Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/12594/czytelnicze-powroty-czyli-dlaczego-w-doroslosci-nalezy-czytac-ksiazki-z-dziecinstwa

Czytelnicze powroty, czyli dlaczego w dorosłości należy czytać książki z dzieciństwa

25 wartościowy tekst

O ukochanych książkach z dzieciństwa rozmawiamy chętnie i często wspominamy je z prawdziwą czułością. Przywodzą na myśl tamte dawne zachwyty, pierwsze kroki w literackich światach, a do tego mamy świadomość, że to przecież one nas ukształtowały. Czasem zdarza się jednak, że ponowna lektura przynosi spore zaskoczenie, bo przecież dorosły znaleźć może w dziecięcej książce coś zupełnie innego.

I nie chodzi mi wcale o zmianę gustów czy oczekiwań, bo to zupełnie naturalne, że coś nam się kiedyś podobało, a po paru latach (albo dekadach) nie możemy pojąć, co w tym tekście widzieliśmy. I vice versa: coś, co kiedyś nas odrzuciło jako niezrozumiałe, po latach może odsłonić przed nami swoje uroki. Prosta sprawa. Bywa jednak tak, że z wydawałoby się dobrze znanej książki nagle wyczytujemy zupełnie nowe sensy.

Niedawno na łamach dwutygodnik.com Piotr Paziński ogłosił sporych rozmiarów tekst o „Akademii pana Kleksa” Jana Brzechwy. Przynajmniej dla generacji inicjujących się czytelniczo w PRL-u była to jedna z żelaznych pozycji lekturowych, generalnie lubiana, bo zabawna i pokazująca zupełnie fantastyczną szkołę, do jakiej każdy marzyłby chodzić (nadal posłałbym dziecko raczej do Akademii niż do Hogwartu, w którym przecież co chwilę dzieją się przerażające rzeczy i ciągle ktoś w dramatycznych okolicznościach umiera!). Tymczasem czytana w dorosłości powieść mocno niepokoi – sam odkryłem to parę lat temu, czytając ją na głos swoim dzieciom. Końcowe partie, w których pojawia się zagadkowy golarz Filip i jego dziecko-android Alojzy Bąbel, kiedyś budziły we mnie przyjemną grozę, dziś – niepokój. Pomijając całą tajemniczość tej sprawy – Brzechwa pozostawił wiele niedopowiedzeń, jego prawo – jako dorosłego czytelnika zdumiała mnie postawa Ambrożego Kleksa. Bąbel terroryzuje wszystkich uczniów i niszczy (fizycznie i w szerszym słowa tego znaczeniu) szkołę, a odpowiedzią Kleksa jest kompletna pasywność: oddani pod jego opiekę chłopcy muszą sobie radzić sami. W pewnym momencie jednak Kleks nie wytrzymuje i likwiduje Alojzego, przechodząc od pasywności do użycia nieumiarkowanej fizycznej siły. Katastrofy nic już jednak nie zatrzyma, a Kleks skończy jako guzik – nie byle jaki wprawdzie, ale jednak guzik. Od tego czasu nie umiem już myśleć o „Akademii pana Kleksa” jako o uroczej opowieści o bajkowej szkole, bo widzę w niej znacznie mroczniejsze i niejasne treści.

Poniekąd podobnym przypadkiem może być inny nasz narodowy klasyk, czyli „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. Sienkiewicz w ogóle nie ma ostatnio lekkiego życia (literackiego, rzecz jasna), bo z bezdyskusyjnie kochanego pupila wszystkich czytających Polaków stał się nagle przedmiotem ideologicznego sporu: jedni nadal go wielbią za chlubną wizję narodowej historii, inni z kolei chłoszczą za zasadniczo to samo – czyli gruntowanie szkodliwych stereotypów narodowych. W przypadku opowieści o Stasiu i Nel problem ideologiczny stał się szczególnie jasny przy okazji ostatniej ekranizacji powieści (z 2001 roku, w reżyserii Gavina Hooda): w filmie w istotny sposób zmieniono postaci Kalego i Mei oraz słynną scenę z wizytą u Mahdiego, te bowiem, w świetle naszych dzisiejszych standardów, są u Sienkiewicza dalece rasistowskie. W przypadku ekranizacji sprawa jest prosta – to odrębne dzieło, będące dzieckiem swoich czasów, nikt rozsądny nie będzie się czepiał o takie korekty – ale co począć z tekstem literackim, mającym przecież określoną formę? Czytelnik dorosły, mierzący się z ową powieścią, odkrywa, że prócz bardzo sprawnej historii przygodowej, jest to zarazem celny obraz epoki i czasów kolonializmu. Pytanie brzmi, co z dziećmi: dawać im tę powieść czy lepiej schować na później? Komentować? Zadbać o kontekst? Czy założyć, że to przecież dzieło sztuki literackiej, a dzieł sztuki się nie poprawia? Spadkobiercy Hugh Loftinga, autora cyklu o przygodach doktora Dolittle’a, rozstrzygnęli tę kwestię jednoznacznie: zakończenie pierwszego tomu zostało zmienione tak, żeby postać afrykańskiego władcy oczyścić z rasistowskich tonów. Takie niespodzianki także czekają na tych, którzy sięgają po książki z dzieciństwa: czasami mogą się one okazać obiektywnie inne!

Frajda z czytelniczych powrotów miewa zazwyczaj dwa oblicza. Po pierwsze, ogromnie przyjemnie jest odkryć, że magia książki wciąż działa, że przynosi te same emocje, co kiedyś. Mam tak na przykład z „Opowieściami z Narnii” C.S. Lewisa, ale też na przykład ze znacznie mniej znaną powiastką „Joachim Lis, detektyw dyplomowany”, napisaną przez Ingemara Fjella. Pamiętam doskonale ciepłą i zarazem intrygującą atmosferę tego zwierzęcego kryminału, czytanego przed laty w Radiu Dzieciom przez Henryka Talara. Kiedy po latach poszukiwań zdobyłem wreszcie egzemplarz (krótko przed wznowieniem go przez wydawnictwo Dwie Siostry), okazało się, że jest to historia dokładnie tak urocza, jak ją zapamiętałem.

Po drugie, bywa tak, że książka wciąż działa, ale jednak nieco inaczej. Weźmy osławiony cykl o Mikołajku duetu Goscinny i Sempé. Czytany „na dorosło”, nadal śmieszy i bawi jak przed laty, tyle że dziś dostrzegam w nim różne, wcześniej niezauważalne wątki: chociażby relacje między rodzicami głównego bohatera, to, jak wygląda codzienność w ich domu – to interesujący kawałek prozy obyczajowej z dość w sumie odległej epoki.

Fascynującym przypadkiem książki dla dzieci, która robi kolosalne wrażenie w wieku dojrzałym, są także „Bracia Lwie Serce” Astrid Lindgren (powiedzmy sobie szczerze: szwedzka pisarka w ogóle doskonale daje sobie radę, niezależnie od tego, kiedy ją czytamy, podobnie jak jej koleżanka z sąsiedniej Finlandii Tove Jansson – acz tu można się spierać, czy „Muminki” są literaturą dla dzieci). Powieść ta wzbudza zachwyt u czytelników dziecięcych, uwielbiałem ją od pierwszego wejrzenia, ale czytana w dorosłości okazuje się – obiektywnie – wybitna. Jej literackie walory – to jedno. Tym, co robi kolosalne wrażenie, jest, po pierwsze, to, że z perspektywy dorosłego człowieka powieść ta łamie wszelkie zasady literatury dziecięcej: historia dla dzieci, w której główni bohaterowie umierają zaraz na początku? Jeden ginie, ratując brata przed pożarem, a drugi w wyniku przewlekłej choroby?! Potem akcja dzieje się w zaświatach?!! A na końcu giną jeszcze raz??!! I to śmiercią de facto samobójczą???!!! To robi wrażenie na dorosłych, bo dzieci, jak wiadomo, nie wiedzą, że istnieją rzeczy, które nie są dla nich, więc mają takie zasady w nosie. Drugim niesamowitym walorem „Braci Lwie Serce” jest to, że oferują absolutnie cudowną i oryginalną wizję życia po śmierci, która nie ma nic wspólnego z tym, czego się można dowiedzieć na katechezie czy gdziekolwiek indziej. Zawsze zdumiewał mnie fakt, że pewne kręgi odsądzają od czci i wiary w gruncie rzeczy zupełnie niewinnego „Harry’ego Pottera”, nie zająkując się nawet o pełnej cudownej heretyckości powieści wielkiej Szwedki (ojej, mam nadzieję, że nie podsuwam tak nikomu tropu…).

Jeszcze inną kategorię stanowią książki dla dzieci, które czytamy już jako dorośli, bez nostalgicznego wsparcia – dotyczy to literatury, która powstała – bądź dotarła do nas – po prostu później, kiedy już dziećmi nie byliśmy. Ja mam tak na przykład z całą twórczością Roalda Dahla oraz „Serią niefortunnych zdarzeń” Lemony’ego Snicketa. „Matylda”, „Wiedźmy” czy „Charlie i fabryka czekolady” tego pierwszego to po prostu znakomite, ogromnie satysfakcjonujące powieści, pełne świetnej fabuły i ciętej obserwacji; z kolei trzynastoksiąg o sierotach Baudelaire od pierwszych stron uwodzi literacką przekorą i wcale nie tak niewinnym, jak można by sądzić po rozmiarach tych książeczek, obrazem świata dorosłych ludzi, pełnych dobrych intencji i kompletnie niegodnych zaufania.

Czy czytać lektury z naszego dzieciństwa? Pewnie, że tak – i to nie tylko po to, żeby karmić swoją nostalgię. Zarazem jednak warto sięgać po rzeczy nowe i nieznane, nawet jeśli nie mamy alibi pod postacią własnych dzieci czy wnuków. W końcu każdy ma w sobie dziecko – zadbajmy, żeby miało co czytać!

A Wy, P.T. Czytelnicy, jakie macie własne wielkie powroty i dziecięce odkrycia?

Powiązane treści:
5 nieoczywistych pisarzy na lato

„Utarł się pogląd, że latem najlepiej sięgać po książki lekkie, łatwe i przyjemne, kryminały i czytadła, które pozwolą błogo się odprężyć. Nigdy nie rozumiałem tej filozofii” – pisze Tomasz Pindel. Jakich więc pięciu pisarzy publicysta poleca na lato?



więcej
Bośnia w 6 książek

Bośnia nie okupuje najwyższych miejsc w rankingach popularnych kierunków wakacyjnych wyjazdów Polaków, choć prawda jest taka, że kraj to niebywale ciekawy. Można się o tym przekonać, oglądając zdjęcia w sieci, ale prawdziwie wilczy apetyt na podróż do owego bałkańskiego kraju wyrobi nam – oczywiście – literatura. Oto sześć propozycji bośniackich lektur.



więcej
Szkice o przekładzie, część czwarta. Tłumacz bohaterem literackim

Bywa, że tłumacz świetnie sprawdza się nie tylko jako ten, który tłumaczy z jednego języka na inny, lecz także jako pełnoprawna postać literacka. Którzy pisarze sięgnęli po takie rozwiązania, konstruując fabułę swoich książek? Tomasz Pindel odpowiada w czwartej odsłonie swego translatorskiego cyklu.



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Tomasz |  wypowiedzi: 60  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 737
Ssylwia
27-08-2019 08:38
I własnie przez ten tekst postanowiłam odświeżyć sobie książki o Panu Kleksie ;) A do książek z dzieciństwa czasami wracam i na pewno patrzę na nie z innej perspektywy. Przykład: Dzieci z Bullerbyn - pamiętałam, że bardzo mi się podobała w podstawówce, czytając ją niedawno obyło się bez zachwytów...
książek: 2611
jatymyoni
27-08-2019 15:45
Nie czytam i nie wracam do książek z dzieciństwa. Tyle jest innych ciekawych książek. Przeczytałam część dwukrotnie, raz sama, drugi raz z moją córką. Część czytałam po raz pierwszy, gdyż starałam się czytać wszystko co czyta moja córka. W powtórnym czytaniu tych książek najfajniejsze były rozmowy o nich z moim dzieckiem. Sięgnę po nie gdy będę mieć wnuka lub wnuczkę. Wszystkie leżą... Nie czytam i nie wracam do książek z dzieciństwa. Tyle jest innych ciekawych książek. Przeczytałam część dwukrotnie, raz sama, drugi raz z moją córką. Część czytałam po raz pierwszy, gdyż starałam się czytać wszystko co czyta moja córka. W powtórnym czytaniu tych książek najfajniejsze były rozmowy o nich z moim dzieckiem. Sięgnę po nie gdy będę mieć wnuka lub wnuczkę. Wszystkie leżą zapakowane na pawlaczu.
pokaż więcej
książek: 291
Agnesto
28-08-2019 13:34
Ja ostatnio czytałam Muminki - uwielbiam ogromnie. Teraz połknęłam - ale celowo rozwlekałam w czasie - Kubusia Puchatka i Chatkę Puchatka w dwóch wersjach językowych (polsko-angielskie + cudowne rysunki oryginalne. Uczta dla ciała, samopoczucia i duszy. POLECAM.
Niesamowite wrażenie czytać po latach książki z lat dorastania. Inny odbiór, inne postrzeganie, inny jest też nasz ZACHWYT.
książek: 32
ERaj-Autorka
30-08-2019 17:16
Polecam przeczytać jeszcze raz Dolinę Muminków w Listopadzie. Czytana przez osobę dorosłą, ujawnia nieoczekiwaną, psychologiczną głębię :)
książek: 238
Maupka
07-09-2019 21:52
Czasem mnie przeraża jak artykuły na LC potrafią mnie "stalkować" ;)
Kilka miesięcy temu skończyłem, po siedemnastoletniej przerwie Rok 1984. Dawnej porywała mnie historia romantycznej miłości, ale męką był opis funkcjonowania Orwellowskiego społeczeństwa. Paradoksalnie przy ostatniej lekturze to właśnie ta część książki najbardziej mnie urzekła, a zarazem...
Czasem mnie przeraża jak artykuły na LC potrafią mnie "stalkować" ;)
Kilka miesięcy temu skończyłem, po siedemnastoletniej przerwie Rok 1984. Dawnej porywała mnie historia romantycznej miłości, ale męką był opis funkcjonowania Orwellowskiego społeczeństwa. Paradoksalnie przy ostatniej lekturze to właśnie ta część książki najbardziej mnie urzekła, a zarazem nastroiła do licznych refleksji.
Dosłownie w tym momencie jestem w trakcie kolejnego powrotu, czyli Winnetou. Piękne sprawa! Tu przerwa trwała prawie dwadzieścia lat, a książkę poznaję niemal na nowo i zapewne z zupełnie innymi odczuciami. A ponoć wehikulik czasu nie istnieje :)
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Wiedźma

Lekka, przyjemna lekturka na wieczór. Jedynie zakończenie rozczarowujące, jakby autorka nie wiedziała co ma dalej zrobić z akcją i bohaterami.

zgłoś błąd zgłoś błąd