Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Satynowy magik

Wydawnictwo: Nobilis
7,2 (255 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
12
9
35
8
65
7
75
6
44
5
11
4
4
3
5
2
3
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-60297-52-0
liczba stron
304
język
polski

„Satynowy magik” to nowa rewelacyjna powieść Waldemara Łysiaka, będąca swoistym jego „Faustem”. Wyrafinowane Zło uwodzi prostoduszną Naiwność, czego finałem jest krwawa katastrofa.

 

źródło opisu: Opis autorski

źródło okładki: zdjęcie autorskie

Brak materiałów.
książek: 285

„Wyrafinowane Zło uwodzi prostoduszną Naiwność, czego finałem jest krwawa katastrofa”. Osoba układająca opis do „Satynowego magika” chyba sama nie zdawała sobie sprawy jak niezwykle trafna będzie to metafora.
Głównym bohaterem powieści autor stara się uczynić Mateusza, który poprzez rodzinne koligacje dociera z Polski na uniwersytet w Germanshaven i to jego losy nieustannie śledzimy – począwszy od przybycia do miasta przez przygody w „Trampie” i na uczelni oraz dojrzewanie i wewnętrzną przemianę aż po relacje z Satinem. No właśnie, Satinem. W miarę czytania to ta postać okazuje się zagarniać całą uwagę widowni. Łysiakowi udało się stworzyć unikatowego bohatera, który łączy w sobie wiele kontrowersyjnych cech: mamy tu cynika i przebiegłego lisa, hedonistę i erotomana, śmiałego filozofa i obywatela wyzwolonego spod tradycyjnych norm i przepisów. Z jednej strony bożyszcze wszelkiej maści anarchistów i skrajnych liberałów (ach, to folgowanie popędom), a z drugiej pragmatycznego kontestatora rzeczywistości – niemal proroka, który – odgadując przyszłe losy polityczne i społeczne – może spokojnie uchodzić za herosa, gdyż jego zmysł przewidywania niemal nigdy go nie zawodzi. Ponury bon vivant.
Bohaterowie pojawiający się w otoczeniu Satina to ludziki – zabawki dorosłych dzieci, mieszkające w tej części mózgu, gdzie czai się zło wypełzające gdy ogarnięte sennością sumienia przestają je pilnować. Dostajemy tu coś na kształt rozbieganego świata drani, grzeszników i znerwicowanych, a w całym tym zbiorowym opętaniu, nieustającym sabacie i konwulsyjnym świecie trudno odróżnić kaźń od bachanalii. Cały Łysiak.

Zrecenzowanie Łysiakowych utworów nie należy do rzeczy łatwych. Przede wszystkim z powodu trudności związanych – jak zwykle w jego przypadku – z odpowiednią kategoryzacją. Niby jest to powieść: mamy tu akcję, są opisy i dialogi, ale scenariusz według którego była ona pisana musiał wyjść spod pióra osoby chcącej przekazać potężne ilości najróżniejszych informacji w możliwie najkrótszym czasie/najmniejszej objętości. Stąd jak już ktoś trafnie zauważył jest to właściwie zbiór „wszystkiego po trochu”. Oprócz losów głównych bohaterów, kondycji Europy w drugiej połowie lat trzydziestych minionego wieku, obrazu społeczeństw na tle ich historycznych przemian, przyszłych losów moralności i obyczajowości, psychologii kobiet i mężczyzn czy wreszcie znaczenia idei i wartości mamy tu również do czynienia ze swoistą debatą dotyczącą sztuki. Tak wielkiego nagromadzenia anegdot, przysłów, dykteryjek i apokryfów trudno szukać w innej książce. Łysiak błyszczy tu na co drugiej stronie przytaczając strzępy informacji bądź to trudno dostępne bądź nieosiągalne w ogóle. Świetne źródło wiedzy o sztuce od strony mniej formalnej i oficjalnej, co suma summarum okazuje się być strzałem w dziesiątkę, gdyż skutecznie potrafi przykuć uwagę czytelnika. Właściwie co dwie-trzy strony mamy tu inną historyjkę albo jakąś kąśliwą uwagę o znanym malarzu, co dla osób bardziej jeszcze zaznajomionych w temacie artystycznym niż ja na pewno stanowić będzie dodatkową wartość.

Wady książki? Na pewno nie dla każdego. Przede wszystkim konstrukcja powieści, która sprawia, że niektóre fragmenty to obszerne monologi przypominające przelewanie myśli na papier plus typowo łysiakowa elokwencja połączona z niesamowitymi konstrukcjami składniowymi niekiedy utrudniającymi przebrnięcie „z marszu” przez jakiś fragment. Język jest wyrafinowany, niezwykle bogaty, a przy tym ostry i dosadny. I właśnie ta dosadność wydaje mi się być najpoważniejszą wadą. Rozumiem autora, że pewne zjawiska i osoby należy nazywać po imieniu, piętnować, a i samo wykorzystanie wulgaryzmów miewa czasami zastosowanie artystyczne, lecz wydaje mi się, że tutaj jest tego jednak zbyt dużo. Pisarz nie stroni od mocnego słownictwa, co w pewnych warunkach jest zaletą, ale nadmierne rzucanie mięsem przynosi odmienny efekt. Za to na negatywne nastawienie wobec kobiet trzeba patrzeć przez pryzmat osobistej tragedii pisarza i najprawdopodobniej stąd jego zgorzknienie.
Ogrom nawiązań do polityki, socjologii, sztuki, historii powszechnej oraz innych współczesnych nam zjawisk sprawia, że potrzeba osoby naprawdę oczytanej żeby nadążyć za każdym wątkiem. Majstersztykiem są tu konwersacje między wykładowcami uniwersytetu a Satinem oraz (udana) próba przekabacenia przez tego ostatniego „świętego lumpa z baru”. Intelektualne dżudo, które czyta się z dużą przyjemnością, angażujące szare komórki i wyobraźnię – jakże różne od sporej części współczesnej literatury. Do tego krwawy happy end. Palce lizać.

Spotkałem się z określeniem „Satynowego magika” jako dzieła widmowego, zjawiskowego bądź wręcz upiornego. Osobiście posłużyłbym się raczej terminem „filmowy”. Można bowiem dyskutować, co jest w tych obrazach silniejsze: tajemniczość czy halucynacje, diabolizm czy mistycyzm, sfera surrealna czy też przyziemna, trauma czy może drwina. Nie da się jednak ukryć, że mamy do czynienia ze spektaklem, z widowiskiem – z czarnym snem lub łotrzykowską draką. Sam Łysiak swoim sposobem zapewne nazwałby to „farmazońską zabawą” lub „fanatyczną bigoterią”. I pewnie wcale nie na scenie teatralnej, lecz kinowej, ponieważ to sztuka filmu stanowi „oniryczny rozbrat z rzeczywistością, z ziemią, z jawą.”

„Satynowy magik” w pełni potwierdza klasę autora. Jest to osoba o twardym kręgosłupie moralnym, pewna swoich poglądów, potrafiąca zręcznie szermować słowem, celnie punktować dowcipem, a jednocześnie pisząca w sposób charakterystycznie zagmatwany, co może akurat tutaj nie jest aż tak bardzo widoczne, ale sprawia, że naprawdę jest to literatura wymagająca od czytelnika sporej wiedzy. Im ona większa, tym łatwiej przyjdzie nam dostrzec mnóstwo inteligentnych bon motów i bardziej docenić jakość takiego pisarstwa.
Z racji solidnego ładunku emocjonalnego (często wcale niepozytywnego) serwowanego nam przez pisarza warto porcjować sobie twórczość Łysiaka i nie starać się przebrnąć przez kilka jego książek jedna po drugiej. Znacznie lepszy efekt przynosi regularne, stopniowe wnikanie w jego świat tak, aby nie uronić ani kropli i docenić wszystkie niuanse. Łysiak jako odtrutka na beztroską rzeczywistość.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Skradziony pawian

Cóż, lektura tej książki to bolesne doświadczenie. Akcja wciąga jak niedzielne kazanie, emocje jak na rybach, portret bohaterów budowany z subtel...

zgłoś błąd zgłoś błąd