Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Światło obrazu. Uwagi o fotografii

Tłumaczenie: Jacek Trznadel
Wydawnictwo: KR
8 (6 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
1
7
0
6
2
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
La chambre claire.Note sur la photographie
data wydania
ISBN
83-902653-7-0
liczba stron
208
język
polski
dodał
verbo

Światło obrazu to książka wybitnego francuskiego teoretyka kultury poświęcona fotografii. Tytuł może jednak łaatwo zmylić - autor mówi o fotografii, ale to przecież rozprawa o współczesnej cywilizacji. Barthes ukazuje granicę, na której kończy się kod kulturowy, a zaczyna przestrzeń określana przezeń mianem "niedialektyczej" - przeswietlona błyskawicą magnezji czy flesza.

 

źródło opisu: Wydawnictwo KR,1996

Brak materiałów.
książek: 4188
Kaliber48 | 2012-12-16
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Bardzo osobista książka Rolada Barthes’a pisana po śmierci matki i ukończona trzy lata przed śmiercią samego Autora. Jest w dużej mierze opowieścią o matce, a właściwie nieustającą refleksją o pamięci o niej…” W pewien listopadowy wieczór, niedługo po śmierci matki, porządkowałem zdjęcia. Nie liczyłem na to, że ją „odnajdę”, nie oczekiwałem niczego od tych „zdjęć, które słabiej wywołują wspomnienie osoby, niż samo tylko myślenie o niej” (Proust). Dobrze wiedziałem o tej fatalności, która jest jedną z najbardziej okrutnych stron żałoby: że chociaż będę wpatrywał się w te obrazy, nie będę mógł już nigdy przypomnieć sobie jej rysów (przywołać ich całkowicie do siebie). A w takim razie chciałem jedynie podobnie do życzenie Paula Valery po śmierci jego matki „napisać o niej niewielką rzecz tylko dla siebie samego”… I choć Barthes zamieszcza w książce różne fotografie, to na kolejnych stronach swojej opowieści o matce, pokazujących szczegóły, które utrwalił aparat fotograficzny, tej najważniejszej dla niego fotografii, czyli fotografii matki na żadnej stronie nie znajdziemy. Ochrona przed profanacją pamięci czy może zwykła obawa przed banałem? Nie wiem.

Książka z podtekstami, z niedomówieniami, z delikatnymi smaczkami, a przecież jednoznaczna w pokazywaniu emocji i zainteresowań seksualnych Barthesa. Przykładem niech będzie opis zamieszczonej w książce fotografii przedstawiającej... nie, nie, nie kobietę(!), ale młodego(na oko dwudziestoparoletniego), uśmiechniętego prowokacyjnie, nagiego mężczyznę "...zdjęcie erotyczne (stanowi to jego warunek) nie robi z seksu centralnego przedmiotu, może także wcale go nie ukazywać. Pociąga on widza poza kadr (! - moje) i dlatego to zdjęcie zostaje przeze mnie ożywione i ożywia mnie samego. Punctum jest więc rodzajem czegoś subtelnego spoza kadru, tak jakby obraz przerzucał pożądanie poza to, co sam pozwala widzieć. Nie tylko w stronę "reszty" nagości (mężczyzna ma odsłonięty tors, a "reszta" znajduje się poza kadrem fotografii i jest niewidoczna - moje), nie tylko do fantazmu jakiegoś działania, ale do absolutnej doskonałości istoty, do połączonych ducha i ciała. Ten chłopiec z wyciągniętą ręką, promienieje uśmiechnięty...i choć w połowie wchodzi do kadru, ucieleśnia rodzaj rześkiego erotyzmu..." I dalej, str. 161: "Piękne zdjęcie, chłopak także...(!!! - moje).
Gorące, bezpośrednie, smakowite i wcale nie takie subtelne...
Więcej na ten temat można znaleźć w książce Ewy Kuryluk "ENCYKLOPEDIEROTYK", SIC!, Warszawa 2001, odnoszącej się m.in. do rozpaczliwej (rzekomej) korespondencji Barthes'a z o wiele młodszym Edmondem - jego wielką miłością.

Niewątpliwe książka "Światło obrazu..." jest również książką o niemożności. Niemożności pogodzenia się ze śmiercią najbliższej osoby, niemożności odtworzenia w jej dosłowności (fizyczności), niemożności nawiązania kontaktu, niemożności… Przede wszystkim jednak jest to książka o miłości, miłości syna do matki. „Podczas choroby pielęgnowałem ją, podawałem herbatę w kompotierce, która lubiła i z której teraz mogła pić wygodniej niż z filiżanki. Stała się moją córeczką, łącząc się w ten sposób z dzieckiem, którym była n swoim pierwszym zdjęciu… Ona, tak mocna, będąca moim wewnętrznym Prawem, pod koniec była dla mnie moim dzieckiem płci żeńskiej. W ten sposób rozwiązywałem sprawę Śmierci. Jeśli Śmierć jest twardym zwycięstwem gatunku – jak to mówi wielu filozofów – jeśli byt poszczególny umiera, by zaspokoić zasadę powszechną, jeśli po rozmnożeniu się, jednostka, wydając na świat kogo innego niż ona sama – umiera, zaprzeczając w ten sposób sobie i przekraczając siebie, to ja który nie dokonałem prokreacji, spłodziłem własną matkę w chorobie. Gdy umarła, nie miałem już żadnych powodów, aby dostroić się do postępu przodującego Życia (gatunku)… Oto co odczytałem na Fotografii z Cieplarni”

Fotografia, nie tylko ta, która uwieczniła matkę, w recenzowanej książce jest pretekstem do wielu rozważań: o Historii, o egzystencji i jej możliwym poświadczaniu przez zdjęcie, o pięknie, o pamięci i wreszcie o dzisiejszej cywilizacji, a właściwie „o szaleństwie współczesnego społeczeństwa pochłoniętego konsumowaniem obrazów, zapoznającego Pragnienie bezpośrednie i zadowalającego się jego namiastką: światłem fotografii…” (z Posłowia na okładce)

Piękna, choć trudna książka.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Początek

Pierwsza książka Browna, w której Langdon wychodzi ze swojej strefy komfortu i zderza się z dynamicznie rozwijającą się technologią. Temat niezwykle i...

zgłoś błąd zgłoś błąd