, której proza odzwierciedla stylem i warstwą językową myślowy potok bohaterów. Odebranie tego dzieła jest zupełnie inne po przeczytaniu posłowia, które, mimo że krótkie, wyjaśnia wiele. Cały czas zastanawiam się, czy konieczne było podniesienie volumenu tego utworu do takich rozmiarów. 900 stron wydaje się dla...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczerze - to ciężko było przebrnąć.
To raczej nie jest literatura dla przeciętnego czytelnika.
Szczerze - to ciężko było przebrnąć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo raczej nie jest literatura dla przeciętnego czytelnika.
„Ulałłomusię”
"Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do Biedronki na lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechałem."
No, to już nie musicie męczyć tego gniota.
Jeśli jedynym atutem ma być ukazanie "strumienia świadomości", zabawa językiem i łamanie reguł, to niech się literaci dalej tym podniecają, ale beze mnie. 1/4 to zdecydowanie za dużo straconego czasu. Nie odnalazłem w pierwszej ćwiartce ani jednej ciekawej myśli.
Jeśli genialność tego dzieła ma się opierać na smarkozielonym, serze jako trupie mleka i cebulsztyku, to Ministerstwo Kultury co roku powinno wydawać gruby tom zawierający młodzieżowy slang i pomysłowe szyderki rzucane na lekcjach, bo dzieci w podstawówce potrafią być równie kreatywne.
„Ulałłomusię”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do Biedronki na lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechałem."
No, to już nie musicie męczyć tego gniota.
Jeśli jedynym atutem ma być ukazanie "strumienia świadomości", zabawa językiem i łamanie reguł, to...
Co on zrobił z tym mydłem?
Co on zrobił z tym mydłem?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie potrafię tego ocenić. Rok czasu, trzy mikrozałamania nerwowe po drodze, tysiąc godzin przepuszczonych bezpowrtonie. Czy było warto? Obiektywnie pewnie nie, ale jakoś człowiekowi dziwnie jak już skończył, zupełnie jakby się błąkał niczym ci dublińczycy...
Nie potrafię tego ocenić. Rok czasu, trzy mikrozałamania nerwowe po drodze, tysiąc godzin przepuszczonych bezpowrtonie. Czy było warto? Obiektywnie pewnie nie, ale jakoś człowiekowi dziwnie jak już skończył, zupełnie jakby się błąkał niczym ci dublińczycy...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to