Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,82 (11 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
1
8
1
7
4
6
2
5
1
4
0
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Harlekynovy milióny
data wydania
ISBN
8306011813
liczba stron
196
język
polski

„Skarby świata całego” to piosenka nadawana nieustannie przez radiowęzeł w domu starców, gdzie przebywa obecnie znana polskiemu czytelnikowi bohaterka dwóch poprzednich książek Hrabala. Własne starzenie się i obserwacja starości innych w pięknej scenerii dawnego hrabiowskiego pałacu sprzyjają wspomnieniu dawnych czasów, które bezpowrotnie minęły, i choć wspomnienia te mimo typowo...

„Skarby świata całego” to piosenka nadawana nieustannie przez radiowęzeł w domu starców, gdzie przebywa obecnie znana polskiemu czytelnikowi bohaterka dwóch poprzednich książek Hrabala. Własne starzenie się i obserwacja starości innych w pięknej scenerii dawnego hrabiowskiego pałacu sprzyjają wspomnieniu dawnych czasów, które bezpowrotnie minęły, i choć wspomnienia te mimo typowo hrabalowskiego humoru przepojone są nostalgią, bohaterka jednak znajduje sposób na pogodzenie się ze starością – jest nim zachowanie indywidualności i świadomość nieprzemijalności sztuki.

 

źródło opisu: PIW, 1985 (tekst z okładki)

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1854
Karambola | 2016-01-13
Na półkach: 2016
Przeczytana: 13 stycznia 2016

"A zresztą w ciągu tych czterdziestu lat, jakie z sobą przeżyliśmy, powiedzieliśmy sobie wszystko, niczegośmy się już nie spodziewali, na nic nie czekaliśmy. [...] Pragnęliśmy jedynie do ostatniego tchnienia nie być dla siebie ciężarem, a przede wszystkim - móc sobie nawzajem służyć."

"Ja kiedyś umrę na ten wiatr - powiedział. - Tak mi niedobrze, jakbym całą noc hulał, całą noc pił winiak na przemian z piwem i palił jedno cygaro za drugim albo zaciągał się wirginią. Po halnym boli nie tylko całe ciało, ale i cała dusza. Serce mam gdzieś w gardle i nie wierzę, że wytrzymam do rana."

"Zresztą większość rencistów, kiedy tak chodzą w pogodne dni po parku i po dziedzińcu, znajduje się także w półśnie, bo nie ma już dokąd iść, tylu ich stoi i spogląda na otwartą bramę, każdy mógłby iść, dokąd by chciał, dokąd by mógł, ale to jest tak jak ze śpiewającymi ptaszkami, gdy zapomni się zamknąć druciane drzwiczki drucianej klatki [...] bo stary człowiek już naprawdę nie ma dokąd iść, a jeśli nawet, to wstecz, we wspomnienia, do serca życia, które ongiś było rzeczywistością zupełnie taką samą jak... co?"

"I tłumaczył wszystkim, że problem zdrowia czy też choroby rozstrzygnięty zostaje już w genach, już w łonie matki, tak że jest z góry postanowione, ilu lat kto dożyje, a palenie i picie nie ma na to żadnego wpływu, bo komu przeznaczone jest w genach, że umrze, mając lat czterdzieści, to umrze, nawet jeśli nie pali i nie pije, a komu sądzone, że umrze, mając lat siedemdziesiąt osiem, to może pić i palić, jeśli tylko ma na to pieniądze..."

"Ja jednak dopiero tu, w domu starców, zaczęłam być szczęśliwa, codziennie podróżowałam, nieustannie znajdując się w tym samym miejscu, wypytywałam znawców i świadków dawnych czasów o to, jak żyło się w naszym miasteczku przed stu i więcej laty, interesowałam się życiem przed wielu, wielu laty i byłam wzruszona albo uradowana wydarzeniami, które miały miejsce dawno przed tym, nim ja do tego miasteczka przybyłam."

"Powiedziałam sobie, uśmiechając się, że ogromnie miło jest zobaczyć po latach zdarzenie, zdarzenie tak groźne, że człowiek musi mieć się na baczności, żeby nie stracić życia, że miło jest być świadkiem czegoś, co jest groźne, czego każdy człowiek się boi, jednakże mimo to, po upływie czasu, kiedy człowiekowi ulży, cieszy się w końcu, że widział i przeżył wydarzenie, za które musiał zapłacić samym sobą, tym, że spokorniał, zmiękł..."

"Czymże jest życie? Wszystkim tym, co było, wszystkim, o czym myśli i mówi stary człowiek, wszystkim, co jest nie na miejscu i na co jest już na zawsze za późno."

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Awaria małżeńska

Dwie poczytne autorki: Socha (ur. 1973) i Witkiewicz (u. 1976) zrobiły psikusa i połączyły siły, aby utrudnić mnie ocenę tej książk...

zgłoś błąd zgłoś błąd