Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana

Seria: Dla Eli
Wydawnictwo: Sol
7,43 (144 ocen i 54 opinie) Zobacz oceny
10
11
9
20
8
39
7
44
6
17
5
10
4
1
3
1
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788362405169
liczba stron
320
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodała
Ag2S

Powieść jest pisana w formie pamiętnika. Ma on być rachunkiem sumienia, rozliczeniem się z życia w obliczu nadchodzącej śmierci bohatera. W Marianie już od dzieciństwa tkwi głęboko zakorzeniony kompleks syna pijaka i życia w ubóstwie - który z czasem staje się motorem napędowym wszelkich jego działań: głównie rozpaczliwej walki o wymarzony status społeczny i materialny. Wysokie aspiracje...

Powieść jest pisana w formie pamiętnika. Ma on być rachunkiem sumienia, rozliczeniem się z życia w obliczu nadchodzącej śmierci bohatera. W Marianie już od dzieciństwa tkwi głęboko zakorzeniony kompleks syna pijaka i życia w ubóstwie - który z czasem staje się motorem napędowym wszelkich jego działań: głównie rozpaczliwej walki o wymarzony status społeczny i materialny. Wysokie aspiracje popychają go ku niezbyt etycznym metodom osiągania wytyczonych celów - a ponieważ jest on człowiekiem, dla którego pozytywna samoocena jest życiowym priorytetem, Marian za pomocą sprytnej kalkulacji dba jak umie o swoją wewnętrzną równowagę. Jego obsesja, by być kimś ważnym, szanowanym, podziwianym, powoduje, że Marian niszczy wszystko i wszystkich dookoła. Żeni się z najładniejszą, najposażniejszą i najlepiej wykształconą panną we wsi, Apolonią. Z czasem całkowicie sobie ją podporządkowuje, przemieniając los żony w cichy dramat. Despotyczny dla żony i dzieci, skłócony z sąsiadami, podejrzliwy, nieufny i chorobliwie zazdrosny o wszystko, żyje w poczuciu wiecznej i niezasłużonej krzywdy.
Powieść pisana jest językiem okraszonym gwarowymi naleciałościami, pozwalającym lepiej oddać rys mentalny jej bohaterów.

 

źródło opisu: Wydawnictwo SOL, 2011

źródło okładki: http://wydawnictwosol.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1306
Ines | 2011-09-22
Przeczytana: 18 września 2011

Szanowny Panie Marianie!

Po wielu pozytywnych recenzjach Pańskiego dzieła pt. "Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana", postanowiłam także i ja zapoznać się z jego treścią. Moje pozytywne odczucia wzbudziła już na samym początku okładka: stonowana, lekko wystylizowana, ale w dobrym guście i ze smakiem. Od razu zaczęłam się zastanawiać, czy to Pan i Pańska Małżonka, Apolonia, na niej widniejecie, no i czy sam tekst będzie równie dobry. Jakie są moje wrażenia, napiszę na końcu tego listu, a teraz, o ile Pan pozwoli, zamierzam przyjrzeć się Pańskiemu pamiętnikowi dokładniej...

Powstał on ze strachu przed rzekomo czyhającą na Pana śmiercią, a dokładniej mówiąc z obawy przed okrytymi złą sławą, legendarnymi dwoma kosami, czyli siedemdziesiątymi siódmymi urodzinami. Faktem jest, że choroba, szczególnie dla kogoś kto wcześniej nigdy nie chorował (a już dla mężczyzny zwłaszcza), jest rzeczą absolutnie nie do zniesienia i przywodzi na myśl tylko tragiczne zakończenie. Nie dziwi więc strach przed spotkaniem z Bogiem, do którego jakże często się Pan odnosi w swoich "Zapiskach"... A tak na marginesie: to niesłychane, do czego może doprowadzić obawa przed śmiercią i jakie dzieła mogą być jej efektem...

Na samym wstępie przedstawia się Pan razem z całą rodziną, czyli wspomnianą już żoną Apolonią oraz dorosłymi dziećmi: Tadeuszem, Jadwigą, Bożeną, Haliną i Wandą. Gromadka ta zacna, wokół Pana skupiona, zamieszkuje wieś Mużyny, a pracuje w zakładach elektrycznych Elpol piastując różne stanowiska - od magazyniera poczynając, poprzez elektryka, pielęgniarkę i pracownika przy taśmie na dziale montażowym kończąc. Wszyscy oni stanowią trzon Pana książki, która jest wskutek tego zapisem życia nie tylko Pana, ale i ich samych (wszak rodzina to jest siła!) oraz społeczności wiejskiej, wśród której przyszło Wam żyć. Oj, ciekawie tam macie w Mużynach, nie powiem! Wszelkie szczegóły związane z Waszą wsią, jej sympatycznymi mieszkańcami, na czele oczywiście z księdzem Jeremim, zatargi między sąsiadami czy ich liczne problemy oraz takie wydarzenia jak świniobicie, przypominały mi podobne zatargi w mojej okolicy, wszelkie waśnie, spory, ot ludzkie sprawy... Bardzo realnie Pan je przedstawił, w prosty, przystępny i wyrazisty sposób, no a przy tym jaki prawdziwy i często zabawny! Uśmiałam się towarzysząc Panu w częstych wizytach na plebani, sprzeczkach z Przybłędami czy Merduniami albo zabiegach o kolejnych zięciów dla córek czy żony dla Tadeusza... Rytm Waszego uporządkowanego życia, wierność Bogu i przykazaniom czy oddanie pracy bliskie są przecież każdemu człowiekowi.

Nacierpiał się Pan, Panie Marianie i wstydu najadł za ojca pijaka, a jak Pana serce musiało boleć, kiedy w szale bił on Pańską zahukaną matkę. To smutne dzieciństwo miało z pewnością duży wpływ na Pańską decyzję, by zostać abstynentem do końca życia. Zadziwił mnie Pan także tym, że jako młody chłopak pasł Pan gęsi. Choć to zajęcie wybitnie nie dla chłopców, zajął się Pan tym, bo w domu się nie przelewało i każdy grosz się liczył. Brawo, odważny z Pana człowiek! Pańskie życie bez wątpienia naznaczone jest wydarzeniami historycznymi. To, iż przykładowo trafił Pan do partii, nie było wynikiem upodobań politycznych, a jedynie chęcią zapewnienia Pańskiej rodzinie lepszego bytu, czego dowodem niech będzie to, iż Pańska matka nie wiedziała o tym wstydliwym dla Pana fakcie. Swoją odwagę, męstwo oraz zaradność chciał Pan wpoić swoim dzieciom. Ale dzieci jak to dzieci, czasem sobie z czymś nie radzą, wsparcia szukają i wtedy pomoc rodziców jak znalazł. Ponieważ (wybaczy Pan szczerość) pani Apolonia nie należy do tych najbardziej rozgarniętych, to właśnie Pan musiał wziąć sprawy w swoje ręce i wesprzeć swe pociechy - a to zasady savoir-vivre im wpajając (np. brak rozmów podczas posiłków), życie uczuciowe im organizując, a to znów chroniąc przed natarczywą sąsiadką. Taki troskliwy, dobry z Pana ojciec, Panie Marianie. Czasem miałam wrażenie, że znam Pana jak własną kieszeń! I dopiero po chwili przychodziła myśl, że jak to ja, prosta kobieta, literata jakiegoś znam? Niby skąd?

Aby nie przedłużać, napiszę na koniec, iż cieszę się ogromnie, że wystraszył się Pan tych dwóch kos, bo inaczej nie powstałyby te Pańskie "Zapiski...". Niech Pan zdrów będzie i wieku sędziwego dożyje!

Pozdrawiam serdecznie,
Wierna czytelniczka

Do słów owej czytelniczki (pod którymi się oczywiście podpisuję) chciałabym dorzucić swoje przysłowiowe trzy grosze. Powieść pani Danuty Noszczyńskiej warta jest z pewnością uwagi i czasu jej poświęconego. Jest to doskonałe studium psychologiczne człowieka (którego rys charakterologiczny bliski jest chyba każdemu z nas, bo niejeden Marian Żywotny po naszym ziemskim padole chadza), dające możliwość analizy socjologom, kulturoznawcom, językoznawcom, psychologom i innym specjalistom. Stylizacja językowa, dobór postaci, zdarzeń i miejsca akcji zasługują na pochwałę, bo widać w nich poświęcony czas, mozolną pracę i głębokie przemyślenia autorki. Co zatem sprawia, że książka ta w moim mniemaniu nie zasługuje na sześć gwiazdek, a jedynie na cztery? To brak kropki nad i, wykrzyknika czy czegoś podobnego. "Zapiski Mariana..." moim zdaniem nie mają dobrego zakończenia! Brakło mi podsumowania, wypunktowania, wniosków... Przyznam się, że czytałam ten pamiętnik z nadzieją, że finał okaże się bardziej spektakularny. Wiadomo, czytelnik powinien sam znaleźć konkluzję, delektując się skończoną lekturą. Ja odniosłam jednakże wrażenie, że pani Noszczyńska pisała sobie i pisała, a jak jej się skończył pomysł, to przestała i książkę skończyła. A szkoda, bo tak w mojej pamięci nie pozostanie interesujący, często groteskowy, aczkolwiek prawdziwy obraz Mariana, którego znamy z naszego otoczenia, ale średniej jakości wystylizowana pisanina, do której chyba już nie wrócę... A szkoda, bo zapowiadało się tak oryginalnie i niezwykle ciekawie...

Recenzja opublikowana na moim blogu:
http://mojaksiegarnia.blogspot.com/

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ślepnąc od świateł

Wiarygodna, mocna, dobrze spisana opowiastka z tygodnia pracy dilera. Ogromny plus za przedstawienie naszego 'bohatera'. Ułożony, wygadany (acz m...

zgłoś błąd zgłoś błąd